Dodaj do ulubionych

"była " czy "nowa"?

14.01.07, 13:21
Opiekunem, której z rodzin "byłej" czy "nowej" powinien być mężczyzna?
Czy są mężczyźni mogący udźwignąć ciężar sprawowania opieki nad obiema
rodzinami?

Jako że ja się gubię, to zapytuje :jak Wy widzicie ten problem?
Obserwuj wątek
    • babe007 Może nie zupełnie na temat. 14.01.07, 13:41
      Jako osoba (zawsze) - mimo, ze w związkach - samodzielna wyznaję zasadę, że
      mężczyzna ma być partnerem, a nie opiekunem. Chociaz z dwojga złego wolę miec
      opiekuna niż kolejne (wyrośniete, marudne i niezwykle drogie w utrzymaniu)
      dziecko... wink
    • kubowa Re: "była " czy "nowa"? 14.01.07, 14:40
      jeśli mężczyzna odchodzi od kobiety to nie ma obowiązku jako takiego się nią
      opiekować. ludzki odruch natomiast dyktuje opiekować się potrzebującymi. zawsze
      natomiast powinien opiekować się dziećmi. z każdego małżeństwa.
    • m-jak-magi Re: "była " czy "nowa"? 14.01.07, 16:02
      ja widze jednoznacznie. odpowiada za wszytskie dzieci jakie ma, nizezaleznie z
      jakiej rodziny pochadza i za obecna rodzine.
      nie widze powodu utrzymywania bylej zony ale w stosunku do dziecka jakie z ta
      zona ma obowiazki sie nie zmieniaja.
      • redtower Re: "była " czy "nowa"? 14.01.07, 19:43
        hymm...a co jeżeli opuścił żonę i jest całkowicie winien rozpadu
        małżeństwa...?? Wtedy tez nie powinien opiekować się byłą żoną? W takim
        przypadku moim zdaniem powinien... bo zostawił całą rodzinę wraz z żoną...
        Oczywiście jeżeli sytuacja wyglądałą inaczej niz taka...to nie widzę powodu z
        jakiego miałby się ów meżczyzna opiekować byłą żoną... jedyny obowiązek ma w
        stosunku do dzieci...smile

        • reksia do redtower? 14.01.07, 20:27
          a co w sytuacji, gdy nie potrafił się bronić jako osoba słabsza i orzeczenie
          jego winy jest tylko wypadkową tego, że ciapa dała się w sądzie zakrakać, albo
          będąc w depresji było mu obojętne, po czyjej stronie zostanie orzeczona wina?
          • redtower Re: do redtower? 14.01.07, 21:09
            smile Wiesz..ja mówię o tym jak powinno być... zdaję sobie sprawę z tego, że po
            obydwóch stronach mogą znaleźć się osoby chcące zemsty lub takie którym zalezy
            jedynie na pieniądzach... ja np. postepuję zgodnie z moim sumieniem i w kwestii
            alimentów na dziecko bardzo zależało mi na odpowiedniej kwocie... tak aby Synek
            żył na takim samym poziomie... darowałam Eksowi wszystkie długi, które za niego
            spłaciłam... darowałam mu tez kredyt zaciągnięty na spłatę jego niespłacanego
            przedmałżeńskiego kredytu (i do tej pory sama go spłacam), ale alimentów nie
            darowałam...
            W kwestii mojej osoby... jestem dorosła... ja chciałam się rozwieść... wiec nie
            rozumiem dlaczego on miałby na mnie cokolwiek płacić... niech sobie żyje jak
            chce... jeżeli nie poczuwa się do oddania mi pieniędzy to jego sprawa... ja i
            tak sobie poradzę (bez niego zapewne znacznie lepiejsmile)... zależy mi tylko na
            tym żeby wywiązywał się ze swoich obowiązków wobec naszego synka... co nie
            zawsze mu niestety wychodzi..smile
            Niestety... jeżeli jest orzeczona wina.. to raczej nic nie zdziałacie... jeżeli
            Eksia ma meżczyznęz którym teraz żyje to można ewentulanie spróbować udowonić
            ze jej alimenty już nie przysługują smile bo ma nową osobę która ją utrzymuje smile
            • reksia Re: do redtower? 14.01.07, 21:47
              hehehe moja akurat exia jest tak atrakcyjna, że od kilku lat nikt jej nie
              chce;P ja bym jej , też nie chciała;P


              ale ja pytam tak ogólnie, by zapoznac się z róznymi aspektami i zrozumieć dany
              problem szerzej niz czubek mojego własnego nosa
              • reksia Re: do redtower? 14.01.07, 21:56
                a mam jeszcze pytanie ,bo tak mi się nasuneło: co w sytuacjach gdy mężczyzna
                wchodzi w trzeci, czwarty, czy piąty związek małżeński? jesli wówczas np
                wszystkie poprzednie rozpadają sie z jego winy, czy to oznacza że ma mieć
                obowiązki wzgledem wszystkich poprzednich żon? czy któraś z nich będzie
                bardziej uprzywilejowana?



                wszystkim którzy odpowiedzą, że faktycznie powinien wspierac wszystkie "żony
                poprzednie" zdradzę osobisty sekret; że jesli mnie ktoś przekona do zasadności
                takiego twierdzenia , ja zacznę czytywać Koran z pokorą smile
                • e_r_i_n Re: do redtower? 14.01.07, 21:59
                  A co jesli winna rozpadu malzenstwa jest kobieta? Juz widze, jak szanowne panie
                  uznaja, ze ma obowiazki wobec byłego meza smile. A powinna, skoro o
                  rownouprawnienie walczymy smile
                  Albo wina lezy po obu stronach? Czy byli malzonkowie mają sie wspierac? Czy
                  moze po to sie rozstaja, zeby miec ze soba jak najmniej wspolnego?
                  • reksia Re: do redtower? 14.01.07, 22:10
                    no właśnie to jest szokujace ! dlaczego rozwody z orzeczeniem o winie to zawsze
                    wina faceta? ja nie znam statystyk, ale wydaje mi sie, że orzeczenie z rozpadu
                    winy kobiety to chyba bardzo, ale to bardzo marginalny przykład


                    a to by świadczyło o faktycznej dyskryminacji mężczyzn w sądach rodzinnych
                      • redtower Re: do redtower? 15.01.07, 07:15
                        smile Drogie Panie, ja pisałam jak powinno być...oczywiście, że jezlei rozwód
                        byłby z winy Eksi to ona powinna płacić smile
                        Tyle że w naszej rzeczywistości jest tak... że to zazwyczaj matka zostaje z
                        dziećmi, a ojciec "odchodzi" z domu i zawyczaj uznaje się, że to jego wina...
                        bo to on "odszedł". Tak długo jak dzieci będą w "standardzie" pozostawały przy
                        matce po rozwodzie... winą będzie się obarczało ojców... i tyle...
                        Z jednej strony skoro na matce leży obowiązek poświęcenia dziecku swojego
                        czasu, to niby dlacego dodatkowo "społecznie" miałby być obarczana winą smile
                        Jakoś to trzeba jednak podzielić smile
                        I odnośnie kilku małżeństw... przpepraszam..ale jezeli spotykm gościa który
                        miał np 4 zony... to uznaję, że to raczej z nim jest coś nie tak... i jeżeli on
                        był przyczyną rozpadu (a przy 4 żonie trudno wierzyć że nie On) to niech płacismile
                        • e_r_i_n Re: do redtower? 15.01.07, 08:09
                          redtower napisała:

                          > Z jednej strony skoro na matce leży obowiązek poświęcenia dziecku swojego
                          > czasu, to niby dlacego dodatkowo "społecznie" miałby być obarczana winą smile
                          > Jakoś to trzeba jednak podzielić smile

                          Hehe, jasne smile Wiesz, ja myslała, ze opieka nad swoim dzieckiem to jednak nie
                          jest przykry obowiazek wink
                          • babe007 Re: do redtower? 15.01.07, 08:47
                            e_r_i_n napisała:

                            > Hehe, jasne smile Wiesz, ja myslała, ze opieka nad swoim dzieckiem to jednak nie
                            > jest przykry obowiazek wink


                            Nie przykry, ale na pewno obowiązek. I to czaso-, praco- i
                            zaangażowaniochłonny. Oczywiscie jeżeli dziecku dajemy z siebie trochę więcej
                            niz wikt i opierunek. W przypadku kiedy wszystkie aspekty wychowania,
                            utrzymania i opieki spadaja na jedna osobę, potrafi być ciężko.
                            • e_r_i_n Re: do redtower? 15.01.07, 08:49
                              Mniej wiecej wiem, z czym wiaze sie opieka nad dzieckiem wink
                              I oczywiscie mam swiadomosc, ze jedna osoba sie musi mocno natrudzic, probujac
                              wszystkim obowiazkom sprostac. Nie uwazam jednak, ze w zwiazku z tym powinna
                              byc uznawana za chodzaca swietosc, co w zartach, jak mniemam, zasugerowano, na
                              co ja zartem odpowiedziałam.
                            • reksia do babe 007 15.01.07, 10:11
                              babe007 napisała:


                              > Nie przykry, ale na pewno obowiązek. I to czaso-, praco- i
                              > zaangażowaniochłonny. Oczywiscie jeżeli dziecku dajemy z siebie trochę
                              więcej
                              > niz wikt i opierunek. W przypadku kiedy wszystkie aspekty wychowania,
                              > utrzymania i opieki spadaja na jedna osobę, potrafi być ciężko.


