wypadki pasierbicy - potrzebna rada

23.01.07, 14:34
Dwa lata temu, Młoda złamała w szkole rękę. M. dowiedział się o tym
przypadkiem, dwa dni później, kiedy zadzwonił do córki. Dowiedział się też,
że Młoda ma założony gips, bo inna forma rechabilitacji ręki (orteza, czy
łupki) wymagałaby dodatkowej opłaty (prywatnie). M. dostał piany na pysku, bo
opiekę prywatnej kliniki załatwiłby w 15 minut, gdyby tylko Exia do Niego
zadzwoniła. Oznajmił więc Exi, co sądzi o nieinformowaniu Go o takich
wypadkach. Exia w płacz i usprawiedliwia się, że "myślała, że Młoda Mu
mówiła". M. zażyczył sobie na przyszłość "być informowanym na bieżąco". Jakiś
czas później Młoda trafiła do szpitala. Exia bardzo przyzwoicie zadwoniła do
M. celem ustalenia czy to dobre rozwiązanie. Dodam tu, że w poszukiwaniu M.
zadzwoniła nawet na moją komórkę, co na pewno nie było dla Niej przyjemne,
ale pokazuje, że zależało Jej na kontakcie. Super, zwłaszcza, że wszystko
dobrze się skończyło, a wiedząc o fakcie M. mógł ruszyć 400 km, żeby Młodą
podtrzymać na duchu w szpitalu. Sprawę informowania o stanie zdrowia Młodej
uznaliśmy za załatwioną. Jak się okazuje niesłusznie. Wczoraj Młoda złamała
nogę na nartach. Rzecz ma miejsce za granicą. M. dowidział się o wszystkim
dziś, jak zwykle przypadkiem, dzwoniąc do Młodej. Chodzi wściekły jak lew.
Nie dlatego, że noga złamana (bo to się zdaża, szczególnie na nartach), nie
dlatego, że Exia nie zadzwoniła przed założeniem gipsu (bo może wszystko
działo się szybko i naprawdę nie mogła), ale dlatego, że znowu nie został
przez Exię poinformowany o wypadku dziecka. Cały dzień zwłoki. Co można w
takiej sytuacji zrobić? Czy Exia ma obowiązek prawny informowania M. o takich
zajściach? I jakich argumentów użyć w rozmowie z Nią, żeby kobieta
zrozumiała, że nikt Jej o nic nie obwinia, tylko M. chce wiedzieć jeżeli coś
złego dzieje się Jego dziecku. Pomóżcie dziewczyny!
    • mi.llena Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 23.01.07, 14:47
      nie rozumiem,
      jaka jest ci potrzebna rada ?
      • braktalentu Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 23.01.07, 14:59
        Przepraszam, ale atmosfera jest podkręcona i mogło się zdarzyć, że napisałam
        chaotycznie.

        Potrzebna rada:
        Jak rozmawiać z Exią, jakich argumentów użyć i na co się powołać (może jest
        podstawa prawna), żeby przy następnych wypadkach czy chorobach Młodej
        niezwłocznie informowała ojca dziecka.
        • imme1981 Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 23.01.07, 15:16
          nie mam pojęcia o kwestiach prawnych w takim przypadku, ale rozumiem po części
          złość Twojego męża. niestety staram się zrozumieć także jego byłą żonę. Wiem,
          jest ojcem, obchodzi go bardzo los córki itd, prosi o informowanie go w chwili
          gdy z córką coś się dzieje, ale popatrzy na to z innej strony, choć mogę się
          oczywiście mylić, bo są dwie ewentualności:
          1. matka przez złośliwość nie informuje (w co wątpię, zważywszy, że pomoc ojca w
          chwili wypadku na pewno by się przydała)
          2. matka, w chwili gdy dziecku coś się stało pierwsze co robi pakuje dziecko do
          samochodu, jedzie do lekarza, podczas badania obgryza paznokcie z nerwów i
          najzwyczajniej nie ma głowy, by informować ojca czy kogokolwiek o tym, że córka
          złamała nogę czy rękę, przecież w rezultacie to tylko złamanie, myślę, że gdyby
          to było coś naprawdę poważnego na pewno by zadzwoniła. Poza tym może ona właśnie
          ze względu na Ciebie i nową rodzinę byłego męża, nie chce do niego dzwonić z
          byle pierdołą, przepraszam, za to określenie, ale tak jak napisałam, to było
          złamanie, nie utrata kończyny, czy złamany kręgosłup.

          szkoda tylko, że mimo próśb matka córki Twojego męża prośby tej nie respektuje,
          trudno mi ocenić dlaczego

          Powodzenia
        • m-jak-magi Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 23.01.07, 15:19
          jesli chodzi o uwarunkowania prawne to o ile ojciec dziecka nie ma
          ograniczonych praw rodzicielskich to zarowno ojciec jak i matka MAJA OBOWIAZEK
          informowac sie nawzajem o stanie zdrowia dziecka - jak rowniez WSPOLNIE
          podejmowac decyzje dotyczace sposobu kuracji, jesli decyzja rodzicow jest
          wymagana ( tzn lekarz daje wybor formy leczenia itd ) konkretnej podstawy
          prawnej nie znam ale jestem pewna ze takowa w/w stanowi.
          tak stanowi prawo i matka jesli ma tego swiadomosc musi sie do tego prawa
          bezwzglednie stosowac.
          w ostatecznosci mozecie sie zwrocic do sadu z wnioskiem o pouczenie matki
          dziecka aby stosowala sie do prawa.
          zakladam ze taka wiedza u matki jest - tylko niefrasobliwosc, brak rozsadku
          powoduje ze twoj m ma z ta kwestia wieczne problemy.
          zlotej metody na to aby matka zaczela wreszcie respektowac prawo. domyslam sie
          ze probowaliscie wiekszosci mozliwych ( od prosb do grozb ).
          sugerowalabym dalej wiercic jej dziure w brzuchu jak rowniez zwiekszyc
          czestotliwosc telefonow do niej z pytaniem jak czuje sie dziecko itd itd.
        • khaldum rada.... 23.01.07, 15:22
          to zależy jaki zakres opieki przyznał sąd Twojemu M.

          co do informowania, jedni maja tak taką potrzebę inni nie maja, i jeśli w
          rozwodzie ustalono że oboje rodzice sprawują opiekę to ex powinna informować,
          jeśli opiekę sprawuje matka a ma obowiązek konsultować ważne decyzję życiowe
          dotyczącą spraw dziecka... no cóż nie wiem czy jest wykaz tych ważnych spraw.
          Wiem że dotyczy to kształcenia i bodajże zabiegów operacyjnych.
          To zależy od człowieka, co uważa za ważne. Być może sprawa złamanej nogi jest błaha.


          kroki prawne...
          Zastanawiam się tylko jaki cel mam włóczenie się po sądach w tej kwestii...
          tworzenie dodatkowych kosztów i konfliktów pomiędzy ex która będzie pozwana i M,
          jako powoda, że matka go nie informuje. Kto na tym skorzysta? Dziecko, które
          będzie słuchało opinii matki na temat procesu?


