phidyle
28.12.06, 18:58
Pisalam kiedys o tym, ze moj facet wydaje wszystkie pieniadze za moimi plecami
na eksie i pasierba, na mnie pozostawiajac ciezar utrzymania naszej corki i
nas. Po przeczytaniu Waszych rad postanowilam porozmawiac z nim po raz ktorys
z kolei i o dziwo tym razem moje argumenty zdaly sie dotrzec do niego.
Obiecal, ze bedzie uzgadniac ze mna wydatki, nie bedzie placic rachunkow eksi
i bedzie mi dawac pieniadze na ubranka dla corki. Obiecal, ze bedzie mnie
informowac o tym, ze wychodzi i kiedy wraca i o tym, kiedy pasierb bedzie
przychodzil do nas, z wyjatkiem co drugiego weekendu, bo wtedy przychodzi
zawsze i tak jest ustalone.Moj M. spytal zatem, czy jego syn moze spedzic z
nami swieta. Zgodzilam sie, choc oznaczalo to, ze nie pojedziemy do moich
rodzicow, gdzie bardzo chcialam jechac, bo w zeszlym roku spedzilam swieta w
lozku z powodu zagrozonej ciazy i nie moglam zobaczyc mamy i ojczyma.Dodam, ze
w zeszlym roku bylismy caly czas w domu i pasierb mogl z nami spedzic swieta
ale eksia nie pozwolila mu przyjsc ani razu. W tym roku eksia postanowila sama
wyjechac i zostawic nam dziecko. Przed wyjazdem zdazyla zrobic koszmarna
awanture, zadajac polowy trzynastej pensji mojego M z okazji swiat oraz nowego
laptopa dla syna w prezencie gwiazdkowym. Moj M zignorowal te zadania i to
naprawde jest postep, bo kiedys by ulegl naciskowi bez watpienia. M
poinformowal mnie, ze syn spedzi z nami dziesiec dni i wroci do domu 2
stycznia. Tymczasem wczoraj w rozmowie z bratem M ujawnil, ze maly zostaje u
nas tydzien dluzej. Nie uwazal nawet za stosowne powiedziec mi o tym, nie
mowie juz spytac o zgode. Kiedy powiedzialam mu, ze nie taka byla umowa,
odparl, ze jestem wredna i jaka roznice robi mi osiem dni. Dla mnie to bardzo
duza roznica. Juz dziesiec dni z pasierbem to dla mnie proba nerwow. Mamy
bardzo male mieszkanko, i pieciomiesieczna corke. Moj pasierb ma zwyczaj
ogladac w nocy telewizje i ciagle budzi mala. Poza tym trzeba go obslugiwac,
nie umie nawet sam sie ubrac (ma jedenascie lat). Trzeba mu myc wlosy, czesac,
smarowac mu kanapke serkiem, podawac wszystko pod nos, odrabiac za niego
lekcje (trzeba mu dyktowac wszystko z przecinkami wlacznie) i w ogole jest
bardziej absorbujacy niz niemowle. Zgoda, to wszystko moze robic moj facet a
nie ja, ale jest tak zajety wtedy przez caly dzien, ze nie ma czasu dla malej
i dla domu a ja w konsekwencji ani chwili dla siebie.Tymczasem eksia, ktora i
tak w zyciu nic nie robi ma osiemnascie dni wakacji. Pomijajac to wszystko moj
facet mnie normalnie oklamal, zlamal nasza umowe i nie potrafie mu wybaczyc.
Caly czas mysle, ze musze go zostawic, bo juz zawsze tak bedzie, zawsze bedzie
robil wszystko za moimi plecami.I mysle o tym i boje sie, boje sie odejsc,
boje sie zostac sama z malym dzieckiem, boje sie, ze wszyscy powiedza "a nie
mowilismy"bo wszyscy mnie ostrzegali.Juz nie mysle nawet o tym, ze przeciez
kocham mojego faceta, bo co z tego, ze go kocham, skoro jestem nieszczesliwa.
A moze przesadzam istotnie?