                              no własnie i to bym chciała zrozumieć, skoro jest to czaso i pracochłonny
                              obowiązek, to dlaczego matki nie chcą być odciążane przez ojców??

                              załóżmy przez podzielenie sie opieką nad dzieckiem z ojcem ,

                              przecież przy dobrej organizacji mogły by wykorzystywac dla siebie okres gdy
                              dziecko mogło by przebywać pod opieką ojca???

                              przecież gdy żyli pod jednym dachem (partnerów same sobie wybrały) pozostawiały
                              pewnie nieraz dzieci pod opieką ojca(???)
                              • babe007 Re: do babe 007 15.01.07, 10:29
                                Nie jestem najlepszym adresatem tego pytania, bo nie znam matek, które nie
                                chciałyby byc od czasu do czasu odciążane w rodzicielskich obowiązkach. Co
                                więcej ja to z tych, które nie widzą nic złego w opiece naprzemiennej jeżeli
                                ojciec jest normalnym facetem. Tyle, ze nie sądzę, żeby wielu ojców chciało
                                takiego rozwiązania - mam wrażenie, że większości mężczyzn odpowiada bycie
                                weekendowym ojcem. Dużo wygodniejsze. Przyjaciel mojego ex (a jednocześnie mój
                                dobry znajomy - facet mojej przyjaciółki), kiedyś w przypływie szczerości
                                powiedział mi, że mój ex najbardziej boi się takiej sytuacji, że któregoś dnia
                                nie wytrzymam (ja jestem sama, bez rodziny (rodzice za Wielką Wodą), czyli nie
                                mam nikogo, kto w razie czego pomógłby mi z dziećmi w jakiejś podbramkowej
                                sytuacji) i zostawię dzieci pod jego opieką a sama np. na jakiś czas wyjade z
                                granicę. Bo codzienne opieka na dziećmi (mimo, że jako weekendowy tatuś
                                sprawdza się bez zarzutu) to ostatnia rzecz na która ma ochotę.
                              • kasia_kasia13 Re: do babe 007 15.01.07, 12:34
                                Mysle, ze wiele matek chcialoby byc odciazanymi przez ojcow. Jednak niewielu
                                ojcow ma na to ochote, a jesli juz to robi, to bardzo niepodoboa sie to ich
                                partnerkom. Przeczytakjj sobie watke "Nie chce zbyt czesto widywac pasierba",
                                gdzie macocha ma zal, ze ojciec spedza zbyt duzo jej zdaniem czasu z synem.
                                Poczytaj odpowiedzi innych macoch i wszytsko stanie sie jasne.
                                • e_r_i_n Re: do babe 007 15.01.07, 13:02
                                  kasia_kasia13 napisała:

                                  > Przeczytakjj sobie watke "Nie chce zbyt czesto widywac pasierba",
                                  > gdzie macocha ma zal, ze ojciec spedza zbyt duzo jej zdaniem czasu z synem.

                                  ... W ICH DOMU, nie w ogóle.
                                  • kasia_kasia13 Re: do babe 007 15.01.07, 14:15
                                    e_r_i_n napisała:

                                    > kasia_kasia13 napisała:
                                    >
                                    > > Przeczytakjj sobie watke "Nie chce zbyt czesto widywac pasierba",
                                    > > gdzie macocha ma zal, ze ojciec spedza zbyt duzo jej zdaniem czasu z syne
                                    > m.
                                    >
                                    > ... W ICH DOMU, nie w ogóle.
                                    >
                                    >
                                    W SWOIM domu.

                                    Poz tym nie wiem, jak sobie wyobrazasz sprawowanie opieki caly czas poza domem.
                                    Bo wyjscie do kina, na basen, wloczenie sie po miescie- ile mozna, poza tym sa
                                    to typowe aktywnosci "niedzielnego tatusia". Codzienna opieka polega tez na
                                    przypilnowaniu, czy maly odrobil lekcje (gdzie ma je odrabiac, w kawiarni?),
                                    zajeciu sie nim, gdy jest chory, wizycie u lekarza itd.

                                    Przy okazji prosba. Oczywiscie forum jest dla macoch i mozesz sie dopisywac
                                    gdzie chcesz. Ale jesli sie dopisujesz do mnie, mniej swiadomosc, ze nie bede
                                    Ci odpowiadac. Delikatnie mowiac nie cenie Twojego zdania i nie uwazam Cie za
                                    partnera do dyskusji.
                                    • e_r_i_n Re: do babe 007 15.01.07, 14:32
                                      kasia_kasia13 napisała:

                                      > W SWOIM domu.

                                      Dom jest jego i jego zony, czyli ich.


                                      > Poz tym nie wiem, jak sobie wyobrazasz sprawowanie opieki caly czas poza
                                      > domem.
                                      > Bo wyjscie do kina, na basen, wloczenie sie po miescie- ile mozna, poza tym
                                      > sa to typowe aktywnosci "niedzielnego tatusia". Codzienna opieka polega tez
                                      > na przypilnowaniu, czy maly odrobil lekcje (gdzie ma je odrabiac, w
                                      > kawiarni?), zajeciu sie nim, gdy jest chory, wizycie u lekarza itd.

                                      Kasiu, naprawde nie umiesz czytac? Miedzy byciem NIE CAŁY CZAS, a nie bywaniem
                                      w ogóle jest przepasc co najmniej.

                                      > Przy okazji prosba. Oczywiscie forum jest dla macoch i mozesz sie dopisywac
                                      > gdzie chcesz. Ale jesli sie dopisujesz do mnie, mniej swiadomosc, ze nie bede
                                      > Ci odpowiadac. Delikatnie mowiac nie cenie Twojego zdania i nie uwazam Cie za
                                      > partnera do dyskusji.

                                      A to ciekawe, zwazywszy, ze przez długi czas Twoja aktywnosc na forum polegała
                                      na wyciaganiu moich wpisow i dopisywaniu sie do nich. A w tej chwili co chwila
                                      gdzies moje wpisy wyciagasz na rodzince.
                                      Ale oczywiscie Twoje prawo - nauczylam sie juz nie dziwic niekonsekwencji.
                                            • e_r_i_n Re: do babe 007 15.01.07, 15:33
                                              chalsia napisała:

                                              > To bardzo dobry przykład tak szeroko rozwiniętego relatywizmu Erin.

                                              A moze jednak warto umieć czytac? Raczej nie jestem w stanie wiedziec, co W TEJ
                                              CHWILI robi Kasia_kasia, wiec niekoniecznie trzeba kazde slowo traktowac z
                                              totalną dosłownością?
                                                • e_r_i_n Re: ale rozumiem 15.01.07, 15:42
                                                  Oczywiscie, ze znam. Nie sadze rowniez, zeby w ciagu ostatniego miesiaca zaszla
                                                  w Kasi jakas wielka zmiana, a MNIEJ WIECEJ tyle minelo od czasu, gdy sie gdzies
                                                  tam linkami do moich wypowiedzi posiłkowała.
                                                  • dominika303 Re: ale rozumiem 15.01.07, 23:48
                                                    chalsiu z całym szacunkiem jakim cię dażę nie pojmuję o co ci teraz chodzi??
                                                    czemu tak usilnie próbujesz erin wytkąc jej przejęzyczenie??? w jakim celu i po
                                                    co????