          Nie wiem ile lat ma pasierbica, ale jeśli powyżej 10 i posiada komórkę, a z
          Twojej wypowiedzi wynika że chyba ma, bo ojciec do niej dzwoni, to przecież SAMA
          może zadzwonić, wysłać smsa do ojca z informacja, jestem chora, złamałam nogę itd.

          Osobiście wydaje mi się, że jest to robienie problemu na siłę.
          Są osoby które wychodząc z domu mówią gdzie idą i kiedy wrócą, są takie które
          mówią wychodzę, i takie co nie mówią nic. I nie kwestie prawne to regulują, ale
          zasady współżycia społecznego.

          Niech M pogada z córką, bo to chyba lepszy pomysł, niż kłótnia z ex, która
          zapewne problemu nie widzi.
          • braktalentu Re: rada.... 23.01.07, 16:52
            Oboje rodzice sprawują opiekę. Oczywiście, że dla jednego ważna jest złamana
            noga, a dla drugiego dopiero urwana. Dla M., który jest daleko ważne jest każde
            przeziębienie i zwichnięcie palca-smile.

            Młoda dostała komórkę od taty w prezencie (na marginesie, zabieranie telefonu
            jest ulubionym środkiem wychowawczym Exi). Niestety Młoda nie ma roamingu, więc
            musiała czekać aż M. zadzwoni do Exi (w wakacje wyjaśniła nam, że proszenie
            Mamy o telefon, żeby zadzwonić do Taty jest niemożliwe-sad)

            Tu nie chodzi o robienie problemu, tylko o konkretną pomoc, której M. jest w
            stanie udzielić. Exia nie może sobie pozwolić na różne rzeczy (finansowo).
            Gdyby M. wiedział o złamaniu ręki w szkole, Młoda nie chodziła by w ciężkim
            gipsie, tylko w lekkich łupach lub ortezie. Gdyby o wypadku na nartach
            dowiedział się wczoraj, Młoda siedziałyby dziś w samolocie i w dwie godziny
            była w kraju, pod opieką. A tak, Młoda jedzie kilkanaście godzin.

            Nie chce mi się zastanawiać nad motywami Exi. Pewnie ma jakieś swoje racje, ale
            nie raczyła ich przedstawić-sad.

            chyba faktycznie nie pozostaje nic innego jak telefony dwa albo i trzy razy
            dziennie.
            • khaldum Re: rada.... 23.01.07, 17:50
              braktalentu

              pozostaje tylko trzymać kciuki żeby młoda nie miała więcej poważnych kłopotów ze
              zdrowiem i poprosić ją, aby dawała sama znać ojcu o swoich "wypadkach" i chorobach.
              Następnym razem kiedy będzie wyjeżdżać za granicę uruchomić jej roaming. Na ex
              nie ma co liczyć.

              IMHO ex na złość światu "odmraża sobie uszy" i będzie opowiadać jak to długo
              musiała wracać z dzieckiem z zagipsowaną nogą do kraju... jeśli to ten typ, co
              żyje w "nędzy" to dopiero wtedy wyjdzie to ojciec " bezduszny dusigrosz"

              dlaczego tak???

              są exie których nie pojmiesz... racjonalizm i logika to dla nic obce słowa

              nie przejmuj się tym, po prostu na pewne rzeczy nie mamy wpływu, ani my, ani
              nasi mężczyźni...

              dla pocieszenia, nasza miała taki okres, że dzwoniła jak dziecko miało stan
              podgorączkowy z informacją o tym fakcie o 3 nad ranem, ale o bolącym zębie czy
              braku okularów dziecko mówiło nam same...


            • mira59 Re: rada.... 23.01.07, 23:21
              Z tego co ja zrozumiałam odnośnie samolotu - chodzi o szybki powrót do
              kraju,nie o transport z kurortu do szpitala.Za który zapłaciłby m. braktalentu.
              I rozumiem to,że chcieli oszczędzić dziewczynie (przy okazji i jej matce)
              wielogodzinnego "tłuczenia się" innymi środkami komunikacji.
              Braktalenut - masz na gazetowym wiadomość.
              Pozdrawiam.
    • mi.llena Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 23.01.07, 15:36
      a dlaczego tobie trzeba radzić? czy jestes prawnym opiekunem dziecka?
      czy to nie jest problem między ex -małzonkami?
      • braktalentu Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 23.01.07, 16:29
        mi.llena, Ty chyba od niedawna na forum, prawda? No chyba, że wcześniej bywałaś
        tu pod innymi nickami i dlatego Cię nie kojarzę. Pozwól więc, że wyjaśnię Ci,
        że niewiele z nas, macoch jest prawnymi opiekunami swoich pasierbów. Niemniej
        jednak ich sprawy dotyczą nas i naszych rodzin. Tak jak sprawy teściowych, czy
        innych powinowatych (mój ulubiony przykład). Kiedy mój M. cierpiał ze względu
        na złe samopoczucie swojej Mamy, szukałam dla Teściowej lekarza (nie jestem Jej
        opiekunem prawnym). Kiedy szwagier potrzebmiał kłopot, prosiłam o radę
        przyjaciół (nie jestem Jego opiekunem prawnym). Teraz problem ma mój M. i moja
        pasierbica. Jak zwykle, gdy chodzi o bliskich staram się pomóc-smile. Jasne, czy
        napisać drukowanymi?
    • reksia Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 23.01.07, 16:58
      hmmm opowiem moją historię z zeszłego rokusmile
      Moja córa ma 11 lat w zeszłym roku znalazła się w bardzo ciężkim stanie w
      szpitalu. I w momencie gdy wystukiwałam juz na telefonie numer do jej taty mała
      poprosiła "mamo ja nie chcę byś dzwoniła do taty".

