Jego dziecko z inną kobietą.

15.10.06, 10:53
    • jasiak2 Jego dziecko z inną kobietą. 15.10.06, 11:01
      Kurcze, wysłałam zanim zdążyłam napisać sad
      Wiem, ze to trochę chyba nie w temacie, ale prosze, może zdołacie pomóc. Mój mąż
      będzie ojcem. Niestety, ja nie będę matką. Sprawa jest zawiła między nami -nie
      doszło do zdrady jako takiej, rozstaliśmy się, on próbował sie pocieszać i..
      zrobił to skutecznie sad W dzień rozwodu zrozumiał, że nie chce żyć beze mnie. Ja
      go cały czas kocham. Zrozumieliśmy swoje błedy i zaczęliśmy rozmawiać o
      powrocie. Jednak zanim zdążył ostatecznie rozmówić się z tamtą dziewczyną, ona
      powiedziała mu, że jest w ciąży sad((((((((((((
      Słuchajcie, ja czytam i piszę już wszedzie gdzie się da, bo nie wiem co robić.
      Serce wyrywa się do niego, ale rozum... Boję się, że nie dam sobie rady z tym,
      ze on ma dziecko, tym bardziej, że ja nie mogę urodzić własnego sad( On mówi, że
      kocha, ze czeka, że bedzie walczył o mnie, że będziemy mieć swoje dzieci, bo
      adoptujemy, itd. Ale ja się boję. Boję się, ze mój żal, moja złość i zawiść o to
      dziecko i tak zniszczą to, co będziemy starali się zbudować. Jak sobie można
      poradzić z sytuacji, kiedy mąż ma dziecko z inną kobietą? Czy można sobie z tym
      poradzić? Pliz, help.
      • pb81 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 15.10.06, 11:16
        Jakie plany ma Twoj maz w stosunku do tego dziecka? Wydaje mi sie, ze duzo
        zalezy wlasnie od tego. Czy bedziesz musiala dzielic sie z tym dzieckiem czasem
        i uwaga meza czy jedynie zaakceptowac wyplyw pewnej sumy ze wspolnego konta?

        Niezaleznie od wszystkiego warto chyba przeprowadzic testy potwierdzajace lub
        wykluczajace ojcostwo. Moze akurat okaze sie, ze to nie jego i problem sam sie
        rozwiaze.
        • jasiak2 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 15.10.06, 11:38
          No wiec dziecko jest na 100% jego, nie jest to jakaś zdzira, tylko normalna
          kobieta, z którą mąż próbował ułożyć sobie życie, kiedy ja wystąpiłam o rozwód
          (o przyczynach nie pisze, bo to za trudne). Ale nie udało mu się, ponieważ
          pomimo wszystko ciągle sie kochamy. Tak więc nie ma absolutni podstaw do
          twierdzenia, że dziecko nie jest jego.
          On mówi teraz, że bedzie na nie płacił... i tyle. Ale wiem, że wszystko może się
          zmienić, kiedy ono się urodzi. Na razie jest to 2-3 miesiąc, wiec jeszcze pół
          roku to potrwa. Teraz dziecko jest abstrakcją, jak sie urodzi, będzie to jedyne
          jego biologiczne dziecko (jeśli zostanie ze mną), więc...
          A sumy postanowiłam, ze nie bedą ze wspólnego konta, poniewaz życzę sobie
          rozdzielności majątkowej - nie mam zamiaru płacić na obcych mi ludzi uncertain tym
          bardziej, że moje dochody są dwukrotnie wyższe niż męża.
          • pb81 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 15.10.06, 12:05
            > On mówi teraz, że bedzie na nie płacił... i tyle. Ale wiem, że wszystko może si
            > ę
            > zmienić, kiedy ono się urodzi.

            Jesli mu sie nie zmieni, moze nie bedzie tak najgorzej. Jest szansa, ze w koncu
            oboje o tym zapomnicie i odzyskacie spokoj. Moze warto np. przeprowadzic sie
            gdzies daleko - wtedy w naturalny sposob tego dziecka w waszym zyciu nie bedzie
            i raczej niewielkie bedzie ryzyko, ze Twoj maz sie do niego zblizy i nawiaze z
            nim wiez uczuciowa.

            > A sumy postanowiłam, ze nie bedą ze wspólnego konta, poniewaz życzę sobie
            > rozdzielności majątkowej - nie mam zamiaru płacić na obcych mi ludzi uncertain tym
            > bardziej, że moje dochody są dwukrotnie wyższe niż męża.

            I slusznie. Przyda Wam sie jeszcze dobry adwokat, kiedy juz dojdzie do sprawy o
            ustalenie wysokosci alimentow.
            • kingkong22 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 15.10.06, 12:29
              Zamurowało mnie...Nie jestem kobietą, która nie może mieć dzieci,więc z
              pewnością nie zrozumiem podejścia Pań, które nie mogą.
              Piszesz, że kochasz męża.Jak się kocha człowieka, który właśnie planuje odciąć
              się od swego jedynego dziecka, bo...dajmy na to nie kocha jego matki? Był z
              tamtą kobietą, coś go z nią łączyło.Teraz się rozmyślił.ok.A dziecko? A jego
              dziecko?Wykazujesz bardzo egoistyczne podejście.To krew z jego krwi, kość z kości.
              Myślicie o adopcji.Mam nadzie3ję, że w papierach zaznaczycie, że on ma dziecko,
              którym się nie interesuje.Niech to da do myślenia tym, którzy na adopcję mają
              w7yrazić zgodę.
              Naprawdę się dziwię...Bo jego dziecko może w WASZYM życiu odgrywać ważną rolę.
              życzę bardzo, byś zmieniła swoje nastawienie- i dla Waszego dobra, i dziecka.
              zeby to ze zdwojoną siłą nie odezwało się po latach.
              Pozdrawiam
              • triss_m7 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 15.10.06, 12:50
                Mnie tez troche zamurowalo. Jak to? Wymazac gumka dziecko i udawac ze go nie
                ma? Piszesz, ze sama nie mozesz miec dzieci, a to jego jedyne (poki co)
                dziecko, matka dziecka jest w porzadku kobieta to moze warto rozwiazac to
                inaczej. Doskonale wiem, ze to trudne ale to dziecko nie jest winne burzy
                doroslych.

                Kingkong22 napisala:

                > Myślicie o adopcji.Mam nadzie3ję, że w papierach zaznaczycie, że on ma
                dziecko,
                > którym się nie interesuje.Niech to da do myślenia tym, którzy na adopcję mają
                > w7yrazić zgodę.

                Zgadzam sie. Jak na to sie zapatrujecie??
                • jasiak2 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 15.10.06, 19:20
                  matka dziecka jest w porzadku kobieta to moze warto rozwiazac to
                  > inaczej.

                  JAK?? przecież ja o niczym innym nie myślę, ale wybacz, w czym ja zawiniłam żeby
                  teraz zgrywać sie na świętą i zawieszać swoje uczucie na kołku żeby wszystkim
                  było dobrze?? Mężowi, bo bedzie miał mnie, ją, dziecko, jej, bo bedzie miała
                  dziecko i jego a JA??? Przecież ja coś CZUJE!!

                  > Myślicie o adopcji.Mam nadzie3ję, że w papierach zaznaczycie, że on ma
                  > dziecko,
                  > > którym się nie interesuje
                  A kto powiedział, ze się nie interesuje?? Tego jeszcze nie wiadomo.
                  łatwo tak na wszystko z góry patrzeć dopóki ciebie to nie dotknie, wiesz, ja też
                  byłam kiedys taka kategoryczna w osądach. Ale tutaj są CZTERY srony - mąż, tamta
                  kobieta, dziecko i ja. I też powinnam miec prawo do czegos poza "niesieniem
                  krzyza w milczeniu". Staram się znaleźć wyjście i jak można mieć mi za złe, ze
                  chce aby to było dobre również dla mnie??
                  • kingkong22 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 15.10.06, 19:29
                    Odniosłam siś tylko do tego co napisałaś, że będzie płacił kasę...i tyle. Nie
                    oceniam Cię przecież, wyraziłam swoją opinię i odczucia, nie obrażając nikogo.
                    Nie zazdroszczę sytuacji, w której się znalazłaś. Nie tylko Tobie, tamtej
                    kobiecie też- a i dziecku również. Wiem, że życie nie jest bajką i happy end nie
                    jest obowiązkowy.Ale zawsze można się postarać, podjąć takie decyzje, by jak
                    najmniej ludzi ucierpiało.Życzę samych trafnych decyzji, siły.
                    A tak a propos- u mnie też naprawdę życie niewiele ma wspólnego z bajką.
                    Pozdrawiam
                  • judytak Re: Jego dziecko z inną kobietą. 17.10.06, 13:14
                    jasiak2 napisała:

                    > w czym ja zawiniłam żeby
                    > teraz zgrywać sie na świętą i zawieszać swoje uczucie na kołku żeby wszystkim
                    > było dobrze?? Mężowi, bo bedzie miał mnie, ją, dziecko, jej, bo bedzie miała
                    > dziecko i jego a JA??? Przecież ja coś CZUJE!!

                    zakładając, że mąż do ciebie wróci, a z dzieckiem się będzie regularnie
                    spotykał, będzie brał udział w jego wychowaniu, tak, jak to robią np. ojcowie
                    po rozwodzie, to
            • swieta_1 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 14:09
              Kobieto ! Co Ty piszesz?! Jak ma zapomnieć o swoim dziecku? Jak to ma zapomnieć!? A co to do cholery? Obiad wczorajszy? To żywa ISTOTA, która miała się urodzić dwojgu ludziom, którzy planowali razem życie! I co? Sama byś chciała żeby Ciebie tak spotkało? Rewelwcja porada, extra poprostu.
              • kingkong22 swieta_1 czytamy ze zrozumieniem, dobrze? 16.10.06, 14:19
                swieta_1 napisała:

                > Kobieto ! Co Ty piszesz?! Jak ma zapomnieć o swoim dziecku? Jak to ma zapomnieć
                > !? A co to do cholery? Obiad wczorajszy? To żywa ISTOTA, która miała się urodzi
                > ć dwojgu ludziom, którzy planowali razem życie! I co? Sama byś chciała żeby Cie
                > bie tak spotkało? Rewelwcja porada, extra poprostu.

