Skomplikowane, smutne i dlugie

29.08.06, 23:07
Pisze, bo juz tak mi sie ta sytuacja przejadla, ze musze sie gdzies wyzalic.
Moze ktoras z Was byla w podobanej sytuacji i potrafi mi powiedziec jak to
ulozyc, zdystansowac sie.

Jestem macocha cudnego Dziecia w wieku lat osmiu. Dziec przebywa na stale pod
opieka Mamy. Mama jest dsc hardcorowa lagodnie mowiac. Od trzech lat pozostaje
bezrobotna, "utrzymuje" sie z alimentow, zyja wiec z Dzieckiem na granicy
nedzy. Mieszkaja na drugim koncu Polski, nie jestesmy wiec w stanie
uczestniczyc w codziennym zyciu Dziecka, Ojca nie stac na czeste wizyty, bo
same koszty podrozy wynosza okolo 200 zl. Od lata Matka jest formalnie
bezdomna. Od 5 lat co kilka miesiecy zmienia miejsce zamieszkania, odkad
Rodzice rozstali sie, Dziecko nie ma swojego kata. Z racji odleglosci Ojciec
jest bardziej wakacyjna atrakcja, choc stosunki wygladaja poprawnie.Dziecko
cieszy sie bedac tutaj i wyczekuje tych przyjazdow.

Matka nie radzi sobie emocjonalnie,uzywa wobec Dziecka niepralmentarnego
slownictwa typu spierdalaj, bije je np deska, kopie, policzkuje. Dziecko
czesto chodzi brudne (np wykloca sie z nami na temat zbyt czestego mycia,a
kiedy przyjechalo do nas nie mozna mu bylo domyc nog), chodzi w obdartych,
przymalych ubraniach (regularnie zaopatrujemy Dziecko w ubarania, rownie
regularnie nowe badz prawie nowe ciuszki powracaja po kilku miesiacach w
oplakanym stanie), nie ma odpowiednich butow (w zimie w sniegu zniszczyla nowe
adidasy, skonczylo sie to zapaleniem oskrzeli oraz dosylaniem przez nas butow
na drugi koniec Polski....bo mamie pieniedzy zabraklo...) Od czasu do czasu w
jakichs dziwnych porach, najczesciej w weekendy docieraja do nas rozpaczliwe
smsy: nie mam na jedzenie i na czynsz. Alimenty sa placone regularnie, a procz
tego od 3 lat Matka nie kupuje Dziecku ubran. Procz tego Dziecko bylo
swiadkiem sytuacji niewlasciwych typu wspollokatorzy uprawiajacy sex, w
obecnosci Matki zostalo poczestowane alkoholem, Mama przedstawiala mu "nowych
tatusiow" itp. Otwartego konfliktu z Matka niejako nie ma, po rozstaniu
wyniosla sie na drugi koniec Polski, gdzie jest sama z Dzieckiem bez zadnej
pomocy, na jakiekolwiek zarzuty odpowiada "jak Ci sie nie podoba pozwij mnie
do sadu". Praktycznie sie nie odzywa, nie informuje o istotnych sprawach typu
zmiana badz brak adresu, trzeba to na niej prawie wymuszac. Na pytania
dotyczace ich sytuacji reaguje pretensjami, ze jej sie wtracamy w zycie. O
wiekszosci spraw dowiadujemy sie od Dziecka. Na upomnienia ojca w sprawie
stosowania przemocy reaguje lzami i przeprosinami. Dziecko pytane czy podobne
incydenty sie powtarzaja odpowiada, ze nie, w co : a. szczerze watpie b. co z
tego jesli pozniej serwuje nam nastepna, rownie "przyjemna" historyjke.

