czy to moja zazdrosc czy zwykla niechec?Jego córka

13.01.07, 12:40
Jest mi trudno. Chcialabym sie wygadac, nie wiem moze któras z Was mi cos doradzi czy jakos pomoze. Chodzi o jego córke.

Jak go poznalam pare miesiecy temu wiedzialam, ze jest od 5 lat rozwiedziony, ze ma 7-letnie dziecko. Wiedzialam, w co sie pakuje. Ale, nie wiem, moze jestem naiwna, ale wydawalo mi sie, ze pewnie nie bedzie z tym problemu, o tyle, o ile mala wie, ze rodzice od dawna nie sa razem i jak bedziemy spedzac razem czas to mnie polubi i bedzie w miare spokojnie. Tym bardziej, ze ona nie mieszka z nim, tylko z matka, wiec i te spotkania jej z nim nie sa za czeste.

Tyle ze ona od poczatku nie zapalala do mnie sympatia. W ogole jak ja poznalam, to od razu rzucilo mi sie w oczy, ze ona jest strasznie rozbrykana, krnabrna, gburowata, pyskata i w ogole. Moj M tez to widzi, ale co on moze wiele zrobic jak ma mala co drugi weekend tylko, a wychowuje ja jego byla zona, ktora najwyrazniej pojecia nie ma, kogo w domu chowa. Ale nie o tym chcialam pisac.

Wiedzialam, ze na pewno od razu dziecko mnie nie pokocha, z przymruzeniem oka patrzylam, jak na moje "czesc" ona ostentacyjnie odwraca sie i ignoruje, jak milczy, gdy o cos ja zapytalam, gdy chcialam nawiazac kontakt. Ale choc wydawalo mi sie, ze mam dobre podejscie do dzieci, to nie wiem, albo tu robie cos nie tak, albo ona po prostu jest taka trudna, nie umiem jej przelamac.
Nie wiem, moze gdyby byla mlodsza, byloby mi latwiej, albo starsza, to wtedy bylabym jej obojetna. NIe wiem.

Ale na dzis dzien ja juz stracilam ochote zeby ja do siebie przekonac, ze ona mnie polubi. Nie musi mnie kochac, wiadomo, ma matke, ale chcialabym zeby nasze stosunki byly w miare przyjemne i normalne, na luzie.
Ale na dzis dzien jak wiem, ze ona bedzie u M na weekend, to po prostu sie z nim nie spotykam. Czuje ze mala "wygrala" i dobija mnie to po prostu. Ale spotkanie z nia po prostu mnie wykanczaja psychicznie, jak widze, jak patrzy na mnie spod byka, jak sie rzadzi, jak np. zrobilam kiedys sniadanie i powiedzialam :"jedz prosze" to powiedziala mi, ze nie jestem jej matka zeby jej cos kazac... Nie moge tez patrzec, jak moj M na to wszystko przymyka oko, wpatrzony w nia jak w obrazek, ona chce czekoladke, on zaraz leci i jej kupuje, ona chce tam czy tam isc, to czy to robic - wszystko ma. Nic dziwnego, ze dziecko uwaza, ze wszystko mu wolno, ale choc go rozumiem, w koncu tak rzadko mala widzi, ze chce ten czas z nia nadrobic, wykorzystac jak najlepiej, i nie chce jej ochrzaniac, ale nie podoba mi sie to po prostu. JAk raz mu na to zwrocilam uwage, dal mi do zrozumienia, ze mam sie nie wtracac, bo sama nie mam dzieci wiec nie wiem jak to jest...

Ale ja juz na dzis dzien zastanawiam sie, czy w ogole to dalej ciagnac, bo mnie to tak wszystko juz meczy. Jak jego eks dzwoni, wez jutro mala, a on od razu zapomina, ze mielismy plany na jutro, tylko leci caly w skowronkach, ze moze dziecko niespodziewanie do siebie wziasc. Jestem zla na siebie o takie niskie uczucia, w koncu ja wiem, ze to jest JEGO dziecko, ze on je MUSI kochac, i jest wspanialym ojcem, skoro zywi takie mocne uczucia do dziecka, ale czuje taki zal i smutek jak widze, jak on caly szczesliwy jest jak ona jest przy nim, jak mu siada na kolana, jak sie do niego usmiecha. Na mnie nigdy tak nie patrzy, przy mnie nigdy nie jest taki rozanielony, wpatrzony...
Wiem, ze to chore, nie moge byc przeciez zazdrosna o jego córke ! - ale przez to moja niechec do niej tez sie poglebia... Jak ona przytula sie do niego a z nad jego ramienia patrzy na mnie takim wzrokiem: Heh, on mnie kocha, nie ciebie...

Nie wiem, moze za bardzo sie wkrecam, nie umiem sobie poradzic z ta sytacja i dlatego tak sie teraz miotam. Wiem, wiedzialam, z kim sie wiaze, ze on ma dziecko, i dlatego moge miec dzis pretensje tylko do siebie, jak on woli wieczór z córka spedzic niz ze mna... Ale dlaczego wtedy placze? Dlaczego mowie sobie, ze gdyby mial syna, to inaczej by go traktowal i mi by bylo latwiej?
Ze nie spal by z nim w jednym lozku a on nie przytulalby sie do niego caly czas, tak, ze ja musze spac w osobnym pokoju? Czy to na pewno ona jest calym problem czy to ja musze sie jakos przestawic? Ale jak? co mam zrobic?

