Faktycznie, bycie macocha nie jest proste...

04.12.06, 15:10
Po tygodniu - byłam pełna zapału i wiary że wszystko będzie ok. Dziś po m-cu
uważam że jest fatalnie. Młody okazał sie dzieckiem bardziej problemowym niz
mi sie wydawało. Z tego co zauwazyła to dwie rózne osoby. Jest inny - lepszy-
jak jestem ja albo mój mąż. jest tez zupełnie inny jak nas nie ma. Pyskaty i
arogandzki ( nie często ale mu sie zdarza) wobec naszych dzieci i mojej mamy.
Do tego stresem sa dla mnie jego wizyty u jego babci. Zawsze wraca odmieniony
a poza tym mówi mi co mówia np. o mnie w tamtym domu. Uwierzcie mi to wcale
nie jest miłe. Do tego widze że wykorzystuje to iz jestem dobra, nie bijąca
pasem jak jego mama.
Te konflikty przekładaja się równiez na nasz związek. Widze że z tego tyt.
częściej opierdziel dostaje nasza córka. Bo jak załuzy to ona jest surowiej
karana ale jak zasłuzy młody to jemu trzeba wytłumaczyć.
Wiecie co? - jest źle i jestem zmęczona.

Wiem że teraz usłysze stwiersdzenia typu, a nie mówiłam, o tym że moja mama
miała racje. Fak t jednak jest taki że młody jest z nami a ja zaczełam czuć
sie obco we własnym domu.
    • m-jak-magi Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 04.12.06, 15:18
      mysle ze najwieksza role do spelnienia ma tutaj twoj malzonek. to on z racji ze
      jest ojcem chlopca ma obowiazek odpowiednio ustawic relacje miedzy wszytskimi
      mieszkancami. niedopuszczalne jest to ze czujesz sie obco w swoim wlasnym domu.
      i tak uwazam ze jestes bardzo dzielna i trzymam kciuki za powodzenie.
    • natasza39 Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 04.12.06, 15:37
      Myslę, że powinnaś myśleć w kategoriach, że to "dopiero miesiąc".
      Trudno po miesiącu, tak naprawdę powiedzieć, czy dziecku to minie, czy nie.
      Jest pyskaty, jak was nie ma.
      Sorry, ale to opinia Twojej mamy zapewne. Pamiętam, że niezbyt przychylnie była
      do chłopca nastawiona. Być może, wypowiedzi chłopaka są jednak
      nadinterpretowane przez starszą panią.
      Wiesz dobrze, że dziecko jest "problemowe". Wymaga innego podejścia.
      Czy myśleliście o psychologu dziecięcym?
      • wiola101 Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 04.12.06, 16:04
        jakiś czas temu wspominałam mojemu M. o psychologu dla niego jednak na rozmowie
        sie tylko skończyło. jeżeli chodzi o moje mamę to napewno bardzo sie zmieniła
        stosunku do młodego jednak mysle że jednak jej wnuczki beda zawsze jej
        wnuczkami a młody bedzie na końcu. Widze że mój M. traci cierpliwość do niego
        i przekłada swoje chumory na nasze dzieci co mi bardzo to przeszkadza. ja
        natomiast nie poptrafie poradzic sobie z jego zmiennościa zdania. raz Twierdzi
        że nie bedzie tam jeździł bo nie lubi babki i matki tez . Gdy dzwonia żeby sie
        umawiac on przewaznie nie chce. Mój mąz staje za synem murem i podziela jego
        zdanie tak aby chłopak przestał sie ich bac i aby czuł poparcie w ojcu. W końcu
        jak pojechał zobaczył matke po dwóch m-cach stwierdził ze juz będzie jeździł co
        dwa tygodnie bo tam jest tak fajnie. Mój mąż świadomy ile krzywdy mu tam
        wyrządzono - krew go zalewa ale nie mówi, nie komentuje tego. Mi tez jest
        ciężko gdy przyjeżdza i opowiada nowinki na mój temat i wiem że to było
        podsumowanie lub zkomentowanie mnie po jakiejś historyjce która opowiadał o
        mnie młody i wtedy czuje sie oszukana przez niego.
        I boje sie że zabraknie mi tej madrości zyciowej i strace serce do niego. A jak
        tak sie stanie to powiedzcie mi - jak mieszkac pod jednym dachem?
        • m-m-m Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 04.12.06, 16:09
          Mój mąż świadomy ile krzywdy mu tam
          wyrządzono - krew go zalewa ale nie mówi, nie komentuje tego. Mi tez jest
          ciężko gdy przyjeżdza i opowiada nowinki na mój temat i


          I tak będzie Wiolu. I by tylko tak.
          • wiola101 To co jeszcze moze mnie spotkać? 04.12.06, 16:13
            Przygotujcie mnie , bo ja jakas głupia jestem
            • m-m-m Re: To co jeszcze moze mnie spotkać? 05.12.06, 17:52
              Np. niestabilność emocjonalna dorastającego chłopaka, bunt młodzienczy trudny
              do wytrzymania dla rodzica, a co dopiero dla macochy, no i oczywiście sławetny
              tekst: nie jesteś moja matką! - gdy będziesz chciała mu jakieś zasady wbić do
              głowy.
              Będziecie musieli z mężem pomyśleć o psychoterapii dla niego.
        • chalsia Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 04.12.06, 16:21
          > ciężko gdy przyjeżdza i opowiada nowinki na mój temat i wiem że to było
          > podsumowanie lub zkomentowanie mnie po jakiejś historyjce która opowiadał o
          > mnie młody i wtedy czuje sie oszukana przez niego.

          Wiolu, to Ty jesteś dorosła a nie Młody !!!!!
          Postaraj się nie traktowac tego osobiście - dziecko coś tam opowiada - o tym co
          się u Was dzieje etc, i tak samo przynosi opowieści z "drugiej" strony. To
          normalne.
          Chalsia
    • mamaika Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 04.12.06, 16:05
      O rany, jak ja dobrze to znam. Polecam terapię. Nam pomogla, a było już
      tragicznie.
    • m-m-m Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 04.12.06, 16:07
      No cóż Wiolu, ja nie jestem zaskoczona takim Twoim postem. Od razu uważałam, że
      branie go pod Wasz wspólny dach jest pomyłką jak i to, że po tygodniu miałaś
      optymizm na wyrost.


      Do tego widze że wykorzystuje to iz jestem dobra, nie bijąca
      > pasem jak jego mama.



      Znam to. Mój pasierb też próbował wykorzystywać to, że nigdy nie karałem go
      fizycznie i w ogóe kary pozostawiałam w rękach ojca.
      Co do opinii Nataszy, że Twoja mama była źle nastawiona i teraz może jej słowa
      są przesadą: nie zgadzam się z tym. Twoja mama od poczatku wiedziała z racji
      doświadczenia życiowego, że ten chłopak to problemy, to wiedziałam też ja i
      dlatego trzymałam jak pewnie pamiętasz jej stronę.
      Wobrec kogo on sobie pozwala? Wobec osób, o których doskonale wie, że nie mogą
      mu nic zrobić, ani przyszywana babcia, ani młodsza siostra nie wyekzekują od
      niego pozytywnego zachowania.
      Owszem do psychologoa trzeba iść... choćby po to by mieć świadomość, że
      zrobiało się wszystko co się mogłow w tej sprawie.
      Tak naprawdę to dopiero początek, dopiero jak wejdzie w okres dojrzewania to
      zobaczysz czym to pachnie.
      Twój mąż musi zintensyfikować wysiłki wychowawcze i to jak napjprędzej.
      Musi ustalić jasne reguły obowiązujące wszystkich w Waszym domu i konsekwentnie
      egekwować od syna przestrzegania tych regół.
      • wiola101 Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 04.12.06, 16:11
        Zakładjąc m-m-m że masz racje tak samo jak moja mama. Jednak powiedz mi jak
        powinien zachowac sie ojciec do którego Sąd kieruje pytanie: Czy w tej sytuacji
        kiedy matka nie moze zajmowac sie dzieckiem bo jest narkomanką Pan zajmie się
        nim? Wyraża Pan taka chęć bo jeżeli nie to trafi do rodziny zastepczej lub
        placówki wychowawczo-opiekuńczej.
        Bo ja nie wybrażam sobie aby odpowiedział Nie, nie chcę go.....
        • natasza39 Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 04.12.06, 16:26
          wiola101 napisała:

          > Zakładjąc m-m-m że masz racje tak samo jak moja mama. Jednak powiedz mi jak
          > powinien zachowac sie ojciec do którego Sąd kieruje pytanie: Czy w tej
          sytuacji
          >
          > kiedy matka nie moze zajmowac sie dzieckiem bo jest narkomanką Pan zajmie się
          > nim? Wyraża Pan taka chęć bo jeżeli nie to trafi do rodziny zastepczej lub
          > placówki wychowawczo-opiekuńczej.
          > Bo ja nie wybrażam sobie aby odpowiedział Nie, nie chcę go.....

