Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryzysu?

29.11.06, 14:50
Tak sie zastanawiam nad tym kryzysem w partnerstwie i dochodze do wniosku z
obserwacji otoczenia, ze dominuje w ukladach jak na swiat przychodzi wspolne
dziecko, a myslalam, ze dziecko laczysad

Moja znajoma zyla sobie z NM ok. 6 lat, byli naprawde szczesliwi, zaczelo sie
psuc jak dziecko przyszlo na swiat, tydzien temu odeszla od niegosad i nie
zamierza wracac. Bardzo duzo jej zawdzieczam, razem uczylismy sie akceptacji
przeszlosci i dzieci naszych M, to ona byla moim doradca w relacjach z
pasierbami, a teraz okazuje sie, ze sama nie udziwignela ciezaru bycia ta
"druga".
Wiem, ze u mnie nie musi byc tak jak u niej, ale zaczelam sie bac i to bardzo,
gdyz planujemy dziecko od 10 miesiecy, zrobilam wszystkie badania, niektore
bardzo bolesne..., nacierpialam sie fizycznie jak nigdy dotad..., przyczyna
nieplodnosci zlikwidowana i od tego miesiaca moglo nam sie poszczescic.
Moglo..., gdyz stchorzyłam, pomimo, ze bardzo pragne/my dziecka, w dni plodne
(przepraszam za szczerosc) ucieklam do tej kolezanki z wymowka pocieszenia
jej, nie mialam sily z moim M rozmawiac o moim problemie/obawach, a wiem, ze
to mnie nie ominie.

Jestem z nim szczesliwa i boje sie, ze sie cos popsujesad((

Jestem naprawde rozdarta, nigdy dotad nie mialam takich obaw, mialam tyle
czasu do namyslu, co sie ze mna dzieje? obawiam sie, ze bede moja decyzje w
pszyczlosci bardzo zalowac, ale nie wiem ktorasad((

    • phidyle Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 15:15
      Niestety tak wlasnie stalo sie u nas a mialam nadzieje, ze wszystko ulegnie
      poprawie, gdy bedziemy dodatkowo polaczeni przez dziecko. Oczywiscie ja bylam
      idiotka, bo nie wyjasnilam roznych spraw i oczekiwalam, ze dziecko pozwoli mi
      spojrzec bardziej poblazliwie na niektore irytujace mnie zachowania partera.
      Teraz natomiast czuje sie uwiazana i mam powazne wyrzuty sumienia, kiedy
      rozwazam mozliwosc odejscia i zorganizowania sobie zycia. Mam poczucie winy, ze
      zdecydowalam sie na dziecko, choc bylo to po ponad roku bardzo intensywnego
      rozmyslania, jednak jakos wszystkiego nie przewidzialam. Moze mialam nadzieje,
      ze dziecko zmieni wszystko na lepsze. Nic na lepsze sie nie zmienilo a do tego
      musze jeszcze sie martwic o dziecko, ktory to problem wczesniej nie istnial.
      W dodatku przed urodzeniem corki, moj stosunek do dzieci byl neutralny i nigdy
      nie przypuszczalam, ze bede czula tak wielka radosc z powodu bycia matka.
      Wlasciwie caly czas obsesyjnie mysle o drugim dziecku, ktorego ani moj partner
      nie chce ani nie ma na nie warunkow, nie tylko finansowych ale w ogole,
      uwzgledniajac stan w jakim znajduje sie nasz zwiazek. To tez jest dla mnie
      przyczyna frustracji.
      • luna67 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 15:41
        Przykro mi phidyle, ze u ciebie dziecko nie poprawilo relacji miedzy wami, ale
        ja tego nie wymagam, gdyz u mnie jest wszystko ok., nigdy nie zdecydowalabym sie
        na dziecko tylko dlatego zeby nasz zwiazek ratowac, jest to bardzo sliska sprawa
        i egoistyczne postepowanie.
        Wyjasnilismy sobie duzo spraw, ale sie boje, ze nie bedziemy sie trzymac
        uzgonien, gdyz zlosc, zazdrosc, rozczarowanie, czyli wszystkie negatywne
        uczucia, ktorych nie kazdy jest pozbawiaony jest niebezpiecznym doradca.
    • latortura Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 15:15
      luna, nie mów tak nawet, nie strasz...

      jestem w 3-m miesiącu

      tez sie zastanawiam jak to będzie, czy bedzie lepiej czy gorzej - myślę ze
      poprostu inaczej...

      najbardziej martwi mnie fakt mojego nieciekawego czasem stosunku co do
      pasierbów (głupie słowo - nie czuję sie macochą wink
      mam nadzieję ze dziecko zmieni moje zycie na lepsze, ze inaczej spojrze na
      uczucie miłosci do dziecka, bede sama wiedziała jak głębokie i bezinteresowne
      to uczucie jest, zrozumię NM,
      moze ja i dzieci NM zblizymy sie wtedy troszke do siebie, hm... zobaczymy,

      myśl pozytywnie kochana,
      nie mozesz pozbawiac sie macierzynstwa tylko dlatego ze cos moze sie miedzy
      Wami złego wydarzyc,
      jesli ma sie cos stac i jesli związek ma sie zepsuc to i tak sie zepsuje,
      a jesli dziecko psuje związek to juz naprawde nie wiem,
      owszem... sama nie potrafie jeszcze pogodzic sie z mysla ze to koniec jakiegos
      etapu, koniec takiej swobody, wolnosci...

      powiem Ci ze chciałam bardzo zajść w ciaze za pierwszym razem bo wiedziałam ze
      kolejnym razem moge...stchórzyc, wycofac sie...
      no i zaszłam, tak miało byc,

      nie oszukujmy sie, duzo obowiązków nam przybedzie ale... damy rade,

      a jesli facet nie podoła, jesli związek padnie to widocznie facet jednak nie
      ten, taka próba niestety,

      nie zastanawiaj sie tylko realizuj swoje plany i marzenia,
      nie kazdy kryzys konczy sie rozstaniem, mozna go przezwyciezyc i wtedy jeszcze
      bardziej umacnia sie związek,

      rozmowy, rozmowy, rozmowy, to jest najwazniejsze,
      nic sie nie martw, ja tez nie zamierzam rezygnowac z naszego wspólnego
      szczescia, zatopic sie w pieluchach i zapomniec o tym ze jestem kobietą i mam
      przy sobie wspaniałego faceta,

      ja to sobie tak tłumacze ze najgorszy pierwszy rok wink
      bedziemy miały taki nowy etap w zyciu, a pozniej... dojdziemy do formy i na
      nowo bedziemy cieszyły sie zyciem, zobaczysz,

      ja wolę zostac mamą niz załowac ze przegapiłam moment w zyciu gdy mogłam nią
      zostac,
      choc przyznam szczerze nie moge powiedziec by był to stan błogosławiony, jak
      narazie czuje sie fatalnie i nie widze w tym stanie niczego pieknego wink

      luna, ale wiem co czujesz,
      teraz gdy juz w ciazy jestem, wspominam z zalem stare czasy, nasze spotkania z
      NM, pierwsze emocje i ciągle chce mi sie płakac,
      ze te czasy juz nie wróca, ze było tak pieknie...

      ale teraz bedzie pięknie...inaczej...
      i cały czas sobie zaprzeczam wiesz,
      bo zdaje sobie sprawe, że to jakis koniec...
      • luna67 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 15:58
        Przepraszam latortura nie chcialam ciebie wystraszycsmile

        Wlasnie te nieciekawe czasami stosunki do pasierbow..., ale z czasem nauczylam
        sie z tym zyc, i postepuje zeby wszyscy byli zadowoleni, boje sie tylko czy
        wystarczy mi na to sily jak przyjdzie dziecko na swiat. Ja umie isc na
        kompromisy, ale moj M ma z tym czasami trudnoscisad

        Zazdroszcze stanu blogoslawionego, nie boje sie utraty "wolnosci", swoje juz
        przezylam i sie wychulalamsmile Jestem matka i znam te najpiekniejsze uczucie na
        swiecie, jakie jest milosc maciezynska.