A moze to moj M jest winny tej sytuacji? Bo ona dla niego jest wszystkim, a ja nie czuje, ze on mnie kocha? Wiem, ze ja zawsze bedzie kochal, a mnie pewnie inaczej, ale dlaczego czuje, ze on cala milosc jaka ma przelal na nia, a ja jestem mu potrzebna tylko do lozka? Dlaczego jemu tak oczy nie blyszcza jak mnie widzi? Dlaczego nie uwzglednia mnie w swoich planach tylko robi wszystko pod corke a ja jestem na drugim miejscu? A moze wlasnie z tym drugim miejscem nie umiem sie pogodzic? Ze mam ta swiadomosc, ze gdyby mial wybierac, zawsze wybierze corke...?

Gdyby to bylo nasze dziecko, pewnie nie zwracalabym na ta jego milosc do corki takiej uwagi. A tak wiem, ze tam juz gdzies jest kobieta, ktora urodzila mu juz dziecko. I to, jak patrzy, jak kocha mala, jest dla mnie tez potwierdzeniem, ze tamtej kobiecie wiele zawdziecza i pewnie dlatego na mnie otworzyc sie juz nie potrafi...

Nie wiem...
    • mangolda Re: czy to moja zazdrosc czy zwykla niechec?Jego 13.01.07, 13:01
      Masz 2 wyjścia:
      1) odizolowac to dziecko od was, najlepiej jabyscie wyprowadzili sie do innego
      miasta, albo nawet kraju
      2) zakonczyc te znajomosc

      zanim zdecydujesz sie na punkt 2 sproboj powalczyc, ja w takie sytuacji
      wygralam - zadne z exiowych dzieci nas nie odwiedza, a bylo ciezko na poczatku,
      oj bylo... moj M ma 2 corki! pozbylam sie ich z naszego zycia skutecznie i
      teraz zyjemy sobie szczesliwie.
      z tamtymi dziecmi nie mozma wspolistniec pokojowo, sprawa jest prosta: Ty, albo
      ona. jesli zrozumi, ze cokra exi bedzie chciala tylko od niego brac, brac i
      brac, kiedy dorosnie odejdzie, a Ty zawsze bedzisz przy nim, bedziesz mu
      pomagac ze wszystkich sil, z Toba bedzie mial nowe dzieci, ktore wychowa jak
      bedzie chcial, jesli ta prawda do niego dotrze to odstawi na bok tamto dziecko,
      bo ono nalezy juz do przeszlosci i skoncentruje sie na przyszlosci, ktora wiaze
      sie z Toba i waszych wspolnych dzieciach.
      zastosuj zasade: zero tolerancji dla tamtego dziecka, jesli znajduje sie w
      poblizu Ciebie traktuj je jak powietrze, musisz byc twarda i zmina jak lod.
      ZAWSZE po spotkaniach z mala odmawiaj M. seksu, w koncu powiedz mu jasno ze
      sobie nie zyczysz widywac dzieciaka, ze jesli juz musi sie z nia spotykac niech
      bedzie to poza domem. w odpowiednim momencie daj mu wybor: "ja albo ona", zanim
      to jednak nastapi M. musi zrozumiec ze Ty zaspokajasz wiecej jego potrzeb i
      jestes dla niego wazniejsza, niz ta mala. gwarantuje Ci, ze zaden mezczyzna nie
      bedzie przedkladal zycia z corka ponad zycie z kobieta. on ma swoje potrzeby i
      dziecko ich nie zaspokoi.
      • kylie7 Re: czy to moja zazdrosc czy zwykla niechec?Jego 13.01.07, 13:24
        mangolda napisała:

        > Masz 2 wyjścia:
        > 1) odizolowac to dziecko od was, najlepiej jabyscie wyprowadzili sie do innego
        > miasta, albo nawet kraju
        > 2) zakonczyc te znajomosc
        >
        > zanim zdecydujesz sie na punkt 2 sproboj powalczyc, ja w takie sytuacji
        > wygralam - zadne z exiowych dzieci nas nie odwiedza, a bylo ciezko na poczatku,
        >
        > oj bylo... moj M ma 2 corki! pozbylam sie ich z naszego zycia skutecznie i
        > teraz zyjemy sobie szczesliwie.

        Twoja rada bardzo mnie zaskoczyla. Nie wydaje mi sie, ze jest to mozliwe w moim przypadku do zrealizowania. On jej nigdy nie zostawi. Przeciez on dla niej sprzedal swoj gabinet, zakonczyl obiecujaca kariere lekarza, przeszedl na zasilek i wyprowadzil sie na drugi koniec kraju, tylko dlatego, ze jego eks sie przeniosla tu, gdzie teraz oboje zyjemy!