          Wiadomo, że musiał powiedzieć, że młody będzie z Wami. Nie wyobrażam sobie, aby
          w takiej chwili jakikolwiek normalny ojciec odpowiedział inaczej.
          Z drugiej strony Twój mąż nie może ciężaru wychowawczego przerzucać na Ciebie.
          Wydaje mi się, że to Ty bardziej martwisz się tym wszystkim niż on.
          Świata całego nie naprawisz. Twoje nastawienie do dziecka było od samego
          początku pozytywne. Mało facetów ma takie oparcie w wychowaniu dzieci z
          poprzedniego związku, jakie ma Twój mąż. Powinien to do cholery docenić!
          Więcej na niego musisz jednak obowiązków przerzucić.
          Trzymam za Ciebie kciuki, dobra kobietko!
          • m-m-m Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 04.12.06, 18:02
            Jednak powiedz mi j
            > ak
            > > powinien zachowac sie ojciec do którego Sąd kieruje pytanie: Czy w tej
            > sytuacji
            > >
            > > kiedy matka nie moze zajmowac sie dzieckiem bo jest narkomanką Pan zajmie
            > się
            > > nim? Wyraża Pan taka chęć bo jeżeli nie to trafi do rodziny zastepczej lu
            > b



            Wiolu, to pytanie by nie pado, gdyby Twój mąż nie ubiegał się o przejęcie
            bezpośredniej opieki. Zdaje się, że u babki ze strony matki pzebywał ten
            chłopiec.
            Nie gniewaj się, że ostro do ciebie piszę. Ale nie ukrywam, że od początku moim
            celem jest pozbawienie Ciebie złudzeń co do tego układu.
            Na moje oko nie będzie to różowe.
            Zgadzam się z Nataszą, że za dużą część wychowania młodego wzięłaś na siebie.
            Twój mąż nie ma wyjścia i musi w tej chwili być stale obecny w życiu syna,
            czyli poświęcać mu duuużo czasu i mieć taką pracę, by wracać po południu (a nie
            wieczorem) by to on głównie ponosił ciężar prostowania charakteru tego
            dzieciaka. jeśli jest u Was inaczej to dlaczego odpowiedział w sądzie, że się
            nim zajmie? Zwróć uwagę, że sąd nie zapytał go, czy pan zorganizuje opiekę nad
            synem, czy ktoś za pana to zrobi. Są zapytał go, czy konkretnie ON się zajmie,
            a nie czy przerzuci obowiązki wychowawcze na Ciebie i Twoją matkę.
            Musisz być bardziej na dystans do tego dziecka, matki mu nie zastąpisz, a już
            zaczynasz odczuwać jego zachowanie jako bolesne dla Ciebie. I będzie tylko
            gorzej jeśli weźmiesz to na siebie. Już nie dostajesz zwrotki jaką dostaje się
            od dziecka własnego - dajesz mu zainteresowanie i troskę matki, a w zamian od
            niego otrzymujesz figę. Znowu będę nierzyjemna: NIE warto tak sie dla niego
            poświęcać, jak dla własnego dziecka, bo nigdy jak od własnego nie otrzymasz
            zwrotki za swoje starnia w satysfakcjonującym wymiarze dającym równowagę za
            Twoje starania i Tobie i jemu. Ty w tej sytuacji zawsze bedziesz dawac wiecej
            niz otrzymasz. To zupełnie inna bajka niż dziecko własne.
            • m-jak-magi Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 14:48

              Już nie dostajesz zwrotki jaką dostaje się
              > od dziecka własnego - dajesz mu zainteresowanie i troskę matki, a w zamian od
              > niego otrzymujesz figę. Znowu będę nierzyjemna: NIE warto tak sie dla niego
              > poświęcać, jak dla własnego dziecka, bo nigdy jak od własnego nie otrzymasz
              > zwrotki za swoje starnia w satysfakcjonującym wymiarze dającym równowagę za
              > Twoje starania i Tobie i jemu. Ty w tej sytuacji zawsze bedziesz dawac wiecej
              > niz otrzymasz. To zupełnie inna bajka niż dziecko własne.

              m-m-m sorki ale zapytam wprost. czy tobie jest tak trudno zrozumiec ze nie
              wszyscy oczekuja wdziecznosci ???
              ja nie oczekuje wdziecznosci za okazana dobroc ani od mojej pasierbicy ani za
              okazna milosc od mojego wlasnego dziecka.

              nie wszyscy kieruja sie w zyciu zasada ze musza dostac cos za cos. jesli okaze
              sie kiedys ze ani moje wlasne dziecko ani moja pasierbica nie poczuja sie do
              tzw "zwrotki" ( cokolwiek mialby to znaczyc ) przezyje.
              w zyciu kieruje sie zasada ze liczyc najlpeiej na siebie. inwestujac w dziecko
              inwestuje rowniez w siebie. jesli nie dziecko to obcy za kase bedzie o mnie
              dbal.

              • m-m-m Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 14:57
                m-m-m sorki ale zapytam wprost. czy tobie jest tak trudno zrozumiec ze nie
                wszyscy oczekuja wdziecznosci ???


                Ja nie pisze o wdzięczności tylko o zwrotce emocjonalnej. Uważam, że sytuacja
                nierównowagi, gdy to dawanie jak matka jest permanentne, a otrzymywanie od
                pasierba daleko poniżej tego co daje dziecko własena to rodzą się problemy
                emocjonalne u osoby dającej. Dać możesz raz, dwa, 5, 10 razy, ale nie jako
                element stały BEZ eocjonalnej gratyfikcji. A tak jest z pasierbami, które
                poznaje się jako dzieci już ukształtowane , bo lat 8-10 to już pewne cechy są
                ukształtowane i niczego nie zmienisz.
                Chcę byś zrozumiała, że piszę nie o jednorazowym dawaniu, nawet nie o
                kilkurazowym - pisęe o permanentnym dawaniu jak matka komuś, kto jak od matki
                bierze, ale jak matki nie traktuje.
                • m-jak-magi Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 15:10
                  m-m-m nie sposob nie dawac kiedy zyje sie z dzieckiem pod jednym dachem.
                  wprowadza to dodatkowy dystans i zwieksza konflikt.
                  trzeba byc ponad to bo to my jestesmy doroslymi ludzmi a one sa tylko dziecmi.

                  kazda z nas decydujac sie na zwiazek z takim mezczyzna ( ktory ma dzieci z
                  poprzedniego zwiazku ) musi sie liczyc z faktem ze kiedys takie dziecko moze
                  zamieszkac pod naszym dachem. nie wyobrazam sobie sytuacji ze odbiore mojemu m
                  prawo do opieki nad jego wlasnym dzieckiem, w sytuacji kiedy matka takiej
                  opieki sparwowac nie moge. deprecjonowalabym jego role jako ojca -
                  pelnoprawnego rodzica.
                  trudno jak sie mowi a trzeba powiedziec i b. takie sa koszty zycia z tamim a
                  nie innym mezczyzna.
                  uwazam ponadto ze zarowno wiola jak i chlopiec potrzebuja czasu i wsparcia -
                  wsparcia ze strony m. to on ma sie angazowac, to on ma zadbac o to zeby jego
                  syn zaakceptowal nowe warunki zycia a wiola nie czula sie obco pod wlasnym
                  dachem.
                  • m-m-m Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 15:32
                    Komu to mówisz? Ja mieszkam z pasierbem pod jednym dachem 8-y rok i akurat o
                    dawaniu takiemu dziecku wiem doskonale.
                    Dawa c takiemu dzieku trzeba zumiarem, nie jak matka - nie wprowadza to
                    konfliktu i dystancsu, tylko ustawia tak relacje, by i dla macochy była
                    przestrzeń zysków emocjonalnych, buy nie czuła sie wykorzystywana. Bo to nie
                    jest takie dawanie jak dziecku własnemu, nie oszukujmy się.


                    prawo do opieki nad jego wlasnym dzieckiem, w sytuacji kiedy matka takiej
                    > opieki sparwowac nie moge. deprecjonowalabym jego role jako ojca -
                    > pelnoprawnego rodzica.


                    A kto tu mówi o deprecjali roli ojca??
                    Ja mówię tylko o tym, że jak facet przejmuje opiekę to z pełnym tego słowa
                    znaczeniem: NIE zrzuca na macochę jakichkolwiek obowiązków wychowawcztych.
                    Skoro nie ma czasu osobiście go wychowywać, to niech nie oczekuje, że
                    ktokolwiek zrobi to za niego. To głównie jego ciężar.
                    • m-jak-magi Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 15:46
                      m-m-m napisała:

                      > Komu to mówisz? Ja mieszkam z pasierbem pod jednym dachem 8-y rok i akurat o
                      > dawaniu takiemu dziecku wiem doskonale.
                      > Dawa c takiemu dzieku trzeba zumiarem, nie jak matka - nie wprowadza to
                      > konfliktu i dystancsu, tylko ustawia tak relacje, by i dla macochy była
                      > przestrzeń zysków emocjonalnych, buy nie czuła sie wykorzystywana. Bo to nie
                      > jest takie dawanie jak dziecku własnemu, nie oszukujmy się.
                      >

                      zapominasz jednak o fakcie iz nie posiadasz wlasnych dzieci i w twoim przypadku
                      dystansu nie ma bo go byc nie moze. dajesz tyle ile chcesz i tyle to dziecko
                      otrzymuje. nie ma skali porownawczej wiec nie ma problemu z tworzeniem
                      sztucznego podzialu na dzieci moje, twoje, nasze itd.
                      sytuacja w jakiej ty jestes jest o niebo inna od sytuacji w jakiej znalazla sie
                      viola.
                      kwestie nie do porownania w moim mniemaniu.

