ludwinia4
06.11.06, 09:39
Zainspirowana wypowiedzią agi-agi muszę się wygadać. Muszę upuścić trochę
jadu.Jestem z moim facetem kilka lat. Nie byłam przyczyną rozpadu jego
związku,natomiast dla niego zostawiłam męża, dobrze płatną pracę i
rodzinę,która na pewien czas odwróciła się ode mnie.Teraz stosunki są
poprawne, ale długo trwało,zanim zaakceptowali nasz związek.Zaakceptowali to
za duże słowo,pogodzili się, przyjęli do wiadomości.Mieszka z nami mój syn.
Mój facet ma syna z poprzedniego związku,mały ma 8 lat. Początkowo eksia nie
pozwałała na moje kontakty z małym, mój facet odwiedzał go u niej, często
zostawał na noc,gdy eksia chciała gdzieś wyjść.Obecnie mały bywa u nas
regularnie, w tygodniu i w weekendy.
I tu jest problem.
Małły mnie strrrasznie drażni. Tym,że jest. Wkurza mnie w nim wszystko, jego
ubrania, to,że nie potrafi się sam sobą zająć przez pięć minut, jest
przyzwyczajony do bycia centrum zainteresowania non stop. Zadne próby zmiany
tej sytuacji nie wchodzą w grę, mój facet traktuje to jako zamach na siebie i
swojego ukochanego synka. Jak przychodzi do nas, ja idę w odstawkę, mój facet
nie zwraca na mnie uwagi.Trwa to już kilka lat i zamiast się do tego
przyzwyczaić, mam coraz bardziej dość. Rozmowy nie dają efektu. Podobno
"wydziwiam" i "przesadzam". Nie wchodzi w grę moje wychodzenie z domu jak oni
są razem,przecież nie będę non stop wyjeżdżać w weekendy!
Dochodzi do tego stosunek mojego faceta do mojego syna. Jego synowi wolno
robić wiele rzeczy, których zabrania mojemu. Dużo częściej zwraca uwagę mojemu
dziecku niż swojemu.Doszło do tego,że stało się moją obsesją porównywanie jak
traktuje moje dziecko i swoje dziecko.
Chciałabym, żebyśmy mieli wspólne dziecko, ale mój facet nie chce o tym
słyszeć. Od trzech lat mój instynkt macierzyński daje o sobie szczególnie
znać, oboje mamy pracę, finansowo jest OK, Ale on twierdzi,że nie stać nas na
dziecko. Moim zdaniem on nie ma ochoty na takie poważne zobowiązanie i
odpowiedzialność, co wiele mówi mi o charakterze, jaki ma dla niego nasz
związek ( czyli: mieszkamy razem bo tak taniej i dla niezłego seksu. Aha,
jeszcze nieźle gotuję...).
Jego przeszłość wlecze się za nami jak smród. Jego eks ciągle wydzwania to to
to tamto: kup, przywieź, zorientuj się itd.Nie mieszkają razem od kiedy mały
skończył 8 miesięcy, nie byli małżeństwem. Ona nie ma nikogo, i nie miała od
kiedy zakończyli swój związek. Kiedyś zapytałam go ,czy ona chce nas wpędzić w
nerwicę seksualną bo dzwoniła zawsze ok.22,00....
Tak,jak aga-aga,gdybym wiedziała,jakie "uczucia" będą towarzyszyły naszemu
byciu ze sobą, nigdy nie pakowałabym się w to gówno.Coraz bardziej dokopuje mi
jego przeszłość,coraz mniejsze mam poczucie własnej wartości jako
kobieta/partnerka.Jego dziecko to dla mnie pamiątka po jego ciupcianiu się z
inną kobietą.
Czy ten związek ma sens?
Jestem jaka jestem, nie potrafię się zmienić, próbowałam,wszystko się we mnie
buntuje.Czy którąś z Was również przerósł podobny związek?