Od kwartalu Pani zapowiadala swoj wyjazd za granice, nie mogla przy tym
zdecydowac sie, gdzie, na jak dlugo i kiedy. Mn co dwa tygodnie slyszelismy
inna wersje, pewne bylo jedynie to, ze Dziecko mialo pozostac przy nas, pomimo
naszych obiekcji (trudnosci mieszkaniowe). Po bezskutecznych pertrkacjach z
Pania, ktora zachowywala sie jak osoba niezrownowazona psychicznie, zaczelismy
szukac wiekszego mieszkania. Prawie juz podpisalismy umowe najmu mieszkania na
najblizsze dwa lata, kiedy Pani radosnie oznajmila nam, ze ona sobie sprawe
przemyslala i ze jednak nie wyjezdza tylko przprowadza sie, tym razem jeszcze
gdzie indziej, ale w sumie rownie daleko. Ojcu podziekowala za to ze sie "tak
przejal sytuacja". Przez ostatnie kilka tygodni nie potrafilismy odpowiedziec
sobie ani dziecku gdzie bedziemy mieszkac i gdzie bedzie chodzic do szkoly,
gdzie bedzie Mama i jak dlugo jej nie bedzie (nam powiedziala co innego,
Dziecku co innego, Dziecko sie "nieco zasmucilo" ze az tyle ma jej nie
byc...)Zapisalismy Dziecko do szkoly, mama jednoczesnie zapisuje je gdzie
indziej, ale JESZCZE nie podala ani planowanego adresu zamieszkania ani
szkoly. Dziecko mowi, ze jest mu juz wszytko jedno, gdzie bedzie i ze przyjmie
kazda nasza decyzje. Procz tego wspomina, ze powinno sie zabic, kilkakrtnie
siegnelo przy nas po noz. Ostatni miesiac, miast wypoczynku i wyjazdu z
Dzieckiem to ciag nieprzerwanych wizyt u prawnikow, psychologow itp. Oboje
jestesmy juz bliscy obledu, a w dodatku w dalszym ciagu nie znamy ostatecznego
miejsca pobytu Dziecka. Jestem wsciekla, ze tyle wysilku i nerwow popszlo na
marne, bo ktos ma takie widzimisie.

W swietle prawa zatrzymanie Tu dziecka oznacza natychmistowe wniesienie
wniosku o ustalenie miejsca pobytu i rozpetanie wojny, w ktorej nasza sytucja
jest watpliwa, gdyz nie mamy dowodow na stosowanie przez matke przemocy, no i
nie dysponujemy solidnym zapleczem mieszkaniowym. Wg cudownego polskiego prawa
matka to swieta krowa, a Dziecko powinno zostac skatowane, zeby dowody przeciw
niej byly wystarczajco mocnesad Ojcu zas dodatkowo zalezy na utrzymaniu
poprwanych stosunkow z Matka, bo w interesie Dziecka jest by mialo oboje
rodzicow. Mnie jednak serce krwawi, kiedy widze te niepewnosc Malego
Czlowieka, ktory bezwglednie zasluguje na to by WIEDZIEC gdzie jest JEGO
MIEJSCE W SWIECIE. Wiem, ze nie ma dobrych rozwiazan, ale zdaje mi sie ze
mniejszym zlem byloby pozostanie Dziecka u nas. Jednak Ojciec uwaza, ze "Matka
nie tylko po to by urodzic" i ze nie jest obecnie przygotowany na ewentualna
sprawe o opieke, po lecie jestesmy oboje wycienczeni.

Czuje sie bezsilna patrzac na ten ogromy chaos. Jednoczesnie zas jestem
wsciekla i ciazy mi to, bo osobiscie Mama Dziecia nijakiej krzywdy ani
zniewagi mi nie wyrzadzila. Czy ktoras z Was przeszla cos takiego i jak sie od
tego oddzielic emocjonalnie, skoro formalnie nie mam zadnej mzliwosci
dzialania? I jak zapewnic DZieciowi te odrobine bezpieczenstwa w tym
szalenstwie, skoro sama chwilami trace grunt pod nogami?

















