Dziewczyny - Ważne !!! - Jasiak2

19.10.06, 12:46
Nie wiem czy nasza jasiak2, to ta sama osoba co na kafeterii (bo tam na inny
nick ale niezastrzeżony) i ona pisze o samobójstwie!!!!!(podobne losy,
podobne zbiegi okoliczności ) - to chyba nasza Jasiak2
f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=2545178&start=2010
O kurde mam nadzieję, że ona tego nie zrobi !!! - co ja najlepszego zrobiłam?:
((((
A ja głupia sama podałam jej namiary na to forum sad(((((
teraz mam straszne wyrzuty sumienia sad(((

Jasiak - odezwij sie !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • dominika303 Jasiak co u ciebie ????????????? 19.10.06, 12:51
      Napisz coś - proszę !!!!!!!!!!!!!
    • weronka77 Re: Dziewczyny - Ważne !!! - Jasiak2 19.10.06, 12:54
      Gdzie tam jest o samobójstwie?
      • dominika303 Re: Dziewczyny - Ważne !!! - Jasiak2 19.10.06, 12:57
        Tutaj cyt,
        "Czasami myślę, ze mam tylko jedno wyjście, które przywróci mi spokój... I
        boję się, ze mogę z niego skorzystać... To byłoby takie proste... kilka chwil
        fizycznego bólu... co to jest w porównaniu z tym, co sie ze mną dzieje teraz...
        a potem już tyko spokój...
        Ta myśl jest mi coraz bliższa, coraz przyjaźniejsza i boje się tego"

        A o czym to niby jest , jak dla mnie to na bank o samobójstwie !!!!sad(((
        • dominika303 Re: Dziewczyny - Ważne !!! - Jasiak2 19.10.06, 12:58
          to jest w jej poście z godz 10:59 !!!!!
          Boję sie o nią!!!!
        • weronka77 Re: Dziewczyny - Ważne !!! - Jasiak2 19.10.06, 13:03
          Dominika nie obwianiaj się.Każda z Nas musiałaby być tak samo winna jak Ty.NIkt
          tutaj nie radził jej żle ani nie do niczego nie namawiał.Każdy człowiek ma
          prawo wolnego wyboru,ale jeśli go już podejmie to powinien byc odpowiedzialny i
          myśleć racjonalnie.Rozstała się z mężem-w porządku,ale samobójstwo?! Nie
          rozumiem...Po co wobec tego zdecydowała się na rozstanie? Mam nadzieję że to
          tylko chwilowa psychiczna niedyspozycja.Tutaj może jedynie pomóc
          psycholog,tudzież psychiatra.Dla mnie to nieodpowiedzialne-cała ewentualna
          odpowiedzialność spadnie na jej męża,Ty i My będziemy się zadręczać....POwinna
          się pozbierać i ochłonąć.To dorosła kobieta.
    • lilith76 Re: Dziewczyny - Ważne !!! - Jasiak2 19.10.06, 13:09
      Wbrew pozorom do samobójstwa się dojrzewa. Ono rośnie jak kwiat w duszy. To nie jest kwestia impulsu, chyba, że wcześniej długo się to przemyśliwało. Znam to.

      Mam nadzieję, że jasiak2 powoli zacznie się zbierać do życia i zajrzy jeszcze na to forum.
      Bóg zamnknął jej drzwii, ale na pewno otworzył okno.
      • dominika303 Re: Dziewczyny - Ważne !!! - Jasiak2 19.10.06, 13:20
        Kurcze przez nią przegrzebałam cały net, aby znależć odpowiedz, czy po
        rozwodzie i ponownym ślubie można adoptowac dziecko i znalazłam - można!!!!
        Co prawda liczy się staż małżeński jak i staż w parze. ale człowiek po
        rozwodzie ma możliwość adopcji!!!

        Niestety nic nie znalazłam, o nieślubnym dziecku, ale jeśli ludzie po rozwodach
        (oboje lub jedno) chcą adoptowac dziecko, a posiadają swoje dziecko ( obojętnie
        czy oboje mają dzieci z poprzednich małżeńtstw, czy tylko jedno) moga adoptowac
        z ośrodka dziecko !!
        Tylko muszą być poddani jakimś dodatkowym badaniom psychologicznym! i prześć w
        zależności od ośrodka (ponoć) dłuższy kurs przygotowawczy!! - tyle w teorii , a
        jak jest w realu?????

