jasiak2 Jego dziecko z inną kobietą. 15.10.06, 11:01 Kurcze, wysłałam zanim zdążyłam napisać Wiem, ze to trochę chyba nie w temacie, ale prosze, może zdołacie pomóc. Mój mąż będzie ojcem. Niestety, ja nie będę matką. Sprawa jest zawiła między nami -nie doszło do zdrady jako takiej, rozstaliśmy się, on próbował sie pocieszać i.. zrobił to skutecznie W dzień rozwodu zrozumiał, że nie chce żyć beze mnie. Ja go cały czas kocham. Zrozumieliśmy swoje błedy i zaczęliśmy rozmawiać o powrocie. Jednak zanim zdążył ostatecznie rozmówić się z tamtą dziewczyną, ona powiedziała mu, że jest w ciąży (((((((((((( Słuchajcie, ja czytam i piszę już wszedzie gdzie się da, bo nie wiem co robić. Serce wyrywa się do niego, ale rozum... Boję się, że nie dam sobie rady z tym, ze on ma dziecko, tym bardziej, że ja nie mogę urodzić własnego ( On mówi, że kocha, ze czeka, że bedzie walczył o mnie, że będziemy mieć swoje dzieci, bo adoptujemy, itd. Ale ja się boję. Boję się, ze mój żal, moja złość i zawiść o to dziecko i tak zniszczą to, co będziemy starali się zbudować. Jak sobie można poradzić z sytuacji, kiedy mąż ma dziecko z inną kobietą? Czy można sobie z tym poradzić? Pliz, help. Odpowiedz Link
pb81 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 15.10.06, 11:16 Jakie plany ma Twoj maz w stosunku do tego dziecka? Wydaje mi sie, ze duzo zalezy wlasnie od tego. Czy bedziesz musiala dzielic sie z tym dzieckiem czasem i uwaga meza czy jedynie zaakceptowac wyplyw pewnej sumy ze wspolnego konta? Niezaleznie od wszystkiego warto chyba przeprowadzic testy potwierdzajace lub wykluczajace ojcostwo. Moze akurat okaze sie, ze to nie jego i problem sam sie rozwiaze. Odpowiedz Link
jasiak2 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 15.10.06, 11:38 No wiec dziecko jest na 100% jego, nie jest to jakaś zdzira, tylko normalna kobieta, z którą mąż próbował ułożyć sobie życie, kiedy ja wystąpiłam o rozwód (o przyczynach nie pisze, bo to za trudne). Ale nie udało mu się, ponieważ pomimo wszystko ciągle sie kochamy. Tak więc nie ma absolutni podstaw do twierdzenia, że dziecko nie jest jego. On mówi teraz, że bedzie na nie płacił... i tyle. Ale wiem, że wszystko może się zmienić, kiedy ono się urodzi. Na razie jest to 2-3 miesiąc, wiec jeszcze pół roku to potrwa. Teraz dziecko jest abstrakcją, jak sie urodzi, będzie to jedyne jego biologiczne dziecko (jeśli zostanie ze mną), więc... A sumy postanowiłam, ze nie bedą ze wspólnego konta, poniewaz życzę sobie rozdzielności majątkowej - nie mam zamiaru płacić na obcych mi ludzi tym bardziej, że moje dochody są dwukrotnie wyższe niż męża. Odpowiedz Link
pb81 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 15.10.06, 12:05 > On mówi teraz, że bedzie na nie płacił... i tyle. Ale wiem, że wszystko może si > ę > zmienić, kiedy ono się urodzi. Jesli mu sie nie zmieni, moze nie bedzie tak najgorzej. Jest szansa, ze w koncu oboje o tym zapomnicie i odzyskacie spokoj. Moze warto np. przeprowadzic sie gdzies daleko - wtedy w naturalny sposob tego dziecka w waszym zyciu nie bedzie i raczej niewielkie bedzie ryzyko, ze Twoj maz sie do niego zblizy i nawiaze z nim wiez uczuciowa. > A sumy postanowiłam, ze nie bedą ze wspólnego konta, poniewaz życzę sobie > rozdzielności majątkowej - nie mam zamiaru płacić na obcych mi ludzi tym > bardziej, że moje dochody są dwukrotnie wyższe niż męża. I slusznie. Przyda Wam sie jeszcze dobry adwokat, kiedy juz dojdzie do sprawy o ustalenie wysokosci alimentow. Odpowiedz Link
kingkong22 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 15.10.06, 12:29 Zamurowało mnie...Nie jestem kobietą, która nie może mieć dzieci,więc z pewnością nie zrozumiem podejścia Pań, które nie mogą. Piszesz, że kochasz męża.Jak się kocha człowieka, który właśnie planuje odciąć się od swego jedynego dziecka, bo...dajmy na to nie kocha jego matki? Był z tamtą kobietą, coś go z nią łączyło.Teraz się rozmyślił.ok.A dziecko? A jego dziecko?Wykazujesz bardzo egoistyczne podejście.To krew z jego krwi, kość z kości. Myślicie o adopcji.Mam nadzie3ję, że w papierach zaznaczycie, że on ma dziecko, którym się nie interesuje.Niech to da do myślenia tym, którzy na adopcję mają w7yrazić zgodę. Naprawdę się dziwię...Bo jego dziecko może w WASZYM życiu odgrywać ważną rolę. życzę bardzo, byś zmieniła swoje nastawienie- i dla Waszego dobra, i dziecka. zeby to ze zdwojoną siłą nie odezwało się po latach. Pozdrawiam Odpowiedz Link
triss_m7 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 15.10.06, 12:50 Mnie tez troche zamurowalo. Jak to? Wymazac gumka dziecko i udawac ze go nie ma? Piszesz, ze sama nie mozesz miec dzieci, a to jego jedyne (poki co) dziecko, matka dziecka jest w porzadku kobieta to moze warto rozwiazac to inaczej. Doskonale wiem, ze to trudne ale to dziecko nie jest winne burzy doroslych. Kingkong22 napisala: > Myślicie o adopcji.Mam nadzie3ję, że w papierach zaznaczycie, że on ma dziecko, > którym się nie interesuje.Niech to da do myślenia tym, którzy na adopcję mają > w7yrazić zgodę. Zgadzam sie. Jak na to sie zapatrujecie?? Odpowiedz Link
jasiak2 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 15.10.06, 19:20 matka dziecka jest w porzadku kobieta to moze warto rozwiazac to > inaczej. JAK?? przecież ja o niczym innym nie myślę, ale wybacz, w czym ja zawiniłam żeby teraz zgrywać sie na świętą i zawieszać swoje uczucie na kołku żeby wszystkim było dobrze?? Mężowi, bo bedzie miał mnie, ją, dziecko, jej, bo bedzie miała dziecko i jego a JA??? Przecież ja coś CZUJE!! > Myślicie o adopcji.Mam nadzie3ję, że w papierach zaznaczycie, że on ma > dziecko, > > którym się nie interesuje A kto powiedział, ze się nie interesuje?? Tego jeszcze nie wiadomo. łatwo tak na wszystko z góry patrzeć dopóki ciebie to nie dotknie, wiesz, ja też byłam kiedys taka kategoryczna w osądach. Ale tutaj są CZTERY srony - mąż, tamta kobieta, dziecko i ja. I też powinnam miec prawo do czegos poza "niesieniem krzyza w milczeniu". Staram się znaleźć wyjście i jak można mieć mi za złe, ze chce aby to było dobre również dla mnie?? Odpowiedz Link
kingkong22 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 15.10.06, 19:29 Odniosłam siś tylko do tego co napisałaś, że będzie płacił kasę...i tyle. Nie oceniam Cię przecież, wyraziłam swoją opinię i odczucia, nie obrażając nikogo. Nie zazdroszczę sytuacji, w której się znalazłaś. Nie tylko Tobie, tamtej kobiecie też- a i dziecku również. Wiem, że życie nie jest bajką i happy end nie jest obowiązkowy.Ale zawsze można się postarać, podjąć takie decyzje, by jak najmniej ludzi ucierpiało.Życzę samych trafnych decyzji, siły. A tak a propos- u mnie też naprawdę życie niewiele ma wspólnego z bajką. Pozdrawiam Odpowiedz Link
judytak Re: Jego dziecko z inną kobietą. 17.10.06, 13:14 jasiak2 napisała: > w czym ja zawiniłam żeby > teraz zgrywać sie na świętą i zawieszać swoje uczucie na kołku żeby wszystkim > było dobrze?? Mężowi, bo bedzie miał mnie, ją, dziecko, jej, bo bedzie miała > dziecko i jego a JA??? Przecież ja coś CZUJE!! zakładając, że mąż do ciebie wróci, a z dzieckiem się będzie regularnie spotykał, będzie brał udział w jego wychowaniu, tak, jak to robią np. ojcowie po rozwodzie, to Odpowiedz Link
swieta_1 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 14:09 Kobieto ! Co Ty piszesz?! Jak ma zapomnieć o swoim dziecku? Jak to ma zapomnieć!? A co to do cholery? Obiad wczorajszy? To żywa ISTOTA, która miała się urodzić dwojgu ludziom, którzy planowali razem życie! I co? Sama byś chciała żeby Ciebie tak spotkało? Rewelwcja porada, extra poprostu. Odpowiedz Link
