Nie potrafię się przełamać

06.11.06, 09:39
Zainspirowana wypowiedzią agi-agi muszę się wygadać. Muszę upuścić trochę
jadu.Jestem z moim facetem kilka lat. Nie byłam przyczyną rozpadu jego
związku,natomiast dla niego zostawiłam męża, dobrze płatną pracę i
rodzinę,która na pewien czas odwróciła się ode mnie.Teraz stosunki są
poprawne, ale długo trwało,zanim zaakceptowali nasz związek.Zaakceptowali to
za duże słowo,pogodzili się, przyjęli do wiadomości.Mieszka z nami mój syn.
Mój facet ma syna z poprzedniego związku,mały ma 8 lat. Początkowo eksia nie
pozwałała na moje kontakty z małym, mój facet odwiedzał go u niej, często
zostawał na noc,gdy eksia chciała gdzieś wyjść.Obecnie mały bywa u nas
regularnie, w tygodniu i w weekendy.
I tu jest problem.
Małły mnie strrrasznie drażni. Tym,że jest. Wkurza mnie w nim wszystko, jego
ubrania, to,że nie potrafi się sam sobą zająć przez pięć minut, jest
przyzwyczajony do bycia centrum zainteresowania non stop. Zadne próby zmiany
tej sytuacji nie wchodzą w grę, mój facet traktuje to jako zamach na siebie i
swojego ukochanego synka. Jak przychodzi do nas, ja idę w odstawkę, mój facet
nie zwraca na mnie uwagi.Trwa to już kilka lat i zamiast się do tego
przyzwyczaić, mam coraz bardziej dość. Rozmowy nie dają efektu. Podobno
"wydziwiam" i "przesadzam". Nie wchodzi w grę moje wychodzenie z domu jak oni
są razem,przecież nie będę non stop wyjeżdżać w weekendy!
Dochodzi do tego stosunek mojego faceta do mojego syna. Jego synowi wolno
robić wiele rzeczy, których zabrania mojemu. Dużo częściej zwraca uwagę mojemu
dziecku niż swojemu.Doszło do tego,że stało się moją obsesją porównywanie jak
traktuje moje dziecko i swoje dziecko.
Chciałabym, żebyśmy mieli wspólne dziecko, ale mój facet nie chce o tym
słyszeć. Od trzech lat mój instynkt macierzyński daje o sobie szczególnie
znać, oboje mamy pracę, finansowo jest OK, Ale on twierdzi,że nie stać nas na
dziecko. Moim zdaniem on nie ma ochoty na takie poważne zobowiązanie i
odpowiedzialność, co wiele mówi mi o charakterze, jaki ma dla niego nasz
związek ( czyli: mieszkamy razem bo tak taniej i dla niezłego seksu. Aha,
jeszcze nieźle gotuję...).
Jego przeszłość wlecze się za nami jak smród. Jego eks ciągle wydzwania to to
to tamto: kup, przywieź, zorientuj się itd.Nie mieszkają razem od kiedy mały
skończył 8 miesięcy, nie byli małżeństwem. Ona nie ma nikogo, i nie miała od
kiedy zakończyli swój związek. Kiedyś zapytałam go ,czy ona chce nas wpędzić w
nerwicę seksualną bo dzwoniła zawsze ok.22,00....
Tak,jak aga-aga,gdybym wiedziała,jakie "uczucia" będą towarzyszyły naszemu
byciu ze sobą, nigdy nie pakowałabym się w to gówno.Coraz bardziej dokopuje mi
jego przeszłość,coraz mniejsze mam poczucie własnej wartości jako
kobieta/partnerka.Jego dziecko to dla mnie pamiątka po jego ciupcianiu się z
inną kobietą.
Czy ten związek ma sens?
Jestem jaka jestem, nie potrafię się zmienić, próbowałam,wszystko się we mnie
buntuje.Czy którąś z Was również przerósł podobny związek?
    • alka23 Re: Nie potrafię się przełamać 06.11.06, 11:03
      KRóTKO: przerasta... często. Mamy wspolne dziecko więc muszę próbować to
      wszystko sklejać, ale czasem mam tak bardzo dość...
      • ludwinia4 Re: Nie potrafię się przełamać 06.11.06, 11:26
        Rozumiem,że mając wspólne dziecko dalej czujesz się ostawiona na boczny tor?
        Czy cokolwiek się zmienia w uczuciach?
        Czy mam postawić na ostrzu noża sprawę dziecka-albo mamy my albo będę je miała
        ze związku z kimś innym? Jestem zdesperowana.
        Napisz mi proszę coś więcej o sobie, może na priv....
        Strasznie potrzebuję zrozumienia moich problemów, najlepiej przez kogoś, kto
        jest w podobnej sytuacji.
    • luna67 Re: Nie potrafię się przełamać 06.11.06, 11:26
      Ponioslas ofiare w postaci; odejscia od meza, wiec ty tez rzadasz ofiary od
      niego (tak mysle). Ale zastanawiam sie dlaczego od poczatku nie uzgodniliscie
      waszych weekendow, gdyz na dluzsza mete tak sie nie da.
      Mozna miec kontakt z dzieckiem, ale tez mozna ograniczyc kontakt z Exia do
      SMSow, gdy terminy spotkan ojca sa poprzedzone planem rocznym, tak jest u mnie,
      wiec moj nie ma wogole kontaktu z Exia wie o szkole przez kontakt z
      nauczycielka, wie o psychicznym zdrowiu dzieci, gdyz sam idzie z dziecmi do
      psychologa nie pytajac sie 'Exi o zezwolenie, gdyz sa to tez jego dzieci i ma
      pelna opieke (wrazie jakich "anomali" powiadamia Exie (lub odwrotnie) SMSami. Na
      poczatku tez Exia teroryzowala nas telefonami o 12 w nocy.

