trochę o uczuciach niejedynej...

09.01.07, 22:12
witam, tak mnie dzisiaj dopadło, że postanowiłam napisać parę słów...
przyznam się od razu.. to trudne ale..ja po prostu jestem zazdrosna o Jego
dziecko, o uczucia, które do do Małej żywi, o chwile kiedy ją przytula, kiedy
mówi jak bardzo ją kocha..

wiem, rozumiem wszystko i cieszę się, że On jest takim dobrym ojcem, cieszę
się że mają takie wspaniałe relacje, właściwie to mamy je wszyscy bo Mała
mówi, że bardzo mnie lubi. Generalnie jest ok, ale bywają takie dni, że szukam
dodatkowych potwierdzeń Jego miłości, zupełnie tak, jakbym rekompensowała
sobie to, co On czuje do Małej..

Obwiniam się za takie niskie uczucia, bo przecież mam świadomość, że to złe
ale poza racjonalnym wytłumaczeniem sobie naszej sytuacji, dopada mnie czasem
żal, czasem smutek, czasem czuję się samotna. Tłumaczę sobie, że przecież tak
jest dobrze, tak musi być i cieszy mnie to, że oni tak się kochają a
jednak... czasem boli nawet to, że Mój Ukochany mówi MY o sobie i Małej...
czyli My nie tylko On i ja..nie tylko nasze życie..

rozumiem, że miłość do dziecka jest bezwarunkowa, inna niż do partnera,
rozumiem że dzieci się kocha, bo sama przecież bardzo Małą lubię, dbam o nią,
razem sie bawimy, śmiejemy, myję ją, karmię i jest super.. a mimo wszystko
czasem jednak smutno..

mam świadomość, że kręcę się teraz w kółko w tych moich wyznaniach..

czy Wy też miewacie podobne odczucia?
    • nini6 Re: trochę o uczuciach niejedynej... 10.01.07, 08:19
      Wszystkie uczucia, które opisujesz towarzyszyły mi przez pierwsze trzy lata
      naszego związku z M. Teraz (szósty rok) już prawie ich nie ma.
      U Ciebie bedzie tak samo.
      Pozdrawiam
    • lilith76 Re: trochę o uczuciach niejedynej... 10.01.07, 10:22
      Nikt nie da ci pewności, ze gdyby nie było dziecka, to jego uczucia do ciebie byłby pełne. Być może wtedy uważałbyś, że okazuje ci ich za mało, bo praca, hobby, komputer, teściowa.
      Faceci z natury są oszczędni w okazywaniu uczuć, często z biegiem związku okazuje się, że ludzie zapominają się przytulać, mówić "kocham". Ja też czasami się o to dopytuję, szukam potwierdzenia. Kobiety czują się samotne w związku i bez pasierbów/exi w tle. Nie szukaj potwierdzenia siebie, swojej wartości, wartości związku w jego oczach i słowa. Zbuduj własną wartość i autonomię, a wtedy zobaczysz, że miłością do ukochanego człowieka można się też dzielić (nie chodzi mi o kochanki ;P ).

      A fakt jego miłości do dziecka, to dowód, że to dobry, uczciwy człowiek i powinnaś być szczęśliwa, że na niego trafiłaś smile
    • ciemnanocka Re: trochę o uczuciach niejedynej... 10.01.07, 10:32
      Nie martw sie, ja tez tak czasem mam.
      Wprost powiedzialam o tym chlopu, ze mam za malo ciepla i ze cala
      swoja "fizyczna" milosc oddaje malej. Skutek taki, mala siedzi na jednym
      kolanie, ja przytulam sie do drugiej strony, mala i mąż gładzą brzuch i jest
      dobrzewink Az strach sie bac jak trzecia baba bedziewink Moj mąż juz sprzata
      piwnicewink
    • m-jak-magi Re: trochę o uczuciach niejedynej... 10.01.07, 13:41
      trudno dyskutowac z uczuciami, powiem ci jednynie ze chyba wiekszosc macoch
      takie rozterki przeyzwalo.
      ja na poczatku zwiazku bylam zazdrosna nie tyle o uczucia co o czas jaki byl
      nam poswiecany. mala byla wowczas malutka - nico ponad rok i moj m czesto
      jezdzil do domu jej mamy zeby sie nia zajmowac.
      to byl dla mnie duzy problem i powod do pretensji.

      pozniej wszytsko sie zmienilo - uswiadomilam sobie wiele spraw. uswiadomilam
      sobe rowniez jak wazna w moim zyciu jest mala.
      teraz mam raczej pretensje do m ze za rzadko do malej dzwoni, za malo poswieca
      jej czasu itd.

      na koniec moge ci jedynie powiedziec ze nie ma jednej milosci, inna jest milosc
      do kobiety a inna do wlasnego dziecka. towj m jesli cie kocha to kocha
      cie "maksymalnie" tak samo jak "maksymlanie" kocha swoja corke. kazda z was tak
      samo a jednak kazda inaczej.

      pozdrawiam
      • ciemnanocka Re: trochę o uczuciach niejedynej... 10.01.07, 14:23
        wlasnie, Magi dobrze powiedziala - ja tez zazdrosna jestem "o czas", o wolny
        czas kiedy mala sie zajmuje, bo jak jest ze mna to ino pracuje i spi...smile
    • imme1981 pocieszające... 13.01.07, 01:23
      bo mam podobne odczucia i cały czas mam do siebie pretensje, że jestem taka zła,
      taka niedobra, wredna, niewdzięczna itd. jestem zazdrosna o małego, o ex i
      cierpię bardzo, że to czuję, ale teraz wiem, że to normalne i jeśli jest się
      mądrym życiowo z czasem uda się zwalczyć te złe uczucia na rzecz tych dobrych,
      ja w to wierzę i mam wielką nadzieję, że tak jak innym macoszkom tutaj uda się
      stworzyć rodzinę szczęśliwą...
      pozdrawiam i dziękuję
    • kylie7 Re: trochę o uczuciach niejedynej... 13.01.07, 12:46
      mam ten sam problem co Ty... Wlasnie zalozylam watek: "czy to moja zazdrosc czy zwykla niechec?Jego córka", moze troche inaczej patrze na te sprawe niz Ty, ale wiem co czujesz... Moze sie wzajemnie wesprzemy? wink
    • breath08 Re: trochę o uczuciach niejedynej... 15.01.07, 23:21
      dziękuję WAM Dziewczyny za wsparcie..

      a w ten weekend Mała została u babci i byliśmy sami i ja miałam wyrzuty, że nie
      spała razem z nami..
      Myślę, że to, co może Ją i mnie łączyć to w najlepszym wypadku fantastyczna
      przyjaźń i nie powinnam liczyć na nic więcej.
      Jednak kiedy Ona sama chwyta mnie rękę albo czasem przytula się, to jest to
      piękne uczucie, chyba bardzo mi ufa.. i dlatego też ganię samą siebie za
      jakiekolwiek przejawy zazdrości w mojej głowie.

      Jest jeszcze jedna kwestia. Ja po prostu mam zapędy do matkowania Jej, to znaczy
      poza czynnościami związanymi z opieką nad Nią, liczę na więzi, jakie ja mam ze
      swoją mamą. Wiem, że to niemożliwe, choć Mała nie ma najwspanialszej mamy na
      świecie. Ale mama to mama, więc mam szansę być przyjaciółką. Musi wystarczyć.

      Pozdrawiam wszystkie niejedyne smile
      • m-jak-magi Re: trochę o uczuciach niejedynej... 16.01.07, 10:55

        >
        > Jest jeszcze jedna kwestia. Ja po prostu mam zapędy do matkowania Jej, to
        znacz
        > y
        > poza czynnościami związanymi z opieką nad Nią, liczę na więzi, jakie ja mam ze
        > swoją mamą. Wiem, że to niemożliwe, choć Mała nie ma najwspanialszej mamy na
        > świecie. Ale mama to mama, więc mam szansę być przyjaciółką. Musi wystarczyć.
        >

        nie ludz sie i raczej odpedzaj mysli ze kiedykolwiek zajmiesz w zycou
        dziewczynki miejsce jej matki.
        ja moja pasierbice darze ogromnym uczuciem - chyba nawet matczynym ale nie mam
        i nie mialam zludzen ze ona kiedykolwiek je odwzajemni. w jej oczach matka jest
        najwspanialsza - zreszta w oczach kazdego dziecka i nic ani nikt takiej relacji
        nie rozerwie. poki dziecko jest male wszytsko wyglada pieknie, ale za jakis
        czas jak zacznie dorastac pojawi sie bunt nastolatki i byc moze klopotliwe
        pytania. to chyba bedzie najwieksza proba dla was obu. jesli sobie poradzicie
        tzn ze osiagnelas ogromny sukces w budowaniu relacji ze swoja pasierbica.
        dziecko w najlepszym przypadku odplaci ci szacunkiem i przyjaznia. to naparwde
        bardzo duzo.
Pełna wersja