I po co w ogóle mieć dzieci?

12.09.06, 11:41
Cukierkowo się zrobiło i słodko, aż mnie zemdliło.
Możemy sobie wmawiać różne rzeczy i idealny świat, tylko oby rzeczywistość
nie obudziła nas z ręką w nocniku.
Dla równowagi opowiem Wam autentyczną historię, która wczoraj wdarła się do
mojego życia.
Mój mąż ma kolegę, którego zna od lat. Może ze 30, kolega jest starszy od
mojego meża. Znał go jeszcze w liceum, z tą różnicą, że kolega edukację
zakończył na 4 klasie, bez matury. Nie chciało mu się, choć (to ważne)
pochodził z dobrej, zamożnej rodziny. Kolega ma siostrę starszą o 2 lata.
Kiedy kolega miał lat 16, a siostra 18, ich ojciec zakochał się bez pamięci
we własnej sekretarce, rozwódce z dwójką dzieci, młodszych od jego własnych
dzieci. Jak głoszą rodzinne opowieści, owa rozwódka bardzo się starała, żeby
szef stracił dla niej głowę.
W rezultacie pobrali się. Pan wychowywał dzieci nowej żony jak własne, a nawt
lepiej, bo rodzona córka pana zaraz po studiach wyjechała na stałe do Kanady
i jest tam po dziś. Kolega męża ożenił się, urodziło im się dziecko - córka.
Kolega charakter miał rozrywkowy, wyjechał we wczesnych latach
osiemdziesiątych "za chlebem" do Niemiec. Trochę pracowł, lecz głównie szalał
i pił, przepijając wszystko co zarobił. Wrócił do Polski chyba w 1988, jak
jeszcze marka miała dużą wartość, więc za kamerę i wideo wszedł w interes z
pracowitym i oszczędnym człowiekiem. Szło im niewiarygodnie. Po paru latach
zarabiali takie pieniadze, że trudno im było je wydać. To znaczy koledze
męża, bo wspólnik kolegi kupił dom, sklep i w ogóle inwestował.
Kolega szalał w burdelach, sypiał z własnymi ekspedientkami, rozbijał po
pijanemu kolejne auta. Żona kolegi nie pracowała, dostawała kasę i oprócz tej
kasy nic jej nie obchodziło. Córka rosła, ojciec płacił za edukację.
Wspólnicy pokłócili się o ciężar wnoszonej pracy i rozstali dzieląc majątek.
Koledze męża los sprzyjał nadal. Kiedyś policzyliśmy z mężem, że jego obecny
majątek powinien wynosić około 3 mln złotych. Powinien, ale nie wynosi.
Zjadła go zabawa i prostytutki. Koledze zaczęło nieco kuleć. Ale od czego ma
się ojca z oszczędnościami i emeryturą? Zaczął od ojca pożyczać pieniądze.
Tu wtrąciła się macocha, której każdy grosz "pożyczony" synkowi stawał kością
w gardle. Zaczęła nakłaniać męża, żeby dom z dużą hektarową działką w Aninie
pod Warszawą, który mąż właśnie odziedziczył po zmarłej matce - sprzedać, a
pieniądze zainwestowac W JEJ DZIECI, które pokończyły studia. Był rok 1995,
czas do sprzedaży nieruchomości - fatalny. Kochający mąż pod wpływem
stanowczości żony zrobił co mu kazała. Dom został sprzedany, pieniądze co do
grosza oddane jej dzieciom.
I teraz zaczyna się szekspirowska tragedia. 5 lat temu starszy pan zachorował
na parkinsona. Dzieci żony rozjechały się po świecie, czasem przysyłają
kartki świąteczne, ale nie zawsze. Kolega męża splajtował, nawt nam zalega z
niespłaconym długiem 10 tys (mówiłam, żeby mu nie pożyczać, mógł iść do
burdelu po kredyt), żona kolegi sprząta biura, córce narzeczony załatwił
pracę protokolantki w sądzie.
Żona "nie ma siły" opiekawać się chorym mężem, więc zażądała pieniędzy od
biologicznych dzieci męża. Córka na list nawet nie odpowiedziała, to, co
powiedział kolega, nie nadaje się do powtórzenia. Swoich dzieci nie prosiła,
bo to ojczym. Obcy (to jej słowa, ja to słyszałam).
Kolega zadzwonił do mojego męża i namolnie prosił, żeby szybko załatwić
umieszczenie starego, chorego ojca w zakładzie opieki prowadzonym przez MOPS.
Na lepszy ponoć ich nie stać i tylko na taki wystarczy ojcowskiej emerytury.
Na pytanie mojego męża, czy stary ojciec kolegi wyrazi zgodę na umieszczenie
go w takim ośrodku, kolega razem z macochą wrzsnęli: "a zmusi się go! a kto
będzie koło próchna skakał!".
Mąż zelżył te parkę i zapowiedział, że on reki do takiego nieszczęścia nie
przyłoży.
A ja od dzisiaj kupuję więcej różnych praktycznych rzeczy, które będziemy
mogli korzystnie sprzedać na starość.
Pasierbica ode mnie może dostać najwyżej niedrogą czekoladę (na stres).