        > ale teraz bedzie pięknie...inaczej...
        > i cały czas sobie zaprzeczam wiesz,
        > bo zdaje sobie sprawe, że to jakis koniec...

        Tak jak napisalas, bedzie pieknie, inaczej, ale koniec czegos jest zawsze
        poczatkiem czegos, moze jeszcze piekniejszego, czego tobie z calego serca zyczesmile

        Dbaj o siebie i o dzidziusia.
    • swieta_1 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 15:16
      Luna, nie ma mądrych, co to zgadną odpowiedź ( szklana kula? smile /, moim zdaniem to wcale nie dziecko psuje. Przykład; wczoraj usłyszałam historię jak to wzorowa para była sobie przez 6 lat i sobie slub wzięli a po DWÓCH tygodniach ona uciekła- bo to nie to ! To co, cholera przez 6 lat nie widziała czy jak? zmienil się się przez te 14 dni? Dreszcz przeleciał mi po plecach- cholera nasz ślub za równy miesiąc - i że niby co 12 stycznia 2007 zwieje? z naszego wspólnego mieszkania - ciekawe gdzie. A chyba że my dopiero 5 lat.

      E tam Luna, nie daj się zwariować, napewno były "przyczyny pośrednie". A Ty marzysz o DZIECKU i zrób wszystko żeby je mieć. Szybkich efektów "starań". Pozdrawiam
      • latortura Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 15:17
        święci mają rację wink
        haha
    • lilith76 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 15:19
      Dziecko to potężny egzamin dla każdego związku. Trzeba dwa razy więcej siły by razem być. Problemy nie mogą być już upchnięte pod dywan, odłożone na później, bo wyłażą co chwila.
      Na razie podałaś jeden przykład, a wątek zaczęłaś od generalizji jakbyś miała tych przykładów w zanadrzu kilkanaście. Jeśli w waszym związku jest ok i udaje się rozwiązywać konflikty, to jakim cudem dziecko ma to zmienić? Jesli czujesz, że coś jest nie tak, to inna sprawa.

      Smutno napiszę, że we dwoje to każdy facet może wytrzymać z każdą kobietą, to kwestia dopasowania do czyiś wad. Najwyżej pomyśli się, że rozwiąże się to później, może rozstanie, nie będzie zauważać problemu, żyć obok siebie. Kiedy pojawia się dziecko, okazuje się, że akurta ci dwoje potomstwa nie powinni mieć, bo teraz wady, niedogodności zdają bardziej uciążliwe.

      > Moglo..., gdyz stchorzyłam, pomimo, ze bardzo pragne/my dziecka, w dni plodne
      > (przepraszam za szczerosc) ucieklam

      Gdyby każda kobieta planowała świadomie ciążę, to gatunek ludzki by wyginął smile
      Żyjemy, bo los za kogoś sam decyduje.
    • dominika303 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 15:25
      Luna smile aniołku czy ty za dużo nie myślisz??? smile)))
      A tak poważnie, to myślę, ze pwene sprawy bez względu na ilość godzin i dni
      które poswięciliśmy na ich przegadanie z naszymi NM i tak dopiero dają sie we
      znaki w zderzeniu z rzeczywistością i raczej dziecko nie jest katalizatorkiem
      rozstań, tylko brak porozumienia na nowej płaszczyznie w jakiej znajdują się
      pary z dzieckiem!!!
      To co przed pojawieniem się dziecka było dla kobiety do zaakceptowania, po jego
      narodzenie juz nie jest!!
      I bardzo ważna rzecz, jesli macocha liczy na to, że po urodzeniu dziecka NM
      zapomni o swoim starszym dziecku - to niestety doprowadzi to jedynie do
      rozstania, a wiele kobiet na to liczy , choć głośno ise do tego nie przyznaje sad
      Po za tym zmieniają sie tez oczekiwania, do tej pory nie przeszkadzało nam że
      NM całe weekendy spędza z dziećmi, ale teraz gdy same mamy maleństwo to
      wymagamy pomocy, i tu jest konflikt interesów , jak pogodzic czas NM miedzy
      stare dzieci, a czas z nami i nas odciążyc choć na kilka godzin od bobasa!!
      Luna myślę, że na razie to strach ma wielkie oczy, a jak przyjdzie co do czego
      to wszystko się ułoży, czy bezbolesnie?? myśłę, że nie, w takiej sytuacji ktos
      to zawsze dotkliwiej odczuje, i wszystko zalezy od nas samych czy damy radę i
      czy zechcemy !!!
      pozdrawiam
      • kitka1977 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 15:49
        Podpisuje sie pod Dominika!!! Póki byłam sama mialam zupełnie inne oczekiwania
        niż w momencie gdy pojawił sie synek! W moim przypadku to chyba 2 dziecko
        jeszcze bardziej zwiekszyło wyrzuty sumienia tatusia i ze zdwojoną siła
        pokozuje i okazuje córce uczucia, żeby nie poczuła sie mniej kochana z powodu
        przyjscia na świat brata. NIe ukrywam ja tez sie zmieniłam bo chce wiecej
        wymagac od NM względem pomocy przy dziecku. Ala nie mysle, żeby to dziecko było
        przyczyną ze ludzie sie rozchodzą, widocznie prędzej czy pozniej tak by sie
        stało!!! I szczerze powiem , że dziecko to największy mój skarb!!!!
      • luna67 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 16:30
        Tak, masz racje dominika303 za duzo mysle, ale to gdybanie pozwolilo mi zawsze
        uniknac problemowsmile

        > To co przed pojawieniem się dziecka było dla kobiety do zaakceptowania, po jego
        > narodzeniu juz nie jest!!

        Tego sie wlasnie boje, boje sie moich negatywnych emocji, ktore zostaly schowane
        do najglebszych szuflad w moim mozgu przez terapeutesad, ze powroca z podwojona
        sila (tak bylo u mojej znajomej po urodzeniu dziecka).

        > I bardzo ważna rzecz, jesli macocha liczy na to, że po urodzeniu dziecka NM
        > zapomni o swoim starszym dziecku - to niestety doprowadzi to jedynie do
        > rozstania, a wiele kobiet na to liczy , choć głośno ise do tego nie przyznaje

        Nigdy na to nie liczylam, wrecz przeciwnie, pomagalam mu odzyskac regularne
        wizyty jego dzieci. I patrzac na jego milosc do dzieci, ciesze sie, ze nasze
        dziecko bedzie mialo najlepszego tatusia pod sloncemsmile

        Bardzo chce zeby rodzenstwo sie kochalo, ale boje sie i wiem, ze Ex mojego zrobi
        wszystko zeby relacje z naszym dzieckiem obrzydzic swoim dzieciom.

