swieta_1
28.08.06, 13:34
Tal czasami czytam nasze wątki( no swoje też) i tak myślę sobie jakie te EX,
naszych obecnych naprawdę są. Nie mogą być aż takie "be", skoro M wybrał ją
sobie na żonę i ileś tam czasu z Nią był. I co? Oczu nie miał, klapki na tych
oczach czy inne mazy? Do ślubu - nie oszukujmy się nie nikt go nie zmuszał (
pomiędzy bajki można włożyć -"na ciążę mnie wzięłą" - a on taki biedny nie
wiedział skąd dzieci się biorą), zwyczajnie zakochany był, tak jak teraz w
każdej z nas. A skoro najpierw była "tamta" a teraz jestem ja no to ....
cholera siły nie ma - 0,001promila ale coś wspólnego mamy. Może to nie dużo,
ale zawsze coś.
Pewnie że każda z nas jest ta jedyna, najpiękniejsza, najmądrzejsza i tylko do
kochania( hmmm). Ale jak tak czytam to NIE CHCĘ być ex, nie chcę być "be".
Jasne że mój M to już na zawsze i wogóle tylko ja i On(a co się będę),
najlepsi i najszczęśliwi.
Tylko że gdzieś tam, kilka ulic dalej, mieszka ONA, ta ponoć zła, wredna,
niedobra i mimo upływu 5lat jest ciągle sama( tak to wygląda i nie ma
najmniejszych oznak że jest ktoś) i Mała z Nią mieszka i przechodzi Jej styl
życia i bycia - może dobrym, może złym ( ale to moje zdanie!), to wyjdzie w
kiedyś tam. A może Ona ciągle przeżywa porażkę, może jej źle, może dlatego
taka jest że została sama.... może ...
Nie chcę być "złą, wredną" Ex, oboje staramy się żeby nam wyszło, ale jeśli
nie to ktoś kiedyś o mnie napisze " brzydka, głupia, wredna" nie sprawdziwszy
jak jest naprawdę i dlaczego? Zaszła mi "była" za skórę, tylko przez Małą, ale
może w ogólnym rozrachunku wyjdzie że to Ona miała rację?
Pozdrawiam mamy( bo wiem że czytają), macochy( w 100%czytają), obecne i byłe
żony.