Tę historię dedykuję wszystkim wierzącym, że ich coś takiego na pewno nigdy
nie spotka.
    • lilith76 Re: I po co w ogóle mieć dzieci? 12.09.06, 11:53
      Idą wątki pesymistyczne - niedobrze.
      Idą wątki optymistyczne - mdło.

      big_grin


      W ogóle inwestycja w dzieci - własne, czy cudze, to ryzyko, bo nikt nie da gwarancji wdzięczności. Czasami rodzone dzieci rodzica mają głęboko gdzieś. Tyle tylko, że inwestycja w dzieci biologiczne, to inwestycja w przetrwanie własnych genów. Z pozoru bez sensu, gdy dzieci wsadzą starszego pana do domu opieki, ale w kategorii ciągłości przekazywania własnego kodu gentycznego to sukces.


      A znajomy powinien podać rodzone dzieci o alimenty. Pewnie niesprawiedliwe, bo nic od niego nie dostały (z wyjątkiem genów, ale pewnie dla nich wątpliwy to dar).
      Ta historia to też przykład, że facet powinien umieć myśleć samodzielnie i perspektywcznie, ale sama w we własny domostwie widzę, że z tym trudno u nich. Mój własny jest święcie przekonany, że on emerytury nie dożyje, więc po co mu jakieś tam zabepieczenia. Ja zakładam, że dobiję 90 urodzin i już mi słabo.
    • babe007 Re: I po co w ogóle mieć dzieci? 12.09.06, 11:57
      No cóż, smutne to, ale niestety tak się dzieci starymi rodzicami opiekują, jak
      się ich w pacholęctwie wychowało... To raczej przestroga, żeby zawczasu budować
      więź i pracować na szacunek. Żeby dzieci wychowywać i kochać, a nie tylko
      karmić i ubierać. Ja zwróciłam jeszcze uwagę na żonę nieszczęśnika. Tfu,
      paskudny człowiek.
      • natasza39 Re: I po co w ogóle mieć dzieci? 12.09.06, 12:39
        babe007 napisała:
        >Ja zwróciłam jeszcze uwagę na żonę nieszczęśnika. Tfu, paskudny człowiek.

        Moja droga, od razu pfuj!
        Wszak jedna z tu pizących (nie będę nika wymieniać) własnie tak się zachowuje
        teraz, jak ta opisana w poście anastazji kilka lat temu.
        Pewnie na starość też mężusia, jak już nie będzie mógł dawać odda pasierbicy,
        albo do domu opieki.