        Dwa tygodnie temu moj M zapytal swoje dzieci co sadza o nowym czlonku rodziny,
        zatkalo mnie jak uslyszalam agresywna odpowiedz tak malych dziecisad(, wiem tez,
        ze maja klopoty z akceptacja braciszka, z ktorym zyja pod jednym dachemsad



        • dominika303 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 16:39
          Luna słoneczko smile))
          wiem, ze marzyło ci się aby wszyscy z entuzjazmem oczekiwali na twoje
          dzieciątko, ale az tak fajnie w życiu nie ma sad( Tez nad tym ubolewam, że
          pasierbica nie będzie miała kontaktu z naszym dzieckiem, ale wiesz co ? trochę
          egoizmu w tym miejscu chyba nikomu nie zaszkodzi smile)))
          Po za tym, twoje pasierby nie musza kochac twego dziecka , fajnie byłoby, ale
          skoro tak nie jest to jeszcze nie koniec świata !! Po za tym one czuje się
          zagrożone !! niby nic się nie zmieni, a jednak zmini się , tata będzie na
          spacery zabierał maluszka itp, a po za tym może exia zmusza dzieci do pomocy
          przy ich przyrodnim rodzeństwie i stąd te protesy???? Tego nie wiemy! Ale na
          litość boską chyba od humorów pasierów nie chcesz uazlezniać swojej decyzji o
          potomstwie?????? I mam nadzieję, że nigdy tego nie zrobisz !!!

          Co do jakichś tam schowanych emocji !- po co je chowałaś?? może najwyższa pora
          je z tamtąd wyciągnąć i się zmierzyć z nimi ?? - bo pozostawione tam będą cię
          prześladowac i dręczyć ! , a chyba nie o to w życiu chodzi, aby chowac
          śmierdzącego trupa do szafy zamiast go pochowac na cmentarzu pzreszłości ???

          pozdrawiam smile)
          PS
          troszke optymizmu przydałoby się smile))
          • luna67 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 18:48
            dominiczko,

            od nikogo nie oczekuje entuzajmu i kochania mojego dziecka (oprocz mojego M), ja
            tylko chce normalnych stosunkow pomiedzy dziecmi. Sama mam dwoje rodzenstwa z
            ktorymi mam bardzo dobry kontakt i wrazie czego moge na nich liczyc.
            Ale masz racje, moze za duzo wymagam...

            Napisalas: "Po za tym one czuje się zagrożone !!", tak masz racje, czuja sie
            zagrozone, ale finansowo i wiem, ze to sprawka EXsad((( gdyz dzieci w tym wieku
            nie mysla tak drastycznie o pieniadzach i spadku. Pytanie dziecka: "czy ten dom
            po was dostaniemy my czy ten dzidzius?", tatus: "ten dom jak umzemy (jak go
            splacimy), bedzie podzielony na wszystkie dzieci", odpowiedz dziecka: "jezeli
            tak, to zeby umarlo, bedzie wiecej dla nassad(((((((((((((( Boze rozplakalam
            siesad((((
            Nie jestem zla na dzieci, gdyz wiem na 100%, ze te rozmyslania nie byly ich wlasne.

            Przypomnial mi sie taki durny wiz:

            Tatus daje zawsze kieszonkowe w wysokosci 10,- zl co miesiac swojemu dziecku .
            Jak urodzilo mu sie drugie dziecko nie mogl placic tych 10,- bo nie mial, wiec
            zaczol dawac 5,- zl.

            Dziecko pyta: a dlaczego tylko 5? Zawsze bylo 10 -
            - No wiesz, urodzilo mi sie drugie dziecko - odpowiada tata, nie moge wiecej.
            - A dlaczego na mój koszt?

            Wim durne, ale cos w tym jestsmile))

            "może exia zmusza dzieci do pomocy
            > przy ich przyrodnim rodzeństwie i stąd te protesy????"

            Zapewniam ciebie, ze dzieci nie ruszaja palcem w domu, gdyz Ex ogranicza sie
            sama tylko na podstawowych wegetacyjnych czynnosciach, jakim jest wstanie z
            lozka i otwozeniu puszki gotowego produktu spozywczego, byla by sama w stresie
            upominajac dzieci, one wychowuja sie bezstresowo.

            Jak bylam po dzieci u Ex 3 tygodnie temu, gdyz moj M nie mogl je odebrac, na
            podlodze w przedpokoju byla duza plama wylanej chyba coli, zwrucilam na to
            uwage, gdyz przypomina mi duzego psa z rozwartym pyskiem, i klebki kurzu
            przypominaly autentyczna sierscsmile musialam sie powstrzymac od smiechusmile
            Wczoraj odwiozlam dzieci i ta plama tam dalej warujesmile))), tylko siersc jej
            uroslasmile))

            Dziewczyny jestescie kochanesmile))))


    • joanna9969 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 16:00
      Jestem od 14 miesiecy mama ,pierwsze dziecko (wspolne )w domu to jest totalna
      rewolucja . Z jedej strony oczewiscie scala zwiazek ,tworzy rodzine przedtem
      byliscie para teraz jestescie rodzicami. Nie jest to jednak rewolucja "bezkrwawa"
      .Matce przybywa 10* wiecej obowiazkow . Przez pierwsze miesiace jest przemeczona
      niewyspana i oczekuje pomocy a wiekszosc facetow jakos szalonego pociagu do
      niemowlakow nie czuje . Ja nawet nie moglam wyjsc sama do sklepu bo on sie bal
      ze maly zacznie plakac i on nie bedzie wiedzial co z nim robic !.Cierpliwosc do
      faceta zmniejsza sie proporcjonalnie to wzrostu cieprliwosci do dziecka .
      Przestaniesz tolerowac rzeczy na ktore dotychczas przymykalas oczy lub wzgledem
      ktorych bylas poblazliwa.
      Drazni cie to ze ty masz tyle obowiazkow teraz a dla faceta jakby sie nic nie
      zmienilo.
      Faceci jak wiadomo to rodzaj bardziej prymitywny emocjonalnie wiec czesto o to
      dziecko sa poprostu zazdrosni , sa zazdrosni o czas i uwage i uczucia ktorymi
      wszesniej obdarzalas exskluzywnie ich a teraz musza ze tym wszystkim dzielic z
      dzieckiem i to nie koniecznie w proporcjach 50/50.

