Witam.Kto wie coś o przysposobieniu i .....

28.11.06, 05:57
Witam.Opiszę krótko.Ojciec biologiczny dzieci jest pozbawiony praw
rodzicielskich a moj maz obecny chce je przysposobic. Jakie przysposobienie
jest najlepsze??? slyszalam ze sa rozne. biolgiczny przy pozbawieniu praw
powiedzial ze zgadza sie na przysposobienie przez mojego meza ale na takir
zeby on mogl placic na dzieci na ich konto lub fundusz (chodzi o cos takiego
ze jak ukoncza 18lat to wtedy moga dysponowac swoja kasa z tego konta). Czy
wogole jest cos takiego???????? gdzie w necie moge znalesc cos na ten temat??
jakis wzor pozwu ??? moze ktos na ten temat cos wiem Pozdrawiam
    • reksia Re: Witam.Kto wie coś o przysposobieniu i ..... 28.11.06, 08:25
      Różne i bardzo trudne do przeprowadzenia poza tym sądy bardzo niechetnie
      zgadzają sie na nie.Wynika to ponoć z faktu, że w praktyce ojcowie okazują sie
      bardziej pomocni dziecku niż ojczymowie.
      Ponoć w momencie np zgonu matki ojczymowie często wiążąc sie z nową partnerką,
      rezygnują z opieki nad "nie swoim " dzieckiem i dzieci wówczas bardzo szybko
      trafiają do domu dziecka.
      Naturalni ojcowie mają ponoć wiecej skrupułów.Ponoć też często zdarza sie, że
      tak trudne wydarzenia w życiu dzieci motywują biologicznych.

      Twój były mąż po przysposobieniu przez nowego nie ma zadnego prawnego obowiązku
      łożenia na dzieci.To jest wiec tak jakbyś za nie zdecydowała, o tym że nie
      bedzie miał ich kto utrzymywać, w razie gdyby Ci się coś stało.

      Ja mam podobną sytuację mój Ex jest pozbawiony praw rodzicielskich,M chciał je
      przysposobić, ale po wysłuchaniu argumentów przeciw takiej"adopcji" ja
      zrezygnowałam.
      Faktycznie ojczym może związać sie z przedziwną kobietą i wówczas dzieci
      pozostają moim zdaniem na "lodzie".
      To bardzo trudne decyzje,szczególnie w chwili gdy dzieci są malutkie.Życie
      niesie wiele niespodzianek dziś jest dobrze jutro między wami może być żle,
      albo w momencie gdy dzieci będą w bardzo trudnym okresie dojrzewania ojczym
      może sobie nie dawać rady i miec ich dość.Gdy płaci już duże alimenty na swoje
      dzieci to sąd przyzna mu niewielkie alimenty na pasierby (sytuacja dzieci nie
      jest wtedy różowa).

      Jeżeli ojczym jest faktycznie zaangażowany, to moze te dzieci w sadzie po
      śmierci matki "wywalczyć".Dziecko zdaje sie, że już 12 letni moze okreslić sie
      z kim chce zamieszkać.Ojczym może wówczas przyjąc prawną opiekę np jako rodzina
      zastępcza,a dzieci mają swoje pieniądze i nie wysłuchują np od nowej
      partnerkisłów "wy darmozjady" bo tak jak pisałam wyżej nigdy nie wiadomo na
      jaką partnerkę trafi partner.

      Mój Ex jest uzależniony dla moich dzieci, które praktycznie wogóle go nie
      znają, a w naszym domu nie ma nałogowców, powrót do ojca stanowił by piekło.Tez
      mam wiec bardzo poważny dylemat związany z tą sprawą ,tym bardziej ze M jest
      odpowiedzialnym facetem na poziomie.

      poczytaj kilka postów o tym jak wyglada zycie macoch po kilku latach po slubie
      i zastanów sie ,może nie nalezało by patrzeć przez zbyt rózowe okulary ale
      bardziej praktycznie.
      Alimnety to pieniadze dzieci a nie Twoje .Należne im od ich ojca.
      takie decyzje sa niezwykle trudne sad
      Nie łam się jednak i wykalkuj co jest dla twoich dzieci
      najlepsze,najkorzystniejsze to chyba jedyna i najlepsza decyzja jaką mozna w
      takim wypadku podjąć.
      • m-m-m Re: Witam.Kto wie coś o przysposobieniu i ..... 28.11.06, 10:18
        Zgadzam się z wszystkim co Rekasia napisała, dlatego ja, macocha nigdy nie
        zdecydowałabym się na pzysposobienie mojeo pasierba, chociaż exowa od dawna ma
        odebraną wadzę rodzicielską (alimenty płaci, bo musi).