      • ludwinia4 Re: Nie potrafię się przełamać 06.11.06, 11:42
        > Ponioslas ofiare w postaci; odejscia od meza, wiec ty tez rzadasz ofiary od
        > niego (tak mysle).
        Nie, to nie tak. Z "poprzedniego życia" żałuję tylko zostawienia pracy bo równie
        dobrej i dobrze płatnej już pewnie nie dostanę. Odejście od męża nie było z
        mojej strony ofiarą,racej naturalną konsekwencją tego, co w naszym związku się
        działo(albo raczej się nie działo...)W szczęśliwym związku nie podejmuje się
        działań mogących mu zagrozić, jak to miało miejsce w moim przypadku.
        Chcę mieć dziecko bo -to takie trywialne-mój zegar biologiczny bije,mam ogromną
        potrzebę przeżycia jeszcze raz macierzyństwa, dojrzałam do dziecka, uważam,że to
        naturalne mieć dziecko z facetem, którego się kocha, jeśli ma się ku temu
        warunki materialne.A my mamy.
        Weekendy są ustalone mniej-więcej czyli: co drugi tydzień od piątku po południu
        do niedzieli wieczór.Kontaktów z eksią nie da się ograniczyć. Dzwoni kilka razy,
        jak dziecko jest u nas, żeby się dowiedzieć:czy wstało, zjadło, nie kaszle, jest
        mu ciepło, dobrze się bawi itd.Ma do tego prawo bo jest matką mocno nieletniego
        dziecka. Mnie to wkurza ale co mogę zrobić? Kazać mojemu facetowi odbierać
        telefon w toalecie?!!Przecież to śmieszne....
        Nie możemy ustalić "sztywnych" terminów, bo zarówno mojemu facetowi jak i jego
        eksi co jakiś czas coś "wypada" i wtedy zazwyczaj nie ma problemu,żeby druga
        strona się dostosowała.Czasem my mamy dziecko przez 2 weekendy pod rząd, czasem
        eksia.
        Kiedyś usłyszałam,że oni już na zawsze będą związani ze sobą tym wspólnym
        dzieckiem.To przerażająca prawda.
        • triss_m7 Re: Nie potrafię się przełamać 06.11.06, 12:16
          Nikt nie powiedzial ze bedzie latwo.
          Wiekszosc z nas zmaga sie z problemem zaakceptowania dziecka partnera bo to dla
          nas namacalny dowod ze z kims innym byl, spal, kochal... Ale... same jestesmy
          druga strona. W Twoim przypadku tez jest dziecko. Masz pretensje do faceta ze
          Twoje dziecko traktuje inaczej niz swoje. A jak Ty traktujesz jego syna?
          Popatrz, Ciebie jak piszesz denerwuja w jego dziecku nawet ubrania! Myslisz ze
          Twoj facet tego nie widzi? Twojej niecheci, niezadowolenia? A co Ci to dziecko
          zrobilo? Masz pretensje nawet o takie szczegoly? Twoj syn mieszka z Wami - masz
          go przy sobie - on swoje dziecko ma od czasu do czasu. On z Twoim dzieckiem
          mieszka, a Ty jego dziecka nie jestes w stanie "strawic" (bardzo brzydkie
          slowo) weekendowo? To nie w porzadku.
          Jeszcze jedna rzecz to to, iz dziecko tez widzi i czuje jak go traktujesz wiec
          moze Ex dlatego tak dzwoni gdy maly jest u Was, bo moze jej powiedzial, ze Ty
          go nie lubisz i ona po prostu sie obawia tych wizyt?
          Co do poczynan Ex to sie zgodze ze przesadza i nalezaloby to ukrocic. Jestescie
          dorosli wiec chyba mozecie ustalic pewne kwestie i powiedziec Ex ze jesli
          dziecko jest u Was to ma zapewniona opieke pod kazdym wzgledem, a w razie
          koniecznosci sami ja powiadomicie.
          Nie chce Cie urazic, ale mam wrazenie, ze kipisz nienawiscia. Mysle tez, ze
          blad popelniliscie na poczatku bo nie wprowadziliscie pewnych obowiazujacych
          zasad. Kazde z Was kocha swoje dziecko najbardziej jak potrafi ale nie wolno
          Wam krzywdzic dziecka partnera. A jaka jest roznica wieku miedzy Waszymi
          synami? Jakie miedzy nimi sa relacje?
          • ludwinia4 Re: Nie potrafię się przełamać 06.11.06, 13:14
            Dziękuję za twoją wypowiedź.Daje do myślenia.
            To nie tak,że kipię nienawiścią, chociaż tak można wnioskować po lekturze mojego
            posta.Starałam się oddać to,ćo czuję,wyszło trochę za mocno..
            Poznałam małego 4 lata temu.Na początku cieszyłam się z tego,że do nas
            przychodzi,że go w końcu poznałam.Bawiliśmy się razem przez cały czas jego
            wizyty u nas (nocować u nas zaczął jakiś rok później),tak,że nawet nieraz jego
            ojciec szedł w odstawkę ale nie miał pretensji,raczej cieszyło go,że mały mnie w
            pełni zaakceptował i polubił.Tak jest do dzisiaj.Zawsze jak wychodzimy to mały
            mnie daje rękę.Staram się chować tą moją niechęć głęboko głęboko w sobie. Mam na
            twarzy maskę. Mały na pewno nie odczuł zmiany mojego nastawienia bo nie bawiłby
            się ze mną tak chętnie jak to robi, nie przychodziłby z różnymi różnościami do mnie.
            Eksia zawsze dzwoniła co chwilę, od samego początku jak mały przychodzi.I tak
            jej zostało.Niepokoi się i to jej prawo,które jak sądzę-z rozkoszą egzekwuje.Ona
            jest kobietą bardzo zdecydowaną w działaniach, przekonaną o jedynie słusznej
            własnej racji i nie znoszącej sprzeciwu.To m.in.było powodem rozpadu ich związku.
            Mój facet nie ma wyboru, jej argumentem jest "albo mój albo ch..." czyli nie
            zobaczysz dziecka.
            Denerwuje mnie w nim,że jest i że jest dzieckiem mojego faceta,że rodzice tak
            się nad nim trzęsą,że traktują je z takim mistycyzmem jak ósmy cud świata, że ze
            mną mój facet nie chce mieć dziecka. Czuję się gorsza od jego eksi, chociaż nie
            było to dziecko planowane przez niego.Niefortunnie napisałam ,że denerwują mnie
            Róznica wieku między naszymi dziećmi to 6 lat. Relacje? Mój syn po początkowym
            etapie ,kiedy próbował się jakoś zbliżyć do małego, o co go prosiłam, bo 6 lat
            to spora róznica wieku obecnie traktuje małego uprzejmie ale bez
            zainteresowania. Mały jest dzieckiem,które nie potrafi bawić się z dziećmi, jest
            jedynakiem, miała mało okazji. Jest dziwny pod tym względem, kiedy np.przychodzą
            sąsiedzi z dzieckiem mały się "obraża", siedzi w kącie, nie odzywa się albo
            zaczyna mówić,że boli go brzuch,właśnie go rozbolał, pić mu się chce, ma ochotę
            pokolorować z tatą książeczkę właśnie w tym momencie.
            Mały z moim synem ma kontakt w postaci "cześć" na dzień dobry i na pożegnanie.
      • ludwinia4 Re: Nie potrafię się przełamać 06.11.06, 11:50
        wie o psychicznym zdrowiu dzieci, gdyz sam idzie z dziecmi do
        > psychologa nie pytajac sie 'Exi o zezwolenie, gdyz sa to tez jego dzieci i ma
        > pelna opieke

