co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"?

15.01.07, 11:31
mam pytanie do wszystkim BYŁYCH ŻON żyjacych w dobrych układach ze swymi Ex
mążami i tych wszystkich, które oczekują by Ex mąż brał czynny udział w życiu
równiez poprzedniej rodziny (np pomoc przy złozeniu mebli do dziecinnego
pokoju)

Co wg Was oznacza pojęcie CAŁKOWITEGO ROZPADU MAŁŻEŃSTWA?

( całkowietego rozpadu, który jest PODSTAWĄ przyznania rozwodu)

    • reksia Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 15.01.07, 11:38
      tak sprowokuję leciutko
      ale czy nie uważacie, że w Waszym przypadku przyznanie Wam rozwodu było
      nadużyciem;P??
    • babe007 Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 15.01.07, 12:07
      reksia napisała:

      > mam pytanie do wszystkim BYŁYCH ŻON żyjacych w dobrych układach ze swymi Ex
      > mążami i tych wszystkich, które oczekują by Ex mąż brał czynny udział w życiu
      > równiez poprzedniej rodziny (np pomoc przy złozeniu mebli do dziecinnego
      > pokoju)
      >
      > Co wg Was oznacza pojęcie CAŁKOWITEGO ROZPADU MAŁŻEŃSTWA?
      >
      > ( całkowietego rozpadu, który jest PODSTAWĄ przyznania rozwodu)
      >

