Jak zaakceptować przeszłość niemęża?

22.09.06, 12:46
Przepraszam, że swoją obecność na forum zacznę od jęczenia i skamlenia. Wiem
jednak, że większość z Was zrozumie moje dzisiejsze chlipanie w klawiaturę.

Problem – jak w temacie. Przeszłość mnie dopadła, osaczyła, przygniata. Coraz
częściej mam wrażenie, że jednak sobie z nią nie poradzę.
Zacznę od początku...
Z NM jestem od 7 miesięcy, jest w trakcie rozwodu (nie ja byłam powodem, ale o
tym później). Jest naprawdę fajnym, mądrym facetem i mimo że jesteśmy ze sobą
tak krótko wiem, że to jest mężczyzna jakiego szukałam.
Poznaliśmy się ponad 10 lat temu przez wspólnych znajomych. Ale wtedy to była
bardzo luźna, przelotna znajomość – widywaliśmy się na wspólnych imprezach,
ale rozmawialiśmy ze sobą może kilka razy. Potem przez parę dobrych lat
kontaktu nie było wcale, w sumie nawet zapomniałabym o jego istnieniu, gdyby
nie to, że od wspólnych znajomych dowiadywałam się czasem ciekawostek o jego
dość burzliwym małżeństwie. Takie zwykłe osiedlowe plotki J. Tak naprawdę
poznaliśmy się jakieś 2 lata temu (znowu u wspólnych znajomych), po rozpadzie
jego małżeństwa – powodem było to, że jego żona wyjechała za granicę (jeden z
krajów Ameryki Płd) do mężczyzny poznanego przez Internet. Zostawiła go z
3-letnim synem. Po paru tygodniach wróciła, ale to był koniec ich małżeństwa.
W czasie jej południowego romansu NM wyprowadził się i zamieszkał z dzieckiem
u rodziców. Ona chciała do niego wrócić, NM się nie zgodził więc złożyła
pozew o rozwód.
Na początku byliśmy tylko znajomymi, widywaliśmy się rzadko u znajomych. Potem
coraz częściej rozmawialiśmy ze sobą, nasz związek poprzedziło kilka miesięcy
bliższej znajomości, wiele przegadanych godzin. Powoli to wszystko zaczęło się
przeradzać w przyjaźń, a potem w miłość. Przepraszam, że tak szczegółowo
opisuję to wszystko, ale wydaje mi się to ważne dla tego, co dzieje się teraz.

Nasz związek od początku był pełen problemów. Byliśmy ze sobą miesiąc kiedy
jego żona znowu wyjechała do tego mężczyzny. Nie wyjechała sama – nielegalnie,
na fałszywych dokumentach wywiozła syna. Nie musze opisywać tego, co działo
się przez 2 następne miesiące - tyle czasu trwało ustalenie miejsca pobytu
małego i próby ściągnięcia go do kraju. To był koszmar ale udało się. Niestety
razem z młodym wróciła tez jego matka. Będzie oczywiście odpowiadać przed
sądem za nielegalne wywiezienie dziecka za granicę, ale znając polskie sądy
trochę to potrwa. Ale to jest nieważne. Najważniejsze ze mały jest w domu z tatą.

Może to przez to, że tyle się działo od początku w naszym związku (cały czas
byłam przy NM, wspierałam, pomagałam jak umiałam) ja powoli wysiadam. Jestem
zmęczona, brak mi sił. Przez długi czas wyjazd Eks z małym był tematem nr 1
podczas wszystkich spotkań czy rozmów ze znajomymi. To zrozumiałe. Ale w
pewnym momencie zaczęło mnie to męczyć. Nie to, że pytali o małego, że chcieli
pomóc - byli cudowni i naprawdę bardzo nam pomagali, ale to, że przy okazji
opowiadali mi ze szczegółami o małżeństwie mojego NM. Co z tego, że w
większości były to same złe rzeczy. Ale znam szczegóły, których znać nie
powinnam. Nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić. Teraz jest już w miarę
spokojnie. Mały jest u NM, czekamy na sprawę rozwodową i sprawę o opiekę nad
dzieckiem. Z małym mam dobry kontakt od początku, lubi mnie i akceptuje. Chyba
jestem nawet już kimś ważnym w jego życiu, bo sam każe NM do mnie dzwonić,
żebym przyszła bo on tęskni smile. Ale wiecie co...mnie to już nawet nie cieszy sad

