i o co mi chodzi????

24.01.07, 09:04
Cześć macoszki
Mam problem - tym razem chyba głównie ze sobą. Potrzebuję dystansu - czyli
Waszego wglądu z zewnątrz na sytuację. Jestem macochą co 2 weekend + M.
spotyka sie z Małą co tydzień we wtorek. W ten weekend Mała była u nas i
wyjątkowo M. spędził popołudnie z Małą w poniedziałek (bo tak pasowało Eks i
jak mówi mój M. jemu też). Wczoraj jesteśmy na zakupach -dzwoni Eks i słyszę
jak M. odpowiada - Tak dobrze, mogę itp. I jaka jest moja reakcja?
Beznadziejna... mina mi natychmiast zrzedła i niby nic ale coś wisi w
powietrzu. Nastąpiła konsternacja i tak w milczeniu wracamy do domu. W domu
pytam dlaczego nic nie mówi - a M. na to że widzi że cos jest nie tak i się
denerwuje. Trudno nie widzieć - bo moje emocje na twarzy wypisane. Pytam co
jest zgrane, czy Eks chce żeby wziął Małą w następne dni, a on na to że nie
tylko wywiadówka i żeby poszedl bo Eks nie może i odebrał dziecko. M. mówi że
jak ma mi być źle to on nie pójdzie na to zebranie. Ale ja chcę żeby on
poszedł - czemu ma nie iść na wywiad. do swojego dziecka i ogólnie głupio mi
że zrobiłam "focha". Napiszcie czy miewacie podobne odczucia i jak przerobić
te emocje - może macie jakiś sposób albo przynajmniej dobrą radę... W
porównaniu z problemami niektórych z Was to mój jest bardzo błachy problem
ale powracający i w związku z tym zatruwający nasz związek.
    • dzk35 brak odruchu uzgadniania 24.01.07, 10:09
      jeśli dobrze rozumiem to oczekujesz by on zanim powie „Tak dobrze, mogę itp.”
      powiedział do Ciebie: „[wstaw swoje imię], jest wywiadówka może bym ja na nią
      poszedł...?” na co Ty z mogłabyś się zgodzić
      jeśli o to chodzi to ja Cię rozumiem, jesteś jego partnerem życiowym i winien
      konsultować z Tobą swoje plany! choćby po to byś mogła wyrazić swoją zgodę
      hmmm... była kiedyś taka dyskusja na forum, która wyszła od problemu, że mąż
      chce dać byłej żonie samochód bo jest jej potrzebny do wożenia ich dziecka, bez
      żadnej rozmowy czy konsultacji z aktualną partnerką; mam wrażenie że problem,
      mimo innego ciężaru, ma te samy podstawy – brak porozumienia z aktualnym
      partnerem w kwestiach życiowych jeśli sprawy dotyczą dzieci z poprzednich
      związków
      • zonka77 Re: brak odruchu uzgadniania 24.01.07, 10:52
        dzk35
        "[wstaw swoje imię], jest wywiadówka może bym ja na nią
        poszedł...?” na co Ty z mogłabyś się zgodzić"

        Konsultowanie planów a pytanie o zgodę to dwie różne sprawy.

        Ja też oczekuję że mąż będzie mnie informował jak i ja jego informuję - nieważne
        czy chodzi o to że idę do koleżanki wieczorem, czy też o to że on jedzie
        służbowo na 3 dni gdzieć, lub też idzie na wywaidówkę do córki i będzie później
        w domu.
        O ile chodzi o sprawy które muszą być załatwione to jest to tylko informacja bo
        jest dla nas oczywiste że to trzeba zrobić . Do takich oczywistych spraw jest
        zaliczana wywiadówka, odebranie z basenu ponadplanowe bo się okazuje że nie ma
        kto, pojechanie do dziecka jak coś się dzieje (ostatnio tak ze trzy razy było że
        była awantura wychowawcza o kłamstwa młodej i M natychmiast tam pojechał bo
        trzebabyło stworzyć wspólny front z ex)

        Nawzajem uzgadniamy pytając się siebie takie sprawy które mogą ale nie muszą być
        - kiedy idę na zebranie w przedszkolu nie pytam męża czy mogę tylko dzwonię jak
        tylko się dowiem i mówię mu że dzisiaj idę)