        Mój facet nie weźmie dziecka na plac zabaw nie uzgodniwszy tego uprzednio z
        eksią. Wszystko musi być z nią konsultowane. Ostatnio zrobiła jazdę,że
        zabraliśmy go ze sobą do sklepu bez pytania jej o zgodę. Jak mały przychodzi do
        nas ma zestawy ubraniowe na każdy dzień i tatuś(!)osobiście ubiera go w ten
        odpowiedni na dany dzień.
        Jak poszedł do szkoły nauczył się sam jeść.Wcześniej karmiła go mama.Dawała mu
        zupę łyżką a kanapki kroiła na kostki 1,5 cmX1,5 cm i wkładała je jemu do
        buzi.Pupę wyciera sam od roku. Jak kichnie i smarki płyną mu po brodzie to woła:
        chusteczka! Sam nie weźmie kleenexa i nie wytrze nosa.
        Trzęsą się nad nim oboje a mnie szlag trafia. Czuję niechęć ogromną do tego
        smarkacza.
    • kicia031 Re: Nie potrafię się przełamać 06.11.06, 11:45
      Wybacz, ale pozwole sobie zauwazyc, ze tytul twojego watku jest zupelnie
      bledny. To nie ty nie potrafisz sie przelamac, tylko twoj partner. Twoje
      zachowanie jest tylko konsekwencja jego zachowania.
      Jako ososba sama majaca problemy zwiazkowe, ktorych nie umie rozwiazac, nie
      udziele ci zapewne zbyt dobrych rad, chcialabym cie tylko przestrzec przed
      postrzeganiem calej sytuacji jako spowodowanej twoja postawa, i przekonaniem,
      ze z toba jest cos nie tak. Z toba wszystko OK.
      To twoj partner musi popracowac nad swoim zachowaniem.
      • ludwinia4 Re: Nie potrafię się przełamać 06.11.06, 11:56
        Nie potrafię się przełamać,żeby polubić jego dziecko.
        Czuję coś,czego się wstydzę.Czasem myślę rzeczy, dotyczące jego dziecka,
        takie,że chciałabym,żeby nikt ich nigdy nie poznał. Myślę,że coś ze mną nie
        tak,że jak kobieta, która sama jest matką może myśleć coś takiego o innym
        dziecku.Które nie jest winne,że rodzice tak je "ulepili" i tak wychowują.
        Czy któraś z Was czuje coś podobnego,czy jestem wynaturzeniem?
        Czy normalne jest ,że czasami nie da się przełamać niechęci do dziecka partnera?
        • mamaika Re: Nie potrafię się przełamać 06.11.06, 12:23
          Nie jesteś smile. Ale pomyśl tak : masz pasierba tylko na weekend i to nie kazdy.
          Ty szczęsciaro smile
        • babe007 Re: Nie potrafię się przełamać 06.11.06, 12:50
          Rozumiem, że masz takie a nie inne nastawienie do swojego pasierba (czasami
          zwykła chemia może nie zadziałać). Ale pomyśl sobie co czułabys TY i TWOJE
          dziecko, gdyby Twój partner miał do niego taki stosunek jak Ty do jego syna.

          Generalnie trudna i przykra sytuacja. Dla wszystkich.
        • aga-aga3 Re: Nie potrafię się przełamać 07.11.06, 09:21
          Dokładnie, dziecko można traktowac " normalnie" nie lubiąc go.Pytanie tylko
          dlaczego go się nie lubi.Z tego co zauważyłam moga byc takie powody:

          1) dziecko jest dla nas niemiłe( zwykle wina ex lub ojca)
          2) ex jest dla nas wredna( i niestety przez ten pryzmat oceniami dziecko)
          3) tatuś za bardzo uwielbia dziecko, naszym kosztem( nasz subiektywna ocena ,
          która nie podlega dyskusji)-( wina głównie ojca )
          4) jesteśmy pozbawione uczuć i wyrachowane do szpiku kości)( ile z nas ich nie
          ma? myslę że niewiele tak naprawdę)
          Nie pisałam nic o naszej winie- bo jestem stronniczasmile Ale tak naprawdę winne
          jesteśmy jak:

          -pozwalamy sobie na złe traktowanie przez dziecko
          -pozwalamy na takie a nie inne zachowanie męża
          -pozwalamy na takie a nie inne zachowanie ex


          Mnie pomagło:
          - zabronienie " usługiwania ex" - typu podwieź, załatw kierowane do męża
          - jak dzieciak , cos powie nieprzyjemnego do mnie to od razu jest reakcja, ono
          tez musi sobie zasłuzyc na moją aprobatę.Nie jest moim dzieckiem więc z "
          urzędu" go nie kocham
          - i jeszcze jedna bardzo złośliwa rzecz: moje dzieci z mężem będą miały tatę a
          tamto ma już przechlapane. Brak ojca obok odbije się na nim na całe życie,
          dltego czasami mu współczuję i motywuje mnie to do utrzymania dla swoich
          dzieci pełnej rodziny, żeby moje nie miało takich problemów jak tamto.
          Każdy radzi sobie jak umie, co prawda to pomaga na krócej czasami na dłużej,
          ale jedno wiem, z za wielu rzeczy nie mozna rezygnowac dla dobra tamtego
          dziecka, dzieci( zalezy ile kto tam ma tych pasierbów) bo to się odbije na
          naszym szczęściu.