    • nangaparbat3 Re: Skomplikowane, smutne i dlugie 29.08.06, 23:41
      A moze ta pani oddałaby Wam dziecko po dobroci? Cuda się zdarzają.
      Jeśli dziecko osmioletnie mowi o samobojstwie, to jest chyba bardzo źle.
      Może dałoby sie skonsultować z sensowwnym psychologiem, kiedy u Was bedzie? Bo
      moze trzeba je koniecznie tej pani odebrać - jednak.
      • natasza39 Re: Skomplikowane, smutne i dlugie 30.08.06, 00:13
        Moze i polskie sady przyznają matkom dzieci, ale tu się nie ma co podniecać
        tym, że dziecka sad Wam nie "przyzna", tylko kurcgalopem biec do sadu i wniesc
        wniosek o to aby stały pobyt dziecka był przy ojcu. zbierzcie zaświadczenia od
        psychologów, którzy dziecko konsultuja, wniescie o badanie dziecka RODK-u.
        Poczytaj wątki wioli, ona ma podobna sytuację.
        Ojciec zdecydowanie powinien walczyc o dziecko.
        Pomijajac wszystko inne niedopuszczalnym jest fundowanie dziecku takiej
        niepewnosci, ze ono nie wie gdzie jest jego dom, szkoła. To niedopuszczalne po
        prostu jest.
        Ojciec ma nie tyle PRAWO co OBOWIAZEK zajać sie w takiej sytuacji dzieckiem.
        A matka niech jedzie w diabły zagranice!
        Na poczatek nie wnoscie o alimenty od niej, bo ja to rozjuszy. Jak jest
        bezrobotna to i tak sad jej wiele nie przyzna, a może ten argument,
        przynajmniej na poczatku do niej przemówi!
    • mamaika Re: Skomplikowane, smutne i dlugie 30.08.06, 11:58
      Nie rozumiem jak to ojciec nie jest przygotowany ?! Wydaje mi się,że już dawno
      powinien wnieść sprawę. Nie bardzo wiem nad czym się zastanawiacie.Zamiast
      latać od prawnika do prawnika lećcie do sadu wnieść sprawę, pewne jest,że matka
      będzie walczyła w końcu podobnie jak moja była eks żyje z alimentów na dziecko,
      tyle że moja eks normalna była i coś takiego miejsca nie miało jak jest u Ciebie
      • coccodrilla Re: Skomplikowane, smutne i dlugie 30.08.06, 14:30
        Sprawa sie skomplikowala, bo wg ostatnich newsow Matki wynika, iz rodzina, ktora
        tez miala jej serdecznie dosc, i to do tego stopnia, ze matka odmowila jej dachu
        nad glowa, postanowila zakupic jej....mieszkanie. Ponoc juz nawet w jakims
        Pipidowku (bo na wiecej ich nie stac) podpisali umowe kupna i lokum ma byc
        dostepne do zamieszkania w ciagun najblizszych kilku tygodni, po uprzednim
        remoncie, choc podobno i w takim mieszkac sie da. Adresu i blizszych szczegolow
        nie znamy, jak rowniez kiedy mielibysmy przekazac Dziecko, Matka nie zapisala go
        jeszcze do szkoly, zamierza to uczynic...w najblizszych dniach. Pani jak zwykle
        konsekwentnie pilnuje sie by nie zdradzic zbyt wiele jesli chodzi o jej plany i
        nie wiadomo co jeszcze wymysli, bo co kilka dni dociera do nas jakas kolejna
        rewelacja. Dziecko placze, ze chce zostac i jest istna szopka.

        Nie wiem jak w takiej sytuacji wygladalibysmy my jako opiekunowie Dziecka, bo
        nie mamy wlasnego mieszkania. Obecnie mieieszkamy w kawalerce nalezcej do mojej
        rodziny, z ktora bardzo mi sie pogorszyly uklady i prawdopodobnie nie moglibysmy
        tu zostac z Przychowkiem, dlatego szukalismy czegos innego.

        Jesli chodzi o przemoc wobec Dziecka nie dyspomujemy zadnymi dowodami - nie bylo
        zanego kuratora ani skarg ze szkoly, od sasiadow, dowodem sa nasze slowa i
        opowiesci osmiolatka. MOPS (ne wiadomo ktory) zna sytuacje z opisow Matki, ktora
        by uzyskac pomoc socjalna zataila istnienie Tatusia i alimentow, dodatkowo
        zabronila Dziecku przyznawac sie w MOPSI-e, ze takowy ISTNIEJE, PLACI, ODWIEDZA,
        ZABIERA NA WAKACJE. Dziecko nie pozostawalo pod opieka psychologa, bo Mamusia
        mimo szeregu niewlasciwych zachowan (np zachowan typowo seksulanych wobec
        doroslych - podgladanie, calowanie z jezyczkiem czy tez kopania Pani
        Przedszkolanki, bo juz innych argumentow zabraklo) uznala, iz Dziecku takowa
        pomoc...niepotrzebna. Raz probowala nas wpuscic w kanal, bysmy zorganizowali
        Dziecku terapie...podczas wakacji...Dziecko ma zapewniona przez nas grupe
        terapeutyczna od pazdziernika, ale konsultowane przez psychologa nie bylo, jest
        to za lekki przypadek na indywidualna terapie. Prawdopodobnie istnieja jakowes
        zapiski pedgoga szkolnego i przedszkolnego, ale co w nich jest nie wiemy,
        standardowo do nowej szkoly sie ich nie przesyla. Jutro Ojciec ma dzwonic do
        starej szkoly i rozmawiac z pedagogiem.