        Nie popadajmy w paranoję ze facet ma się pytać partnerki czy może iść na
        wywiadówkę do dziecka.A co jak ona powie "nie zgadzam się"?? Natomiast jeśli
        dowiedział że ma iść to powinien od razu powiedzieć że zmienił plany (mój mąż np
        nienawidzi jak ja go nie informuję o czymś bo układa plan a ja mu nagle mówię że
        mnie nie będzie)
        • dzk35 zgoda to złe słowo – akceptacja? 24.01.07, 11:47
          nie o to mi chodziło, chodziło mi o gest zwrócenia się o aprobatę do aktualnej
          partnerki! ja nie dopuszczam myśli że mara by się nie zgodziła, natomiast z
          treści wynika że on zorganizował swój czas, gdy ona stała obok, zupełnie się z
          faktem jej istnienia nie licząc! ja nie oczekuję (od swojego partnera również)
          by powiedział w słuchawkę „słuchaj, skonsultuję się i oddzwonię” tylko by czuł
          i dawał do zrozumienia że jego partnerka jest jego życiową partnerką... u nas
          to wygląda na to że w trakcie rozmowy, przy której jestem, mój partner mówi np.
          do swojej mamy „chcesz bym w sobotę przywiózł do Ciebie dzieciaki?” w tym
          czasie dając mi jakiś znak żebym ten tekst słyszała, po to bym mogła, choćby
          skinieniem głową, dać mu do zrozumienia że w pełni akceptuję obowiązki które
          właśnie na siebie bierze
          • kasia_kasia13 Re: zgoda to złe słowo – akceptacja? 24.01.07, 12:00
            Ile trwa taka wywiadowka? Godzine?
            Bo znowu nie przesadzajamy. Ja rozumiem i popieram uzgadnianie wspolnych
            wyjazdow, wizyt dziecka w domu, wspolnych wyjsc wieczornych itd. Rozumiem tez,
            jesli by ta wywiadowka kolidowala z jakimis wczesniejszymi, ustalonymi z
            partnerka planami w tym czasie.
    • lilith76 Re: i o co mi chodzi???? 24.01.07, 10:12
      Chcesz się licytować?

      Mój facet prawie codziennie (3-4 dni w tygodniu) odbiera dzieci ze szkoły i przywozi je do nas, u nas czekają aż ich matka po nie przyjdzie. A jak eks przychodzi, to nie wydają sobie dzieci jak paczki, tylko ona siada na kanapie i czeka aż one się ubiorą, złożą swoje rzeczy. Oprócz tego dzieci są co drugi weekend od piątku wieczorem.
      Na wywiadówki chodzą wymiennie, jeśli dziecko zachoruje dzielą się opieką nad dzieckiem na pół.

      Nadal ci smutno?

      big_grin

      Pewnie bywam zmęczona i przytłoczona.
      A wiesz, co mnie najbardziej dręczy? Eks przychodzi i widzi bajzel w naszym mieszkaniu, bo nie będę dla niej codziennie utrzymywać super porządku. Po powrocie z pracy nie mogę ubrać się poplamiony dres (może to i dobrze dla naszego związku wink ), ani chodzić w samej bieliźnie, bo są dzieci i za chwilę będzie gość.
      Takie tam babskie pierdy tongue_out

      Z rozczuleniem myślę o feriach zimowych i wakacjach szkolnym, bo wtedzy dzieci są u dziadków na drugim końcu kraju. To taki czas tylko dla mnie i M na spontaniczny seks w kuchni po pracy ;P


      Jak sobie radzę?
      Nie jestem femina domestica, a raczej wiatrem podszyta - znajduję sobie atrakcje na mieście: spotkania autorskie, warsztaty pisarskie, areobik, spotkania ze znajomymi, itp. 2-3 razy w tygodniu wracam gdy dzieci już nie ma. Lubię takie życie.