                      >
                      > prawo do opieki nad jego wlasnym dzieckiem, w sytuacji kiedy matka takiej
                      > > opieki sparwowac nie moge. deprecjonowalabym jego role jako ojca -
                      > > pelnoprawnego rodzica.
                      >
                      >
                      > A kto tu mówi o deprecjali roli ojca??
                      > Ja mówię tylko o tym, że jak facet przejmuje opiekę to z pełnym tego słowa
                      > znaczeniem: NIE zrzuca na macochę jakichkolwiek obowiązków wychowawcztych.
                      > Skoro nie ma czasu osobiście go wychowywać, to niech nie oczekuje, że
                      > ktokolwiek zrobi to za niego. To głównie jego ciężar.

                      oczywosice tutaj zgadzam sie z toba w 100%. to rola ojca i przede wszytskim
                      ojca.
                      • m-m-m Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 17:58
                        ma skali porownawczej wiec nie ma problemu z tworzeniem
                        sztucznego podzialu na dzieci moje, twoje, nasze itd.
                        sytuacja w jakiej ty jestes jest o niebo inna od sytuacji w jakiej znalazla sie
                        viola.
                        kwestie nie do porownania w moim mniemaniu.



                        To nie jest sztuczny podział na moje, Twoje i nasze. Tak po prostu jest i
                        będzie. Tylko w rodzinie nuklearnej (jakie fikuśne określeniesmile takiego
                        podziału prawie nie ma. Prawie, bo i tak rodzice często w jakiś sposób
                        wyróżniają jedno z dzieci.

                        Jest to porównanie, bo pasierb Wiolo i mój mają matki i to matki dysfunkcyjne.
                        Dysfunkcyjność tych matek odbije się na ich dzieciach, nawet żebyśmy jako
                        macochy na rzęsach stawały.
                        • m-jak-magi Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 21:18
                          Jest to porównanie, bo pasierb Wiolo i mój mają matki i to matki dysfunkcyjne.
                          > Dysfunkcyjność tych matek odbije się na ich dzieciach, nawet żebyśmy jako
                          > macochy na rzęsach stawały.

                          to jest jedyne moim zdaniem porownanie. obie matki sa dysfunkcyjne i obaj
                          chlopcy wychowywani sa w domu ojca.
                          inaczej jednak funkcjonuje rodzina w ktorej sa dzieci moje twoje i nasze (
                          skoro juz upierasz sie przy takim podziale) a inaczej funkcjonuje rodzina w
                          ktorej nie ma innych dzieci.
                          tak po prostu jest, bo szereg problemow wynika wlasnie z tego powodu ze sa tez
                          inne dzieci. juz wiola poruszyla temat ze jej corka ponosi konsekwencje tego iz
                          chlopiec pojawil sie w ich domu - to jest problem z jakim musi sie zmierzyc
                          viola - ty takich problemow nie znasz.
                          • m-m-m Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 06.12.06, 09:30
                            juz wiola poruszyla temat ze jej corka ponosi konsekwencje tego iz
                            chlopiec pojawil sie w ich domu - to jest problem z jakim musi sie zmierzyc
                            viola - ty takich problemow nie znasz.


                            Wbrew temu wszystkiemu, iż próbujesz mnie odciąć od sprawy Wioli (co Ci się i
                            tak nie uda) powiem Ci tyle : ja znam też z otoczenia. Wbrew pozorom poza forum
                            znam osobiście kilka patchworkowych rodzin i wiem, że w żadnej dzieci nie są
                            traktowane równo, bo to niemożliwe. Sprawiedliwy dla syna i córki powinien być
                            M. Wioli. Wiola może i powinna moim zdaniem chronić swoją córkę.
                            • m-jak-magi Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 06.12.06, 10:10
                              nie probuje cie odciagac. chce ci jedynie dac do zrozumienia, ze fakt iz bylas
                              kiedys pasierbica a jestes macocha nie daje ci monopolu na prawde i
                              nieomylnosc.
                              ile sparw tyle ludzi i tyle sytuacji ktore sa niepowtarzalne.
                              tutaj nie ma klucza postepowania.

                              takie paczworkowate rodziny sa w mojej najblizszej rodzinie i mechanizm ich
                              funkcjonowania jest zgola inny od sugerowanego przez ciebie.

                              viola oczywiscie kierujac sie swoim rozsadkiem wybierze taka formule jaka w jej
                              mniemaniu bedzie najlepsza.
                              • m-m-m Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 06.12.06, 10:44
                                chce ci jedynie dac do zrozumienia, ze fakt iz bylas
                                kiedys pasierbica a jestes macocha nie daje ci monopolu na prawde i
                                nieomylnosc.


                                Trochę tego monopolu mam, bo i doświadczenia mam większe niż średnia macoch na
                                tym forum. Daję swój głos w dyskusji, Ty zgadzać się z nim nie musisz.
    • braktalentu Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 04.12.06, 18:15
      Wiolu, jak jesteście z Młodym to wszystko jest OK, a jak Was nie ma to Młody
      szaleje. A Ty jak zostawałaś sama z babcią to nie właziłaś Jej na głowę? Ja
      zawsze! Nasza Młoda po powrocie od nas do Mamy i przyjeździe od Mamy do nas też
      przez jakiś czas jest odmieniona. Niestety w domach obowiązują różne zasady i
      to co w jednym tolerowane w drugim bywa niedopuszczalne. I oczywiście zdarza
      się, że Młodej wymknie się jakiś cytat (teraz z racji wieku i nabytego
      doświadczenia coraz żadziej-smile) czy komentarz. Trudno, zdanie na swój temat
      mamy już pewnie wyrobione i komentarze Exi i Nexta mają dla mnie takie samo
      znaczenie jak dla nich moja opinia o Ich życiu (,której zresztą nie posiadam,
      bo to cudze życie i nie interesuje mnie). Drażni Cię, że Młody wraca zadowolony
      i nie pamięta doznanych krzywd. Myślę, że dużo większe zmartwienie będziesz
      miała jak mamusi i babci znudzi się ten cyrk i zabawa w dogadzanie Młodemu.
      Prędzej czy później wrócą do codzienności i wtedy dopiero będzie kłopot. Wiolu,
      to co robisz dla Młodego to piękne, ale cholernie trudne zadanie. Masz prawo
      czuć się zmęczona. Masz prawo od czasu do czasu skupić się tylko na sobie. I
      lepiej, żebyś "obudziła w sobie mangoldę" tu na forum, niż w domu. Wypłacz się
      w mankiet innych macoch, kopnij cały świat i przejedź się po Exi i babci
      Młodego jak po łysych kobyłach. A potem od monitora w kierat i rano do lustra,
      bo tam z tego lustra patrzy na Ciebie gęba bardzo porządnej baby-smile. Piękny
      człowiek z tego lustra patrzy na Ciebie Wiolu.
      • m-m-m Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 04.12.06, 18:44
        A Ty jak zostawałaś sama z babcią to nie właziłaś Jej na głowę?


        Ja swojej nie właziłam, bo wiedziałam, co mi wolno , aco nie wobec niej jako
        babci.Poza tym matka Wioli nie jest babcią tego chlopaka, tak jak Wiola nie
        jest jego matką. Własnemu dziecku/wnukowi pozwala się i wybacza więcej niż
        dziecku męża/zięcia.



        Wypłacz się
        > w mankiet innych macoch, kopnij cały świat i przejedź się po Exi i babci
        > Młodego jak po łysych kobyłach. A potem od monitora w kierat i rano do
        lustra,

        Czyli rada: popłacz sobie, ale dalej musisz trzymać fason. Nie zgadzam się.
        Wiola musi pogonić męża do wychowywania jego dziecka i absolutnie nie widzę
        powodu, dla którego ma ukrywać swoje emocje przed tymże mężem i udawać, że
        wszystko jest pięknie. Bo nie jest i w tym układzie nie będzie. Cena za takie
        udawnie może byc niewspółmierna do zysków.




        bo tam z tego lustra patrzy na Ciebie gęba bardzo porządnej baby-smile. Piękny
        > człowiek z tego lustra patrzy na Ciebie Wiolu



        I tak będzie patrzył jesli Wiola nie bedzie ukrywała emocji wobec męża. Niech
        mu nie będzie tak wygodnie.
        • braktalentu Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 11:17
          być może własnemu dziecku/wnukowi wybacza się więcej, ale ja staram się
          traktować dzieci równo. Nigdy nie uda mi się pokochać Młodej tak jak synka, ale
          jestem Jej winna przynajmniej równe traktowanie.

          A moja rada "popłacz sobie, ale dalej musisz trzymać fason" dotyczyła dzieci,
          bo one nie powinny być świadkami takich scen. I naprawdę uważam, że Wiola ma
          prawo być zła, zmęczona i rozczarowana i ma prawo myśleć o M. Exi z
          przyległościami i kim tam jeszcze jak najgorzej i ma prawo to z siebie
          wyrzucić, ale lepiej tu na forum niż np. w obecności Młodego.
          Wiola walczyła o to dziecko razem ze swoim mężem i oczywiście, że nadal muszą
          się nawzajem wspierać. I oczywiście, że w pierwszej kolejności o Jej emocjach
          powinien wiedzieć mąż, ale ile razy przed zaśnięciem można wałkować temat złej
          Exi, która ćpała zamiast wychowywać dziecko. On na pewno wie, że Wioli nie jest
          lekko i Jemu też lekko nie jest. A że wygodnie, bo zamiast wychowywać swoje
          dziecko chodzi do pracy i zostaje tam po godzinach ... pewnie mecz z kolegami
          ogląda. Niech lepiej wraca wcześnie do domu i zajmie się synem, a dzieci mogą
          jeść suchy chleb-smile.