        W zwiazku z tym Ojciec uwaza, ze nie ma solidnych podstaw, by podwazyc
        wiarygodnosc Matki - jej slowa przeciw naszym. Dodatkowo ona zyskuje teraz
        powazny argument w postaci mieszkania, na co nas w aktualnej sytuacji nie stac.
        Dolaczywszy do tego wycienczenie spowodowane cala sytuacja, stwierdzil ze nie ma
        sily pakowac sie w wielomiesieczna wojne i wywlekanie brudow. Pani klamala juz
        raz podczas sprawy o alimenty i tuataj prawdopodbnie nie zawahalaby sie, bo
        przeciez chodzi o opieke nad Dzieckiem. Po dobroci zas nam Go nie odda, gdyby
        nie to, ze Dziecko nie ma paszportu i Ojcec nie wyarzil zgody na zaganiczne
        wojaze, zabralaby Dziecko ze soba o czym nam otawrcie powiedziala. Tam, gdzie
        sie wybierala, nie ma rodziny ni przyjaciol, nie zna jezyka, a mieszkania i
        pracy zamierzala szukac... po przyjezdze...Jednak wg Niej naturalne jest, ze
        miejsce Dziecka jest przy Matce i oczywiscie zamierzala sie zglosic do
        Przechowalni po swoj tobolek...po powrocie...

        Ja ze swej strony czuje ogromny smutek, bo Ojca juz raczej nie przekonam, ze
        warto i trzeba walczyc. Boje sie, oczywiscie, konsekwencji takiej sprawy, ale
        mam wrazenie, ze jak sie powiedzialo A to trzeba powiedziec B i ze jest to nasz
        obowiazek moralny, by to Dziecko mialo w koncu swoje miejsce w swiecie. I tak
        sie z tym strasznie miotam, ze klocimy sie o to i jestem juz zmeczona tak
        bardzo, ze nie wiem, czy ten zwiazek to przetrwa. Myslac perpektywicznie, nie
        chce by moje przyszle, ewentualne Dzieci byly narazone na podobne sytuacje.
        Ostatnie tygdnie to koszmar, po ktorym wszyscy potrzebujemy fachowej pomocy i
        wakacji...po wakacjach...
        • chalsia Re: Skomplikowane, smutne i dlugie 30.08.06, 14:38
          przykro mi o tym napisać, jednak Twój partner to dupa a nie chłop, skoro "on
          nie ma siły" i jakoś do tej pory nie za bardzo się przejmował i dowiadywał.
          Przecież sam fakt (do udowodnienia), że kazała dziecku kłamać w MOPSie jest
          bardzo poważnym argumentem przeciwko matce.
          I na Twoim miejscu miałabym dokładnie takie same poważne wątpliwości co do
          kontynuowania związku z takim facetem.
          A dziecka mi żal ogromnie.
          Chalsia
          • coccodrilla Re: Skomplikowane, smutne i dlugie 30.08.06, 15:35
            To wszytko jest bardzo trudne i On naprawde probuje istniec w zyciu Dziecka,
            jednak odleglosc i koszty zwiazane z podrozami skutecznie uniemozliwiaja mu
            czeste wizyty. Matki nie stac na telefon czy chocby wyslanie glupiej kartki
            pocztowej, srednio raz na kwartal wysle zdawkowy e-mail, na jego e-maile
            odpowiada jak ma chumor i ochote, smsa wysle jak nie ma pieniedzy. Listu nie
            mozna do niej wyslac, bo gospodarze sobie nie zycza...

            Rozstanie z Ta kobieta, ktora zdradzala Go juz bedac w ciazy, kosztowalo go
            wiele miesiecy depresji. Dziecko mialo wtedy trzy lata i prawdopodobnie wtedy
            byloby najlatwiej przejac opieke nad Dzieckiem, ale zajal sie wtedy ratowaniem
            sie siebie. Pani zas, by Jej nie kotrolowal (zarzuca to swej Rodzinie i Ojcu
            Dziecka) wyprowadzila sie na drugi koniec Polski.

            "Delikatne" obchodzenie sie z Mama spowodowane jest Jego wlasnymi przezyciami z
            dziecinstawa - Jego matka z racji choroby i znecania sie nad nim zostala
            pozbawiona praw rodzicielskich, wychowal go Ojciec. Stad na moje argumenty, ze
            przeciez przejecie opieki nad Dzieckiem nie oznacza, ze nie bedzie ono mialo
            Matki, ze moze ja widywac i spedzac z nia czas, na podobnych zasadach jak
            dotychczas z Ojcem, odpowiada mi ze On sam matki nie mial i jest to dla Dziecka,
            jakakolwiek by ta Matka byla, ogromna strata i On chce by stosunki miedzy nimi
            jako kluczowymi osobami w zyciu Dziecka byly poprawne. Psychlodzy, z ktorymi sie
            konsultowalismy odpowiadaja, ze nie moga w sytucaji, gdy slysza wersje tylko
            jednej strony wydac miarodajnej opinii, i ze jest to zbyt skomplikowana
            sytuacja, by ja od razu ocenic. Matka i Dziecko sa na pewno silnie zwiazane
            emocjonalnie, Matka twierdzi, ze sie stara i dla Dziecka chce jak najlepiej,
            Dziecko oczywiscie jest pomieszane, bo z jednej strony ja kocha, z drugiej
            strony boi sie jej agresywnych zachowan, jest jednak zbyt male by jednoznacznie
            to ocenic. My dowiadujemy sie o tym przyadkiem po kilku miesiacach, kiedy
            Dziecko "jakos" to w sobie przetrawi...