      Nie wiem czy cie to pocieszy czy nie ale praktycznie kazdy zwiazek w ktorym
      pojawia sie dziecko przechodzi jakis tam kryzys . Z tym ze zwiazek z gruntu
      dobry , ten kryzys przetrwa i wyjdzie z niego mocniejszy .
    • mara68 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 16:06
      Witam
      Mam podobne obawy do Twoich jeśli chodzi o posiadanie dziecka z moim N.
      Wydaje mi się, że jeśli oboje planujecie to dziecko i Twój N. chce zostać
      tatusiem, to nie powinnaś się obawiać że to źle wpłynie na Twoj związek. To są
      oczywiście tylko moje przypuszczenia...bo nie znam dokładnie Twojej sytuacji i
      tego z czego wynikają obawy.
      U mnie jest trochę inaczej, bo N. jest raczej nieprzychylnie nastawiony do
      posiadania drugiego dziecka (ma córkę lat 7). Jest nam razem dobrze,ale ja
      jestem w takim wieku że już muszę się poważnie zastanowić nad posiadaniem
      dziecka, bo niedługo może być za późno.
      N. się zgadza na naszego dzidziusia, ale nie jest to ideał reakcji na takie
      plany... jak chyba każda kobieta wolałabym żeby się ucieszył. Byłam już w ciąży
      (nie planowanej), niestety poroniłam w 5-mcu i muszę powiedzieć że nie
      dostrzegłam jakiegoś poczucia straty u mojego N., oczywiście wspierał mnie i
      się mną opiekował, martwił się o mnie, ale nie było planów na
      następne dziecko
      Teraz temat powraca, N. się zgadza, ale dalekie jest to od radosnego snucia
      planów o szczęśliwej rodzinie. Obawy rosną, bo właściwie N. jasno się określił
      że wolałby potomka nie mieć, tylko dla mojego szczęścia może się zdecydować. A
      ja nie chcę mieć sfrustrowanego mężczyzny w domu (że nie takie miał plany na
      życie). Istnieje taki gatunek facetów, którzy by powiedzieli
      - Chcesz dzidziusia w porządku, ale będziesz się nim opiekować sama...Mój N.
      jest na to chyba za odpowiedzialny i nie sądzę żeby zostawił mnie samą ze
      wszystkimi problemami dotyczącymi potomka (tak mi się wydaje)a ja też chcę
      uszanować jego zdanie, bo jego życie również ulegnie zmianie w związku z
      dzieciaczkiem.
      No więc teraz mam właściwie sama problem, czy naprawdę tego chcę i co z tego
      wyniknie i czy dam sobie radę z ewentualnymi problemami (reakcją dziecka N.
      itp.). Jak czytam niektóre wypowiedzi na tym forum np. o wspólnych wakacjach na
      których N. zajmują się tylko swoimi dziećmi, a obecne żony i dzieci są
      odstawiane na boczny tor ... to nie nastrajam się optymistycznie.
      Myślę, że sama musisz to przemyśleć jak ważne jest dla Ciebie posiadanie
      dziecka i czy tego chcesz. Jeśli obie osoby w związku tego chcą i nie wynika to
      z przemysleń typu: w związku nie jest za dobrze to może dziecko coś zmieni,
      tylko jest to kolejnym etapem w związku, kolejnym krokiem, to dlaczego ma nie
      być dobrze... Tak sobie gdybam. Jeśli któraś z Was ma pozytywne przykłady na
      temat to byłoby miło poczytać...
      • lilith76 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 16:40
        mara68, mam podobnie - mój M zgadza się na dziecko, ale dla mnie, nie sam z siebie. Jak prawdziwa kobieta, chciałabym zwycięstwa totalnego, czyli żeby mu się samemu z siebie zachciało, jakbym nie potrafiła się cieszyć tym co jest. Boję się, czy to nie wpłynie na związek, kiedy dziecko już będzie. Boję się czy znajdzie czas na pomoc mi, na bycie z naszym dzieckiem, bo starsze już angażują go sporo, a on kombinuje jak by tu jak najwięcej wykroić na jego męskie zabawy przy kompie.
        W końcu dwoje jego dzieci też było dla niego nieplanowanym zaskoczeniem, a zajmuje się nimi, opiekuje, czuje się odpiedzialny, dumny z nich. Widzę, że potrafi być dobrym ojcem bez względu na okoliczności poczęcia i kwestię matki dziecka.
      • luna67 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 18:11
        mara68,

        nigdy inicjatywa posiadania dziecka nie wyszlaby z mojej strony, gdyz mialabym
        obawy tak jak ty, iz zarodek jego decyzji powstal wylacznie ze wzgledu na mnie
        (moich oczekiwan). Wiec cicho siedzialam prawie 4 lata, spogladajac z ukradka na
        moj zegar biologiczny, wpadajac od czasu do czasu w poplochsmile czekajac
        cierpliwie na jego pierwszy kroksmile. Wiec ciebie rozumie, jestes odemnie mlodsza
        o roksmile

        Jaka ja bylam szczesliwa jak zaczol pierwszy rozmowe o wspolnym dziecku.

        niestety poroniłam w 5-mcu i muszę powiedzieć że nie
        > dostrzegłam jakiegoś poczucia straty u mojego N., oczywiście wspierał mnie i
        > się mną opiekował, martwił się o mnie, ale nie było planów na
        > następne dziecko

        Przykro mi, wiem co czujesz, ale pamietaj, ze mezczyzni strate inaczej przezywaja.

        Co do wczasow z pasierbami, to uzgodnilismy, polowe on ze swoimi dziecmi, a
        druga z naszym i oczywiscie ze mna. Przezylam horror bedac na wspolnym urlopie z
        pasierbami, zamiast odpoczac, czulam sie po powrocie jak po ciezkiej pracy w
        kamieniolomachsad(((. Moze znowu sprobujemy, ale to dalsze plany.

    • chalsia Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 16:18
      stara prawda jest taka, że dziecko cementuje dobry związek (taki, który nie
      jest w kryzysie, gdzie nie ma niedomówionych problemów) natomiast związek, w
      którym źle sie dzieje (kryzys, niedomówienia etc) - dziecko rozwala.
      Bo tylko związek, w którym jest OK jest w stanie podołać temu, co przyjście
      dziecka na świat ze sobą niesie.
      Chalsia
      • neinka Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 16:41
        dziecko to katalizator pewnych "niedomówień" w małżenstwie
        dziecko to koniec sielanki w zwiazku, a cięzka praca
        dziecko to odstwienie ma bok faceta , ktory przezywa syndrom zejścia na drugi
        plan - juz nie jestem dla niej najwazniejszy
        dziecko to bardzo silne uczucie macierzynstwa, które zasłania cały świat
        • lilith76 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 16:43
          Raz bet66 napisałaś coś z sensem.
          Chyba, że to miało "drugie dno" i ukrytą sugestię wink
        • luna67 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 17:34
          neinka nie osmieszaj sie jeszcze bardziej tymi stwierdzeniami, mnie to nie
          dotyczy, gdyz:

          > dziecko to katalizator pewnych "niedomówień" w małżenstwie

          - u mnie nie ma niedomowien, problemy sa natychmiast usuwane (poza ostatnim,
          ale jestem w trakcie jego rozwiazania)

          > dziecko to koniec sielanki w zwiazku, a cięzka praca

          - tak jest ciezka praca, ale dla smierdzacych leniow, do ktorych nie naleze

          > dziecko to odstwienie ma bok faceta , ktory przezywa syndrom zejścia na drugi
          > plan - juz nie jestem dla niej najwazniejszy

          - tak sie czuja faceci, ktorzy sa egoistami a moj nim nie jest, wrecz
          przeciwnie wiem, ze sam od siebie bedzie intensywnie uczestniczyl w pielegnacji
          i wychowaniu maluszka

          > dziecko to bardzo silne uczucie macierzynstwa, które zasłania cały świat

          - odkrylas tym eureke?

          Przykro mi, ze musialas sie borykac z tymi wyzej przez ciebie wymienionymi
          patologicznymi sytuacjami.




          • joanna9969 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 17:46
            luna67 napisała:

            > neinka nie osmieszaj sie jeszcze bardziej tymi stwierdzeniami, mnie to nie
            > dotyczy, gdyz:
            1)Kochanie z calego serca zycze ci zeby rzeczewistosc ci tego nie zwerifikowala

            >
            > > dziecko to katalizator pewnych "niedomówień" w małżenstwie
            >
            > - u mnie nie ma niedomowien, problemy sa natychmiast usuwane (poza ostatnim,
            > ale jestem w trakcie jego rozwiazania)
            >

            2)Czasem cos co nie bylo problemem przed dzieckiem okazuje sie nim jednak byc

            > > dziecko to koniec sielanki w zwiazku, a cięzka praca
            >
            > - tak jest ciezka praca, ale dla smierdzacych leniow, do ktorych nie naleze
            >

            3)Moja siostra pilnuje w tej chwili dwojga maluchow (moje i jej) . Ja pracuje.
            Wczoraj musialam ja wyreczyc . Nie zamienila bym sie z nia !!

