nexi4
29.09.06, 09:51
Moi mili,
Sytuacja typowa dla ludzi z tego forum: On, moj obecny maz, ma corke z
poprzedniego malzenstwa. Ja mam takze swoja przeszlosc w postaci bylego meza
i terazniejszosc w postaci syna z tamtego zwiazku. Dzieci maja uregulowana
sytuacje jezeli chodzi o kontakty, alimenty i na ogol nie przysparzalo to
klopotow. Moj syn jezdzi do swojego taty co drugi weekend i pomimo, ze ja z
jego tata raczej nie wymieniam zadnych innyv\ch od dziendobry i dowidzenia
slow, uwazam ze uklad jest dla wszystkich stabilny i bezpieczny. Moj eks
spodziewa sie teraz dziecka z kobieta ktora takzre ma juz dziecko z
poprzedniego zwiazku. Nie mam z tym zadnego problemu, nawet fajnie ze maly
bedzie mial takie rodzenstwo, ja bylam jedynaczka i czasami zaluje. Ale nie o
tym. Otoz moj problem polega na tym, ze bardzo trudno mi zalapac kontakt z
corka meza. Mala, juz nie taka mala, nastolatka, ma swoje humorki, ktore
bywaja bardzo przykre. Na poczatku zrzucalam to na karb rozstrojenia
emocjonalnego spowodowanego rozstaniem rodzicow (uzupelnienie: nie ja bylam
tego przyczyna), ale trwa to juz prawie szosty rok, a sytuacje sie
powtarzaja. Polegaja one na tym, ze kiedy chce np. zeby z nia pojezdzic na
rolkach czy rowerze to ja jestem jak najbardziej OK i mozna nawet ze mna
rozmawiac. Poza tego typu potrzebami moje slowa i uwagi sa ignorowane,
kwitowane prychnieciami i generalnie olewane. Do tego dochodzi postawa
roszczeniowa jej mamy, ktora uwaza ze nalezy jej sie "odszkodowanie" za udane
zycie bylego meza. To odszkodowanie to oczywiscie alimenty - znacie i lubicie
wszyscy. Mala przejela takze i te postawe, nalezy jej sie wszystko, bo
przeciez "nie ma taty", a to nie do konca prawda, bo tata staje na rzesach
zeby corus miala wszystko i podczas spotkan tylko ona jest wazna, tylko jej
program dnia jest istotny. Nie bede sciemniac, ze to rozumiem i toleruje, bo
wkurza mnie czasami ten stopien jego braku krytyki, ktory pozwala malej na
wyskoki juz nie tylko wobec mnie ale i jej wlasnych dziadkow wujka czy cioci.
Poniewaz probowalam juz o tym porozmawiac z moim M i nie przynioslo to
efektu, postanowilam usunac sie w cien. Spotykaja sie sami, ten czas ja
spedzam ze swoim synem lub (kiedy on jest u taty) na wlasnych zajeciach. Dla
mnie nie ma problemu. Ale teraz moj M zarzuca mi brak akcepptacji dla jego
dziecka, powoduje to dodatkowo moje wyrzuty sumienia, ale ja naprawde nie
wiem co mam zrobic? Przeciez skoro mala nie chce funkcjonowac jako czlonek
naszej grupy (z wlaczeniem nowonarodzonych kuzynow i starych jej czlonkow) to
co trzeba zrobic zeby zauwazyla ze nie ma ja i oni tylko My tez moze byc OK?
Mam wielki zal do jej mamy, ze nie pozwala jej zapomniec o przykrych
sytuacjach z czasow rozwodu i swoim niepowodzeniem przesyca corke nie
pozwalajac jej pojsc dalej i rozwinac sie emocjonalnie. Mala bywa agresywna,
ostentacyjnie wykazuje brak zainteresowania czymkolwiek co jest osnowa
rozmowy w ktora stara sie ja wciagnac. Jest zamknieta i mam wrazenie,
zebardzo nieufna wobeccalego swiata nie tylko wobec mnie. Mozemacie jakis
pomysl, doswiadczenia? Bede wdzieczna.