        Ale ja nie o tym...
        Cóż taki "trynd" sie obserwuje w wostanich latach.
        Dawniej rodziny były wielopokoleniowe. Nie było rent, nie było emerytur.
        Dzieci przejmowały opieke nad zniedołęzniałymi rodzicami. Dziadki wychowywały
        wnuki, a po domach mieszkali bliżsi i dalsi krewni niepełnosprawni i
        upośledzeni.
        Nie nyło domów dziecka, nie było domów starców. Nieliczne sierocińce i
        przytułki były tylko dla tych którzy naprawdę nie mieli żadnych krewnych.
        Teraz kazde małżeństwo mieszka osobno, a przynajmniej dąży do tego.
        BAbki sa aktywne zawodowo i nie opiekują się wnukami jak kiedyś.
        Mamy emerytury i czasem dopiero na emeryturze mamy czas dla siebie.
        Niekt nie będzie się opiekował dalekim ubogim krewnym, bo ten jest yułomny,
        nikt nie będzie się opiekował rodzicami na starość, bo sam pracuje i nei jest w
        stanie im się poswiecić, tak jak to było kiedyś.
        W krajach zachodnich od ręki można znaleśc pracę przy opiece nad takim
        opuszczonym staruszkiem. To kwestia nie tego czy wychowujemu tak a nie inaczej
        dzieci, ale tego, że taki jest teraz świat. I będzie coraz gorzej.

        Jeśli ktos posiada dzieci tylko dlatego, żeby się miał nim kto zaopiekowac na
        starosc to się przeliczył.

        A watek anastazji powinien mieć raczej tytuł.
        "Nosił wilk razy kilka ponieśli i wilka"

        Mam nadzieję, że ów kolega męża, anastazjo, tez nie liczy na to, że go własna
        córka będzie na starośc podcierać.
        Ale co chłop poszalał to przynajmniej jego, bo jego ojciec to raczej nie użył.


        • anastazjapotocka Re: I po co w ogóle mieć dzieci? 12.09.06, 13:03
          Ten kolega, tfy, raczej znajomy meża, uważa, że on jest w porządku, a jego
          córka ma w stosunku do niego zobowiązania. Boże, ja nie mówię, że oni mają się
          starszym panem osobiście opiekować, to mogłoby nawet pana krępować. Ale różnica
          w kosztach domu opieki MOPS, a eleganckim domem opieki wynosi raptem 1500
          złotych. Jak by się tak wszyscy złożyli... A pomoc przychodząca do domu w ogóle
          kosztuje tyle, co jego emerytura. Pan zostawia żonie piękne czteropokojowe
          mieszkanie w dobrym miejscu Wocławia... Tego domu w Aninie nawet nie wypominam,
          dzisiaj wartość tej willi razem z działką i strymi drzewami to około 8 mln.
          Właśnie dzwonił do mnie mąż, odwiedził starszego pana w szpitalu (a oddali go,
          bo "chcą odpocząć"). Pan płakał i na pytanie meża, jak można mu pomóc,
          powiedział, że jeśli mój mąż chce mu naprawdę pomóc, to niech go zabije...
          Normalnie SŁABO MI!
          • babe007 Re: I po co w ogóle mieć dzieci? 12.09.06, 13:06
            A może poradzić panu, żeby sprzedał mieszkanie i z tych pieniędzy zafundował
            sobie luksusowy dom opieki (na ładnych parę lat starczy). Nie wiem, czy w tej
            sytuacji bardziej mierzi mnie zachowanie żony, czy dzieci.
          • natasza39 Re: I po co w ogóle mieć dzieci? 12.09.06, 13:23
            Tak nawiasem mówiąc, to w sensie prawnym zarówno dzieci, jak też pasierbowie
            tego pana maja obowiązek łozyć na niego teraz.
            Watpie jednak aby sąd przyznał mu owe brakujące 1500 zł.
            Wikt, opierunek i dozór w tym domu opieki ma, a to sadowi wystarczy.

            Paradokslnie menel, który zostanie zupełnie bez zadnych świadczeń na starosc,
            miałby większą szanse na zmuszenie dzieci i pasierbów do łożenia niż człowiek
            który praca zasłuzył na emeryture.
            A zona to jakas szmata ostatnia. Wydoiła gościa do cna i kopnęła w 4 litery.

