coccodrilla
29.08.06, 23:07
Pisze, bo juz tak mi sie ta sytuacja przejadla, ze musze sie gdzies wyzalic.
Moze ktoras z Was byla w podobanej sytuacji i potrafi mi powiedziec jak to
ulozyc, zdystansowac sie.
Jestem macocha cudnego Dziecia w wieku lat osmiu. Dziec przebywa na stale pod
opieka Mamy. Mama jest dsc hardcorowa lagodnie mowiac. Od trzech lat pozostaje
bezrobotna, "utrzymuje" sie z alimentow, zyja wiec z Dzieckiem na granicy
nedzy. Mieszkaja na drugim koncu Polski, nie jestesmy wiec w stanie
uczestniczyc w codziennym zyciu Dziecka, Ojca nie stac na czeste wizyty, bo
same koszty podrozy wynosza okolo 200 zl. Od lata Matka jest formalnie
bezdomna. Od 5 lat co kilka miesiecy zmienia miejsce zamieszkania, odkad
Rodzice rozstali sie, Dziecko nie ma swojego kata. Z racji odleglosci Ojciec
jest bardziej wakacyjna atrakcja, choc stosunki wygladaja poprawnie.Dziecko
cieszy sie bedac tutaj i wyczekuje tych przyjazdow.
Matka nie radzi sobie emocjonalnie,uzywa wobec Dziecka niepralmentarnego
slownictwa typu spierdalaj, bije je np deska, kopie, policzkuje. Dziecko
czesto chodzi brudne (np wykloca sie z nami na temat zbyt czestego mycia,a
kiedy przyjechalo do nas nie mozna mu bylo domyc nog), chodzi w obdartych,
przymalych ubraniach (regularnie zaopatrujemy Dziecko w ubarania, rownie
regularnie nowe badz prawie nowe ciuszki powracaja po kilku miesiacach w
oplakanym stanie), nie ma odpowiednich butow (w zimie w sniegu zniszczyla nowe
adidasy, skonczylo sie to zapaleniem oskrzeli oraz dosylaniem przez nas butow
na drugi koniec Polski....bo mamie pieniedzy zabraklo...) Od czasu do czasu w
jakichs dziwnych porach, najczesciej w weekendy docieraja do nas rozpaczliwe
smsy: nie mam na jedzenie i na czynsz. Alimenty sa placone regularnie, a procz
tego od 3 lat Matka nie kupuje Dziecku ubran. Procz tego Dziecko bylo
swiadkiem sytuacji niewlasciwych typu wspollokatorzy uprawiajacy sex, w
obecnosci Matki zostalo poczestowane alkoholem, Mama przedstawiala mu "nowych
tatusiow" itp. Otwartego konfliktu z Matka niejako nie ma, po rozstaniu
wyniosla sie na drugi koniec Polski, gdzie jest sama z Dzieckiem bez zadnej
pomocy, na jakiekolwiek zarzuty odpowiada "jak Ci sie nie podoba pozwij mnie
do sadu". Praktycznie sie nie odzywa, nie informuje o istotnych sprawach typu
zmiana badz brak adresu, trzeba to na niej prawie wymuszac. Na pytania
dotyczace ich sytuacji reaguje pretensjami, ze jej sie wtracamy w zycie. O
wiekszosci spraw dowiadujemy sie od Dziecka. Na upomnienia ojca w sprawie
stosowania przemocy reaguje lzami i przeprosinami. Dziecko pytane czy podobne
incydenty sie powtarzaja odpowiada, ze nie, w co : a. szczerze watpie b. co z
tego jesli pozniej serwuje nam nastepna, rownie "przyjemna" historyjke.
Od kwartalu Pani zapowiadala swoj wyjazd za granice, nie mogla przy tym
zdecydowac sie, gdzie, na jak dlugo i kiedy. Mn co dwa tygodnie slyszelismy
inna wersje, pewne bylo jedynie to, ze Dziecko mialo pozostac przy nas, pomimo
naszych obiekcji (trudnosci mieszkaniowe). Po bezskutecznych pertrkacjach z
Pania, ktora zachowywala sie jak osoba niezrownowazona psychicznie, zaczelismy
szukac wiekszego mieszkania. Prawie juz podpisalismy umowe najmu mieszkania na
najblizsze dwa lata, kiedy Pani radosnie oznajmila nam, ze ona sobie sprawe
przemyslala i ze jednak nie wyjezdza tylko przprowadza sie, tym razem jeszcze
gdzie indziej, ale w sumie rownie daleko. Ojcu podziekowala za to ze sie "tak
przejal sytuacja". Przez ostatnie kilka tygodni nie potrafilismy odpowiedziec
sobie ani dziecku gdzie bedziemy mieszkac i gdzie bedzie chodzic do szkoly,
gdzie bedzie Mama i jak dlugo jej nie bedzie (nam powiedziala co innego,
Dziecku co innego, Dziecko sie "nieco zasmucilo" ze az tyle ma jej nie
byc...)Zapisalismy Dziecko do szkoly, mama jednoczesnie zapisuje je gdzie
indziej, ale JESZCZE nie podala ani planowanego adresu zamieszkania ani
szkoly. Dziecko mowi, ze jest mu juz wszytko jedno, gdzie bedzie i ze przyjmie
kazda nasza decyzje. Procz tego wspomina, ze powinno sie zabic, kilkakrtnie
siegnelo przy nas po noz. Ostatni miesiac, miast wypoczynku i wyjazdu z
Dzieckiem to ciag nieprzerwanych wizyt u prawnikow, psychologow itp. Oboje
jestesmy juz bliscy obledu, a w dodatku w dalszym ciagu nie znamy ostatecznego
miejsca pobytu Dziecka. Jestem wsciekla, ze tyle wysilku i nerwow popszlo na
marne, bo ktos ma takie widzimisie.
W swietle prawa zatrzymanie Tu dziecka oznacza natychmistowe wniesienie
wniosku o ustalenie miejsca pobytu i rozpetanie wojny, w ktorej nasza sytucja
jest watpliwa, gdyz nie mamy dowodow na stosowanie przez matke przemocy, no i
nie dysponujemy solidnym zapleczem mieszkaniowym. Wg cudownego polskiego prawa
matka to swieta krowa, a Dziecko powinno zostac skatowane, zeby dowody przeciw
niej byly wystarczajco mocne

Ojcu zas dodatkowo zalezy na utrzymaniu
poprwanych stosunkow z Matka, bo w interesie Dziecka jest by mialo oboje
rodzicow. Mnie jednak serce krwawi, kiedy widze te niepewnosc Malego
Czlowieka, ktory bezwglednie zasluguje na to by WIEDZIEC gdzie jest JEGO
MIEJSCE W SWIECIE. Wiem, ze nie ma dobrych rozwiazan, ale zdaje mi sie ze
mniejszym zlem byloby pozostanie Dziecka u nas. Jednak Ojciec uwaza, ze "Matka
nie tylko po to by urodzic" i ze nie jest obecnie przygotowany na ewentualna
sprawe o opieke, po lecie jestesmy oboje wycienczeni.
Czuje sie bezsilna patrzac na ten ogromy chaos. Jednoczesnie zas jestem
wsciekla i ciazy mi to, bo osobiscie Mama Dziecia nijakiej krzywdy ani
zniewagi mi nie wyrzadzila. Czy ktoras z Was przeszla cos takiego i jak sie od
tego oddzielic emocjonalnie, skoro formalnie nie mam zadnej mzliwosci
dzialania? I jak zapewnic DZieciowi te odrobine bezpieczenstwa w tym
szalenstwie, skoro sama chwilami trace grunt pod nogami?