            Jesli chodzi o MOPS: 1. nie wiadomo ktory, a miasto duze 2. Dziecko dostalo
            instrukcje postepowania w razie gdyby zostalo zapytane o cos, a najlepiej by
            milczec 3. nie wiadomo czy zostalo zapytane i jaka byla Jego odpowiedz
            • coccodrilla Re: Skomplikowane, smutne i dlugie 30.08.06, 15:41
              Ojciec nie zarzuca oczywiscie mozliwosci wytocznia sprawy Matce w przyszlosci,
              chcialby tylko zebrac wiecej dowodow. Tylko ja mam problem jak to wszytko
              przezyc i zdystansowac sie, pewnych rzeczy za niego przeciez nie zrobie...On po
              prostu twierdzi, ze zeby bylo lepiej czasem musi byc gorzej i ze np w Jego
              przypdaku byly konkretne dowody, a tu ich brakuje. Niestety sama to slyszalam od
              bieglego sadowegosad
            • natasza39 Re: Skomplikowane, smutne i dlugie 30.08.06, 16:38
              coccodrilla napisała:

              > To wszytko jest bardzo trudne i On naprawde probuje istniec w zyciu Dziecka,
              > jednak odleglosc i koszty zwiazane z podrozami skutecznie uniemozliwiaja mu
              > czeste wizyty

              Sorry, ale istota ojcowsta nie polega na "istnieniu" w zyciu dziecka, tylko na
              walce o nie, jesli to potrzebne. O wychowaniu nie wspomne, bo to chyba
              oczywiste!
              Już chyba w szyscy napisali, co macie zrobic.
              Wy jednak z góry zakładacie, ze napewno nie wygracie w sadzie "bo sąd zawsze
              matce dziecko przyznaje", więc nie ma się co dłużej produkować tu na forum bo
              to bez sensu.
              A problemy, które ma to biedne dziecko, nie da się rozwiązać tylko
              poprzez "istnienie" tylko w jego zyciu.
              • coccodrilla Re: Skomplikowane, smutne i dlugie 30.08.06, 21:38
                Nataszo, szanuje Wasze zdanie i rady. Jednak, jak pisalam, to nie ja podejmuje
                tu decyzje, glowa muru nie przebije, Ojciec ma tutaj swoje zdanie i jakkolwiek
                mi sie to nie podoba, nie potrafie ocenic, kto ma racje - On, ktory chce
                odczekac, by wzmocnic swa pozycje i zebrac niepodwazalne dowody, czy ja, ktora
                chcialabym isc za ciosem,nawet jesli mielibysmy przegrac. NIE MAM MOZLIWOSCI
                wniesienia sprawy do sadu, bo nie jestem rodzina, moge jedynie wspierac, ale tak
                sie sklada, ze aktualnie jestem kompletnie wycienczona i nie wiem, jak w tym
                wszytkim nie zwariowac. Miedzy innymi dlatego tu pisze, bo mialam nadzieje, ze
                ktoras z Was powie mi jak Wy sobie radzicie/poradzilyscie z podobna
                sytuacja.

                Jesli zas chodzi o maly wklad Ojca w zycie Dziecka... Mieszkamy 400 km od
                Dziecka, nie stac go na cotygodniowe wizyty u Dziecka - tyle jesli chodzi o
                kontakty osobiste- procz wizyt regularnie Dziecko spedza z nami wszytkie swieta
                i polowe wakacji oraz ferie. To On, nie Matka - zorganizowal mediacje zaraz po
                rozstaniu z matka, ta po prostu sie wyniosla na drugi koniec Polski. To On
                najczesciej dzwoni i pisze - jej na to: a. nie stac b. nie ma czasu na
                odbieranie telefonow i odpisywanie na listy (choc nie pracuje od trzech lat...)
                To My kupujemy Dziecku rokrocznie buty letnie, jesenne, zimowe oraz pozostale
                ubrania. Od trzech lat nie widzialam chocby chusteczki do nosa zakupionej przez
                Matke. Dysponujemy rachunkami. Wszystke podreczniki, plecak, przybory szkolne
                zakupilismy my. W tym roku Mama juz sie upomina o wczesniejsze alimenty, bo nie
                ma pieniedzy na wyprawke. Wg Mamy, mimo ciaglych przypomnien Ojca, Dziecku nie
                jest potrzebna pomoc psychologiczna, jesli wg nas jest ona potrzebna mozemy ja
                zoraganizowac podczas pobytu Dziecka u nas. To My zabieramy Dziecko do kina,
                teatru, na lyzwy, na wakacje - Mamy na to nie stac ani tez jej to nie
                interesuje, woli poczytac ksiazke, sama, Dziecko ma w tym czasie sie soba zajac
                i nie przeszkadzac, na szczescie jest na tyle zdolne, ze sie samo nauczylo
                czytac nim poszlo do zerowki.