        Jasiak 2 - nie poddawaj się !!!
        wejdz na stronę : www.adoptuj.pl/main.xml
        I przeczytaj porady i podzwoń po innych ośrodkach smile)
        • jasiak2 Re: Dziewczyny - Ważne !!! - Jasiak2 19.10.06, 14:22
          > Kurcze przez nią przegrzebałam cały net, aby znależć odpowiedz, czy po
          > rozwodzie i ponownym ślubie można adoptowac dziecko

          yyyyyyy tyle pracy wink)))
          Dominika, słowa, tylko słowa, daleko mi do radykalnych rozwiązań. Przepraszam
          jeszcze raz...
          • weronka77 Re: Dziewczyny - Ważne !!! - Jasiak2 19.10.06, 14:53
            No i bardzo dobrze,Trzeba się zbierać do kupy i do dzieławink) Zaczynać nowe
            życie z uśmiechem!
          • dominika303 Re: Dziewczyny - Ważne !!! - Jasiak2 19.10.06, 14:53
            Jasiak tu nie chodzi o moją prace - tylko o to że nie powinnaś się poddawać !!!
            I mam nadzieję, ze te "radykalne" rozwiązania odsuniesz od siebie smile))

            Pozdrawiam smile
            Przeprosiny przyjęte smile
            • jasiak2 Re: Dziewczyny - Ważne !!! - Jasiak2 19.10.06, 14:55
              smile)))))))))))))))))))
          • reksia Re: Do Jasiak2 19.10.06, 14:57
            Jasiak smile)) odzywaj się teraz częsciejwinkbo teraz faktycznie zacznie się "panika"

            a swoją drogą to czułe,duże i wrażliwe serducho ma Dominikasmile to miło poznać ją
            z tej stronysmile
            Jasiak a Ty trzymaj się cieplutko i nie daj się depresji jesiennej, ani żadnym
            kłopotąwink

            Często w życiu jest tak,że coś nas może maxymalnie przygnieśc do ziemi.Ja
            kiedyś usłyszałam,że każdy z Nas otrzymuje taki krzyż jaki jest w stanie
            udźwignąć.
            Jasiak to co Cię spotkało jest faktycznie bardzo trudne i na pewno czujesz i
            będziesz jeszcze przez jakiś czas czuła dużo bólu .To jednak minie smile Uwierz to
            po prostu minie.Po każdej burzy faktycznie świeci słońcesmile