      Strzelanie focha znam, bo sama praktykowałam. Groźne, bo mnie zniszczyło, doprowadziło do depresji. Teraz jak coś mnie gryzie, to od razu wywalam.
    • zonka77 Re: i o co mi chodzi???? 24.01.07, 10:42
      Cześć Mara.
      To co możesz zrobić to pomyśleć sobie o tym dziecku jak o małym człowieku który
      potrzebuje taty. Sama jestem mamą i wiem że choćbym nie wiem jak kochała moją
      córkę nie ma to wpływu na miłość do mojego męża.
      Mój mąż chodził i chodzi na wywiadówki do swojej córki. Spotyka się też czasem z
      ex. Co do chodzenia na wywiadówki - dla mnie to jest oczywista sprawa. Nasze
      córka niedługo pójdzie do szkoły. Również będą wywiadówki i będę chciała żeby
      mąż na nie chodził. Jak mogłabym wymagać żeby do jednego dziecka chodził a mieć
      w sobie żal że chodzi do drugiego.
      Nie wiem jak Ci to wytłumaczyć bo to JEST trudne, naprawdę trudne mieć faceta
      dzieciatego. Zupełnie inaczej się podchodzi jak dziecko jest wspólne - wtedy
      oczekujesz że facet będzie to dziecko kochał i się nim zajmował. Ale kiedy nie
      jest Twoje, nagle Ci z tym źle. Nagle czujesz żal.
      Ale zastanów się - Czy WASZE dziecko to byłby jakiś inny rodzaj dziecka?
      Co do WASZEGO dziecka oczekiwałabyś że będzie się nim zajmował - prawda?
      Chciałabyś żeby bywała na wywiadówkach - prawda?
      Warto sobie uświadomić:
      - on nie robitego dla EX, tylko dla swojego dziecka
      - jeśli okaże się dobrynm ojcem mimo rozwodu z matką dziecka to świadczy na jego
      KORZYŚĆ
      Inaczej sprawa się ma kiedy ojciec usiłuje wynagradzać dziecku rozwód.
      Przechodziłam przez to i wiem ile to szkody wyrządza wszystkim a głównie dziecku.
      Ale o takiej sytuacji jak na razie nie napisałaś smile

      Co do tej konkretnej sytuacji to bym się uśmiechnęła, polazła do M i powiedziała
      że to trudne i potrzebujesz czasu żeby się przyzwyczaić i powiedziałabym żeby
      poszedł na tą wywiadówkę i koniec.
      Mara, takich wywaidówek, i innych sytuacji będzie jeszcze bez liku. I okazji do
      spotkań z ex. Albo się skupisz na swoim związku albo się będziesz zadręczać.
      Osobiście myslę że sobie poradzisz - do tego trzeba dojrzeć smile
    • reksia Re: i o co mi chodzi???? 24.01.07, 10:48
      Mara ja mam czasem takie same odczucia, chodź przyznam wstyd mi za to
      OGROMNIE ;P/ bo mam wrażenie ,że to mój egoizm i chęć podporządkowania sobie
      partnera odzywa się w takich sytuacjach.

      Mam wówczas wrażenie, że nadwyrężam miłość M do mnie, że próbuję doświadczać
      granic .
      To cos takiego jakbym cały czas potrzebowała sprawdzać, czy faktycznie mnie
      kocha.
      Mam jednak swiadomośc tego ze bardzo łatwo zranić takim fochem drugą
      nieprzygotowaną na niego osobę.
      Na szczęscie z M mogłam szczerze porozmawiać o takich uczuciach, teraz gdy coś
      takiego sie dzieje, M przytula mnie mówi KOCHAM CIĘ i wówczas sie uspokajam.

      Ale wstyd mi za takie "zagrania" ,bo w moim poczuciu używanie takich jest próbą
      z kogoś kto daje mi miłość, czynienia kogoś kto będzie mym niewolnikiem.
      Wstyd mi za to, że nie umiem godnie przyjąć tego daru.

      Nie wiem jak to inaczej określić to bardzo trudny temat.
      • mara68 Re: i o co mi chodzi???? 24.01.07, 11:48
        Reksia i Zonka napisałyście jakby o mnie to było.
        "Mara ja mam czasem takie same odczucia, chodź przyznam wstyd mi za to
        > OGROMNIE ;P/ bo mam wrażenie ,że to mój egoizm i chęć podporządkowania sobie
        > partnera odzywa się w takich sytuacjach."
        Właśnie tak sobie myślę że to egoizm z mojej strony i niepotrzebnie ranię M. bo
        on jest zaraz wystraszony i wmawia sobie że on coś źle robi. Kiedy właściwie on
        nic złego nie robi w tej sytuacji, gdyby nie chodził na te wywiadówki i nie
        zajmował się Małą to by dopiero było źle. Ja nie mam swoich dzieci i oczywiście
        staram sie wczuć w sytuację M. i myśleć co by to było jak ja bym była taką małą
        dziewczynką co ma rodziców rozwiedzionych. Ale od czasu do czasu wychodzi ze
        mnie takie "złe" a wtedy rozum swoje - a emocje swoje. Czasami ma to też inne
        podłoże a mianowicie: Eks chciała rozwodu, to niech teraz sie trochę pomęczy i
        zajmie dzieckiem. A tak: My sie zajmujemy dzieckiem, dwie babcie, ciocia też
        się stara, nowy partner Eks (wszyscy są mili i nikt nie odmawia pomocy przy
        Małej). W związku z czym Eks ma sytuację bardzo komfortową - kiedy chce to
        dzwoni i ktoś się dzieckiem zajmie. A jak dzwoni do mojego M. to on przecież
        nie powie Nie bo mu na dziecku zależy. Czasami tak myślę czy tylko te proporcje
        nie są trochę dziwne - w końcu ona jest matką dziecka. Wstyd mi za te niskie
        uczucia: bo co mnie to obchodzi niech sobie Eks żyje jak chce, ale tak mnie
        czasami napada. Chciałabym się skupić tylko na tym, ze mam kochanego, dobrego
        M. i szanować jego uczucia... mam nadzieję że z czasem mi się to uda
    • zonka77 Re: i o co mi chodzi???? 24.01.07, 17:13
      burza ale ja mam wrażenie że nie chodzi o to że facet nie uzgodnił...
      Co do uzgadniania to się w 100% zgadzam, czy to w formie informowania czy
      pytania - nieważne o co, dziecko, kolegę czy teściową - jak się wspólnie żyje to
      wypadałoby informować i uzgadniać.
      Ja jednak mam wrażenie po pierwszym poście że to coś troszkę innego niż żal o
      nieuzgodnienie.Że tu chodzi o to że wogóle idzie... Ale może źle zrozumiałam,
      jeśli tak to przepraszam smile
    • kai_30 Re: i o co mi chodzi???? 24.01.07, 18:00
      Mara - zazwyczaj tak jest, że my baby sobie wkręcamy jakieś schizy. I na facetów
      to się przenosi. Tobie mina zrzedła bo wyobraziłaś sobie nie wiadomo co, on z
      kolei widząc Twoją minę bał się odezwać, i tak trwaliście w milczeniu
      niepotrzebnie. Najprostszy sposób - powiedz szczerze Twojemu facetowi, żeby o
      takich rzeczach mówił Ci od razu. Po pierwsze - bo unikniesz w ten sposób
      myślenia, że chodzi o "nie wiadomo co", a po drugie - że w takiej sytuacji
      będzie czas, żeby ewentualnie powiadomić eksię o zmianie planów, jesli będzie to
      z czymś kolidować. Rzecz jasna w przypadku wywiadówki niekoniecznie (fakt, to
      tylko godzina), ale w przypadku całego weekendu już możliwe.

      A potem być może dojdziecie na drodze pokojowej wink do etapu takiego, jaki jest u
      nas - mój chłop, jako upośledzony pod względem pamięciowo-kalendarzowym
      zazwyczaj mówi do eksi: czekaj, sprawdzę, czy mogę, i za sekundę oddzwonię, po
      czym pyta, czy ustalaliśmy coś na ten weekend i czy przypadkiem nie ma akurat
      dyżuru. Skleroza to czasem pożyteczna rzecz wink
      • barbara001 Re: i o co mi chodzi???? 24.01.07, 20:59
        I o co ci chodzi? Zapewne o to, że godząc się na ta wywiadówkę, nie pomyślał,
        że jak się z kimś jest to wypadałoby czasem zapytać co na to ta osoba, może ma
        jakies plany i taka nagła wywiadówka może być kłopotliwa.Co nie znaczy, że ta
        osoba nie może zmienic planów lub chętnie sie dostosowac, ale....o wszystkim
        trzeba pogadać, spytać się.
        Na początku naszego związku równiez M składał takie szybkie deklaracje, eks
        dzwoni i pyta, weźmiesz na dzisiejszy wieczór dziecko? M- oczywiście. A ja mam
        w torebce dwa bilety do teatru na wieczór, taka niespodzianka. I potem wracam z
        pracy zadowolona, że zrobę M taki fajny prezent i patrze, a tu siedzi dziecko...
        Oczywiście nie jest to sytacja nie do rozwiazania, gdyby M powiedział mi
        wcześniej, słuchaj dzwoniła eks, zabieramy dzisiaj dziecko na wieczór, ja mówie
        ok, bilety daje kolezance, rezerwuje inny termin i oddaje, te które już
        kupiłam, zawozimy na noc dziecko do babci, albo na trzy godziny zamawiamy
        sasiadkę opiekunkę. Wszystko da sie załatwić. Po takiej i podobnych sytacjach m
        nauczył sie i jak eks składa nagłe propozycje M dzwoni do mnie i pyta czy ok.
        Taki telefon był tez swego czasu jawnym dowodem dla eks, że nie ma prawa i
        możliwości dysponować czasem M bo takie nagłe żadania były dosć częste w stylu:
        przyjedź o 16 ( a M o 16 w pracy), albo -umówiłam dziecko z jej koleznką na
        sobotę na 17 na placu zabaw, a to nasz weekend i tak się złożyło, że tego dnia
        moja babcia miała okragłą rocznicę i wyprawiała wielką imprezę daleko za
        miastem.
        Na pewno mądry ten tój chłop i zrozumie, mój też mądry tylko powiedziec mu
        trzeba było. I żadnych wielkich konfliktów ta drobna zmiana nie spowodowała.
        • mara68 Re: i o co mi chodzi???? 25.01.07, 09:02
          Dzięki macoszki - dochodzę do wniosku że to właśnie chodzi o ten brak
          poinformowania mnie. A może nawet nie na 100% o to, tylko o brak uwzględnienia
          mojej osoby w tym wszystkim. Dzwoni Eks prosi M. o wzięcie dziecka, albo o
          zebranie,weekend, czy cokolwiek innego - a M. nigdy nie mówi, że to
          skonsultuje, sprawdzi itp.-tylko natychmiast się zgadza. Z tą wywiadówką to
          przesadziłam, bo to tylko godzinka - ale zdążyłam już strzelić focha po
          deklaracji M. do Eks - że tak oczywiście, nie ma sprawy (nie wiedząc jeszcze o
          co chodzi). Takie przewrażliwienie - a to dlatego że kilka razy wcześniej byłam
          stawiana przed faktem : np. Mała informowała że ona dzisiaj u nas spi (choć nie
          było tego w planach, ale Eks coś wypadlo, spakowała ją, powiedziała M. i
          zalatwione), ewentualnie M. mówił do Małej coś jej rekompensując (siedzimy we
          troje przy stole) wezmę Cię na dwa weekendy pod rząd a po chwili do mnie czy to
          mi pasuje. Czy w sytacji kiedy Mała siedzi przy stole i tata jej obiecał, mi
          może coś nie pasować? No raczej nie. Ot i tyle.
          Wczoraj o tym rozmawialismy
        • mara68 Re: i o co mi chodzi???? 25.01.07, 09:02
          Dzięki macoszki - dochodzę do wniosku że to właśnie chodzi o ten brak
          poinformowania mnie. A może nawet nie na 100% o to, tylko o brak uwzględnienia
          mojej osoby w tym wszystkim. Dzwoni Eks prosi M. o wzięcie dziecka, albo o
          zebranie,weekend, czy cokolwiek innego - a M. nigdy nie mówi, że to
          skonsultuje, sprawdzi itp.-tylko natychmiast się zgadza. Z tą wywiadówką to
          przesadziłam, bo to tylko godzinka - ale zdążyłam już strzelić focha po
          deklaracji M. do Eks - że tak oczywiście, nie ma sprawy (nie wiedząc jeszcze o
          co chodzi). Takie przewrażliwienie - a to dlatego że kilka razy wcześniej byłam
          stawiana przed faktem : np. Mała informowała że ona dzisiaj u nas spi (choć nie
          było tego w planach, ale Eks coś wypadlo, spakowała ją, powiedziała M. i
          zalatwione), ewentualnie M. mówił do Małej coś jej rekompensując (siedzimy we
          troje przy stole) wezmę Cię na dwa weekendy pod rząd a po chwili do mnie czy to
          mi pasuje. Czy w sytacji kiedy Mała siedzi przy stole i tata jej obiecał, mi
          może coś nie pasować? No raczej nie. Ot i tyle.
          Wczoraj o tym rozmawialismy
          • mara68 Re: i o co mi chodzi???? 25.01.07, 10:59
            ups dwa razy się niechcący wkleiłam smile
Pełna wersja