                Pewnie zawsze mozna wiecej, ale kazdy ROBI to co MOZE. My tez. Dojscie do siebie
                zajelo mojemu facetowi ponad rok besennosci i depresji, jesli mialby sie wtedy
                zajac Dzieckiem to wg Jego owczesnej oceny nie zaspokoilby Jego potrzeb. A
                przeprawdzka Matki wygladala,ze po prostu pewnego dnia wyslala smsa w ten
                weekend przeprowadzam sie do A. I tyle ja bylow idac, i tak to mniej wiecej
                wyglada do dzis. Ale chyba rzeczywiscie strzepie jezyk po proznicy...


                • lilith76 Re: Skomplikowane, smutne i dlugie 31.08.06, 09:18
                  > woli poczytac ksiazke,

                  Jeśli czyta książki to nie jest tragicznie. Dziś już rzadko kto czyta wink
                  Cocodrilla nie bierz mojej wypowiedzi tak bardzo serio.
                  • coccodrilla Re: Skomplikowane, smutne i dlugie 31.08.06, 11:04
                    Swiete slowatongue_out

                    Ja juz wlasciwie probuje sie w tej sytuacji usmiechnac...

                    Bylo mi przykro, ze Natasza tak nas objechala nie znajac sprawy doglebnie. Latwo
                    jest mowic o wywolywaniu wojny bedac w cudzej skorze, ale jak chocby w przypadku
                    Wioli trwa to juz kilka lat. I np maz Wioli mogl czarno na bialym udowodnic, ze
                    matka jest narkomanka i ze porzucila dziecko. My nie jestesmy w stanie udowodnic
                    niczego poza bieda - a za to jeszcze nie karza. A tez ta Matka oprocz tego o
                    czym pisalam potrafi i madrze mowic, i przytulic, i pieknie sie usmiechnac, i
                    smacznie ugotowac. Kiedys znalam ja i wydawalo mi sie, ze to madra i fajna
                    dziewczyna, dopiero pozniej zdalam sobie sprawe, ze niby glosi pewne wartosci
                    tylko jakos w zyciu inaczej postepuje. Naprawde trudno to wszytko jednoznacznie
                    ocenic i wybrac mniejsze zlo. A Moj Mezczyzna do wojen mniej sklonny, bo
                    wiekszosc zycia mu na nich uplynelo...Podobnie i mi...Od kilku juz lat jestem w
                    konflikcie z moja rodzina (rowniez z powodu faceta, bo co to za partia - ja
                    k..., on sk....) , a poniewaz mieszkamy w ich mieszkaniu, aczkolwiek sami, to i
                    nas atmosfera bywa czasem ciezka...