            • anastazjapotocka Re: I po co w ogóle mieć dzieci? 12.09.06, 14:03
              Najgorsze jest to, że pan ma ponad osiemdziesiąt lat, zaawansowanego parkinsona
              i w takim stanie do żadnego sądu nie pójdzie. Bo jak? Dzieci nie pomogą, a
              kochająca małżonka - szkoda gadać.
              • natasza39 Re: I po co w ogóle mieć dzieci? 12.09.06, 14:29
                anastazjapotocka napisała:

                > Najgorsze jest to, że pan ma ponad osiemdziesiąt lat, zaawansowanego
                parkinsona
                >
                > i w takim stanie do żadnego sądu nie pójdzie. Bo jak? Dzieci nie pomogą, a
                > kochająca małżonka - szkoda gadać

                Taka sobie wybrał jako "wsparcie" na starośc.
                Szczerze powiedziawzy średnio go żałuję.
    • m-jak-magi Re: I po co w ogóle mieć dzieci? 12.09.06, 15:14
      potworna wizja starosci. napatrzylam sie na to w stanach gdzie bogaci skad inad
      ludzie umieszczali swoich rodzicow w domach starcow i uwazali ze maja problem z
      glowy. mysle ze nawet nie finase sa tutaj kwestia, ale wychowanie w
      poszanowaniu dla rodziny a raczej calkowity brak poszanowania i wiezi
      rodzinnych.
      cale szczescie ze sa tez inne przyklady synowskiej milosci. ja daleko szukac
      nie musze. moj ojciec pan dyrektor jezdzi 3 razy dziennie do swojej chorej
      matki ( na zmiane z ciotka - synowa - nawet nie corka ) i przygotowuje jej
      posilki, pomaga sie umyc i sprzata. babcia ma zaawansowanego alzheimera ale
      lekarz sam powiedzial ze w szpitalu czy domu starcow umrze.
      ojciec robi to sam bo jak mowi jest to jego obowiazek wobec matki ktora tyle
      dla niego poswiecila.
      wiem ze i ja i moj brat bedziemy kiedys podpora dla moich rodzicow bo tak
      zostalismy wychowani i nie wyobrazamy sobie innej opcji. wierze rowniez ze moje
      dziecko w podobny sposob bedzie myslalo o mnie - a jesli tak sie nie stanie to
      znaczy ze zle je wychowalam.
      • khaldum Re: I po co w ogóle mieć dzieci? 12.09.06, 18:40
        ... to kwestia wychowania, tylko wychowania i wartości jakie nam wpojono

        Mój ojciec jest po udarze, w pierwszym okresie nie wstawał z łóżka, nie
        wykonywał przy sobe żadnych czynności. Mimo tego, że 2 miesiące po udarze
        przebywał na oddziale szpitalnym opiekowała się nim mama. Przeprowadziła się na
        te 2 miesiące do Warszawy (300 km od domu).Po powrocie do domu główna opiekę
        nad nim sprawowała mama, ojciec krępował się kiedy ja lub siostra miałyśmy mu
        pomóc w toalecie, czy go wykąpać, ale swoje życie "przemeblowałyśmy" zupełnie by
        mamie pomóc. Tata nie mógł pozostawać bez opieki nawet na godzinę. Ani razu nie
        zdarzyło się, by do opieki nad ojcem była zatrudniona pielęgniarka.

        Ta trudna sytucja pokazała nam jak ważne jest wsparcie i opieka rodziny w czasie
        choroby. To trudne, męczące i czasem naprawdę człowiek ma dosyć, kiedy chora
        osoba w swej bezradności staje się złośliwa, momentami nieprzyjemna. Ale to nasi
        rodzice, oni wstawali do nas gdy płakaliśmy jako dzieci w nocy, wycierali nam
        tyłki itd.

        Teraz 3 lata po udarze, tato jest w miarę samodzielny (cuda współczesnej
        rehabilitacji) jednak często powtarza, że nie powrócił by do zdrowia bez nas,
        naszego wsparcia i opieki. W trakcie leczenia przebywał przez 3 tygodnie w
        "sanatorium", w którym rodziny zostawili na stałe osoby przewlekle chore i ten
        okres wspomina najgorzej, bo ludzie z którymi tam był, nie mieli w zyciu żadnego
        celu, poza śmiercią, czuli się nikomu nie potrzebni i mówili o tym...