        Życie
        niesie wiele niespodzianek dziś jest dobrze jutro między wami może być żle,
        albo w momencie gdy dzieci będą w bardzo trudnym okresie dojrzewania ojczym
        może sobie nie dawać rady i miec ich dość.


        Tak jest. To bardzo powazny argument przeciwko przysposobieniu pasierba.




        Faktycznie ojczym może związać sie z przedziwną kobietą i wówczas dzieci
        > pozostają moim zdaniem na "lodzie".



        Nie musi być przedziwna, normalnie może uznać, że skoro nie sa to biologiczne
        dzieci jej partnera to ona nie musi udawać, że bardzo je chce.
        Kiedyś to rozaważałam co by było gdyby mój M. odszedł był z tego świata. Nie
        wyobrażam sobie, że zostałabym z jego synem jako przysposobionym - zdecydowanie
        wolę mieć w razie czego wolną rękę i móc wejść w ewentualny kolejny związek bez
        bagażu w postaci jego dziecka po byłym mężu. Taka jest brutalna prawda.




        • mloda12345 Re: Witam.Kto wie coś o przysposobieniu i ..... 28.11.06, 11:24
          Dziękuje za rady.Muszę jeszcze troche opisać.W sumie to jest tak,ze oboje
          byliśmy rozwodnikami (on 1 dziecko) a ja (2 dzieci).on miał prawa do dziecka
          wiec kiedy zdecydowalismy sie razem zanieszkac to w sumie mielismy 3-ke dzieci
          jego syn byl z nami.Obecnie skonczyl 18lat i juz mieszka w swoim
          mieszkaniu.dwojka dzieci jest w wieku 5 i 13lat.zanim zdecydowalismy sie na
          slub ,zylismy w konkubinacjie.starsze dziecko pamieta ojca biologicznego ale
          nie chce znać,mlodsze nie.Na sprawie o pozbawienie praw sad wezwał mojego meza
          na swiadka i powiedzial ze: mamy nadzieje ze wystapi pan o przysposobienie tych
          dzieci jak najszybciej,jesli pan je kocha i zalezy panu na ich dobrze,no i na
          tym aby tworzyc nadal taka rodzine jak do tej pory i jak to opisali w rodk i
          mediacgh,jak to opisal kurator.