    • kicia031 Re: Skomplikowane, smutne i dlugie 31.08.06, 10:53
      Coccodrillo, dobra z ciebie dziewczyna, ze sie tak przejmujesz dzieckiem
      swojego M. Myślę, ze jesi chodzi o to, co powinniście zrobić, a właściwie co
      twój chłop powinien zrobić, dziewczyny napisaly już wszystko. Jeśli sytuacja
      przedstawia się tak, jak się przedstawia, to nie ma cie wahac. Pisze warunkowo,
      bo jak sama pisze, tak naprawdę nie wiadomo, co się tam dzieje, bo matka
      Dziecka nie udziela wam zbyt wielu informacji, a niestety na informacjach
      dostarczanych przez Dziecko nie zawsze można polegac. Nie dlatego, ze Dziecko
      koniecznie klamie, ale postrzega rzeczywistość przez pryzmat swojego aktualnego
      stanu emocjonalnego.
      Natomiast chciałabym cos poradzic tobie personalnie, czego niestety nauczyłam
      się bolesnie na wlasnych przykrych doświadczeniach. Otoz ja tez przezywalam i
      stresowałam się sytuacja z coreczka mojego chłopa. Jak poszukasz na Forum, to
      znajdziesz sporo moich postow o niewłaściwych zachowaniach Exi wobec Malej i
      naszych planach żeby Mala zamieszkala z nami. Oczywiście trzeba uczciwie
      przyznać, za sytuacja u nas nie była tak drastyczna jak u was. Niestety, mój
      chłop ograniczyl w tej sprawie swoje dzialania do gadania i nic po za tym nie
      zrobil. Po paru latach zdalam sobie sprawe, ze to tylko ja przezywam, spalam
      się emocjonalnie, a chłop wygadal mi swoje uczucia i na tym był koniec. W koncu
      dla wlasnego zdrowie psychicznego musiałam się emocjonalnie odciac od sprawy.
      Nie zrozum mnie zle, bardoz lubie córkę chłopa, zajmuje się nia troskliwie, na
      rowni z wlasnymi dziecmi kiedy jest u nas, a jeśli chłop podejmie jakiekolwiek
      dzialania w sparwie np. miejsca pobytu Malej, to będę stala przy jego boku i
      wspierala go ze wszystkich sil.
      Ale nie będę już się szarpac i cierpiec, bo nic z tego nie wynika, nic tu
      zmienic nie mogę.
      • coccodrilla Re: Skomplikowane, smutne i dlugie 31.08.06, 11:12
        Dzieki, Kiciusmile No wlasnie ja tez probuje sie jakos od tego odciac. Na pomysly
        Mamy wplywu nie mam, na sposoby radzenia sobie z sytuacja nie mam DECYDUJACEGO
        wplywu, i moje pytanie powoli zaczyna sie ograniczac do tego jak z tym JA mam
        przetrwac. Kocham to Dziecko, opiekuje sie nim, kiedy jest u nas i zycze dobrze.
        Ale pewnych spraw za Jej rodzicow nie zalatwie. Jesli chodzi o Mojego Mezczyzne,
        to raczej ja duzo gadam, on stara sie dzialac i opierac na konkretach, w tej
        sytuacji rzesza prawnikow i psychologow mowi ze jest ich tak naprawde niewiele...
        • kicia031 Re: Skomplikowane, smutne i dlugie 31.08.06, 12:23
          Wiesz co, z tego ci piszesz wydaje mi sie, ze sa pewne szanse na poprawe
          sytuacji. na poczatku wydawalo mie sie, ze wasza Exia jest jakas kompletna
          degeneratka. Tymczasem jednak jest to osoba z jakims tam zasobem inteligencji,
          potencjalu, lubi czytac, ma jakies szczytne wartosci i wizje nawet jesli ich
          nie realizuje. Moze ona sie po prostu jakos komplenie zagubila w zyciu i nie
          umie wrocic na spolecznie akcepowalne tory?
          Wiesz, nie mam zamiaru sie porownywac, ale pamietam, ze mnie tez okresami
          sytuacja samotnego macierzynstwa przerastala, i chociaz nie stosowalam takich
          zachowan jak wasza Exia, to mialam okresy kiedy nie mogac wszystkiego ogarnac
          emocjonalnie uciekalam w prace kosztem czasu spedzanego ze starszym synkiem,
          czego teraz bardzo zaluje.
          Nie twierdze, ze jest to wasza rola by sprowadzic Exie na dobra droge, ale moze
          stworzenie dla niej jakiegos wsparcia , np w jej rodzinie mogloby jakos pomoc
          jej sie wyprostowac? To, ze rodzina kupila jej mieszkanie, to moze byc krok w
          dobrym kierunku, moze jakas stalosc i wlasnosc w zyciu spowoduje wieksze
          poczucie odpowiedzialnosci?
          Co o tym myslisz?
          • coccodrilla Re: Skomplikowane, smutne i dlugie 03.09.06, 17:18
            Dla dobra dziecka zycze, by sytuacja ulozyla im sie pomyslnie. Jednak Matka
            konsekwentnie dazy do tego, by zyc z daleka od osob, ktore moglyby ja
            krytykowac. Jej Rodzina mieszka tutaj, poniewaz sa to biedni ludzie, dodatkowo
            zas sa w konflikcie od jakis 10 lat, nie odzwiedzaja jej, ona zas kontaktuje sie
            z nimi, jak rowniez z Ojcem Dziecka tylko wtedy, gdy potrzebuje pieniedzy badz
            opieki nad Dzieckiem tzn raz na kilka miesiecy. Teraz dostanie od Rodziny
            mieszkanie, na ktore to jej matka-emerytka zaciagnela kredyt, by zatrzymac ja w
            Polsce, po co wiec ma jeszcze wysluchiwac ich trucia, skoro juz ma dach nad glowa.