            > > dziecko to odstwienie ma bok faceta , ktory przezywa syndrom zejścia na d
            > rugi
            > > plan - juz nie jestem dla niej najwazniejszy
            >
            > - tak sie czuja faceci, ktorzy sa egoistami a moj nim nie jest, wrecz
            > przeciwnie wiem, ze sam od siebie bedzie intensywnie uczestniczyl w pielegnacji
            > i wychowaniu maluszka

            4)patrz punkt 1

            >
            > > dziecko to bardzo silne uczucie macierzynstwa, które zasłania cały świat
            >
            > - odkrylas tym eureke?
            >
            > Przykro mi, ze musialas sie borykac z tymi wyzej przez ciebie wymienionymi
            > patologicznymi sytuacjami.
            >
            >
            >
            >
            Patrz do dzis nie wiedzialam ze zyje w patologi !!

            • luna67 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 19:42
              Joanna9969 dziekuje, uzmyslowilas mi, ze ja tak naprawde nie mam czego sie
              obawiac, gdyz:

              > 2)Czasem cos co nie bylo problemem przed dzieckiem okazuje sie nim jednak byc

              II przerabialam to juz 3 razy i mam juz w tym rutynesmile


              > 3)Moja siostra pilnuje w tej chwili dwojga maluchow (moje i jej) . Ja pracuje.
              > Wczoraj musialam ja wyreczyc . Nie zamienila bym sie z nia !!

              III mialam 3-ke dzieci, pracowalam, gotowalam, sprzatalam, dbalam o dom, wiec
              nie w tym problem, teraz jak dzieci sa duze, czuje sie jak na urlopie pomimo
              pracysmile

              > 4)patrz punkt 1

              IV O jej, to najmniejszy problem, dla mnie SEX jest bardzo wazny, wiec nigdy nie
              dopuszcze do zaniedbania mojego Msmile

              Myslalam, ze znasz neinka, i kryjaca sie ironie w mojej odpowiedzismile)), nie
              bierz tak wszystkiego na powazniesmile
      • reksia Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 17:43
        chalsia napisała:

        > stara prawda jest taka, że dziecko cementuje dobry związek (taki, który nie
        > jest w kryzysie, gdzie nie ma niedomówionych problemów) natomiast związek, w
        > którym źle sie dzieje (kryzys, niedomówienia etc) - dziecko rozwala.
        > Bo tylko związek, w którym jest OK jest w stanie podołać temu, co przyjście
        > dziecka na świat ze sobą niesie.
        > Chalsia


        podpisuję się pod Chalsią smile
    • reksia Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 17:41
      rozpad związku ma chyba jednak szerszą podstawę, niż przyjście dziecka na
      świat....hmm
      • dominika303 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 18:11
        Reksiu - podpisuję się pod twoim ostatnim postem obiema rekoma smile))

        No ale autorka ma na razie czystko teoretyczne rozwazania i teoretycznie można
        założyć , że dziecko to powód rozwodów !, ale jako to w teorii , trochę się to
        w praktyce rózni !! i samo dziecko to raczej szczęście, natomist wszytko co
        dokoła dziecka sie dzieje przyprawia nawet zgodne pary o zawrót głowy smile)

        pozdrawiam

        PS
        Luna mnie wyszło , że jednak twoja znajoma miała jakiś inne powody do rozstania
        niz marudzący brzdąc !
    • kobieta741 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 18:28
      Na mnie ten poruszony przez Ciebie wątek spadł jak "grom z jasnego nieba" smilesmile
      Dlaczego? Ano dlatego, ze ja własnie się zastanawiam nad posiadaniem drugiego
      dziecka... Mam juz jedno dziecko z pierwszego małzenstwa ( ma 7 lat) Macochą
      obecnie jestem "sporadyczna" bo mieszkamy za granicą.
      Przyznaje, ze to moj NM zainicjowal całe to moje myslenie o wspolnym dziecku...
      A ja: i chciałabym i się boję - tak mogę ocenic swój stan obecny.
      Wszystko układa sie nam znakomicie, duzo rozmawiamy, wspieramy sie i generalnie
      jest OK. Boje się jedynie czy dziecko nie spowoduje kryzysu w moim zwiazku - bo
      tak wlasnie sie stalo w pierwszym malzenistwie...
      Teraz jest inaczej, ale ten irracjonaly strach jak widac we mnie pozostał....
      • luna67 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 19:16
        kobieto741, o jej, nikogo tu nie chcialam straszyc, to sa tylko moje obawy
        wynikajace z obserwacji mojego otoczenia i niektorych piszacych tu macoszek.

        Myslalam, ze kicia i weronka zabiora tu glos, ale sie mylilamsad((((

        "Mam juz jedno dziecko z pierwszego małzenstwa ( ma 7 lat) Macochą
        > obecnie jestem "sporadyczna" bo mieszkamy za granicą."

        Wiec nie masz podstaw do obaw, nie musisz sie stresowac zgozkniala, jadowita Ex
        ( + za).
        Drugi plus:

        "> Przyznaje, ze to moj NM zainicjowal całe to moje myslenie o wspolnym dziecku..."

        to bylo dla mnie podstawa na ktorej budowalam spelnienie moich marzen o dziecku.

        Boje się jedynie czy dziecko nie spowoduje kryzysu w moim zwiazku - bo
        > tak wlasnie sie stalo w pierwszym malzenistwie...

        U mnie bylo odwrotnie, to dzieci nadawaly mi sily na trwanie mojego malzenstwa,
        to dzieki nim wytrzymalam tak dlugo z moim Ex. Ale wiem, ze moze byc odwrotnie,
        gdyz z moim Ex mielismy inne problemy, nie bylo faktoru jadowitej Exi (mojego
        M), nikt nie burzyl spokoju naszego malzenstwa, oprocz samego Ex (do czego
        doszedl niestety dopiero po rozwodzie).

        Powoli otwieraja mi sie znowu oczy, czytajac was drogie macoszki.

        Dziekuje wam za objektywne spojrzenie na ten moj niby dylemat.
        • kicia031 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 19:49
          Kicia miala zamiar zabrac glos wieczorem jak Groszkowiec pojdzie spac, ale skoro
          zostala wywolana do odpowiedzi, to napisze szybko teraz, zwlaszcza ze ulagl sie
          w jej glowie podstapny plan polozenia sie spac z Groszkowcem.

          Tak, my przezywamy kryzys, ale nie jest on zwiazany z dziecmi - ani osobnymi ani
          wspolnymi. Wrecz przeciwnie, to Groszkowiec trzyma nas razem, bo gdyby nie on,
          to nie wiem, czy znalazlabym motywacje do walki o ten zwiazek.

          Zgadzam sie z tym co napisala chalsia, o cementowaniu lub rozbijaniu zwiazku
          przez narodziny dziecka. Mysle, ze wazne jest tez: czy partner jest dobrym,
          czulym opiekunczym, kochajacym ojcem - u ciebie, zarowno jak u mnie odpowiedz
          brzmi tak - i jest to potwierdzone wieloletnimi relacjami z dziecmi z
          poprzedniego zwiazku. Bo jesli zgadza sie na dzicko wspolne na odczepne, a potem
          jest o nie zazdrosny, czuje sie odsuniety na dalszy plan, to faktycznie moze byc
          duzo gorzej. Dodarkowo chyba na wasza korzysc dziala to, ze wy ( a przynajmniej
          ty, luna) podobnie jak my, cale swoje dorosle zycie byliscie rodzicami, wiec
          kolejne dziecko nie odbierze wam wolnosci, czy innych wyimaginowanych dobr.

          I tak sobie jeszcze mysle, ze wazne jest w zwiazku nie by patrzec na siebie,
          tylko by wspolnie patrzec w jedna strone. A gdzie lepszy keirunek patrzenia, niz
          na wspolna mala istotke, ktora jest czexscia nas obojga.

          No a po za tym, jak sie rozstaniecie, to co? Swiat sie skonczy? pol swiatu tego
          kwiatu! Nie wychowasz sama dziecka - przeciez wiesz ze tak.

          Tak wiec, do roboty. U nas starszych mam to sie nie dzieje z miesiaca na
          miesiac, uwierz mi, czasami trzeba sie starac bardzo dlugo, a zegar tyka!
          • luna67 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 20:29
            Kiciu mialam naprawde nadzieje, ze otrzymam wlasnie taka podbudujaca odpowiedz
            jaka napisalas, i inne dziewczyny udowodnily mi blachosc moich obaw, ktore nie
            maja podstawy.

            Czasami zastanawiam sie dlaczego wybralam mojego M, a nie innych adoratorow i
            potencjalnych partnerow bez dzieci, na czym polega ta arakcyjnosc u niego?
            pomijajac, bardzo dobry wyglad (inni tez byli niczego sobie), wyzsze
            wyksztalcenie? inni mieli wyzsze, pieniadze? nie, bo bym sie nie rozwiodla, i
            doszlam do wniosku, ze sprawdzone ojcostwo o ktorym sie przekonalam na wlasne
            oczy bylo i jest domena uwiedzenia mnie i oczarowaniasmile

            Masz racje, cale moje dorosle zycie bylam/jestem rodzicem, nie taki diabel
            strasznysmile Zaczyna sie robic pusto w domu, najstarszy sie wyprowadzil ze swoja
            nazeczona, serce bedzie mi sie krajac jak moja cora pojdzie. A moj M nie moze
            sie doczekac biegajacych stopek po domu, nie tylko na weekend.

            "U nas starszych mam to sie nie dzieje z miesiaca na
            > miesiac, uwierz mi, czasami trzeba sie starac bardzo dlugo, a zegar tyka"

            Jak sie do 4 miesiecy od zabiegu nie uda, to mamy juz inseminacje
            zaplanowanasmile, jestem caly czas pod kontrola naszego znajomego ginkasmile

            Dzieki naprawde jestes/cie kochane.

            Moj M robi mi teraz wymowki przez telefon, ze przepuscilam taka okazjesad(((
            moze jeszcze nie, napewno mnie zrozumie.

            Zycze milego wieczoru


            • kicia031 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 30.11.06, 12:48
              Dodam jeszcze Luna, ze ja mysle o jeszcze jednym dziecku, na co nie mam zbyt
              duzo czasu, bo jestem kicia70 wink)
              Staramy się teraz naprawic nasz zwiazek, nawet w sobote idziemy na terapie.
              Jeśli wszystko pojdzie dobrze miedzy nami, to chciałabym zaczac się starac w
              lato – jest to optymalny termin ze względu na moja prace, na której mi zalezy i
              ze względów merytorycznych a także dlatego, ze jednak jest to ten jeden pewny,
              comiesięczny, i niemaly dochod stanowiący podstawe naszego utrzymania.
              Boje się bardzo, bo na pomoc dziadkow nie będę mogła liczyc – nie są już mlodzi
              i trzeba będzie zatrudnic nianie. Z 2 strony, mamy wszystkie ubranka,
              niesamowite ilości zabawek i wszystkich niezbędnych dzieciom sprzętów, wiec
              pewnie jakoś sobie poradzimy. Najbardziej bym chciala zafundowac sobie
              wychowawczy i pobyc z Groszkowcem i ewentualnym nowym nabytkiem w domu, ale
              szanse na to są niewielkie niestety.
              ehhh
              • luna67 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 30.11.06, 18:43
                Och kicia, zeby mozna bylo cofnac czas, ja nie zdaze z drugim wspolnym (szkoda,
                zazdroszcze).
                Ta terapia jest najlepsza decyzja jaka moglas podjac, i bardzo duzy plus dla
                twojego meza (to widac, ze ciebie bardzo kocha) nie jedno malzenstwo sie przez
                to uratowalo.

                > Boje się bardzo, bo na pomoc dziadkow nie będę mogła liczyc – nie są już
                > mlodzi
                > i trzeba będzie zatrudnic nianie.

                Na dziadkow tez nie moge liczyc, rodzice bardzo daleko, a mojego M nie za bardzo
                interesuja sie terazniejszymi wnukami sad(((, no ale winna jest Ex (zyja na
                sciezce wojennej) i mam taka cicha nadzieje, ze sie zmiena.

                A jak nie, to nie, to zatrudnie dodatkowa pomoc w praktyce, zeby przejela moje
                obowiazki i zostane w domku z malenstwem, (bede tylko od kasowania pieniedzysmile))

                Z tymi ubrankami to fajna rzecz, ja tez mam juz zaklepane (jak wyjdzie) po mojej
                kolezance ktora za miesiac rodzi. Jej pierwsze dziecko i przesadzila z zakupami
                dla malenstwa.

                Napisz prosze (obszerniesmilepo wizycie u terapeuty, jak bylo , trzymam kciukismile
        • kobieta741 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 19:52
          Wiem luna, ze nie chcialaś nikogo straszyc smile i mnie tez nie wystraszyłaś. Tylko
          to tak jakos sie zbiegło w czasie smile)) Jeszcze dzis rano rozmawialismy z moim NM
          na temat dziecka, różne mysli mi chodziły w ciagu dnia po głowie. Wieczorkiem
          zaglądam na "macoszkowe" forum.... a tu Twój post smile Taki zbieg okolicznosci smile

          Co do Exi - niestety czasami przysparza nam stresów... Było i tak ze moj NM
          zaplanował lot do Pl, uzgodnił wszystko z Ex, poleciał...a dzieci nie zobaczył
          sad Dopiero krótko przed odlotem po wielu bataliach, wielu dniach bezskutecznego
          dobijania sie o dzieci, łaskawie dostał "widzenie" z dziecmi na 3 dni...

          Zawsze chciałam miec dwoje dzieci. Uwazam ze dobrze jest mieć rodzeństwo. Teraz
          w koncu moje zycie znowu nabralo kolorów, odzyskalam zyciowy spokój i równowage.
          Uspokoiłam nerwy. WIec moze faktycznie czas na drugie dziecko?? Tym bardziej ze
          niestety zegar idzie nieubłaganie do przodu... hmmmmm.....
          • luna67 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 20:58
            kobieta741 napisala:

            "Jeszcze dzis rano rozmawialismy z moim N
            > M na temat dziecka, różne mysli mi chodziły w ciagu dnia po głowie. Wieczorkiem
            > zaglądam na "macoszkowe" forum.... a tu Twój post smile Taki zbieg okolicznosci smile

            nie slyszalas o czytaniu w myslach?smile, tele...., nie wiem jak to bylo.