          sprawy nasze byly bardzo skomplikowane bo byly odezwal sie jak dowiedzial sie
          ze wzielismy slub itp.w domu byla gehenna przez niego.policje kuratorzy i
          wieczne sprawy. A na tej sprawie o pozbawienie praw i zakaz osobisteji
          stycznosci z dziecmi sad uswiadomil nas co to przysposobienie itp.ale
          chcielismy wiedziec wiecej.Takze udzielono przez sedzine i lawników (3 panów)
          bylemu co zrobil,jakie sa konsekwencje(ze nawet ten maly byl pod opieka
          psychologa po 6-ciu odwiedzinach bylego)co oni o tym wszystkim sadza itp.Na tej
          sprawie zanim kazano nam wyjsc aby poczekac na odczytanie wyroku sad zapytal
          czy ktos chce cos jeszcze z nas powiedziec wstał BYLY i : powiedział wysoki
          sadzie zgadzam sie na pozbawienie mnie praw wyrazam zgode na przysposobienie
          moich dzieci przez meza obecnego matki moich dzieci.Widzialem i wiem jak bardzo
          je kocha ja nie jestem w stanie ich tak kochac i dac im tego co on jako ich
          ojczym.Ja tylko moge dac im kase i miec spokuj.Ja chyba nie powinnem miec
          dzieci.........
          A na pytanie sadu dlaczego staral sie o to czy to odp.ze chcial nam namieszac w
          zyciu zeby cos sie dzialo bo nie mogl patrzyc i sluchac od znajomych ze u nas
          jest ok.prosil kilka krotnie sad aby moj maz przysposobil jego dzieci.Prosil
          sad o to zeby został poinformowany o tym,ze jego dzieci zostaly przez (podal
          imie i nazwisko meza) przysposobione,bo on zasluzyl by byc ich ojcem.oczywiscie
          mojemu mezowi tez to mowil kilka razy. Ja bylam w szoku ,bo to co robil przez
          2lata jak nam utrudnial zycie itp.sady itp. nigdy bym nie pomyslala ze tak
          zrobi.Mysle ze slowa ktore wypowiedzieli ławnicy daly mu duzo do myslenia.No i
          wyrok zapadl taki a nie inny. W kazdym zwiazku czy to 1 czy 2 itp zawsze jest
          ta nie wiadoma.
          co do finansow nie boje sie bo w razie mojej smierci dzieci nie pozostaja bez
          grosza.
          starsze dziecko chc byc przysposobione przez meza,jak byla kuratorka w domu to
          sama tak powiedziala: marze zeby tata (podala imie,obenie moj maż)mnie i brata
          adoptowal my go kochamy,a on nas jeszcze bardziej,my tylko jego chcemy za tate
          (nigdy w obecnosci corki nie rozmawialismy o takich rzeczach).

          Co do wszystkiego to jesli by cos sie stało z moim mezem teraz czy jak jego syn
          byl jeszcze nieletni napewno dziecka nie zostawila bym,tylko nadal trzymała
          przy sobie.Nawet teraz jak juz jest na swoim zawsze mu pomagalm i pomoge,wydaje
          mi sie ze takie cos zaleza od czlowieka,jego serca i sumienia.Ja z pasierbem
          jestem w super relacjach,kocham go tak jak reszte dzieci on tez mnie kocha
          powtarza to do dzis .Nidgy onim nie myslalam jako o synu meza tylko jko o
          naszym synu,tak samo maz mysli o mlodszych dzieciach.
    • phidyle Re: Witam.Kto wie coś o przysposobieniu i ..... 28.11.06, 16:02
      Moj ojczym przysposobil mojego brata (ja bylam wowczas juz samodzielna). Nie
      wiem niestety jak to prawnie wygladalo, jednak dalo to mojemu bratu duze
      poczucie bezpieczenstwa, gdyz jego ojciec stanowil margines spoleczenstwa, nie
      pracowal i generalnie byl rabniety, zreszta potem umarl.Nie myslal tez rzecz
      jasna o zakladaniu funduszu dla syna.
    • escribir Re: Witam.Kto wie coś o przysposobieniu i ..... 02.12.06, 15:57
      jasne, a biologiczny ojciec to napewno nie zwiąże sie z dziwną kobietą, co?

      nie wyobrażam sobie żeby po mojej smierci (nagłej i niespodziewanej)
      biologiczny ojciec mojej córki, który nie widział jej od 9 lat, nagle miał bym
      jej wsparciem, pomocą i ostoją, a mój mąż który opiekuję sie nią od lat siedmiu
      nagle był be i fuj!
      • reksia do Escribir 02.12.06, 16:38
        escribir napisała:

        > jasne, a biologiczny ojciec to napewno nie zwiąże sie z dziwną kobietą, co?
        >
        > nie wyobrażam sobie żeby po mojej smierci (nagłej i niespodziewanej)
        > biologiczny ojciec mojej córki, który nie widział jej od 9 lat, nagle miał
        bym
        > jej wsparciem, pomocą i ostoją, a mój mąż który opiekuję sie nią od lat
        siedmiu
        >
        > nagle był be i fuj!