          Mam nadzieję, że Wiola wspierając swojego męża w walce o syna i walcząc teraz o
          szczęście swojej rodziny nie robi tego na podstawie tabeli "zysków i strat".
          • m-m-m Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 15:00
            Mam nadzieję, że Wiola wspierając swojego męża w walce o syna i walcząc teraz o
            szczęście swojej rodziny nie robi tego na podstawie tabeli "zysków i strat".


            Musi brać pod uwagę zyski i straty emocjonalne. Na dłuższą metę brak zysków
            emocjonalnych dla niej może skończyć się frustracją i totanym zniechęceniem.


            że wygodnie, bo zamiast wychowywać swoje
            > dziecko chodzi do pracy i zostaje tam po godzinach ... pewnie mecz z kolegami
            > ogląda. Niech lepiej wraca wcześnie do domu i zajmie się synem, a dzieci mogą
            > jeść suchy chleb-smile.


            Bez przesady. Od wychowania tego chłopaka jest on jako ojciec , a nie macocha!
            Skoro nie jes w stanie zapewnić mu swej obecności to w ogóle nie powiien
            występowac o opiekę nad nim i obarczać nią Wioli lub jej matki.
    • reksia Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 04.12.06, 20:28
      jesli matka chłopca jest narkomanką, to chyba jakas mała terapia chłopcu by nie
      zaszkodziła...hmmm...kobieto BARDZO MOCNO TRZYMAM ZA CIEBIE KCIUKI

      nie wiem jak wygląda sprawa współuzależnienia u dzieci ,ale na mój chłopski
      rozum wydaje mi się, że dziecko osoby uzależnionej i to jeszcze od tak silnych
      środków raczej na pewno potrzebuje psychologa ,a już na pewno Ty powinnaś
      bliżej zapoznać się z problemem by nie narażać własnych dzieci,

      nie znam się na tym kompletnie, ale zdaje się takie współuzaleznienie moze dość
      łatwo przekształic sie w uzaleznienie w takiej sytuacji,ja bym proponowała
      psychologa, a swoją drogą skoro jego matką jest narkomanka i wychowywała go
      przez jakiś czas, to trudno by dzieciak np rynsztokowymi odzywkami do babci nie
      sypał ,miał przecież wzór jak ta lala'

      na pewno nie można dzieciaka odrzucać ,bo swoje już przeszedł,na pewno warto
      dziecku pomóc, ale mi się wydaje,że należało by się poradzić jakiegoś dobrego
      fachowca jak działać w takiej sytuacji i na co uważać

      faktycznie dzieciak lada momenta będzie w najtrudniejszym wieku
      • wiola101 Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 11:19
        QW tym co piszecie jest wiele mądrości życiowej i napewno macie racje. jednak w
        moim życiu przyszedł taki moment że źle zaczełam czuc sie w tym układzie. Na
        początku miałam zapał i werwe do dalszego działania. później przyszedł mioment
        kiedy problemy wychowawcze z młodym zaczeły mnie przerastac ( jest zupełnie
        innym dzieckiem niz moje) Póxniej przyszedł czas zmeczenia bo do tego młody
        jest dzieckiem nadpobudliwym ruchowo. Coraz mniej czasu dla siebie, obowiązki
        domowe, kłotnie i sprzeczki pomiędzy dziecmi, ciagły chałas zaczeły mnie
        wykańczac. Do yego dochodzą wszelkie inne jazdy z tamta rodziną. Kazdy wyjazd
        młodego i przyjazd to stres. Co on powie, co oni mu powiedzą, jak to wpłynie na
        niego. Do tego ta jego lojalność wobec tamtych i naiwna wiara w wszelkie inne
        obietnice bez pokrycia. Cyt. mamusię " jak sie wyleczę i nie będę narkomanka to
        zabiorę Ciebie i resztę dzieci, wyjedziemy, kupie dom w Mikołajkach ( bo
        podobno tam pracuje)z ogrodem, i zamieszkamy razem " A prawda jest taka ze
        matka nawet nie zadzwoni a w ten weekend widział ja po raz pierwszy od dwóch m-
        cy.
        • dominika303 Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 11:53
          Wiolu smile)
          młody poprostu idealizuje swoją matkę !!!każde dziecko to robi, wiem, że ci
          przykro, i że jej obietnice są o kant dupy rozbić, ale młody tego nie wie, a po
          za tym chce w to wierzyć, że jego rodzice, a zwłaszcza matka sa
          najcudowniejszymi ludzmi pod słońcem !!
          Pamietam jak chodziłam do przedszkola, to moje mama była najładniejsza,
          najmądrzeszja itp, ale kolezanka uwazała dokładnie tak samo w stosunku do
          swojej matki ..................
          Wiolu nie obdzieraj go z obrazu idealnej matki, chocby nie wiem jak cię to
          korciło !! Dzieciak musi wierzyc, że rodzice to jedyne istoty naświecie, które
          są naj........ !! Bo inaczej to tylko zagubienie i ból pozostaje!!!

          Co do układu w twoim domku > poproś mąża niech więcej czasu poświęci dzieciom,
          ty wtedy znajdziesz odrobinę dla siebiesmile))

          pozdrawiam
          • reksia Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 12:05
            dominika303 napisała:

            > Wiolu nie obdzieraj go z obrazu idealnej matki, chocby nie wiem jak cię to
            > korciło !! Dzieciak musi wierzyc, że rodzice to jedyne istoty naświecie,
            które
            > są naj........ !! Bo inaczej to tylko zagubienie i ból pozostaje!!!
            >

            Dominika wybacz ale zdecydowanie idealizowanie uzależnionej matki jest WIELKIM
            ALE TO WIELKIM NIEPOROZUMIENIEM.

            Mozna jej nie negować, ale na pewno nie nalezy idealizować, wręcz nalezy jasno
            mówić dziecku o problemie z jakim boryka sie matka nie raniąc przy tym jego
            uczuć.To jest już nastolatek .Rozumie już pewnie bardzo dużo.
        • reksia Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 11:59
          Wiola na jedno zawsze warto spojrzeć prosto.Zdarza się ze przychodzi taki
          moment żeczłowiekowi braknie siły albo że stanie przed nim zadanie bardzo
          trudne , czasem ponad jego siły. Wówczas z całym spokojem warto zrobić jedno
          poszukać wsparcia na zewnątrz.Na pewno wokół Ciebie jest wiele osoób które z
          chęcią pomogą chodźby z racji pełnionych funkcji.Poszukaj pomocy w swoim
          środowisku.Przyjrzyj się pedagogowi szkolemu,jesli to osoba której możesz
          zaufać poproś o pomoc.hyba każda szkoła współpracuje z jakimś psychologiem może
          uda znależć sie kogoś kto w ramach kasy chorych pomoże dzieciakowi, pomoze
          Tobie.Zobacz kim jest wychowawczyni chłopca,jesli to dobry i oddany pedagog
          warty zaufania zwróć sie o wsparcie.Na pewno ojciec dziecka w pierwszej
          kolejności powinien postarać sie pomóc dziecku.Chociażby uświadomić fakt że
          matka będąca narkomanką jesli nie podniesie się z nałogu nigdy nie spełni
          najmniejszej z obietnic danych dzieciakowi.Uzmysłowienie dziecku w jakim stanie
          jest matka w tym wypadku należało by chyba do ojca ale i on musiał by sie gnąć
          po fachowe porady w tej sprawie.Warto go chyba wciągnąc w takie szersze
          spojrzenie na problem uzależnienia.Tym bardziej że masz do czynienia z jednym z
          najgroźniejszych uzaleznień.

          Rozejrzyj sie dookoła na pewno w Twoim otoczeniu są ludzie skłonni pomóc.Szukaj
          ich, szukaj też dojścia do specjalistów zajmujących się uzaleznionymi.Zdaje sie
          ze w kazdym większym mieście jest jakas grupa AA ,są tez pewnie grupy leczące
          narkoman ów.Udaj się na takie spotkanie zobacz jak funkcjonują uzależnieni ,na
          czym polaga zagrożenie z ich strony.Poszukaj ludzi o podobnym doświadczeniu i
          chroń siebie i własne dzieci przede wszystkim.
          Mały zawsze będzie bardziej lojalny względem matki niż ciebie dopuki się nie
          nauczy że to Tobie a nie jej może ufać ,ale to wymaga czasu i ogromu pracy.Nie
          bierz wiec wszystkiego na swoje barki bo to bezsens.Dźwiganie "góry" skończy
          się tym ze padniesz na "pysk" a Twoje dzieci pozostaną SAME.Czasem mądrzejsze
          jeśt zarządzanie pewnymi krokami z boku, niż dźwiganie czegoś czego nie jestes
          w stanie unieść.
          CHROŃ SIEBIE I WŁASNE DZIECI.
          Możesz pomóc jak najbardziej, ale nie kosztem własnych dzieci.
          Na pewno im jest trudno i ja na ich miejscu czułabym sie odtracona, gdyby los
          syna jakiejś narkomanki, był dla mojej własnej matki ważniejszy, niż mój to
          chyba nawet doszła bym do wniosku ze moze warto siegac po róznorakie srodki
          uzalezniające, skoro dzieki nim można uzyskac zainteresowanie mamy.