    • braktalentu Re: I po co w ogóle mieć dzieci? 12.09.06, 19:42
      Mieszkam daleko od rodziców i kiedy przyjeżdżałam w odwiedziny będąc w ciąży,
      mój Ojczym robił mi śniadanka "bo przecież musisz się zdrowo odżywiać i w domu
      sobie sama takiego śniadanka nie zrobisz-smile)). Nie wyobrażam sobie, żeby gdy
      zajdzie taka potrzeba, zdrowe śniadanka przygotowywał Mu ktoś inny niż my (ja i
      siostra - Jego biologiczna córka). Ale należy tu podkreślić, ze nie znam
      lepszego ojca niż mój Ojczym. Każda z nas da sobie rękę uciąć, że jest właśnie
      tą najukochańszą-smile.
      Żałuję, że nie potrafię być tak dobrą macochą jak R. ojczymem - ojcem. Gdybym
      potrafiła miałabym zapewnioną cudowną starość-smile)))
      • reksia Re: I po co w ogóle mieć dzieci? 12.09.06, 20:04
        No i mi się wydaje.....że Braktalentu dotknęła sedna....bo może to i
        wyświechtany slogan ,ale to prosta prawda....ważne jest to ,jakim kto jest
        człowiekiem ...a niestety nie to ile kto może, lub mógł kiedykolwiek sobie
        kupić... to się zbiera co się siało.

        Anastazja ma rację,szkoda starszego pana i nie dziwię się,że ta sytuacja zmusza
        ją do refleksji,bo zmusiła by każdego i wielu zbulwersowała ,ale w domach gdzie
        uczuć nie ma ,za pieniążki się ich nie kupi.
    • kicia031 Re: I po co w ogóle mieć dzieci? 16.09.06, 22:16
      Spotkalam sie z pogladem, ze dziciejsi staruszkowie w domach starcow to zemsta
      dzieci wychowanych w zlobkach... Na starosc zbieramy plon wczesniejszych
      wyborow: wspolmalzonka, partnera, tego, na jakich ludzi wychowalismy dzieci, czy
      potrafilismy je kochac, ale tak - madrze...
      Ja od swoich dzieci nie oczekuje nic dla siebie, wystarczy mi ze beda mialy
      dobre,szczesliwe zycie. na tym polega cala frajda rodzicielstwa, w
      przeciwienstwie do milosci do innych osob, ze nie oczekuje sie wzajemnosci...
      • reksia Re: I po co w ogóle mieć dzieci? 16.09.06, 22:23
        podoba mi się to co napisała kicia
      • m-jak-magi Re: I po co w ogóle mieć dzieci? 17.09.06, 12:43
        zgadzam sie kiciu- ja tez nie mam oczekiwan, ale sadze, ze po tym jaki dzieci
        maja stosunek do rodzicow mozna wnioskowac jakimi sa ludzmi.
        chcialabym zeby moje dziecko bylo odpowiedzialnym i dobrym czlowiekiem, a taki
        czlowiek okazuje szacunek swoim rodzicom.
        mam nadzieje oczywsicie ze moja "polisa ubezepieczeniowa" pozwoli mi na starosc
        nie byc ciezarem dla mojego dziecka, ale napewno bedzie duzo wazniejszy fakt ze
        moje dziecko odwiedza mnie i okazuje czulosc.
    • nangaparbat3 Ale temat! 17.09.06, 10:00
      Juz abstrahujac od konkretnej sytuacji, problem jest, a stosunkowo rzadko sie o
      nim rozmawia.
      Sama ostatnio go dotknęłam - choroba ojca, z dnia na dzień w pełni sprawny
      starszy pan stał się rocznym dzieckiem.
      Opiekuje się nim mama, do tego codziennie pielęgniarka na poł dnia, do tego
      pani do sprzątania. No i z roczniaka stał się stopniowo dwulatkiem.
      Ja jestem sama z dzieckiem, pracuję, dorabiam, jestem w tej chwili w najlepszym
      okresie w sensie rozwoju zawodowego. Ale tez nie jestem już bardzo mloda,
      gdybym teraz zwolniła tempo, prawdopodobnie juz nigdy nie mialabym szansy na
      robienie tego, co mi się udaje w tej chwili.

      Co by było, gdyby nie mama, gdyby nie bylo pieniedzy na pielegniarkę?
      Boje się pomysleć.
      Znam w najblizszym otoczeniu trzy kobiety, ktore przyspieszyły przejście na
      emeryturę po to, by opiekowac się starymi rodzicami.
      Akurat w tych trzech przypadkach byli to rodzice, ktorzy swoje corki
      wykorzystywali, nieraz ranili, traktowali źle.
      Tak rzucam kilka zdań, podkreslam, ze nie na temat konkretnej rodziny, tylko w
      związku z problemem. Jest o czym myśleć.
      • kornikuno Re: Ale temat! 18.09.06, 02:00
        Przepraszam przeczytalam post Anastazji...i dalej zabraklo mi checi!
        Po pierwsze pytanie..no comment!
        Mozna miec wrzod na zoladku, albo dwunastnicy....
        Dzieci sie rodzi, wychowuje, ksztalci....sie NIE MA!
        Meza z reszta tezwink))! dotyczy wychowaniawink
        Liczyc? zawsze i tylko na samego siebie! - i tez sie mozna przeliczyc!

        Temat?
        taki sobie... dziwny...
        Bo doprawdy nie bardzo mi sie chce wierzyc, ze prokreacja...to myslenie o samym
        sobie...!
        pewnie sie myle! dzieci nie mam...i miec nie bede...a co do powiklan
        rodzinnych?, no, coz roznie bywa!...i wcale nie ma potrzeby bycia Rodzicem, aby
        zaznac smaku....
        Dziwny doprawdy temat...
        IzaBella
        • anastazjapotocka Ale temat! 18.09.06, 14:12
          Temat, jak temat - PROBLEM jest realny.
          Uważam, zwłaszcza po wczorajszym SUREWIZJERZE, że lepiej pomyśleć o tym, co by
          było, gdyby...
          Nie mam dzieci, po pasierbicy niczego się nie spodziewam - zresztą, z jakiej to
          racji? - sama o siebie i swego meża muszę zadbać i robię to.
          Moim zamiarem było zwrócenie (innych macoch) uwagi na kwestię własnej starości.
          My, macochy najczęściej jesteśmy zajęte pasierbami, mężami, własnymi dziećmi,
          rodzicami, eksiami w końcu - ale nie sobą.
          Chciałam wstrząsnąć macochami, żeby przystanęły na chwilę i pomyślały, co
          będzie, kiedy nadejdzie starość?
          I od razu dałam radę: inwestujcie w coś, co da wam materialne zabezpiecznie w
          starości i chorobie... Zaoszczędzimy sobie bólu i rozczarowań...
          To, że zarzucasz mi egoizm, jest dla mnie komplementem. Długo na ten "egoizm"
          musiałam pracować i uczyć się go. Zresztą według mnie to ZWYKŁY INSTYNKT
          SAMOZACHOWAWCZY. Daj Boże go każdej z nas.
          • nangaparbat3 Re: Ale temat! 18.09.06, 17:10
            A ja bym radziła mysleć, co bedzie, gdy Wasi rodzice zaczna chorowac na
            Alzheimera, demencję, udar mozgu, wylew, dlugotrwala cukrzyca z amputacją
            kończyn - co tam chcecie.
            To jest temat - co z naszymi rodzicami.
    • m-m-m Re: I po co w ogóle mieć dzieci? 19.09.06, 22:12
      Sprawa jest trudna, ale znam ja doskonale z autopsji.
      Opiekowałam sie jako 24-letnia panna moją staruszką babcią ,
      która "odziedziczyłam" po mojej śp. mamie.
      Babcia miała sodzielne mieszkanie i 90 lat. Bardzo ja kochałam, a świadomość,
      że jest już moją ostatnia krewną na tym świecie i że mam na 100% zapewniłaby
      jej godna opieke wzięłam to na siebie uważając, że jest to mój psi obowiązek.
      # lata byłam na jej gwizdek, chodziłam prawie codzinnie na drugi koniec iasta,
      załatwiałam opiekunki, bo zmieniały sie w tempie ekspresowym - niestety w
      Polsce do pracy i opieki nad starym człowiekiem zgłaszaja se osoby zupełnie do
      tego nieprzygotowane: bo to nie tylko ugotowanie, czy zmiana pościeli, To BYCIE
      w towarzystwie takiego człowieka. To jest wykańczające psychicznie. Babci pod
      wpływem przeżytego stresu i zaawansowanego wieku zmieniła się fatlnie
      osobowość: ze wspaniałego, pełnego miłości człowieka stała się złośliwą i
      wiecznie niezadwolona staruszką, która niestety wyzywała się na swoich
      opiekunkach. Ja nie wiedziałam, gdzie mam oczy schować, co zrobić, by
      dziewczyny nie uciekały i jak zorganizować opiekę, gdy pójdę do pracy (wtedy
      jeszcze byłam studentką).
      Babcia zmarła we śnie, ze starości - ja już byłam na ostatnich nogach.
      I teraz: moja teściowa jest chora na Alzheimera: czym różni sie moje opieka nad
      babcią, anad teściową: tym, ze mie mam takiej cierpliwości jak miałam do babci.
      Powiedziałam już M., że na taka opiekę jaką ja dałam mojej baci jego matka ode
      mnie liczyć absolutnie nie może, bo stan do jakiego doprowadziła mnie babcia
      był taki, że robiłam to z miłości do niej. I to jest przykra prawda: to się
      robi albo z miłości, albo za pieniądze, a za pieniądze też tylko do czasu. A ja
      teściowej nie kocham.