kingkong22 swieta_1 czytamy ze zrozumieniem, dobrze? 16.10.06, 14:19 swieta_1 napisała: > Kobieto ! Co Ty piszesz?! Jak ma zapomnieć o swoim dziecku? Jak to ma zapomnieć > !? A co to do cholery? Obiad wczorajszy? To żywa ISTOTA, która miała się urodzi > ć dwojgu ludziom, którzy planowali razem życie! I co? Sama byś chciała żeby Cie > bie tak spotkało? Rewelwcja porada, extra poprostu. A kto daje takie rady?!!!!!!!!!! Chyba się pomyliłaś, wstawiając swój wpis pod moim.Życzę większej uwagi. Odpowiedz Link
mangolda Re: Jego dziecko z inną kobietą. 15.10.06, 13:38 Skoro jesteś bezplodna powinnas sie usunąć. Jesli nawet twój ex nie chce tamtego dziecka ma szanse na szczesliwą rodzinę z inna kobietą. Ty takiej szansy nie masz. Nie niszcz więc życia czlowiekowi. Odpowiedz Link
jasiak2 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 15.10.06, 14:13 Uwaząsz, że skoro nie mogę urodzić dziecka, nie mam prawa do miłości i szczęścia?? Co 4 para w tym kraju nie moze mieć dzieci biologicznych!! Mają sie wszyscy wysadzic w powietrze?? A mój mąż doskonale wiedział ze nie mogę meić dzieci, mimo to zdecydował sie na ślub ze mną i mimo to, ze ma szanse na "normalną" rodzinę nadal chce być ze mną. Wydaje ci się, ze ja nie mam uczuć?? Odpowiedz Link
luna67 Re: U mnie bylo podobnie:-( 15.10.06, 17:22 Opisze w skrocie moja sytuacje; bylam w 6-stym miesiacu ciazy z drugim dzieckiem jak dowiedzialam sie, ze moj (wtedy) maz ma krotki romans (od znajomego), wyladowalam w szpitalu i chcialam natychmiast rozwodu. W odwiedziny do szpitala przyszla ta kobieta, ktora przekanala mnie, ze to nie jest prawda (ma narzeczonego itd., niedlugo slub). Nagle znajomy od ktorego sie o tym dowiedzialm zmienil zdanie, bylam zdezorientowana i zla na niego. Po 16-stu latach, nagle telefon od niej, ze chce rozmawiac tylko i wylacznie z moim mezem. W ulamku sekundy na mysl mi przyszlo (nie wiem dlaczego), ze chodzi o jej i mojego wtedy meza dziecko, po rozmowie z mezem okazalo sie, ze mialam racje, zostalam przez nich oszukana i jej maz. Okazalo sie, ze ona owszem miala narzeczonego ale tez w tym czasie romans z moim mezem (narzeczony byl wtedy na dlugiej delegacji i sie jej "nudzilo"), jak zaszla w ciaze wiedziala, ze ojcem dzicka moze byc tylko jej kochanek (czyli moj maz). Wmowila swojemu narzeczonemu, ze to jego dziecko i urodzila "wczesniaka". W wieku 15-stu lat chlopiec powaznie zachorowal, potrzebny byl przeszczep i wyszlo na jaw, ze mniemany ojciec nie jest prawdziwym ojcem, jej maz zarzadal rozwodu, a ona szukajac dawcy zadzwonila do mojego meza. Na poczatku dostalam szoku, ale po rozpatrzeniu sprawy doszlam do wniosku, ze najwazniejsze w tym wszystkim jest teraz dziecko, trzeba je ratowac, i wiecie co moj (wtedy) maz zrobil??? odmowil po ustaleniu ojcostwa dalszych badan(( to byl dla mnie szok, nie moglam sie z tym pogodzic, nie chcial go nawet zobaczyc. Dodam, ze wiedzial o ciazy kochanki. Paranoja w tym wszystkim jest, ze moj maz byl i jest wspanialym ojcem dla naszej trojki, tym bardziej tego nie rozumialam. Nie moglam z tym ciezarem zyc, nie zdrady ale, ze tyle lat mnie oszukiwal i odmowil pomocy, wzielam rozwod, pomimo, ze go dalej kochalam (milosc do mojego meza, byla przez to wszystko tlumiona, cierpialam podwojnie, to bylo za duzo dla mnie). Kochana jasiak2 ja mam 3-jke swoich dzieci i nigdy nie moglam sie z ta mysla zaprzyjaznic, ze tam gdzies zyje brat moich dzieci, ktorego nigdy nie beda znaly, gdyz matka nigdy na to nie pozwoli a on przysiagl matce, ze dotrzyma slowa. Moze jest to smieczne ale sni mi sie on czasami i mam lzy w oczach chcialabym go chociaz raz zobaczyc, przytulic, gdyz on jest tez czastka moich dzieci ktore bardzo kocham. Przyznam sie, ze chyba rozwiodlabym sie pomimo tego, jakby moj (wtedy) maz zgodzil sie na te dalsze badania, gdyz to dziecko za kazdym razem przypominalo by mi o tym oszustwie i zdradzie, ale wtedy jak juz pisalam najwazniejsze bylo dziecko ktore potrzebowalo pomocy, na szczescie znalazl sie dawca))))) Ale dla ciebie to dziecko nie jest owocem zdrady, gdyz bylscie w rozlace. Nieraz po analizie mojego zycia zastanawiam sie, dlaczego mnie zawsze najbardziej niewiarygodne "przygody" spotykaly, moze dlatego, ze zylam z czlowiekiem dla ktorego nuda bylo normalne zycie, ktory byl ciagle wpogoni za wrazeniami. Moj terazniejszy M namawia mnie na napisanie biografi, mowi, ze bedzie to besceler ale ja chce to wszystko zapomniec, to sa niemile wspomnienia Odpowiedz Link
lilith76 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 09:39 W jednym cię doskonale rozumiem - gdybym nie mogła urodzić dziecka i dowiedziała się, że inna urodzi mojemu ukochanemu mężczyźnie (być może) jego jedyne biologiczne dziecko, to dopadłaby mnie złość, rozgoryczenie, rozpacz. Z drugiej strony szkoda tego dziecka. Wyjścia są różne: - Mąż i matka dziecka dogadują się, on utrzymuje z dzieckiem kontakt poza domem, ty udajesz, że to problem nie z twojego świata; - Matka unosi się honorem, nie chce pomocy kontaktu, mąż się na to zgadza - wtedy zastanowiłabym się z jakim człowiekiem żyję; - Matka unosi się honorem, nie chce pomocy kontaktu, mąż się na to nie zgadza, walczy sam zgorzkniały i nieszczęśliwy; - Matka unosi się honorem, nie chce pomocy kontaktu, mąż się na to nie zgadza, walczy z twoją pomocą; - Mąż i matka dziecka dogadują się, on utrzymuje z dzieckiem kontakt w waszym domu i ty masz delikatny kontakt z dzieckiem (bolesny, ale zawsze to biologiczna nić z ukochanym); nie masz wyrzutu sumienia, że ukochany nie ma biologicznych dzieci przez ciebie; Rozwiązanie ostatnie nie jest takie niby rzadkie w historii. w Ostatnim "Twoim Stylu" Kofta opisuje intytucję sanatorium do którego jechała na leczenie bezpłodna kobieta, a zaufana osoba wyszukiwała mężczyznę podobnego z urody i wyglądu do jej męża. W druga stronę trudniej, ale pewnie też było wykonywane. A na adopcję możecie mieć małe szanse przez ślad pozwu rozwodowego w papierach. Odpowiedz Link
chalsia Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 10:29 no jest jeszcze jedna opcja - najlepsza dla autorki atku, jej męża i w dużej mierze dla dziecka też. Matka dziecka zgadza sie i oddaje dziecko panu i jego żonie do zaadoptowania. I wtedy mają sznasę na adopcję, ponieważ jedno z adopcyjnych rodziców jest rodzicem biologicznym. Innymi scenariusz podobnej sytuacji - słowy matka zgadza się na pozbawienie jej praw rodzicielskich przez ojca, a żona ojca przysposabia dziecko w pełni. Chalsia Odpowiedz Link
lilith76 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 10:47 No tak chalsia, wpadka wpadką, facet wraca do żony, bo to ją jednak kocha, ale trudno mi uwierzyć, że samotna matka odda im dziecko. Zapewne są takie i ciężko je oceniać. Odpowiedz Link
jasiak2 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 18:50 nie masz wyrzutu sumienia, że ukochany nie ma biologicznych > dzieci przez ciebie; a dlaczego miałabym mieć jakiekolwiek wyrzuty sumienia?????!!!! on wiedział z kim się żeni. a teraz i tak nie ma to znaczenia, bo on będzie miał to swoje biologiczne. a powiedz mi, gdzie w tej całej sielance dla niego, dla niej i dla dziecka miejsce na moje uczucia???????? Odpowiedz Link