      Reksia a co ma złożenie mebli do DZIECINNEGO (to, że jest to pokój dziecinny ma
      zasadnicze znaczenie) do "pożycia małżeńskiego"? Nie mieszkam z ex, nie sypiam
      z ex, nie mamy wspólnej kasy, planów na wieczór, ani wspólną przyszłość. Ale
      wspólnie planujemy wakacje dzieci (tzn kiedy z nim, kiedy ze mna i gdzie na ew.
      obozy czy kolonie), wspólnie podejmujemy decyzje co do ich przyszłości
      (szkoła). Czy coś z nami nie tak?
      • reksia do babe 007 15.01.07, 12:13
        Babe moje pytanie nie dotyczyło Twej osoby. Podałam przypadkowy przykład,
        dopiero teraz widząc twoje poruszenie, zauwazyłam ze uzyłas tez tego przykładu
        tłumaczac inna sprawę. Babe raz jeszcze podkreslam, to nie było do Ciebie
        kierowane . To była jakaś wolna myśl która przebiegła mi przez głowę
    • jowita771 Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 15.01.07, 12:32
      jeszcze meble do dziecinnego pokoju rozumiem, o ile chodzi o dziecko TEGO pana,
      którego się prosi o pomoc, a nie o dzieci eksi z innych związków.
      jak nasza eksia urodziła dziecko z nowego związku, to KAZAŁA mojemu NM złożyć
      pozew o zaprzeczenie ojcostwa. twierdziła, że tylko on może to załatwić. jak
      pokazał jej odpowiedni paragraf krio, z którego jasno wynikało, że ona też
      może, to powiedziała, że ona sie tym zajmować nie będzie. postraszyła
      oczywiście alimentami na to nowe dziecko. cała rozmowa w stylu "masz pójść i
      załatwić, akt urodzenia zostawiłam u mamusi".
      • dominika303 Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 15.01.07, 12:34
        Małżonkowie tworzą szczególnego rodzaju wspólnotę, opierającą się na zasadzie
        trwałości. Ta właśnie wspólnota tworzona jest przez małżonków na płaszczyźnie
        życia interpersonalnego i duchowego, fizycznego i gospodarczego (zob. K.
        Gromek, Kodeks rodzinny i opiekuńczy. Komentarz, Warszawa 2004, s. 70 i
        następne). Co więcej jurydyczny wymiar praw i obowiązków małżeńskich, określa,
        równość małżonków w prawach i obowiązkach w małżeństwie i zobowiązuje ich do
        wspólnego pożycia, do wzajemnej pomocy i wierności oraz do współdziałania dla
        dobra rodziny (art. 23 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego). Znaczenie normatywne
        (prawne i etyczne), społeczne i obyczajowe, tak określonych praw i obowiązków
        małżeńskich szczególnie podkreślił Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 25 sierpnia
        1982 r., sygn. akt III CRN 182/82, GP 183/3: „Zasady współżycia społecznego
        (art. 5 k.c.) stawiają zachowaniu małżonków wobec siebie nawzajem i wobec
        rodziny drugiego małżonka większe wymagania niż postępowaniu ludzi względem
        siebie obcych. Dopóki małżeństwo trwa, obowiązuje małżonków wzajemny szacunek i
        wzajemna pomoc (art. 23 k.r.o.). Zachowanie, które w stosunkach między obcymi
        ludźmi nie byłoby uznawane za naganne, może być między małżonkami uznane za
        szkodliwe z punktu widzenia trwałości małżeństwa.”.
        Dopuszczalność rozwodu na podstawie art. 56 § 1 ustawy z dnia 25 lutego 1964 r.
        Kodeks rodzinny i opiekuńczy (Dz.U. Nr 9, poz. 59 ze zm.), uzależniana jest od
        zaistnienia bezwzględnej przesłanki trwałego i zupełnego rozkładu pożycia.
        Ocena rozpadu pożycia małżeńskiego jest więc zależna od rozpadu więzi
        małżeńskiej, który jest spowodowany postępowaniem czy czynami, które
        uzasadniają stały rozkład pożycia małżeńskiego i co zarazem pozwala ustalić, iż
        małżonkowie nie chcą podjąć tego pożycia. Jeżeli zaś „crying...) istnieje między
        małżonkami co najmniej jeden, i to doniosły, wycinek pożycia małżeńskiego,
        który nie uległ rozkładowi; nie można przeto przyjąć zupełności rozkładu tego
        pożycia, choćby nawet poza tym nie układało się ono harmonijnie.” (orzeczenie
        Sądu Najwyższego z dnia 5 stycznia 1952 r., sygn. akt C 431/51, NP. 1953/5).
        Zatem w pewnych okolicznościach należy wręcz wnosić, iż małżeńska wspólnota,
        pożycie istnieje i to nawet wówczas, gdy małżonkowie np. nie realizują
        całkowicie wspólnoty gospodarczej, ale utrzymują ze sobą dobre stosunki
        interpersonalne (także w odniesieniu do płaszczyzny życia gospodarczego, tzn.
        iż np. małżonkowie potrafią porozumieć się co do dokonywania wydatków i to nie
        tylko tych w zakresie zwykłego utrzymania rodziny), a ponadto, gdy np. łączą
        ich więzi duchowe lub fizyczne. Wówczas zdecydowanie odpada możliwość uznania,
        iż rozpad małżeńskiego pożycia jest trwały i zupełny, i wykluczający powrót
        małżonków do pożycia małżeńskiego.
        Wziąwszy pod uwagę, iż każde małżeństwo ma swój indywidualny charakter, może
        być tak, iż „Rozkład pożycia małżeńskiego, nawet istniejący przez pewien czas,
        nie zawsze przekształca się w rozkład trwały i zupełny, niekiedy może on być
        przemijający. Przyczyną przekształcenia się rozkładu w trwały i zupełny mogą
        być te same fakty, które są przyczyną rozkładu małżeństwa, o ile przyczyniają
        się do tego, że pogłębiają proces rozkładu tak radykalnie, iż znika nadzieja na
        jego likwidację. (...)” (orzeczenie Sądu Najwyższego z dnia 24 kwietnia 1951
        r., sygn. akt C 667/50, OSN 1953/1/9). Co do zasady jednak „Dla oceny rozkładu
        pożycia małżeńskiego musi być wzięty pod uwagę całokształt postępowania stron
        od możliwie najwcześniejszego okresu ich pożycia.” (orzeczenie Sądu Najwyższego
        z dnia 26 sierpnia 1958 r., sygn. akt III CR 327/57, RPEiS 1959/3).
        W literaturze przedmiotu, prowadzenie wspólnego gospodarstwa domowego łączy się
        z przepisami o prawach i obowiązkach małżeńskich, wyrażonych w art. 23 Kodeksu
        rodzinnego i opiekuńczego, a w szczególności z prawami i obowiązkami
        dotyczącymi zobowiązania małżonków do współdziałania dla dobra rodziny, którą
        małżonkowie przez swój związek założyli, por. J. Winiarz, Prawo rodzinne,
        Warszawa 1980, s. 90. I definiuje się obowiązki obejmujące prowadzenie
        wspólnego gospodarstwa domowego małżonków jako, np. zobowiązanie do ponoszenia
        opłat czynszowych z tytułu najmu zamieszkiwanego lokalu, opłat za gaz, światło
        oraz innych świadczeń mających na celu zaspokojenie materialnych potrzeb
        rodziny pozostającej we wspólności domowej, por. J. Winiarz, Prawo rodzinne,
        Warszawa 1980, s. 90.
        W orzecznictwie także rozpatrywano różne aspekty współdziałania małżonków dla
        dobra i zaspokajania potrzeb rodziny, którą małżonkowie przez swój związek
        założyli, a które u swej podstawy mają wymiar gospodarczy. Nie można bowiem
        wykluczyć różnych sytuacji życia przy orzekaniu o rozpadzie pożycia
        małżeńskiego. Zgodnie zatem ze stanowiskiem Sądu Najwyższego: "(...) w myśl