            Pozdrowionka dla wrażliwej Dominiki
            i może już chodź troszkę spokojniejszej Jasiaksmile
            • jasiak2 Re: Do Jasiak2 19.10.06, 15:01
              hmmm no faktycznie, powinnam teraz założyć wątek pt. JESZCZE ŻYJĘ i co kilka
              godzin wysyłać kontrolnego posta wink)) ale namieszałam sad(( z drugiej jednak
              strony... to cos niesamowicie podnoszącego na duchu, że osoby, które nawet mnie
              nie znają mają tyle serdeczności dla mnie smile) to naprawde pomaga smile
              pozadrawiam
              • tarzynka Re: Do Jasiak2 19.10.06, 15:15
                Trzymaj się Jasiak. Ja też o Tobie myślę ciepło, choć się na razie nie odzywałam
                - trochę z braku czasu. Twoja sytuacja prosta nie jest, to strasznie trudno
                podjąć decyzję "co dalej" w takiej sytuacji. Już sam fakt posiadania przez męża
                dziecka z inną kobietą jest trudny. I nie ma co myśleć idealistycznie, że to
                tylko dziecko, że one niewinne, że trzeba mieć dla niego duzo ciepła itp. Prawda
                jest taka, że warto rozważyć też minusy wynikające z tej sytuacji, to że w jakiś
                sposób będzie się związanym z obcą babą do końca życia (łatwe nie jest), lub że
                mąż nie będzie utrzymywał z dzieckiem kontaktu (to też łatwe nie jest, co więcej
                prędzej czy później się w jakiś sposób mści). A tu jeszcze dochodzi Twoja
                niemożność posiadania dziecka, to coś strasznie trudnego, przynajmniej dla mnie.
                Nie wiem, czy takie gadanie Cię nie zdenerwuje (mam nadzieję, że wręcz
                odwrotnie), ale z doświadczenia wiem, że nawet, gdy wydaje się że jest już
                strasznie i okropnie i nie ma dobrego wyjścia, to z czasem jakoś się układa i
                wcale nie jest źle. No i zobacz, nie jesteś sama wink, tyle osób o Tobie myśli.
                Rzeczywiście, jak się długo nie będziesz odzywać, to będziemy się martwić, więc
                dawaj znać, może niekoniecznie co parę godzin...
            • tovika Re: Do Jasiak2 19.10.06, 15:13
              niektóre na własne życzenie biorą na siebie krzyz męczennicy.
              Są to tzw. męczennice miłości .
              Masochistki, które realizuja się tylko wtedy kiedy walą im się na głowe
              wszelakie kataklizmy i zamiast unikać tego typu sytuacji, one świadomie lub
              nie, przyciągają problemy.
              • jasiak2 Re: Do Jasiak2 19.10.06, 15:24
                tiaaa, a powiesz mi w jaki sposób miałam JA uniknąć TAKIEJ sytuacji??
                Hmmm, jasne, nie występowac o rozwód... ale niestety, gdybym tego nie zrobiła,
                nadal siedzielibysmy w osobnych pokojach nie odzywając się do siebie i coraz
                bardziej nakręcając spreżynę wzajemnych pretensji aż do nienawiści, to była
                równia pochyła, nawet mąż to przyznał!!
                Albo mogłam go nie kochać... tak, to dobre rozwiązanie... dasz mi przepis na to,
                jak przestać kogos kochać, kogoś, z kim przezyło się to, co my z mężem?? 10 lat
                i mojego raka??
                Albo wiem!! Mogłam NIE CHOROWAĆ!! Wtedy wszystko byłoby normalne, mielibysmy
                teraz 2 dzieci i kłócilibyśmy się o to, które zmywa gary!
                No i to jest rozwiazanie, ze ja na to wnie wpadłam, no...
                • tarzynka Re: Do Jasiak2 19.10.06, 15:38
                  Jasiak, tovika to jest taka lokalna specyfika. Występuje pod różnymi nazwami i
                  stara się siać zamęt. Jak się ją wyrzuca drzwiami, to wchodzi oknem i udaje, że
                  jest kimś innym, ale szybko daje się rozpoznać. Nie warto czytać tego, co pisze,
                  a już na pewno nie warto się przejmować. No i karmi się tym, że wchodzi z kimś w
                  dyskusje i krwi się stara napsuć.
                  • jasiak2 Re: Do Jasiak2 19.10.06, 15:41
                    dzięki za info smile
                    zignorujęwink)
                • tovika Re: Do Jasiak2 19.10.06, 16:27
                  i kogo ty usprawiedliwiasz?
                  faceta , ktory sie szybko pocieszył?
                  Pomnik chcesz mu postawić?
                  za co?
                  za to , ze innej dziecko zrobił?
                  Decyzja o rozwodzie poprzedzona powinna być próbami naprawy związku.
                  A tu taka dziecinada. Zawracacie głowy z rozwodem, aby dojść do wniosku, ze po
                  rozwodzie trzeba się z powrotem zejść.
                  • lilith76 Re: Do Jasiak2 19.10.06, 16:31
                    Tovika, trzeba nie mieć wyobraźni żeby nie czuć, że nawet najszczęśliwsze małżeństwo walka o płodność, o dziecko może nadwyrężyć i złamać.
                    Tydzień temu był na ten temat raport w "Polityce" - okazało się, że nawet po leczeniu niepłodności skończonej szczęśliwą ciążą i urodzinami dziecka 10% par jednak się rozpada.
                    To ogromny sprawdzian jaki ty i twój były nawet w kilku procentach nie podjeliście.
                    • tovika Re: Do Jasiak2 19.10.06, 16:36
                      czytałam i zdaje sobie sprawę , ze taka jest cena.
                      Ale co się zmieniło w sytuacji autorki postu?
                      to, ze jego kochanka jest w ciązy
                      jest powodem ponownego zejścia się ex małżonków.
                      • lilith76 Re: Do Jasiak2 19.10.06, 16:48
                        > to, ze jego kochanka jest w ciązy
                        > jest powodem ponownego zejścia się ex małżonków.

