pamig
24.09.06, 20:22
Odkąd się poznaliśmy, odkąd się w sobie zakochaliśmy

Patrzę wstecz na moje
zmagania z jego przeszłością, i widzę, ze czas działa na korzyść, że staram
sie mieć dystans, że było burzliwie, myślałam, ze nie mam siły na taką miłość,
ale wygrzebywałam się z tych dołków za każdym razem

Tylko...
On mi nic nie obiecuje...jest samo uczucie i miłe chwile.Ja już mam swoje
lata, chacha(27 niedługo stuknie) i gotowośc "biologiczną" do założenia
rodziny...on 10 lat starszy, wie już co to znaczy być rodzicem, ale z drugiej
strony - wieczny chłopiec, jak to jest?
Mam takie wątpliwości, że już nie będzie się chciał z nikim związac, bo już
miał tą jedyną na całe życie, z kórą nie wyszło, dlatego wypalił się i już w
to nie wierzy, nie wierzy w poważny związek...
A jak tak bym chciała, żeby mi mówił, że to ja jestem ta jedyną,że chce ze
mną zacząć jeszcze raz, złe chwile na dobre zmienić, tak jak mi mówił na
początku - jak to jest z tymi facetami- czy mam czekac cierpliwie, aż zacznie
to mówić? Poł roku temu mówiłam o swoich pragnieniach, że szukam czegoś
poważnego, że chce założyć rodzinę, on na to, żebym dała mu szanse bycia ojcem
mojego dziecka,a teraz unikamy tego tematu jak tabu.
Nie wiem co to za etap - może znacie to z waszych doświadczeń - zawieszenie
jakieś? Lęk przed wiązaniem się po przeszłych ciezkich doświadczeniach? Jakie
mam gwarancje, że to się zmieni, czy mam cierpliwie czekać i wierzyć w tą
miłość? A może mi ciągle za mało a on nie jest w stanie tego mi teraz dać,
tylko kilka słów, że chce ze mną być, albo aż te kilka słów... Dlaczego mi to
nie wystarcza