            Nie mamy teraz problemu z widzeniami z dziecmi, podalismy ja do sada (a tak na
            marginesie ja). Tutaj w niemczech sad jest bardzo regorystyczny jezeli matka
            utrudnia widzenia, a ojciec wywiazuje sie z obowiazku alimentacyjnego i nie
            tylko, moze nawet ukrocic alimenty matce(ale nie byl w tym cel).

            Wiesz dlaczego chcialam miec zawsze 3-4 dzieci? gdyz sama mialam 2-ke
            rodzenstwa, i wiem jakie silne uczucia moga laczyc. Moje dzieci maja bardzo
            silny kontakt emocjonalny ze soba, duzo pracy w to wlozylam i chce zeby tez
            pasierby chociaz czastke w te uczucia wlozyly, ale nie mozna miec wszystkiego.

            Ach ten zegar, nie do zatrzymania...nie tylko biologiczny, mam jeszcze tyle
            planow, tyle celow, boje sie ze nie zdaze.....



            • kobieta741 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 22:13
              luna
              coś musi być w tym "tele" smilesmile

              Moj NM tez ma ustalone widzenia z dziecmi. Alimenty oczywiscie placi, dodatkowo
              kupujemy różne rzeczy itd. Natomiast z racji odległości niestety te wizyty teraz
              nie mogą być tak częste... WIec NM "zbiera" do kupy pare wolnych dni i leci
              wtedy do PL, ale czasami wychodzi to tak jak napisałam. Ostatni wyjazd na
              szczescie odbył sie bez problemów.

              A co do ilosci dzieci... sama mam rodzenstwo - siostre. I jestesmy baaaardzo
              zżyte... I wlasnie chciałam zeby i moje dziecko miało własnie takiego kogoś -
              brata, lub siostre jak dorośnie, bo wiadomo ze rodzice to nie wszystko i zgrane
              rodzenstwo to wielki życiowy atut.

              Jeśli chodzi o plany i cele... wierze ze mozna je realizowac naprawde w kazdym
              wieku !!! Nie mozna się poddawac strachowi ze "nie zdąze"
              Trzymam za Ciebie kciuki !!!
              • luna67 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 22:17
                Ach mam telepatia!!!!

                Dziekuje za kciukismile
    • kasian27 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 19:38
      kiedy urodzilo sie nasze wspolne dziecko przez pewien czas wydawalo mi sie, ze
      cos zaczyna sie psuc. dzis wiem, ze w 90% to ja zawinilam. powod prosty i
      banalny: zazdrosc!!! wydawalo mi sie, ze dla niego nasze dziecko tez musi byc
      najwazniejsze, najbardziej kochane, do tego po porodzie nie czulam sie
      atrakcyjna, czulam sie jak dojna krowa. dzis wiem,ze synek jest dla niego
      bardzo wazny i kocha go nie mniej niz ja. staram sie zeby tez nie czul sie
      odtracony, czasami jeden sms powoduje, ze pedzi do domu jak na skrzydlach.
      jestem pewna, ze jesli kiedys sie roztaniemy to napewno nie przez dziecko.
      • luna67 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 19:51
        Kasian27,

        wiem juz do czego nie dopuszcze, a mianowicie do mojej zazdrosci o jego dzieci.
        Nie pisze to dlatego, ze jestem albo bede zazdrosna, ale powiedz jak sie jej
        pozbylas, gdyz moja znajoma nie umiala sie jej pozbyc, i moim zdaniem, bylo
        ogniskiem do awantur a pozniej rozstania.
        • kasian27 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 20:24
          tez zawsze mi sie wydawalo, ze nie bede zazdrosna o dzieci, ze decydujac sie na
          zycie z M mialam swiadomosc jego przeszlosci, ale w pewnym momencie przestalam
          nad tym panowac. moj M bardzo kocha swoje dzieci ale wiem, ze ja jestem
          najwazniejsza osoba w jego zyciu i coraz czesciej widze tego dowody.
        • kobieta741 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 29.11.06, 20:37
          We mnie nie ma i nie było zazdrosci o dzieci NM ( i mam nadzieję ze sie nie
          będzie). Obawiam sie jedynie jak nowe wspolne z NM dziecko wplynie na moje
          dziecko... Czy w młodym nie pojawi sie rodzaj żalu ????
          • kasian27 Re; kobieta741 29.11.06, 20:46
            jedna z corek M, tez nie byla zachwycona kolejnym dzieckiem w rodzinie, a teraz
            chwali sie braciszkiem: jaki fajny i smieszny, i ze ma troche odstajace uszy
            tak samo jak ona.
            • kobieta741 Re: Re; kobieta741 29.11.06, 20:51
              Budujące jest to co piszesz smile Moj mlody czasem sie dopytuje o brata. ALe
              wiadomo - pytania dziecka, to tylko pytania, a pojawienie sie dziecka duzo
              zmienia w zyciu wszystkich domowników.
              • kasian27 Re: Re; kobieta741 29.11.06, 20:59
                u mnie zmienilo na lepsze. czasami z M zastanawiamy sie jak zylismy bez malego.
                prawda jest, ze duzo sie zmienia a w naszym przypadku w szczegolnosci zmienilo
                sie moje zycie. zdarzaja sie gorsze dni, ale ogolnie czuje sie mama
                najcudowniejszego dziecka na swiecie
                • kobieta741 Re: Re; kobieta741 29.11.06, 21:18
                  Wiem, ze jak juz sie pojawi maleństwo na świecie to czlowiek się zastanawia jak
                  mogłoby go nie być??? smile Wiadomo tez ze to najczęściej my, kobiety musimy
                  zmienic najwięcej w życiu, odłożyć czasowo krariere itd. I jak to w życiu -
                  zdarzają się lepsze i gorsze dni.

                  Ja się w jakimś sensie obawiam o mojego młodego. Bo tak: ich relacje z NM są
                  poprawne, moze bez wielkiej wylewnosci ale ogólnie lubia się. Młody do NM mówi
                  po imieniu.
                  Ex wykazuje bardzo male ( jeśli wręcz nie zerowe) zainteresowanie własnym
                  dzieckiem... Przykre, ale prawdziwe. Nawet jak jeszcze mieszkalismy w PL to Ex
                  odwiedzał i zabieral dziecko na weekend średnio 2 razy do roku. Więc nasz wyjazd
                  niczego w tej materii nie zmienił, bo ilośc odwiedzin pozostała na tym samym
                  poziomie. Natomiast dla mojego dziecka jego tato jest oczywiscie najlepszy na
                  świecie.
                  Jak pojawi sie nasze wspolne z NM dziecko i zacznie mówic tato do NM to ...
                  własnie: tu obawiam sie problemów... Ze może moj młody poczuje się odsunięty,
                  przez sam fakt ze NM nie jest jego ojcem...
                  Zakręcone to co napisalam, ale takie wlasnie mam zakręcone obawy...
              • luna67 Re: Re; kobieta741 29.11.06, 21:19

                Moj M bardzo ubolewal i ubolewa dalej z powodu braku rodzenstwa, lubi moja duza
                rodzine, moje rodzenstwo i nie raz mi "zazdrosci".

                Ciesze sie na swieta, gdyz jak co roku ja je organizuje, ale w tym roku beda
                wyjatkowe, gdyz beda osoby dla mnie najwazniejsze w zyciu:

                - dla moich dziedzi i ich "narzeczonych"
                - dzieci mojego M,
                - dla rodzicow mojego M,
                - udalo mi sie namowic moich rodzicow na podroz do mnie
                - moje rodzenstwo z malzonkami i dziecmi,
                - moja Ex tesciowa tez przyjdzie.