          A wiecie co mnie jeszcze przeraża.Dziecko jest wychowywane tragicznie, swojego
          nigdy bym tak nie wychowywała, teraz mnie to tylko obchodzi jak niewłaściwie
          przy mnie się zachowuje ale co by było gdyby tak za kilka lat ,,, cos stało się
          ex i musiało by to juz nie dziecko zamieszkac z nami..... sa tylko dla mnie
          trzy wersje... albo by zachowywało się w sposób odpowiedni( to znaczy tak jak
          chcę), albo by z nami nie mieszkało( wątpię by mój mąz chiał), albo
          rozwód.Właściwie teraz to co napisze bedzie wredne, ale łatwego zycia by ze
          mną to dziecko nie miało jakby się nie zmieniło.I tylko dlatego, że ex tak a
          nie inaczej je wychowuje, że je nastawia przeciwko mnie. Zastanawiam się czy
          ex myślą czasem co się stanie z ich dziećmi jak im cos by sie przytrafiło? czy
          nie wiedza , że ucząc dziecka złośliwości to nowych zon ich ojców, że nie
          ucząc je jak " funkcjonować wsród ludzi" robią im straszną krzywdę.W ich
          interesie powinno być, żebyśmy chociaż lubiły te dzieci.A myślę że każde
          dziecko można chociaz polubić, jak tylko jest normalnie wychowane.

          Ludwinia4 jak mąż nie chce miec z toba dziecka w ogóle to zastanaowiłabym się
          nad jego uczuciami do Ciebie. Boi się że córka będzie zazdrosna czy jak? bo
          chyba nie o finanse chodzi.Dla mnie jest naturalne że jak się kogoś kocha to
          chiałoby się miec z nim dziecko, a argument finansowy to zwykle pretekst jest,
          zawsze w zyciu brakuje pieniędzy.Jeżeli ty uważasz że dacie sobie radę to nie
          może być tak źle.Porozmawiaj z nim i spytaj się jak nie teraz to kiedy będzie
          dobry moment?
          • ludwinia4 Re: Nie potrafię się przełamać 07.11.06, 12:17

            Fajnie,że się odezwałaś smile
            Nie mamy ślubu. Nie biorę pod uwagę,że moglibyśmy mieć, zimno mi się robi na
            samą myśl bo bardzo się zraziłam do instytucji małżeństwa.Dlatego łatwiej mi
            myśleć o zakończeniu tego związku, co jak wiadomo ma dwa końce smileJesteśmy ze
            sobą od 5 lat.
            > Ludwinia4 jak mąż nie chce miec z toba dziecka w ogóle to zastanaowiłabym się
            > nad jego uczuciami do Ciebie.

            Ostatnio bardzo często i intensywnie myślę nad prawdziwością jego uczuć do mnie
            (patrz: pożytki płynące z mieszkania razem).

            Dla mnie jest naturalne że jak się kogoś kocha to
            > chiałoby się miec z nim dziecko,

            Biorąc pod uwagę, to co napisałam powyżej i Twoją wypowiedź,pod którą podpisuję
            się obiema rękami, dochodzę do wniosku,że
            1) mój facet mnie nie kocha, mieszka ze mną bo mu tak wygodnie
            2) kocha mnie ale nie na tyle,żeby ponieść wielkie wyrzeczenie jakim dla niego
            jest zdecydowanie się na dziecko
            3) kocha mnie naprawdę ale nie chce mieć dzieci bo NAPRAWDę nie może się zmusić
            do takiego poświęcenia (pod znakiem zapytania wtedy,czy naprawdę kocha)
            Ale kołomyja.
            >Boi się że córka będzie zazdrosna czy jak?

            Ma syna.
            Kiedyś pytałam, czy boi się,że zrani młodego decydując się na dziecko ze mną
            oraz czy boi się eksi,że zabroni mu kontaktów z dzieckiem, jak się dowie - jest
            do tego absolutnie zdolna. On powiedział,że nie. Nie chce mieć dzieci,bo to za
            duże wyrzeczenie, utrata swobody, poświęcanie się i nieprzespane noce...

            Porozmawiaj z nim i spytaj się jak nie teraz to kiedy będzie
            > dobry moment?

            Porozmawiam z nim. Zaplanowałam taką rozmowę za kilka dni. To będzie rozmowa
            decydująca o naszym być-ze-sobą albo nie-być-ze-sobą.Ale chyba wiem, co powie.
            Trzymajcie kciuki.
            • aga-aga3 Re: Nie potrafię się przełamać 07.11.06, 12:22
              Będę trzymała kciuki.U mnie było od początku jasne , że bęa dzieci i mój facet
              zawsze mówił, że chiałby miec dzidziusia ze mną, dlatego cięzko mi ocenić
              dlaczego twój nie chce.jasne że pieluchy nieprzespane noce nie należą do
              przyjemności , ale to na Ciebie spadnie głównie ten obowiązek.Spytaj się może
              czy żałuje że ma dziecko? czy te nieprzespane noce "nie zwracają się potem"?
              czy nie chiałby miec dziecka, patrzec jak rośnie , wychowywac go i miec
              ogromny wpływa na to na jakiego człowieka wyrośnie.Może to takie zagranie
              poniżej pasa, ale nie wyobrażam sobie zrezygnowania z dzieci tylko dlatego że
              facetowni nie chce się zarywac nocy.
          • ludwinia4 Re: Nie potrafię się przełamać 07.11.06, 12:23
            Aaaa i jeszcze jedno:
            bardzo się cieszę, że pasierba nie ma obowiązku kochać obligatoryjnie. Ze
            powinno zasłużyć na aprobatę i sympatię. Bo to,co mnie najbardziej wkurza to
            fakt,mały jest traktowany jak ósmy cud świata skrzyżowany ze zgniłym jajeczkiem
            i że mam wręcz zaszczytny obowiązek kochać to najwspanialsze na świecie maleństwo.
            A ....takiego.

            W moim przypadku po zastanowieniu stwierdzam,że niechęć do małego czuję z powodu
            2)wredna eksia i 3) uwielbiający tatuś. A dotychczas myślałam,że to 4)moja
            wrodzona wredota.
            Dzięki aga-aga3 smile
            • aga-aga3 Re: Nie potrafię się przełamać 07.11.06, 12:38
              Tylko swoje dziecko kocha się tak sobie za sam fakt istnienia i ono tez nas
              kocha .Dzieci byłych żon nie kochaja nas tylko dlatego że się pojawiłyśmy u
              boku ich ojców , więc nikt nie każe nam ich tez kochać. Sztuką jest nauczyć się
              je tolerować ( tak na początek) , każda ma wzloty i upadki jeżeli chodzi o to.
              Jak dziecko odwzajemnia nasze starania to naprawde nie uwierzę że nie można go
              polubic chociaż troszkę a jak nie... to ono tez ma problem.Ja nie uważam ,
              że dzieciom powinno sie wszystko wybaczac tylko dlatego że sa dziećmi.Mogę
              zrozumiec , że 8 latka ma problemy z czytaniem i nie bede jej nękac ale nie
              zrozumiem że jest złosliwa i nie liczy sie z innymi ludźmi.Są poprostu pewne
              zachowania które powinny byc wymagane" od kołyski" bo potem rośnie banda dzieci
              którę nie potrafią dostosowac się do zycia w społeczenstwie.I mówiąc to mam na
              myśli wszystkie dzieci te z pełnych i te rozbitych rodzin.Miara dla nich jest
              taka sama i nie ma usprawiedliwień, że one nia miały mamy czy tatusia. A co do
              wrednych ex n coż.... szkoda słów.Jedyne co mi przychodzi do głowy, że jakby
              były szczęśliwe do wredne by nie były.a jak są to szczęścia niewiele mają
              więc..... nawet nie umiem udac że im współczuję.Właściwie ostatnio to" balsam
              na moją duszę"....Im bardziej ona się wścieka tym ja częsciej się
              usmiecham.Kiedyś ja ryczałam, przez nia bo uważałam że nie bęe się zniżąc do
              jej poziomu postępowania.Ale na każdego przyjdzie jego pora.super byc tą
              młodsza poza tymwinkale złośliwa jestem.Ale nie bede udawała anioła , bo to na
              dobre mi nie wychodziło.< kierują mna emocje w stosunku do ex mojego M.inne
              osoby oga miec inne doświadczenia>
          • m-m-m Re: Nie potrafię się przełamać 07.11.06, 13:26
            i jeszcze jedna bardzo złośliwa rzecz: moje dzieci z mężem będą miały tatę a
            tamto ma już przechlapane. Brak ojca obok odbije się na nim na całe życie,



            Nie odbije się jeśli:
            a) nie jest uczone nienawiści do rodzica, z którym ono nie mieszka;
            b) w jego wychowanie beda zaangażowani oboje rodzice;
            c) w najgorszym wypadku czeka go psychoerapia, która mądrze poprowadzona daje
            znakomite rezultaty i efekt braku ojca z powodu rozwodu udaje się z powodzeniem
            przezwyciężyć.


            ale łatwego zycia by ze
            > mną to dziecko nie miało jakby się nie zmieniło.I tylko dlatego, że ex tak a
            > nie inaczej je wychowuje, że je nastawia przeciwko mnie.


            Ono mogłoby się zmienić, ale wątpliwe jest by uczyniło to pod Twoim wpływem.
            Zmieniłoby się o ile jego ojciec wziąłby odpowiedzialność wychowania go na
            siebie i nie próbował zrzucic tych obowiązków wychowawczych na siebie. Czyli
            zminioby się pod wpływem wychowania ojca, a nie Twoim.


            • aga-aga3 Re: Nie potrafię się przełamać 07.11.06, 13:41
              mam inne zdanie na ten temat, jezli chodzi o to że dzieci z rozbitych rodzin
              nie ponosza tego konsekwencji.Jest róznica jezeli ojciec jest codziennie,
              bierze udział w zyciu a co innego jak w weekendy.Ale każdy może uważąc
              inaczej.dziecko mojego m nie jest uczone nienawiści do niego, kocha go i
              widuje się z nim.I niestety widac brak, że tak powiem ojcowskiej ręki na
              codzien".

              A co do zmiany dziecka tylko pod wpływem ojca,jakby mieszkało pod moim dachem
              to brałabym taki sam udział w wychowaniu.W przeciwnym razie nie byłoby
              mozliwości żeby z nami mieszkało.Nie wyobrażam sobie że tylko M. decyduje o
              tym , jak wychowywać( albo naprostowywac wychowawczo ) dziecko , które mieszka
              w naszym domu. I pod moim zmieniłoby się.Nie katowałabym go przecieżsmileWiem, że
              to co pisze może czasem brzmiec niezbyt uczuciowo, ale nie jestem idiotką.nie
              kocham tego dziecka , i pewnie nigdy bym nie pokochała ale jest człowiekiem i
              należy go traktowac jak każdego innego człowieka.Z tym że jeżeli miałoby byc
              cżłonkiem mojej rodziny to obowiązywałyby to dziecko dodatkowe zasady
              jeszcze,Nie kazałabym mu klęczec na gruchu ani wybierac maku z popiołu.smile
              Chodzi poprostu o zwykłe przyzwoite zachowanie.A odnoścnie zachowania obecnnego
              dziecka to nie tylko ja uważam że wiele do zyczenie ma jego wychowanie.Wiem że
              rola m tez jest duża, ale tak prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie sytuacji że nie
              wymagałabym od tego dziecka tyle samo co od moich. To wszystko.musiałoby
              przestrzegac tych samych reguł i wiem że byłoby mu na dzien dzisiejszy bardzo
              cięzko. Z tąd napisałam że nie miałoby ze mna lekko.
              • aga-aga3 Re: Nie potrafię się przełamać 07.11.06, 13:43
                stąd a nie z tąd i grochu nie gruchu itp., przepraszam za blędy .smile
              • m-m-m Re: Nie potrafię się przełamać 07.11.06, 13:54
                mam inne zdanie na ten temat, jezli chodzi o to że dzieci z rozbitych rodzin
                nie ponosza tego konsekwencji.Jest róznica jezeli ojciec jest codziennie,
                bierze udział w zyciu a co innego jak w weekendy.