        art. 27 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, powinność pracy we wspólnym
        gospodarstwie domowym obciąża w równej mierze każdego z małżonków, zwłaszcza
        wówczas, gdy oboje są czynni zawodowo. (...).” (z uzasadnienia wyroku Sądu
        Najwyższego z dnia 25 lipca 1973 r., sygn. akt I PR 380/73, OSNCP 1974/4/79),
        Także w sytuacji „Jeżeli żona przez cały czas trwania małżeństwa pracowała
        zarobkowo, obowiązek pracy we wspólnym gospodarstwie domowym obciążał w równej
        mierze obydwie strony. Zaniedbywanie się żony w obowiązku należytego
        prowadzenia kuchni mogłoby być uznane za zawinioną przez nią przyczynę rozkładu
        jedynie wówczas, gdyby mąż spełniał – stanowiące odpowiednik pracy żony – inne
        czynności wchodzące w zakres wspólnego gospodarstwa domowego lub gdyby
        zaniedbania żony miały charakter złośliwy.” (orzeczenie Sądu Najwyższego z dnia
        1 czerwca 1956 r., sygn. akt IV CR 1118/55, RPEiS 1958/1). Z kolei „W
        stosunkach wiejskich żona ma obowiązek pomagać mężowi w miarę swych sił w pracy
        w gospodarstwie; nieuzasadnione uchylenie się od tego obowiązku może stanowić
        ważną przyczynę powstania rozkładu.” (orzeczenie Sądu Najwyższego z dnia 25
        marca 1959 r., sygn. akt I CR 632/57, RPEiS 1960/2). Również i „Takie
        zachowanie się małżonka, który będąc zdolny do pracy, bez dostatecznego
        usprawiedliwienia nie pracuje wcale lub pracuje w stopniu wysoce
        niedostatecznym, może być uznane za ważny powód rozkładu pożycia małżeńskiego,
        choćby małżonek ten dostarczał dostatecznych środków na utrzymanie rodziny z
        innych źródeł, np. z uprawiania spekulacji, ze stałych darów rodziny, z
        nagromadzonych uprzednio dużych zasobów, lub choćby sytuacja materialna rodziny
        (np. w związku z wysokimi dochodami drugiego małżonka) nie wymagała
        przyczyniania się tego małżonka do utrzymania rodziny.
        Takie zachowanie się małżonka będzie z reguły ważnym powodem rozkładu pożycia,
        o ile drugi małżonek na niewłaściwość tego zachowania zwrócił uwagę i domagał
        się jego zmiany.” (orzeczenie Sądu Najwyższego z dnia 9 marca 1956 r., sygn.
        akt IV CR 36/55, OSN 1956/4/110).
        Analiza przedstawionego orzecznictwo prowadzi do wniosku, iż dopiero w pewnych
        sytuacjach życia, rozkład więzi gospodarczej małżonków, rozpatrywany łącznie z
        istniejącymi negatywnymi relacjami interpersonalnymi małżonków, takim też
        stosunkiem i postawą do wspólnego obowiązku utrzymywania rodziny, będzie
        stanowił bardzo ważny powód, który można ocenić i uznać za rozkład pożycia
        małżeńskiego. Przez co należy wnosić, iż sam tylko rozpad gospodarczy nie jest
        jedynym i zupełnie wystarczającym powodem do udzielenia przez sąd rozwodu, gdyż
        konieczne jest także stwierdzenie przez sąd, czy nastąpił trwały i zupełny
        rozkład pożycia małżeńskiego stron (orzeczenie Sądu Najwyższego z dnia 22
        lutego 1952 r., sygn. akt C 681/51, NP. 1952/4).
        W związku z powyższym trzeba przyjąć, iż co do zasady, rzeczywiście rozpad
        gospodarczy małżonków będzie stanowił jeden z przejawów, elementów ro
        • dominika303 Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"?cdn 15.01.07, 12:41
          W związku z powyższym trzeba przyjąć, iż co do zasady, rzeczywiście rozpad
          gospodarczy małżonków będzie stanowił jeden z przejawów, elementów rozkładu i
          całkowitego zerwania pożycia, które wyniknęło stąd, iż np. jedno z małżonków
          swym zachowaniem, czynami lub celową i złośliwą bezczynnością go spowodowało.
          W postępowaniu rozwodowym prowadzone postępowanie dowodowe ma przede wszystkim
          na celu ustalenie wszystkich okoliczności dotyczących rozkładu pożycia, jak
          również wszystkich tych okoliczności, które dotyczą dzieci stron i ich
          sytuacji, a w razie uznania powództwa również przyczyn, które skłoniły do tego
          stronę pozwaną (art. 441 ustawy z dnia 17 listopada 1964 r. Kodeks postępowania
          cywilnego (Dz.U. Nr 43, poz. 296 z późn. zm.)). Przy czym sąd może dopuścić
          taki dowód, który nie był powołany przez strony, ale tylko wtedy, gdy zachodzą
          przesłanki dopuszczenia dowodu, określone w przepisach Kodeksu postępowania
          cywilnego, i gdy fakty, które strona przytacza mają istotne znaczenie dla
          sprawy i są one sporne (z kolei nie dopuszcza wyłącznie takich dowodów, które
          nie były powoływane przez strony dla udowodnienia faktów, których też żadna ze
          stron nie przytaczała), jak orzekł Sąd Najwyższy w orzeczeniu z dnia 1 września
          1948 r., sygn. akt To.C. 184/48, OSN 1949/2-3/38. Jednakże na podstawie
          przepisów ustawy, tylko wtedy, gdy pozwany uznaje w całości żądanie pozwu, a
          małżonkowie nie mają wspólnych małoletnich dzieci, sąd może ograniczyć
          postępowanie dowodowe do przesłuchania stron. Należy jeszcze dodać,
          iż „Trwałość i zupełność rozkładu pożycia małżeńskiego jako przesłanki rozwodu
          (art. 56 § 1 k.r.o.) podlegają ocenie sędziowskiej w ramach stosowania prawa
          małżeńskiego.” (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 25 kwietnia 1997 r., sygn. akt I
          CKN 73/97).
          W postępowaniu przed sądem istotne będzie więc wykazanie, iż nastąpił trwały i
          zupełny rozkład pożycia małżeńskiego, w szczególności, że wpływ ten wywarła
          postawa małżonków wobec założonej rodziny, która przejawia się np. w tym, iż
          małżonkowie nie troszczą się o potrzeby i utrzymanie założonej rodziny, nie
          interesują się wydatkami koniecznymi dla utrzymania członków rodziny, itd.
    • mamaika Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 15.01.07, 12:35
      A ja szczerze mówiąc tak czytam sobie ostatnio założone przez Ciebie wątki i
      tak sobie dumam czemu i komu mają służyć. A tak na marginesie to i sasiadom i
      znajomym się pomaga i to nie tylko przy złożeniu mebli, tym bardziej chyba
      swojej eks żonie a tym bardziej własnym dzieciom . Rzecz chyba we właściwych
      proporcjach smile
      • kubowa Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 15.01.07, 12:44
        moim zdaniem, jeśli exia jest sama i nie może nikogo poprosić o pomoc w
        składaniu mebli do pokoju dziecka (a łatwe to nie jest to składanie) to ex mąż,
        będąc porządnym człowiekiem sam mógłby się go owego składania zgłosić.
      • reksia do mamaiki 15.01.07, 13:59
        niczemu szczególnemu nie maja służyć , po prostu chcę szerzej zobaczyć ten
        problem, a jestem ograniczona przez patrzenie z mojej poerspektywy, wiec jestem
        ciekawa co inne osoby mogły by powiedziec na ten temat,

        jak wygladają te problemu z innych perspektyw, których ja np nie dostrzegam
    • dominika303 Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 15.01.07, 13:09
      burza rozumiem, ze twój ex płąci strasznie małe alimenty i tylko na jedzenie
      dla dziecka wystarcza, juz na zakup lampki czy farby do pokoju nie!


      Ale Reksi chyba chodziło o coś innego!
      Bynajmniej ja to tak zrozumiałam, że jej chodziło o to, czy po rozwodzie jest
      to normalne, że exia wymaga pomocy i pełnego zaangażowania w swoja rodzinę,
      bezwzględu na to czy taki facet ma już nową żonę i dzieci. Exia nadal chce tych
      rytualnych zachowań jak przed rozwodem!
      Mogę byc w błędzie i zle zrozumiałam pytanie Reksisad(
      • dzk35 Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 15.01.07, 13:40
        jest w porządku jeśli exia oczekuje współpracy i porozumienia w sprawach
        dotyczących wspólnych dzieci, ja osobiście nie miałabym nic przeciwko składaniu
        dziecinnych mebelków, ale i składaniu mebli do kuchni i innych pokojów jeśli
        była małżonka jest sama i nie ma na kogo w tej kwestii liczyć... bo to jest dom
        w którym żyją jego dzieci i jako ojciec winien dbać o warunki w jakich
        mieszkają! inna spawa w sytuacji gdy exia nadużywa dobrej woli ojca i
        wykorzystuje go do każdej pomocy w domu ale to jest sprawa którą należy
        rozpatrywać indywidualnie w każdym wypadku osobno! bo ojciec jest zobowiązany
        do pomocy swoim dzieciom i to nie tylko w formie alimentów ale i w formie
        pomocy i opieki (w to wliczam dbanie w warunki w jakich żyją) ale już wobec
        byłej małżonki obowiązków nie ma – małżeństwo przestało przecież istnieć!
        • kingkong22 mebelki-dziecięce, dziecinny-najwyżej charakter:) 15.01.07, 13:53
          • dzk35 Re: mebelki-dziecięce, dziecinny-najwyżej charakt 15.01.07, 14:11
            oj! przepraszam, rumienię się i biję się w pierś!!
            a tak szczerze mówiąc to nie wiedziałam...
    • lilith76 Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 15.01.07, 13:55
      reksia,
      a ja mam wrażenie, że ten wątek to taka szpila żeby pokazać, że kobiety które rozwiodły się z mężami to kapryśnice, którym się w dupach poprzewracało, bo wypuściły takie diamenty.

      Do tematu mam stosunek emocjonalny, bo moja przyjaciółka planuje rozwód, ale wie, że go nie dostanie bo nie ma dostatecznego rozkładu pożycia.
      • mamaika Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 15.01.07, 14:08
        Albo neksie to harpie zakazujące jakiejkolwiek pomocy smile
        Reksia jednym się w dupach przewraca,innym palma odbija, jest jeszcze ta cała
        fura normalnych szaraczków żyj i daj innym żyć smile .
        • reksia do mamaiki 15.01.07, 14:15
          ech mamaika ja tak sobie luźno spytałamwink
      • reksia do lilith&^ 15.01.07, 14:14
        ech lilith smile) ... przeciez ja tez jestem rozwódka i mam swoją Next smile ręcze,
        że nie jest to żadna szpila
        mój stosunek do tych spraw jest prosty :sa ludzie i są taborety wśród nas

        ciekawa jestem własnie tych innych stron których ja nie znam z własnego
        doświadczenia i których sobie przez to nie uzmysławiam

        p.s. tak sie tylko zastanowiłam czy rozwody nie sa przyznawane zbyt łatwo, a
        rodzi to późniejsze liczne komplikacje, no wiesz czy nie istotniesze było by
        przyłozenie uwagi do ratowania tych małżeństw
        • dzk35 Re: do lilith&^ 15.01.07, 15:55
          kochana, nie przesadzaj, tak znowu łatwo z tymi rozwodami chyba nie jest...
          bardzo rzadko się zdarza że ludzie po rozwodzie chcą wrócić do siebie -
          niezmiernie rzadko! częściej to że by się uwolnić od siebie muszą przejść
          gehennę... a wyobraź sobie że ktoś Twoje czy Twojego małżeństwo starałby się
          uratować bo „należałoby się przyłożyć...”, a nawet nie w tak drastycznych
          wypadkach, ludzie którzy mają siebie dość i chcą się rozejść, na siłę łączeni
          znienawidziliby się i wszelkie porozumienie byłoby niemożliwe... sądzisz że tak
          byłoby lepiej? tylko dlatego że niektórzy potrafią się po przejściach dogadać
          nie znaczy że ich życie i wybory są złe!
    • lilith76 Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 15.01.07, 14:21
      Chyba dwa lata temu założyłam wątek o tym, że eks poprosiła M o pomalowanie pokoju dzieci, a ja miałam wobec tego pomysłu różne odczucia.
      On chciał malować, to machnęłam ręką. I dobrze, wrócił uchetany i sam stwierdził, że jest idiotą i woli na drugi raz zapłacić komuś, kto to zrobi za niego.
      Mnie nie ubyło.
      • babe007 Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 15.01.07, 14:33
        To z zapłaceniem za malowanie to nie jest zły pomysł, bo przecież chodzi o
        efekt (pomalowany pokój) a nie obecność ex w domu (bo zakładam, że tego
        problemu nie ma wink ).
    • kasia_kasia13 Reksiu 15.01.07, 14:36
      Jak to wlasciwie wedlug Ciebie powinno wygladac?
      Z jednej strony zakladasz ten watek, w ktorym dziwisz sie, ze byle zony
      oczekuja, ze ich maz bedzie bral czynny udzial w zyciu ich dzieci.
      Z drugiej strony rownolegle zalozylas watek, w ktorym ogolnie oskarzasz Exie o
      to, ze ograniczaja swoim bylym mezom kontakty z dziecmi.
      I tak zle, i tak niedobrze.
      • reksia do kasi-kasi13 15.01.07, 14:46
        kasia_kasia13 napisała:

        > Jak to wlasciwie wedlug Ciebie powinno wygladac?
        > Z jednej strony zakladasz ten watek, w ktorym dziwisz sie, ze byle zony
        > oczekuja, ze ich maz bedzie bral czynny udzial w zyciu ich dzieci.



        Kasiu-kasiu ja uważam iż KAŻDY OJCIEC POWINIEN brać czynny udział w wychowaniu
        własnego dziecka


        > Z drugiej strony rownolegle zalozylas watek, w ktorym ogolnie oskarzasz Exie
        o
        > to, ze ograniczaja swoim bylym mezom kontakty z dziecmi.
        > I tak zle, i tak niedobrze.




        Raz jeszcze smile Kasiu-kasiu ja uważam iż KAŻDY OJCIEC POWINIEN brać czynny
        udział w wychowaniu własnego dziecka

        ze względu NA DOBRO DZIECI SZEROKO POJĘTE

    • latortura Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 15.01.07, 15:17
      ja to widze tak:

      wszystko zalezy od tego jaka jest exia,
      gdyby "nasza" była miłą, przyjazną nam osobą to kto wie, moze nie miałabym nic
      przeciwko takiej pomocy,
      choc uwazam, ze jak koniec wspólnego zycia, to koniec i juz...

      mój M wolałby własnie załatwic kogos do pracy i pokryc połowe kosztów choc to
      tez byłoby dla mnie dziwne bo dodatkowe przywileje exi to juz jej przywileje
      tym bardziej ze otrzymuje dosc wysokie alimenty,

      u nas akurat jest tak,ze exia nie docenia zadnych "dodatkowych" gestów ze
      strony M,
      czyli np. M wozi dzieci codziennie do szkoły - tak ma byc, M da dodatkowo
      oprócz alimentów dziecku na cos pieniadze - dał za mało,
      codziennie jakies drozdzówki, napój, czesto obiad dzieciom - to nic nigdy nie
      znaczy,

      do "swojego" mieszkania (w naszym przypadku wszystko jest "jej", wszystko "jej"
      sie nalezało) nie pozwala wejsc M,
      ale jak rano jedzie tam po dzieci by je zawiezć to nie ma jakos problemu, ze po
      nie wchodzi na góre (na chwile dosłownie - ale wchodzi i ona o tym wie),

      cały czas robi "na złosc", szantazuje dziecmi choc tak naprawde nie ma ku temu
      powodów (alimenty zawsze na czas, dodatkowa pomoc pieniezna na jakies "grubsze"
      rzeczy dla dzieci, szkoła, nie ma problemu gdyby chciała wyjsc na dłuzej -
      dzieci M zawsze zabierze itp, itd) tak wiec w tej sytuacji, naszej akurat
      byloby głupie nawet gdyby M robił z siebie takiego wariata i jeszcze sie
      pchał wink

      nie zgodziałbym sie na to, na zadne składanie mebli i malowanie,
      zawsze powtarza ze sama da sobie rade to niech daje w takim razie,
      zresztą M zostawił jej duze, nowourzadzone, wyremontowane mieszkanie wiec
      mysle, ze zanim zapragnie nowego remontu to bedzie juz miała do pomocy nowego
      pana wink

      takie exie nie mają prawa żadac pomocy od byłego, ale te z którymi normalnie
      mozna gadac i są ok to czemu nie,

      pozdrawiam
      • dzk35 Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 15.01.07, 16:12
        pomoc dzieciom to pomoc dzieciom... jak eksia uważa że dom jest jej i tylko
        jej, a były musi pisać podanie by móc wejść po dzieci to były nie musi robić
        żadnych życzliwych gestów bo jak ona uważa że jest obca i odrębna to niech
        sobie będzie taka odrębna! i wszystko co musi ojciec to pomoc i opieka nad
        dziećmi... jak kobieta traktuje byłego jak człowieka to on też winien
        postępować jak człowiek!
        exia mojego pana też wychodzi z założenia że wszystko jest jej i tylko jej i
        nawet książki z którymi się wprowadził nie można z powrotem wydobyć! więc
        dopóki nie zacznie się zachowywać jak osoba dorosła nie ma co liczyć na pomoc –
        jak zalała to swoje (i tylko swoje, co podkreśla) mieszkanie to
        zaproponowaliśmy by na czas remontu dzieci zamieszkały z nami, ponieważ się nie
        zgodziła to mój pan przywoził je po czkole na obiady (siedziały do kolacji),
        zabierał rzeczy do prania, u nas się uczyły itp... ale nie pomagał w remoncie
        domu do którego wstępu nie ma, gdyby miał to byłoby inaczej...
    • dominika303 Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 15.01.07, 23:59
      burza, skoro twój ex nie łożył i nie łozy na dziecko to normalne, że pomaga
      mięśniami smile)) skoro nic innego do zaoferowania nie ma to trudno wybrzydzać!


      no wiesz sa rózne ex, niekóre meble zmieniaja co 2 lata i tez wymagają pomocy
      przy ich skręcaniu .

      A ja nie przeginam twierdząc, że to naduzycie iż o takie pierdoły prosi sie exa!
      Dla mnie to niestosowne i już!
      Ja tam nie poprosiłambym swego exa o nic!
      Ale ja to nie ty, ty to nie ja!
    • dominika303 Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 16.01.07, 17:51
      wiesz a dla mnie po rozwodzie byłoby bardziej normalne poproszenie sąsiada czy
      kolegę z pracy niż exa sad(
      Nie po to się bierze rozwód aby exmąż skakał na dwóch łapach po mieszkaniu exisad

      Co innego dentysta, inny specjalista - bo to dotyczy bezposrednio dziecka, ale
      tu też nalezy zauważyć, że exia nie utrudniała kontaktów i nie dążyła do
      pozbawiania praw rodzicielskich, bo gdyby była kanalią, to taki facet sam
      powinien sie na nią wypiąć sad(


      "czasem matka po prostu nie ma nikogo innego, kogo możnaby poprosić, trudno
      zaczepiać obcych ludzi, a te usługi są płatne i wcale nie symbolicznie."

      No sorry ale exmąż to tez obcy człowiek więc... ?? jako to jest że masz
      śmiałosć prosić obcego znanego niż obcego nieznanego?? nielogiczne sad(

      • chalsia Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 16.01.07, 18:27
        oj Dominika dziś coś z logiką nie halo.
        Jasne, że łatwiej poprosić znanego obcego niż nieznanego obcego (swoją drogą
        cóż za piękny nowotwór językowy smile))
        Choć oczywiście może być i tak, że łatwiej poprosić rzeczywistego obcego niż
        eksa.
        Były mąż jest obcy formalnie ale nie w rzeczywistości, ponadto tenże "obcy" eks
        to ojciec dziecka.
        Zgadzam się w 100% z Burzą.
        Chalsia
        • dominika303 Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 16.01.07, 18:33
          chalsia ja też sią z nia zgadzam, ale ja na jej miejscu poprosiłabym obcego sad
          bo skoro exio sam by się nie poczuwał do pomocy - no to nie, prosić bym nie
          prosiła

          Poza tym na somodzielnej ostatnio był wątek i wszytskie samodzielne napisały,
          ze skoro ślubu nie było to facet ma pomagac tylko dziecku, a nie jego matcesad
          ale skoro po śłubie był rozwód to czym sie to rózni ..??????????
          ja nie pojmuję!
          dla mnie koniec związku to koniec!
          • chalsia Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 16.01.07, 18:42

            > chalsia ja też sią z nia zgadzam, ale ja na jej miejscu poprosiłabym obcego sad
            > bo skoro exio sam by się nie poczuwał do pomocy - no to nie, prosić bym nie
            > prosiła

            no ale jak eksio ma się zaoferować? Chyba, ze kiedyś powiedział "pomogę, jeśli
            będziesz potrzebować". Ale jak wiadomo większość facetów zbyt domyślna nie jest.
            Skąd on ma np, wiedzieć, że szafa do skręcenia jest.
            Ot po prostu trzeba poprosić o pomoc w skręceniu.
            Czy to jakiś wstyd zapytać?
            Chalsia
            • dominika303 Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 16.01.07, 18:47
              chalsiu wstydu nie ma! i dobrze o tym wiesz!

              ale my mówimy o innych sytuacjach.
              ty o normalnym zapytaniu, a ja o ciągłym wydzwaniu że jest coś tam do zrobienia!


              • chalsia Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 16.01.07, 20:02
                > ale my mówimy o innych sytuacjach.
                > ty o normalnym zapytaniu, a ja o ciągłym wydzwaniu że jest coś tam do
                zrobienia

                a to widzisz nie określiłaś się konkretnie w wątku, bo ja mam jakoś wrazenie,
                że głownie była tu mowa o raczej takiej okazjonalnej pomocy a nie o codziennych
                zakupach.
                Chalsia
                • dominika303 Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 16.01.07, 20:15
                  chalsiu określiłam sie wyżej dla przypomnienia wklejka smile)

                  "burza, skoro twój ex nie łożył i nie łozy na dziecko to normalne, że pomaga
                  mięśniami smile)) skoro nic innego do zaoferowania nie ma to trudno wybrzydzać!


                  no wiesz sa rózne ex, niekóre meble zmieniaja co 2 lata i tez wymagają pomocy
                  przy ich skręcaniu .

                  A ja nie przeginam twierdząc, że to naduzycie iż o takie pierdoły prosi sie exa!
                  Dla mnie to niestosowne i już!
                  Ja tam nie poprosiłambym swego exa o nic!
                  Ale ja to nie ty, ty to nie ja!"

                  No ale to kolejne zdanie to nadal o tych meblech co 2 lata smile))
                  • chalsia Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 17.01.07, 00:41
                    Dominiko, mieszasz opinię własną z oceną zajwiska.

                    Spokojnie zgodzę się z Tobą, że dla CIEBIE takie zachowanie jest niestosowne i
                    juz. Że TY nie poprosiłabys swojego eksa o nic. I fajnie.

                    Ale w tym, że KTOŚ INNY postapiłby inaczej i ma inna opinię w tym temacie nie
                    ma ani PRZEGIECIA, ani NADUŻYCIA.

                    Naduzyciem natomiast jest Twoje stwierdzenie, że jeśli ktoś ma inaczej niż Ty,
                    to jest to nadużycie.

                    Chalsia

                    ps. nie jestem ani bezkompromisowa ani nie czepiam sie słów, jednak po to
                    nadano konkretne znaczenia słowom by ułatwić precyzyjną komunikacje między
                    ludźmi. I owszem, są słowa, których znaczenie zależne jest od kontekstu
                    (np. "niedaleko" dla obywatela USA może oznaczać 400 km, natomiast dla
                    obywatela PL na pewno nie będzie to 400 km - raczej kilkadziesiąt), jednak
                    większość ma ściśle określone znaczenie (jak np. poruszane przeze mnie gdzie
                    indziej "w tej chwili").
                    • chalsia Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 17.01.07, 00:43
                      aha, jesli skręcanie szafy to dla Ciebie pierdoła, to gratuluję siły i
                      sprawności smile
                      • mikawi Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 17.01.07, 13:02
                        Moim zdaniem wszystko zależy od relacji między eksią i eksem po rozwodzie.
                        Jeśli jedno nie może patrzeć na drugiego, trwają korowody np. związane z
                        utrudnianiem kontaktów i eksia nie pozwala przestąpić byłemu progu swego domu,
                        to nie wydaje mi się, aby chciała aby eks skręcał meble. I pewnie vice versa.
                        Ale jeśli ludzie potrafią zachować w miarę poprawne relacje, to co w tym
                        dziwnego, że eks skręca meble, zwłaszcza jeśli to meble dziecka? Ano nic.
                        A dla dominiki - wyobraź sobie, że gdy dzieci mojego M. miały komunię, eksia
                        poprosiła go, żeby przyjechał kilka dni wcześniej pomóc w przygotowaniach
                        kulinarnych (obie 'imprezy' komunijne odbywały się w domu eksi). Ja w tym
                        niczego dziwnego nie widziałam, M. też nie - facet świetnie gotuje, więc
                        dlaczego przy garach miałaby stać tylko eksia, a tatuś miałby sie zjawić jako
                        gość ? Dodam, że wtedy jakiś super relacji nie mieli, a eksia przechodziła
                        wybitnie intensywny okres "ciagłego potrzebowania pomocy byłego męża", co było
                        męczące i irytujące. Ale trzeba oddzielić to co upierdliwe od tego co
                        normalne.
    • anastazjapotocka Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 17.01.07, 13:59
      Całkowity rozpad małżeństwa, czyli koniec.
      I już.
      Są oczywiście różne sytuacje w życiu, ale zawsze należy zachować zdrowy
      rozsądek i pamiętać o tym, że to nie jest już "mój mąż".
      Jestem dwukrotną rozwódką i wychodziłam za mąż z głupoty i z powodu
      staroświeckich poglądów mojej matki (i moich) co mi bokiem wyszło.
      Należało z facetem po prostu zamieszkać i zobaczyć, czy się w ogóle nadaje on
      na mojego męża, zamiast głupio welonik na łeb wdziewać i do urzędu lecieć.
      Ceną za moją głupotę były dwa rozwody właśnie. Na szczęście miałam tyle
      zdrowego rozsądku, że nie dałam się głupio zapłodnić, bo nieszczęśliwych byłoby
      więcej.
      Do głowy by mi nie przyszło prosić o cokolwiek moich byłych - obcego faceta?!
      I gdyby któryś z moich byłych mnie o coś poprosił - zostałby spuszczony na
      drzewo. KONIEC!
      Oczywiście, ja nie mam dzieci i nie mam wspólnych z byłymi mężami tematów.

      Innego zdania były eksowe moich kolejnych mężów.
      One miały z nimi dzieci i o ile pamiętam, zawsze traktowały swoich byłych jako
      nadal swoją własność - pomimo rozwodu.
      Mojego istnienia w ogóle nie przyjmowały do wiadomości.

      Rekordy pobiła eksowa mojego męża (jesteśmy od dwudziestu lat razem - z mężem,
      nie z eksową).
      Tej to się wydawało, że nie tylko mój mąż, ale i ja sama mam wobec niej i jej
      córki jakieś wyolbrzymione obowiązki.
      Było wszystko: wrzaski o pomoc w przeprowadzce (sprzedała mieszkanie we
      Wrocławiu, które zostawił im mój Chłop i kupiła inne w Warszawie - może na
      plecach miał jej graty nosić w ramach ekspiacji?). Wrzaski o pomoc przy
      wyprawianiu przyjęcia komunijnego (z Niemiec miał przyjechać, żeby przy garach
      stać). Wrzaski o wożenie córki do dentysty i na zakupy (z Wrocławia miał dymać
      do Warszawy, żeby pod sklepem sobie postać).
      Miał po córkę co piątek z Wrocławia do Warszawy przyjeżdźać, w ramach kontaktów
      z córką. Ja oczywiście pałałam żądzą kradzieży jej córki (baba z trudem
      przyjęła do wiadomości, że NIE CHCĘ JEJ CÓRKI).
      Ja oczywiście miałam w tym czasie (spotkań ojaca z córką) zapaść się pod
      ziemię, a najlepiej iść do dodatkowej pracy, bo ona "wydatki jako matka" miała,
      więc oczywistym było, że my z chłopem za karę, że żyjemy, na te wydatki
      mięliśmy harować (najlepiej kamienie na drodze tłuc, bo nic innego nie
      zaspakajało jej satysfakcji).
      W niedzielę i święta miałam pod pregierzem w worku pokutnym postać (broń Boże
      nie nago - baba mnie dobrze obejrzała, a całkiem głupia nie była).

      Do tego KAŻDE SPOTKANIE SAM NA SAM mego Chłopa z córką było mi natychmiast
      przedstawiane jako leżenie przez Chłopa u jej, eksiary śmierdzących stóp, lub
      uprawianie z nią seksu.
      (Polecam wątek na "samodzielnych" - zwala z nóg).

      Nic dziwnego, że się baba w końcu doigrała, bo ja do ofiar nie należę.

      DZIĘKI CI BOŻE, ŻE MAM TO WSZYSTKO ZA SOBĄ!!!

      Jak mnie się udało przeżyć cały ten cyrk - tego doprawdy nie wiem.

      Najważniejsze, to aby byłe żony wreszcie zrozumiłały, że SĄD ORZEKŁ ROZWÓD,
      CZYLI CAŁKOWITY ROZPAD MAŁŻEŃSTWA.
      W innym razie nie trzeba było do sądu lecieć, tylko spróbować się z mężem po
      prostu dogadać. Nie da się zachować samych przywilejów, a olać obowiązki.
      • chalsia Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 17.01.07, 18:00
        > prostu dogadać. Nie da się zachować samych przywilejów, a olać obowiązki.

        powyższe zdanie dotyczy również ojców, których dzieci mieszkają z matkami.

        Chalsia
        • dzk35 Re: co oznacza "całkowity rozpad małżeństwa"? 18.01.07, 11:40
          masz rację, obowiązki wobec dzieci ma się do śmierci! ale tylko wobec dzieci,
          nie ich matki!
          natomiast problem powstaje jeśli matka wychodzi z założenia że ponieważ dzieci
          pozostają pod jej opieką wszystko co ułatwi lub uprzyjemni jej życie jest
          obowiązkiem wobec dzieci (bo ona się tymi dziećmi opiekuje) i tu jest zgrzyt, a
          na dodatek trudno wyczuć w którym momencie człowiek jest wykorzystywany, a
          trudno się potem wycofać bo druga strona uważa to za zerwanie dorozumianego
          porozumienia, a jeśli ona do tego nie poczuwa się do obowiązku traktowania
          byłego męża (a zwłaszcza jego nowej rodziny) jak człowieka to trudno się czasem
          zmusić do zwykłych ludzkich gestów

          mam ochotę na osobistą wycieczkę – była żona mojego mężczyzny (trochę mnie
          męczy ta poprawność) jak zalała pierwszy raz mieszkanie (a zalała je trzy razy)
          to zażądała pomocy przy remoncie; mój partner wyszedł ze słusznego przecież
          założenia że musi pomóc, bo dzieci muszą mieć gdzie mieszkać (on w tym czasie
          tułał się po znajomych i rodzinie) i pomagał ile mógł...
          ale po remoncie, już przy pierwszej okazji, gdy zadzwonił by umówić się z
          dziećmi na spotkanie usłyszał że do swojego domu to ona go nie wpuści (sic), do
          obcego domu dzieci zabrać nie pozwoli, a na spacer też nie da ich wsiąść bo za
          zimno, po czym rzuciła słuchawką i nie odbierała telefonu więcej!
          mimo to pojechał, bo uznał że jak zadzwoni do drzwi to ktoś otworzy i może się
          uda dogadać, i na podwórku, wśród bawiących się dzieci, zobaczył oboje!
          od tego czasu mieszkanie zostało zalane jeszcze dwa razy, za każdym razem
          proponowaliśmy (w tym czasie mieszkamy już razem) by na czas remontu dzieci
          mieszkały z nami, ofiarowujemy wszelką pomoc w opiece nad nimi ale remont jej
          mieszkania jest jej i tylko jej sprawą, nawet jakbyśmy mieli zbędną drabinę a
          do remontu byłaby bardzo potrzebna to nie użyczymy!
          natychmiast zaczniemy się inaczej zachowywać i będzie miała w nas dwoje
          życzliwych ludzi jak przestanie uważać że ojciec ma tylko obowiązki, przestanie
          utrudniać kontakty, przestanie ordynarnie się o nas wyrażać (zwłaszcza do
          dzieci, resztę świata mam gdzieś, mogą myśleć co chcą), przestanie wychodzić z
          założenia że ojciec dzieci powinien oddawać jej pieniądze, przybywać
          natychmiast na każde wezwanie i poza tym znikać z oczu – rozmawia z nim tylko
          wtedy gdy Ona ma ochotę, jak któreś z dzieci jest chore to nie odbierze
          telefonu od niego by nie powiedzieć jak się ono czuje (dzieciaki mają zakaz
          rozmawiania w domu przez komórki z ojcem, jak odbiorą to jest wrzask)

          trochę mi się „ulało” ale mamy dość dowiadywania się o zdrowie dzieci poprzez
          jej siostrę mieszkającą we francji, to chore że musimy czekać aż wyjdzie po
          zakupy by któreś z dzieci mogło zadzwonić i powiedzieć jak się czuje, a oboje
          leżą i nie mogą wyjść z domu by porozmawiać z ojcem
Pełna wersja