                        Ja tam tego nie widzę. Mężczyzna wrócił do żony i dopiero potem wynikła sprawa ciąży tamtej kobiety.
                        • tovika Re: Do Jasiak2 19.10.06, 16:52
                          a moze facet porównał kochankę i zonę , przejrzał na oczy i zrozumiał, ze mozna
                          gorzej trafić
                          • weronka77 Re: Do Jasiak2 20.10.06, 00:04
                            W Twoim przypadku Bet mąż na szczęście przejrzał i stwierdził że gorzej
                            trafił.Z Tobąwink)))
                      • jasiak2 Re: Do Jasiak2 19.10.06, 17:15
                        Dokładnie jest tak, jak napisała Lilith. Są małzeństwa, które nie wytrzymują
                        walki o dziecko, są takie, które nie wytrzymują walki z choroba. Myśmy mieli po
                        25 lat kiedy ja zachorowałam na raka jajnika, kiedy okazało się, ze nie mogę
                        mieć dzieci!!! Jak myślisz, ile jest związków, w których facet zostaje?? Bo ja
                        nie znam wielu, za to znam mnóstwo, w których koleś bierze nogi za pas. A mój
                        został, co więcej, pobraliśmy się PO chorobie. Jedyny problem był taki, ze nie
                        otrzymalismy ŻADNEJ pomocy w tym wszystkim, a wręcz przeciwnie sad( i nie daliśmy
                        sobie rady. Ludzkie, nawet bardzo. Że tak szybko się pocieszył... cóż... też
                        ludzkie. Miałam żal do niego o to, ze nie walczył... Ale jak pogadaliśmy i
                        spojrzałam z jego punktu widzenia... święty by nie wytrzymał tego, co on przez 4
                        lata znosił sad( Dałam mu w kość i to cały czas mając przy tym poczucie, ze to JA
                        jestem krzywdzona. Masakra, zamknięty krąg. Faktem jest, ze on nawalił, bo
                        popełnił masę błedów, przede wszystkim nie chciał ROZMAWIAC, nie chciał zgodzić
                        się na terapię małzeńską. O to mam do niego ogromny żal, ponieważ tylko tego
                        chciałam. Prosiłam, błagałam, groziłam. Myślalam, ze jak złożę pozew, on
                        zobaczy, ze to nie przelewki, ze jestem u kresu wytrzymałości i zgodzi się
                        pójść. A on zamiast zmięknąć jeszcze bardziej się zaciął, bo myślał, ze ja go
                        przestałam kochać sad( Potem musiał wyjechać na drugi koniec Polski i... jakoś
                        się to rozlazło. A że w miedzyczasie pojawiła się ona... Przypadki, zbiegi
                        okoliczności, blokada u niego i u mnie...i oczywiście całe pokłady zwykłej
                        ludzkiej głupoty sad( A jak się opamiętaliśmy było po rozwodzie... jedna
                        rozparwa, 22 minuty... koniec sad( Potem otrzeźwienie - co myśmy narobili!!!
                        Przecież się kochamy!! Plany, ja wrócę ze studiów, spróbujujemy jeszcze raz,
                        kochamy się, bedzie dobrze, wszystko naprawimy... 2 tygodnie sielanki, planów,
                        marzeń i bomba - tamta jest w ciaży, dramat, tragedia... aż do dzisiaj...
                        Dziwne?? Pogmatwane?? Oczywiscie... Jak zycie...
                        Ludzie popełniają błędy, głupie błedy, z które płacą.
                        Ja popełniłam błąd - zabrakło mi siły, cierpliwości, wystąpiłam o rozwód. Ale z
                        mojego punktu widzenia, WTEDY, to było JEDYNE wyjście.
                        On popełnił błąd - zabrakło mu siły i cierpliwości do mnie, żeby walczyć,
                        próbował "łatwiejszej drogi" z inną, nie zabezpieczył się... Ale WTEDY z jego
                        punktu widzenia, to nie było nic złego.
                        Ona popełniła błąd - nie posłuchała ostrzezenia, przestała się zabezpieczać
                        sypiając z facetem, którego znała 3 miesiące, ale WTEDY z jej punktu widzenia,
                        nie miało to znaczenia, myślała, że będą razem.
                        Wszyscy troje popełnilismy błędy i wszyscy za to zapłacimy. Mąż i ja, bo
                        straciliśmy kochane osoby. Ona, bo zostanie sama z dzieckiem, któremu, jak ktoś
                        napisał, bedzie musiała kiedyś wyjaśnić, ze jest dzieckiem "z wpadki".
                        Mam nadzieję, ze jak najmniejszą cenę zapłaci dziecko, między innymi dlatego sie
                        usuwam sad Bo ono niczemu nie jest winne i nie powinno cierpieć przeze mnie
                        miedzy innymi. Uwazam, że najlepiej żeby mąż był teraz sam i opiekował się nia i
                        dzieckiem najlepiej jak potrafi. Wiem, ze da sobie radę. Bedzie miał wsparcie
                        rodziny, przyjaciół. Ona tez. Dziecko bedzie kochane.
                        A ja... mam was smile))
                        Dziekuję za wszystko i pozdrawiam
                        • tovika Re: Do Jasiak2 19.10.06, 17:26
                          no dobrze , to było przed rozwodem, a co sie teraz zmieniło w jego postępowaniu?
                          • jasiak2 Re: Do Jasiak2 19.10.06, 17:37
                            wszystko się zmieniło...
                            tak jak kiedyś był nastawiony - to twoja wina -teraz dokładnie wie, w których
                            momentach nawalił, nawet tą ciążę bierze na siebie, bo powiedział, ze on ja
                            nakłonił do odstawienia tabletek - myślał, ze ja zachorowałm przez tabletki i
                            bał się, ze to się powtórzy sad(
                            sam zaproponował wizytę w poradni małzeńskiej, zaczął mówić o tym, co mysli, co
                            czuje... zaczął MYŚLEĆ o tym, co zrobić zeby było dobrze...
                            niestety, ze względu na odległosc jaka nas dzieli - 3000 km do lipca - nie mozna
                            nic więcej...
                            ale np. jak zadzwoniłam z histerią, że jest mi źle, że chce wracać, to była
                            akcja reanimacyjna, telefon do jego mamay (tak jak nigdy do niej sam nie
                            dzwoni!!) i prośba, żeby się ze mną skontaktowała, plan działania co zrobić zeby
                            było dobrze, itp.
                            codziennie telefony, zeby zapytać jak się czuję, smsy że mnie kocha i żebym się
                            niczym nie martwiła, bo on wszystkim się zajmie...
                            co wiecej może na odleglość?? nic...
                            Tylko... to dla mnie niczego nie zmienia w ogólnym rozrachunku... dziecko jest i
                            się nie "odrobi". Fakt jest faktem. Pozamiatane.
                            • tovika Re: Do Jasiak2 19.10.06, 17:43
                              a czy na odległość nie łatwiej grać rolę dobrego samarytanina, bo ile czasu i
                              wysiłku kosztuje sms lub telefon, a nie warto sprawdzić prawdziwości jego
                              uczuc w codziennym szarym zyciu.
                        • tovika Re: Do Jasiak2 19.10.06, 17:30
                          no dobrze , to było przed rozwodem, a co sie teraz na lepsze zmieniło w jego
                          postępowaniu?
                          NIC!
                          patrzysz na faceta przez różowe okulary i go usprawiedliwiasz, juz cię zawiodł
                          i zawiódł tą trzecią. Ten facet unika odpowiedzialności, ucieka od problemów.
                          Czy z kims takim mozna budować sobie zycie, przyszłość???
                          • jasiak2 Re: Do Jasiak2 19.10.06, 17:41
                            Nie ucieka przed zadną odpowiedzialnością, to, ze nie chce żyć z dziewczyną,
                            której nie kocha nie jest brakiem odpowiedzialności. Co twoim zdaniem powinien
                            zrobic?? Ożenić sie z nią "dla dziecka"??
                            A ona idąc do łóżka z facetem, który nie jest formalnie rozwiedziony i nie
                            pozałatwiał swoich spraw do końca powinna liczyć się z taką sytuacją.
                            Ona odstawiła tabletki antykoncepcyjne, ona zgodziła się na sex bez
                            zabezpieczenia. Chyba wiedziała, co robi, prawda??
                            Oboje popełnili bład, ale naprawieniem go nie jest ślub, czy wspólne zycie ze
                            wzgledu na dziecko!!
                            • tovika Re: Do Jasiak2 19.10.06, 17:46
                              jak ją namawiał do odstwienia pigułek to chyba liczył się z konsekwencjami tej
                              decyzji.
                              Jak widać nie był to jednorazowy skok i wpadka, tylko regularny zwiazek.
                              Ona odstawiła tabletki, bo widocznie była przekonana, ze jest to powazna sprawa
                              i w razie czego mozna liczyc na faceta, który nie bedzie migał się od
                              odpowiedzialności.
                            • agnese_1 Re: Do Jasiak2 19.10.06, 17:48
                              Jasiak, dam ci rade.
                              Z bet alias tovika sie nie dyskutuje. szkoda twoich 'nerw'.
                              ona i tak ma zawsze racje wink
                        • agnese_1 Re: Do Jasiak2 19.10.06, 17:38
                          Droga Jasiak,