        > z tamtymi dziecmi nie mozma wspolistniec pokojowo, sprawa jest prosta: Ty, albo
        >
        > ona. jesli zrozumi, ze cokra exi bedzie chciala tylko od niego brac, brac i
        > brac, kiedy dorosnie odejdzie, a Ty zawsze bedzisz przy nim, bedziesz mu
        > pomagac ze wszystkich sil, z Toba bedzie mial nowe dzieci, ktore wychowa jak
        > bedzie chcial, jesli ta prawda do niego dotrze to odstawi na bok tamto dziecko,
        >
        > bo ono nalezy juz do przeszlosci i skoncentruje sie na przyszlosci, ktora wiaze
        >
        > sie z Toba i waszych wspolnych dzieciach.

        Tylko czy to do niego dotrze? Jak mu powiedzialam wprost, ze mala go wykorzystuje, ze mu wchodzi na glowe a on na to pozwala, to on mi na to powiedzial, ze "ona jest przeciez jeszcze taka mala, niech ma troche tego dziecinstwa", rozwiedli sie jak miala roczek czy dwa, ona nigdy nie miala pelnego domu wiec on jej teraz to rekonpensuje, rozpieszczajac ja i pozwalajac na wsyzstko. I tak np. Jak ona mnie ignoruje, nie powie "dzien dobry" czy prosze, to on w przepraszajacym gescie rozklada rece i mowi: "wiesz, ona jest jeszcze mala, ze sie wstydzi, tego nie rozumie".
        We wszystkim ja tlumaczy!

        I jest takim idealista, ze wierzy ze z mala bedzie mial zawsze super kontakt i ona zawsze bedzie do niego przychodzila, nawet jak bedzie starsza. I dzis uwaza, ze na to wlasnie pracuje...

        > zastosuj zasade: zero tolerancji dla tamtego dziecka, jesli znajduje sie w
        > poblizu Ciebie traktuj je jak powietrze, musisz byc twarda i zmina jak lod.
        > ZAWSZE po spotkaniach z mala odmawiaj M. seksu, w koncu powiedz mu jasno ze
        > sobie nie zyczysz widywac dzieciaka, ze jesli juz musi sie z nia spotykac niech
        >
        > bedzie to poza domem. w odpowiednim momencie daj mu wybor: "ja albo ona", zanim
        >
        > to jednak nastapi M. musi zrozumiec ze Ty zaspokajasz wiecej jego potrzeb i
        > jestes dla niego wazniejsza, niz ta mala. gwarantuje Ci, ze zaden mezczyzna nie
        >
        > bedzie przedkladal zycia z corka ponad zycie z kobieta. on ma swoje potrzeby i
        > dziecko ich nie zaspokoi.


        on juz dzis wybral ja. Jak mowie np. "no to nici z naszych planow" to on rozklada bezradnie rece i mowi, ze przykro mu, ale przeciez niech dziecko jest lepej u niego niz u jakiejs kolezanki. Jak chce to przeciez moge byc z nimi, mowi, ale on dobrze wie, ze odmowie.

        Lapie sie na tym, ze jestem zadowolona, jak dziecko go czyms zdenerwowalo i on mi sie zwierza i pyta co ma zrobic bo np. nie chcialo jej sie odrobic zadania domowego. Nie potrafie byc obiektywna, zamiast doradzic mu, jak ma postapic, jak ja bym wplynela na dzieko zeby mu sie zachcialo, to ja podsycam ta jego zlosc na nia. Nie moge tak robic, wiem. ale jak potem slysze z jego ust: "Wiesz, to moja ukochana coreczka, ona mnie potrzebuje, ile to ona mnie ma i dlatego jej na wszystko pozwalam" to wtedy czuje, ze nigdy nie wygram...
        • mangolda Re: czy to moja zazdrosc czy zwykla niechec?Jego 13.01.07, 13:32
          Przeciez on dla niej spr
          > zedal swoj gabinet, zakonczyl obiecujaca kariere lekarza, przeszedl na
          zasilek
          > i wyprowadzil sie na drugi koniec kraju, tylko dlatego, ze jego eks sie
          przenio
          > sla tu, gdzie teraz oboje zyjemy!

          jesli jest na zasilku to znaczy, ze nie macie pieniedzy i on nie ma z czego
          placic alimentow. tu go masz. kiedy mala podrosnie nie daruje mu tego. poki
          jest mala przychodzi jes jeszcze spotkac sie ojcem, za kilka lat bedzie
          przychodzila po pieniadze do ojca. jesli ojciec pieniedzy nie bedzie mial
          przestanie przychodzic - u nas tak wlasnie bylo.
          • kylie7 Re: czy to moja zazdrosc czy zwykla niechec?Jego 13.01.07, 14:45
            mangolda napisała:

            > poki jest mala przychodzi jeszcze spotkac sie ojcem, za kilka lat bedzie
            > przychodzila po pieniadze do ojca. jesli ojciec pieniedzy nie bedzie mial
            > przestanie przychodzic - u nas tak wlasnie bylo.

            tak, tylko wtedy pieniadze bedziemy mieli, bo beda moje. on narazie uklada swoja prace zawodowa od nowa, wiec kto wie, czy za pare lat nie bedzie mu juz lepiej finansowo. Ja tez niezle zarabiam. Jak bysmy mieli sie ozenic, pozostaje mi tylko rozdzielnosc majatkowa, zeby tylko alimenty nie wzrosly. Ale i tak, jak znam zycie, mala - wtedy juz duza - bedzie przychodzic i jak on nie bedzie chcial jej dac, czy nie bedzie mial, to pewnie oboje bede we mnie uderzac.

            Juz dzis jest tak, ze co ona chce za zabawke to dostaje. Zeby tylko do niego przychodzila, bo moj M sie obawia, ze jak bedzie dla niej niedobry, to ona nie bedzie go chciala odwiedzac...
            • mrs_ka Re: czy to moja zazdrosc czy zwykla niechec?Jego 13.01.07, 14:57
              Kylie, na tym forum Mangoldę się ignoruje, jako nieuleczalny przypadek
              ograniczenia. Takie nasze lokalne kuriozum. Nawet nie zaprzątaj sobie głowy jej
              "mundrościami".

              a.
        • ciemnanocka Re: czy to moja zazdrosc czy zwykla niechec?Jego 13.01.07, 13:56
          kylie...
          mangoldy powaznie nie traktuj...
          przesiej jej rady przez sitko i nic nie zostanie...
          Nie piszesz jak dlugo jestes z M., czy mieszkacie razem, od kiedy znasz jego
          corke. Napisz.
          • kylie7 Re: czy to moja zazdrosc czy zwykla niechec?Jego 13.01.07, 14:48
            ciemnanocka napisała:


            > Nie piszesz jak dlugo jestes z M., czy mieszkacie razem, od kiedy znasz jego
            > corke. Napisz.

            Jestesmy prawie rok razem, gdzies z 10 miesiecy. On ma 36 lat, ja 25. Jego corke poznalam po kilku tygodniach znajomosci z M. W sumie to nie mieszkamy razem, ale pomieszkuje u niego. To znaczy mam mieszkanie u kolezanki, ale u niego mam duza czesc moich rzeczy i jestem tam w sumie codziennie, dokladam na jedzienie itd. "Wyprowadzam sie" tylko na jedna, dwie noce, jak jego corka zostaje na noc.
            • ciemnanocka Re: czy to moja zazdrosc czy zwykla niechec?Jego 14.01.07, 20:35
              No to ja wtrace moje 3 groszewink

              Moim zdaniem jestes krotko ze swoim chlopem...Gdzies tam pisalas, ze jak wiesz,
              ze mala ma przyjsc to celowo sie z nimi nie spotykasz...
              To kiedy mala ma się do Cioebie przyzwyczaic?
              Kiedy ma Cie poznac?
              Na razie jestes dla niej rywalką, bo ona nie wie na czym stoi. Przyjezdza do
              taty, potyka się o Twoje rzeczy, Ciebie tam nie ma, nie spotykasz sie z nią, a
              sama wiesz, lepsze "zło znane, niż nieznane"smile Jak Ciebie pozna, zobaczy ze
              tata tak samo ją kocha jak do tej pory - moze zmieni stosunek do Ciebie.

              Dlatego tez ja jestem tradycjonalistką... ślub i dopiero potem spanie ze soba w
              jednym łóżku przy dziecku. To w tym wypadku wiele załatwia. Bo normalne jest
              to, że mąż i żona śpią razem, a nie tata i "jakas pani". Pani moze byc raz ta,
              raz inna.
              A co do spania z corką... To juz teraz powinien twoj chlop małą odzwyczajac od
              spania z tata... Bo w pewnym wieku to juz nie wypada...
    • macosik Re: czy to moja zazdrosc czy zwykla niechec?Jego 13.01.07, 14:57
      Jeśli chcesz by coś z tego wyszło i mieć czyste sumienie, że dobrze postępujesz
      radzę Ci nie słuchaj rad magnoldy.
      To nie jest wyjście, choć to najłatwiejsze rozwiązanie. Jednak, jeśli kocha się
      partnera to trzeba szukać drogi, która nie raniłaby Go i jemu bliskich tylko by
      umożliwiła odnalezienie się w całej tej nowej sytuacji wszystkim
      zainteresowanym.
      To bardzo trudne i uda się, ale tylko w sytuacji, gdy oboje partnerzy będą
      świadomi pewnych wyrzeczeń.
      Uczucia, o których piszesz w stosunku do Małej są chyba znane każdej z Macoch
      na początku związku. Zazdrość, naiwność, że dzieci powinny nas pokochać a my
      ich, albo chociaż polubić. Wreszcie bezradność, porównywanie miłości i unikanie
      kontaktów z dziećmi.
      Każda z nas ma swoją receptę na związek i stosunek wobec dzieci partnera. Jedne
      się bardziej angażują, inne mniej - to zależy od wielu czynników.
      Musisz być cierpliwa i wytrwała. Dużo rozmawiać z partnerem o swych
      oczekiwaniach ale i obawach i ...słuchać też Jego. Oboje musicie znaleść
      wspólne i dobre dla was rozwiązanie. NIe obędzie się bez płaczu, lęków i
      poczucia samotności. Ale jeśli się kochacie to dacie radę.
      Poczytaj na forum wątki, które mogą być zbieżne z Twoją sytuacją... może one
      pomogą Ci zrozumieć co nieco.
      Powodzenia

      • mangolda Re: czy to moja zazdrosc czy zwykla niechec?Jego 13.01.07, 17:04
        jasne, krytykowac to kazdy potrafi.
        powiedz lepiej jakie ty masz rady na radzenie sobie z niegrzecznym,
        rozpieszczonym i zaborczym dzieckiem.
        wg mnie takie dzieci sa niereformowalne. smutna prawda jest taka, ze potrzebuja
        ojca poki on daje kase, kiedy ogranicza wydatki same o nim zapominaja. tak
        wlasnie "pozbylam" sie pasierbic. paradoksalnie, zeby to dziecko wyroslo na cos
        lepszego jego ojciec musialby radykalnie zmienic sposob postepowania z nim -
        przestac bezkrytycznie zaspokajac wszystkie jego zachcianki. on jednak tego nie
        zrobi i kolko sie zamyka.
        • bei Re: czy to moja zazdrosc czy zwykla niechec?Jego 13.01.07, 21:35
          Cierpliwości...pozwol dziewczynce oswoić sie z jakże nową sytuacją.
          Zapewne jest zazdrosna o tate- to normalne, dzieci nawet te, które mają
          poczucie bezpieczeństwa, potrafią w taki własnie sposob okazywac zazdrosć np
          przy narodzinach rodzeństwa...
          Daj jej i sobie trochę czasu.
    • ciemnanocka Re: czy to moja zazdrosc czy zwykla niechec?Jego 14.01.07, 20:39
      > Absolutnie niedopuszczalne jest dla mnie twoje spanie osobno, kiedy jest
      córka.

      a dla mnie absolutnie niedopuszczalne by bylo spanie razem w obecnosci corki
      mojego chlopa, gdybysmy byli 10 miesiecy razem, pomieszkiwali ze soba...

      Tez to przerabialam, ale przed slubem NIGDY nie spalam przy corce chlopa razem
      z nim.
      Potem małej sie powiedzialo, ze to normalne, ze mąż i żona śpią razem. I bylo
      oki. Teraz tylko czasem mala nam sie do lozka wpychasmile
      • lehija_1 Re: czy to moja zazdrosc czy zwykla niechec?Jego 15.01.07, 04:50
        Ciemnanocko, na litosc boska,

        > a dla mnie absolutnie niedopuszczalne by bylo spanie razem w obecnosci corki
        > mojego chlopa, gdybysmy byli 10 miesiecy razem, pomieszkiwali ze soba...
        > Tez to przerabialam, ale przed slubem NIGDY nie spalam przy corce chlopa razem
        > z nim.

        No a jak corki nie bylo to i owszem? To hipokryzja.

        A moze wy w ogole tak po bozemu, co? Do slubu (koscielnego, jesli dobrze pamietam zdjecia) to wy w ogole nigdy nie? To skad ta corka u niego?

        Oj nie lubie zaklamania. Dzieci powinny wiedziec, ze dorosli ludzie maja partnerow, z ktorymi sobie spia. W dzisiejszych czasach ludzie czesto zyja bez slubu - maja udawac, ze nie sa razem?
        Przeciez dziecko tez dorosnie i powinno miec poczucie, ze w porzadku jest sobie spac z kim mu sie podoba.

        Rozumiem, ze mozna dziecka nie wprowadzac w zwiazek, ktory trwa dopiero trzy tygodnie - ale dziesiec miesiecy to juz calkiem powazna sprawa.
        • ciemnanocka Re: czy to moja zazdrosc czy zwykla niechec?Jego 15.01.07, 12:00
          > No a jak corki nie bylo to i owszem? To hipokryzja.

          hmm, nazwij to jak chceszwink ale nago przy mężu latam, a przy jego corce nie, to
          tez hipokryzja?

          > Oj nie lubie zaklamania. Dzieci powinny wiedziec, ze dorosli ludzie maja
          partne
          > row, z ktorymi sobie spia. W dzisiejszych czasach ludzie czesto zyja bez
          slubu
          > - maja udawac, ze nie sa razem?
          > Przeciez dziecko tez dorosnie i powinno miec poczucie, ze w porzadku jest
          sobie
          > spac z kim mu sie podoba.

          z pierwszym kawalkiem sie zgadzam. Juz nawet stwierdzam, ze jezeli mieszkaliby
          razem, tworzyliby "rodzinę" - oczywiscie, małą trzeba przygotowac na to, ze
          tata i jego partnerka spia razem. Ale poki co uwazam, ze dziecka nie powinno
          sie stresowac.

          Co do drugiego akapitu, postaram sie wychowac dziecko tak, by nie mialo tego
          poczucia, ze jest w porzadku spac z kim mu sie podoba. Ale ja juz mowilam -
          starej daty jestemsmile

          > A moze wy w ogole tak po bozemu, co? Do slubu (koscielnego, jesli dobrze
          pamiet
          > am zdjecia) to wy w ogole nigdy nie? To skad ta corka u niego?

          nie wnikaj w moje pozycie intymne lehija, bo to mnie denerwuje - jezeli cie to
          tak bardzo interesuje, poczytaj archiwum. Tam odpowiedz znajdziesz.

          Kazdy ma prawo do wlasnego zdania. Ja mowie jak bylo u nas. Uwazam, ze tym
          bardziej dzieci z niepelnych rodzin powinny zobaczyc jak wyglada prawdziwa
          rodzina, by mialo jakies doswiadczenia. Rodzina w sensie kobieta i mezczyzna,
          spiacy razem, prowadzacy razem gospodarstwo domowe, wychowujacy dzieci...
          Ale to moja opiniasmile
          A wiadomo, do opinii wlasnej, kazdy ma prawo...
          • lehija_1 Re: czy to moja zazdrosc czy zwykla niechec?Jego 16.01.07, 21:03
            Ciemnanocko,

            > > No a jak corki nie bylo to i owszem? To hipokryzja.
            >
            > hmm, nazwij to jak chceszwink ale nago przy mężu latam, a przy jego corce nie, to tez hipokryzja?

            Nie. No chyba zapytana nie udawalabys, ze nie latasz? wink Bo przeciez nie chodzi o to, zeby uprawiac publicznie seks, tylko o to, zeby sie tego nie wypierac. Nigdy w zyciu nie rozmawialabym ani z dzieckiem, ani z nikim innym o detalach mojego intymnego zycia. Ale tez sie nie wypieram, ze ono istnieje.

            > z pierwszym kawalkiem sie zgadzam. Juz nawet stwierdzam, ze jezeli mieszkaliby
            > razem, tworzyliby "rodzinę" - oczywiscie, małą trzeba przygotowac na to, ze
            > tata i jego partnerka spia razem. Ale poki co uwazam, ze dziecka nie powinno
            > sie stresowac.

            Nie powinno sie stresowac, jak sprawa trwa trzy tygodnie, ale jesli oboje juz maja poczucie, ze zyja ze soba, to dziecko moim zdaniem powinno wiedziec, ze beda ze soba tez sypiac, spedzac romantyczne wieczory, calowac sie... sa faceci, ktorzy zony w obecnosci corki nie przytula, bo poczulaby sie zazdrosna, to jest chore - to jest tworzenie z dzieckiem damsko-meskiego zwiazku - w kwestii przenosnej, ale jednak.

            > Co do drugiego akapitu, postaram sie wychowac dziecko tak, by nie mialo tego
            > poczucia, ze jest w porzadku spac z kim mu sie podoba. Ale ja juz mowilam -
            > starej daty jestemsmile

            No tak, zalezy, jak to podobanie sie zdefiniowac. Chodzilo mi o sypianie z kims, kogo naprawde lubi i z kim to naprawde ma sens, bo bedzie milym przezyciem. Sypianie z byle kim albo z kazdym to nie to samo. Nie to mialam na mysli.
            A i jestem starej daty.

            > > A moze wy w ogole tak po bozemu, co? Do slubu (koscielnego, jesli dobrze
            > pamietam zdjecia) to wy w ogole nigdy nie? To skad ta corka u niego?
            > nie wnikaj w moje pozycie intymne lehija, bo to mnie denerwuje - jezeli cie to tak bardzo interesuje, poczytaj archiwum. Tam odpowiedz znajdziesz.

            Nie chcialam cie zdenerwowac, ciemnanocko. Zdziwily mnie Twoje wypowiedzi, moze chcialam prowokowac. Zupelnie mnie nie interesuje Twoje zycie intymne, czytam forum od ponad roku i wiele rzeczy przeczytalam, jakos na Tobie sie nie skupilam, ale ogolnie sie orientuje. Wydalo mi sie tylko, ze potepiasz kobiety spiace ze swoimi mezczyznami bez slubu. A nietolerancji nie toleruje, taka jestem.

            > Kazdy ma prawo do wlasnego zdania. Ja mowie jak bylo u nas. Uwazam, ze tym
            > bardziej dzieci z niepelnych rodzin powinny zobaczyc jak wyglada prawdziwa
            > rodzina, by mialo jakies doswiadczenia. Rodzina w sensie kobieta i mezczyzna,
            > spiacy razem, prowadzacy razem gospodarstwo domowe, wychowujacy dzieci...
            > Ale to moja opiniasmile
            > A wiadomo, do opinii wlasnej, kazdy ma prawo...

            No tak, ale dzieciom z rozpadnietych malzenstw nie da sie juz wmowic, ze malzenstwo rzecz swieta nierozrywalna. Bo te dzieci juz taka swieta rzecz zazwyczaj widzialy.

            Czasami sama sie zastanawiam, co powiem dzieciom jak dorosna... dlaczego ta inna pani jest matka ich rodzenstwa... i jak pogodzic "czasami ludzie sie rozstaja" z uspokajajacym "ale tatus i mamusia zawsze beda przy tobie".