Coraz częściej myślę, że nie dam rady. Coraz częściej chce po prostu uciec.
Patrzę na małego i czuję, że zaraz się rozbeczę. Ja go naprawdę lubie, jest
chwilami trudny (to zrozumiałe zważywszy ile się wydarzyło w jego życiu) ale
ja go naprawdę lubię. Ale cały czas myślę o tym, że to jest ICH dziecko, owoc
ich miłości. Nie umiem sobie z tym poradzić. Może wyda się wam to głupie,
niedojrzałe ale nie mogę sobie poukładać w głowie tego, że mój mężczyzna, mój
ukochany ma dziecko z inna kobietą. I zaraz ochrzaniam w myślach samą siebie,
bo przecież od początku wiedziałam, że ma dziecko. I wiedziałam, że miał żonę.
Nie mam z kim o tym nawet porozmawiać, bo nieraz usłyszałam komentarz, że
wiedziałam w co się pakuję. Nie wiedziałam. Wydawało mi się, że wszystko sobie
na początku przemyślałam. Ale czy któraś z nas tak naprawdę wiedziała na
początku co znaczy związek z partnerem z przeszłością. Że prędzej czy później
ta przeszłość nas dopadnie i będzie tak bardzo bolała. Czy wiedziałam, że Eks
wpadnie na pomysł wywiezienia dziecka? Planowała na stałe, bo nie miała nawet
pieniędzy na bilet powrotny, za powrót dziecka płacił NM. Czy wiedziałam, że
przez to będzie jej tak dużo w naszym związku? Ze wszyscy będą chcieli ze mną
o niej rozmawiać? Nie z NM tylko właśnie ze mną. Te ciągłe porównania
znajomych, mówione oczywiście żartem i zawsze na moją korzyść. Ale jednak
porównania. Ciągłe wspominanie jej, ich. Te szczegóły, które znam. Przez to
ich związek jest tak bardzo wyraźny i rzeczywisty. A ja coraz częściej myślę,
że zawsze będę ta druga, że nie dam NM nic, czego by już nie miał z nią. Co
innego jest wiedzieć, że osoba, którą kochasz kiedyś z kimś była i mieć
świadomość, że żyli jak każda inna para, a co innego wiedzieć to naprawdę,
słuchać o tym, ze szczegółami. Te obrazki cały czas pojawiają się w mojej głowie.

Rozmawiamy o tym dużo z NM. Jest cierpliwy, kochany. Jeszcze zanim zaczęły się
moje, jak to nazywam, jazdy na temat jego przeszłości, mówił mi, że jestem
kobieta, na którą czekał całe życie. I wierzę mu. Tym bardziej, że widzę jak
od początku się stara, ile robi dla mnie, jak o mnie dba, jak zależy mu na
tym, żeby było mi dobrze, żebym była z nim szczęśliwa. Widzę też, że powoli
opada z sił, że męczy go to, że jak mówi „cierpię przez niego i przez to
bagno, które się za nim ciągnie”. (Od razu wyjaśniam – to bagno to nie jego
syn, nie o nim to mówi jest naprawdę cudownym ojcem. Między innymi za to tak
bardzo go kocham.)
Kocham NM, wiem, że on tez mnie kocha, lubię małego, on akceptuje i lubi mnie,
z rodzicami NM tez nie ma problemu, wydaje mi się, że polubili mnie od razu.
Z pozoru wszystko układa nam się świetnie. Kochamy się, rozumiemy, chcemy być
ze sobą, planujemy wspólną przyszłość. Ale jak planować przyszłość, kiedy ta
przeszłość jest wciąż obecna i tak bardzo wyraźna w mojej głowie. I tak bardzo
boli. Wiem też, że powinnam się skupić nad tym co mam, co jest teraz. Nad tym,
że mam cudownego faceta, związek jakiego chciałam, że mimo wielu trudności
(opisałam tylko jedna z tym wyjazdem Eks i małego, ale było ich więcej)
daliśmy rade, że to co nas łączy nie rozpadło się, mimo, że miało do tego
prawo ze względu na to, jak krótko byliśmy ze sobą. Ale na razie nie potrafię.
Na razie myślę tylko o tym, co mnie boli i czego nie potrafię poukładać,
zaakceptować.