                          Widzisz, nawet nie wiesz ile osob sledzi twoja historie i ma nadzieje, ze dasz
                          sobie z tym rade. Wiele klod polozyl los pod twoimi nogami.. Ale dalas rade,
                          przeszlas przez to wszystko. I tym razem tez przejdziesz, nie wazne jaka
                          decyzje podejmiesz.

                          Widze, ze kochalas i wciaz kochasz swojego meza. Ale powiem ci jedno, swiat sie
                          na nim nie konczy. Zycze ci, obys sie o tym jak najszybciej przekonala.
                          • jasiak2 Re: Do Jasiak2 19.10.06, 17:50
                            Agnese, wiem, ze swiat nie kończy sie ani nawet nie zaczyna na jednym
                            człowieku..., ale czasami jeden człowiek staje się całym naszym światem,
                            czasami... w tym wypadku tak po prostu jest... choć wiem, ze można z tym żyć...
                            Znasz wiersz Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej "Miłość"
                            Nie widziałam cię już od miesiąca.
                            I nic. jestem może bledsza,
                            trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca,
                            lecz widać można żyć bez powietrza

                            tak dokładnie jest...
                            i jeszcze jedno
                            "Fotografia"
                            Gdy się miało szczęście, które się nie trafia:
                            czyjeś ciało i ziemię całą,
                            a zostanie tylko fotografia,
                            to - to jest bardzo mało...

                            No wałśnie... to bardzo mało...
                • tovika Re: Do Jasiak2 19.10.06, 16:37
                  mój powyższy post jest ogólnym spostrzezeniem, a nie szczegółową oceną tylko
                  twojego przypadku.
                  • luna67 Re: Do Jasiak2 19.10.06, 19:40
                    Wiesz tovika nie moge ciebie czasami strawic, ale pod jednym wzgledem masz racje;:
                    "jak ją namawiał do odstwienia pigułek to chyba liczył się z konsekwencjami tej
                    decyzji.
                    Jak widać nie był to jednorazowy skok i wpadka, tylko regularny zwiazek.
                    Ona odstawiła tabletki, bo widocznie była przekonana, ze jest to powazna sprawa
                    i w razie czego mozna liczyc na faceta, który nie bedzie migał się od
                    odpowiedzialności."

                    Bylo mi ciezko, ale staralam sie postawic w sytuacji tamtej kobiety; zakochuje
                    sie w facecie ktory jest w trakcie rozwodu, a wiec jest pewna, ze nic go wiecej
                    z zona nie laczy, naklania do odstawienia pigulek czyli martwi sie o jej zdrowie
                    i mysli juz o potomstwie (wiem ze glupie), napewno mowil tez, ze kocha, ufa mu i
                    napewno kocha. Nie tylko autorka postu zostala rozczarowana. Napisalabym duzo
                    wiecej ale sie powstrzymujesad, powiem tylko; zaden facet na swiecie nie jest
                    wart naszego cierpienia.
                    • jasiak2 Re: Do Jasiak2 19.10.06, 20:08
                      Jak widać nie był to jednorazowy skok i wpadka, tylko regularny zwiazek.

                      Nigdy nie twierdziłam, ze to była jadnorazowa przygoda. Pisałam, ze próbował
                      sobie z nią ułożyć życie, ale doszedł do wniosku, ze nie potrafi, bo ciagle mnie
                      kocha.

                      Ona odstawiła tabletki, bo widocznie była przekonana, ze jest to powazna sprawa
                      > i w razie czego mozna liczyc na faceta, który nie bedzie migał się od
                      > odpowiedzialności."

                      Nie wiem dlaczego odstawiła tabletki, wiem tylko dlaczego on jej powiedział zeby
                      to zrobiła.
                      Osobiście nigdy w zyciu, bez konsultacji z lekarzem nie przestałabym brać
                      tabletek tylko dlatego, ze jakiś facet, którego poznałam 3 miesiące wcześniej
                      mówi, że być może od tego zachoruję.
                      A w jej przypadku było to typowe myślenie życzeniowe. Ona chciała żeby to był
                      już ten i teraz, żeby on myslał o dzieciach i chciał z nią być do końca życia.
                      Czy on jej mówił, że kocha? Może i tak. Czy wierzy się w takie deklaracje po 2-3
                      miesiacach weekendowych spotkań... jeśli się chce...
                      Ja sie staram postawic na jej miejscu, dlatego nakłaniałam męża zeby spróbował z
                      nią zostać, bo skoro był z nią prawie 4 miesiące, to znaczy, ze coś dla niego
                      znaczyła.
                      Niestety, było to zauroczenie, pomyłka, zdarza się.
                      A on się nie wymiguje od odpowiedzialności!! Po prostu nie chce spędzić reszty
                      życia z kobietą, która była chwilowa fascynacja, lekiem na zranione uczucia. Co
                      w tym złego?? W tym momencie akurat świetnie go rozumiem. jestem na niego
                      wściekla, ale nie odsadzam go od czci i wiary tylko dlatego, ze cos, co w
                      pierwszym momencie wział za miłość okazało sie krótkotrwałym zakochaniem, w
                      które bardziej chciał uwierzyc niż naprawdę je czuł. A ze dziecko przy okazji
                      machnęli... nie oni jedni.
                      Nie rozumiem tego, oczywiście, nie rozumiem jak można być tak bezmyslnym...
                      widocznie można... I nie uważam, że można ją usprawiedliwić na zasadzie -
                      powiedział, ze kocha, martwił się o zdrowie, to odstawiła tabletki, bo myślała,
                      ze on już bedzie z nią zawsze... Tym bardziej, ze ona tez jest po rozwodzie,
                      wiec trochę oleju w tej glowie powinna mieć, tymczasem wykazała się rozbrajającą
                      wręcz naiwnością. A moze nie... Nie wiem, żadna z nas tego nie wiem.
                      W każdym razie nie jest to na pewno tak, że on jest jakims zimnym draniem, a ona
                      bezbronną ofiarą. Ani na odwrót. OBOJE popełnili błąd. OBOJE postąpili
                      bezrozumnie. I OBOJE poniosą konsekwencje. Proste.
                      • luna67 Re: Do Jasiak2 19.10.06, 21:50
                        jasiak2 napisala:
                        > Nigdy nie twierdziłam, ze to była jadnorazowa przygoda. Pisałam, ze próbował
                        > sobie z nią ułożyć życie, ale doszedł do wniosku, ze nie potrafi, bo ciagle mni
                        > e
                        > kocha.
                        Wiesz co jasiak2, tak to jest jak sie wychodzi z "nie wyleczonego" zwiazku i
                        chca zaczynac inny niby lepszy, a sie okazuje cos innego. Nie wiem ile twoj maz
                        ma lat, ale dla mnie zachowal sie jak szczeniak, nieodpowiedzialny mlokos.

                        "> Czy on jej mówił, że kocha? Może i tak. Czy wierzy się w takie deklaracje po
                        2-3 miesiacach weekendowych spotkań... jeśli się chce... "

                        powiem tobie szczeze, ze tak, gdyz ona byla moze pewna swoich uczuc, ale nie
                        mogla sie w glebic w jego. Moj M z ktorym jestem juz 4 rok powiedzial mi to po
                        tygodniu, i ja mu wierzylam (ale co prawda, o dziecku zaczelismy myslec dopiero
                        po 3 latach).

                        > A on się nie wymiguje od odpowiedzialności!! Po prostu nie chce spędzić reszty
                        > życia z kobietą, która była chwilowa fascynacja, lekiem na zranione uczucia.
                        Co w tym złego??W tym momencie akurat świetnie go rozumiem

                        > Niestety, było to zauroczenie, pomyłka, zdarza się.

                        Wiesz co jasiak2 po twoim poscie, po bronieniu (moze nieswiadomie twojego M),
                        doszlam do wniosku, ze ty juz wiesz co masz robic, ale szarga jeszcze toba, to
                        dobrze, to sa ostatnie drgania "konania" twojej mysli zeby go opuscic.
                        Jezeli go kochasz, to sprobuj zaakceptowac to dziecko, wiem, ze nie bedzie to
                        latwe, ale daj wam szanse, bo milosc jest najpiekniejsza zecza na swiecie i nie
                        kazdemu jest to dane.
                        • barbara001 Re: Do Jasiak2 19.10.06, 22:59
                          Rady na twoje troski nie mam. Ale pokrótce opiszę historię mojej bliskiej
                          przyjaciółki. Napotkała kiedyś takiego pana, który był w trakcie rozwodu.
                          Sądziła że sprawa z prawie eks żoną jest zakończona. I tak ukladało im się
                          cudownie przez ponad pół roku. Po tym czasie pan stwierdził ze jednak z zoną
                          tyle go łączy, że nie będzie się rozwodził. I odszedł. I wtedy okazało się że
                          dziewczyna jest w ciąży. Jak objawiła nowinę panu to pan z żoną wystraszyli się
                          okropnie, i postanowili po pierwsze: udowodnić ze to nie jest dziecko owego
                          pana, po drugie; wydzwaniali i straszyli przyjaciółkę, ż co ona sobie wyobraza,
                          alimentów i tak nie dostanie, a oni wyjezdzają za granicę i tyle ich będzie
                          widziała tzn. pieniądze na dziecko. Doszło do sprawy w sadzie o ustalenie
                          ojcostwa ( po urodzeniu dziecka), wynik był hmm, niepomyślny dla pana.
                          I na tym skończyły się kontakty mojej przyjaciółki z owym panem, nie licząc
                          alimentow w wysokości 150 zł, które do dzisiaj przysyła raz na kilka miesięcy.
                          Przyjaciółka, kiedy dziecko miało dwa lata poznała cudownego człowieka, który
                          jest wspaniałym ojcem dla jaj dziecka. To tyle tytułem szcześliwych zakończeń.
                          Może dodam tylko że pan z zoną równiez maja się dobrze i do dzisiaj sa zgodnym
                          małżeństwem.
                          Piszę to, ponieważ widac że masz problem czy zostawić męza, czy odejść, czy
                          wybaczyć czy nie dasz rady, i co będzie z tamtą kobietą i dzieckiem.
                          Życie pisze różne scenariusze i jestem przekonana, że jeżeli podejmiesz
                          decyzję, w stronę tego co podpowiada ci serce, to wszystko z czasem się ułoży.
                          Nawet jezeli twój mąz będzie utrzymywał kontakt ze swoim dzieckiem, a nawet
                          jeżeli nie będzie. To wcale nie znaczy, że tamtej kobiecie i dziecku nie ułatwi
                          to ułozenia sobie szcześliwie życia. Nie ma sytuacji bez wyjścia. Czasem bardzo
                          boli, ale wszystko można przejść z podniesioną głową.
                      • tovika Jasiak2 20.10.06, 11:58
                        jestem zdumiona argumentami, jakich uzywasz , aby go wybielić. Jesteś
                        zaślepiona i głucha na fakty i rzeczywistość.
                        Dla osób postronnych, postawa twojego ex jest podwójnie naganna:
                        1. zawiódł ciebie
                        2. zawiódł kochankę

                        Skoro go tak mocno usprawiedliwiasz i bronisz , to znaczy, ze podjęłaś już
                        decyzje , od której nie ma odwołania.
                        Syndrom męczennicy miłości.
                        Kobiety usprawiedliwiają facetów , z którymi zyją, mimo ,ze oni znęcają się nad
                        nimi psychicznie i fizycznie, często szukając winny w sobie.
                        On bije, bo miał pod górkę do szkoły.

                        Jaką cenę płacą kobiety, aby mieć faceta ???

                        • jasiak2 Re: Jasiak2 20.10.06, 14:01
                          wiesz co, żyjesz w czarno-białym świecie, albo się zgrywasz.
                          na szczeście nie muszę sie tobą przejmowaćwink
                          fakty? rzeczywistość? ranu julek, co ty wiesz o naszej rzeczywistosci, poza tym,
                          że potrafisz przeczytać, nie zawsze ze zrozumeiiem, to, co ja piszę. a poza tym
                          przeciez od samego początku masz wyrobioną opinię na ten temat - FACET TO ŚWINIA.
                          na temat syndromu ofiary przemocy, bo o tym piszesz
                          <Kobiety usprawiedliwiają facetów , z którymi zyją, mimo ,ze oni znęcają się nad
                          nimi psychicznie i fizycznie, często szukając winny w sobie>
                          wiem trochę i może nawet wiecej niż ty. rozczaruje cię - my się nie kwalifikujemy wink
                          mój mąż nigdy mnie nie maltretował ani fizycznie, ani psychicznie, wręcz
                          przeciwnie!!! w najgorszych momentach stał przy mnie i mnie wspierał. a to co
                          sie teraz dzieje...
                          zawiódł mnie, zgoda, ja jego też, bo podjęłam ryzykowną grę z rozwodem, nie
                          mówiąc o innych moich decyzjach sad(
                          zawiódł ją? pewnie tak, ale ona sama podjęła ryzyko, wiedziałą w co się pakuje.
                          kto kazał jej sypiać z facetem w trakcie rozwodu? kto kazał jej przestać brac
                          tabletki bez konsultacji z lekarzem? sama podjęła swoje własne decyje, wiec
                          niech teraz z nimi zyje!! ja muszę żyć ze swoimi, mój mąż również.
                          przegralismy wszyscy - ja, bo straciłam męża, którego kocham, ona, bo zakochała
                          się w człowieku, który nie potrafi kochać jej, a przy tym bedzie samotną matką,
                          dziecko, które będzie wychowywać się w rozbitej rodzinie i mój mąż, który jest
                          teraz rozdarty pomiędzy miłością do mnie a poczuciem obowięzku wobec niej.
                          czy ja wybielam meżą, bo nie określam go jako pozbawionego uczuć łajdaka? a
                          jakbym na nim psy wieszała, byłoby to w twojej konwencji i wtedy byłabym "mądrą
                          "kobietą"? wolę być w takim razie "głupia" i mieć trochę zrozumienia dla
                          człowieka, niezaleznie od tego jakie decyzje wszyscy podejmiemy.
                          pozdrawiam

                          P.S. do innych - odezwałam się, więc jest oK wink)
                          • m-m-m Re: Jasiak2 20.10.06, 14:14
                            Jasiak, nie denerwuj się, to nasza dawno nie widziana na forum wielonickowa
                            Bet, egzemlarz monotonny i tylko na jeden nudny temat.
                            Nie reaguj na jej posty.
                          • tovika Re: Jasiak2 20.10.06, 14:22

                            Mam nadzieje , ze ta jego kochanka, przekonała się z jakim łajdakiem miała do
                            czynienia i tym samym dała sobie szanse na znalezienie sobie przyzwoitego,
                            odpowiedzialnego faceta, w przeciwieństwie do ciebie.
Pełna wersja