            Pracy przez te ostatnie lata nie miala- bo trudno jej bylo znalezc taka, ktora
            pozwalalaby jej na odprowadzanie Dziecka do szkloy i odbieranie Go na czas -
            porwacie mnie, ale nasza Ex nie jest jedyna osoba w tej sytuacji, i jakos
            pozostale mamy radza sobie z tym problemem (moja osobista Matka dala rade, moja
            siostra i kuzynka rowniez, kolezanki ze studiow tez). Wedle naszych informacji
            finanse rozklada w nastepujacy sposob: 1\2 na Dziecko, 1\4 na papierosy, 1\4 na
            siebie.

            Degeneratka nie jest absolutnie, jednak szczytne idealy tej Pani wygladaja w ten
            sposob - Ona ma byc szczesliwa, a wtedy Dziecko tez bedzie. Jej zwiazek z Ojcem
            Dziecka byl wiec pasmem zdrad, wspolni znajomi jeszcze przed narodzinami Malucha
            mieli niejakie watpliwosci, kto jest Ojcem Latorosli, Pani przez kilka miesiecy
            pozostawala w bliskiej relacji z kolega, ktorego zapomniala powiadomic o ciazy i
            Ojcu Dziecka. W chwili rozpadu zwiazku sypiala z zonatym facetem z Dzieckiem w
            tym samym wieku, liczac, ze rzuci on dla niej zone przeprowadzila sie do jego
            miasta. Niestety, przeliczyla sie...Trudno mi Ja szanowac jako drugiego czlowieka.

            Genrealnie Matka marzy o tym, by mieszkac na poludniu Polski, miejsce w ktorym
            beda mieszkac jest tylko kolejnym miejscem przejsciowym, za to latwo mozna sobie
            stamtad wyskoczyc do znajomych na weekend, co juz Dziecku obiecala. Ojca w tym
            idealnym obrazie nie widac, za to Dziecko zmienialo juz miejsce zamieszkania
            kilkanascie razy, w tym kilka razy jako osoby bezdomne mieszkali w Domu Samotnej
            Matki, biurze, u znajomych na kilka dni itp (od czerwca Dziecko zalicza juz
            czwarta przeprowadzke, czeka je jeszcze jedna do miejsca docelowego). Za kazdym
            razem Ojciec dowiaduje sie o "naglych tarapatach" po fakcie badz przypadkiem.

            Szkola do Dziecka zadnych zastrzezen nie ma, bylo bardzo dobrym, a wrecz
            ponadprzecietnym uczniem. O klopotach domowych, poza zwyklymi trudnosciami
            wychowwaczymi samotnej matki nic im nie wiadomo.

            Po ostatniej rozmowie rozmowie z Mama dowiedzielismy sie, ze:
            -Dziecko dostaje po twarzy poniewaz ja zniewaza swym pyskowaniem, wiec Ona je
            uczy w ten sposob SZACUNKU (tak samo tlumaczyla kopniaki, bicie deska, pasem czy
            wulgarne slowictwo)
            -Dziecko tylko sprobowalo troche wodki za namowa wujka i Mu nie smakowalo, a ona
            przeciez nie zacheca go do picia, wiec nic sie nie stalo (Matka byla obecna)
            -Dziecko jest placzliwe (zegnalo sie z Tata we lzach) i ja tym drazni, wiec
            zaprowadzi je do psychologa, by zmienic Jego zachowanie
            -przy nas pouczyla Dziecko jak ma skuteczniej manipulowac Ojcem, by spelnial
            Jego zachcianki, Dziecko poskarzylo sie Mamie, ze technika zdartej plyty nie
            podzialala, na co Mama pouczyla latorosl, by nastepnym razem plakalo i narzekalo
            glosniej i dluzej - u niej to samo Dziecko karane jest za tego typu zachowanie.

            Pierwszy raz od pieciu lat odczuwalam ulge, ze nadszedl juz dzien odjazdu
            Dziecka i jest mi z tego powodu smutnosad Odczuwam duze watpliwosci co do mojej
            przyszlej obecnosci w zyciu Dziecka: jak mozna opiekowac sie Dzieckiem osoby,
            ktorej nie chce sie wpuszczac do wlasnego domu i ktorej nie potrafie szanowac?
    • jula55 Re: Skomplikowane, smutne i dlugie 08.09.06, 01:30
      Moze sprobujcie to zglosic do ktorejs z instytucji powolanych do zajmowania sie
      tego rodzaju problemami? Sprawa wyglada na powazna i zdecydowanie wymaga
      stanowczej reakcji. Warto isc do sadu, moze uda sie chociaz w ten sposob
      zalatwic nadzor kuratora lub jakas inna forme pomocy?

      Czy to dziecko oprocz matki ma jeszcze jakas dalsza rodzine? Dziadkowie,
      wujkowie? Jak oni sie na to zapatruja? Sa w o gole wprowadzeni w sprawe?
Pełna wersja