                A kto daje takie rady?!!!!!!!!!! Chyba się pomyliłaś, wstawiając swój wpis pod
                moim.Życzę większej uwagi.
      • mangolda Re: Jego dziecko z inną kobietą. 15.10.06, 13:38
        Skoro jesteś bezplodna powinnas sie usunąć.
        Jesli nawet twój ex nie chce tamtego dziecka ma szanse na szczesliwą rodzinę z
        inna kobietą. Ty takiej szansy nie masz. Nie niszcz więc życia czlowiekowi.
        • jasiak2 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 15.10.06, 14:13
          Uwaząsz, że skoro nie mogę urodzić dziecka, nie mam prawa do miłości i
          szczęścia?? Co 4 para w tym kraju nie moze mieć dzieci biologicznych!! Mają sie
          wszyscy wysadzic w powietrze?? A mój mąż doskonale wiedział ze nie mogę meić
          dzieci, mimo to zdecydował sie na ślub ze mną i mimo to, ze ma szanse na
          "normalną" rodzinę nadal chce być ze mną. Wydaje ci się, ze ja nie mam uczuć??
      • luna67 Re: U mnie bylo podobnie:-( 15.10.06, 17:22
        Opisze w skrocie moja sytuacje;

        bylam w 6-stym miesiacu ciazy z drugim dzieckiem jak dowiedzialam sie, ze moj
        (wtedy) maz ma krotki romans (od znajomego), wyladowalam w szpitalu i chcialam
        natychmiast rozwodu. W odwiedziny do szpitala przyszla ta kobieta, ktora
        przekanala mnie, ze to nie jest prawda (ma narzeczonego itd., niedlugo slub).
        Nagle znajomy od ktorego sie o tym dowiedzialm zmienil zdanie, bylam
        zdezorientowana i zla na niego.

        Po 16-stu latach, nagle telefon od niej, ze chce rozmawiac tylko i wylacznie z
        moim mezem. W ulamku sekundy na mysl mi przyszlo (nie wiem dlaczego), ze chodzi
        o jej i mojego wtedy meza dziecko, po rozmowie z mezem okazalo sie, ze mialam
        racje, zostalam przez nich oszukana i jej maz.

        Okazalo sie, ze ona owszem miala narzeczonego ale tez w tym czasie romans z moim
        mezem (narzeczony byl wtedy na dlugiej delegacji i sie jej "nudzilo"), jak
        zaszla w ciaze wiedziala, ze ojcem dzicka moze byc tylko jej kochanek (czyli moj
        maz). Wmowila swojemu narzeczonemu, ze to jego dziecko i urodzila "wczesniaka".

        W wieku 15-stu lat chlopiec powaznie zachorowal, potrzebny byl przeszczep i
        wyszlo na jaw, ze mniemany ojciec nie jest prawdziwym ojcem, jej maz zarzadal
        rozwodu, a ona szukajac dawcy zadzwonila do mojego meza. Na poczatku dostalam
        szoku, ale po rozpatrzeniu sprawy doszlam do wniosku, ze najwazniejsze w tym
        wszystkim jest teraz dziecko, trzeba je ratowac, i wiecie co moj (wtedy) maz
        zrobil???sad odmowil po ustaleniu ojcostwa dalszych badansad(( to byl dla mnie
        szok, nie moglam sie z tym pogodzic, nie chcial go nawet zobaczyc. Dodam, ze
        wiedzial o ciazy kochanki.

        Paranoja w tym wszystkim jest, ze moj maz byl i jest wspanialym ojcem dla naszej
        trojki, tym bardziej tego nie rozumialam. Nie moglam z tym ciezarem zyc, nie
        zdrady ale, ze tyle lat mnie oszukiwal i odmowil pomocy, wzielam rozwod, pomimo,
        ze go dalej kochalam (milosc do mojego meza, byla przez to wszystko tlumiona,
        cierpialam podwojnie, to bylo za duzo dla mnie).

        Kochana jasiak2 ja mam 3-jke swoich dzieci i nigdy nie moglam sie z ta mysla
        zaprzyjaznic, ze tam gdzies zyje brat moich dzieci, ktorego nigdy nie beda
        znaly, gdyz matka nigdy na to nie pozwoli a on przysiagl matce, ze dotrzyma
        slowa. Moze jest to smieczne ale sni mi sie on czasami i mam lzy w oczachsad
        chcialabym go chociaz raz zobaczyc, przytulic, gdyz on jest tez czastka moich
        dzieci ktore bardzo kocham.

        Przyznam sie, ze chyba rozwiodlabym sie pomimo tego, jakby moj (wtedy) maz
        zgodzil sie na te dalsze badania, gdyz to dziecko za kazdym razem przypominalo
        by mi o tym oszustwie i zdradzie, ale wtedy jak juz pisalam najwazniejsze bylo
        dziecko ktore potrzebowalo pomocy, na szczescie znalazl sie dawcasmile))))) Ale
        dla ciebie to dziecko nie jest owocem zdrady, gdyz bylscie w rozlace.

        Nieraz po analizie mojego zycia zastanawiam sie, dlaczego mnie zawsze
        najbardziej niewiarygodne "przygody" spotykaly, moze dlatego, ze zylam z
        czlowiekiem dla ktorego nuda bylo normalne zycie, ktory byl ciagle wpogoni za
        wrazeniami. Moj terazniejszy M namawia mnie na napisanie biografi, mowi, ze
        bedzie to bescelersmile ale ja chce to wszystko zapomniec, to sa niemile
        wspomnieniasad
      • lilith76 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 09:39
        W jednym cię doskonale rozumiem - gdybym nie mogła urodzić dziecka i dowiedziała się, że inna urodzi mojemu ukochanemu mężczyźnie (być może) jego jedyne biologiczne dziecko, to dopadłaby mnie złość, rozgoryczenie, rozpacz.

        Z drugiej strony szkoda tego dziecka.

        Wyjścia są różne:
        - Mąż i matka dziecka dogadują się, on utrzymuje z dzieckiem kontakt poza domem, ty udajesz, że to problem nie z twojego świata;
        - Matka unosi się honorem, nie chce pomocy kontaktu, mąż się na to zgadza - wtedy zastanowiłabym się z jakim człowiekiem żyję;
        - Matka unosi się honorem, nie chce pomocy kontaktu, mąż się na to nie zgadza, walczy sam zgorzkniały i nieszczęśliwy;
        - Matka unosi się honorem, nie chce pomocy kontaktu, mąż się na to nie zgadza, walczy z twoją pomocą;
        - Mąż i matka dziecka dogadują się, on utrzymuje z dzieckiem kontakt w waszym domu i ty masz delikatny kontakt z dzieckiem (bolesny, ale zawsze to biologiczna nić z ukochanym); nie masz wyrzutu sumienia, że ukochany nie ma biologicznych dzieci przez ciebie;

        Rozwiązanie ostatnie nie jest takie niby rzadkie w historii. w Ostatnim "Twoim Stylu" Kofta opisuje intytucję sanatorium do którego jechała na leczenie bezpłodna kobieta, a zaufana osoba wyszukiwała mężczyznę podobnego z urody i wyglądu do jej męża. W druga stronę trudniej, ale pewnie też było wykonywane.


        A na adopcję możecie mieć małe szanse przez ślad pozwu rozwodowego w papierach.
        • chalsia Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 10:29
          no jest jeszcze jedna opcja - najlepsza dla autorki atku, jej męża i w dużej
          mierze dla dziecka też.
          Matka dziecka zgadza sie i oddaje dziecko panu i jego żonie do zaadoptowania. I
          wtedy mają sznasę na adopcję, ponieważ jedno z adopcyjnych rodziców jest
          rodzicem biologicznym.
          Innymi scenariusz podobnej sytuacji - słowy matka zgadza się na pozbawienie jej
          praw rodzicielskich przez ojca, a żona ojca przysposabia dziecko w pełni.
          Chalsia
          • lilith76 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 10:47
            No tak chalsia, wpadka wpadką, facet wraca do żony, bo to ją jednak kocha, ale trudno mi uwierzyć, że samotna matka odda im dziecko. Zapewne są takie i ciężko je oceniać.
        • jasiak2 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 18:50
          nie masz wyrzutu sumienia, że ukochany nie ma biologicznych
          > dzieci przez ciebie;

          a dlaczego miałabym mieć jakiekolwiek wyrzuty sumienia?????!!!!
          on wiedział z kim się żeni.
          a teraz i tak nie ma to znaczenia, bo on będzie miał to swoje biologiczne.
          a powiedz mi, gdzie w tej całej sielance dla niego, dla niej i dla dziecka
          miejsce na moje uczucia????????
          • lilith76 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 17.10.06, 09:21
            asiak2 napisała:

            > nie masz wyrzutu sumienia, że ukochany nie ma biologicznych
            > > dzieci przez ciebie;
            >
            > a dlaczego miałabym mieć jakiekolwiek wyrzuty sumienia?????!!!!
            > on wiedział z kim się żeni.
            > a teraz i tak nie ma to znaczenia, bo on będzie miał to swoje biologiczne.
            > a powiedz mi, gdzie w tej całej sielance dla niego, dla niej i dla dziecka
            > miejsce na moje uczucia????????