                                                    a erin tak bardzo się nie pomyliła, bo na nowej w tym samym czasie pojawił sie
                                                    nowy wątek coprawda przez inna osobę założony nie przez kasię, ale owa kasia w
                                                    nim też uczestniczyła , więc ......................... ??
                                                  • chalsia Re: ale rozumiem 16.01.07, 00:42
                                                    więc po prostu nie lubię relatywizmu - w tym wydaniu nazwijmy go - moralnego.
                                                    Albo inaczej - moralności Kalego.
                                                    A Erin IMHO jest tychże wyznawczynią o czym miałam okazję się przekonać przez
                                                    kilka lat czytania jej postów.
                                                    Chalsia

                                                    ps. żeby nie było, że lecę po Erin po całosci - czesto zgadzam się z jej
                                                    wypowiedziami nt. dzieci w wieku jej Wiktora.
                                                  • e_r_i_n Re: ale rozumiem 16.01.07, 08:41
                                                    Chalsiu, jaki relatywizm moralny w tym watku??? Ze uzyłam sformułowania 'w tej
                                                    chwili', mając na mysli działalnosc Kasi w ostatnim czasie? Tzn. ze na
                                                    przestrzeni miesiaca pisze, ze ma mnie w nosie i wyciaga moje watki?
                                                    Moze jednak musze poszukac znaczenia sformulowania 'relatywizm moralny'...
                                                  • kasia_kasia13 Re: ale rozumiem 16.01.07, 11:33
                                                    e_r_i_n napisała:

                                                    > Chalsiu, jaki relatywizm moralny w tym watku??? Ze uzyłam sformułowania 'w
                                                    tej
                                                    > chwili', mając na mysli działalnosc Kasi w ostatnim czasie? Tzn. ze na
                                                    > przestrzeni miesiaca pisze, ze ma mnie w nosie i wyciaga moje watki?
                                                    > Moze jednak musze poszukac znaczenia sformulowania 'relatywizm moralny'...


                                                    Pokaz mi, gdzie w ciagu _ostatniego_ miesiaca_ wyciagam Twoje watki (dostosuje
                                                    sie do Twojego pojmowania "w tej chwili" jako w ciagu "ostatniego miesiaca").
                                                    Linki!
                                                    Dzisiaj mamy 16.01.2007 czyli do 16.12.2006 poprosze. Wiele linkow prosze, bo
                                                    wyciagam je "co chwila".


                                                    A przy okazji, mozna sie z Ciebie nabijac jednoczesnie majac Cie w nosie i nie
                                                    ceniac Cie jako parnerara w dyskusji. Wiele osob tak robi wink))))))

                                                    OJ Erin, naprawde usilowalam uciac dyskusje z Toba. Ale widze, ze jak nie
                                                    wywolasz "pyskowki", to jestes bardzo nieszczesliwa. Baw sie dalej sama, milego
                                                    dnia.
                                                  • e_r_i_n Re: ale rozumiem 16.01.07, 11:47
                                                    kasia_kasia13 napisała:

                                                    > A przy okazji, mozna sie z Ciebie nabijac jednoczesnie majac Cie w nosie i
                                                    > nie ceniac Cie jako parnerara w dyskusji. Wiele osob tak robi wink))))))

                                                    No cóż, jak nie ma się innych radości w zyciu, trzeba sobie jakoś radzić wink
                                                    A od wywoływania pyskówek ekspertów mamy innych. Ja im do piet nie dorastam wink

                                                    Pozdrawiam i rowniez zycze miłego dnia.
                                                  • kasia_kasia13 Re: ale rozumiem 16.01.07, 11:22
                                                    dominika303 napisała:

                                                    > chalsiu z całym szacunkiem jakim cię dażę nie pojmuję o co ci teraz chodzi??
                                                    > czemu tak usilnie próbujesz erin wytkąc jej przejęzyczenie???

                                                    To nie bylo przejezyczenie, tylko klamliwa insynuacja pod moim adresem.
                                                  • dominika303 Re: ale rozumiem 16.01.07, 17:37
                                                    kasiu ty tez stosujesz często kłamliwą insenuację wobec innych uczestników
                                                    forum i co z tego wynika.....??
                                                    wyciągnełąś jakieś wnioski??
                                                    i czytasz to co naklikałaś wczesniej??
                                    • latortura Re: do babe 007 15.01.07, 15:37

                                      kasia_kasia13 napisała:

                                      W SWOIM domu.
                                      >
                                      > Poz tym nie wiem, jak sobie wyobrazasz sprawowanie opieki caly czas poza
                                      domem.
                                      >
                                      > Bo wyjscie do kina, na basen, wloczenie sie po miescie- ile mozna, poza tym
                                      sa
                                      > to typowe aktywnosci "niedzielnego tatusia". Codzienna opieka polega tez na
                                      > przypilnowaniu, czy maly odrobil lekcje (gdzie ma je odrabiac, w kawiarni?),
                                      > zajeciu sie nim, gdy jest chory, wizycie u lekarza itd.
                                      >
                                      > Przy okazji prosba. Oczywiscie forum jest dla macoch i mozesz sie dopisywac
                                      > gdzie chcesz. Ale jesli sie dopisujesz do mnie, mniej swiadomosc, ze nie bede
                                      > Ci odpowiadac. Delikatnie mowiac nie cenie Twojego zdania i nie uwazam Cie za
                                      > partnera do dyskusji.


                                      Kasiu, delikatnie mówiac: odpieprz sie od mojego wątku bo nie wiesz widocznie o
                                      co dokładnie chodzi,
                                      jesli matka WALCZYŁA z całych sił w sadzie,KŁAMAŁA w tym celu, daje na kazdym
                                      kroku M do zrozumienia ze ma sie odwalic od dzieci (mimo iz one tego nie chcą)
                                      i ze nie potrzebuje jego pomocy to dlaczego On ma robic z siebie debila i pchac
                                      sie do "wspolnego codziennego wychowywania" ?
                                      odrabianie lekcji itd... owszem dlaczego nie pomóc, czesto sie zdarzało, ze
                                      syn odrabia je u nas, powiem wiecej, czesto ze mną, bo mama nie umiała wink
                                      (słowa syna M),

                                      i kto mówi ze ciagle poza domem?
                                      2, 3 razy w domu a np ze 2 poza domem, tylkoz e w tedy mamusia bedzi emiała
                                      synka 2 razy w tyg., rzadziej niz ojciec a walczyła o pełen prawa, wiec albo
                                      syn mieszka wtedy u nas (a takiej mozliwosci niema - exia sie nie zgodzi -
                                      zreszta jest rodzenstwo), albo M płaci mniejsze alimenty albo ona jest czesiej
                                      z synem, bo z ojcem mieszka juz inna kobieta i mają swoją rodzine,

                                      i nie moge zniesc tego Twojego: W SWOIM DOMU...
                                      nasz dom (mój i M) nie jest domem Jego syna,
                                      moze czuc sie w nim swobodnie ale nie jest Jego domem, nie ma tu swoich rzeczy,
                                      ksiazek, zeszytów, ubran, ma SWÓJ DOM PRZY MATCE, WYWALCZONY, WYGODNY, który
                                      pozniej moze odziedziczyc, bo to Jego dom !
                                      ma miec 2 moze 3 ? i moze pozniej bedzie dzidziczył mieszkanie matki, ojca,
                                      moje... fajnie nie? a nasze wspolne dziecko ma sie pozniej jeszcze dzielic
                                      naszym mieszkaniem, to jest sprawiedliwe?

                                      oj Kasia, przykro mi ze tak to odbierasz,
                                      byłabys w sytuacji macochy mówiłabys tak samo,
                                      mówisz cały czas z pozycji pasierbicy,
                          • redtower Re: do redtower? 15.01.07, 19:54
                            hymmm..tak dla jasności ....kocham swojego synka i uwielbiam spędzac z nim
                            czas... z tego co pamiętam to jednak nie jest tylko moje dziecko... więc
                            dlaczego ja ma mpoświęcać 99% swojego czasu... a tatuś tylko wtedy kiedy ma na
                            to ochotę...?? Jest biedak taki zapracowany... tak mu cieżko znaleźć czas...
                            dziwne na imprezy ma czas.. a dla swojego dziecka nie ma... sad Dlatego cieżko
                            jest uznać, że to matka jest nie taka jak powinna być... i cieko stwierdzić że
                            to ona dla dziecka źle chce... skoro drugi rodzic ma dziecko gdzieś... i tylko
                            żeby pokazać swojej rodzinie jaki to kochający tatuś jest... zabiera dziecko
                            czasami do siebie... dodam mój Eks mieszka od nas 20 km, a Młodego widuje raz
                            na dwa tygodnie... nikt mi nie wmówi, że on dba o kontakty ze swoim synem! Jak
                            widać dla taty jest to przykry obowiązek...