        Mój M jest tez dużo lepszą "perspektywą" niż np.uzależniony pozbawiony praw
        ojciec dzieci.Taki problem powinien być jednak traktowany indywidualnie.Tak czy
        inaczej jest to bardzo trudna decyzja i na pewno nie nalezy podejmowac jej
        emocjonalnie.
        Rozumie Twoje silne emocje,ale zauważ iż kazda sytuacja jest inna.
        To że zwracam uwagę na to jak bardzo jest to skomplikowany problem i jak bardzo
        odpowiedzialna decyzja wynika z tego, że to przeszłam.
        Osobiście jestem wdzięczna osobie, która mi uzmysłowiła jak poważne
        konsekwencje wiążą się z taką decyzją, dzięki temu jest bardziej świadoma .

        Też w trakcie podejmowania takiej decyzji trafiałam na osoby, które podobnie
        jak Ty nawoływały mnie do jednostronnego potraktowania tematu,bazując na
        silnych emocjach ,ale ta decyzja jest zbyt powazna by warto ją bylo podejmowac
        pod wpływem emocji.
        • escribir Re: do Escribir 02.12.06, 19:51
          Przepraszam że sie uniosłam.
          Ja jednak tak sobie myslę ze skoro kobieta godzi się wyjść za mąż za
          człowieka, "wnosząc w posagu" dziecko z poprzedniego związku, to pierwszą
          sprawą o której mysli jest to czy ma na tyle zaufania do tego człowieka żeby
          pozwolić mu być blisko jej dziecka. Nie seks, kasa, tylko właśnie zaufanie.
          bezgraniczne zaufanie!
          I stąd moja reakcja na takie podejscie do spraw przysposobienia. Ja osobiście w
          grobie bym sie przeróciła gdyby biologiczny przejął opiekę na moja starsza
          córkę. Kto by jej aparat ortodontyczny rozkręcał??? wink

          A jak myslicie, czy sąd miałby jakiekolwiek wątpliwości?
          • reksia Re: do Escribir 02.12.06, 21:56
            szczerze powiedziawszy to:
            1.Mój obecny partner jest cudownym człowiekiem, który od kilku lat jest dla
            mnie cudownym kochankiem, ogromnym wsparciem i prawdziwym przyjacielem.
            2. Nie ufam sama sobie.
            3. A co dopiero partnerowi wink


            Jak dla mnie to coś takiego jak "bezgraniczne zaufanie" nie istnieje smile
            Nie jestem w stanie zaufać sobie ,bo zbyt często w zyciu podejmowałam bardzo
            głupie decyzje, żeby samej sobie ufać bezgranicznie.

            Tym bardziej, wiec nie zaufam bezgranicznie partnerowi, bo to by w tej sytuacji
            była parodia z gatunku sado-maso, gdybym ufała mu bardziej niż sobiesmile

            Mój partner wie o moim braku zaufania, gdyż wielokrotnie wyraźnie podkreslam
            swoje zdanie na ten temat i kilkakrotnie w ciągu dnia powtarza "kocham Cię
            kwiatuszku"Żyjemy z tym "ograniczonym zaufaniem" i to bardzo, ale to bardzo
            szczęśliwiewink wiec jak widzisz róznie to bywa smile

            Rózny można miec stosunek do tego zaufania.


            Moje dzieciaki zanim M miał pierwszy raz zjawić sie u nas w domu snuły plan.

            Plan wyglądał następująco:
            1.Jak już będzie w domu, to do butów wciśniemy mu pastę "colgate" do zębów.
            2.Zobaczymy jak zareaguje i wtedy się zdecydujemy, czy masz go zostawić czy
            wiecej się z nim nie umawiać.

            Ich plany mnie przerażały, wiec przezornie spotykaliśmy sie na początku na
            neutralnym gruncie.
            Na pierwszym spotkaniu w trakcie spaceru ,wówczas w szerszym gronie
            znajomych,gdy M mnie przytulił, moja córa (dziś wielbicielka M)
            obtłukła go kijem(dosłownie).
            Podniosła z ziemi kij i bez słowa zaczeła nim grzmocić, ku mojemu kompletnemu
            osłupieniu, mojego równie osłupiałego M.

            Moze mają to po mamie i nie ufają nikomuwink)))

            A mój M jest tym cudownym człowiekiem, który kocha nas nie "za", ale "pomimo" wink


Pełna wersja