            Takie zycie nocko... chcialoby sie czasem byc pierwsza i jedyna zona/kobieta... ale nie zawsze sie da.
    • kitka1977 Re: czy to moja zazdrosc czy zwykla niechec?Jego 15.01.07, 09:38
      Droga Kylie,
      Na przykłądzie swojego związku odniose sie do Twojego postu. Myślę, że
      największą rolę w tym wszytkim powienien odgrywać twój M, ponieważ to jego
      zadaniem jest sprawić aby była zachowana harmonia między wami, tzn. zeby
      pogodzic zycie miedzy córka a tobą. Znam takie zachowanie jakie opisujesz i
      jezeli nie wychowasz sobie troche faceta to bedzie ci pozniej bardzo cieżko.
      MOj ma córke prawie 8 letnia a my sie znamy 6 lat i do dzisiajszego dnia sa
      kłótnie głównie przez jego zachowanie. NM kierując sie wyrzutami sumienia robi
      wsyztko to co chce córka (czesto zapominając o mnie lub robiąc mi z
      premedytacją na złość). Muszę dodac ze mamy wspólne dziecko, co wogóle nie
      zmienia faktu ze tatus na punkcie córeczki ma delikatnie mowiąc pierdzielca!!!
      Do tego dochodzą pomysły eks i jest naprawde super!!! POdam przykład z
      poprzedniego tygodnia: Od piatku ustalilismy ze w sobote jedziemy z małym
      zamkniety plac zabaw, w sobote dzowni eks zeby NM zabrał córkę na noc bo ona
      wychodzi, ok. Mała przyjeżdza z nabzdyczoną miną - zbliża sie popołudnie ,
      dzieci zjadły obiad, mieszkanie posprzatane, ja wyszykowana wiec rzucam hasło
      do wyjscia a co na to mała, surprisedNA NIGDZIE NIE IDZIE BO NIE MA OCHOTY... Wiec ja
      najpierw grzecznie do NM zeby przemówił córce ze wychodzimy a on na to ze ON
      TEZ ZOSTAJe, ja - p[rzeciez sie umawialismy ..... i tak gadka przeistacza sie w
      mała awanture bo to nie pierwszy raz kiedy ksieżniczka psuje z wielkim
      usmiechem na twarzy moje plany wiedzac ze tatus zrobi WSZYSTKO jak ona chce.
      Przykładów mogłabym podawać tysiące. NM jest juz zatwardziałym facetem którego
      cieżko wychowac, czasem nawet jestem zmuszona postawić sprawe na ostrzu noża,
      ale generalnie postanowiłam olac nieco humory ksiezniczki. Nawet fakt, ze
      kiedys córeczka nie chciała widziec tatusia przez tydzien bo miała taki kaprys
      nie dał NM do myslenia. Nadal wychowuje ja na mała samolubna egoistke i niech
      dalej tak robi a zobaczymy co z niej wyrosnie.... nie bawie sie w wychowanie
      jego córki. Wracając do opisywanego przykładu, ubrałam synka i wyszłam na cały
      wieczór i swietnie sie bawiłam z moim maluchem i nie musiałam patrzec na
      nabzdyczona buzie wiecznie kapryszacej ksiezniczki!!!! NIektórych facetów
      poprostu nie da sie juz wychowac wiec uważnie sie przyglądaj swojemu
      zwiazkowi...
      • braktalentu Re: czy to moja zazdrosc czy zwykla niechec?Jego 15.01.07, 09:57
        Kitka, Ty jesteś bardzo dobra kobieta. Ja uznałabym, że skoro chłop chce zostać
        z dziećmi, to powinien mieć takie prawo (bo przecież nie miał zamiaru
        faworyzować swoim wolnym czasem tylko jednego dziecka-smile)))). W ramach
        wspierania relacji dzieci - ojciec wyszłabym sama, a Jego zostawiła z
        ukochanymi robaczkami i obowiązkiem wyjaśnienia młodszemu dziecku dlaczego nie
        dotrzymał słowa (Kochanie, nastąpiła zmiana planów, Tatuś wyjaśni Ci wszystko i
        na pewno będziecie się razem dobrze bawić-smile))). Mamusia wychodzi i będzie
        wieczorem. Pa pa.