        • m-jak-magi Re: "była " czy "nowa"? 14.01.07, 20:37
          w zyciu tak bywa. dorosli ludzie musza ponosic konsekwencje swoich czynow.
          rozpad zwiazku nie bierze sie z powietrza. nigdy nie jest tak ze jedna strona
          jest winna.
          uwazam ze nie ma zadnego obowiazku utrzymywac zdrowa psychicznie i pelnosprawna
          fizycznie kobiete - nawet jesli obiektywnie okazal sie zlamasem.
          obowiazki ma wobec dziecka i to nie ulega watpliwosci.

          dorosli ludzie musza sie dopasowywac do nowych czesto tragicznych okolicznosci.
          dziecko takiego obowiazku ani mozliwosci nie ma. skoro dotad prowadzila tylko
          dom a maz utrzymywal rodzine - sorki zycie sie zmienilo trzeba poszukac sobie
          pracy i zaczac dbac o swoja emeryture i ubezpieczenie. to jest obowiazek
          kobiety wobec swojego dziecka.
          mezem sie nie jest na cale zycie natomiast ojcem do smierci swojej lub dziecka
          i tutaj ani rozwod ani inne wydarzenia nie zmienia.
    • e_r_i_n Re: "była " czy "nowa"? 14.01.07, 21:56
      Człowiek może miec jedną rodzinę. Po rozwodzie rodziną faceta jest jego zona,
      dzieci z drugiego zwiazku i dziecko z pierwszego zwiazku. I za te wszystkie
      osoby jest WSPÓŁodpowiedzialny.
    • imme1981 Re: "była " czy "nowa"? 14.01.07, 22:42
      nie wyobrażam sobie, by ciężar rodzicielstwa w chwili rozwodu, gdy dziecko
      zostaje przy matce, spadła tylko i wyłącznie na matkę
      i wszystko zależy od dojrzałości ojca, byłej i obecnej żony, idealnie by było
      gdyby wszyscy wzajemnie się szanowali, wtedy nie ma dylematów komu ile czasu i
      uwagi ma się poświęcać.
      • dominika303 Re: "była " czy "nowa"? 15.01.07, 10:06
        Jasne że nowa rodzina jest na pierwszym miejscu + dziecko/dzieci z poprzedniego
        związku !
        Ale nie na zasadzie, że owe dzieciątka rozwalają całe życie nowego związku,
        tylko są wpasowane w realia tejże nowej rodziny!

        Co do exi sad( no na miłośc boską , a jak niby exmąż ma wspirać exżonę??
        To jakiś absurd. Rozwód jest po to, aby ci dwoje stali się dla siebie obcymi
        ludzmi no nie?? No więc o jakiej opiece mówimy?? Bo nie kumam.
        Przeciez mając nowążonę i dzieci facet nie będzie przecież jedził do exi, aby
        jej obrazek powiesić na ścianie ???????
        A juz nie wyobrażam sobie innej pomocysad np łóżkowej sad(
        • imme1981 Re: "była " czy "nowa"? 15.01.07, 10:37
          obcymi nigdy nie będą i to powinno się zaakceptować gdy wchodzi się w związek z
          mężczyzną "z przeszłością" i ponieważ obcymi nie są powinni się przynajmniej
          szanować i w razie jakiegoś niebezpieczeństwa lub poważnego zagrożenia, ex
          powinna móc liczyć na byłego męża, gdy samotnie wychowuje dziecko i nie może jej
          nikt pomóc, a dlaczego? ponieważ krzywda matki bardzo często równa się krzywda
          dziecka i jeśli matce okradną i zdemolują dom, albo się jej spali mieszkanie,
          ojciec powinien pomóc ze względu na dziecko. piszę zatem o ekstremalnych
          sytuacjach, a nie przybijaniu gwoździa. jednak zaznaczam, to wszystko jest
          naturalne i właściwe, gdy między byłymi małżonkami jest dobrze, co więcej gdy
          także między kobietami stosunki są neutralne. czy nikt już tutaj nie zna takich
          zdrowych relacji?
          • reksia do Imme1981 15.01.07, 10:45
            a czy Ty ze spokojem patrzałabyś na to, że twój mąż leci na pomoc swojej byłej
            partnerce, niekoniecznie żonie ot "takiej której kiedyś machnął dzieciaka"?no
            wiesz by biegł z pomocą w imie dobra dziecka które sugerujesz;P
            • babe007 Re: do Imme1981 15.01.07, 10:51
              Teraz oczywiście sobie zażartuję ;-P

              A czego się bać, przeciez exie są głupie i brzydkie, a next madre i piekne! Nie
              ma więc podstaw do żadnego niepokoju ;-P.

              Sorki, ale małpi rozum mam dzisiaj wink)).
              • reksia Re: do Imme1981 15.01.07, 10:56
                moja jest faktycznie brzydka;P wiec ja się nie boję;P

                ale pytam ogólnie bo przeciez zycie jest bardziej skomplikowane

                a i rózni dewianci sie zdarzają ;PP sa wśród nas nekrofile, mężczyźni
                uwielbiający staruszki, sa i tacy których wzruszają brzydkie kaczątka ;P

                mnie brzydkie kaczatko tez wzrusza;P
                • babe007 Re: do Imme1981 15.01.07, 11:04
                  Tylko wiesz, trzeba być ostrożnym z pewnymi sądami. Np. jedna z dziewczyn z
                  tego forum twierdzi, że OBYDWIE ex jej męża są strasznie brzydkie. A to może
                  świadczyć o pewnych skłonnościch faceta do brzydkich kobiet ;-P. Resztę
                  dopowiedz sobie sama....
          • dominika303 Re: "była " czy "nowa"? 15.01.07, 12:26
            imme1981 > piekne jest to co mówisz, ale..........
            czy tak samo exżona powinna pochylić się nad exmężem, gdy ten po rozwodzie
            ląduje w wynajętej kawalerce, bez pralki, lodówki, telewizor itp bo zostawił
            żonie i dziecku??? Czy w takiej sytuacji xe żona ma zrezygnować z wygurowanych
            roszczeń i uszcuplić conieco potrzeby dziecka, bo ojciec jest w niebezpiecznej
            sytuacji ??
            Przeciez wiemy, ze w naszym kraju po rozwodzie (bez wzdględu czyja wina) facet
            zostaje w skarpetkach > ex mąż może liczyć na pomoc exżony???
            Skoro exżony tego wymagają , to czy exmężom tez to wypada?? i z jakim
            skutkiem???
            Czy taka exżona, zastanowi się, ze jej nie obcy jak to podkreślasz facet nie
            mając dachu nad głową i brak pieniędzy płacił wysokie alimenty ?????
            • babe007 Re: "była " czy "nowa"? 15.01.07, 12:42
              Stosujac taki sam stopień uogólnienia - mężczyzna nie wyprowadza sie do
              wynajętej kawalerki bez telewizora i praliki tylko do nowej partnerki ;-P.

              Jest (również na tym forum) wiele kobiet, które z małżeństwa wyszły "w
              skarpetkach" i jeszcze spłacają małżeńskie długi (po facet sie nie poczuwa).
              Więc troszkę ostrożniej z autorytatywnymi stwierdzeniami, że, cytuję > Przecież
              wiemy, ze w naszym kraju po rozwodzie (bez wzdględu czyja wina) facet zostaje w
              skarpetkach >.
                  • dominika303 Re: "była " czy "nowa"? 15.01.07, 13:26
                    nie drugiego tylko pierwszego przecież to co miał zostawił exzonie sad

                    Hmmmm w tym samym w czym ex zona chce pomocy !

                    np w wyborze krawatu do garnituru , a co ? ex żona moze prosić o pomc w
                    składaniu szafy, to ex mąż nie może prosić o pomoc przy zakupach??????????
                    co w tym dziwnego?
                    Skoro traktujemy "ich" jako dobrych znajomych którzy kiedyś dzielili łoże to
                    czy tylko ta pomoc ma byc jednostronna??
                    • babe007 Re: "była " czy "nowa"? 15.01.07, 13:32
                      W tej akademickiej dyskusji założyłyśmy przecież, że facet wprowadza sie do
                      swojej kobiety. Ona chyba te wszystkie (podstawowe w obecnych czasach)sprzety
                      juz ma. No chyba, że jedyną (pardon, za dosadność)rzeczą którą dzielą jest łoże.