Matko ale się rozpisałam. Jak przypomnę sobie słowa mojej polonistki, która mi
zawsze mówiła, że dobrze tylko za zwięźle i za krótko... smile
Nie macie pojęcia jak mi ulżyło po napisaniu tego wszystkiego. Jeśli któraś z
Was dotarła do końca bardzo za to dziękuje. Musiałam się wygadać, wyrzucić to
z siebie przed kimś kto to zrozumie. Musiałam bo sama już nie daje rady.
    • lilith76 Re: Jak zaakceptować przeszłość niemęża? 22.09.06, 13:31
      Co to jest, że kobieta traktuje urodzenie dziecka facetowi jako dar, który ma ją gloryfikować jako partnerkę i niejako wywyższyć społecznie???

      Pisałaś długo i nie wiem, czy wszsytko skomnetuję smile

      Na starcie mocno zaangażowałam się we wspieranie i wypaliłaś się prawie. Twój mężczyzna też nie połapał się, że są granice empatii i nawet źrodlom doskwiera pragnienie.

      Najprościej będzie ze znajomymi - stanowczo i asertywnie stawiasz granice opowieści na temat tamtego małżeństwa: Proszę mi o tym nie opowiadać, nie widzę w tym przyjemności. Powtarzać to jak mantrę za każdym razem jak zaczną. Koniec, kropka. Może będą zdziwnie, po póki z nim nie byłaś to słuchałaś z zainteresowaniem, teraz już się odwidziało. Twoja sprawa, im nic do tego. Czasami zbytnia świadomość bywa mordercza dla związku (próbuję sobie o tym przypominać jak przyjdzie mi do głowy dzielić z partnerem moje problemy z np. wypróżnianiem...).

      Porozmawiaj o tym ze swom mężczyzną i uświadom mu, że potrzebujesz pewnego zdystansowania się do jego problemów rozwodowych, czyli czasu tylko dla siebie (spacer, kino, książka, przyjaciółki) i braku jego szczegółowych opowieści. Być może to wtedy poczujesz się gorzej, bo on nic nie opowiada, czyli odsuwa się wink

      Co do istnienia dziecka. Czasu nie cofniesz. Masz za to piękny dowód na dojrzałość ojcowską partnera i jego odpowiedzialność za członków rodziny. Jest duże prawdopodobieństwo, że waszym dzieckiem też się zajmie jeśli cokolwiek ci się stanie.
      Problem widzę gdzie indziej - istnieje szansa, że matka zostawi chłopca ojcu i staniesz się macochą pełnoetatową.

      Ty dobiero debiutujesz i sprawdzasz delikatnie jak się widzisz w tej roli. Ojciec z synem mogą uznawać cię już za część swojego świata. Zastanów się, czy kochasz tego mężczyznę na tyle, żeby syna uznać za część jego ciała i krwii, nie jako dowód na historyczny już związek z inną kobietą. Czy kochasz "na dobre i na złe" nawet jeśli, to "złe", to mieszkanie z jego synem.
      Powinnaś rozważyć to zanim zaczniesz brnąć głębiej.
      • mikawi Re: Jak zaakceptować przeszłość niemęża? 22.09.06, 14:14
        zgadzam się z lilith - po pierwsze uświadom partnerowi, że mimo że dajesz
        wsparcie to tobie tez to wsparcie jest potrzebne, bo nikt nie jest ze stali i
        przychodzi moment, gdy się ma dość. Wyraźnie nakreśl SWOJE potrzeby w tym
        związku, bo święty by tego nie wytrzymał. I może czas aby rozmowy ze znajomymi
        przestały się kręcić wokół tematu ich małżeństwa - on tworzy związek z tobą i
        warto aby o tym pamiętał i on i wasi znajomi.
        A jesli chodzi o dziecko - masz okazję widzieć jakim twój partner jest ojcem,
        takim będzie też dla waszych dzieci, więc ja tu widzę same plusy. A że
        to "dowód" na to, że facet kogoś kochał? Mój Boże, gdybyśmy chcieli mieć
        wyłączność na miłość powinniśmy się wiązać na całe życie w wieku lat 15 bo
        każdy związek przed naszym to dowód że facet kogos kochał a i my kochałyśmy
        innego. Ważne by być ostatnią smile

        lilith napisała:
        > Zastanów się, czy kochasz tego mężczyznę na tyle, żeby syna uznać za część
        > jego ciała i krwii, nie jako dowód na historyczny już związek z inną kobietą.
        > Czy kochasz "na dobre i na złe" nawet jeśli, to "złe", to mieszkanie z jego
        > synem.
        > Powinnaś rozważyć to zanim zaczniesz brnąć głębiej.