      Powiem Ci, że miałam bardzo poważny dylemat jak postąpić w takiej sytuacji.
      Uważam, że ojciec powinien być powiadomiony. Jednak prośba dziecka była jasna i
      wypowiedziana tak trzeźwo, że wówczas nie zadzwoniłam. Na pytanie, dlaczego mam
      nie dzwonić, odpowiadała "bo nie".

      Później okazało się, że mała między innymi krępuje się sytuacji, gdy jesteśmy
      odbierani jako rodzina i nagle zjawia się "drugi" tata.Przy czym często
      zachowuje sie ostentacyjnie krzykliwie, by podkreślić swoją rolę co bywa
      krępujące.

      Banalny problem, ale będąc zmęczona i spięta całością sytuacji,nie wiedziałam
      jak go rozwiązać i wówczas nie zadzwoniłam do Exa sad Nie dlatego że ja nie
      chciałam sad
      • m-jak-magi Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 23.01.07, 18:21
        reksiu mysle ze jednak sprawa omowiona przez beztalentu jest zupelnie inna.
        tutaj to ewnidentnie kwestia lamania prawa przez matke bo prawo stanowi iz
        rodzice oboje podejmuja decyzje zwiazane ze zdrowiem dziecka.
        ostatnio moja znajoma musiala uzyskac notarialna zgode swojego partnera ( jest
        ojcem jej dziecka ale nie sa malzenstwem ) ze moze samodzielnie podejmowac
        decyzje zwiazane ze zdrowiem ich corki. on od jakiegos czasu przebywa za
        granica i ze wzgledu na odleglosc jak i roznice czasowe trudno jej bylo
        komunikowac sie nim w kazdej sytuacji kiedy tego wymagala. ich corka ma jaks
        przewlekla chorobe i takie konsultacje dotyczace metod leczenia jak i kosztow z
        tym zwiazanych zawsze stanowily problem bo szpital wymagal pisemnego
        oswiadczenia ojca ze na dana kuracje wymaga zgody ( oczywiscie to nie
        obowiazuje w przypadku ratowania zycia ).
        mysle ze skoro dla ojca dziecka wazny jest stan zdrowia i dziecko ma dobry
        kontakt z ojcem o nie wydaje mi sie zeby tutaj dziecko wplywalo na decyzje
        matki. to raczej jej niefrasobliwosc czy lekcewazenie pewnych nalozonych na nia
        obowiazkow ( mam na mysli obowiazkow prawnych ) jest tutaj powodem.
        • m-jak-magi przepraszam braktalentu za beztalentu :-( 23.01.07, 18:23
        • reksia Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 23.01.07, 20:49
          ja rozumie różnicę, tak tylko sobie dumam, bo mogłam byc też tak postrzegana w
          tym czasie przez mojego Ex i jego Nextsad
          • ywwy Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 23.01.07, 21:04
            Mnie intryguje jedno - złamać nogę na nartach w tym sezonie to duża sztuka, bo
            po prostu śniegu jak na lekarstwo smile ( no, teraz ma spaść ! }
            Piszesz, że wypadek zdażył się za granicą ( może dlatego, że tam był śnieg i
            tłok ), staram się sobie wyobrazić przerażoną, cierpiącą z bólu dziewczynkę i
            jej matkę równie przerażoną ( znają język obcy? ). Wtedy myśli się o jednym,
            żeby przestało boleć i pewnie została małej udzielona pierwsza podstawowa
            pomoc, czyli gips. Żal mi twojej eksi, pewnie chciała miło spędzić urlop,
            sprawić małej i sobie frajdę - a tu taki pech! Pomyśl w ten sposób. Gdybym sa
            była za granicą i dziecko uległoby wypadkowi to pewnie też musiałabym pozwolić
            na założenie gipsu porozumiewając się na migi z ratownikami i lekarzami.
            Co Ty piszesz o samolocie i jakimś specyficznym leczeniu. Twój M jest w stanie
            załatwić transport lotniczy z górskiego kurortu w ciągu godziny???
            To może lepiej opłaćcie małej prywatny stok narciarski, będzie mogła
            bezpiecznie szusować.
            Twoja eks i jej córka chyba wiedzą jaka będzie Wasza reakcja i zwyczajnie boją
            się do Was zdwonić z informacją, że już jest " ładny gips".
            • luna67 Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 23.01.07, 21:10
              ywwy wyjelas mi to prosto z ustsmile))
            • mrs_ka Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 24.01.07, 01:01
              Cóż, w tym wątku zgadzam się z Reksią, Luną i Ywwy.
              Naprawdę punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia i wydaje mi się, że każda z
              dziewczyn posiadających a) własne dziecko b) ojca tego dziecka, który jest już
              eks partnerem, potrafiłaby przytoczyć z własnego życia i doświadczenia jakiś
              odpowiadający topikowej sytuacji przykład.

              Niedawno miałam bardzo podobną sytuację, która skłoniła mnie do refleksji nad
              tym, jak różna może być recepcja jednej sytuacji w zależności od tego, kto ma
              wydac osąd i z jakiego punktu ten osąd wydaje.

              Mój syn niedawno trafił do szpitala. Nawiasem mówiąc (o czym przypomniał mi ten
              topik) do eksa zadzwoniłam już pod odsiedzeniu jakiegoś konkretnego czasu na
              Izbie Przyjęć, mimo iż przyjęcie było planowane. Zwyczajnie nie miałam do tego
              głowy zajęta dzieckiem i jego stanem. Matki na ogół tak mająwink To jednak piszę
              na marginesie.

              Potem odbyliśmy serię nieprzyjemnych badań, Mały miał b. wysoką gorączkę (40.5)
              i podjęto decyzję, że prawdopodobnie zostanie wykonana punkcja. W tym momencie
              zadzwoniłam do Eksa i spytałam, czy może przyjechać i towarzyszyć dziecku w tym
              badaniu? Bałam się, że ja sama mogłabym nie dać sobie rady psychicznie.
              Eks powiedział, że niestety, ale ma zaplanowany masaż kręgosłupa a potem inną
              szalenie ważną rzecz i jeśli byłaby możliwość wpisania tej punkcji między
              godzinę X i Y, to wtedy mu się zgra z terminarzem i ewentualnie mógłby byc.
              Każdemu, kto ma choć mizerne pojęcie o funkcjonowaniu polskiego szpitala, nie
              muszę tłumaczyć, jak kuriozalne i idiotyczne były to teksty. No i stanęło na
              tym, że nie przyjedzie na punkcję, tylko wpadnie odwiedzić dziecko "jakoś
              wieczorem".

              Tymczasem zrobiła się siódma wieczór, sala była pełna rodziców czuwających przy
              niemowlętach, Młody leżał pod kroplówką (tu dodam, że cały czas nie
              wiedzieliśmy, co mu jest- a wchodziły w grę rozmaite dramatyczne opcje i chyba
              możecie się domyśleć, jak to działało na moją wyobraźnię oraz nerwy) i wtedy
              zadzwonił Eks, że jest już z Neksią na przystanku i jadą do szpitala. Kazałam im
              się wrócić, bo a) dzieciak i tak był nieprzytomny b) to nie była dobra pora do
              odwiedzin c) nie chciałam przeszkadzać innym chorym dzieciom i ich rodzicom
              śpiącym w małej salce.
              Eks mi zrobił o to awanturę- on i Neksia zdązyli już wyjśc na przystanek, takie
              dobre, prawda, chęci mają, a ja im każę wracać.

              Godzinę później byłam w domu pakując naprędce rzeczy do szpitala, gdyż ordynator
              pozwolił mi zostać na noc. I tu zastał mnie telefon od Eksa. Uwaga, przechodzę
              do sedna wink
              Po pierwsze usłyszałam, że "nie szanuję prawa ojca do bycia razem z dzieckiem".
              Że zachowuję się jakbym miała wyłączne prawa do dziecka i zawracam ich z
              przystanku. Że Eks ma potrzebę widzenia się z synem i dlaczego ja uniemożliwiam
              mu realizację tej potrzeby? Że on żąda, że wymaga, że niedopuszczalne jest, iż....

              Widzicie- jedna sytuacja, a zupełnie różne oceny. Ja- szczerze mówiąc- miałam w
              dupie jego potrzeby ojcowskie i srowskie, bo interesowało mnie wyłącznie własne
              dziecko i to, że lało się przez ręce oraz było nieprzytomne. W tym momencie
              realizacja egoistycznych roszczeń Eksa wydawała mi się czwartorzędna. Tak samo
              nie współczułam Eksowi ani Neksi, że musieli wracać 50 metrów od przystanku do
              domu, bo ostatecznie sytucja szpitalna jest sytuacją ekstremalną, wszystko się
              może zdarzyć i to nie pacjent ma się dostosowac do odwiedzającego, a odwrotnie.
              POnadto ja akurat oferowałam eksowi- niech już będzie ta dziwaczna nomenklatura-
              "zaspokojenie ojcowskich potrzeb", tylko niestety Eks miał masażyk i masażyk
              przegrał z punkcją.

              Tyle, że patrząc na to z punktu widzenia Eksa i Jego narzeczonej wyglądało to
              inaczej. Po pierwsze nie "masaż kręgosłupa", a "terapia kręgosłupa" (eks pół
              roku temu miał zabieg ortopedyczny). Ja akurat jestem uprzedzona do jego
              problemów zdrowotnych, bo jest starym hipochondrykiem, ale Jego nowa partnerka
              traktuje zdrowie swojego mężczyzny bardzo serio. I swietnie. Dlatego wiem, że
              dla Niej argument o tej terapii naprawdę wygrywał z argumentem punkcji
              pięciolatka, bo dziewczyna nie ma dzieci i ma inne priorytety, na których
              szczycie jest jej facet oraz jego dolegliwości (urojone i nie), a nie dziecko
              tego faceta.
              Dlatego dla Niej umówienie się na odwiedziny było całkowicie wiążącym
              umówieniem się na odwiedziny. A zadzwonienie i powiedzenie "nie przyjeżdżajcie,
              nie ma sensu" było aktem bezczelnego zawłaszczenia sobie dziecka i sytuacji oraz
              wejścia na ich prywatne terytorium: mianowicie zarządziłam ich czasem i decyzjami.

              Jest mi to dość trudno wytłumaczyć, ale sądzę, że jako Neksie i Macochy chyba to
              rozumiecie: ja świetnie wczuwam się w optykę narzeczonej mojego eks męza, tylko
              za cholerę się z nią nie zgadzam, bo to moje dziecko leży w szpitalu i to moje
              dziecko- jak za chwilę może się okazać- jest bardzo powaznie chore.
              Rozumiem jednak, że Jej racje jak najbardziej istnieją: są to racje kobiety
              zakochanej w mężczyźnie, który ma dziecko leżące w szpitalu. I ona na sprawę
              patrzy poprzez uczucia i racje swojego mężczyzny (który czuje się odrzucony), a
              nie z punktu widzenia mojego dziecka lub mojego własnego.
              Ja zaś uczucia jej mężczyzny mam głęboko w anusie, bo ostatnią rzeczą istotną
              dla mnie (jako dla matki) w obliczu powaznego stanu własnego dziecka jest
              realizacja emocjonalnych potrzeb faceta, który jest moim byłym mężem.

              Dlatego ja uważam, iż założenie, z jakiego wychodzi brak_talentu jest karkołomne
              i niemożliwe do realizacji: nie jesteśmy w stanie powiedzieć Jej "tak, miałaś
              rację" lub "nie, nie miałaś racji".
              Wyjścia są dwa.
              Jeżeli Brak_Talentu naprawdę chciałaby ZROZUMIEĆ postępowanie matki pasierbicy
              to polecam ten mój długaśny post. Bo on pokazuje, że sedno rzeczy kryje się poza
              ocenami i te oceny trzeba zwyczajnie zawiesić przyjmując sytuację taką_jaką_jest
              i wierząc w dobrą wolę obu stron (matki i ojca dziecka). Nie ma zaś sensu
              dochodzenie do obiektywnej racji, bo nie ma tu jednej racji.
              Pewne optyki nigdy się ze sobą nie zbiegną i to jest nawiasem mówiąc również
              moja opinia na całość zagadnienia "porozumienie eks żon, następnych żon i ich
              mężów". Tym, co ja promuję i wcieliłam w swoje życie jest szacunek ponad
              podziałami i poglądami.
              Dlatego nie powiedziałam mojemu Eks Męzowi, że jest chrzanionym egoistą, a on
              był na tyle uprzejmy, że nie wywrzeszczał mi, iż jestem głupią despotką.
              Odłożyliśmy słuchawki w poczuciu zupełnego braku porozumienia co do pryncypiów,
              ale jednak ustalając grzecznościowy kompromis (następną noc w szpitalu dyżuruje
              Eks)i uprzejmie się pozdrawiając.
              Sądzę tak naprawdę, ze to jest maksimum, jakie można osiągnąć.