                      Wybacz, ale Twoje argumenty są pozbawione sensu więc jak dla mnie EOT.
                      • dzk35 Re: "była " czy "nowa"? 15.01.07, 13:59
                        babe, trochę przesadzasz bo nawet wyprowadzając się do nowej kobiety, jeśli z
                        domu wyszedł w skarpetkach to on nie wnosi nic, daje uszczuploną wypłatę i
                        właściwie to nowa partnerka do jego utrzymania się dokłada, a jeśli i ta nowa
                        partnerka nie ma własnego i wyposażonego domu to kupują (rzadko, bo musiałaby
                        wyjątkowo dobrze zarabiać) lub wynajmują i te wszystkie sprzęty muszą kupić bo
                        nie mają, bo przecież exia nie ma obowiązku ułatwiać startu byłemu...
            • chalsia Re: "była " czy "nowa"? 15.01.07, 15:31
              > Przeciez wiemy, ze w naszym kraju po rozwodzie (bez wzdględu czyja wina)
              facet
              > zostaje w skarpetkach >

              No w moim przypadku to również nie jest prawdą (choć nie zdziwiłoby mnie gdyby
              podobne zdanie do Twojego miała moja next).
              Chalsia
        • babe007 Re: "była " czy "nowa"? 15.01.07, 10:47
          Primo, ludzie, którzy maja wspólne dzieci nigdy nie będą w 100% dla siebie obcy.
          Secundo, jak zwykle wszystko zalezy od sytuacji i od klasy ludzi. Ja mojego ex
          o przybijanie gwoździ nie proszę (świetnie radzę sobie sama ;-P ) ale kiedy
          kupiłam regał do dziecięcego pokoju i był to mebel do samodzielnego montażu to
          ex pomógł mi go złożyć. Zdarzyło się również, że miałam 40C gorączki (a tak jak
          wczesniej pisałam nie mam żadnej rodziny) i on z własnej nieprzymuszonej
          wykupił mi lekarstwa i zrobił zakupy jedzeniowe, żebym nie musiała wychodzić
          przez kilka dni. Ja zaś przez rok (do rozwodu) nie pozbawiałam go prywatnej
          opieki zdrowotnej (akurat złamał nogę), którą mam zapewnioną dla całej rodziny
          w swojej firmie. A spokojnie w ramach złośliwości mogłam to zrobić. I nie
          znaczy to, że jesteśmy przyjaciółmi i dzwonimy do siebie na pogaduszki.
          Poprostu jesteśmy ludźmi...

          Kobitki, toż to obcym się czasami pomaga. Aż tak nienawidzicie byłych żon?
          • reksia Re: "była " czy "nowa"? 15.01.07, 11:04
            babe007 napisała:

            > Primo, ludzie, którzy maja wspólne dzieci nigdy nie będą w 100% dla siebie
            obcy

            hmm ....ja z moim EX jestśmy obcy.... i ja czuje bardzo wyraźnie że od czasu
            rozwodu to ZUPEŁNIE obcy mi człowiek,

            jesli on chce ma prawo widywac sie z dziecmi, na tym nasze relacje się kończą,

            ale ja go unikam,

            to obcy mi człowiek i po rozwodzie prędzej poproszę sąsiadke o pomoc niz będę
            prosic o cokolwiek mojego M

            ale to chyba kolejny dowód na to że każda sytuacja jest inna

            > Kobitki, toż to obcym się czasami pomaga. Aż tak nienawidzicie byłych żon?

            To nie jest kwestia NIENAWIŚCI smile)) Mi moja Ex jest OBOJĘTNA nie są mi
            natomiast obojętne granice mojego terytorium, które ona przekracza i do
            przekraczania których rości sobie prawo
          • imme1981 do reksi 15.01.07, 11:11
            babe007, dziękuję, zobrazowałaś to, o czym pisałam i mam nadzieję, że wiadomo o
            co chodzi. a ja dodam jeszcze od siebie, że moi rodzice są po rozwodzie i mimo
            wszystko w trudnych sytuacjach mogą liczyć na wzajemne wsparcie (mimo
            kategorycznego sprzeciwu żony ojca, która robi wiele, by ograniczyć moje
            kontakty z ojcem) i ja biorąc przykład ze swoich rodziców (dziękuje za nich
            Bogu), nie mam zamiaru ingerować w stosunki mojego partnera i jego byłej
            kobiety, tak samo jak nie ingeruje ile kasy płaci na dziecko, nie wiem, nie
            pytam, nie chcę, to nie moja sprawa, nie mam problemu z tym, by miał jej pomóc w
            bardzo trudnej chwili, że ją szanuje i stara się utrzymać zdrowe relacje, mi też
            na tym zależy, ponieważ nie chcę budować toksycznej rodziny. przyznam, że nie
            jest to łatwe, ale prościej jest się obrazić na cały świat i robić z siebie
            ofiarę niż spalić trochę więcej kalorii i popracować nad tym by było dobrze :].
            wiem, są różne przypadki, za wysokie alimenty, wredne i psychiczne eks,
            niedojrzałe next, nieodpowiedzialni faceci. ja wszystko rozpatruję jednak ze
            swojego punktu widzenia i w oparciu o swoje doświadczenia posiadania "macochy" i
            bycia "macochą", dlatego nie chcę by traktowano moje wypowiedzi jako pogląd
            ogólny. życie jest życiem i czasami zdarza się, że nie jest tak jak być powinno.
          • aga-aga3 Re: "była " czy "nowa"? 16.01.07, 08:54
            Moja sąsiadka z 10 piętra też nie jest mi w 100% obca bo mowię jej czasami
            dzień dobry , ale czy to znaczy że mam pomagać skrecac jej meble czy
            zastanawiać się nad tym i przezywac to?smile
            Niektórzy faceci mają mniejszy kontakt z ex niż z sąsiadami, więc argument że
            się nie jest obcymi wskazuje na co? tego że to zobowiązuje już do końca
            zycia....?smile trochę śmieszne. Fakt jest taki że jak dzieci będą dorosłe facet
            swojej ex nie musi na oczy juz widzieć jak nie będzie miał ochoty, a co dopiero
            pomagac jej w czymkolwiek.Więc rozumiem, że ex powinna póki może wykorzystac
            sytuacje i sobie" powykorzystywać" , argumentując dobrem dzieci faceta do
            pomocy w ogolnie pojętym domu.
    • euna Re: "była " czy "nowa"? 15.01.07, 13:25
      > Czy są mężczyźni mogący udźwignąć ciężar sprawowania opieki nad obiema
      > rodzinami?

      Zależy od definicji pojęcia "sprawowania opieki".
      Ale tak są - na przykłąd mój mąż. Mimo, że ma rozwód z orzeczeniem o winie. W
      mojej ocenie sprawuje opiekę nie tylko nad swoimi dziećmi z poprzedniego
      związku ale również nad byłą małżonką. Płaci ogromne alimenty zarówno na dzieci
      jak i na ex, ponadto codziennie wozi je do szkoły, daje kieszonkowe, finansuje
      remonty domu ex, ponad alimenty wspiera ją finansowo przy jej inwestycjach
      (wykup domu), kupił jej samochód i dopłaca do jej wakacji z dziećmi, opłaca też
      prywatnych lekarzy dla niej.

      Wszystko to wychodząc z założenia, że dobro dzieci zależy również od dobra ich
      mamy.

      Nie tylko nie mam nic przeciwko temu ale bardzo mi się podoba, że mój mąż w tak
      odpowiedzialny sposób postępuje. Mimo, że stosunki męża z ex (o moich nie
      wspominając) są bardzo złe.

      Zdaję sobie sprawę, że nie każdy może wspierać byłe żony finansowo w taki
      sposób ale tu chodzi też o wsparcie organizacyjne.
      Gdyby nie było dzieci, sytuacja z pewnością wyglądałaby inaczej.
      • dominika303 Re: "była " czy "nowa"? 15.01.07, 13:29
        euna skoro wam to odpowiada to czemu nie !
        ale są też tacy, kórym takie postepowanie nieodpowiada i już!
        Ja wychodzę z założenia, ze nowy związek to nowe zobowiązania i tego będę sie
        trzymać, ale jeśli stare zobowiązania nie kolidują ze spokojnym życiem nowej
        rodziny to wszytsko jest w porządku smile)
        • latortura Re: "była " czy "nowa"? 15.01.07, 16:08
          Dominika,
          uwazam tak samo jak Ty,

          bebe przesadza (posty powyzej),
          wychodzi na to, ze facet MUSI wyjsc w skarpetkach a exia MUSI miec zostawiony
          cały dorobek,
          ze taki los rozwodników,

          mój M zostawił WSZYSTKO, oprócz samochodu (1/10 wartosci mieszkania) przy czym
          exia chce jeszcze połowy za ten samochód wink

          czy mój M ma obowiazek opiekowania sie byłą zoną skoro ona nie zaopiekowała sie
          Nim ?
          NIE!!!

          wiec kazda sytuacja jest inna, tam gdzie jest szacunek bedzie zawsze pomoc,
          tam gdzie wrogosc nigdy tego nie bedzie i w takich sytuacjach facet nie ma
          obowiazku opiekowania sie,
          facet powinien opiekowac sie nową rodziną i dziecmi z poprzedniego zwiazku,
          jesli exia ma partnera to miałaby dwóch panów do pomocy prawda?

          po to jest rozwód by sie ROZSTAC anie kontynuowac "sielankę" na innych
          zasadach...
          • babe007 Re: "była " czy "nowa"? 15.01.07, 16:38
            A z czym konkretnie przesadzam? Bo tematów na które sie wypowiadałam było
            wiele.
            Nigdzie nie napisałam, że facet MUSI wyjść ze związku "w skarpetkach".
            Pozwoliłam sobie tylko zauważyć, że wbrew temu co napisała dominika wcale nie
            jest takie niespotykane, że to kobieta (mimo, ze z dziećmi) w tych
            przysłowiowych skarpetkach zostaje. Ja np. nie dość, że musiałam wynieść się do
            wynajętego mieszkania (na szczęście były w nim sprzęty), to jeszcze wcześniej
            zainwestowałam kupę kasy w remont przedmałżeńskiego mieszkania ex i spłacam
            nasze małżeńskie długi ("jak będę miał to Ci oddam" - kurde, ze też bankowi tak
            powiedzieć się nie da). Na szczęście mam dobrą pracę. I (odpukać) jestem
            zdrowa. Ale jak słyszę, że WSZYSCY mężczyźni wychodzą z rozwodu w skarpetkach,
            to ośmielam się zwracać uwagę, że NIE WSZYSCY.
            • dzk35 Re: "była " czy "nowa"? 16.01.07, 09:55
              babe, ale Ty dajesz do zrozumienia że to że jak ze związku wyjdzie facet w
              samych skarpetkach to jest ok.! bo nowa pani ma już i telewizor i pralkę i
              lodówkę więc była żona może uważać że podział jest w porządku... a nie myślisz
              że to powinno działać tak by oboje mogli rozpocząć nowe życie a nie wychodzić z
              założenia że jedno (którekolwiek) jakoś sobie poradzi? Ty masz dobrą pracę ale
              jeślibyś nie miała? mój pan ma kolegę który mu pozwolił u siebie zamieszkać w
              zamian za pracę przy jego remoncie a jeśliby kogoś takiego nie znalazł?
              • babe007 Re: "była " czy "nowa"? 16.01.07, 10:31
                Jedyna rzecz, którą daję do zrozumienia to to, że (przy przyjetych wcześniej
                założeniach, że facet wprowadza się do kobiety) argument o konieczności
                kupowania pralki lodówki, czy telewizora jest poprostu nielogiczny. Nie uwazm,
                że ktokolwiek ma kogokolwiek puszczać w skarpetkach. Jestem za sprawiedliwym
                podziałem majątku. Oczywiście teraz mogłaby sie wywiązać dyskusja na temat, co
                to znaczy sprawiedliwy podział, ale narazie nie mam weny wink.
        • euna Re: "była " czy "nowa"? 15.01.07, 18:38
          Dominiko,

          oczywiście się z tobą zgadzam - są osoby którym takie postępowanie nie
          odpowiada a też i takie które na to sobie pozwolić nie mogą (nie tylko
          finansowo, ale np ze względu na odległe miejsce zamieszkania), ale też nie
          postulowałam go jako WZORCA tylko odpowiadałam na pytanie reksi "czy są tacy
          mężczyźni" smile

          Każda sytuacja jest inna i daleka jestem od wskazywania postawy jedynie
          słusznej.

          Pozdrawiam !
      • latortura Re: "była " czy "nowa"? 15.01.07, 16:09
        dzk35 napisała:

        > mężczyzna jest opiekunem całej swojej rodziny – partnerki i wszystkich sw
        > oich
        > dzieci (rodziców swoich też, a czasami to również rodziców partnerki)


        no i własnie,
        tyle, ze partnerki z która zyje i dzieli kazdy dzien,
        • dzk35 Re: "była " czy "nowa"? 15.01.07, 16:27
          tak właśnie! nie napisałam wszystkich życiowych partnerek tylko partnerki!
          partnerkę ma się jedną, w każdym czasie może to być tylko jedna albo żadna,
          nawet jak się jest w związku z dwiema kobietami to nie ma się dwóch
          partnerek... moim zdaniem wtedy nie ma się żadnej bo partnerstwo jest
          obustronne albo go nie ma!
        • dzk35 Re: "była " czy "nowa"? 15.01.07, 16:40
          nie, choć to zależy od układów... ja wiem że moi rodzice mogą liczyć na mojego
          pana, tak jak jego rodzice wiedzą że moją pomoc mają zawsze gdy jest
          potrzebna... weszłam do tej rodziny i chcę być jej członkiem
          a tak przy okazji, wg prawa to powinowactwo (stosunek np. synowa-teściowa jest
          powinowactwem) nie wygasa po rozwodzie... ;P
    • luna67 Re: No pewnie, muzulmani:-))))) 15.01.07, 18:21
      reksia napisała:
      > Czy są mężczyźni mogący udźwignąć ciężar sprawowania opieki nad obiema
      > rodzinami?

      No mozna brac przyklad z muzulmaninow, oni utrzymuja NARAZ nawet po 10 kobiet
      (plus wspolne dzieci), wiec naszym M korona z glowy nie spadnie jak beda sie
      troszyczc tylko o 2 albo 3 rodzinysmile))))))))))))))))))))


      Zarty na bok......,

      Jestem tez Ex i nigdy w zyciu nie wymagalabym od EX pomocy, rozwod jest rozwodem
      obojetnie z czyjej winy. Jezeli chodzi o dzieci to owszem, jest jego obowiazkiem
      sie o nie troszczyc, ale o mnie??? z jakiej racji?

      Jak Exia pare miesiecy po rozwodzie nie daje sobie rady, to nie da sobie nigdy ,
      czyli z tego wynika, ze Ex musi do konca zycia byc do jej dyspozycji?

      A tak na marginesie, dlaczego kraje trzeciego swiata tak slabo lub wogole sie
      nie rozwijaja (nie wspominajac o korupcji)?... bo za duzo sie im pomaga,
      najfajniej jest spoczac sobie na "laurach", niech inni za nas robia, bo tak ich
      nauczylismy i tak jest najwygodniejsmile))

      Ech mam dzisiaj bardzo zly chumorsad(((( napisze dlaczego jak troche ochlone
      • imme1981 Re: No pewnie, muzulmani:-))))) 15.01.07, 23:55
        kraje trzeciego świata wolno się rozwijają, ponieważ wpływ na to mają warunki
        geograficzne i kulturowe, przede wszystkim ponieważ kraje bogatsze i silniejsze
        tak naprawdę żerują na nich, pomagają tylko oragnizacje i dzięki Bogu. jestem
        natomiast w szoku jak można wypisywać takie bzdury? nie czytasz gazet? nie znasz
        polityki zagranicznej?
        a tak na marginesie, korupcja jest duża w krajach katolickich i to kraje
        protestanckie szybciej się rozwijają, dlaczego? długo tłumaczyć, zapraszam do
        dyskusji na innym forum.
        i jeszcze jedno nie "muzułmani" tylko "muzułmanie" i kraje arabskie nie należą
        do krajów trzeciego świata, poza tym muzułmanie w kwestii rozwodów nie pierniczą
        się jak Polacy i Polki, tam facetowi każe się płacić dziecku i byłej żonie
        alimenty, do czasu aż ta nie wejdzie w kolejny związek małżeński. allah akbar! :]
          • imme1981 Re: No pewnie, muzulmani:-))))) 16.01.07, 00:10
            jak nie chce odpowiadać finansowo za swoje dziecko niech łaski nie robi, ludzie,
            tu nie chodzi o kasę, alimenty nie są łaską dla osób w ciężkiej sytuacji
            finansowej, w Niemczech mąż płaci nawet jeśli jego była zarabia więcej niż on,
            bo on płaci na dziecko a nie na nią, jego dziecko i bez względu na stan
            finansowy matki. tak trudno to pojąć? jeśli już nie uczestniczy w życiu dziecka
            tak często jak powinien ze względu na rozwód, jeśli nie może go codziennie
            odbierać ze szkoły, niech mu chociaż za plecak i kredki zapłaci i na komputer
            odkłada. ja czegoś nie rozumiem, co oznacza dla was termin "alimenty"? zapomogę
            dla bidującej matki? czy współodpowiedzialność finansowa za wspólne dziecko?
            współodpowiedzialność będzie mieć miejsce do końca życia rodziców,a nie tylko
            wtedy gdy matce zacznie się lepiej powodzić. co innego gdy go nie stać, nie
            jestem za tym by ściągać z ojca ostatni grosz, bo sama nie miałabym sumienia,ale
            gdy może powinien płacić. jeśli miałam co jeść i w co się ubrać, alimenty szły
            na lepszą szkołę, kursy języka itp. to tyle co mogłam od niego dostać, jego
            córka dostanie więcej, normalną rodzinę
            • olvi Re: No pewnie, muzulmani:-))))) 16.01.07, 13:46
              To nie jest bzdura.

              Matka ma wiecej praw do dzieci do lat siedmiu, ale nie w przypadku gdy wyjdzie
              za maz po raz drugi:

              www.islam-qa.com/index.php?ref=20705&ln=eng&txt=child%20custody%20divorce
              www.islam-qa.com/index.php?ref=5234&ln=eng&txt=child%20custody%20divorce
              Natomiast istotnie bez wzgledu na rozwod ex maz musi utrzymywac dziecko. NIE
              ZONE.

              www.islam-qa.com/index.php?ref=89708&ln=eng&txt=divorce%20money

              • reksia Re: No pewnie, muzulmani:-))))) 16.01.07, 14:44
                ja tylko dodam że :

                prawo muzułmańskie jest nazwane prawem ze względu na brak adekwatnego pojęcia w
                językach europejskich i ma charakter wszechobejmujący.

                Jest to prawo stworzone przez Boga, traktowane przez samych muzułmanów jako
                prawo naturalne, a zatem takie, którego człowiek nie może zmienić.

                Z tego punktu widzenia, bezowocne wydają się petycje społeczności
                międzynarodowej do władz krajów muzułmańskich o zmianę często okrutnych,
                ortodoksyjnych zapisów w prawie karnym tych państw (przykładem może być
                zislamizowane prawo Pakistanu z 1979 roku, które przewidywało

                np. kamienowanie kobiet za zdradę małżeńską
                lub biczowanie za picie alkoholu


                Poinadto jeśli dany zapis jest usankcjonowany przez szari’at, jego zmiana w
                rozumieniu muzułmańskich teologów byłaby świętokradztwem.


                Dla naszych prawników w zlaicyzowanym świecie prawo stanowi żywy byt, będący
                odbiciem celów i potrzeb społeczeństwa, któremu służy.


                W prawie islamskim natomiast, „jednostka jest poddana prawu i musi się do niego
                przystosować”

                Tak więc w skrócie prawo w rozumieniu zachodnim jest stworzone dla człowieka i
                zmienia się wraz z ewolucją więzi społecznych.

                Prawo w rozumieniu islamu jest niezmienne, tak więc ewoluujące społeczeństwo
                każdorazowo musi dążyć do tego, by się dostosować do wymagań ustanowionego
                przed wiekami prawa.


                Imei 1981 twierdząc że:

                > muzułmanie w kwestii rozwodów nie pierniczą
                >się jak Polacy i Polki, tam facetowi każe się płacić dziecku i byłej żonie
                >alimenty, do czasu aż ta nie wejdzie w kolejny związek małżeński. allah
                >akbar! :]"


                mylisz się zdecydowanie
                bo dzieci wg prawa na które sie powołujesz NALEŻĄ DO OJCA


                ale z jednym masz racje : muzułmanie się nie pierniczą;P

                allah >akbar! :]"

                • imme1981 Re: No pewnie, muzulmani:-))))) 16.01.07, 16:37
                  w sumie nie wiem jaki był cel tego mini wykładu na temat róznic między szari'a a
                  prawem w krajach zachodnich, z tego co napisałaś nie wynika, że dziecko zostaje
                  przy ojcu,
                  zostaje przy matce do pewnego wieku o czym już pisaliśmy
                  • imme1981 dla uzupełnienia 16.01.07, 17:24
                    "Allah zabrania wyrządzania krzywdy żonie, a brak środków na utrzymanie właśnie
                    to powoduje. Islamski sędzia w takiej sytuacji może zarządzić rozwód z winy męża
                    nawet, jeśli powodem zaniedbywania jest to, że zbiedniał. Zdaniem trzech
                    głównych szkół religijnych nie wolno dopuszczać do tego, by kobieta głodowała.
                    Jedynie Abu Hanifa uważał, że trudna sytuacja finansowa męża powoduje, iż wydaje
                    na żonę w miarę możliwości. Twierdzenie swe oparł na słowach Koranu: „Niech ten,
                    który żyje w dostatku, wydaje według tego, co dał mu Bóg, Bóg nie obciąża żadnej
                    duszy niczym innym, niż tym, co jej dał” (Koran 65/7). Według Abu Hanifa w tej
                    sytuacji mężczyzna nie postępuje niesprawiedliwie i nie wolno być dla niego
                    niesprawiedliwym, godząc się na rozwód. Natomiast, jeśli mąż jest bogaty i nie
                    utrzymuje żony, to należy przeciwstawiać się temu nie poprzez stosowanie
                    procedury rozwodowej, lecz używając innych metod. Może to być na przykład
                    sprawiedliwe rozporządzenie jego majątkiem dla zabezpieczenia kobiecie środków
                    do życia"
                    Sura "Rozwód":
                    Nie wypędzajcie ich z domów
                    i niech wcale nie wychodzą,
                    chyba że dopuściły się jawnej bezecności.
                    Takie są granice Boga!
                    A ten, kto przekracza granice Boga,
                    ten czyni niesprawiedliwość sobie samemu.
                    Ty nie wiesz:
                    Być może, Bóg spowoduje,
                    że zajdzie coś nowego.

                    2 A kiedy nadejdzie ich termin,
                    to albo zatrzymajcie je w sposób godny,
                    albo rozstańcie się z nimi w sposób godny.
                    I wezwijcie świadków,
                    dwóch sprawiedliwych spośród was,
                    i ustanówcie świadectwo wobec Boga.
                    Przez to napominany jest ten,
                    kto wierzy w Boga i w Dzień Ostatni.
                    A temu, kto się boi Boga,
                    On przygotuje jakieś wyjście;

                    3 i da mu zaopatrzenie stąd,
                    skąd on się nawet nie spodziewa.
                    A temu, kto ufa Bogu, On sam wystarczy!
                    Oto Bóg powoduje spełnienie swojego rozkazu!
                    Bóg ustanowił miarę dla każdej rzeczy.

                    4 A te spośród waszych żon,
                    które już zwątpiły w okres miesięczny
                    - jeśli macie wątpliwości -
                    niech czekają trzy miesiące;
                    podobnie te,
                    które jeszcze się nie rozwinęły.
                    Kobiety brzemienne zaś
                    niech czekają,
                    aż złożą swoje brzemię.
                    Temu, kto się boi Boga,
                    On przyniesie ułatwienie.

                    5 Taki jest rozkaz Boga,
                    który wam zesłał.
                    A kto się boi Boga,
                    temu On odpuści złe uczynki
                    i powiększy jego nagrodę.

                    6 Dajcie im mieszkanie,
                    tam gdzie wy mieszkacie,
                    stosownie do waszych środków!
                    Nie wyrządzajcie im przykrości
                    i nie stawiajcie ich w trudnej sytuacji!
                    A jeśli są brzemienne,
                    to łóżcie na ich utrzymanie,
                    aż złożą swoje brzemię!
                    A jeśli one karmią wasze dziecko,
                    dawajcie im za to wynagrodzenie
                    i porozumiewajcie się ze sobą godnie!
                    A jeśli napotykacie jakieś trudności,
                    to niech karmi je inna!

                    7 Niech ten, który żyje w dostatku,
                    wydaje według swojego dostatku!
                    Niech ten, któremu zostało wymierzone,
                    wydaje według tego, co dał mu Bóg!
                    Bóg nie obciąża żadnej duszy niczym innym,
                    niż tym, co jej dał.
                    Bóg da wam po przeciwnościach ukojenie.

                    "Opieka nad dzieckiem: Jeśli małżeństwo jest anulowane, to prawem żony jest
                    opieka nad dzieckiem, jeśli ma ono mniej niż siedem lat"

                    jednak w różnych krajach jest różnie np. w Tunezji, po rozwodzie dzieckiem
                    opiekuje się ten, kto ma do tego warunki, jeśli ojciec jest biedny lub chory
                    opiekuje się matka, w odwrotnej sytuacji jest odwrotnie, ale nie ma założenia,
                    że zawsze opiekuje się ojciec.
                    • dominika303 Re: dla uzupełnienia 16.01.07, 17:34
                      imme i oki smile)
                      szkoda, że u nas tak nie ma sad(
                      bo zamiast dawac exżonie coraz wyższe alimnety mozna dziecko wychowywać w domu
                      ojca - i to by zakończyło ta dyskusję o nieskazitelnym islamie smile)
                      bo coraz bardziej go lubię, a tym samym exie powinny się go bardziej bać, lub
                      zacząć pracować za większe pieniążki i zwiększyć swe możliwości, bo nie tylko
                      ojciec jest zobowiązany wg możliwości zarobkowych matka powinna byc tez do tego
                      zobligowana - szkoda, że sądy o tym zapominają i trzeba o tym przypominaćsad(
            • damiri Re: No pewnie, muzulmani:-))))) 16.01.07, 20:37
              Wiedze taka czerpie od kolezanki - Iranki, wychowanej przez ojca po rozwodzie z
              jej matka i od paru innych znajomych muzulanow i muzulmanek. Wg. Shari'a prawna
              opieka nad dziecmi od ok 7 roku zycia przypada ojcu. Zapewne nie jest tak w
              kazdym kraju, o ile wiem, np nie w Pakistanie. Byc moze nie zawsze jest to
              przepis prawny jako taki ale obyczaj podyktowany religia.
        • reksia do Imme1981 16.01.07, 10:23
          hehehehehe....Imme na o jakim kraju lub krajach konkretnie mówisz?
          pytam, bo kila osób z mojej rodzinki pomieszkiwało tam przez wiele lat smile))i
          rozbawiało mnie to napisałaś w świetle historii i świetle faktycznych zdarzeń w
          których uczestniczyli i które znam z ich opowiadań


          • imme1981 do reksia i olvi 16.01.07, 14:47
            drogie panie, my tutaj rozmawiamy o przepisach a nie o waszej ich interpretacji,
            pisząc o islamie pisałam o prawie szari'a, które nakłada obowiązek opieki nad
            dzieckiem po rozwodzie i pomocy matce, gdy ta nie wejdzie w następny związek,
            jaka jest praktyka? ano taka jak u nas, każdy robi swoje i każdy interpretuje
            przepisy jak mu się chce, jak mu wygodnie. wracając do islamu, jeśli chodzi o
            dziecko, opieka nie ma związku z kasą *jakbyście chciały, bo tu wszystko się o
            kasę rozgrywa) ale o to, że do pewnego wieku w życiu dziecka ważniejszy staje
            się ojciec a nie matka, i to wiemy nawet z naszej zachodniej nauki. i proszę,
            nie przesyłacie linków, informacje w necie są funta kłaków warte, ja polecam w
            celu doinformowania Ewa Machut – Mendecka, "Kobieta bez zasłony. Muzułmanka w
            świetle wiary i kultury" [w:] Być kobietą w Oriencie, Warszawa 2001, tam między
            innymi jest o obowiązku alimentacyjnym względem żony i dziecka. Należy też
            pamiętać, że islam jest bardzo podzielony i np. szyici czy sunnici mogą inaczej
            podchodzić do prawa, ale jak wspomniałam, nie chodzi o interpretację a zapis.
            reksia, ja nie wiem co Cię śmieszy, to, że teoria mija się z praktyką? tak jest
            w każdym kraju na świecie...niestety
            pozdrawiam :]
            • olvi Re: do reksia i olvi 16.01.07, 15:00
              wybacz, ja wierze bardziej okreslonym stronom w necie, gdzie wypowiadaja sie
              specjalisci od islamu - znajacy sie na szarii, niz naukowcom spoza tego obszaru
              kulturowego.
              • imme1981 Re: do reksia i olvi 16.01.07, 16:26
                wiesz co? w necie są "specjaliści" od wszystkiego. pisałaś prace mgr? jeśli w
                oparciu o net na pewno jej nie obroniłaś, przywołana przez ze mnie autorka jest
                osobą, która bada kulturę od lat będąc w tej kulturze, jeśli ludzie chcą się
                uczyć w oparciu o internet to marna nasza przyszłość, nie wiem czy zauważyłaś
                jak brzmi nazwisko autorki, to kolejny dowód na to jak głęboko w tej kulturze
                siedzi, poza tym naukowcy nie tylko obserwują, ale mają jeszcze dar dogłębnej
                analizy, potrafią spojrzeć na wiele spraw w szerszym kontekście, nie skłaniają
                się do jednej opcji, a to co mi przytoczyłaś to jak poradnik ziołowy ojca
                Klimuszki. poczytaj więcej, czytaj dużo a wtedy można dyskutować i mam nadzieje,
                że na tym koniec dyskusji o islamie :]
                i proszę powiedz mi jak nazywają się ci specjaliści od islamu? lewis? tibi?
                edward w. said?
                autorka przeze mnie przywołana w wielu swoich tekstach powołuje się na wybitnych
                orientalistów, których owi specjaliści uważają za niewiernych albo pseudonaukowców.
                • olvi Re: do reksia i olvi 16.01.07, 17:09
                  to niespecjalnie jest miejsce na dyskusje o islamie, ale:
                  - prace magisterska pisalam juz jakis czas temu, jak najbardziej korzystajac z
                  netu (choc nie tylko), bo tak swiezych informacji jak byly mi potrzebne w
                  ksiazkach nie bylo - i wierz mi, obronilam
                  - orientalisci i specjalisci maja racje jesli chodzi o teorie - problem polega
                  na tym, ze w dzisiejszych krajach muzulmanskich rozdzwiek miedzy teoria a
                  praktyka jest duzy
                  - a chyba interesuje nas praktyka. W teorii w naszym prawie ojciec placi
                  alimenty w odpowiedniej wielkosci. Praktyka bywa inna.
                  • imme1981 Re: do reksia i olvi 16.01.07, 17:28
                    tak, dokładnie, rozmawiamy o teorii i ja zaznaczyłam to na samym początku, bo
                    praktyka jest często inna i to akurat nie wynika z islamu a z mentalności ludzi,
                    dlatego pisałam, że w islamie nie jest tak, że dziecko zawsze oddawano ojcu lub
                    ojciec płaci tylko na dziecko, przepisy wyglądają inaczej, biorą pod ochronę
                    kobietę, podobnie rzecz się ma z poligamią, niby dozwolona, ale bardzo rzadko
                    praktykowana, choć nam, europejczykom wydaje się inaczej. w dyskusji nie może
                    się nam wydawać, albo jesteśmy pewni, albo nie, jeśli nie nie zabieramy głosu :]
                    pozdrawiam :] na tym koniec i tyle ode mnie ntt, faktycznie to nie jest miejsce
          • reksia Re: No pewnie, muzulmani:-))))) 16.01.07, 12:40
            kasia_kasia13 napisała:

            > Nie tylko muzulmanie sie "nie piernicza", jak to okreslilas. Na Zachodzie tez
            > prawo duzo bardziej chroni interesy kobiet i dzieci po rozwodzie.


            Bzdura!!!
            W Stanach ten z rodziców otrzymuje dziecko, który moze mu zapewnić lepsze
            warunki
            -materialne i lepsze warunki szeroko rozumianego rozwoju.

            Dużo częściej wiec ojcowie otrzymują prawo do opieki nad dziećmi,stad
            faktycznie leniwi, wolą płacić nawet wysokie alimenty, ale by dziecko np
            zostało przy matce.

            Niepracujaca matka z niskim wykształceniem nie mogąca zapewnić dziecku dobrych
            warunków ,nie miała by żadnych szans na otrzymanie prawa do opieki!!
        • m-m-m Re: No pewnie, muzulmani:-))))) 16.01.07, 11:40
          tam facetowi każe się płacić dziecku i byłej żonie
          alimenty, do czasu aż ta nie wejdzie w kolejny związek małżeński.


          Ale to zapewne wynika z tego, że nieznaczny procent kobiet pracuje zawodowo i
          na siebie zarabia.
    • morskie_oko Re: "była " czy "nowa"? 16.01.07, 12:27
      Myślę, że słowo "opiekun" nie jest najwłaściwsze, ale tak jak ktoś już napisał -
      sąsiadom się pomaga, dlaczego więc nie byłej żonie? Mój mąż pomaga swojej eks
      od czasu do czasu w sprawach nawet nie związanych z dzieckiem, typu pomoc w
      przewiezieniu kanapy czy drobnym remoncie. I szczerze mówiąc nie widzę w tym
      nic dziwnego. Myślę, że ważna jest częstotliwość takiej pomocy, co innego
      remont, czy jakaś awaryjna sytuacja, co innego oczekiwanie pomocy ze wkręceniu
      żarówki co drugi dzień. Dla równowagi dodam, że zdarzyło się kilka razy, że mąż
      dostał od eksi podwójne zaproszenia na premierę filmu (eksia ma dostęp do
      takich zaproszeń) i mogliśmy pójść za friko do kina. Chyba zdrowy umiar i
      rozsądek jest receptą "na sukces". U nas eksia nie nadużywa pomocy eksa, ale
      też on czy ja nie mamy problemu, gdy taka pomoc jest potrzebna, bo wiemy, że to
      rzeczywista potrzeba a nie jej widzimisię.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka