sabra210
04.10.06, 02:48
Dawno nie pisalam, chociaz duzo czytalam, ale przyszedl ten moment kiedy
musze sie wypaplac.
Wiec tak: jestem macocha prawie ze bezkontaktowa, widzialam je raz w zyciu.
Maz rowniez widzi swoje dzieci bardzo rzadko, moze raz na rok ( wielka
odleglosc), ale co jakis czas dostajemy wiesci od ex o tym co nowego u
dzieci, jak sie maja itd. Zawsze maja sie swietnie - zdobywaja coraz to nowe
umiejetnosci na kolejnych sekcjach i kolach zainteresowan: dzudo, szkola
muzyczna, sekcja szach, szermierka, sekcja teatralna w szkole, basen, kolko
plastyczne itd. W szkole piatki i szostki. Wycieczki zagraniczne dwa razy do
roku, po miesiacu kazda.
Drazni mnie to. Sama sie przed soba wstydze przyznac, ale prawda jest taka,ze
denerwuja mnie sukcesy tamtych dzieci...
Nie moge przejsc nad tym do porzadku dziennego, a glowna przyczyna jest
prozaiczna: jestem zazdrosna o pieniadze na alimenty, dzieki ktorym tamte
dzieci moga zyc w dostatku i spokoju i rozwijac skrzydla.
Niby wiem, ze po to sa wlasnie alimenty,ktore i tak nie rekompensuja im braku
ojca, ale krotko mowiac szlag mnie trafia jak patrze na nasze dziecko, ktore
nie ma takiego poziomu zycia jak tamte i prawdopodobnie nigdy nie bedzie
mialo...Czy ja jestem nienormalna, zla, niedojrzala osoba ze drazni mnie
to...?
ps dla wszystkich, ktorzy chcieliby sie na mnie rzucic: ex nie zarabia
kokosow, dzieci sa utrzymywane glownie za alimenty 3000zl, ja zarabiam kilka
srednich krajowych, ale zyjemy w dlugach poprzedniego malzenstwa.
Aha, jeszcze jedno - rozwod nie z mojej winy