          No tak ,na logikę crying

          Żadna to chwała ratować cudze dziecko, zapominając o zwykłym przyszyciu guzika,
          czy przytulaniu własnegocrying

          Ja osobiście nadal trzymam kciuki i życzę powodzenia smile przesyłam cieplutkie
          pozdrowienia i trzymaj się mocno i miłego dnia dzisiajwink
          • dominika303 Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 12:10
            Sorrki coś mi się pokreciło sad( moja wina sad(
            nie wiem dlaczego, ale byłam pewna, że pasierb ma lat kilka, a nie kilkanaście :
            ((
            no , to zancznie zmienia postać rzeczy sad((
            Wiolu przepraszam !!
            Reksiu dzieki za wyprowadzenie z błedu!!

            No to faktycznie młody trochę pogubił się w życiu skoro mając lat nascie ślepo
            wierzy matce narkomance sad((
            Może trzeba popracowac nad odbudowa lepszych relacji z ojcem???
            • lilith76 Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 12:43
              Dziewczyny, pasierb wioli to 10-12-to latek, na granicy wieku "jazdy hormonalnej", ale mentalnie jeszcze wielkie dziecko.
              • wiola101 Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 12:50
                Młody ma 10 lat. Czasem wydaje sie byc bardzo dorosły a czasem zachowuje sie
                jak 3 latek. To też mnie dziwi. Co do idealizowania osoby matki. Z tym mam
                najwiekszy problem bo nie wiem czy pozwalac mu na to czy też przypominac o tym
                że dzieki niej przeszedł całe piekło i z nia nie jest.
                • tarzynka Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 13:24
                  Co do idealizowania osoby matki. Z tym mam
                  > najwiekszy problem bo nie wiem czy pozwalac mu na to czy też przypominac o tym
                  > że dzieki niej przeszedł całe piekło i z nia nie jest.
                  Ja bym nie przypominała. Jestem pewna, że on pamięta, ale chciałby, żeby jego
                  mama była wspaniała, chciałby, żeby go akceptowała, żeby nie miała problemów
                  itp. Tak samo zresztą tata. To zupełnie normalne. Jak rozpadało się moje
                  małżeństwo, to moje starsze dziecko dawało mi nieźle w kość, już nie pamiętam
                  jak, widać nie chciałam pamiętać wink. W tym samym czasie potrafiło mi opowiadać,
                  jaki tata jest wspaniały. Nie powiem, bolało. PO jednej takiej sporej akcji,
                  kiedy byłam całkiem zdołowana (ale starałam się trzymać) przyszła do mnie moja
                  siostra i powiedziała, że właśnie dziecko do niej przyszło i się zwierzyło, że
                  ono nie wie dlaczego mamie takie przykrości robi, ale przecież mama wie, że jest
                  wspaniała i że ono mamę kocha, prawda? Bardzo mi to pomogło....
                  Wiolu, pomyśl sobie, że Młody równie dobrze może opowiadać cuda-niewidy babci i
                  matce, jak to u Was mu wspaniale. Zalewa je wtedy krew, oj zalewa. One straciły
                  poczucie posiadania Młodego, to jest szok i często reakcją jest zabieganie o
                  dziecko. I w sumie dobrze. Bo im Młody będzie miał więcej osób, które go kochają
                  i akceptują, które chcą jego dobra, tym lepiej. A że to dobro pojmują inaczej
                  niż Ty? Cóż, dziecka nie ma się na własność, można mu pokazywać pewne wzorce,
                  zachowania, mówić, co jest wg. nas ważne, ale koniec końców ono i tak samo
                  wybierze swój model życia. Podobno, gdy w dzieciństwie pozna różne modele,
                  łatwiej mu będzie dokonać tego wyboru. A że nie do końca takiego samego jak
                  rodzic? Trudno.
                  Ja bym na Twoim miejscu poczytała coś na temat zachowania dzieci w tym wieku
                  (przecież Twoje są młodsze, nie masz jeszcze doświadczenia z prawie
                  nastolatkami), może udała się do psychologa. Tak dla siebie, żeby mi powiedział,
                  jakie problemy są zupełnie normalne dla wieku, występują niezależnie od sytuacji
                  rodzinnej. To o wiele łatwiej mieć świadomość, że takie a nie inne zachowanie
                  wynika na przykład z burzy hormonów, a nie z sytuacji życiowej. A może masz
                  koleżankę, która ma syna w podobnym wieku? Czasami rozmowy o zachowaniach dzieci
                  pomagają. Pamiętam, jak mnie zachowanie pasierba na wakacjach do szewskiej pasji
                  doprowadzało i znajoma (nie po rozwodzie), mająca syna w tym samym wieku
                  szepnęła mi na ucho, że jej syn tak samo robi i że pewnie ten typ tak ma i nie
                  wynika to ze złośliwości. Naprawdę pomogło.
                  No i starałabym się nie wchodzić w rolę matki Młodego, odpuściłabym sobie to po
                  prostu.
                • lilith76 Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 13:32
                  > Młody ma 10 lat. Czasem wydaje sie byc bardzo dorosły a czasem zachowuje sie
                  > jak 3 latek. To też mnie dziwi

                  Bo zostało mu odebrane normalne dzieciństwo i z jednej strony jest brutalnie dojrzały z drugiej to jeszcze dziecko.

                  Co do idealizowania osoby matki. Z tym mam
                  > najwiekszy problem bo nie wiem czy pozwalac mu na to czy też przypominac o tym
                  > że dzieki niej przeszedł całe piekło i z nia nie jest.

                  W tym weiku matkę idealizują czasem i dzieci, które były przez nią zaniedbywane. Na poziomie racjonalnym one zdają sobie sprawę ze zła wyrządzonego, na poziomie emocjonalnym więzy krwii zwyciężają. Szczególnie, że teraz mama będzie ta czysta, pachnąca, odświętna, obiecująca, a ty zrzędząca, wymagająca, wychowująca.
                  Nie wiem, czy powinnaś mu o tym przypominać - skończy się tak, że o matce zdania nie zmieni, za to negatywne odczucia co do niej skanalizuje w tobie, bo gdzieś będzie musiał.

                  Sytuacja ciężka i tu może doradzić m-m-m ktorej pasierb też został skrzywdzony przez matkę w dzieciństwie.
                  • m-m-m Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 15:25
                    W tym weiku matkę idealizują czasem i dzieci, które były przez nią
                    zaniedbywane. Na poziomie racjonalnym one zdają sobie sprawę ze
                    zła wyrządzonego, na poziomie emocjonalnym więzy krwii zwyciężają. Szczególnie,
                    że teraz mama będzie ta czysta, pachnąca,
                    odświętna, obiecująca, a ty zrzędząca, wymagająca, wychowująca.
                    Nie wiem, czy powinnaś mu o tym przypominać - skończy się tak, że o matce
                    zdania nie zmieni, za to negatywne odczucia co do niej
                    skanalizuje w tobie, bo gdzieś będzie musiał.

                    Sytuacja ciężka i tu może doradzić m-m-m ktorej pasierb też został skrzywdzony
                    przez matkę w dzieciństwie.




                    Wszystko co napisała Lilith jest prawdą, Wiolu.
                    Takie dziecko jak mój pasierb i pewnie także i Twój niestety za jakiś czas
                    kanalizują, czy też próbują skanalizować złość na matkę w osobie macochy.
                    Na naszym forum dominuje postawa cierpiętnicza, promująca bycie takim workiem
                    treningowym dla pasierba.
                    Ja wiem, że to ma krótkie nóżki i na dłuższą metę macocha może popaść nawet w
                    depresję.
                    Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że nie jest to nasze dziecko, ma też
                    negatywne geny po matce i one kiedyś się odezwą (u mojego pasierba wylazły w
                    okresie dojrzewania) i masz wybór, albo dajesz jak matka, ale jak matka nie
                    jesteś traktowana, czyli w pewnym momencie nie wytrzymujesz tylko swojego
                    dawania i nic w zamian.
                    Chciłabym także Ci przekazać, żebyś nie miała złudzeń i nie liczyła na to, że
                    będziesz kiedykolwiek za to nagrodzona: Twój wkład i wysiłek jest
                    niewspółmierny, dlatego za zasadną uważam postawę życzliwości, ale jednak z
                    dystansem. Chyba, że Ci postawa cierpiętnicy odpowiada. Mie absolutnie nie i
                    mówiąc szczerze po tylu latach macochowania uważam, że wybrałam słuszną drogę
                    bo pewnie do tej pory albo mój związek z M. by się rozpadł, albo bym osiwiała.
                    Wybrałam opcję neuterealną i moim zdaniem dla mnie optymalną: pasierb ma ojca i
                    on jako ojciec jest nim całkowicie obciążony wychowawczo, a ja mogę, ale nie
                    muszę się angażować i denerwować złym zachowniem dziecka, które nie oszukujmy
                    się - ma cay czas matkę. Gorszą, lub lepszą, ale ma.
                    Do tej pory nie wiem, co on niej tak naprwdę myśli i staram się to uszanować.
          • m-m-m Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 15:03
            Mały zawsze będzie bardziej lojalny względem matki niż ciebie dopuki się nie
            nauczy że to Tobie a nie jej może ufać ,ale to wymaga czasu i ogromu pracy.Nie
            bierz wiec wszystkiego na swoje barki bo to bezsens.Dźwiganie "góry" skończy
            się tym ze padniesz na "pysk" a Twoje dzieci pozostaną SAME.Czasem mądrzejsze
            jeśt zarządzanie pewnymi krokami z boku, niż dźwiganie czegoś czego nie jestes
            w stanie unieść.
            CHROŃ SIEBIE I WŁASNE DZIECI.



            PO stokroć popieram!!!!
            • babe007 do m-m-m 05.12.06, 15:42
              Czytam Twoje rady m-m-m. Często są racjonalne (zazwyczaj z perspektywy JA i
              MNIE), ale takie jakby pozbawione miejsca na ludzkie odruchy. No bo jak żyć w
              rodzinie , gdzie nawet nie starasz się traktować wszystkich dzieci równo (bo
              jednego z nich nie urodziłaś), tylko całkiem racjonalnie pieścisz swoje (bo
              dają "zwrotkę") i "życzliwie tolerujesz" to nieswoje. Toż to "Kopciuszek" w
              czystej postaci wink.

              • dominika303 Re: do m-m-m 05.12.06, 15:50
                No widzisz MMM wink)) jak nie kijem to pałka ale zawsze macocha oberwie smile)
                Ja juz madrości się naczytałam i dowiedziałam się, ze nie powinnam miec dzieci,
                bo jak nam sie zaczeło lepiej powodzić to te pieniądze powinniśmy dac exi na
                moja pasierbice, a nie budowac dom, a juz nie daj boże rodzic dzieci wspólne !!!
                Juz mnie chyba nic nie zaskoczy, nawet to , że jesteś ponoć typową
                przedstawicielką macoch rodem z kopciuszka Buhahahahahahahahahahahahahaha
                Ciekawe ile exi myśli o nastepnych dzieciach swych exów w kategorii to jest tez
                dziecko i jemu tez się coś nalezy, nie tylko mojemu ?????????????????????
                • dominika303 Re: do m-m-m 05.12.06, 15:51
                  tzn od mojego exa nie od jego noej żony

                  Buhahahahahahahahaha
                • babe007 Re: do m-m-m 05.12.06, 16:01
                  Czytaj ze zrozumieniem, please. I zwracaj uwagę na emotikony. W innym przypadku
                  przeczytasz nie to co zostało napisane, ale to co chcesz tam zobaczyć.

                  Przypominam też, że w wątku dotyczącym Twojego przypadku na NR wiele dziewczyn
                  (w tym tak wyśmiewanych przez ciebie gromkim, " Buhahahahahahahahahahahahahaha"
                  ex) uspokajało Cie, że na 99,9% w waszym przypadku o podniesieniu alimentów być
                  nie może i radziło zacząć starać się o dzidziusia. Więc po co te teksty? I te
                  dramatyczne rządki wykrzykników?
                • m-m-m Re: do m-m-m 05.12.06, 17:48
                  nawet to , że jesteś ponoć typową
                  przedstawicielką macoch rodem z kopciuszka


                  Bo jestem złą macochą, bo dążę do równowagi emocjonalnej w kontaktach pasierb-
                  ja, bo nie zamierzam udawac, że pomimo iż jestem z jego ojcem to jednak czuję,
                  że to nie moje dziecko. I nie mam najmniejszych wyrzutów sumienia w związku z
                  tym.
                  • dominika303 Re: do m-m-m 07.12.06, 20:27
                    MMM, dla mnie takim zachowaniem i postawą jestes normalną kobietą i macochą, a
                    nie jakimś wynaturzonym stworem smile))

                    • m-m-m Re: do m-m-m 07.12.06, 20:38
                      Dziękuję big_grin

                      Niestety "normalną kobiet" moge być jedynie w oczach innych macoch i to też nie
                      wszystkich.
                      Panie samodzielne chętnie by mnie zlinczowały za moje dążenie do tej równowagi
                      i za to, że nie podporządkowuję się próbom "ukarania" mnie za związek z
                      dzieciatym facetem i za to, że pasierba nazywam pasierbem, a nie synem, czy
                      synem męża, i za to, że nie daję mu jak matka, bo on jak matki mnie nie
                      traktuje i do tego za to dawanie chciałabym zwrotek emocjonalnych i za to, że
                      to jednak nie moje a cudze dziecko (cudze, bo exowej mojego męża, nie
                      moje)...no w ogóle lista jest długa...
                      I- zapomniałam - za moje "odhumanizowanie" big_grinDD
              • tarzynka Re: do m-m-m 05.12.06, 16:15
                Nie da się tak samo traktować swoich dzieci i nieswoich. Trudno, tak już jest.
                Im człowiek sobie to wcześniej uświadomi, tym łatwiej zbudować zdrowe relacje w
                rodzinie. Ja mam całkiem sporo swoich dzieci i nie da się wszystkich traktować
                tak samo. A co dopiero dziecko, które już ukształtowane wchodzi w relacje z
                macochą. Wydaje mi się, że ważne są jasne zasady obowiązujące w domu. To
                porządkuje świat. No i sprawiedliwe traktowanie wszystkich. Nie może być tak, że
                wszystkie obowiązki spadają na jedną osobę (bądź parę wybranych). Macocha ma
                mniejsze prawa do pasierba, ma też mniejsze obowiązki wobec niego. Nie musi mu
                dawać miłości i czułości chociażby. Od tego są rodzice. Zresztą myślę, że
                zarówno moi pasierbowie byliby mocno zdziwieni moimi czułościami, jak i moje
                dzieci czułościami mojego obecnego partnera. Co nie oznacza, że w związku z tym,
                ja swoich przytulać w obecności pasierbów nie powinnam. Ale wg. mnie macocha też
                nie musi i nie powinna go karać, od egzekwowania też są rodzice.
                Tez bym nie przesadzala, ze jesli ojciec nie jest w stanie wracać wcześniej do
                domu, to nie powinien brać syna do siebie. Sama, gdy byłam "samotną matką",
                wracałam wieczorami i dzieci siedziały z opiekunką. I co? Wyrodna przez to
                byłam, czy powinnam je oddać do rodziny zastępczej? Natomiast to, że ojciec ew.
                dłużej pracuje nie oznacza, że Wiola ma przejmować rolę rodzica. Jak sobie
                wszystko ułożą, to ich sprawa, myślę, że bardziej tu chodzi o sferę emocjonalną:
                staram się, wychowuję i nic. Dobre by było odpuszczenie sobie wychowywania przez
                Wiolę, to rola ojca.
                • m-m-m Re: do m-m-m 05.12.06, 17:44
                  Jak sobie
                  wszystko ułożą, to ich sprawa, myślę, że bardziej tu chodzi o sferę emocjonalną:
                  staram się, wychowuję i nic. Dobre by było odpuszczenie sobie wychowywania przez
                  Wiolę, to rola ojca.




                  Zgadzam się calkowicie.
              • m-m-m Re: do m-m-m 05.12.06, 17:43
                Bebe, niestety w rodzinie patchworkowej niemożliwe jest traktowanie wszystkich
                dzieci równo. Macocha/ojczym nie musi traktowac swoich dzieci tak samo jak
                pasierbów, bo sama/sam nie jest traktowany przez tychże pasierbów jak rodzic.
                Dziecku własnemu dajesz coś niejako z automatu, nie z racjonalności. W
                przypadku pasierba działa jednak to, że ten pasierb niejako musi mieć jakiś
                minimum cech byś chciała mu cokolwiek dać.
                Co do czułości: mój pasierb sam sobie takowe ode mnie bierze, np. wczoraj
                wpakował mi się na kolana (z racji obecnych jego gabarytów była to tylko jego
                głowa) i czeka aż go będę głaskać.
                Co do Kopciuszka: zwróć uwagę, ze Kopciuszek nie miał matki w ogóle, matka
                zmarła. Natomiast mój pasierb i pasierb Wioli matki posiadają. Sa to matki jak
                w krzywym zwierciadle, zdeformowane, niezdolne do pełnienia swych funkcji z
                korzyścia dla swoich dzieci, ale są.

            • kasian27 Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 15:57
              m-m-m ma duzo racji, ale ja analizujac swoja sytuacje,widze teraz,ze w wielu
              sytuacjach pasierbica okazala mi swoja sympatie. np zdarzalo sie, ze podczas
              moich sprzeczek z M stawala za mna, nigdy za nim. nie odezwala sie do mnie w
              chamski sposob, nie podniosla glosu, 2 razy powiedziala do mnie "kaska", ale
              widzialam, ze jej sie wyrwalo.
              zadna z nas nie zastapi dziecku matki a wychowywanie cudzych dzieci to bardzo
              trudne. te ostatnie 2 lata byly najtrudniejsze w moim zyciu i kilka razy bylam
              naprawde bliska zalamaniu, do tego nie mialam wsparcia M a teraz wiem, ze to
              bylo najwazniejsze. musisz duzo rozmawiec z M, mowic mu co czujesz, nie pozwol
              obarczyc siebie wychowaniem jego syna.
              trzymam kciuki
              • m-jak-magi Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 15:58
                bardzo madre slowa
              • chalsia Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 17:10
                > m-m-m ma duzo racji, ale ja analizujac swoja sytuacje,widze teraz,ze w wielu
                > sytuacjach pasierbica okazala mi swoja sympatie. np zdarzalo sie, ze podczas
                > moich sprzeczek z M stawala za mna, nigdy za nim. nie odezwala sie do mnie w
                > chamski sposob, nie podniosla glosu, 2 razy powiedziala do mnie "kaska", ale
                > widzialam, ze jej sie wyrwalo.


                uffff, cieszę się, że to JEDNAK NIE TAK ŹLE było, jak to kiedyś opisywałaś (a
                głownie było to o tym, że pasierbica źle się zachowywała i źle się do Ciebie
                odnosiła).
                Trzymam kciuki za ciągłą poprawę sytuacji i stosunków Was wszystkich.
                Chalsia
                • kasian27 Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 17:47
                  bylo tragicznie, ale ja nigdy nie robilam jej wyrzutow i awantur, oczekiwalam
                  tego od jej ojca
    • luna67 Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 05.12.06, 20:03
      wiola101 napisala:
      "Pyskaty i arogandzki ( nie często ale mu sie zdarza) wobec naszych dzieci i
      mojej mamy."
      Popatrz na twojego pasierba troche obiektywnie i odpowiedz sobie na pytanie; czy
      twoje dzieci nie kloca sie miedzy soba, jezeli tak, to dlaczego pasierbowi nie
      wolno, przeciez jest tez dzieckiem (tylko nie twoim). Klotnie miedzy rodzenstwem
      sa najnormalniejsza rzecza na swiecie, chodzi o rywalizacje, przesciganie sie o
      wzgledy rodzicow, kazdy chce byc dostrzegany obojetnie jakim sposobem (moze byc
      tez nieznosne zachowanie dziecka, grund: zostalo spostrzezone).

      > Do tego stresem sa dla mnie jego wizyty u jego babci. Zawsze wraca odmieniony
      > a poza tym mówi mi co mówia np. o mnie w tamtym domu. Uwierzcie mi to wcale
      > nie jest miłe.

      Ustal z pasierbem, ze nie bedziecie rozmawiac na temat jego mamy i babci, i
      niech tobie obieca, zeby informacje z waszego domu tez nie byly tam wynoszone.
      Problem i stres z tym zwiazany bedzie z glowysmile

      "Widze że z tego tyt.
      > częściej opierdziel dostaje nasza córka. Bo jak załuzy to ona jest surowiej
      > karana ale jak zasłuzy młody to jemu trzeba wytłumaczyć.

      Tutaj klania sie powazna rozmowa z mezem, dzieci nalezy rowno traktowac (maja
      bardzo duze poczucie krzywdy).

      "Do tego ta jego lojalność wobec tamtych i naiwna wiara w wszelkie inne
      obietnice bez pokrycia. Cyt. mamusię " jak sie wyleczę i nie będę narkomanka to
      zabiorę Ciebie i resztę dzieci, wyjedziemy, kupie dom w Mikołajkach ( bo
      podobno tam pracuje)z ogrodem, i zamieszkamy razem " A prawda jest taka ze
      matka nawet nie zadzwoni a w ten weekend widział ja po raz pierwszy od dwóch m-
      cy.

      Nie odbieralabym na twoim miejscu temu dziecku tej nadziei na lepsza przyszlosc
      z mama, ta sa zyczenia, marzenia (a kto ich nie ma), dorosnie i sam zrozumie,
      ale zrozumie inaczej niz ty, gdyz jest to jego matka, ktora napewno kocha. W
      oczach dziecka bedzie: nie mogla, gdyz cos stalo na przeszkodzie, a tak bardzo
      chciala. Twoja interpretacja: oszukala dziecko, zwodzila, obiecywala.

      Nie mierz sie i nie porownuj z matka twojego pasieba, bo nigdy nie wygrasz,
      mozesz byc od niej w twoich oczach 100x lepsza (miedzy innymi nie bijaca), ale
      jest taki fenomen: im zadziej sie ta matke widzi, im mniej milosci od niej
      dostaje, tym wieksza jest tesknota dziecka za jej miloscia. On napewno bardzo
      cierpi, widzac twoja milosc do twoich dzieci, jego mama nie moze mu tego
      zapewnic....

      Zycze tobie duzo sily, wytrwalosci i podziwiam
      Luna
      • m-m-m Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 06.12.06, 09:33
        Ustal z pasierbem, ze nie bedziecie rozmawiac na temat jego mamy i babci, i
        niech tobie obieca, zeby informacje z waszego domu tez nie byly tam wynoszone.
        Problem i stres z tym zwiazany bedzie z glowysmile


        A Ty uważasz, że pasierb się zastosuje? Może się i zastosuje, ale pewnie
        jednostronnie, do Wioli nic nie będzie docierało na temat tamtej rodziny, a
        odwrotnie - i owszem.
        Chyba lepiej wiedzieć a czym się stoi.




        Nie mierz sie i nie porownuj z matka twojego pasieba, bo nigdy nie wygrasz,
        > mozesz byc od niej w twoich oczach 100x lepsza (miedzy innymi nie bijaca), ale
        > jest taki fenomen: im zadziej sie ta matke widzi, im mniej milosci od niej
        > dostaje, tym wieksza jest tesknota dziecka za jej miloscia.


        Tak jest, w 100% się zgadzam.
        • wiola101 Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 06.12.06, 10:02
          Dziękuje Wam wszystkim za słowa otuchy, pocieszenia. Mysle że w wiekszości to
          problem leży we mnie. Nie mogę sie pogodzic z faktem iż młody mimo wszystko
          bardziej kocha i kochac będzie swoją matkę.
          Wczoraj tez usłyszałam cyt " moja mama mimo że jest narkomanką i mnie biła to
          nie zamieniłbym jej na żadną inną"
          Muszę sie z Ta myślą oswoić - choć przyznam trudno będzie.
          • m-jak-magi Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 06.12.06, 10:14
            ty dla swoich dzieci violu tez bylas i bedziesz najwazniejsza. tak to w
            przyrodzie ulozone.
            mysle ze z takim samym powodzeniem ty kochasz swoje dzieci bezkrytycznie a w
            stosunku do chlopca potrafisz znalezc dystans i ocenic go obiektywnie.

            wazne zebys miala tego swiadomosc i nie ludzila sie ze kiedykolwoiek zajmiesz
            miejsce jego matki w jego sercu.
            jesli okaze ci szacunek i przyjazn to mozesz powiedziec ze osiagnelas ogormny
            sukces dydaktyczny czego ci szczerze zycze.
          • kicia031 Re: Faktycznie, bycie macocha nie jest proste... 06.12.06, 10:27
            wiola101 napisała:

            > Dziękuje Wam wszystkim za słowa otuchy, pocieszenia. Mysle że w wiekszości to
            > problem leży we mnie. Nie mogę sie pogodzic z faktem iż młody mimo wszystko
            > bardziej kocha i kochac będzie swoją matkę.
            > Wczoraj tez usłyszałam cyt " moja mama mimo że jest narkomanką i mnie biła to
            > nie zamieniłbym jej na żadną inną"
            > Muszę sie z Ta myślą oswoić - choć przyznam trudno będzie.
            Wiolu, bylo bardzo wiele badan prowadzonych w roznych krajach wsrod dzieci,
            ktore trafialy do rodzin zastepczych / placowek opiekunczych z powodu zaniedban
            I maltretowania przez rodzicow. Większość tych dzieci rodzicow kocha,
            idealizuje i wierzy, ze kiedyś będzie dobrze. Gdzies przeczytalam takie zdanie:
            ze nieskończone są pokladyu dziecięcej ufności i nadziei. Nie dziw się, ze twój
            pasierb tak się zachowuje – to zachowanie jest naturalnycm mechanizmem ludzkiej
            psychiki i szczerze mówiąc on nie ma na to zbyt dużego wpływu – po prostu tak
            dzieci reaguja.

            Co do kometarzy babki na twój temat – a czego się spodziewasz – przez was baba
            stracila dochod, i wnuka (o ile jej na nim zależało). Ona was nienawidzi i na
            pewno będzie się regularnie o was wypowiadac negatywnie. Musisz się przestac
            tym przejmowac, bo to się nie zmieni.

            Tak jeszcze sobie mysle, ze nie powinniście mimo wszystko zle się wyrazac o
            matce i babce przy pasierbie, bo stawiacie go w sytuacji konfliktu lojalności.
            To nie jest dobre dla nikogo z was.

            A ja przeszkadza ci halas w domu, to po prostu kaz dzieciakom się zamknąć albo
            rozeslij do 2 rożnych pokoi. Nasze dzieci tez doprowadziaja mnie czasami do
            szalu swoim przekrzykiwaniem się i nie raz groziłam mordem, jeśli się nie
            ucisza na 15 minut.

