nette78
05.11.06, 12:13
Witam,
A co powiecie na sytuację, gdy eksia chce doprowadzic do tego, zeby M.
ograniczył łączność z dzieckiem jedynie do alimentów? i robi to w najbardziej
obrzydliwy z możliwych sposobów? o nastawia dziecko przeciwko ojcu?
M. strrrrasznie jest za synem, walczył ponad dwa lata o zabezpieczenie
kontaktów z dzieckiem (bo Eksia zawsze wymyslala jakas chorobe, albo wprost
mowiła ze nie ma mowy). Udało sie i dwa lata był spokoj - syn mogł bywac u
ojca w okreslonych dniach i godzinach.
Kiedy poznałam M. i zobaczyłam go z synem powiedziałam, ze niejedno dziecko w
pełnej rodzinie chciałoby, żeby ojciec zachowywał sie tak, jak M. Dzieciak
był szczesliwy i smutniał dopiero kiedy wiedział ze za kwadrans musi wracac
do domu.
Kłopoty zawsze były, relacje między nimi - dalekie od poprawnych i - nie chce
zeby to zabrzmiało jakbym chwaliła M. - ale jemu w kontaktach z Eksią nie
mogę nic zarzucic. Układny elastyczny spokojny. To Eksia zabroniła M przyjsc
na komunie Jego własnego dziecka dyktujac tylko co ma mu kupic, robiła
kłopoty przy wyrabianiu paszportu, ale to było powiedzmy... do zniesienia.
Wpadła w szał, kiedy dowiedziała się ze M. układa sobie zycie (planujemy
slub) podczas gdy ona ma tylko rodziców. Bylismy w trojke na wakacjach (gdzie
panowie nie odstępowali siebie na krok) - ale to okazało sie gwozdziem do
trumny. Mamusia grzecznie wytlumaczyła dziecku, ze ojciec sie nim nie bedzie
juz zajmował, że go nie kocha i ze zrobił mu krzywde i bedzie robił krzywde
dopoki nie dadza mu nauczki. Nauczka wyglada tak, że od dwóch miesiecy nie ma
kontaktu z dzieckiem, podobno samo uznało ze do konca roku tata moze
zapomniec o spotkaniu (skad w dziewięciolatku takie precyzyjne okreslenia?!),
prezenty moze mu wysłac poczta, a w ogole niech spada. Mnie serce boli kiedy
widze jak On przezywa... Eksia jest usatysfakcjonowana, kiedy przy kazdej
próbie kontaktu dziecko pała coraz większą nienawiścią do ojca... teraz,
kiedy o tym pisze, moze to wygladac, jakbym wszystko wyolbrzymiała, ale
niestety to wyglada jeszcze gorzej. Do tego stopnia ze zaczynam sie
zastanawiac, czy dla dobra ojca i dziecka to ja nie powinnam sie wycofac.
Tylko czy to pomoze?
Po dwóch miesiacach Eksia wniosła sprawe o ograniczenie kontaktów, M. - o
ukaranie za utrudnianie kontaktów z dzieckiem. Tylko oboje z M. zastanawiamy
sie co to da? Przeciez wyrok sadu bedzie wyrokiem sadu, ale jesli dziecko
bedzie indoktrynowane przeciwko ojcu (tak tak!) to zaden wyrok sadu nie
pomoze na nienawisc. Matka bedzie szczesliwa bo dopnie tego do czego dazyła
(alimenty i nic poza tym), a dziecko... boje sie myslec o jego psychice...
Co ja moge teraz zrobic? co M?
Poradzcie, prosze...