                Ponoszą, ale jest to do "ustawienia". Wierzyć mi nie musisz, bo ja jestem takim
                dzieckiem i wiem z doświadczenia własnego jakie są skutki rozwodu i jakie
                całkiem sensowne działania naprawcze można podjąć by zminimalizować ten
                negatywny skutek.


                brałabym taki sam udział w wychowaniu.W przeciwnym razie nie byłoby
                > mozliwości żeby z nami mieszkało.Nie wyobrażam sobie że tylko M. decyduje o
                > tym , jak wychowywać( albo naprostowywac wychowawczo ) dziecko , które
                mieszka
                > w naszym domu.



                Wiesz, ja jestem całodoboąa macochą od 8 lat i wiem z doświadczenia, że owszem
                macocha może brać udział w wychowaniu, ale tylko taki na jaki zezwoli ojciec
                dziecka i samo dziecko. Dziecko będzie słuchało głównie rodzica, nigdy nie da
                macosze/ojczymowi równych praw które daje rodzicom biologicznym. Dlatego bez
                pełnego poparcia rodzica dla działań macoszych szanse wychowawcze macochy są
                równe zeru.


                to co pisze może czasem brzmiec niezbyt uczuciowo, ale nie jestem idiotką.nie
                > kocham tego dziecka , i pewnie nigdy bym nie pokochała


                To oczywiste dla nas, macoch.
                Acz niestety rodzice biologiczni patrzą inaczej, chcieliby by partner/partnerka
                kochało to dziecko i naprawdę wielkim problelmem jest wyjaśnienie im, że to
                jest niemożliwe.


                że nie
                >
                > wymagałabym od tego dziecka tyle samo co od moich. To wszystko.musiałoby
                > przestrzegac tych samych reguł i wiem że byłoby mu na dzien dzisiejszy bardzo
                > cięzko. Z tąd napisałam że nie miałoby ze mna lekko


                Te reguły zaakceptowałoby szybko i bez specjalnych oporów, gdyby wiedziało, że
                wprowadza je ojciec lub że ojciec całkowicie popiera wymagania macochy.
                Inaczej szansa na to by bez problemu dawało się wychowywać obcej babie jest
                nikła.
                • aga-aga3 Re: Nie potrafię się przełamać 07.11.06, 14:14
                  W takim razie mam nadzieję że eks będzie żyła dlugo i szczęsliwie.Bo ja w
                  swoim domu nie pozwoliłabym żeby jej dziecko słuchało tylko swojego ojca.
                  Poprostu sobie tego nie wyobrażam.I znam siebie na tyle, że nie pozwoliłabym na
                  to żeby słuchało tylko M.Myślę że na wsparcie M mogłabym liczyc, zwłaszcza że
                  nie nalezy do tatusów którzy" hodują księzniczki czy książęta".Tylko przeraża
                  mnie że pod dachem mogłaby zamieszkac osoba która jest wychowana w sposób w
                  jaki ja nigdy swoich dzieci bym nie wychowała.Czasami myślę, że to mogłoby
                  rozbic moje małżeństwo.Zostaje mi miec nadzieje że jak do tego dojdzie do
                  dziecko sie dostosuje.Jak ty akceptujesz dzieci jako macocha?, ja starałam się
                  polubic ale zamiast byc coraz lepiej jest coraz gorzej i wiem , że nawet jakby
                  zostało z nami a niedajboże cos się M stało to dziecka bym sama dalej nie
                  wychowywała, bo nie moje .I nie wiem czy kidykolwiek jakies ciepłe uczucia będę
                  do niego zywiła.
                • aga-aga3 Re: Nie potrafię się przełamać 07.11.06, 14:14
                  W takim razie mam nadzieję że eks będzie żyła dlugo i szczęsliwie.Bo ja w
                  swoim domu nie pozwoliłabym żeby jej dziecko słuchało tylko swojego ojca.
                  Poprostu sobie tego nie wyobrażam.I znam siebie na tyle, że nie pozwoliłabym na
                  to żeby słuchało tylko M.Myślę że na wsparcie M mogłabym liczyc, zwłaszcza że
                  nie nalezy do tatusów którzy" hodują księzniczki czy książęta".Tylko przeraża
                  mnie że pod dachem mogłaby zamieszkac osoba która jest wychowana w sposób w
                  jaki ja nigdy swoich dzieci bym nie wychowała.Czasami myślę, że to mogłoby
                  rozbic moje małżeństwo.Zostaje mi miec nadzieje że jak do tego dojdzie do
                  dziecko sie dostosuje.Jak ty akceptujesz dzieci jako macocha?, ja starałam się
                  polubic ale zamiast byc coraz lepiej jest coraz gorzej i wiem , że nawet jakby
                  zostało z nami a niedajboże cos się M stało to dziecka bym sama dalej nie
                  wychowywała, bo nie moje .I nie wiem czy kidykolwiek jakies ciepłe uczucia będę
                  do niego zywiła.
                  • m-m-m Re: Nie potrafię się przełamać 07.11.06, 15:13
                    Wiesz na moja akceptację bagazu jakim jest dziecko mojego męża wpływa przede
                    wszystkim to, że sama jestem dzieckiem ludzi rozwiedzionych i miałam ojczyma.
                    Widzę to więc niejako z innej strony, bo sama w takiej (na miejscu mojego
                    dziesiejszego pasierba) byłam.
                    Wiem jakie uczucia żywić może dziecko wobec partnera/ partnerki rodzica; wiem
                    też na jak dużo jako macocha mogę sobie pozwolić wobec niego niejako z
                    automatu. Wiem też, że nigdy przenigdy jako pasierbica nie dostosowałamym się
                    do wymagań ojczyma jeśli mama nie poparłaby jego działań. Pamiętam o tym, że
                    nie dawałam takiego samgo prawa do jakichkolwiek poleceń ojczymowi jakie
                    dawałam mamie - rodzicowi biologicznemu.
                    Na szczęście mama umiała sobie sama ze mną radzić i nie szukała pomocy
                    wychowawczej u ojczyma. Na szczęście, bo czym byłam starsza tym bardziej
                    buntownicza i w domu byłby sajgon gdyby to ojczym próbował mi cokolwiek
                    narzucać.
                    "Nie jesteś moim tatusiem!" - to jest jak najbardziej realne zdanie, które
                    otrzymałby ojczym gdyby próbował cokolwiek zmieniać w pojedynkę w mojej osobie.

                    Jako macochy otrzymujemy niejako "gotowy produkt" wychowawczy - dziecko ma
                    najczęśćiej lat kilka-kilknaście. Dziecko poza własnymi problemami związanymi z
                    oddzielnymo domami rodziców, jest też zupełnie inaczej wychowuwane niżmy byśmy
                    chciały.
                    Stałym problemem jest to, że najbliżsi czują się w obowiązku wynagradzać u jego
                    niepełną rodzinę.
                    Niestety my jako macochy mamy ograniczone możliwości wpływania na zachowanie
                    dziecka i niestety nieraz trzeba ugyźć się w język zanim cokolwiek powiemy.
                    Ta niemoc wychowawcza jest dla mnie jako macochy najbardziej męcząca, że zawsze
                    ostateczną decyzje podejmuje ojciec dziecka. Tak powinno być, ale no jak każdy
                    chciałabym ieć w tym zakresie więcej swobody. Nie jest to możliwe, bo jednak to
                    dziecko (dziś to już 17-letni facet brodaty i wąsaty) było juz ukształtowane i
                    pewne nawyki, a nawet cechy charakteru sa praktycznie nie do usunięcia.
                    Zaakceptowanie tej niemocy i tego, że nigdy nie będę na równi z jego ojcem w
                    sensie rodzicielskim jest moim zdaniem kluczowym zadaniem macochy całodobowej.
    • nexi4 Re: Nie potrafię się przełamać 06.11.06, 12:07
      No coz w tej sytuacji dla wlasnego zdrowia psychicznego radze taktyke krecia.
      Otoz: jak juz wykorzystasz wszystkie metody ich wytepienia to najlepiej sprobuj
      je polubic i po problemie. Ja tez jestem caly czas na "macierzynskiej hustawce"
      i bardzo chce i boje sie, wlasnie ze wzgledu na eksie i jej pomysly, a takze
      dozgonne poczucie winy mojego M wobec rozbrykanej coros. Ale coz "show must go
      on" I dlatego ja tez ide dalej, antykoncepcje stosuje i bardzo zaluje, ze taka
      skuteczna sad
      • ludwinia4 Re: Nie potrafię się przełamać 06.11.06, 13:17
        Staram się je polubić.Od trzech lat.Nie da się.Chyba,że po psychotropach.
    • kicia031 Re: Nie potrafię się przełamać 06.11.06, 12:54
      Ludwinia – kilka mysli na szybko.
      Musisz, po prostu musisz oddzielic swoje uczucia do Exi i gniew z powodu
      zachowanie meza od uczuc do dziecka. Jeśli zostal zle wychowany, to tym
      bardziej zasluguje na współczucie, a nie na niechęć. Nie musisz kochac
      pasierba, po prostu traktuj go tak, jak chciałabyś, by było traktowane twoje
      dziecko. Tylko tyle i az tyle.
      Podstawowa sprawa jest praca z partnerem: jego stosunek do twojego syna – tu
      może pomoc wprowadzenie wyzej wspomnianej zasady wzajemności. Wasz związek:
      może czas wprost zapytać? Czy i jak widzi wasza wspolna przyszłość. Mi się
      zawsze wydaje, ze lepiej wiedziec najgorsze i szykowac sobie ladowanie, niż zyc
      w strachu, ze cos nagle pie… jeśli cos pozytywnego się pojawi, to czas na
      kolejny wazny temat: wasze wspolne dziecko – uzyskaj deklaracje, czy w ogóle
      chce czy nie. Uswiadom, ze zegar tyka i ze dziecko nie pojawia się z dnia na
      dzien. Nasz Groszkowiec pojawil się na swiecie rok i 7 miesięcy po tym, jak
      podjęliśmy decyzje o staraniach. Najdłuższe 19 miesięcy w moim zyciu!

      No i oczywiście zaprzestanie świadczenia Exi wszelkich usług – najprościej,
      byscie uzgodnili miedzy soba, a potem on by zakomunikowal Exi , na jaka pomoc
      może liczyc – powinna ona być ograniczona do spraw związanych z dzieckiem i
      kropka.

      To tyle zlotych mysli wink)
    • lilith76 Re: Nie potrafię się przełamać 06.11.06, 13:42
      > Chciałabym, żebyśmy mieli wspólne dziecko, ale mój facet nie chce o tym
      > słyszeć.

      Jedna uwaga - jakim cudem on może chciec wspólnego dziecka z tobą jeśli widzi twoją reakcję na to z poprzedniego związku? Przecież już po dwóch kreseczkach na teście twoje negatywne emocje ulegną zwielokrotnieniu, bo teraz będziesz jojczyć, że to planowane, tamto wpadka, a mąż nie rozmawia z fasolką w brzuchu, że na pewno tamto traktuje cieplej niż wasze wspólne.
      • ludwinia4 Re: Nie potrafię się przełamać 06.11.06, 13:47

        Przecież już po dwóch kreseczkach na
        > teście twoje negatywne emocje ulegną zwielokrotnieniu, bo teraz będziesz jojcz
        > yć, że to planowane, tamto wpadka, a mąż nie rozmawia z fasolką w brzuchu, że n
        > a pewno tamto traktuje cieplej niż wasze wspólne.
        >

        Tego się obawiam. Trafiłaś w sedno.
        I tak źle i tak niedobrze.
        Najlepszym wyjściem z logicznego punktu widzenia było by poszukać innego ojca.
        • claairee Re: Nie potrafię się przełamać 06.11.06, 14:27
          ludwinia4 napisała:

          >
          > Najlepszym wyjściem z logicznego punktu widzenia było by poszukać innego ojca.

          A ja myśle tak - porozmawiaj z mężem o tym co czujesz:

          -w związku z tym, że nie chce miec z Tobą dziecka
          -w związku z tym jak traktuje Twoje dziecko
          - oraz o tym, jak wyobrażasz sobie kontakty z Ex

          Być może ex, nie jest aż tak złosliwa, zeby ograniczyć ojcu kontakty z
          dzieckiem. Zawsze tez mozna nie odbierac telefonów od niej.Jej troska o dziecko
          jest zrozumiala, jednak z drugiej strony dziecko jest z ojcem, ktory ma pełnię
          praw rodzicielskich,jest troskliwy i opiekuńczy, więc jej wydzwanianie jest
          nieuzasadnione. Poza tym, nawet najbardziej złośliwa ex potrzebuje czasu dla
          siebie, przyzwyczaiła sie, ze ma wolne weekendy i wcale tak łatwo z nich nie
          zrezygnuje.
          Obawiam sie, ze musisz jasno okreslić akceptowalne dla Ciebie warunki
          funkcjonowania waszego związku, i chyba nie obejdzie sie bez postawienia sprwy
          na ostrzu noża. Zwłaszcza w kwestiach takich jak urodzenie dziecka - jeśli Ci na
          tym naprawdę zależy. Może to być próba dla waszego związku i uczuć partnera do
          Ciebie. Być może jej nie przejdzie- ale chyba lepiej wiedzieć o tym wczesniej
          niż poźniej.

          • ludwinia4 Re: Nie potrafię się przełamać 06.11.06, 14:51
            > Obawiam sie, ze musisz jasno okreslić akceptowalne dla Ciebie warunki
            > funkcjonowania waszego związku, i chyba nie obejdzie sie bez postawienia sprwy
            > na ostrzu noża. Zwłaszcza w kwestiach takich jak urodzenie dziecka - jeśli Ci n
            > a
            > tym naprawdę zależy. Może to być próba dla waszego związku i uczuć partnera do
            > Ciebie. Być może jej nie przejdzie- ale chyba lepiej wiedzieć o tym wczesniej
            > niż poźniej.

            Czekałam na takie słowa.
    • kitka1977 Re: Nie potrafię się przełamać 06.11.06, 14:20
      Dołączam do grona. Gdyby tylko można by lo cofnąc czas....... Mój post ma
      tytuł -tragiczny mąż i chyba wszystko jest jasne....
      • ludwinia4 Re: Nie potrafię się przełamać 06.11.06, 14:34
        Czytałam. Znalazłam w nim wiele dziwnie znajomych rzeczy. Zwłaszcza tę o
        mlaskaniu....
        • miriam28 Re: Nie potrafię się przełamać 07.11.06, 00:31
          I ja dołącze do twego grona... moje uczucia są baaardzo podobne i też strasznie
          trudno jest mi się przełamać. A gdy już myśle, że go lubię to z reguły jedziemy
          do teściów, a to w jaki sposób syn M jest przez nich traktowany (ósmy cud
          świata) sprawia, że żyć mi się odechciewa a moje złe uczucia powracają. Mąż
          wogóle nie chce rozmawiać o tym co czuję. Dla niego i jego rodziny od samego
          początku było oczywiste , że skoro wyszłam za niego to muszę wszystko akceptowac
          i wszystko jest oczywiste, a ja po prostu musze się podporzątkować i układać
          swoje życie pod syna M. Syn M nie jest złym dzieckiem. To co było na początku a
          co jest obecnie to niebo do ziemi. Syn M mówi mi juz dzień dobry, do widzenia,
          dziękuję, przy stole potpatruje jak jem widelcem i nozem i stara się naśladować,
          gdy nauczył wiązac sie butów robił wszystko bym to zauważyła i go pochwaliła,
          gdy pisze literki również widze że zależy mu bym widziała jego postępy.
          Niestety. jest taki tylko u Nas. Byc moze dlatego ze wymagamy tego od niego ( a
          raczej ja bo mój M nigdy niczego nie wymagał). Jeszcze wiele przede mną. Jeszcze
          wiele rzeczy mam do zrobienia. Tylko dobija mnie fakt, że gdy wystarczy że jest
          teściowa a syn M zapomina o wszystkim..... bo babcia mu na wszystko pozwala, u
          niej nie musi niczego, tam się go tylko głaszcze i na każdym kroku podkreśla że
          jest najważniejszy , babcia zawsze obroni.....Do tego syn M cwany sie zrobił i
          mówi to co inni by chcięli usłyszeć. Jego odpowiedzi na pytania są zawsze takie
          by zadowoliły pytającego . To sprawia, że nie potrafię mu zaufać, gdyż nie wiem
          kiedy jest prawdziwy i szczery. Gdy czasem wspomnę coś na ten temat M to zawsze
          słyszę że on tego nie widział, lub nie słyszał, i wogóle czego ja się znów
          czepiam....a ja na prawde przestałam juz się czepiać.... Jestem tylko ciekawa co
          na to mój...juz 7 miesięczny syn w przyszłości powie.... Też chciałabym cofnąć
          czas... ale się nie da. Nie raz jestem u kresu wytrzymałości i tylko tabletki mi
          wtedy pomagają. Pozdrawiam
Pełna wersja