            I jeszcze taka refleksja na koniec – jesteś dobrym człowiekiem, troszczysz się
            o syna meza, ale nie stawiaj sobie poprzeczki za wysoko – dawaj z siebie tyle,
            ile możesz, a reszta niestety musi się zajac twój maz.
            • reksia do Wioli 06.12.06, 18:00
              Nie pamietam dokadnie tytułu, ale jest taka ksiązka jak (zdaje się ) "Na
              zakręcie"czy "Na krawędzi",niestety nie pamietam też autora sad(((

              Książka dotyczy alkoholizmu, ale zdaje się schemat uzaleznienia jest bardzo
              podobny do narkomanii .Opisany jest w książce obraz tego co widzi dziecko i jak
              postrzega uzaleznionego rodzica.

              Mój Ex ma odebrane prawa rodzicielskie własnie z powodu alkoholizmu.Butelka to
              druga matka mojego exa.Taki wielbiciel kolorowych trunków.Stąd też życie
              zmusiło mnie do siegnięcia po takie lektury.
              Chce wymazać z mojej pamięci nietrzeźwego Exa dlatego niechetnie rozmawiam o
              takich tematch.Mineło wiele lat i chce już zapomnieć ale...

              Dzieci uzależnionych (podobnie moje)mają o wiele powazniejszy problem niż
              rówieśnicy i ja bym całego problemu nie spłycała do relacji "macocha -pasierb".

              Dzieci uzależnionych dzwigają jeszcze pietno wstydu za rodzica,czują się
              podwójnie gorsze od rówiesników trzeba pomocy specjalisty by pomóc im się z tym
              wstydem uporać.Czują gniew , żal, bezsilność.Normą jest tysiąc niespełnionych
              obietnic i ich rozgoryczenie z tym związane .I to o czym napisałam to tylko
              czubek góry lodowej.

              w związku z tym że bardzo duzo czasu poświęciłam i nadal poświęcam, wraz z
              psychologami pracy nad moimi dziećmi, które skrzywdziłam poprzez wybór tak
              nieodpowiedniego faceta.Zbyt dobrze wiem jak poważny jest to problem by
              zgodzić sie na spłycenie tego tematu na forum do relacji "macocha-pasierb".

              Myślę pomijając już całe skomplikowanie sfery emocjonalnej , że w sprawie
              narkomanii sprawa jest o wiele ,wiele bardziej poważna i złożona.

              Chodźby najprostsza,intymna a jednak w takim wypadku moim zdaniem bardzo ważna
              sprawa jak zrobienie dziecku badań na obecność wirusa HIV.Sprawdzenie, czy
              dziecko uzaleznionej narkomanki, nie jest potencjalnym nosicielem.Warto
              wiedzieć, czy przypadkiem matka nie jest nosicielką, bo to chyba bardzo wile
              zmienia.
              Przy czym cały czas tak jak w wypadu np ojca sexoholika, korzystającego z
              uciech w postaci "tirówka" czy "tania agencja", istnieje mozliwość ze takim
              nosicielem matka może zostać.

              Trzeba więc, np moim skromnym zdaniem dziecko przygotować na to jak ma reagować
              np w sytuacji gdy nietrzeźwa mamuśka w swym amoku np. skaleczy dłoń i poprosi
              dziecko "zawiąż mi bandaż".dzieciak muse wiedzieć jak to zrobić, by np nie
              narażac własnego zdrowia.Ja być może koloryzuje i tragizuję kapkę, ale chodzi
              mi o uzmysłowienie problemu szerzej niż tylko do "pasierb-macocha i ich
              relacje".

              Dziecko w takim wypadku moze być odtracane przez rówiesników jako dziecko-
              narkomanki (czyli niosące ogromne zagrożenie)podobnie jak dyskryminowane "na
              dzień dobry" są dzieci alkoholików czy sexoholików.Taki dzieciak dźwiga ogromny
              bagaż.

              Wiola przy okazji podziwiam Twoją odwagę,determinację, umiejętność podjęcia
              takiego ryzyka.Ja na mój gust starasz się pomóc w wyjątkowej sytuacji, gdy
              dziecko ma uzaleznioną matkę.To niesamowiecie trudny temat. To wyjątkowa
              odwaga.Dlatego raz jeszcze MOCNO ,MOCNO TRZYMAM KCIUKI i namawiam na to byś nie
              bała sie korzystać z pomocy z zewnątrz oczywiście ludzi którym możesz zaufać i
              którzy mają taką mądrość ze Was nie skrzywdzą swą np ślepotą czy próżnością.
              • wiola101 Jest troche lepiej 07.12.06, 11:11
                Dzieki dziewczy ny za Wszystko.
                Wczoraj młodego znów naszło na pogaduchy. May takie rozmowy zaliczamy średnio
                3,4 razy w tygodniu. Moje dzieciaczki juz zasnęły a my gadalismy do północy (
                mąż miał nocna zmianę) znów opowiadał o mamie, o tym ża ma nowego faceta. Że z
                nim przyjeżdza tam do babci. On mówi do niego wujku a młodsze dzieciaki tato.
                Mówił mi ze mama nie wie skąd sie dowiedziała i czy wogóle to wie ( kilka razy
                poruszał ze mna temat mówienia do mnie mamo i czy sie zgodze jeżeli on bedzie
                chciał tak do mnie mówić) ale mama mu powiedziała ze ma nadzieję że młody do
                mnie nigdy nie powie mamo. Opowiadał mi czasy mieszkania z babcią i jak babcia
                wyrażała sie o jego tacie: że świnia, że napewno go nie kocha i nie chce aby
                mieszkał z nim bo ma swoją rodzine i swoje dzieci. Mówił mi znów co o mnie
                mówia w tamtym domu a przede wszystkim wyraża swoje opinie o mnie ciotka czyli
                siostra mamy. Ze tośmieje się zniego że jak ciotka piardnie to on to wącha.
                Przyznał się do tego że jak u nas weekend zapowiada się inetesujacą to wtedy
                nie chce jechac do tamtej rodziny ale kiedy ma być nudno to chce tam pojechać.
                Młody jest dzieckiem który ma ogromny potencjał do wykozystania w sporcie. Lubi
                różne ćwiczenia a do tego jest jeszcze nadpobudliwy ruchowo. Ma dużo siły i
                jest czasem agresywny, niczego sie nie boi ( zliczył juz kilka bujek w szkole)
                Dlatego bardzo chce uprawiać wyczynowo jakąś dyscypline sportu.Młody wymyslił
                sobie boks _ ja jednak byłam za basenem. I ten pomysł mu sie bardzo spodobał.
                Jakiez było moje zdziwienia jak pojechałam po niego aby odebrac go z basenu.
                Stanełam przed szybą i nie mogłam uwierzyć że nikt nigdy nie uczył go pływac a
                on skakał do dużego basenu i świetnie pływał. Basen ten był powodem tego że nie
                pojechał do babci w wyznaczonym terminie bo nie chciał. Z tego powodu miał
                robione wyżuty że jak on tak mógł to zrobić. Teraz sobie wymyślił że raz będzie
                jeździł na basen a raz do babci. w tą sobotę przypada wyjazd na basen i tak
                sopbie pomyślałam( wykożystując jego lekkie przeziębienie)że go nie puścimy. Za
                tydzień ma jechać do babci i wtedy wspomne o basenie. Ja uważam że musi nauczyć
                się konsekwencji podejmowania decyzji i czy mu sie będzie to podobać czy nie to
                pojedzie do babci. czy może pozwolić mu na to na co będzie mniał ochotę?
                Po jego rozmowie wywnioskowałam że on chce tam jeździć bo nie chce robić im
                przykrości, wysłuchiwać wyżutów ale chce też tam być krótko bowtedy traktowany
                jest jak gość i tak jak mi powiedział teraz jest fajnie bo kupują mu lizaki,
                popcorn ( u nas jest to na porządku dziennym). U nas nie potafi być za to
                wdziećzny. Nigdy nie dziękuję , nie daje buziaka.
                To co mi opwiada przedstawia tylko obraz, nie mówi co on myśli, co czuje. Nie
                wyraża własnego zdania. Czy oby my nie popełniamy żadnego błędu?
                • m-m-m Re: Jest troche lepiej 07.12.06, 13:12
                  To co mi opwiada przedstawia tylko obraz, nie mówi co on myśli, co czuje. Nie
                  wyraża własnego zdania. Czy oby my nie popełniamy żadnego błędu?


                  Wiolu, pisałam Ci już, że do tej pory nie wiem jakie stanowisko i co tak
                  naprawdę myśli mój pasierb na temat własnej matki. Z takich samych powodw jak
                  wyżej napisałaś. On tez przedstawia tylko obrazy BEZ komentarza jakie emocje to
                  u niego wywołuje. To jest problem i mój jak widzisz, nie mam nań rozwiązania.
                  Dlatego od poczatku byłam i jestem bardzo strożna, gdy on cos na jej temat do
                  mnie mówi. Nie komentuję ie krytukuję. Słucham i powtarzam potem jego ojcu.
                  Jego ojciec zaś jest mało wlastyczny, uważą, że ona jest do kitu i on jako
                  ojciec nie zamierza opowidać synowi jak to ona fajna , skoro jego zdaniem jest
                  do bani. Może włśnie takim narzuceniem młodemu swojego stanowiska właśnie go
                  zablokował i młody nie chcąc się narazić na uwagi ojca i uaktywnienie konfliktu
                  lojalności - niczego nie komentuje.
                  To tylko moja hipoteza, b jak widzisz nie mam na to rozwiązania.
Pełna wersja