            Oczywiście nie musisz mieć!!! Bo czy to zależne od ciebie. Tak życie zadecydowało. Znam wypowiedzi kobiet starających się bezskutecznie o dziecko i to je właśnie gryzie.
            Ale twoje wypowiedzi w tym wątku pokazują, że to jednak gryzie.



            Zaznaczam, że gdybym była na twoim miejscu też bym była pełna żalu i rozgoryczenia, nie wiedziała co zrobić. A gdyby teraz okazało się, że nie mogę urodzić własnego dziecka, to na dzieci M patrzyłabym z goryczą.
      • claairee Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 13:02
        Znam sytuację jeszcze trudniejszą- gdzie dziecko jest wynikiem długotrwałej
        zdrady- zeszli się, pod warunkiem, ze on nie bedzie sie kontaktował z dzieckiem.
        Trudna decyzja, ale taką podjęli, na razie dzieciak jest maly i nie wiedomo jak
        dalej to się wszystko potoczy - teraz jest dobrze miedzy nimi. Tutaj macie
        czystą sytuację, on Ciebie nie zdradzil, zawsze to trochę latwiej, chciaz Tobie
        w związku z tym, ze nie możesz miec dzieci na pewno jest trudno.

        Przemyśl zyski i straty.
        i trzymaj się ciepło
      • tovika Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 14:17
        dziewczyno, nie wchodź drugi raz do tej samej rzeki. Znajdź sobie faceta bez
        tego typu zobowiązan, bo resztę życia będziesz spędzać w czworokącie : ty, on,
        ona, ono.
        A ,jak masz watpliwości to uwaznie poczytaj to forum.
        • jasiak2 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 18:54
          niestety, nie znam faceta, który w wieku trzydziestuparu lat (ja jestem po
          trzydziestce) nie miałby podobnych zobowiązań sad mój nie miał z wiadomej
          przyczyny... więc jeśli zostawię definitywnie męża jest wysoce prawdopodobne, ze
          następny facet, z ktorym będe związana będzie rozwodnikiem z dziećmi z
          pierwszego związku, więc...jaka w tym momencie różnica??
          jeśli nie wrócę do męża, to tylko dlatego, ze nie zniosę tego, ze to JEGO
          dziecko, którego ja nie mogłam urodzić sad(
          • luna67 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 19:08
            Rozmawialas juz z ta kobieta? wiesz na 100%, ze maz chce z toba zostac?
            Jezeli tak, to dajcie sobie troche czasu na "zaprzyjaznienie" sie z ta
            wiadomoscia, moze z czasem twoje emocje opadna i jak zobaczysz dziecko twojego
            meza, to ci serce zmieknie.
            • jasiak2 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 19:54
              Z tą kobietą nie rozmawiałam i nie mam zamiaru.
              Mąż na 100 a nawet 200% chce do mnie wrócić, rozmawiamy o tym od miesiąca, a o
              dziecku wie od 2 tygodni i podtrzymuje decyzję.
              Jeśli chodzi o zmiekczenie serca, nie ma na to szans, wrecz przeciwnie, jeśli
              zobaczę to dziecko, a nie będe miała możliwości żeby miec SWOJA rodzinę, obawiam
              się, ze przeleję na nie swój zal, choć wiem, ze to nielogiczne, bo ono nieczemu
              nie jest winne sad ale logika to jedno, emocje to drugie.
              Moze jestem egoistką, może. Ale wiem, ze ja tez mam prawo do szczęścia.
              • luna67 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 23:18
                jasiak2 napisalas:
                "> Jeśli chodzi o zmiekczenie serca, nie ma na to szans, wrecz przeciwnie, jeśli
                > zobaczę to dziecko, a nie będe miała możliwości żeby miec SWOJA rodzinę, obawia
                > m się, ze przeleję na nie swój zal,",
                Odpowiedz sobie samej, czy jak by twoj maz nie splodzil tego dziecka to mialabys
                szanse na dziecko? nie, wiec twoj problem jest duzo glebszy niz sobie z tego
                zdajesz sprawe. Moze pogodzilas sie w przeszlosci z twoja bezplodnoscia, ale
                teraz pod silnym impulsem nowej wiadomosci o dziecku powrocilo to z podwojona sila.

                Ktora opcje bys wybrala jak bys miala do wyboru:
                1. zostanie przy mezu i akceptacja jego dziecka (obojetnie czy bedzie go
                odwiedzal czy nie, gdyz samo zaakceptowanie jest w twojej sytuacji wyczynem nie
                lada)

                Plusy: znasz twojego meza moze na "wylot", jest tobie z nim dobrze i co
                najwazniejsze go kochasz

                Minusy: niemile wspomnienia i obciazenie psychiczne i finansowe
                czy
                2. poszukanie sobie nowego mezczyzny (ale jak juz sama napisalas nie ma w twoim
                wieku wolnych mezczyzn bez zobowiazan, wiec zostaje tobie mezczyzna z
                dzieckiem/mi) i akceptacja jego dzieci.

                Plusy: moga byc te same co przy pierwszym

                Minusy (ale tylko jak nie wyobrazasz sobie zycia z mezczyzna z dzieckiem/mi):
                odwiedziny weekendowe co najmniej raz na dwa tygodnie dzieci M, dzieci byly
                pierwsze od ciebie i moga byc wazniejsze niz partnerka, obciazenie finansowe ,na
                dzieci jest ok, ale sie zdarza tez na EX-zone, toksyczna EX, ktora wam od czasu
                do czasu zycie "umila" wyrafinowanymi szykanami, tu mozna by cala liste
                napisac......, sa tez wyjatki.

                To sa tylko przyklady, kazdy jest inny, dla mnie moze byc minus a dla innych
                plus, wiec sama powinnas odpowiedziec sobie na to pytanie, ale radzilabym udac
                sie do psychologa, gdyz sama nie dasz rady!!!!

                Rozwaz te dwa punkty za i przeciw, ale zauwaz, ze w kazdym punkcie wystepuje nie
                twoje dziecko.
                jasiak2 szkoda mi ciebie bardzo ale pamietaj nie ma sytuacji bez wyjscia.
                Trzymaj sie.....

                Ps
                Przepraszam za chaos w mojej wypowiedzi
                • damiri Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 23:49
                  Jasiak2, wydaje mi sie, ze rozumiem Twoje odczucia. Wczesniej napisalas, ze
                  sytuacja pewnie bylaby inna, i dla ciebie latwiejsza, gdybys ty tez mogla miec
                  dziecko. Wtedy nawet swiadomosc tego, ze twoj maz ma dziecko z inna by nie byla
                  taka trudna, tym bardziej, ze to dziecko to nie wynik zdrady. Wydaje mi sie, ze
                  prawdziwym problemem jest tu bezplodnosc, z ktora nie mozesz sie pogodzic.
                  Chyba nie powinnas podejmowac zadnej decyzji dopoki nie porozmawiasz z dobrym
                  terapeuta, bo wydaje mi sie, ze dopoki nie zrobisz jakiegos porzadku z tymi
                  uczuciami nie podejmiesz dobrej decyzji. Doskonale rozumiem co czujesz w
                  zwiazku z tym dzieckiem, bo mam troche podobna sytuacje. Tez nie moge miec
                  dzieci ale moj M ma dwojke z pierwszego malzenstwa i sa momenty (np tuz po
                  poronieniu w tym roku) kiedy naprawde musze z wielkim wysilkiem starac sie,
                  zeby mojego zalu za bezplodnosc nie przelac na chlopcow (na zasadzie, ze ich
                  istnienie odbieram wtedy jako szyderczy smiech losu pod moim adresem) Na razie
                  mi sie to udaje, ale tez planuje wizyte u terapeuty bo czuje, ze moje uczucia
                  staja sie zbyt zagmatwane - jak i twoje pewnie teraz sa.
                  Pozdrawiam
      • reksia Re: Jego dziecko z inną kobietą. 18.10.06, 20:42
        to bardzo,bardzo trudna sprawa ..i musi Ci być bardzo ciężko...borykasz się
        siłą rzeczy teraz z dwoma bardzo trudnymi tematami.
        Jeden to ten że nie możesz miec właśnego dziecka. To wyjątkowa sytuacja w
        momencie gdy mężczyzna,którego kochasz ma je mieć z inną kobietą...
        Na pewno jeszcze przez jakiś czas zanim w sobie to wszystko poukładasz będzie
        Ci bardzo ciężko.
        Jeśli wogóle wolno mi radzic coś w takiej sytuacji, to radzę jedno oddziel te
        dwie sprawy.Oddziel to co się zdarzyło( a jeśli to faktycznie przypadek, to
        przypadek jest tylko przypadkiem, od faktu że nie możesz mieć dzieci.To dwie
        różne sprawy.
        To że nie możesz rodzić własnych, nie świadczy o Tobie nic złego.Ja nie mogę
        zostać wirtuozem, bo mam kiepski słuch.Mój M nigdy nie będzie flegmatykiem,bo
        jest cholerykiem.Ot taka Nasza uroda i dobrze że każdy z Nas jest innysmile Możesz
        być cudowną matką i dać dużo ,dużo miłości i szcześcia chodzby właśnie
        adoptowanemu dziecku( a swoją drogą moja sąsiadka po 15 latach "bycia
        bezpłodną" urodziła w zeszłym roku córeczkęsmile więc różnie to bywa -życie ma dla
        nas najbardziej nieprawdopodobne scenariusze).
        To co wam się przydarzyło to niesamowity przypadek..i bardzo ,bardzo trudny,ale
        trudny tylko wtedy gdy Twój M bedzie miał wątpliwości.W innym wypadku chyba
        sprawa jest bardzo prosta .
        Wówczas niepotrzebnie ulegacie tak silnym emocją.
        W wypadku gdy M chce być z Tobą, bo Ciebie kocha to pozostaje Wam tylko
        uzgodnić z matką dziecka jakieś rozsądne zasady dotyczące waszych relacji.
        Dokładniej-relacji dziecka z ojcem.To wszystko.
        Problem istniał by tylko wówczas gdyby okazało się,że jednak między M a tą
        kobietą coś głębszego jednak zaiskrzyło.
        W innym wypadku daj spokojnie żyć kobiecie. Przecież jeśli ta ciąża jest
        całkowicie przypadkowa i na jej głowie pozostanie wychowanie dziecka, któremu
        kiedyś bedzie musiała wytłumaczyć nieobecność ojca stwierdzeniem "byłeś
        dzieckiem przypadku", to ma ona i tak wyjątkowo trudną sytuację.Dziecka w tym
        wszystkim szkoda.
        Ja na Twoim miejscy czuła bym chyba duży żal do męża, że nie dość że zafundował
        sobie "sex" to i ma dodatkowo dziecko(o którym załóżmy ja bym marzyła).Jednak w
        przypadku gdy zdarzyło się to w sytuacji, gdy nie byliście ze sobą należało by
        mu to wybaczyć.Po prostu mu wybacz.
        Ja ze swojej strony życzę Wam,całej trójce,jak najmądrzejszego wyboru czyli
        takiego niezakłamanego z głębi serca.By wasza decyzja była na tyle mądra
        żebyście wszyscy dali wzajemnie sobie radę z tak trudnym problemem.Dziecku
        które jest w najtrudniejszej sytuacji życzę by wasza dojrzałość i mądrość była
        silniejsza niż przepychanki i żale za złośliwość losu. wink

        ...a swoją drogą jest tak wiele dzieci-sierotek,że żadna bezpłodna kobieta na
        świeci, nigdy nie powinna o sobie mówić "jestem pokrzywdzona przez los,bo nie
        mogę urodzić" - to że nie mogą rodzić nie znaczy że nie mogą kochaćwink
    • kicia031 Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 13:18
      jak czytam takie posty, to sie zastanawiam, czy sa jakies granice ludzkiej
      podlosci? I czasami mi sie wydaje, ze nie ma.
      Ale czasami tez mysle, ze w morzu niesprawiedliwosci pojawia sie czasem jakis
      przeblysk glebszego planu, ktory nie pozwala na przyklad toksycznej egoistce na
      urodzenie wlasnego dziecka.
      Mysle, ze nie ma obaw, by przy naszym systemie adopcji udalo sie wam
      kiedykolwiek zaadoptowac dziecko, i to nie tylko dlatego, ze twoj maz ma juz
      jedno dziecko, ktore ma w nosie, tylko dlatego, ze ktos taki jak ty nigdy nie
      przejdzie podstawowych testow psychologicznych.
      A co do dziecka, ktore ma sie urodzic, to chyba lepiej dla niego, by nie znalo
      dawcy spermy, zycze mu szczerze by nigdy sie nie dowiedzialo, od kogo otrzymalo
      czesc genow.
      Napawacie mnie maksymalnym wstretem.
      • dominika303 Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 13:44
        Kicia trochę chyba jednak przegiełaś sad((

        Akceptacja dziecka męża z inną kobietą to jest wyzwanie i to nie lada.
        Wszytko zalezy od was samych, od waszego uczucia, od waszego zaufania i od
        chęci bycia razem.
        Dziecko z inna to kwestia dogadania sie wszytkich zainteresowanych stron, w tym
        przypadku was jako małżęństwa i matki tego dziecka. Określenie jasno zasad
        pomocy i oczekiwań. Może sie to udać, ale najpierw ty jako małżeństwo musicie
        stać się dla siebie partnerami. Majpierw popracujcie nad waszym związkiem i jak
        już uznacie, że oboje dacie radę to wtedy ustalcie coś z ta kobietą.
        Nawet nie wiem jak to wszytko musiałaś ciężko przeżyć, nawet nie jestem w
        stanie sobie tego wyobrazić, ale jeśli ty i mąż zdecydujecie sie na dalsze
        życie razem to uda wam sie to wszytko poukładać.
        Wiem, że akceptacja cudzego poczęści dziecka, w momencie gdy ty nie możesz miec
        potomstwa to jaka ironia losu i złośliwość chwili, ale kochana, ponoć nie ma
        tego złego co by na dobre nie wyszło. Moze ta kobieta, pozwoli wam na opieke
        nad tym dzieckiem np w weekendy, może ty nawet polubisz to dziecko, a moze
        nigdy tego dziecka nie zobaczycie! W tej chwili wszytko się jeszcze może
        zdarzyć.

        Pozdrawiam i nie martw się , może to z czasem nie będzie takie straszne!
        • jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 14:20
          dzięki za jedyny chyba ciepły post. ja nie życzę nikomu tego, przez co
          przechodzę, zwracam sie po pomoc, a jestem odsądzana od czci i wiary sad((
          Czy naprawde nikt nie myśli o tym, że ja PRÓBOWAŁAM przekonać go ze powinien
          zostać z tamtą, dla dziecka?? Próbowałam. Powiedział, ze skoro jej nie kocha
          odbiłoby się to na dziecku.
          Próbowałam się od niego odciać, zapomnieć, ze istnieje. Nie potrafię, zwyczajnie
          go kocham sad(
          Gdybym mogła urodzić dziecko, byłoby lepiej, myślę, ze dogadałabym się z tamtą
          kobietą, dzieci byłyby dla siebie rodzeństwem... A tak.. tak jak piszecie,
          najprawdopodobniej na adpocję w tym momencie nie mam szns... czyli co, nie dość,
          ze inna kobieta urodzi dziecko, które powinnam urodzic ja, to jeszcze ja nie
          bedę miała własnej rodziny sad((
          I jak ja mam sobie z tym radzic?? czy jestem egoistka? Każdy jest egoistą, bo
          każdy chce być szczęśliwy!! Ja już dość przeszłam, chyba mam prawo do odrobiny
          szczęścia!


          • triss_m7 Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 14:28
            Hej chwileczke, spokojnie.
            To nie tak ze obrzucamy Cie blotem. Kazda z nas stara sie obiektywnie, z boku
            spojrzec na Twoj problem. Bez dwu zdan jestes w bardzo nieprzyjemnej sytuacji
            ale zauwazamy u Ciebie dos egoistyczne podejscie i na to zwracamy Ci uwage.
            • dominika303 Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 15:02
              Jasiak,
              z tego co piszesz zrobiłaś wszytko, abyście wszyscy czyli na razie cała trójka
              byli szczęśliwi! Twój mąż zadecydował, że jednak będzie z tobą mimo iż inna
              urodzi jego jedyne biologiczne dziecko!!
              Kochana, wiem że trudno ci będzie odnależć sie w tej nowej sytuacji, ale
              wszytko wskazuje na to , że tój mąż bardzo ale to bardzo cię kocha, dla ciebie
              rezygnuje z życia codziennego z dzieckiem- to bardzo dużo.
              Teraz zalezy wszytko od ciebie, powiem ci, że to bardzo trudne, zaakceptować
              dziecko faceta którego sie kocha z inną kobietą. Łatwo nie będzie, często bedą
              toba targały zmienne nastroje, nie raz będziesz chciała uciec na koniec świata
              i odciąć się od tego wszytkiego, ale ...............
              ale twój mąż cię bardzo kocha, ty chyba tez go kochasz, skoro pytasz, czy jest
              coś takiego możliwe, więc jednak chcesz walczyć o wasze małżeństwo - to dobrze
              wam wróży.
              Nie ma idealnej recepty na choćby polubienie tego dzieckasad(
              Nie recepty na ukojenie twego bólusad(

              Ale jest szansa, że uda wam sie stworzyć cudowny związek! Wiesz prawdziwa
              miłość jest wtedy , gdy pokona trudysmile))))

              Ja myślę, że takiej odrobiny zazdrosci o dziecko z inną żadna z nas się nie
              pozbyła, to jest gdzies w nas głęboko w środku, ale powiem ci że z czasem, ta
              drobina zazdrości maleje, a przynajmniej łagodnieje i łątwiej sie żyje, bo już
              się nie cierpi z tego powodu.

              Pozdrawiam
          • kicia031 Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 15:05
            Ja nie pietnuje tego, ze twoj maz chce odejsc od kobiety, ktorej nie kocha. Nie
            uwazam, by bylo wlasciwe wychowywanie dziecka w rodzinie, w ktorej nie ma
            milosci miedzy rodzicami.
            Natomiast przeraza mnie to:
            "On mówi teraz, że bedzie na nie płacił... i tyle. Teraz dziecko jest
            abstrakcją, jak sie urodzi, będzie to jedyne
            jego biologiczne dziecko (jeśli zostanie ze mną), więc...
            A sumy postanowiłam, ze nie bedą ze wspólnego konta, poniewaz życzę sobie
            rozdzielności majątkowej - nie mam zamiaru płacić na obcych mi ludzi uncertain tym
            bardziej, że moje dochody są dwukrotnie wyższe niż męża."

            Nie widzisz tu sprzecznosci? Zaadoptujecie dzieci, ktore nie beda przeciez
            spokrewnione z zadnym z was, a dziecko ukochanego czlowieka jest dla ciebie kims
            obcym?
            I w tej arcytrudnej sytuacji, kiedy rzeczywiscie szarpia toba tak wielkie
            emocje, ty myslisz jedynie o zabezpieczeniu swojej kasy?

            Nikt ci nie odmawia prawa do szczescia, ale ty nie o szczesciu piszesz, tylko o
            tym jak wyrolowac bezbronne dziecko.
            I tak sobie jeszcze mysle, ze na cudzej krzywdzie nie zbudujesz szczescia, nie
            zbudujesz go z czlowiekiem pozbawionym odrobiny przyzwoitosci.
            • dominika303 Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 15:16
              Kiciu,
              ty pewnie oddałabyś ostatnią koszule dziecku męża co?????????a sama włożyłąbyś
              na siebie worek !!

              Ja nie widzę tutaj żadnych sprzeczności!
              Autorka wątku chce sie zabazpieczyć przed ewentualną pazernością! Na razie nic
              jeszcze w tym kierunku nie robiła jedynie o swoim pomyśle powiedziała nam !
              I co z tego????
              To że czasami mówimy "żeby cię licho porwało" - nie oznacza, że tak naprawdę
              chcemy aby dana osoba zapadłą sie pod ziemię.
              Na razie to autorką wątku targają tak duże emocje ( z resztą trudno się
              dziwić), że jasność umysłu jest dla niej abstrakcją.
              Dlatego pisze wszędzie , pyta , dużo myśli i ja sądzę , że w końcu znajdzie
              złoty środek na ta jakże trudną sytuację życiową przed która stoi.

              pozdrawiam
              • dominika303 Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 15:31
                Jasiak,
                przeczytaj poniższy linksmile))
                tam pisza kobiety, które są w podobnej sytuacji do ciebie, czyli poczas
                trawania małżeństwa, lub związku pojawia się dziecko z inną kobietą , czasami
                ze zdrady, czasami tak jak u ciebie ludzie sie rozstali , a facet wpadł z inną
                i teraz wrócił do tej pierwszej.
                Ja myślę, że tam wyczytasz wiele mdrych rad!
                I dziewczyny tam pisujące są w podoben sytuacji, więc i łatwiej ci będzie
                przyjmować ich zdanie i poglady na życie!

                f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=2545178&start=0
                pozdrawiam
                • jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 19:21
                  Dzieki, na pewno zajrzę
              • jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 19:31
                Na razie to autorką wątku targają tak duże emocje ( z resztą trudno się
                > dziwić), że jasność umysłu jest dla niej abstrakcją.

                Fakt. Emocje są potężne. Momentami się uspokajam, zaczynam myśleć, ze jakos to
                wszystko poukładamy, ale za chwilę budzi we mnie potworny bunt - DLACZEGO mnie
                to wszystko spotyka, przeciez ja im niczego złego nie zrobiłam, dlaczego oni mi
                niszczą życie?? Bo tak to dla mnie wyglada. Bo albo bedę musiała zrezygnować z
                mężyzny, którego kocham, albo do końca życia będe zmagać sie ze złoscią,
                zazdrością, poczuciem krzywdy.
                Które wyjście jest lepsze? Kto mi powie?
                Dla dziecka byłoby najlepiej gdyby jego rodzice się kochali. Ale się nie
                kochają. Czasem myśle, że maz powinien być sam i zajmowac sie dzieckiem na
                zmianę z matką. A moze kiedyś pozna kogoś, kto zaakceptuje jego przeszłość... A
                za chwilę myslę, ze przecież jesli się kochamy, moze jednak byłaby szansa na
                adopcję, a wtedy ja , mając swoja rodzinę, spojrzałabym inaczej na tamto
                dziecko... Głowa mi pęka, cały czas biję sie z myślami...
                • chalsia Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 22:23
                  > wszystko poukładamy, ale za chwilę budzi we mnie potworny bunt - DLACZEGO mnie
                  > to wszystko spotyka, przeciez ja im niczego złego nie zrobiłam, dlaczego oni
                  mi
                  > niszczą życie?? Bo tak to dla mnie wyglada. Bo albo bedę musiała zrezygnować z
                  > mężyzny, którego kocham, albo do końca życia będe zmagać sie ze złoscią,
                  > zazdrością, poczuciem krzywdy.

                  Oni też Ci nic złego nie zrobili. Rozstaliście się z meżem, on starał sobie
                  ułożyć życie. Jesli kogoś chcesz obarczać odpowiedzialnościa za tę sytuację -
                  to winnym jest Twój mąż, bo związał się z kimś ot tak, nie mając klarowności co
                  do swoich uczuć.
                  I nikt INNY ci życia nie niszczy, możesz to zrobić jedynie sama.
                  Chalsia
                  • jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 22:51
                    Wiesz, na poziomie logiki ja to wiem, przytaczam tylko emocje jakie mną
                    targająsad Wiem, że za zaistaniałą sytuacje tak naprawdę pdpowadamy wszyscy troje
                    - tak, ona równiez, ponieważ wiedziała, że sprawy między mna i mężem nie są do
                    końca załatwione, ale "miała nadzieję, że jakoś sie to ułoży".
                    Ale tu nie chodzi o to, co stało się między nimi - za to ich absolutnie nie
                    potępiam, mieli prawo iść ze sobą do łóżka, tylko o konsekwencje ich
                    bezmyślności. Inaczej nie można nazwać sexu bez zabezpieczenia z osobą, którą
                    zna sie 2-3 miesiące! W ogle z osobą, z którą nie planuje się mieć dziecka, a
                    oni z tego co wiem nie planowali sad O to jestem na nich oboje wściekła sad Bo oni
                    oboje sie nie zabezpieczyli, oboje.
            • jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 18:56
              > Nie widzisz tu sprzecznosci? Zaadoptujecie dzieci, ktore nie beda przeciez
              > spokrewnione z zadnym z was, a dziecko ukochanego czlowieka jest dla ciebie kim
              > s
              > obcym?
              > I w tej arcytrudnej sytuacji, kiedy rzeczywiscie szarpia toba tak wielkie
              > emocje, ty myslisz jedynie o zabezpieczeniu swojej kasy?

              Po pierwsze dzieci adoptowane byłyby NASZYMI dziećmi, a tamto dziecko bedzie
              ICH, ja nie bedę miała nic do powiedzenia w kwestii jego wychowania, więc
              dlaczego mam je utrzymywać?? A pomysł z rozdzielnoscią majątkowa jest autorstwa
              męża i ja się zastanawiałam jak to ma wyglądać - osobne konto, osobna kasa...
              nie tego chciałam. Tylko nie uwazam za sprawiedliwe abym to ja ponosiła także
              finansowe konsekwencji głupoty jego i tej kobiety, że się nie zabezpieczyli!!
              Wystarczy, ze jeśli się na to zdecyduję, będe musiała dxwigać psychiczny ciężar
              tej całej sytuacji.
              A niestety, kasa jest częścia naszego życia, czy tego chcemy, czy nie.
              Nie chcę budować swojego szczęścia na cudzym cierpieniu, ale z drugiej strony
              dlaczego mam pozwolic sie wykorzystywać?? Czy ja z nimi w łóżku byłam? Czy to
              dziecko bedzie miało wobec mnie jakiekolwiek zobowiązania? Nie. Wiec dlaczego ja
              mam je mieć wobec niego?? Ja wiem, ze to małe, bezbronne...ale ja też żyję!!
              • pb81 Re: Tak sie zastanawiam... 16.10.06, 13:51
                A tamta kobieta w ogole chce tego dziecka? Moze Twoj maz moglby podsunac jej do
                rozwazenia kwestie aborcji, pomogl wyszukac kompetentnego lekarza i zapewnil
                pieniadze, gdyby zechciala skorzystac z tej propozycji? Pewnie tez nie usmiecha
                jej sie samotne matkowanie dziecku i moze da sie przekonac?
                • lilith76 Re: Tak sie zastanawiam... 16.10.06, 14:24
                  > A tamta kobieta w ogole chce tego dziecka? Moze Twoj maz moglby podsunac jej do
                  > rozwazenia kwestie aborcji, pomogl wyszukac kompetentnego lekarza i zapewnil
                  > pieniadze, gdyby zechciala skorzystac z tej propozycji? Pewnie tez nie usmiecha
                  > jej sie samotne matkowanie dziecku i moze da sie przekonac?


                  To już byłby na pewno wzór odpowiedzialnego mężczyzny...
                  • pb81 Re: Tak sie zastanawiam... 16.10.06, 20:52
                    Proba naprawienia swoich bledow i wyprostowania sytuacji to takze
                    odpowiedzialnosc.
                • jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 16.10.06, 19:03
                  wiesz co, ja nie wiem co ona na to wszystko, podobno najszcześliwsza niejest,
                  ale chociaż jestem za możliwością wyboru dla kobiety, ... po pierwsze wszystko
                  sie we mnie burzy na samą myśl, że ona mogłaby usunąc ciążę, a po drugie mój mąż
                  nigdy jej tego nie zapropouje.
                  z drugiej strony uwazam też, ze w momencie, jeśli nie chce z nią być, nie
                  powinien mieć prawa do podejmowania jakiejkolwiek decyzji w tym temacie.
                  skłamałabym, gdybym powiedziała, że sie nie zastanawiałam nad taką sytuacja...
                  uwazam, że jeśli coś takeigo wyszłoby od niej, mąż miałby 2 wyjścia - powiedzieć
                  jej o tym, że on to dziecko weźmie albo dać jej pieniądze na zabieg. jednak
                  powtarzam, poniewaz to tak naprawdę ona sama poniesie główny cieżar wychowania
                  tego dziecka, decyzja należy do niej i tylko do niej.
                  • pb81 Re: Tak sie zastanawiam... 16.10.06, 20:57
                    Nie no, jasne, ze nie ma sensu jej namawiac, zeby robila cos wbrew sobie.
                    Myslalam raczej o tym, zeby jesli jest jeszcze niezdecydowana uzmyslowic jej, ze
                    poki co jeszcze istnieje taka mozliwosc, zeby wszystko odkrecic i nie
                    komplikowac nikomu zycia, a dziecka nie skazywac na niepelna rodzine i brak
                    ojca, i ewentualnie troche wesprzec, gdyby sie na to zdecydowala.
            • pb81 Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 21:56
              > I w tej arcytrudnej sytuacji, kiedy rzeczywiscie szarpia toba tak wielkie
              > emocje, ty myslisz jedynie o zabezpieczeniu swojej kasy?
              >
              > Nikt ci nie odmawia prawa do szczescia, ale ty nie o szczesciu piszesz, tylko o
              > tym jak wyrolowac bezbronne dziecko.

              Wyrolowac??? Temu dziecku nic sie nie nalezy od zony jego ojca i nie dziwie sie,
              ze w zaistnialej sytuacji nie chce ponosic zadnych finansowych konsekwencji.
            • jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 17:49
              ak sobie poczytałam trochę to forum. Napadłas na mnie, że ja chcę "dziecko
              wyrolować" bo zastanawiam się jak rozwiązać sprawę finansową tak, bym to ja
              bezpośrednio nie odpowiadała za utrzymanie dziecka, do którego poczęcia się nie
              przyczyniłam. A tymczasem na którymś wątku czytam jak jedna z "macoch" chwali
              się, że udało jej się obniżyć alimety męża z 1000 na 110 !! Inna zastanawia się,
              jak to jest, ze jej facet musi placić 800 zł na dwoje dzieci a jemu zostaje
              tylko 800 i nie może za to przeżyc. I co? Nikt na nie nie napada, nikt im nie
              wymyśla. Te kobiety będą miały lub już mają swoje życie ułożone z tymi facetami,
              mają bądź bedą miały z nimi dzieci i nikomu nie muszą udowadniać, że nie są
              nieodpowiedzialne. Natomiast ja się dzisiaj dowiedziałam, że nie mamy żadnej
              mozliwości adopcji dziecka po tym, co się stało. Przez to, ze urodzi się jego
              dziecko, ja nie mogę mieć swoich. Nigdy nie usłysze "mamo", nigdy nie dostanę z
              małej łapki laurki na dzień matki, nigdy nie poczuję dumy ze słów "to jest moje
              dziecko". Nigdy nie doznam tysięcy rzeczy, które dla was są na porządku
              dziennym. Nie mogę, bo nie z tym mężczyzną. Nie mogę, bo ciągle go kocham i nie
              bedę potrafiła zwiazać się z kimś innym jeszcze bardzo długo, na tyle długo żeby
              szans na adopcję nie mie w ogóle.
              Ale to ja jestem egoistką, to ja jestem ta zła, to ja powinnam być dobra i
              szlachetna i poświęcić się dla dobra pozostałych minimum trzech.
              Fantastycznie!
              A ja mamto gdzies. Niech sie sami zajmują sobą, niech sami kombinują jak to
              urządzic, ja sie wypisuje!! jak to któraś napisała - poniewaz jestem bezpłodna
              usuwam sie żeby mój mąż mógł mieć "normalne" życie.
              Dziękuję wam wszystkim za pomoc (to bez sarkazmu, szczere).
              Pozdrawiam.
              • jowita771 Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 17:59
                chyba Cię dopadł dołek. nie powinnaś brać sobie do serca niektórych postów.
                Twoja sytuacja jest bardzo trudna, współczuję Ci, ale doradzic moge tylko
                jedno= poczekaj. z czasem spojrzysz na to spokojniej. nie rezygnuj ze swojego
                meza, kochcie sie i macie prawo do szczescia razem. trzymaj sie
                • jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 18:04
                  dziękuję za dobre słowo, ale wiem, ze jesli nawet zaczniemy budowac cos na nowo,
                  mój żąl, moje poczucie straty to zniszczy... jeśli do tej pory było nam cieżko z
                  wszystkom co się stało w naszym życiu i nie potrafiliśmy zdać tego egzaminu za
                  pierwszym podejsciem... teraz jest to już niemożliwe sad(( serce mi się rozpada
                  na tysiące kawałków, ale lepiej odejść teraz niż próbować znowu, szarpać się z
                  tym i za jakiś czas znowu się rozstawać sad(
                  pozdrawiam
                  • jowita771 Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 18:19
                    wiesz, to Twoja decyzja, ale wcześniej pisałaś, że chcesz spróbować. może teraz
                    masz gorszy dzień, więc poczekaj z podjęciem ostatecznej decyzji. może jutro,
                    za tydzień spojrzysz na to inaczej.
                    • jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 18:33
                      Jowita, pisałam, ze chcę spróbować, bo miałam nadzieję, że uda się to poukładac
                      na zasadzie - my mamy swoje dzieci, więc ja nie mam bólu w sercu, że nie jestem
                      matką, jak teraz, a co za tym idzie tamto dzicko nie spędza mi snu z powiek,
                      jestem w stanie sie z nim spotykać, zabierać na wakacje, itp. ot, po prostu
                      jeszcze jedno dziecko.
                      Teraz, kiedy WIEM, ze to bedzie jego JEDYNE dziecko (jeśli zostałby ze mną)
                      jednocześcnie wiem, że zawiść zjadłaby mnie, zwykła, ludzka, kobieca zawiść o
                      to, że oni maja dziecko, za które ja dałabym się posiekać. Rozumiesz?? Nie
                      dałabym sobie rady z pretensją do niego o to, ze przez jego bezmyślność,
                      głupotę, niefrasobliwość, ja NIE MOGĘ być matką. Bo on ojcem będzie!! Więc jemu
                      się krzywda nie stała!! Rozumiesz?? To jest nie do przejścia. Nie dla mnie.
                      I to sie nie zmieni ani za tydzień, ani za rok, ani za 10 lat. Wrecz przeciwnie,
                      bedzie rosnąć wraz z dzieckiem, które bedzie miało coraz większe potrzeby i
                      materialne i emocjonalne. Nie ma sensu się w to bawić. sad(
                      • jowita771 Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 19:08
                        może szansa na adopcję nie jest jeszcze pogrzebana. to, że ktoś na forum tak Ci
                        napisał, nie znaczy, że tak na pewno będzie.
          • reksia Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 20:48
            nie wierz w te wypisywane tu przez czarownice bzdury o adopcji -masz szanse na
            adopcje jak każda inna kobieta
            • chalsia Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 22:49
              no mi też się nie chce wierzyć, by fakt iż mąż ma pozamałżeńskie dziecko (o ile
              pamiętam nie rozwiedli się) miał przekreślić adopcję.
              Ponadto czytałam ostatnio artykuł o tym, że samotne kobiety też mają szansę na
              adopcję - owszem jest to trudne, ale jednak ma miejsce.
              Chalsia
              • dominika303 Jasiak !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!! 18.10.06, 22:58
                Kochana , może popytaj w kilku ośrodkach adopcyjnych jak to jest z tą
                możlliwością adopcji przez was dzieckasmile))
                Na pewno jest jakaś możliwość!!!!
                Nie wierzę, że moge uwierzyć że fakt posiadania przez jednego z małżonków
                dziecka przekreśla adopcję!!!
                A co dgyby on się o tym dziecku nigdy nie dowiedział ?? to tez na zasadzie
                domniemania posiadania dziecka nie pozwolono by wam na adopcję !!!!
                Coś tu nie halllo!!!

                Jasiak ty się nie załamuj, tylko popytaj w innych ośrodkach jak to u nich
                wygląda oki????????????

                Po za tym jest jeszcze jedna możliwość, - rodzina zastępcza !!!!
                Może jeśli nie adopcja to chociaż to !!!

                Po za tym ty jesteś tak bardzo nastawiona na miłość do dziecka, że wątpię aby
                opiekunowie w ośrodku mogli cię wykuczyć ze względu na dziecko męża!!!

                Jasiak popytaj , poczytaj podzwoń i nie poddawaj sie !!

                Pozdrawiam i trzymaj się dzielnie, napewno się to wszytko jakoś wyjaśni i na
                pewno masz szanse na zostanie mamą smile
                • jasiak2 Re: Jasiak !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!! 18.10.06, 23:16
                  A co dgyby on się o tym dziecku nigdy nie dowiedział ?? to tez na zasadzie
                  > domniemania posiadania dziecka nie pozwolono by wam na adopcję !!!!

                  nie ma możliwości zatajenia - jest uznane ojcostwo, są płacone alimenty

                  Po za tym jest jeszcze jedna możliwość, - rodzina zastępcza !!!!
                  > Może jeśli nie adopcja to chociaż to !!!

                  napisałam już - rodzina zastępcza to zupełnie inna sprawa sad( to ciągle nie
                  gyłoby moje dziecko i oprócz matki tamtego miałabym jeszcze na głowie rodziców
                  biologicznych kolejnych dzieci... sorry, ale to trochę za dużo sad((

                  > Po za tym ty jesteś tak bardzo nastawiona na miłość do dziecka, że wątpię aby
                  > opiekunowie w ośrodku mogli cię wykuczyć ze względu na dziecko męża!!!

                  no, niestety, adopcja jest przeprowadzana przez 2 osoby i choćbym nie wiem jak
                  bardzo była nastawiona, osoba męża nas dyskwalifikuje jednoznacznie

                  > Pozdrawiam i trzymaj się dzielnie, napewno się to wszytko jakoś wyjaśni i na
                  > pewno masz szanse na zostanie mamą smile

                  dzięki, ale nie mogę się łudzić sad(( nie będe mamą, nie będe miała rodziny, nie
                  bedę z człowiekiem, którego kocham... muszę się nauczyć z tym żyć
                  jeszcze raz dziękuje
                  pozdrawiam
              • jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 23:11
                No wiec do rozwodu doszło sad((((((
                Ale rozwód to jedno, moglibyśmy się pobrać jeszcze raz (ślub kościelny mamy
                nadal)i zgłosić za 2-3 lata, a "porzucone" dziecko biologiczne, to jesze co
                innego i to jest czynnik przewaząjący sad(((
                Jeśli chodzi o adopcję przez osoby samotne, to jest możliwa "teoretycznie", ale
                na kilka ośrodków (nie pamiętam, 5, czy 6) w ciagu ostatnich 5 lat był JEDEN
                taki przypadek!! Po prostu za dużo jest "normalnych" par.
                Jeśli chodzi o rodzinę zastępczą, łatwoej jest samotnej osobie (kobiecie) niż
                małzeństwu, natomiast wiąze się to z tym, ze dziecko jest starsze, rodzice
                biologiczni znają wszsytkie dane i mogą w każdej chwili się pojawic sad( no i nie
                byłoby to NASZE dziecko sad( dalej nie byłabym MAMĄ, tylko ciocią sad(
                • dominika303 Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 23:17
                  Jasiak ,
                  nie poddawaj się !!!!!!!!!
                  Może oni cię zle zrozumieli!
                  Przeciez twój były/przyszły mąż nie porzucił tego dziecka!!
                  Jesli dobrze pamietam , do rowiedliście się , i on miał romans, wróciliście do
                  siebie , i wtedy okazało się , że tamta jest w ciązy no nie??
                  Więc gdzie tu porzucenie dziecka????
                  Po za tym twój mąz ponoć deklaruje chęć finasowania dziecka, wiec chyba zle
                  przedstawiłaś sytuację w ośrodku !!
                  Z boku wygląda to troszke na zakręcone relacje, ale bliżej jak ktoś was pozna ,
                  watpię aby miało to wpływ na odmowę w adopcji smile

                  pozdrawiam wink
                  • jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 23:31
                    Kobieto, jak ty mnie podnosisz na duchu!!!

                    > Z boku wygląda to troszke na zakręcone relacje, ale bliżej jak ktoś was pozna ,
                    >
                    > watpię aby miało to wpływ na odmowę w adopcji smile

                    Jesteś fantastyczna smile)))
                    Dla mnie to już bardzo proste - mieliśmy poważne kłopoty, nie do końca z naszej
                    winy, po prostu nie potrafiliśmy sobie poradzic z rzeczami, które działy się w
                    naszym życiu, a śmiem twierdzić, ze z tym, co nas spotkało niewiele par z
                    większym stazem sobie radzi. My zostalimy sami sad( Rodzice, którzy powinni byli
                    nam pomóc nie dość, ze nie pomogli, to jeszcze zaszkodzili (moi) sad((
                    Myślałam, ze on przestał mnie kochać, on myślał, że ja przestałam kochać jego.
                    Złożyłam pozew. Wyrzuciłam go z domu. On próbował ułożyć sobie życie beze mnie.
                    Poznał dziewczynę. Doszło do rozwodu (jedna rozparwa!! 22 minuty!!!) W tym samym
                    dniu puściła mu jakaś blokada. Zarozumiał, że mnie kocha i nie chce być z nikim
                    innym. Postanowiliśmy spróbować jeszcze raz. Sprawa się skomplikowała - po
                    prawie 3 tygodniach od rozwodu okazało się, ze ona jest w ciąży. On dzieckiem
                    sie zajmie w miarę możliwości, będzie płacił alimenty, ale jej nie kocha, więc z
                    nią nie zostanie. Kocha mnie i chce nadal być moim mężem. Chce ze mną mieć rodzinę.
                    Ot i cała historia.
                    ale widzisz, pani grzecznie słuchała, potem powiedziała, że nie rokujemy jako
                    rodzice adopcyjni, ponieważ jest zatrzesienie par, które takich przejść nie mają.
                    Ja jestem troche innego zdania. Jeśli przeszliśmy takie rzeczy i nadal się
                    kochamy, jest to prawdziwa miłość. Jeśli pomimo tego wszystkiego chcemy być
                    razem, wyciagniemy wnioski z przeszłości i nie popełnimy tych samych błędów.
                    Jesteśmy świadomi parcy, która nas czeka, postanowiliśmy pójść na terapię
                    małżeńską, itd., to chyba świadczy o tym, że jesteśmy w stanie przetrwać burze
                    związane z wychowaniem dziecka.
                    niestety, w oczach pedagoga z ośrodka adopcyjnego wygląda to tak, że nie
                    poradzimy sobie z wychowaniem dziecka adoptowanego. Koniec i kropka. sad(
                    • chalsia Re: Tak sie zastanawiam... 19.10.06, 12:33
                      nie znam się na tym, ale znając poziom "usieciowienia" naszego kraju (gdzie np.
                      PKO BP nie ma zcentralizowanej bazy danych kont w kraju) podejrzewam, że
                      ośrodki adopcyjne nie mają wiedzy o tym kto aplikował o adopcję w którym
                      ośrodku.
                      To może zwróćcie się do nowego ośrodka adopcyjnego już po ponownym ślubie i nie
                      mówcie o dziecku ??????
                      Chalsia
                      • dominika303 Dziewczyny - Ważne !!! 19.10.06, 12:41
                        Nie wiem czy nasza jasiak2, to ta sama osoba co na kafeterii (bo tam na inny
                        nick ale niezastrzeżony) i ona pisze o samobójstwie!!!!!
                        f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=2545178&start=2010
                        O kurde mam nadzieję, że ona tego nie zrobi !!!
                        A ja głupia sama podałam jej namiary na to forum sad(((((
                        teraz mam straszne wyrzuty sumienia sad(((

                        Jasiak - odzwij sie !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
            • jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 22:57
              Kochana, strasznie ci dziekuję za takie miłe słowa, ale po pierwsze nie ma
              najmniejszej szansy na to zebym urodziła swoje dziecko - jest to wynik
              bezpłodnosci, nieodwracalnej niestety, leczyć można tylko niepłodność.
              jeśli chodzi o adopcję, to nie opieram się na tym, co piszą tutaj, ale na tym,
              co usłayszałam dzisiaj w ośrodku adopcyjnym sad((
              gdyby była możliwość adopcji, stworzenia rodziny przeze mnie i mojego męża,
              wszystko możnaby naprawic, mnie nie bolałoby tak bardzo to, ze on ma dziecko z
              inną, bo przecież my też mielibyśmy nasze. ale to jest wykluczone. a w tym
              przypadku, niestety, nie jestem w stanie oddzielić tych dwóch spraw.
              Przygodę z tamtą kobieta wybaczyłam, zresztą co tu wybaczać, nie ma czego. Ale
              to, ze przez jego bezmyślność nie mogę być matką... tego nie mogę mu wybaczyć.
              A co do duzej ilości "sierotek"... to nie jest prawda sad(
              Dużo jest dzieci w domach dziecka, ale te dzieci oficjalnie mają rodziców, tylko
              ci rodzice mają dzieci w nosie. A nie zrzekają się praw rodzicielskich ponieważ
              dziecko potem ma obowiązek alimentacyjny wobec rodziców!! Natomiast przepisy w
              naszym kraju są takie, ze jak "rodzic" odwiedza dziecko raz na pół roku, to się
              nazywa "podtrzymywanie więzi rokujące na rekonstrukcję rodziny naturalniej", czy
              coś równie debilnego.
              Natomiast z adopcją jest tak, ze jest coraz więcej chcętnych a coraz mniej
              dzieci. W tej chwili w niektórych miastach czeka sie ok. 2 lat na sam kurs!!
              Plus do tego później oczekwianie na dziecko, czyli 3-4 lata sad((
              tak więc biorąc pod uwagę wszystko, niestety, szans na adopcję nie mamy żadnych,
              a co za tym idzie nie mamy szans na to zeby znowu być razem, ponieważ ja nie
              jestem w stanie się pogodzić z taką sytuacją sad(
              pozdrawiam
              • lilith76 Re: Tak sie zastanawiam... 19.10.06, 13:06
                jasiak, osoba, która napisała ci żebyś sie usunęła bo jesteś bezpłodna, to tylko formalnie jedna z nas, bo żadna się z jakimkolwiek jej poglądem nie identyfikuje (zauważ że równocześnie ta sama osoba zastanawiała się, czy tamta kobieta może poddać się aborcji). Nie bierz tak głupot do siebie!!!

                Podejrzewałam, że możecie mieć problemy w ośrodku adopcyjnym, bo innym parom też jest cholernie trudno o adopcję i bez rozwodu. Ośrodki wychodzą z założenia, że jeśli dziecko ma mieć nową rodzinę, to ma być ona jak najbardziej zbliżona do ideału. Gdzie takie???

                Nie wchodzi w grę zapłodnienie in vitro, chociażby zarodek był innej kobiety? - nadal nie jesteś matką biologiczna, ale nosisz pod sercem dziewięć miesięcy i czujesz ruchy dziecka.


                Nie odżegnuj się tak kategorycznie od bycia rodziną zastępczą!!!
                Fakt, że nie "posiada się" dziecka, może nie mówi "mamo", ale popatrz na kobiety na forum - mamy dzieci, urodzone przez inne kobiety, które nadal żyją i opiekują się dzieckiem, ale czasem emocjonalnie czujemy się z tym dzieckiem związane. To też potrafi być wspaniała bliskość.

                Nie załamuj się!!!
                • jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 19.10.06, 14:14
                  Nie-ja i jasiak to ja sad
                  myśli to nie czyny, wiec spoko, po prostu wyrzucam z siebie co mi łazi po łbie,
                  przepraszam, jeśli kogoś straszę, dziękuję za troskę.
                  po prostu nie mam siły na to wszystko sad staram sie, ale brakuje mi już siły :9
                  tyle walki, tyle starań i wszytsko na nic... przez jeden głupi momet 4 osoby
                  mają spieprzone życie, przez jeden moment głupoty, bezmyślności... i ta
                  bezsilność... ze nic nie zależy ode mnie...że cokolwiek się stanie bedzie źle...
                  dla wszystkich...głowa mi peka, serce mi pęka, ale jem, śpię, oddycham, choc z
                  trudem, ale żyję, więc spokojnie, zyję...
                • jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 19.10.06, 14:18
                  Nie wchodzi w grę zapłodnienie in vitro, chociażby zarodek był innej kobiety? -
                  Lilith, niestety, nie ma ŻADNEJ możliwości sad(((((

                  > Nie odżegnuj się tak kategorycznie od bycia rodziną zastępczą!!!
                  Ale to bez sensu... to byłoby po prostu kolejne "nie moje dziecko" jedno już
                  jest, po co następne??

                  > Podejrzewałam, że możecie mieć problemy w ośrodku adopcyjnym, bo innym parom te
                  > ż jest cholernie trudno o adopcję i bez rozwodu

                  Niestety, usłyszałam wyraźnie - prosze układać sobie życie bez dziecka, bo
                  kwalifikacji państwo NIE DOSTANĄ w takiej sytuacji, więc nie mogę sie łudzic, ze
                  jest jakakolwiek szansa sad((

                  > Nie załamuj się!!!

                  Staram się sad(((
    • kara_b Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 09:13
      tak sobie czytam te komentarze tutaj i posty o małych i dużych miłych chwilach
      w życiu są tu przyjmowane życzliwie i ciepło,ale niech tylko ktos odważy sie
      napisać o swoich kłopotach, wątpliwościach czy problemach to gotowe jesteście
      zjeść taką osobę żywcem.raz bronicie matki,raz dziecka,ojców prawie zawsze.
      komentarze sa często okrutne i to bardzo.
      trzeba odwagi,żeby zacząć własny wątek



      • mamaika Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 11:07
        Nie trzeba odwagi , natomiast trzeba się liczyć z tym , że każda z nas ma tu
        takie a nie inne poglądy i nikt tu na szczęście nie pisze tylko,żeby kogoś
        pogłaskać do główce. Ja czasem potrzebuję kopniaka w d... żeby spojrzeć na
        problem nie tylko z perspektywy JA . Zabawne, gdyby podobny wątek napisała
        macocha pt. chcę mieć dzieci M głęboko w d... żywcem wręcz zjedzona by została.
        I do Chalsi - bardzo cenię sobie na ogół Twoje opinie , jednak pomysł adopcji
        to akurat dla mnie nonsens.
        A do autorki postu dorośnij dziewczyno , wierzę że z wielu powodów jest to dla
        Ciebie niesamowicie i trudne i przykre , ale niestety życie płata nam
        niekoniecznie miłe niespodzianki . Rozważ pomoc terapeuty, być może pomoże Ci
        przebrnąć przez to doświadczenie. Współczuję i trzymam kciuki żebyć poradziła
        sobie z emocjami i wszystko ułożyło się w sposób niekrzywdzący nikogo z Waszej
        układanki. Trzymaj się
        • chalsia Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 14:26
          > I do Chalsi - bardzo cenię sobie na ogół Twoje opinie , jednak pomysł adopcji
          > to akurat dla mnie nonsens.

          pomysł jak pomysł - ja to po prostu potraktowałam jako jeszcze jedną z
          możliwych opcji rozwiązania sytuacji. A przyszedł mi do głowy z prostego
          powodu - ponieważ autorka wątku wraz z mężem rozważali już wczesniej kwestię
          adopcji dziecka.
          Chalsia
          • mangolda Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 16:02
            Mnie się wydaje, że skoro tamta chce urodzić to dziecko to znaczy że planuje
            odzyskać faceta. Jako matka jego jedynego dziecka będzie miala ogromna przewagę
            nad konkurentką.
            Gdyby nie miala takich planów napewno usunelaby ciąze.
            • dominika303 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 16:31
              Nie wiem na ile to prawda, ale mój znajomy gyn, mówił mi kiedyś, że aby mozna
              było dokonać skrobanki to płód musi miec conajmniej 7 tygodni sad(( więc jeśli
              ona planuje coś takiego to musi poczekac do tego magicznego momentu sad((

              Poza tym przypuszczenia mangoldy, tez trezba brać pod uwagę.
              Tylko pozostaje jedna ważna rzecz, jak facet nie zechce utrzymywać kontaktów ze
              swoim dzieckiem to nikt go do tego nie zmusi sad(((
              I w tej kwestii to raczej nalezało by się tego pana zapytać o zdanie!
              My możemy jedynie snuć przypuszczenia - a jaki są zamiary tego faceta, kto to
              może wiedzieć, tym bardziej, że mogą sie one zmienić gdy ujrzy swego potomka sad(

              Sytuacja bardzo , ale to bardzo trudna!!

              pozdrawiam
              • lilith76 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 16:57
                > Nie wiem na ile to prawda, ale mój znajomy gyn, mówił mi kiedyś, że aby mozna
                > było dokonać skrobanki to płód musi miec conajmniej 7 tygodni sad((

                Ginekologia/farmakologia i w tej kwestii poszła do przodu. Dziś już nie trzeba tyle czekać.
            • lilith76 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 16:56
              Jako matka jego jedynego dziecka będzie miala ogromna przewagę
              >
              > nad konkurentką.
              > Gdyby nie miala takich planów napewno usunelaby ciąze.

              Bo ona też na pewno należy do pokolenia JP2...
    • triss_m7 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 23:53
      Wiecie co, to cale gdybanie zaczyna przypominac kolorowy jarmark. Bez obrazy
      drogie kobitki wink Ale szczerze mowiac to autorka powinna przede wszystkim
      ochlonac. Przekalkulowac czego chce, a potem pogadac z chlopem. Trzecia osoba
      tej ukladanki chce urodzic dziecko i wcale nie musi to byc chec odzyskania
      faceta (ja w takiej sytuacji tez bym urodzila bo nie wyobrazam sobie usunac
      mimo ze moherowa nie jestem). Z nia tez trzeba porozmawiac o ile nasza autorka
      zdecyduje sie pozostac z mezem. Co z dzieciatkiem? Tutaj glowna decyzje czy to
      sie komus podoba czy nie podejmie matka dziecka. Nasza autorka mam nadzieje, ze
      z czasem to przetrawi, uspokoi sie i nabieze dystansu (albo nie). Wtedy niech
      podejmuje zyciowe decyzje - nie teraz!
      • pb81 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 17.10.06, 10:51
        Matka ani nie zmusi ojca do uczestnictwa w zyciu dziecka, ani nie bedzie mogla
        mu tego zabronic (co najwyzej poutrudniac). Jedyna decyzja, jaka moze podjac
        wbrew woli ojca, jest urodzenie badz usuniecie ciazy. Potem prawa do dziecka i
        decydowania o nim beda mieli oboje.
        • triss_m7 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 17.10.06, 17:08
          Alez o tym przeciez pisze! pb81 czytaj uwazniej!
Pełna wersja