        Mój M. raz wyskoczył z tekstem jak ważne są kontakty między przyrodnim
        rodzeństwem. Mnie na nich niezależy, ale jeżeli Jemu tak to zawsze zgodzę się
        na to żeby zorganizował coś dzieciom i zajął się nimi. I chętnie wesprę Go w
        tych działaniach zostawiając synka pod Jego opieką-smile
        • dominika303 Re: czy to moja zazdrosc czy zwykla niechec?Jego 15.01.07, 10:01
          Braktalentu > hehehe dobre smile))
          moze mi się kiedyś przyda smile))
          będę pamietac o twoim sposobie na faceta wyjątkowo przeczulonego na punkcie
          pierworodnych smile
          • braktalentu Re: czy to moja zazdrosc czy zwykla niechec?Jego 15.01.07, 10:43
            To nie "sposób", bo "sposób" kojarzy mi się z podstępnym uzyskaniem jakiegoś
            celu. To doświadczenie, poparte lekturą forum-smile)). Naprawdę nauczyłam się już
            cieszyć sukcesami mojej pasierbicy i współczuć Jej ojcu gdy pojawiają się
            problemy. Chętnie pomagam minimalizować straty (pojadę po Młodą gdy potrzeba,
            czasem się zaopiekuję,zmienię nawet swoje plany, jak coś nagłego wypadnie), ale
            nie podporządkuje swojego życia. Gdy dopadają mnie wątpliwości zadaję sobie
            pytanie "czy zrobiłabym to dla teściowej lub innego powinowatego?". Hmm, gdyby
            Teściowa przyjechała z nagłą wizytą i oznajmiła, że nie weźmie udziału w
            naszych planach, to byłoby dla mnie oczywiste, że rodzinną (mama, tata, dzieci)
            imprezę przekładamy na inny termin. O ile teściowa jest dla mnie partnerem do
            rozmowy i przyjeżdża odwiedzić również MNIE, o tyle pasierbica nie jest moją
            koleżanką i Jej towarzystwo na dłuższą metę mnie nudzi. Skoro mój M. i mój
            synek mają gościa i zostają w domu, to ja nie muszę im przeszkadzać i mogę
            wyskoczyć na kawusię do Loli. Oczywiście uważam, że najlepszym rozwiązaniem
            jest wspólna realizacja planów i nie wyobrażam sobie, że mój M. pozwoliłby
            córce na takie manifestacje, ale różnie bywa-smile
        • kitka1977 Re: czy to moja zazdrosc czy zwykla niechec?Jego 15.01.07, 11:59
          Problem tkwi w tym ze moj 3-letni synek nie jest głuptaskiem i jezeli wczesnije
          mama mu obiecała ze pojedzie sobie poskakac to tak łatwo nie odpuszcza tematu.
          Cały tydzien siedzi z babcia w domu i chociaz w weekend staram mu sie ubarwic
          ta szara codziennośc, żeby przy okazji pobawił sie z innymi dziecmi. A szczerze
          mówiąc tatus nie pałał chęcią zabawy z maluchem! Niestety taka jest
          rzeczywistości i na siłe tego nie zmienię, co p[rawda mały jest coraz starszy i
          coraz bardziej i gł9ośniej wysuwa swoje rozczenia względem tatusia zby sie z
          nim bawił. Wczoraj tez byłam sama z dzieckiem na placu zabaw i co mam robic???
          Wiecznie sie awanturować z leniem??? Jade sama, swietnie sie bawimy z maluchem,
          staram sie mu zrekompensować brak mojej osoby ze wzgleu na to ze pracuje. I nie
          bede patrzyła na smierdzącego leniucha i zakochanego tatunia w córeczce, tym
          bardziej ze moj synek nie jest zdrowym dzieckiem i bede mu dawała z siebie jak
          najwiecej.... własnie jest mi starsznie smutno bo synek za tydzień idzie na
          kolejna operacje i psychicznie juz jestem wykonczona ...
    • breath08 Re: czy to moja zazdrosc czy zwykla niechec?Jego 15.01.07, 23:50
      Kylie..
      My jesteśmy w podobnym wieku do Was, tzn. ja też mam 25 lat, a mój NM ponad 30.
      Przeczytałam to co Ty napisałaś, również rady doświadczonych i tej Pani, która
      chciałaby dzieci formatować wink i uważam, że One mają rację jeżeli chodzi o
      stosunek Twojego partnera względem Ciebie.
      Mój Ukochany powiedział, że chciałby żeby Mała widziała, jakie relacje mogą
      łączyć dwoje ludzi, żeby brała przykład kiedy przyjdzie pora, żeby widziała, jak
      można się kochać to jest dla Niego ważne, to chce budować razem ze mną i takim
      podejściem poukładał nasze relacje i rozwiał moje wątpliwości co do mojego
      miejsca przy nich.
      Oczywiście, czasem drażnią mnie pewne sprawy, ale mam wrażenie, że związane to
      jest z otoczką spotkań z Małą, tzn. dzwoni eks, pyta, On mówi dobrze, ok. a
      potem my musimy dostosowac sie do oczekiwań eks.
      Myślę sobie jednak, ze On dostatecznie dużo nacierpiał sie przez eks i nie chcę
      dodawać mu ran na plecach.

      A Mała jest czasem ujmująca i też zazdrosna o tatę. Zdarza się jej, kiedy my
      ukradniemy chwilę i się przytulimy, że biegnie i obejmuje nas oboje i tak się w
      trójkę przytulamy, a to naprawdę cieszy.

      Opisałam trochę moją sytuację, bo uważam, że Twój Mężczyzna powinien się
      zastanowić czego oczekuje od Ciebie:
      tego że całkowicie podporządkujesz się porządkowi, jaki on i jego była narzucą,
      że będziesz bezkrytyczna wobec Jego córki?
      Oczywiście, jeżeli ją skarcisz, to przegrasz bo i jego to zrani, ale jak na
      razie to On krzywdzi Ciebie, bo nie znasz swojego miejsca w ich życiu. Myślę, że
      tu tkwi sedno sprawy. Powinnaś go o to zapytać, a jeżeli jeszcze nie wie, to
      ogranicz kontakty z Małą bo ciężko nawiązywać relacje na tak nierównych
      podłożach pewności swojego miejsca.
      Mój NM powiedział swojej Córce zanim się poznałyśmy, że jestem dla Niego ważna.
      I Ona to zakodowała, dlatego też, jak przypuszczam początkowo po prostu nie
      chciała sprawić ojcu przykrości, a później już udało nam się polubić.

      Trzymaj sie i pamiętaj, że Twoje uczucia, choć może i niskie, rozumiem na
      przykład ja. I radzę Tobie porozmawiać z Twoim NM bo jeśli tak to zostawisz, to
      problem będzie narastał, niestety..
Pełna wersja