        i to jest najważniejsze teraz - nie przeszłość ale przyszłość tego związku i
        relacji w momencie, gdy okaże się że dziecko zostanie przy ojcu. Czy jesteś
        gotowa byc parterką faceta z dzieckiem, które będzie mieszkać z Wami?
        • monache_6 Re: Jak zaakceptować przeszłość niemęża? 22.09.06, 14:37
          Dzięki, że przez to przebrnęłyście smile

          Ja już od dłuższego czasu jestem na etapie powtarzania znajomym, że nie mam
          ochoty słuchać ich opowieści na temat poprzedniego związku NM. Masz racje – byli
          zdziwieni. Ale nie dlatego, że wcześniej, kiedy jeszcze z nim nie byłam,
          słuchałam z zainteresowaniem. W sumie wielkiego zainteresowania z mojej strony
          wtedy nie było – ot zwykła plotka. Teraz kiedy mówię, że nie chce tego słuchać
          są zdziwieni, ale najbardziej tym, że przecież wiedziałam, że decyduję się na
          związek z facetem z przeszłością. Więc nie powinno mnie boleć, że się o tym
          mówi. A jeśli mnie to boli to znaczy, że jestem przewrażliwiona. Może jestem.
          Ale po takiej dawce informacji wydaje mi się, że moje zachowanie jest całkiem
          zrozumiałe,

          Z NM w zasadzie o Eks i całej tej sprawie rozwodowej nie rozmawiamy. Czasami ale
          tylko o tym co dotyczy małego np. po wizycie NM u adwokata.
          To nie wygląda tak, że tylko ja daję wsparcie, zrozumienie a w zamian nie
          dostaję nic. Kiedy małego nie było w kraju i potem jak wrócił NM starał się,
          żebym nie odczuła, że przez to wszystko jestem mniej ważna i że istnieje tylko
          po to, żeby on miał w kimś oparcie. Podziwiam go naprawdę, bo potrafił znaleźć
          czas i siły, żeby i dla mnie być wsparciem kiedy go potrzebowałam. Choć chwilami
          było naprawdę ciężko. Dużo o tym wszystkim rozmawialiśmy i rozmawiamy nadal.

          O tym, że decydując się na związek ze swoim facetem, mogę być w przyszłości
          macochą pełnoetatową wiedziałam od początku. Od początku wiedziałam, że NM stara
          się o to, by mały był z nim. Wiedziałam, że, mówiąc brzydko, biorę ich obu. I
          tak o tym od początku myślałam. I naprawdę bardzo pragnę tego, żeby mały na
          stałe mieszkał z NM. Nawet nie ze względu na NM, ale chyba głównie ze względu na
          małego. Jest z ojcem bardzo związany, chyba bardziej niż z matką. I wiem, że NM
          zapewni mu normalny dom, poczucie bezpieczeństwa. Coś czego nie zapewni mu Eks.
          I nie mówię tak bo uważam, że wszystkie Eks są z gruntu złe a już nasza
          najbardziej wink Wiem po prostu, miałam okazje przekonać się o tym kilka razy, że
          małemu naprawdę będzie lepiej u ojca a i on sam mówi, że chce mieszkać z tatą a
          mamę odwiedzać. I chcę, żeby tak się stało nawet jeśli to okaże się dla mnie za
          trudne i będę musiała odejść.
          I właśnie na takim etapie teraz jestem – myślenia i sprawdzania siebie. I
          strachu, że nie dam rady.

          Cholera teraz jak o tym myslę to sama mam ochotę trzasnąć się w łepetynę bo mam
          naprawdę fajnego faceta a się czepiam smile Może ta głupia zazdrość o przeszłość
          musi się po prostu we mnie wypalić, to wszystko o czym wiem musi jakoś
          wyblaknąć. Tylko tak strasznie sie boję, że to sie nigdy nie stanie.
          • lilith76 Re: Jak zaakceptować przeszłość niemęża? 22.09.06, 14:49
            Znajomych nie zazdroszczę, ale może to super ludzie, którzy obok tego są mili i szkoda ich zrażać. Ja bym użyła swojej jadowitości i poprosiła o nie traktowanie tamtego małżeństwa jak "zwłok Lenina wystawianych na publicznych widok potomnym" lub zainteresowała się żywo ich problemami małżeńskimi.
            Tak zrobiła moja przyjaciółka gdy pewni znajomi ciągle dopytywali się, keidy zajdzie drugi raz w ciążę (dla niej śliski temat, bo jeden poród przeżyła bardzo ciężki) - spytała się co z ich dzieckiem, bo na razie go nie mają. Okazało się, że leczą się na niepłodność i dyskusje się skończyły.

            Co do reszty - być może sama sobie musisz wewnętrznie postawić granice przejmowania się tym rozwodem, nie angażowania się zbyt mocno. Nie oznacza to, że kochasz mniej, jesteś zła, ale to, że ważna dla siebie jesteś także ty sama, twoje potrzeby.

            Odczuwasz naturalny lęk przed wejściem w nowy etap życia, przejściem do innego pokoju, zmianą. Są ludzie, którzy w "nowe" wchodzą łatwo. Są tacy (ja też), którzy zanim wejdą rozważą za i przeciw, wyszukają tysiące problemów i sparaliżuje ich z lęku. Ja tak miałam przed zamieszkaniem ze swoim facetem (ja jestem człowiekiem bojącym się strasznie zmian). To on mnie pociągnął do przodu i okazało się, że nie spełnił się żaden z moich koszmarów. Spełniły się inne, ale życie to nie bajka big_grin
            • monache_6 Re: Jak zaakceptować przeszłość niemęża? 22.09.06, 16:20
              Z tym rozważaniem za i przeciw, wyszukiwaniem tysiaca problemów i lękiem trafiłaś w sedno smile Któraś z was fajnie to określiła wymóżdżaniem problemów. To cała ja smile Chociaż z drugiej strony nie wiem czy to taka wada, bo dzięki temu kiedy taka sytuacja się zdarzy ja mam ją już przemyślaną i reaguję dużo spokojniej. Zazwyczaj mam już przemyślana reakcję i rozwiazanie smile no i nerwów mniej bo wszystkie już sie spaliły podczas wymóżdżania smile

              Cały mój problem sprowadza się chyba do tego, że może gdzieś tam w mojej głowie tkwi taki obrazek rodziny - on, ona, ślub, dzieci itp. I choć to może naiwne, zbyt idealistyczne, nierealne, infantylne - nazwijcie to jak chcecie ale może to o to chodzi. Nie znaczy to, że skreślam faceta za to, że sie rozwodzi. Ale to gdzieś we mnie siedzi, to np. że raz już ślubował. Sama już nie wiem, mam taki kołowrotek w głowie, że chwilami sama juz nie wiem czego już chce.

              Pewnie przez jakiś czas wam tu jeszcze pojęczę smile Może dzięki temu jakoś mi sie to w głowie poukłada wszystko. Oby jak najszybciej bo na razie rycze non stop od paru dni i niedługo na chusteczki finansowo nie wyrobię.

              Tak się zastanawiam czy wszystkim tak trudno przychodzi akceptacja przeszłości partnera, jego byłej żony, dzieci? Czy ja jestem jakimś dziwolągiem. Czy może się zdarzyć tak, że to nigdy nie przestanie boleć?
              • triss_m7 Re: Jak zaakceptować przeszłość niemęża? 22.09.06, 16:56
                Chyba cala ta sytuacja Cie przerosla. Moze sprobuj zrobic sobie week-end?,
                tydzien? (nie wiem ile Ci czasu potrzeba) oddechu od tego wszystkiego. Od
                rozmow, znajomych i wyjedz do rodziny, znajomych. Sama sobie wszystko
                przemyslisz, postaraj sie w tym czasie zrelaksowac - mozliwe, ze w tym czasie
                poczujesz ulge badz tesknote i w sumie troche sie przejasni. Takie hustawki
                przechodzila chyba kazda z nas. Piszesz ze bardzo sie kochacie i chcecie byc ze
                soba a problem pojawil sie ze zbyt czestego walkowania tematu. Czas
                przystopowac.
                • gosza26 Re: Jak zaakceptować przeszłość niemęża? 22.09.06, 18:21
                  Zabrzmi banalnie ale czas wszystko leczy. Tym bardziej jesli dalej będzie między Wami tak jak teraz.
                  Porównania , i co ciekawe na naszą korzyść z niezrozumiałych względów nas irytują. Dlatego do dziś pamiętam słowa sprzed 5 lat, mojej przyjacióki ,że jestem w komfortowej syatuacji bo właśnie są one na plus. Wtedy zadziornie zapytała: "Skoro się wszyscy znają to prównań nie unikniesz, a skoro sa dla Ciebie na korzyść to czym Ty sie martwisz.Wolałabyś słyszeć na odwrót?" Powtarzałam sobie te słowa często i dzisiaj jest to dla mnie przezycie równe "zero".

                  Wyżalać się będzie to jeszcz nie raz. I dobrzesmile Masz prawo do tego, żeby sobie wszystko poukładać w głowie. Ja siebie teraz tez nie poznaję, mając w pamięci emocje, które mną targały.
                  Powtrzam razjeszcze, czas leczy duzo jesli nie wszystkosmile
                  • triss_m7 Re: Jak zaakceptować przeszłość niemęża? 22.09.06, 19:13
                    Zgadzam sie w 100%. Czas leczy rany i pozwala spokojnie patrzec na cala
                    sytuacje. Poki co u Was to wszystko jeszcze jest dosc swieze wiec daj sobie
                    troche czasu.
    • reksia Re: Jak zaakceptować przeszłość niemęża? 22.09.06, 18:26
      jednego nie rozumie i mam pytanie,po co rozmawiałaś ze znajomymi NM na tematy
      jego małżeństwa i jego szczegółów?
      • gosza26 Re: Jak zaakceptować przeszłość niemęża? 22.09.06, 19:22
        reksia napisała:

        > jednego nie rozumie i mam pytanie,po co rozmawiałaś ze znajomymi NM na tematy
        > jego małżeństwa i jego szczegółów?
        ------------------------------------
        Ale czego to nie rozumieć. Przeciez pewne sprawy w rozmowach wychodzą mimowolnie.Ale zjednym się zgodze , jesli tematu się dalej nie pociągnie samemu to umrze to śmiercią naturalną i nie będzie potzreby wracać.
        • monache_6 Re: Jak zaakceptować przeszłość niemęża? 22.09.06, 21:12
          Ja nie rozmawiałam tzn sama nie zaczynałam tego tematu. Kiedy małego nie było w
          kraju i nie wiadomo było kiedy i czy w ogóle wróci, znajomi pytali na jakim
          etapie jest cała sprawa, czy mogą pomóc itp. To było na zasadzie łańcuszka -
          pytanie o postepy w tej sprawie wywoływały komentarze dotyczące wyjazdu Eks z
          dzieckiem, a dalej w ogóle jej osoby, stąd juz naprawde blisko do tego, żeby
          wiekszość spotkania ze znajomymi zdominował temat NM, jego Eks i ich małżeństwa.
          NM czasami kilka razy musiał powtarzać wtedy, że nie ma o czym rozmawiać, że on
          nie chce o tym rozmawiać ani tego słuchać.
          Wiecie ja myslę, że ten jej wyjazd to była dla pewnych osób niesamowita sensacja
          i niezły temat do ciągłego wałkowania, rozpatrywania pod każdym możliwym kątem.
          A na takie osoby nie działa zwykłe: Przepraszam ale nie chce o tym rozmawiac.
    • mangolda Re: Jak zaakceptować przeszłość niemęża? 22.09.06, 20:01
      W ogóle ciebie nie rozumiem, exia na innym kontynecie, a tobie źle. Masz idealną
      sytuację. Może kiedy urodzisz dziecko poczujesz się lepiej.
      • monache_6 Re: Jak zaakceptować przeszłość niemęża? 22.09.06, 21:18
        Exia nie jest na innym kontynencie niestety. Wróciła razem z małym. Romans nie
        skończył sie dla niej szczęśliwie. Południowy narzeczony okazał się damskim
        bokserem, zabrał jej kasę i zwiał w głąb swojej ojczyzny. Nawet chwilami jest mi
        jej żal. Ale tylko chwilami smile
    • reksia Re: Jak zaakceptować przeszłość niemęża? 23.09.06, 00:12
      jak Exia taka "odpowiedzialna" to dziewczyno powinnaś się faktycznie
      zastanowićwinkBO NAJLEPSZE JESZCZE PEWNIE PRZED TOBĄ....hehehe.....to pewnie
      dopiero początek tych zabawnych historii....jeszcze przywali Wam alimenty,po
      opłaceniu których nie będziecie się w stanie pozbierać...
      ....potem zacznie się wyciąganie dodatkowych pieniędzy i igranie na uczuciach
      NM....
      w dalszej kolejności jeśli przez ten czas nikt jej nie będzie chciał i nie
      znajdzie sponsora który "zająłby się jej życiem" zacznie się próba udowadniania
      że jednak ona coś jeszcze znaczy dla NM.....jesli on się temu nie podda zacznie
      się manipulacja dzieckiem.....nastawianie przeciwko wam......odgrywanie
      urojonych tragicznych historii....bieganie z dzieciakiem po niby lekarzach
      psychologach.....dziwne opowieści...dziwne telefony niby sporadyczne do Ciebie
      i niby sporadyczne spotkania.......jeśli i to miniecie zacznie się ograniczanie
      kontaktów z dziećmi najlepiej całkowite bo w międzyczasie ona dziwnymi
      opowieściami przekona cały świat dookoła iż jest ofairą tego drania
      NM ...jeszcze dojdą sprawy sądowe które zaczną czyścić was z kasy ....i jeszcze
      wiele ale to wiele innych atrakcjiwinkłącznie z telefonami ,jak czytałam gdzieś
      tu na którymś z forum z informacją dla Ciebie, że po statniej nocy to ona przy
      nim (czyli NM) sie wogóle nie wyspała , bo było tak gorąco;P(niektóre macoszki
      i przez to przeszły)a ty nie będziesz pewna czy faktycznie był w pracy czy u
      niej....DZIEWCZYNO JESZCZE WSZYSTKO PRZED TOBĄ ;p hehehehe


      a Ty już teraz wymiękasz? ;P hehehehehehheheheh....jeszcze wszystko przed
      Tobą;P a swoją drogą życzę Wam powodzenia i tego by Twój kryzys okazał się
      chwilowym ;P
      • anastazjapotocka Re: Jak zaakceptować przeszłość niemęża? 23.09.06, 17:18
        Reksiu, czy Ty czasem nie pisałaś o moich "przeżyciach" z exsią?
        Jeśli tak, to może jakoś, czy ja wiem? oględniej... I nie strasz przyszłej
        macoszki...
        • barbara001 Re: Jak zaakceptować przeszłość niemęża? 24.09.06, 10:06
          Mangolda, ty sie naucz czytać i jak juz się wypowiadasz to na temat.

          Reksia, nie strasz, bo nie zawsze jest aż tak źle, a która z nas nie ma
          mniejszych lub wiekszych problemów z eks i przeszłością wybranków, i co, jakoś
          wszystkie trwamy i dajemy sobę radę.

          A do autorki wątku, to wazne żeby ustalać od początku reguły gry z taką eksią.
          Zresztą ja nie rozumiem dlaczego nie wystąpiliście do sądu o ograniczenie praw
          matce chłopca, skoro go opusiła i potem jeszcze porwała. Przecież to jakaś
          kretynka żyjąca dniem dzisiejszym.
          Wizyta u prawnika przydałałaby się z pewnością i obranie własciwej strategi
          działania, która wysłałby eksię w kosmos i na zawsze oddaliła od waszego życia.

          Moim zdaniem kobiety (nie generalizuję ale ja do nich się zaliczam), które
          decydują się na związek z męzczyzną z przeszłoscią akceptują z marszu stan
          rzeczy, czyli była eks i dziecko. I dopiero wtedy zaczynaja się problemy jak
          byłe żony zbyt nachalnie ingeruja w życie byłych męzów i ich nowych partnerek.
          Bo o ile ta ingerencja jest "przez" dziecko, czyli wspólne jednak wychowywanie
          potomka i zwiazane z tym - ubrania, ksiązki do szkoły, wakacje itd, to ok. Ale
          jezeli sama eks próbuje żyć życiem byłego, czy to dotyczy jego prywatnego życia
          czy dotyczy tylko pieniędzy, to już jest kłopotliwe. I możliwośc zabezpieczenia
          tej sfery jest bardzo komfortowa i tak naprawdę rozwiewa wiele obaw. I myślę,
          ze skoro masz tendencje do analizowania wszystkich problemów, które moga się
          wam przytrafić powinniscie postarac się o takie ułozenie wszych spraw na drodze
          wy- eks, żebyś ty czuła sie bezpieczna z tym co masz tylko dla siebie,
          uregulowanie nalezności zwiazanych z dzieckiem i zabezpieczenie wszystkiego co
          mogłoby dostac się w ręce eks, a nie powinno.

          A reszta sie ułoży, zobaczysz, byleby tylko między wami było dobrze. Pozdrawiam.
        • reksia Re: Jak zaakceptować przeszłość niemęża? 24.09.06, 12:49
          wink Anastazjo...sama przyznasz ....można mieć czasem dość?
    • monache_6 Dziękuję 26.09.06, 14:21
      Bardzo Wam wszystkim dziękuję. Za to, że napisałyście mi tyle mądrych słów.

      Przeczytałam wasze odpowiedzi kilka razy.
      Na razie nadal mam w głowie bałagan, mam wrażenie, że coraz większy. Ale wiem, że to nie poukłada się od razu.

      Uświadomiłyście mi jedną bardzo ważną rzecz. W tym wszystkim kompletnie zapomniałam o sobie, o tym co powinno być dla mnie najważniejsze – ja.
      Parłam do przodu nie zwracając uwagi, że robię to trochę na oślep. Zatrzymałam się bo zabrakło mi sił i poczułam, że nie wiem tak naprawdę dokąd zmierzam, gdzie jestem, czego chcę. Zgubiłam gdzieś siebie w tym wszystkim sad
      Moja mama powiedziała mi ostatnio, że już się w ogóle nie uśmiecham. Chcę się znowu uśmiechać. Chcę być taka jak wcześniej, uśmiechać się, śmiać, cieszyć A nie tylko rozmyślać, smucić się, płakać w poduszkę.

      Triss, masz rację, taki wyjazd bardzo by mi pomógł. Niestety z różnych względów nie mogę wyjechać teraz nawet na 2 dni.
      Ale chce porozmawiać dzisiaj z NM, powiem mu, że potrzebuję trochę czasu. Tydzień, dwa – nie wiem. To nie to samo co wyjazd, ale może choć trochę ucieknę od tego wszystkiego. Tym bardziej, że 9 października jest sprawa rozwodowa. Nie wiem czy chcę wtedy być blisko. Chyba nie. Chyba nawet nie powinnam, dla własnego dobra.
      I będę chodzić na spacery do Łazienek smile

      Dziękuje za to wszystko co napisałyście. Naprawdę. Kochane z Was babeczki smile
    • pamig Czasu trzeba:) 27.09.06, 15:06
      Słuchaj sercasmile

      Jeśli potrzebujesz dystansu, zrób to, przemyśl to.

      Ale wiedz, że jeśli Twoje serce lęka się czegoś, to tylko wejście w to
      doświadczenie, którego się lęka, sprawi, ze obawy staną się coraz mniejsze.

      Pamiętaj, że prawdziwa miłosć jest po to, żeby przezwycieżać przeszkody,
      uciekając od nich nie przezwycieżysz ich.

      Nie mozesz jednak zmuszać się do niczego, daj sobie czas żeby odetchnąć.

      Z czasem pewne sprawy inaczej wyglądają i to co najpierw boli, boli coraz mniej
      i w kóncu ból znika. A lęk znika kiedy oswajasz się stopniowo z tą sytuacją,
      kiedy wchodzisz w to doświadczenie.

      Ja tą metodę przyjęłam i dla mnie nie ma innej, żeby naprawdę coś głęboko
      przezyć, a nie uciekać,to niestety trzeba być przygotowanym na cierpienie...Ale
      to cierpienie jest czymś złudnym, cierpimy przez swoje wyobrażenia, koncepcje,
      ideały (np. że idealny facet to taki bez przeszłości).

      Uczę się tego codziennie od nowa...smileI jest lepiejwink

      Kochaj siebie - masz rację - zajmij sie sobą, swoim wnętrzem, a wtedy będzie Ci
      lżej cieszyć sie jego miłoscią do Ciebie!

      Pozdrawiam, trzymaj się Monache.


Pełna wersja