luna67
29.11.06, 14:50
Tak sie zastanawiam nad tym kryzysem w partnerstwie i dochodze do wniosku z
obserwacji otoczenia, ze dominuje w ukladach jak na swiat przychodzi wspolne
dziecko, a myslalam, ze dziecko laczy
Moja znajoma zyla sobie z NM ok. 6 lat, byli naprawde szczesliwi, zaczelo sie
psuc jak dziecko przyszlo na swiat, tydzien temu odeszla od niego

i nie
zamierza wracac. Bardzo duzo jej zawdzieczam, razem uczylismy sie akceptacji
przeszlosci i dzieci naszych M, to ona byla moim doradca w relacjach z
pasierbami, a teraz okazuje sie, ze sama nie udziwignela ciezaru bycia ta
"druga".
Wiem, ze u mnie nie musi byc tak jak u niej, ale zaczelam sie bac i to bardzo,
gdyz planujemy dziecko od 10 miesiecy, zrobilam wszystkie badania, niektore
bardzo bolesne..., nacierpialam sie fizycznie jak nigdy dotad..., przyczyna
nieplodnosci zlikwidowana i od tego miesiaca moglo nam sie poszczescic.
Moglo..., gdyz stchorzyłam, pomimo, ze bardzo pragne/my dziecka, w dni plodne
(przepraszam za szczerosc) ucieklam do tej kolezanki z wymowka pocieszenia
jej, nie mialam sily z moim M rozmawiac o moim problemie/obawach, a wiem, ze
to mnie nie ominie.
Jestem z nim szczesliwa i boje sie, ze sie cos popsuje

((
Jestem naprawde rozdarta, nigdy dotad nie mialam takich obaw, mialam tyle
czasu do namyslu, co sie ze mna dzieje? obawiam sie, ze bede moja decyzje w
pszyczlosci bardzo zalowac, ale nie wiem ktora

((