lilith76 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 17.10.06, 09:21 asiak2 napisała: > nie masz wyrzutu sumienia, że ukochany nie ma biologicznych > > dzieci przez ciebie; > > a dlaczego miałabym mieć jakiekolwiek wyrzuty sumienia?????!!!! > on wiedział z kim się żeni. > a teraz i tak nie ma to znaczenia, bo on będzie miał to swoje biologiczne. > a powiedz mi, gdzie w tej całej sielance dla niego, dla niej i dla dziecka > miejsce na moje uczucia???????? Oczywiście nie musisz mieć!!! Bo czy to zależne od ciebie. Tak życie zadecydowało. Znam wypowiedzi kobiet starających się bezskutecznie o dziecko i to je właśnie gryzie. Ale twoje wypowiedzi w tym wątku pokazują, że to jednak gryzie. Zaznaczam, że gdybym była na twoim miejscu też bym była pełna żalu i rozgoryczenia, nie wiedziała co zrobić. A gdyby teraz okazało się, że nie mogę urodzić własnego dziecka, to na dzieci M patrzyłabym z goryczą. Odpowiedz Link
claairee Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 13:02 Znam sytuację jeszcze trudniejszą- gdzie dziecko jest wynikiem długotrwałej zdrady- zeszli się, pod warunkiem, ze on nie bedzie sie kontaktował z dzieckiem. Trudna decyzja, ale taką podjęli, na razie dzieciak jest maly i nie wiedomo jak dalej to się wszystko potoczy - teraz jest dobrze miedzy nimi. Tutaj macie czystą sytuację, on Ciebie nie zdradzil, zawsze to trochę latwiej, chciaz Tobie w związku z tym, ze nie możesz miec dzieci na pewno jest trudno. Przemyśl zyski i straty. i trzymaj się ciepło Odpowiedz Link
tovika Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 14:17 dziewczyno, nie wchodź drugi raz do tej samej rzeki. Znajdź sobie faceta bez tego typu zobowiązan, bo resztę życia będziesz spędzać w czworokącie : ty, on, ona, ono. A ,jak masz watpliwości to uwaznie poczytaj to forum. Odpowiedz Link
jasiak2 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 18:54 niestety, nie znam faceta, który w wieku trzydziestuparu lat (ja jestem po trzydziestce) nie miałby podobnych zobowiązań mój nie miał z wiadomej przyczyny... więc jeśli zostawię definitywnie męża jest wysoce prawdopodobne, ze następny facet, z ktorym będe związana będzie rozwodnikiem z dziećmi z pierwszego związku, więc...jaka w tym momencie różnica?? jeśli nie wrócę do męża, to tylko dlatego, ze nie zniosę tego, ze to JEGO dziecko, którego ja nie mogłam urodzić ( Odpowiedz Link
luna67 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 19:08 Rozmawialas juz z ta kobieta? wiesz na 100%, ze maz chce z toba zostac? Jezeli tak, to dajcie sobie troche czasu na "zaprzyjaznienie" sie z ta wiadomoscia, moze z czasem twoje emocje opadna i jak zobaczysz dziecko twojego meza, to ci serce zmieknie. Odpowiedz Link
jasiak2 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 19:54 Z tą kobietą nie rozmawiałam i nie mam zamiaru. Mąż na 100 a nawet 200% chce do mnie wrócić, rozmawiamy o tym od miesiąca, a o dziecku wie od 2 tygodni i podtrzymuje decyzję. Jeśli chodzi o zmiekczenie serca, nie ma na to szans, wrecz przeciwnie, jeśli zobaczę to dziecko, a nie będe miała możliwości żeby miec SWOJA rodzinę, obawiam się, ze przeleję na nie swój zal, choć wiem, ze to nielogiczne, bo ono nieczemu nie jest winne ale logika to jedno, emocje to drugie. Moze jestem egoistką, może. Ale wiem, ze ja tez mam prawo do szczęścia. Odpowiedz Link
luna67 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 23:18 jasiak2 napisalas: "> Jeśli chodzi o zmiekczenie serca, nie ma na to szans, wrecz przeciwnie, jeśli > zobaczę to dziecko, a nie będe miała możliwości żeby miec SWOJA rodzinę, obawia > m się, ze przeleję na nie swój zal,", Odpowiedz sobie samej, czy jak by twoj maz nie splodzil tego dziecka to mialabys szanse na dziecko? nie, wiec twoj problem jest duzo glebszy niz sobie z tego zdajesz sprawe. Moze pogodzilas sie w przeszlosci z twoja bezplodnoscia, ale teraz pod silnym impulsem nowej wiadomosci o dziecku powrocilo to z podwojona sila. Ktora opcje bys wybrala jak bys miala do wyboru: 1. zostanie przy mezu i akceptacja jego dziecka (obojetnie czy bedzie go odwiedzal czy nie, gdyz samo zaakceptowanie jest w twojej sytuacji wyczynem nie lada) Plusy: znasz twojego meza moze na "wylot", jest tobie z nim dobrze i co najwazniejsze go kochasz Minusy: niemile wspomnienia i obciazenie psychiczne i finansowe czy 2. poszukanie sobie nowego mezczyzny (ale jak juz sama napisalas nie ma w twoim wieku wolnych mezczyzn bez zobowiazan, wiec zostaje tobie mezczyzna z dzieckiem/mi) i akceptacja jego dzieci. Plusy: moga byc te same co przy pierwszym Minusy (ale tylko jak nie wyobrazasz sobie zycia z mezczyzna z dzieckiem/mi): odwiedziny weekendowe co najmniej raz na dwa tygodnie dzieci M, dzieci byly pierwsze od ciebie i moga byc wazniejsze niz partnerka, obciazenie finansowe ,na dzieci jest ok, ale sie zdarza tez na EX-zone, toksyczna EX, ktora wam od czasu do czasu zycie "umila" wyrafinowanymi szykanami, tu mozna by cala liste napisac......, sa tez wyjatki. To sa tylko przyklady, kazdy jest inny, dla mnie moze byc minus a dla innych plus, wiec sama powinnas odpowiedziec sobie na to pytanie, ale radzilabym udac sie do psychologa, gdyz sama nie dasz rady!!!! Rozwaz te dwa punkty za i przeciw, ale zauwaz, ze w kazdym punkcie wystepuje nie twoje dziecko. jasiak2 szkoda mi ciebie bardzo ale pamietaj nie ma sytuacji bez wyjscia. Trzymaj sie..... Ps Przepraszam za chaos w mojej wypowiedzi Odpowiedz Link
damiri Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 23:49 Jasiak2, wydaje mi sie, ze rozumiem Twoje odczucia. Wczesniej napisalas, ze sytuacja pewnie bylaby inna, i dla ciebie latwiejsza, gdybys ty tez mogla miec dziecko. Wtedy nawet swiadomosc tego, ze twoj maz ma dziecko z inna by nie byla taka trudna, tym bardziej, ze to dziecko to nie wynik zdrady. Wydaje mi sie, ze prawdziwym problemem jest tu bezplodnosc, z ktora nie mozesz sie pogodzic. Chyba nie powinnas podejmowac zadnej decyzji dopoki nie porozmawiasz z dobrym terapeuta, bo wydaje mi sie, ze dopoki nie zrobisz jakiegos porzadku z tymi uczuciami nie podejmiesz dobrej decyzji. Doskonale rozumiem co czujesz w zwiazku z tym dzieckiem, bo mam troche podobna sytuacje. Tez nie moge miec dzieci ale moj M ma dwojke z pierwszego malzenstwa i sa momenty (np tuz po poronieniu w tym roku) kiedy naprawde musze z wielkim wysilkiem starac sie, zeby mojego zalu za bezplodnosc nie przelac na chlopcow (na zasadzie, ze ich istnienie odbieram wtedy jako szyderczy smiech losu pod moim adresem) Na razie mi sie to udaje, ale tez planuje wizyte u terapeuty bo czuje, ze moje uczucia staja sie zbyt zagmatwane - jak i twoje pewnie teraz sa. Pozdrawiam Odpowiedz Link
reksia Re: Jego dziecko z inną kobietą. 18.10.06, 20:42 to bardzo,bardzo trudna sprawa ..i musi Ci być bardzo ciężko...borykasz się siłą rzeczy teraz z dwoma bardzo trudnymi tematami. Jeden to ten że nie możesz miec właśnego dziecka. To wyjątkowa sytuacja w momencie gdy mężczyzna,którego kochasz ma je mieć z inną kobietą... Na pewno jeszcze przez jakiś czas zanim w sobie to wszystko poukładasz będzie Ci bardzo ciężko. Jeśli wogóle wolno mi radzic coś w takiej sytuacji, to radzę jedno oddziel te dwie sprawy.Oddziel to co się zdarzyło( a jeśli to faktycznie przypadek, to przypadek jest tylko przypadkiem, od faktu że nie możesz mieć dzieci.To dwie różne sprawy. To że nie możesz rodzić własnych, nie świadczy o Tobie nic złego.Ja nie mogę zostać wirtuozem, bo mam kiepski słuch.Mój M nigdy nie będzie flegmatykiem,bo jest cholerykiem.Ot taka Nasza uroda i dobrze że każdy z Nas jest inny Możesz być cudowną matką i dać dużo ,dużo miłości i szcześcia chodzby właśnie adoptowanemu dziecku( a swoją drogą moja sąsiadka po 15 latach "bycia bezpłodną" urodziła w zeszłym roku córeczkę więc różnie to bywa -życie ma dla nas najbardziej nieprawdopodobne scenariusze). To co wam się przydarzyło to niesamowity przypadek..i bardzo ,bardzo trudny,ale trudny tylko wtedy gdy Twój M bedzie miał wątpliwości.W innym wypadku chyba sprawa jest bardzo prosta . Wówczas niepotrzebnie ulegacie tak silnym emocją. W wypadku gdy M chce być z Tobą, bo Ciebie kocha to pozostaje Wam tylko uzgodnić z matką dziecka jakieś rozsądne zasady dotyczące waszych relacji. Dokładniej-relacji dziecka z ojcem.To wszystko. Problem istniał by tylko wówczas gdyby okazało się,że jednak między M a tą kobietą coś głębszego jednak zaiskrzyło. W innym wypadku daj spokojnie żyć kobiecie. Przecież jeśli ta ciąża jest całkowicie przypadkowa i na jej głowie pozostanie wychowanie dziecka, któremu kiedyś bedzie musiała wytłumaczyć nieobecność ojca stwierdzeniem "byłeś dzieckiem przypadku", to ma ona i tak wyjątkowo trudną sytuację.Dziecka w tym wszystkim szkoda. Ja na Twoim miejscy czuła bym chyba duży żal do męża, że nie dość że zafundował sobie "sex" to i ma dodatkowo dziecko(o którym załóżmy ja bym marzyła).Jednak w przypadku gdy zdarzyło się to w sytuacji, gdy nie byliście ze sobą należało by mu to wybaczyć.Po prostu mu wybacz. Ja ze swojej strony życzę Wam,całej trójce,jak najmądrzejszego wyboru czyli takiego niezakłamanego z głębi serca.By wasza decyzja była na tyle mądra żebyście wszyscy dali wzajemnie sobie radę z tak trudnym problemem.Dziecku które jest w najtrudniejszej sytuacji życzę by wasza dojrzałość i mądrość była silniejsza niż przepychanki i żale za złośliwość losu. ...a swoją drogą jest tak wiele dzieci-sierotek,że żadna bezpłodna kobieta na świeci, nigdy nie powinna o sobie mówić "jestem pokrzywdzona przez los,bo nie mogę urodzić" - to że nie mogą rodzić nie znaczy że nie mogą kochać Odpowiedz Link
kicia031 Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 13:18 jak czytam takie posty, to sie zastanawiam, czy sa jakies granice ludzkiej podlosci? I czasami mi sie wydaje, ze nie ma. Ale czasami tez mysle, ze w morzu niesprawiedliwosci pojawia sie czasem jakis przeblysk glebszego planu, ktory nie pozwala na przyklad toksycznej egoistce na urodzenie wlasnego dziecka. Mysle, ze nie ma obaw, by przy naszym systemie adopcji udalo sie wam kiedykolwiek zaadoptowac dziecko, i to nie tylko dlatego, ze twoj maz ma juz jedno dziecko, ktore ma w nosie, tylko dlatego, ze ktos taki jak ty nigdy nie przejdzie podstawowych testow psychologicznych. A co do dziecka, ktore ma sie urodzic, to chyba lepiej dla niego, by nie znalo dawcy spermy, zycze mu szczerze by nigdy sie nie dowiedzialo, od kogo otrzymalo czesc genow. Napawacie mnie maksymalnym wstretem. Odpowiedz Link
dominika303 Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 13:44 Kicia trochę chyba jednak przegiełaś (( Akceptacja dziecka męża z inną kobietą to jest wyzwanie i to nie lada. Wszytko zalezy od was samych, od waszego uczucia, od waszego zaufania i od chęci bycia razem. Dziecko z inna to kwestia dogadania sie wszytkich zainteresowanych stron, w tym przypadku was jako małżęństwa i matki tego dziecka. Określenie jasno zasad pomocy i oczekiwań. Może sie to udać, ale najpierw ty jako małżeństwo musicie stać się dla siebie partnerami. Majpierw popracujcie nad waszym związkiem i jak już uznacie, że oboje dacie radę to wtedy ustalcie coś z ta kobietą. Nawet nie wiem jak to wszytko musiałaś ciężko przeżyć, nawet nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić, ale jeśli ty i mąż zdecydujecie sie na dalsze życie razem to uda wam sie to wszytko poukładać. Wiem, że akceptacja cudzego poczęści dziecka, w momencie gdy ty nie możesz miec potomstwa to jaka ironia losu i złośliwość chwili, ale kochana, ponoć nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Moze ta kobieta, pozwoli wam na opieke nad tym dzieckiem np w weekendy, może ty nawet polubisz to dziecko, a moze nigdy tego dziecka nie zobaczycie! W tej chwili wszytko się jeszcze może zdarzyć. Pozdrawiam i nie martw się , może to z czasem nie będzie takie straszne! Odpowiedz Link
jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 14:20 dzięki za jedyny chyba ciepły post. ja nie życzę nikomu tego, przez co przechodzę, zwracam sie po pomoc, a jestem odsądzana od czci i wiary (( Czy naprawde nikt nie myśli o tym, że ja PRÓBOWAŁAM przekonać go ze powinien zostać z tamtą, dla dziecka?? Próbowałam. Powiedział, ze skoro jej nie kocha odbiłoby się to na dziecku. Próbowałam się od niego odciać, zapomnieć, ze istnieje. Nie potrafię, zwyczajnie go kocham ( Gdybym mogła urodzić dziecko, byłoby lepiej, myślę, ze dogadałabym się z tamtą kobietą, dzieci byłyby dla siebie rodzeństwem... A tak.. tak jak piszecie, najprawdopodobniej na adpocję w tym momencie nie mam szns... czyli co, nie dość, ze inna kobieta urodzi dziecko, które powinnam urodzic ja, to jeszcze ja nie bedę miała własnej rodziny (( I jak ja mam sobie z tym radzic?? czy jestem egoistka? Każdy jest egoistą, bo każdy chce być szczęśliwy!! Ja już dość przeszłam, chyba mam prawo do odrobiny szczęścia! Odpowiedz Link
triss_m7 Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 14:28 Hej chwileczke, spokojnie. To nie tak ze obrzucamy Cie blotem. Kazda z nas stara sie obiektywnie, z boku spojrzec na Twoj problem. Bez dwu zdan jestes w bardzo nieprzyjemnej sytuacji ale zauwazamy u Ciebie dos egoistyczne podejscie i na to zwracamy Ci uwage. Odpowiedz Link
dominika303 Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 15:02 Jasiak, z tego co piszesz zrobiłaś wszytko, abyście wszyscy czyli na razie cała trójka byli szczęśliwi! Twój mąż zadecydował, że jednak będzie z tobą mimo iż inna urodzi jego jedyne biologiczne dziecko!! Kochana, wiem że trudno ci będzie odnależć sie w tej nowej sytuacji, ale wszytko wskazuje na to , że tój mąż bardzo ale to bardzo cię kocha, dla ciebie rezygnuje z życia codziennego z dzieckiem- to bardzo dużo. Teraz zalezy wszytko od ciebie, powiem ci, że to bardzo trudne, zaakceptować dziecko faceta którego sie kocha z inną kobietą. Łatwo nie będzie, często bedą toba targały zmienne nastroje, nie raz będziesz chciała uciec na koniec świata i odciąć się od tego wszytkiego, ale ............... ale twój mąż cię bardzo kocha, ty chyba tez go kochasz, skoro pytasz, czy jest coś takiego możliwe, więc jednak chcesz walczyć o wasze małżeństwo - to dobrze wam wróży. Nie ma idealnej recepty na choćby polubienie tego dziecka( Nie recepty na ukojenie twego bólu( Ale jest szansa, że uda wam sie stworzyć cudowny związek! Wiesz prawdziwa miłość jest wtedy , gdy pokona trudy)))) Ja myślę, że takiej odrobiny zazdrosci o dziecko z inną żadna z nas się nie pozbyła, to jest gdzies w nas głęboko w środku, ale powiem ci że z czasem, ta drobina zazdrości maleje, a przynajmniej łagodnieje i łątwiej sie żyje, bo już się nie cierpi z tego powodu. Pozdrawiam Odpowiedz Link
kicia031 Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 15:05 Ja nie pietnuje tego, ze twoj maz chce odejsc od kobiety, ktorej nie kocha. Nie uwazam, by bylo wlasciwe wychowywanie dziecka w rodzinie, w ktorej nie ma milosci miedzy rodzicami. Natomiast przeraza mnie to: "On mówi teraz, że bedzie na nie płacił... i tyle. Teraz dziecko jest abstrakcją, jak sie urodzi, będzie to jedyne jego biologiczne dziecko (jeśli zostanie ze mną), więc... A sumy postanowiłam, ze nie bedą ze wspólnego konta, poniewaz życzę sobie rozdzielności majątkowej - nie mam zamiaru płacić na obcych mi ludzi tym bardziej, że moje dochody są dwukrotnie wyższe niż męża." Nie widzisz tu sprzecznosci? Zaadoptujecie dzieci, ktore nie beda przeciez spokrewnione z zadnym z was, a dziecko ukochanego czlowieka jest dla ciebie kims obcym? I w tej arcytrudnej sytuacji, kiedy rzeczywiscie szarpia toba tak wielkie emocje, ty myslisz jedynie o zabezpieczeniu swojej kasy? Nikt ci nie odmawia prawa do szczescia, ale ty nie o szczesciu piszesz, tylko o tym jak wyrolowac bezbronne dziecko. I tak sobie jeszcze mysle, ze na cudzej krzywdzie nie zbudujesz szczescia, nie zbudujesz go z czlowiekiem pozbawionym odrobiny przyzwoitosci. Odpowiedz Link
dominika303 Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 15:16 Kiciu, ty pewnie oddałabyś ostatnią koszule dziecku męża co?????????a sama włożyłąbyś na siebie worek !! Ja nie widzę tutaj żadnych sprzeczności! Autorka wątku chce sie zabazpieczyć przed ewentualną pazernością! Na razie nic jeszcze w tym kierunku nie robiła jedynie o swoim pomyśle powiedziała nam ! I co z tego???? To że czasami mówimy "żeby cię licho porwało" - nie oznacza, że tak naprawdę chcemy aby dana osoba zapadłą sie pod ziemię. Na razie to autorką wątku targają tak duże emocje ( z resztą trudno się dziwić), że jasność umysłu jest dla niej abstrakcją. Dlatego pisze wszędzie , pyta , dużo myśli i ja sądzę , że w końcu znajdzie złoty środek na ta jakże trudną sytuację życiową przed która stoi. pozdrawiam Odpowiedz Link
dominika303 Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 15:31 Jasiak, przeczytaj poniższy link)) tam pisza kobiety, które są w podobnej sytuacji do ciebie, czyli poczas trawania małżeństwa, lub związku pojawia się dziecko z inną kobietą , czasami ze zdrady, czasami tak jak u ciebie ludzie sie rozstali , a facet wpadł z inną i teraz wrócił do tej pierwszej. Ja myślę, że tam wyczytasz wiele mdrych rad! I dziewczyny tam pisujące są w podoben sytuacji, więc i łatwiej ci będzie przyjmować ich zdanie i poglady na życie! f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=2545178&start=0 pozdrawiam Odpowiedz Link
jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 19:31 Na razie to autorką wątku targają tak duże emocje ( z resztą trudno się > dziwić), że jasność umysłu jest dla niej abstrakcją. Fakt. Emocje są potężne. Momentami się uspokajam, zaczynam myśleć, ze jakos to wszystko poukładamy, ale za chwilę budzi we mnie potworny bunt - DLACZEGO mnie to wszystko spotyka, przeciez ja im niczego złego nie zrobiłam, dlaczego oni mi niszczą życie?? Bo tak to dla mnie wyglada. Bo albo bedę musiała zrezygnować z mężyzny, którego kocham, albo do końca życia będe zmagać sie ze złoscią, zazdrością, poczuciem krzywdy. Które wyjście jest lepsze? Kto mi powie? Dla dziecka byłoby najlepiej gdyby jego rodzice się kochali. Ale się nie kochają. Czasem myśle, że maz powinien być sam i zajmowac sie dzieckiem na zmianę z matką. A moze kiedyś pozna kogoś, kto zaakceptuje jego przeszłość... A za chwilę myslę, ze przecież jesli się kochamy, moze jednak byłaby szansa na adopcję, a wtedy ja , mając swoja rodzinę, spojrzałabym inaczej na tamto dziecko... Głowa mi pęka, cały czas biję sie z myślami... Odpowiedz Link
chalsia Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 22:23 > wszystko poukładamy, ale za chwilę budzi we mnie potworny bunt - DLACZEGO mnie > to wszystko spotyka, przeciez ja im niczego złego nie zrobiłam, dlaczego oni mi > niszczą życie?? Bo tak to dla mnie wyglada. Bo albo bedę musiała zrezygnować z > mężyzny, którego kocham, albo do końca życia będe zmagać sie ze złoscią, > zazdrością, poczuciem krzywdy. Oni też Ci nic złego nie zrobili. Rozstaliście się z meżem, on starał sobie ułożyć życie. Jesli kogoś chcesz obarczać odpowiedzialnościa za tę sytuację - to winnym jest Twój mąż, bo związał się z kimś ot tak, nie mając klarowności co do swoich uczuć. I nikt INNY ci życia nie niszczy, możesz to zrobić jedynie sama. Chalsia Odpowiedz Link
jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 22:51 Wiesz, na poziomie logiki ja to wiem, przytaczam tylko emocje jakie mną targają Wiem, że za zaistaniałą sytuacje tak naprawdę pdpowadamy wszyscy troje - tak, ona równiez, ponieważ wiedziała, że sprawy między mna i mężem nie są do końca załatwione, ale "miała nadzieję, że jakoś sie to ułoży". Ale tu nie chodzi o to, co stało się między nimi - za to ich absolutnie nie potępiam, mieli prawo iść ze sobą do łóżka, tylko o konsekwencje ich bezmyślności. Inaczej nie można nazwać sexu bez zabezpieczenia z osobą, którą zna sie 2-3 miesiące! W ogle z osobą, z którą nie planuje się mieć dziecka, a oni z tego co wiem nie planowali O to jestem na nich oboje wściekła Bo oni oboje sie nie zabezpieczyli, oboje. Odpowiedz Link
jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 18:56 > Nie widzisz tu sprzecznosci? Zaadoptujecie dzieci, ktore nie beda przeciez > spokrewnione z zadnym z was, a dziecko ukochanego czlowieka jest dla ciebie kim > s > obcym? > I w tej arcytrudnej sytuacji, kiedy rzeczywiscie szarpia toba tak wielkie > emocje, ty myslisz jedynie o zabezpieczeniu swojej kasy? Po pierwsze dzieci adoptowane byłyby NASZYMI dziećmi, a tamto dziecko bedzie ICH, ja nie bedę miała nic do powiedzenia w kwestii jego wychowania, więc dlaczego mam je utrzymywać?? A pomysł z rozdzielnoscią majątkowa jest autorstwa męża i ja się zastanawiałam jak to ma wyglądać - osobne konto, osobna kasa... nie tego chciałam. Tylko nie uwazam za sprawiedliwe abym to ja ponosiła także finansowe konsekwencji głupoty jego i tej kobiety, że się nie zabezpieczyli!! Wystarczy, ze jeśli się na to zdecyduję, będe musiała dxwigać psychiczny ciężar tej całej sytuacji. A niestety, kasa jest częścia naszego życia, czy tego chcemy, czy nie. Nie chcę budować swojego szczęścia na cudzym cierpieniu, ale z drugiej strony dlaczego mam pozwolic sie wykorzystywać?? Czy ja z nimi w łóżku byłam? Czy to dziecko bedzie miało wobec mnie jakiekolwiek zobowiązania? Nie. Wiec dlaczego ja mam je mieć wobec niego?? Ja wiem, ze to małe, bezbronne...ale ja też żyję!! Odpowiedz Link
pb81 Re: Tak sie zastanawiam... 16.10.06, 13:51 A tamta kobieta w ogole chce tego dziecka? Moze Twoj maz moglby podsunac jej do rozwazenia kwestie aborcji, pomogl wyszukac kompetentnego lekarza i zapewnil pieniadze, gdyby zechciala skorzystac z tej propozycji? Pewnie tez nie usmiecha jej sie samotne matkowanie dziecku i moze da sie przekonac? Odpowiedz Link
lilith76 Re: Tak sie zastanawiam... 16.10.06, 14:24 > A tamta kobieta w ogole chce tego dziecka? Moze Twoj maz moglby podsunac jej do > rozwazenia kwestie aborcji, pomogl wyszukac kompetentnego lekarza i zapewnil > pieniadze, gdyby zechciala skorzystac z tej propozycji? Pewnie tez nie usmiecha > jej sie samotne matkowanie dziecku i moze da sie przekonac? To już byłby na pewno wzór odpowiedzialnego mężczyzny... Odpowiedz Link
pb81 Re: Tak sie zastanawiam... 16.10.06, 20:52 Proba naprawienia swoich bledow i wyprostowania sytuacji to takze odpowiedzialnosc. Odpowiedz Link
jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 16.10.06, 19:03 wiesz co, ja nie wiem co ona na to wszystko, podobno najszcześliwsza niejest, ale chociaż jestem za możliwością wyboru dla kobiety, ... po pierwsze wszystko sie we mnie burzy na samą myśl, że ona mogłaby usunąc ciążę, a po drugie mój mąż nigdy jej tego nie zapropouje. z drugiej strony uwazam też, ze w momencie, jeśli nie chce z nią być, nie powinien mieć prawa do podejmowania jakiejkolwiek decyzji w tym temacie. skłamałabym, gdybym powiedziała, że sie nie zastanawiałam nad taką sytuacja... uwazam, że jeśli coś takeigo wyszłoby od niej, mąż miałby 2 wyjścia - powiedzieć jej o tym, że on to dziecko weźmie albo dać jej pieniądze na zabieg. jednak powtarzam, poniewaz to tak naprawdę ona sama poniesie główny cieżar wychowania tego dziecka, decyzja należy do niej i tylko do niej. Odpowiedz Link
pb81 Re: Tak sie zastanawiam... 16.10.06, 20:57 Nie no, jasne, ze nie ma sensu jej namawiac, zeby robila cos wbrew sobie. Myslalam raczej o tym, zeby jesli jest jeszcze niezdecydowana uzmyslowic jej, ze poki co jeszcze istnieje taka mozliwosc, zeby wszystko odkrecic i nie komplikowac nikomu zycia, a dziecka nie skazywac na niepelna rodzine i brak ojca, i ewentualnie troche wesprzec, gdyby sie na to zdecydowala. Odpowiedz Link
pb81 Re: Tak sie zastanawiam... 15.10.06, 21:56 > I w tej arcytrudnej sytuacji, kiedy rzeczywiscie szarpia toba tak wielkie > emocje, ty myslisz jedynie o zabezpieczeniu swojej kasy? > > Nikt ci nie odmawia prawa do szczescia, ale ty nie o szczesciu piszesz, tylko o > tym jak wyrolowac bezbronne dziecko. Wyrolowac??? Temu dziecku nic sie nie nalezy od zony jego ojca i nie dziwie sie, ze w zaistnialej sytuacji nie chce ponosic zadnych finansowych konsekwencji. Odpowiedz Link
jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 17:49 ak sobie poczytałam trochę to forum. Napadłas na mnie, że ja chcę "dziecko wyrolować" bo zastanawiam się jak rozwiązać sprawę finansową tak, bym to ja bezpośrednio nie odpowiadała za utrzymanie dziecka, do którego poczęcia się nie przyczyniłam. A tymczasem na którymś wątku czytam jak jedna z "macoch" chwali się, że udało jej się obniżyć alimety męża z 1000 na 110 !! Inna zastanawia się, jak to jest, ze jej facet musi placić 800 zł na dwoje dzieci a jemu zostaje tylko 800 i nie może za to przeżyc. I co? Nikt na nie nie napada, nikt im nie wymyśla. Te kobiety będą miały lub już mają swoje życie ułożone z tymi facetami, mają bądź bedą miały z nimi dzieci i nikomu nie muszą udowadniać, że nie są nieodpowiedzialne. Natomiast ja się dzisiaj dowiedziałam, że nie mamy żadnej mozliwości adopcji dziecka po tym, co się stało. Przez to, ze urodzi się jego dziecko, ja nie mogę mieć swoich. Nigdy nie usłysze "mamo", nigdy nie dostanę z małej łapki laurki na dzień matki, nigdy nie poczuję dumy ze słów "to jest moje dziecko". Nigdy nie doznam tysięcy rzeczy, które dla was są na porządku dziennym. Nie mogę, bo nie z tym mężczyzną. Nie mogę, bo ciągle go kocham i nie bedę potrafiła zwiazać się z kimś innym jeszcze bardzo długo, na tyle długo żeby szans na adopcję nie mie w ogóle. Ale to ja jestem egoistką, to ja jestem ta zła, to ja powinnam być dobra i szlachetna i poświęcić się dla dobra pozostałych minimum trzech. Fantastycznie! A ja mamto gdzies. Niech sie sami zajmują sobą, niech sami kombinują jak to urządzic, ja sie wypisuje!! jak to któraś napisała - poniewaz jestem bezpłodna usuwam sie żeby mój mąż mógł mieć "normalne" życie. Dziękuję wam wszystkim za pomoc (to bez sarkazmu, szczere). Pozdrawiam. Odpowiedz Link
jowita771 Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 17:59 chyba Cię dopadł dołek. nie powinnaś brać sobie do serca niektórych postów. Twoja sytuacja jest bardzo trudna, współczuję Ci, ale doradzic moge tylko jedno= poczekaj. z czasem spojrzysz na to spokojniej. nie rezygnuj ze swojego meza, kochcie sie i macie prawo do szczescia razem. trzymaj sie Odpowiedz Link
jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 18:04 dziękuję za dobre słowo, ale wiem, ze jesli nawet zaczniemy budowac cos na nowo, mój żąl, moje poczucie straty to zniszczy... jeśli do tej pory było nam cieżko z wszystkom co się stało w naszym życiu i nie potrafiliśmy zdać tego egzaminu za pierwszym podejsciem... teraz jest to już niemożliwe (( serce mi się rozpada na tysiące kawałków, ale lepiej odejść teraz niż próbować znowu, szarpać się z tym i za jakiś czas znowu się rozstawać ( pozdrawiam Odpowiedz Link
jowita771 Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 18:19 wiesz, to Twoja decyzja, ale wcześniej pisałaś, że chcesz spróbować. może teraz masz gorszy dzień, więc poczekaj z podjęciem ostatecznej decyzji. może jutro, za tydzień spojrzysz na to inaczej. Odpowiedz Link
jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 18:33 Jowita, pisałam, ze chcę spróbować, bo miałam nadzieję, że uda się to poukładac na zasadzie - my mamy swoje dzieci, więc ja nie mam bólu w sercu, że nie jestem matką, jak teraz, a co za tym idzie tamto dzicko nie spędza mi snu z powiek, jestem w stanie sie z nim spotykać, zabierać na wakacje, itp. ot, po prostu jeszcze jedno dziecko. Teraz, kiedy WIEM, ze to bedzie jego JEDYNE dziecko (jeśli zostałby ze mną) jednocześcnie wiem, że zawiść zjadłaby mnie, zwykła, ludzka, kobieca zawiść o to, że oni maja dziecko, za które ja dałabym się posiekać. Rozumiesz?? Nie dałabym sobie rady z pretensją do niego o to, ze przez jego bezmyślność, głupotę, niefrasobliwość, ja NIE MOGĘ być matką. Bo on ojcem będzie!! Więc jemu się krzywda nie stała!! Rozumiesz?? To jest nie do przejścia. Nie dla mnie. I to sie nie zmieni ani za tydzień, ani za rok, ani za 10 lat. Wrecz przeciwnie, bedzie rosnąć wraz z dzieckiem, które bedzie miało coraz większe potrzeby i materialne i emocjonalne. Nie ma sensu się w to bawić. ( Odpowiedz Link
jowita771 Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 19:08 może szansa na adopcję nie jest jeszcze pogrzebana. to, że ktoś na forum tak Ci napisał, nie znaczy, że tak na pewno będzie. Odpowiedz Link
reksia Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 20:48 nie wierz w te wypisywane tu przez czarownice bzdury o adopcji -masz szanse na adopcje jak każda inna kobieta Odpowiedz Link
chalsia Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 22:49 no mi też się nie chce wierzyć, by fakt iż mąż ma pozamałżeńskie dziecko (o ile pamiętam nie rozwiedli się) miał przekreślić adopcję. Ponadto czytałam ostatnio artykuł o tym, że samotne kobiety też mają szansę na adopcję - owszem jest to trudne, ale jednak ma miejsce. Chalsia Odpowiedz Link
dominika303 Jasiak !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!! 18.10.06, 22:58 Kochana , może popytaj w kilku ośrodkach adopcyjnych jak to jest z tą możlliwością adopcji przez was dziecka)) Na pewno jest jakaś możliwość!!!! Nie wierzę, że moge uwierzyć że fakt posiadania przez jednego z małżonków dziecka przekreśla adopcję!!! A co dgyby on się o tym dziecku nigdy nie dowiedział ?? to tez na zasadzie domniemania posiadania dziecka nie pozwolono by wam na adopcję !!!! Coś tu nie halllo!!! Jasiak ty się nie załamuj, tylko popytaj w innych ośrodkach jak to u nich wygląda oki???????????? Po za tym jest jeszcze jedna możliwość, - rodzina zastępcza !!!! Może jeśli nie adopcja to chociaż to !!! Po za tym ty jesteś tak bardzo nastawiona na miłość do dziecka, że wątpię aby opiekunowie w ośrodku mogli cię wykuczyć ze względu na dziecko męża!!! Jasiak popytaj , poczytaj podzwoń i nie poddawaj sie !! Pozdrawiam i trzymaj się dzielnie, napewno się to wszytko jakoś wyjaśni i na pewno masz szanse na zostanie mamą Odpowiedz Link
jasiak2 Re: Jasiak !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!! 18.10.06, 23:16 A co dgyby on się o tym dziecku nigdy nie dowiedział ?? to tez na zasadzie > domniemania posiadania dziecka nie pozwolono by wam na adopcję !!!! nie ma możliwości zatajenia - jest uznane ojcostwo, są płacone alimenty Po za tym jest jeszcze jedna możliwość, - rodzina zastępcza !!!! > Może jeśli nie adopcja to chociaż to !!! napisałam już - rodzina zastępcza to zupełnie inna sprawa ( to ciągle nie gyłoby moje dziecko i oprócz matki tamtego miałabym jeszcze na głowie rodziców biologicznych kolejnych dzieci... sorry, ale to trochę za dużo (( > Po za tym ty jesteś tak bardzo nastawiona na miłość do dziecka, że wątpię aby > opiekunowie w ośrodku mogli cię wykuczyć ze względu na dziecko męża!!! no, niestety, adopcja jest przeprowadzana przez 2 osoby i choćbym nie wiem jak bardzo była nastawiona, osoba męża nas dyskwalifikuje jednoznacznie > Pozdrawiam i trzymaj się dzielnie, napewno się to wszytko jakoś wyjaśni i na > pewno masz szanse na zostanie mamą dzięki, ale nie mogę się łudzić (( nie będe mamą, nie będe miała rodziny, nie bedę z człowiekiem, którego kocham... muszę się nauczyć z tym żyć jeszcze raz dziękuje pozdrawiam Odpowiedz Link
jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 23:11 No wiec do rozwodu doszło (((((( Ale rozwód to jedno, moglibyśmy się pobrać jeszcze raz (ślub kościelny mamy nadal)i zgłosić za 2-3 lata, a "porzucone" dziecko biologiczne, to jesze co innego i to jest czynnik przewaząjący ((( Jeśli chodzi o adopcję przez osoby samotne, to jest możliwa "teoretycznie", ale na kilka ośrodków (nie pamiętam, 5, czy 6) w ciagu ostatnich 5 lat był JEDEN taki przypadek!! Po prostu za dużo jest "normalnych" par. Jeśli chodzi o rodzinę zastępczą, łatwoej jest samotnej osobie (kobiecie) niż małzeństwu, natomiast wiąze się to z tym, ze dziecko jest starsze, rodzice biologiczni znają wszsytkie dane i mogą w każdej chwili się pojawic ( no i nie byłoby to NASZE dziecko ( dalej nie byłabym MAMĄ, tylko ciocią ( Odpowiedz Link
dominika303 Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 23:17 Jasiak , nie poddawaj się !!!!!!!!! Może oni cię zle zrozumieli! Przeciez twój były/przyszły mąż nie porzucił tego dziecka!! Jesli dobrze pamietam , do rowiedliście się , i on miał romans, wróciliście do siebie , i wtedy okazało się , że tamta jest w ciązy no nie?? Więc gdzie tu porzucenie dziecka???? Po za tym twój mąz ponoć deklaruje chęć finasowania dziecka, wiec chyba zle przedstawiłaś sytuację w ośrodku !! Z boku wygląda to troszke na zakręcone relacje, ale bliżej jak ktoś was pozna , watpię aby miało to wpływ na odmowę w adopcji pozdrawiam Odpowiedz Link
jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 23:31 Kobieto, jak ty mnie podnosisz na duchu!!! > Z boku wygląda to troszke na zakręcone relacje, ale bliżej jak ktoś was pozna , > > watpię aby miało to wpływ na odmowę w adopcji Jesteś fantastyczna ))) Dla mnie to już bardzo proste - mieliśmy poważne kłopoty, nie do końca z naszej winy, po prostu nie potrafiliśmy sobie poradzic z rzeczami, które działy się w naszym życiu, a śmiem twierdzić, ze z tym, co nas spotkało niewiele par z większym stazem sobie radzi. My zostalimy sami ( Rodzice, którzy powinni byli nam pomóc nie dość, ze nie pomogli, to jeszcze zaszkodzili (moi) (( Myślałam, ze on przestał mnie kochać, on myślał, że ja przestałam kochać jego. Złożyłam pozew. Wyrzuciłam go z domu. On próbował ułożyć sobie życie beze mnie. Poznał dziewczynę. Doszło do rozwodu (jedna rozparwa!! 22 minuty!!!) W tym samym dniu puściła mu jakaś blokada. Zarozumiał, że mnie kocha i nie chce być z nikim innym. Postanowiliśmy spróbować jeszcze raz. Sprawa się skomplikowała - po prawie 3 tygodniach od rozwodu okazało się, ze ona jest w ciąży. On dzieckiem sie zajmie w miarę możliwości, będzie płacił alimenty, ale jej nie kocha, więc z nią nie zostanie. Kocha mnie i chce nadal być moim mężem. Chce ze mną mieć rodzinę. Ot i cała historia. ale widzisz, pani grzecznie słuchała, potem powiedziała, że nie rokujemy jako rodzice adopcyjni, ponieważ jest zatrzesienie par, które takich przejść nie mają. Ja jestem troche innego zdania. Jeśli przeszliśmy takie rzeczy i nadal się kochamy, jest to prawdziwa miłość. Jeśli pomimo tego wszystkiego chcemy być razem, wyciagniemy wnioski z przeszłości i nie popełnimy tych samych błędów. Jesteśmy świadomi parcy, która nas czeka, postanowiliśmy pójść na terapię małżeńską, itd., to chyba świadczy o tym, że jesteśmy w stanie przetrwać burze związane z wychowaniem dziecka. niestety, w oczach pedagoga z ośrodka adopcyjnego wygląda to tak, że nie poradzimy sobie z wychowaniem dziecka adoptowanego. Koniec i kropka. ( Odpowiedz Link
chalsia Re: Tak sie zastanawiam... 19.10.06, 12:33 nie znam się na tym, ale znając poziom "usieciowienia" naszego kraju (gdzie np. PKO BP nie ma zcentralizowanej bazy danych kont w kraju) podejrzewam, że ośrodki adopcyjne nie mają wiedzy o tym kto aplikował o adopcję w którym ośrodku. To może zwróćcie się do nowego ośrodka adopcyjnego już po ponownym ślubie i nie mówcie o dziecku ?????? Chalsia Odpowiedz Link
dominika303 Dziewczyny - Ważne !!! 19.10.06, 12:41 Nie wiem czy nasza jasiak2, to ta sama osoba co na kafeterii (bo tam na inny nick ale niezastrzeżony) i ona pisze o samobójstwie!!!!! f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=2545178&start=2010 O kurde mam nadzieję, że ona tego nie zrobi !!! A ja głupia sama podałam jej namiary na to forum ((((( teraz mam straszne wyrzuty sumienia ((( Jasiak - odzwij sie !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link
jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 18.10.06, 22:57 Kochana, strasznie ci dziekuję za takie miłe słowa, ale po pierwsze nie ma najmniejszej szansy na to zebym urodziła swoje dziecko - jest to wynik bezpłodnosci, nieodwracalnej niestety, leczyć można tylko niepłodność. jeśli chodzi o adopcję, to nie opieram się na tym, co piszą tutaj, ale na tym, co usłayszałam dzisiaj w ośrodku adopcyjnym (( gdyby była możliwość adopcji, stworzenia rodziny przeze mnie i mojego męża, wszystko możnaby naprawic, mnie nie bolałoby tak bardzo to, ze on ma dziecko z inną, bo przecież my też mielibyśmy nasze. ale to jest wykluczone. a w tym przypadku, niestety, nie jestem w stanie oddzielić tych dwóch spraw. Przygodę z tamtą kobieta wybaczyłam, zresztą co tu wybaczać, nie ma czego. Ale to, ze przez jego bezmyślność nie mogę być matką... tego nie mogę mu wybaczyć. A co do duzej ilości "sierotek"... to nie jest prawda ( Dużo jest dzieci w domach dziecka, ale te dzieci oficjalnie mają rodziców, tylko ci rodzice mają dzieci w nosie. A nie zrzekają się praw rodzicielskich ponieważ dziecko potem ma obowiązek alimentacyjny wobec rodziców!! Natomiast przepisy w naszym kraju są takie, ze jak "rodzic" odwiedza dziecko raz na pół roku, to się nazywa "podtrzymywanie więzi rokujące na rekonstrukcję rodziny naturalniej", czy coś równie debilnego. Natomiast z adopcją jest tak, ze jest coraz więcej chcętnych a coraz mniej dzieci. W tej chwili w niektórych miastach czeka sie ok. 2 lat na sam kurs!! Plus do tego później oczekwianie na dziecko, czyli 3-4 lata (( tak więc biorąc pod uwagę wszystko, niestety, szans na adopcję nie mamy żadnych, a co za tym idzie nie mamy szans na to zeby znowu być razem, ponieważ ja nie jestem w stanie się pogodzić z taką sytuacją ( pozdrawiam Odpowiedz Link
lilith76 Re: Tak sie zastanawiam... 19.10.06, 13:06 jasiak, osoba, która napisała ci żebyś sie usunęła bo jesteś bezpłodna, to tylko formalnie jedna z nas, bo żadna się z jakimkolwiek jej poglądem nie identyfikuje (zauważ że równocześnie ta sama osoba zastanawiała się, czy tamta kobieta może poddać się aborcji). Nie bierz tak głupot do siebie!!! Podejrzewałam, że możecie mieć problemy w ośrodku adopcyjnym, bo innym parom też jest cholernie trudno o adopcję i bez rozwodu. Ośrodki wychodzą z założenia, że jeśli dziecko ma mieć nową rodzinę, to ma być ona jak najbardziej zbliżona do ideału. Gdzie takie??? Nie wchodzi w grę zapłodnienie in vitro, chociażby zarodek był innej kobiety? - nadal nie jesteś matką biologiczna, ale nosisz pod sercem dziewięć miesięcy i czujesz ruchy dziecka. Nie odżegnuj się tak kategorycznie od bycia rodziną zastępczą!!! Fakt, że nie "posiada się" dziecka, może nie mówi "mamo", ale popatrz na kobiety na forum - mamy dzieci, urodzone przez inne kobiety, które nadal żyją i opiekują się dzieckiem, ale czasem emocjonalnie czujemy się z tym dzieckiem związane. To też potrafi być wspaniała bliskość. Nie załamuj się!!! Odpowiedz Link
jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 19.10.06, 14:14 Nie-ja i jasiak to ja myśli to nie czyny, wiec spoko, po prostu wyrzucam z siebie co mi łazi po łbie, przepraszam, jeśli kogoś straszę, dziękuję za troskę. po prostu nie mam siły na to wszystko staram sie, ale brakuje mi już siły :9 tyle walki, tyle starań i wszytsko na nic... przez jeden głupi momet 4 osoby mają spieprzone życie, przez jeden moment głupoty, bezmyślności... i ta bezsilność... ze nic nie zależy ode mnie...że cokolwiek się stanie bedzie źle... dla wszystkich...głowa mi peka, serce mi pęka, ale jem, śpię, oddycham, choc z trudem, ale żyję, więc spokojnie, zyję... Odpowiedz Link
jasiak2 Re: Tak sie zastanawiam... 19.10.06, 14:18 Nie wchodzi w grę zapłodnienie in vitro, chociażby zarodek był innej kobiety? - Lilith, niestety, nie ma ŻADNEJ możliwości ((((( > Nie odżegnuj się tak kategorycznie od bycia rodziną zastępczą!!! Ale to bez sensu... to byłoby po prostu kolejne "nie moje dziecko" jedno już jest, po co następne?? > Podejrzewałam, że możecie mieć problemy w ośrodku adopcyjnym, bo innym parom te > ż jest cholernie trudno o adopcję i bez rozwodu Niestety, usłyszałam wyraźnie - prosze układać sobie życie bez dziecka, bo kwalifikacji państwo NIE DOSTANĄ w takiej sytuacji, więc nie mogę sie łudzic, ze jest jakakolwiek szansa (( > Nie załamuj się!!! Staram się ((( Odpowiedz Link
kara_b Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 09:13 tak sobie czytam te komentarze tutaj i posty o małych i dużych miłych chwilach w życiu są tu przyjmowane życzliwie i ciepło,ale niech tylko ktos odważy sie napisać o swoich kłopotach, wątpliwościach czy problemach to gotowe jesteście zjeść taką osobę żywcem.raz bronicie matki,raz dziecka,ojców prawie zawsze. komentarze sa często okrutne i to bardzo. trzeba odwagi,żeby zacząć własny wątek Odpowiedz Link
mamaika Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 11:07 Nie trzeba odwagi , natomiast trzeba się liczyć z tym , że każda z nas ma tu takie a nie inne poglądy i nikt tu na szczęście nie pisze tylko,żeby kogoś pogłaskać do główce. Ja czasem potrzebuję kopniaka w d... żeby spojrzeć na problem nie tylko z perspektywy JA . Zabawne, gdyby podobny wątek napisała macocha pt. chcę mieć dzieci M głęboko w d... żywcem wręcz zjedzona by została. I do Chalsi - bardzo cenię sobie na ogół Twoje opinie , jednak pomysł adopcji to akurat dla mnie nonsens. A do autorki postu dorośnij dziewczyno , wierzę że z wielu powodów jest to dla Ciebie niesamowicie i trudne i przykre , ale niestety życie płata nam niekoniecznie miłe niespodzianki . Rozważ pomoc terapeuty, być może pomoże Ci przebrnąć przez to doświadczenie. Współczuję i trzymam kciuki żebyć poradziła sobie z emocjami i wszystko ułożyło się w sposób niekrzywdzący nikogo z Waszej układanki. Trzymaj się Odpowiedz Link
chalsia Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 14:26 > I do Chalsi - bardzo cenię sobie na ogół Twoje opinie , jednak pomysł adopcji > to akurat dla mnie nonsens. pomysł jak pomysł - ja to po prostu potraktowałam jako jeszcze jedną z możliwych opcji rozwiązania sytuacji. A przyszedł mi do głowy z prostego powodu - ponieważ autorka wątku wraz z mężem rozważali już wczesniej kwestię adopcji dziecka. Chalsia Odpowiedz Link
mangolda Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 16:02 Mnie się wydaje, że skoro tamta chce urodzić to dziecko to znaczy że planuje odzyskać faceta. Jako matka jego jedynego dziecka będzie miala ogromna przewagę nad konkurentką. Gdyby nie miala takich planów napewno usunelaby ciąze. Odpowiedz Link
dominika303 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 16:31 Nie wiem na ile to prawda, ale mój znajomy gyn, mówił mi kiedyś, że aby mozna było dokonać skrobanki to płód musi miec conajmniej 7 tygodni (( więc jeśli ona planuje coś takiego to musi poczekac do tego magicznego momentu (( Poza tym przypuszczenia mangoldy, tez trezba brać pod uwagę. Tylko pozostaje jedna ważna rzecz, jak facet nie zechce utrzymywać kontaktów ze swoim dzieckiem to nikt go do tego nie zmusi ((( I w tej kwestii to raczej nalezało by się tego pana zapytać o zdanie! My możemy jedynie snuć przypuszczenia - a jaki są zamiary tego faceta, kto to może wiedzieć, tym bardziej, że mogą sie one zmienić gdy ujrzy swego potomka ( Sytuacja bardzo , ale to bardzo trudna!! pozdrawiam Odpowiedz Link
lilith76 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 16:57 > Nie wiem na ile to prawda, ale mój znajomy gyn, mówił mi kiedyś, że aby mozna > było dokonać skrobanki to płód musi miec conajmniej 7 tygodni (( Ginekologia/farmakologia i w tej kwestii poszła do przodu. Dziś już nie trzeba tyle czekać. Odpowiedz Link
lilith76 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 16:56 Jako matka jego jedynego dziecka będzie miala ogromna przewagę > > nad konkurentką. > Gdyby nie miala takich planów napewno usunelaby ciąze. Bo ona też na pewno należy do pokolenia JP2... Odpowiedz Link
triss_m7 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 16.10.06, 23:53 Wiecie co, to cale gdybanie zaczyna przypominac kolorowy jarmark. Bez obrazy drogie kobitki Ale szczerze mowiac to autorka powinna przede wszystkim ochlonac. Przekalkulowac czego chce, a potem pogadac z chlopem. Trzecia osoba tej ukladanki chce urodzic dziecko i wcale nie musi to byc chec odzyskania faceta (ja w takiej sytuacji tez bym urodzila bo nie wyobrazam sobie usunac mimo ze moherowa nie jestem). Z nia tez trzeba porozmawiac o ile nasza autorka zdecyduje sie pozostac z mezem. Co z dzieciatkiem? Tutaj glowna decyzje czy to sie komus podoba czy nie podejmie matka dziecka. Nasza autorka mam nadzieje, ze z czasem to przetrawi, uspokoi sie i nabieze dystansu (albo nie). Wtedy niech podejmuje zyciowe decyzje - nie teraz! Odpowiedz Link
pb81 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 17.10.06, 10:51 Matka ani nie zmusi ojca do uczestnictwa w zyciu dziecka, ani nie bedzie mogla mu tego zabronic (co najwyzej poutrudniac). Jedyna decyzja, jaka moze podjac wbrew woli ojca, jest urodzenie badz usuniecie ciazy. Potem prawa do dziecka i decydowania o nim beda mieli oboje. Odpowiedz Link
triss_m7 Re: Jego dziecko z inną kobietą. 17.10.06, 17:08 Alez o tym przeciez pisze! pb81 czytaj uwazniej! Odpowiedz Link