      Poważnie rozważamy z M. znalezienie dla teściowej domu opieki.
      Bo o ile moja bacia była względnie sprawna, sama nawet prawie do końca chodziła
      po zakupy (ze mną lub z opiekunką), miała niezłą pamięć, to teściowa jest jak
      dziecko lat sześć: nie liczy, nie rozumie tekstu, nie pamięta 5 razy
      powtórzonego jej zdania, gubi sie w okolicy własnego domu, nie gotuje, bo nie
      umie, ale sama się myje, je i ubiera.
      My już drugi rok nie mamy urlopu.
      Wszyscy, czyli ja, M. i pasierb jesteśmy zaangażowani w tę opiekę i robi się
      ona coraz trudniejsza do wytrzymania.

      Mnie kiedyś babcia powiedziała takie zdanie: dzieci się na świat nie prosiły i
      tak naprawdę nie muszą NIC oddawać rodzicowi w zamian za spełnienie OBOWIĄZKU
      ich wychowania. Obowiązku, a nie wielkiej łaski.

      zgadzam sie z Nataszą, ze czasy sie zminiły: ie ma juz wielopokoleniowych
      rodzin, praca pochłania wiekszączęść życia, życie jest szybsze.

      Dom, który prawdopodobnie wybierzemy dla teściowej jest bardzo przyzwoity,
      spotkaliśmy tam odwiedzających ludzi, którzy powiedzili nam, że też mają w nim
      matkę chorą na Alzheimera i takiej opieki jaka ona ma w tym domu oni nigdy by
      jej indywidualnie nie zapewnili, ewentualnie kosztem utraty pracy przez jednego
      z nich i kosztem depresji jaka jest udziałem każdego długotrwałego opiekuna
      osoby chorej na Alzheimera.

      My, jkoopiekunowie tez mamy prawo do życia. Człowiek stary jest ważny, ale
      ważne tez jest jego bezpieczeństwo i ważne jest zdrowie psychiczne jego
      bliskich. Trzeba umiec wyważyć środek, który jest trudny. Wiem o tym.
      Wiem też, że w żadnym wypadku nie wolno potępiać tych, którzy zdecydowali się
      umieścic starca w domu opieki. Bo każdy człowiek ma granice psychicznej
      odporności.
      • chalsia Re: I po co w ogóle mieć dzieci? 19.09.06, 23:58
        bardzo mądrze napisałaś mmm.

        a to " był taki, że robiłam to z miłości do niej. I to jest przykra prawda: to
        się robi albo z miłości, albo za pieniądze, a za pieniądze też tylko do czasu."
        jest absolutnie prawdziwe.

        Chalsia
        • mrs_ka Re: I po co w ogóle mieć dzieci? 20.09.06, 00:35
          Uprzedziłaś mnie, Chalsiusmile Chcialam napisac to samo, nawet cytat z wypowiedzi
          mmm miał być ten sam.

          a.
Pełna wersja