              Druga zaś opcja to poprzestanie na ordynarnych plotach i paru pokrzepiających
              banałach w rodzaju "co za idiotka z tej eksi; są ludzie i klamki" oraz
              niesięganie w głąb, bo po co?

              odniosłam jednak wrażenie, Brak_Talentu, że może chciałabyś zrozumieć i dlatego
              ten długi postsmile

              a.
              • mrs_ka Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 24.01.07, 01:02
                ps. ten post to chyba mój rekord na tym forum jeśli idzie o ilość znaków. Tym
                większy mój podziw dla każdego śmiałka, który go przeczytawink)

                a.
                • e_r_i_n Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 24.01.07, 08:53
                  Przeczytałam smile Przede wszystkim dlatego, że po cichu Twojemu Młodemu
                  kibicowałam w zdrowotnych perypetiach.
                  No i jak najbardziej Ciebie, wredną eksie, w tamtej sytuacji rozumiem wink.
                  Myślę, że jednak żeby zrozumieć niuanse pt. 'kiedy telefon do eksa jest
                  najpilniejszą sprawą', trzeba mieć dziecko i chociaż raz się o nie martwić.
                  Inna sprawa, że brak telefonu przez dwa, trzy dni w sytuacji opanowanej, tez
                  jest dziwny i tutaj nie dziwię się złości męża autorki.
                  BTW skoro Wy, jako raczej zyjaca w zgodzie była para, macie takie ostre
                  sytuacje, to co powiedzieć o byłych parach zantagonizowanych?
              • kicia031 Mrs Ka 24.01.07, 12:14
                za pomnialas napisac najwazniejszego - jak twoj synek? Czy juz wiadomo, co i
                jak? czy juz zdrowy?

                A co do Exa, to polecam tekst, ktory mojemu zawsze zamykal dziubek: "Praw
                nabywa sie, wypelniajac obowiazki"
                • mrs_ka Re: Mrs Ka 24.01.07, 14:55
                  Tak, Mały już zdrowy, tylko od czasu wyjścia ze szpitala cały czas siedzi w
                  domu. Jest po czterech antybiotykach i ładuję w niego tran, bioaron i
                  prebiotyki. Boję się, że puszczony teraz do przedszkola momentalnie wróciłby z
                  infekcją.

                  Chcialam w moim poście pokazać głównie to, jak łatwo jest się nakręcić.
                  Nakręcają się eks żony (co świetnie widać na Samodzielnej) i nakręcają się
                  macochy. A najczęściej nakręcamy się z powodu pierdół, które raz wprawione w
                  ruch nabierają tempa i zwiększają masę.
                  Uważam, że nie warto, bo łatwo stracić kontrolę nad tym, co się w swojej
                  frustracji czy zniechęceniu wyhoduje. Najlepiej skupić się na konkretach i do
                  upojenia ćwiczyć decentrację interpersonalną. Nawet jeśli jest to mało przyjemne.

                  a.
                  • ywwy Re: Mrs Ka 24.01.07, 20:21
                    Cieszę się, ze synek już zdrowy i życzę jeszcze więcej zdrówka!
                    Mądrze mówisz i co najważniejsze na tym najlepiej wychodzą nasze dzieci. A
                    w końcu eks to eks, więc po co się przejmować smile
            • braktalentu Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 24.01.07, 09:56
              1) Samolot rejsowy kosztuje do 1000 PLN i choć to niektóryh może upijać jak
              anastazji buty z krokodyla - stać nas. Młoda byłaby pod opieką stewardesy. Po
              lotnisku transportowana na wózku inwalidzkim linii lotniczej przez w/w. Młoda
              lata do nas sama, 2 razy w miesiącu, więc obeność Exi na pokładzie zbędna i
              Exia mogła sobie zostać dalej na urlopie lub wracać z przyjacielem samochodem
              tak jak planowała.

              2) Prywatny stok nie pomoże, gdy zabiera się nieprzygotowaną fizycznie
              nastolatkę na narty. Mimo próśb, gróźb i zaklinań M. oraz wielokrotnych
              obietnic Exi Młoda nie chodziła na basen, ani inne zajęcia sportowe. Jedyna
              aktywność fizyczna Młodej to w-f w szkole. Młoda wiotka i długa i z racji wieku
              nieskoordynowana. Przy złej widoczności, po roku życia kanapowo - telewizyjnego
              kontuzja narciarska była więcej niż prawdopodobna. Nie żal mi spapranego urlopu
              Exi, bo Jej dobre chęci powinny być poparte odrobiną rozsądku. Żal mi Młodej.

              3) Powtórze, że nie M. nie ma pretensji o podjęcie działań bez Jego wiedzy, ani
              o fakt zaistnienia wypadku (bo powyższe spostrzeżenia to MÓJ punkt widzenia,
              którym z M. się nie dzielę, żeby Go nie podkręcać), ale o brak kontaktu gdy
              sytuacja została opanowana.

              4) Exia nie ma pięciu lat. Co to znaczy, że dorosła kobieta boi się zadzwonić?
              Klapsa Jej da były mąż, czy na Nią nakrzyczy?
              • luna67 Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 24.01.07, 15:08
                braktalentu napisala:

                "Młoda byłaby pod opieką stewardesy. Po
                > lotnisku transportowana na wózku inwalidzkim linii lotniczej przez w/w. Młoda
                > lata do nas sama, 2 razy w miesiącu, więc obeność Exi na pokładzie zbędna i
                > Exia mogła sobie zostać dalej na urlopie lub wracać z przyjacielem samochodem
                > tak jak planowała.

                Czy ty wiesz co ty napisalas? czy ty masz dzieci? czy ty wiesz co to sa uczucia
                matki? matka twoim zdaniem miala zostawic corke w potrzebie i sama dalej cieszyc
                sie urlopem? o Boszeeee....

                Co to znaczy, że dorosła kobieta boi się zadzwonić?
                > Klapsa Jej da były mąż, czy na Nią nakrzyczy?

                Ano boi sie widocznie, jak ja twoj M z piana na pysku (tak jak napisalas)
                doprowadza do placzu. Moze jak by nawte zadzwonila, to by i tak robil wymowki
                ale z innego powodu.

                Chcialam wiecej napisac, ale sie powstrzymuje.
                • braktalentu Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 24.01.07, 18:40
                  Mam dziecko i dlatego wydaje mi się oczywiste, że wolałabym, żeby w ciągu dwóch
                  godzin było pod dobrą opieką w kraju, niż żeby tłukło się ze mną kilkanaście
                  godzin samochodem. Nikt Exi nie broni lecieć razem z Młodą.

                  A Ex jeszcze nigdy nie zachował się wobec Exi niegrzecznie. Stanowczo owszem,
                  ale nie niegrzecznie. A teraz postanowił obchodzić się z Nią jak z wydmuszką,
                  żeby się dziecina nie bała tak bardzo. Może dzięki temu następnym razem
                  ważniejsze niż uczucia matki będzie dla Niej bezpieczeństwo i zdrowie Jej córki.
    • cleopa Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 24.01.07, 09:33

      jestem mamą ,mam ex-a i jestem tez macocha-to dla jasnoscismile

      rany boskie!!
      Moim zdanie twoj facet przesadza,matka sprawuje opieke nad dzieckiem na codzień
      i ona w sytuacjach takie jak opisalas musi szybko podejmowac decyzje i szybko
      dzialać..Z tego co opisujesz jestescie informowani o stanie zdrowia dziecka jak
      tylko jest ku temu okazja ..dzień zwlokismile)) to naprawde przegiecie!!I jeszcze
      exsia ma sie tlumaczyc dlaczego zawiadomila bylego kilka godzin później..
      Wydzwaniac i szukac zeby go powiadomic..zamiast przyjąć do
      wiadomosci ,pocieszyc córke ,utulic i ewentualnie zaoferować pomoc np w
      zawiezieniu na zdjecie gipsu czy rehabilitacji to sie piekli..o dzien zwloki..
      Dla mnie to takie rozlicznie i tlumaczenie sie exsiowi bylo by wkurzające..
      • braktalentu Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 24.01.07, 10:05
        Moim zdanie twoj facet przesadza,matka sprawuje opieke nad dzieckiem na codzień
        > i ona w sytuacjach takie jak opisalas musi szybko podejmowac decyzje i szybko
        > dzialać..

        Nikt nie ma pretensji o podjęcie działań, ani o brak konsultacji, bo sytuacja
        była ekstremalna (w opini M.), ale właśnie o BRAK INFORAMCJI. Bo gdyby Exia
        zadzwoniła sama dzień później to sprawa byłąby załatwiona. NIE ZADZWONIŁA DO M.
        M. dowiedział się przez przypadek, dzwoniąc do córki.

        > Z tego co opisujesz jestescie informowani o stanie zdrowia dziecka jak tylko
        jest ku temu okazja ...
        Ta okazja zdaża się tylko wtedy, gdy to M. zadzwoni i dowie się od Młodej.

        zamiast przyjąć do
        > wiadomosci ,pocieszyc córke ,utulic i ewentualnie zaoferować pomoc np w
        > zawiezieniu na zdjecie gipsu czy rehabilitacji to sie piekli..o dzien zwloki

        Czy lotniczy transport do kraju zamiast kilkunastogodzinnej podróży samochodem
        jest dla Ciebie pomocą? Jeśli tak, to poinformowanie M. o wypadku przed
        podjęciem podróż skutkowałoby ofertą takiej pomocy.

        > Dla mnie to takie rozlicznie i tlumaczenie sie exsiowi bylo by wkurzające

        M. oczekuje inforamcji nie "tłumaczenia się", chyba że jest z czego.





        • cleopa Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 24.01.07, 10:35
          Exsia wybrala sie z corka i przyjacielem na narty,zdazyl sie wypadek i sprawę
          zalatwili. Zupelnie nie widze powodu do wsciekania sie.
          Moim zdaniem zarowno exsia jak i Wy macie prawo do swojego zycia.
          Moim zdaniem tez exsia jest nazwyklej nękana przez was. To ona sprawuje opieke
          na codzień i zupelnie nie widze powodu do tlum,aczenia sie z kadego kroku ex
          męzowi a tym bardziej jego nowej partnerce../
          Moja młoda miesiac temu zlamala reke ,szpital,lekarz, gips zalatwilismy
          wszystko z moim NM bo on jest najblizej i przy nas!!
          Mam wrazenieże coby ta biedna exsia nie zrobila to i tak bedzie krytykowana i
          żle oceniana..
          • braktalentu Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 24.01.07, 13:17
            Nie oczekuję, że Exia będzie mi się tłumaczyć. Co więcej nawet mój M. nie
            oczekuje tłumaczenia się Exi-smile. On oczekuje, że będzie informowany o zmianach
            zdrowia swojej córki przebywającej pod opieką matki, szczególnie gdy zmiany te
            są wynikiem poważnego wypadku i mogą mieć jeszcze poważaniejsze konsekwencje. I
            prawo do prywatności Exi nie ma tu nic do rzeczy, bo zdrowie Jej dziecka nie
            jest Jej prywatną sprawą, tylko sprawą Jej i ojca tegoż dziecka. Nikt z nas nie
            ocenia i nie krytykuje Exi za to co zrobiła. Jestem przekonana (w
            przeciwieństwie do mojego M.), że zrobiła wszystko co należało. Problem leży w
            tym, czego nie zrobiła, a mianowicie, po dojechaniu do hotelu nie zadzwoniła do
            ojca dziecka i nie powiedziała "Zdarzył się taki, a taki wypadek, nie było
            czasu na konsultacje i nie miałam do tego głowy, młoda ma gips od pachwiny do
            kostki i czeka Ją to i tamto". A mój M. odpowiedziałby "załatwię transport
            Młodej do kraju, żeby nie tłukła się w gipsie samochodem, umówię lekarzy i
            załatwię niezbędne konsultacje i badania, czy jakoś jeszcze mogę pomóc?". Dla
            mnie proste, oczywiste i naruszenia niczyjej prywatności nie widzę.
            • cleopa Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 24.01.07, 13:31
              Oceniacie kazdy krok wychowawczy exsi..
              Co do powiadamiania to zapewniam Cie ze wiekszośc kobiet by tak postapilo jak
              byla zona twojego faceta.....Ona sprawuje opieke na codzien i podejmuje decyzje
              i zednego haka prawnego na nia nie znajdziecie bo to bzdura po prostu. Dziecko
              bylo "zaopiekowane",bylo u lekarza i przewiezione do domu a Wy kombinujecie na
              silę i udowadniacie niewiadomo jakie uchybienia exsi wobez bylego męża..


              Gdzies tu jest post dziewczyny ktora z kolei niezadowolona jest z telefonow
              exsi do jej NM..smile) dotyczacych dziecka..
              • braktalentu Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 24.01.07, 19:02
                > Oceniacie kazdy krok wychowawczy exsi..

                To nieprawda! W sześć lat po rozwodzie mój M. dopiero trzeci raz jest
                zaskoczony postępowaniem swojej byłej żony. Pierwszy raz dotyczył karania
                poprzez zabieranie komórki, co w więcej niż znaczący sposób utrudniało Mu
                kontakt z dzieckiem odległość 400 km, brak stacjonarnego telefonu). Drugi raz
                dotyczył próby przeniesienia córki do katolickiej szkoły dla dziewcząt z
                internatem i temu mój M. kategorycznie się sprzeciwił. To jest trzeci raz. Dużo?

                > Co do powiadamiania to zapewniam Cie ze wiekszośc kobiet by tak postapilo jak
                > byla zona twojego faceta.....
                To przykre, ale pewnie masz rację...

                > i zednego haka prawnego na nia nie znajdziecie bo to bzdura po prostu.
                Dziecko
                > bylo "zaopiekowane",bylo u lekarza i przewiezione do domu a Wy kombinujecie
                na
                > silę i udowadniacie niewiadomo jakie uchybienia exsi wobez bylego męża..

                M. jest po półtoragodzinnej rozmowie z naszym prawnikiem (tym samym, który
                skutecznie zadziałał w sprawie szkoły) i On twierdzi zupełnie coś innego. Na
                pocieszenie tej "większości kobiet" dodam tylko, że M. nie zamierza korzystać z
                Jego rozwiązań dopóki nie przekona się, że metoda "na sarenkę" nie działa.
                • cleopa Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 24.01.07, 19:31
                  Bardzo ,bardzo współczuje waszej eksi ..bardzo....

                  i nic juz nie piszę bo gryze sie w język.. sad
      • capa_negra Amen cleopa, amen 25.01.07, 14:35
        Też jestem drugą zona swojego męża.
        Ba ..dawno tu nie byłam wiec większośc nie wie że nawet do pewnego stopnia
        przyjaźnie się z jego pierwsza zoną.

        Co prawda dzieci są dorosłe, mają swoje rodziny i tu mogę spotkac się z
        zarzutem , że w związku z powyższym nie wiem o czym gadam..ale pozwole sobie
        mimo to pogadać.

        Powtórze za cleopą - dziecko jest pod bespośrednia opieka matki i jesli coś się
        dzieje, a nie grozi to zejściem to przede wszystkim normalna matka myśli o
        dziecku.
        W czym jej w tej sytuacji pomoże telefon do ojca dziecka ???

        Powiecie, ze to kwestia przyzwoitości powiadomić ojca.
        Oczywiście tylko że działając w stresie niejednokrotnie w danej chwili nie
        myśli się o ojcu. Myśli sie gdy "zejdzie para" i problem zostanie opanowany
        choć w drobnym stopniu.
        I jeszcze jedno.
        Zastanówcie się nad sytuacją - rodzice dziecka sa małżeństwem , dziecko na
        sankach rozcina głowę, łamie rękę etc.
        I co robi rodzic ten co jest z dzieckiem ????
        Moim zdaniem dzwoni/jedzie/biegnie na pogotowie, a drugiego rodzica powiadamia
        gdy dzieckiem juz zajął sie lekarz.
        Dlaczego w sytuacji kiedy rodzice nie sa małżeństwem ma być inaczej ????
        Oczywiście gdy zachodzi sytuacja bezpośrednio zagrażająca zyciu drugi rodzic
        musi być powiadomiony natychmiast, ale chyba kaszel, obstrukcja czy
        przytaczane złamanie nie zaliczaja się do tego typu przypadków??

        I jeszcze jedno - ja i brat byliśmy dziecmi wychowywanymi tylko przez jednego
        rodzica.
        Gdy coś się działo najpierw rodzic zaradzał sytuacji dopiero potem obowiązkowo
        powiadamiał drugiego rodzica o zaistniałej sytuacji.

        Wychowywał nas ojciec.
        • braktalentu Re: Amen cleopa, amen 25.01.07, 14:53
          I jeszcze jedno - ja i brat byliśmy dziecmi wychowywanymi tylko przez jednego
          > rodzica.
          > Gdy coś się działo najpierw rodzic zaradzał sytuacji dopiero potem
          obowiązkowo
          > powiadamiał drugiego rodzica o zaistniałej sytuacji.


          I O TO WŁAŚNIE CHODZI MOJEJMU MĘŻOWI!!!

          O to, że po wszystkim, po założeniu gipsu i po powrocie do hotelu NALEŻAŁO
          ZADZWONIĆ. A jeżeli było się w takim strasznym stresie należało zadzwonić
          następnego dnia rano.
          Cieszę się, że Twój Ojciec uważał powiadomienie Mamy o zaistniałej sytuacji za
          obowiązkowe, bo z tego co napisała Cleopa wynika, że większości Exi nie czuje
          takiej potrzeby.
          Nie rozumiem tylko tytułu tego postu.
          • cleopa Re: Amen cleopa, amen 26.01.07, 08:21
            "z tego co pisze cleopa" wynika ze matki zawiadamiaja jak opanuja sytuacje !!!
            ja tez bym powiadomila bylego po przyjeżdzie do kraju ,bo
            1)zlamanie to nie zawal
            2)telefony zzagarnicy sa b.drogie

            a Wy szukajcie dziury w calym ,ciagajcie eksie po sądach za dzień zwloki..dla
            mnie twoj facet zachowuje sie smiesznie i macie swieta eksie bo inna by
            mu "wytlumaczyla" inaczej..
            • capa_negra Amen :-))))))))))))nt. 31.01.07, 16:12

    • braktalentu NA GORĄCO!!! Macochy Wy moje przebrzydłe, nooo-:) 24.01.07, 09:43

      Po pierwsze dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję!!! Siedzę sama (bo M. w
      pracy) w tym ciemnym kraju i jak się dzieje coś takiego, to nie za bradzo mam
      do kogo gębę otworzyć, i się zwentylować (rozmowa z M. tylko podkręca
      atmosferę). Na myśl o tym, że kilka babeczek, siadło i przejęło się moim
      problemem ciepło mi i rzewnie-smile)))
      Ale najważniejsze: Dziewczyny! To działa! To niesamowite! Dzielę się z Wami
      radośnie i spontanicznie! Tak bardzo jestem podekscytowana, że muszę Wam to
      opisać, chociaż boję się, że pobiję rekord mrs-ka'i-smile)))))).
      Czytałam poszczególne posty (cały czas nabuzowana) i w myślach już na nie
      odpowiadałam:
      - Krótka informacja dla khaldum, doprawiona odriobną złośliwości na temat Exi.
      - pościk do Reksi, że M. pogada z Młodą, bo może faktycznie nie chciałą go
      martwić, czy "cóś",
      - riposta do ywwy i luny67, bo jakość urlopu Exi ma dla mnie znaczenie ...
      hmmmm... no w dupie to normalnie mam-smile i żal mi tylko Młodej i jeszcze tam
      parę takich chciałam napisać, ale to już nie ważne-smile.

      Potem przebrnęłam przez mrs-ka (której zdanie nader sobię cenię) i pomyślałam,
      że to nie ma ze mną nic wspólnego, bo nie o moją rację lub jej brak, ani nie
      o "zaspokojenie potrzeb ojcowskich", ale o konkretną pomoc, której M. może i
      chce udzielić w naszym wypadku chodzi.

      I nagle EUREKA!!!

      Ja z tych co to lubią zakasać rękawy. I często nie zdążąm przeczytać instrukcji
      obsługi. Jak radyjko przestaje grać to dłubię, charczę, miotam, kopię aż grać
      nie zacznie! A z Exią tak nie można-smile. I po tym jak mrs-ka uświadomiła mi, że
      instrukcję czytać trzeba, wróciłam do postu ywwy i odkryłam, że przecież Ona
      dokładnie pisze, który guziczek nacisnąć!

      To jest niesamowite, jak wypowidzi osób trzecich, nawet tych z których zdaniem
      się nie liczysz i początkowo uważasz za bzdury (wredne bzdury - biję się w
      pierś-smile, mogą przywrócić spokój w Twoim domu.

      Mrs-ka napisała, żeby czytać instrukcję i dopiero Jej długi post uświadomił mi,
      że ZROZUMIEĆ Exię nie oznacza AKCEPTOWAĆ Exi postępowanie. Nie ma znaczenia,
      czy podoba mi się jakość dźwięku w radio. Ale jeśli chcę na tę jakość wpłynąć
      to muszę wiedzieć jak i DLACZEGO jest taka, a nie inna. Potem dopiero mogę
      przebudowywać i naprawiać.
      I olśniło mnie! Bo przecież chwilę wcześniej czytałam o tym, że Exia boi się do
      nas zadzwonić, myśląc "jest duża i niech nad sobą i swoimi dziecięcymi
      strachami przed M. panuje". Gówno prawda! Jej nie zależy na opanowaniu strachu.
      To M. ma interes w zwiększeniu Jej komfortu w rozmowach z Nim. Chcemy żeby
      dzwoniła, to musimy zadbać o Jej samopoczucie w trakcie kontaktów. Bo
      instrukcja do Exi zakłada, że Exia działa zgodnie ze schematem "kurde, dziecko
      pod moją opieką uległo wypadkowi. Muszę o tym powiedzieć facetowi, który mi nie
      ufa i mnie nie lubi. Przyjemne to, to nie będzie. Nie, dość stresów jak na
      jeden urlop. Zadzwonię jutro, albo pojutrze, albo po powrocie. W końcu sytuacja
      jest opanowana i nie mam ochoty na tłumaczenie się przed byłym mężem."
      I opinia M. na temat tego schematu nie ma zupełnie znaczenia, bo jej wyrażenie
      nie wpłynie na zmianę rzeczywistości (tzw. mielenie ozorem).
      Co robić? Zwiększyć komfort Exi podczas kontaktów! Zadzwonić i podziękować za
      podjęte działanie w warunkach kryzysowych. Podkreślić, że w takich sytuacjach
      Exia ZAWSZE może liczyć na pomoc. Wystarczy, że zadzwoni. Nie wpominać o
      prawach i obowiązkach, żeby sarenki nie spłoszyć. Motywować pozytywnie-smile.

      Zobaczymy jakie będą efekty (choć mam nadzieję, że na mniej drastycznych
      przykładach-smile))).

      PS: przepraszam za brzydkie wyrazy (chyba były dwa).

    • mi.llena Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 24.01.07, 10:07
      gdyby tatuś naprawdę interesował się dzieckiem, to by dzwonił codziennie ,aby
      dowiedzieć się co słychać u córki;
      skoro tatuś łaskawie czeka , az się do niego zadzwoni, to niech nie ma
      pretensji do exi, tylko do siebie.
      Pozdr.
      • braktalentu Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 24.01.07, 10:23
        Ojciec dzwoni do córki codziennie. Przedwczoraj zadzwonił rano (tuż przed
        wyjściem do pracy i półtorej godziny przed wypadkiem), a wczoraj dopiero
        wieczorem (po powrocie z pracy, żeby Młoda mogła też posłuchać jak gaworzy
        brat).
        Zanim wymyślisz jak by tu mi znowu przysrać zastanów się mi.lleno co tak
        naprawdę Cię boli. I napisz o tym. Być może trafi się kilka przykrych postów,
        ale dla tych kilku innych, które mogą Ci pomóc warto zaryzykować. Z całego
        serca życzę Ci pozbycia się niechęci i negatywnych emocji. Jeżeli tylko mogę Ci
        w tym pomóc daj znać.
        Braktalentu
        Co Cię boli mi.lleno? Czujesz się porzucona, brzydka, nic nie warta? Ja też tak
        czasem mam. Napisz, może i Ty znajdziesz na forum pomoc i pocieszenie.
        • mi.llena Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 24.01.07, 10:30
          nie jestem ani brzydka, ani porzucona i nie stwarzam sobie absurdalnych
          problemów, ani nie biorę na siebie cudzych zmartwień.
          a najwazniejsze
          MAMTALENT
          • braktalentu Re: wypadki pasierbicy - potrzebna rada 24.01.07, 10:48
            no teraz przynajmniej z humorem, bo jak do tej pory to raczej żałośnie było-smile))
            a zmartwienia nie są cudze. to są nasze zmartwienia i łatwiej dać sobie z nimi
            radę razem niż osobno (przynajmnie u nas, bo wspieramy się wzajemnie). A za
            absurdalność naszych problemów codziennie dziękujemy losowi. Osobiście wolę
            takie absurdalne niż te naprawdę poważne, których tak wiele dookoła.
            Z talent masz do czego?
          • mrs_ka mala aktualizacja 25.01.07, 13:38
            zapewne wszyscy juz się domyslili, mi.llena to kolejna wersja naszej ulubionej
            bet66.


            a.
Pełna wersja