                Dom pelen ludzi, 23 osoby, tak jak lubiesmile)))), a moj M jest wniebowzietysmile
                • kobieta741 Re: Re; kobieta741 29.11.06, 21:29
                  WOW !!!! Pozazdroscic takiej sielanki rodzinnej!! smile Super!!
                  • kasian27 Re: Re; kobieta741 29.11.06, 21:39
                    mysle, ze jesli bedziecie tak samo traktowac Twojego syna po urodzeniu sie
                    nowego czlonka rodziny i bedzie czul sie wazny ,to nie bedzie mial problemu z
                    odnalezieniem sie w nowej sytuacji. ja mam chyba jedna z bardziej
                    skomplikowanych sytuacji /pod wzgledem ilosci i pokrewienstwa / ale wszystkie
                    dzieci jakos akceptuja siebie nawzajem
                    • kobieta741 Re: Re; kobieta741 29.11.06, 21:54
                      Dzieki kasian za dobre słowa! Jesli w koncu zdecydujemy się na dziecko ( i
                      oczywiscie jeśli uda się zajść ) to mam nadzieje ze nasze starania co do tego
                      aby młody nie czul się gorszy w tej sytuacji przyniosą dobry efekt.
                  • luna67 Re: Re; kobieta741 29.11.06, 21:51
                    zaprosilabym tez mojego Ex, no ale to by bylo niesmacznesmile))) nie chodzi mi o
                    mojego M, oni sie dobrze rozumieja, ale o rodzicow mojego M, sa naprawde
                    zazdrosni. Moja przyszla tesciowa konkuruje z moja Ex-tesciowa i nie moze
                    zrozumiec dobrego kontaktu z Ex i jego matka.
                    Ale przyznam sie, ze ta sielanka kosztowala i kosztuje mnie duzo wysilku.
                    • kobieta741 Re: Re; kobieta741 29.11.06, 22:00
                      luna

                      Podziwiam, podziwiam i jeszcze raz PODZIWIAM!!!!
                      DLa mnie taka sielanka jest na razie nawet nie do wyobrażenia a co dopiero
                      zrealizowania!!! A ja na razie nie mam sił zeby to wszystko łatac. WIec jest
                      dobrze tak jak jest smile
    • swieta_1 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 30.11.06, 11:49
      Łoj, Luna, zazdroszczę Ci strasznie! tych świąt z taką masą życzliwych, sobie na wzajem ludzi. I wiesz co, zazdroszczę Ci podjętej decyzji DZIECKA. Ja się boję. Tego że mój Młody już za "duży"(16 lat), że ja już za dużo lat na karku, eh, no zazdroszczę i już. ( ale nie pracy związanej z całą oraganizacją i wykonaniem tej ilosci pierogów smile hihi )
      • luna67 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 30.11.06, 18:22
        swieta_1 napisała:
        "Ja się boj
        > ę. Tego że mój Młody już za "duży"(16 lat), że ja już za dużo lat na karku,
        > eh, no zazdroszczę i już."

        16 lat chlopak? to prawie mezczyzna, moj najstarszy ma 20 lat (no troche mi sie
        spieszylo z tym maciezynstwem ale nigdy nie zalowalam)
        Mimo moich 38 lat nie czuje sie jak staruszka, zycie dopiero sie dla mnie
        zaczelosmile moja cora (lat 18) pyta sie mnie z kad ja mam tyle silysmile.

        Moje kolezanki w tym wieku co ja maja malutkie dzieci, albo sa w ciazy. W
        niemczech tak jest, pierwsze balangi, studia, dom a na samym koncu dziecko.

        zazdroszczę i już. ( ale nie pracy związanej z całą oraganizacją i wykonani
        > em tej ilosci pierogów smile hihi )

        Czy ty myslisz, ze ja sama bede pichcic? uwiaze do kaloryfera (zeby nie
        ucieklysmile w kuchni moje dziewczynki (core, i przyszle synowe)smile
        • swieta_1 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 01.12.06, 09:24
          Nie, staruszka to nie, ale 2 lata starsza jestem od Ciebie. I tak sobie myślę że to już nie pora, nie czas. Dlatego zazdroszczę tych decyzji podjętych( tak głęboko w sobie Luna wiesz że chcesz-prawda?). Ja to sobie tak myślę że i z wygodnictwa zwykłego się nie starałam, z braku ( wtedy?) pewności czy M to ten na 200%, strachu przed utratą pracy, eh, jak tak zacznę myśleć to wszystko na "nie" przemawiało. Tylko żal jeszcze taki czasami jak patrzę na takie małe, takie cudne, szczególnie jak którys z moich Panów pokaże -" ooo patrz jaki fajny/a" . Ooooo jaka ja głupia byłam.... a może nie (szklana kula się kłania).
    • judytak Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 03.12.06, 19:57
      zawsze urodzenie się dziecka, zwłaszcza pierwszego w danym "układzie", oznacza
      wielką zmianę, do której trzeba się dostosować
      wszystko przestawić, wszystko przewartościować, na nowo podzielić zasoby (czas,
      siły, uśmiechy, pieniądze, pokoje w mieszkaniu itp. itd.)
      do tego na początku rodzice chodzą niewyspani, rozdrażnieni, o wszystko na
      siebie warczą...

      ale się to przechodzi, to już tylko lepiej będzie :o)

      u nas właśnie czwarte wspólne się uroziło, mieliśmy wczoraj wizytę dwóch
      starszych córek męża (dorosłe już)

      pozdrawiam
      Judyta
      • luna67 Re: Wspolne dziecko "motorkiem napedowym" do kryz 04.12.06, 17:27
        judytak napisała: > u nas właśnie czwarte wspólne się uroziło

        Gratuluje!!!!

        Masz racje, dziecko przewraca swiat rodzicow do gory nogami, ale nie wtedy jak
        sie planuje, i sie wie jakie zmiany przynosi w rodzinie noworodek (mam rutynesmile).
        My osobiscie ze wzgledu na planowane dziecko, wynajelismy a pozniej kupilismy
        duzy dom, zwolnilam sie z mojej wspanialej pracy i objelam prywatna dzialalnosc
        mojej przyszlej tesciowej (jeszcze wspanialszasmile), zeby byc z malenstwem jak
        najdluzej (a no i pieniazkow przybylo). Wiec jak na poczatek moim zdaniem
        wystarczysmilenie musze rozdzielac kazdemu lokum, jest wystarczajaco miejsca nawet
        dla gosci.

        > do tego na początku rodzice chodzą niewyspani, rozdrażnieni, o wszystko na
        > siebie warczą...

        Tak masz racje, noworodek potrzebuje 24h/dobe opieki, ale to mnie nigdy nie
        draznilo, faktem bylo, ze bylam niewyspana, ale nigdy nie warczalam na mojego Ex
        (nigdy mi nie pomagal w niczym), a co dopiero teraz na mojego terazniejszego M,
        ktory od siebie samego od tak pomaga mi w domu (jak zezwolesmile.

        Tak sobie czytam i czytam i doszlam do wniosku, ze nie mam sie czego bacsmile)))
        Ale faktem jest, ze moje najmlodsze dziecko ma 17 lat, i moze sie zmienilam jako
        matka, moze nie bede miala tyle cierpliwosci, wyrozumialosci..., nie wiem....
        ale wiem, ze z utesknieniem czekam...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja