braktalentu
23.01.07, 14:34
Dwa lata temu, Młoda złamała w szkole rękę. M. dowiedział się o tym
przypadkiem, dwa dni później, kiedy zadzwonił do córki. Dowiedział się też,
że Młoda ma założony gips, bo inna forma rechabilitacji ręki (orteza, czy
łupki) wymagałaby dodatkowej opłaty (prywatnie). M. dostał piany na pysku, bo
opiekę prywatnej kliniki załatwiłby w 15 minut, gdyby tylko Exia do Niego
zadzwoniła. Oznajmił więc Exi, co sądzi o nieinformowaniu Go o takich
wypadkach. Exia w płacz i usprawiedliwia się, że "myślała, że Młoda Mu
mówiła". M. zażyczył sobie na przyszłość "być informowanym na bieżąco". Jakiś
czas później Młoda trafiła do szpitala. Exia bardzo przyzwoicie zadwoniła do
M. celem ustalenia czy to dobre rozwiązanie. Dodam tu, że w poszukiwaniu M.
zadzwoniła nawet na moją komórkę, co na pewno nie było dla Niej przyjemne,
ale pokazuje, że zależało Jej na kontakcie. Super, zwłaszcza, że wszystko
dobrze się skończyło, a wiedząc o fakcie M. mógł ruszyć 400 km, żeby Młodą
podtrzymać na duchu w szpitalu. Sprawę informowania o stanie zdrowia Młodej
uznaliśmy za załatwioną. Jak się okazuje niesłusznie. Wczoraj Młoda złamała
nogę na nartach. Rzecz ma miejsce za granicą. M. dowidział się o wszystkim
dziś, jak zwykle przypadkiem, dzwoniąc do Młodej. Chodzi wściekły jak lew.
Nie dlatego, że noga złamana (bo to się zdaża, szczególnie na nartach), nie
dlatego, że Exia nie zadzwoniła przed założeniem gipsu (bo może wszystko
działo się szybko i naprawdę nie mogła), ale dlatego, że znowu nie został
przez Exię poinformowany o wypadku dziecka. Cały dzień zwłoki. Co można w
takiej sytuacji zrobić? Czy Exia ma obowiązek prawny informowania M. o takich
zajściach? I jakich argumentów użyć w rozmowie z Nią, żeby kobieta
zrozumiała, że nikt Jej o nic nie obwinia, tylko M. chce wiedzieć jeżeli coś
złego dzieje się Jego dziecku. Pomóżcie dziewczyny!