Czy łatwiej jest być macochą....

30.01.07, 13:43
... kiedy samemu ma się dziecko z poprzedniego związku? Mnie sie wydaje, że
tak, bo i bliższe są nam problemy naszego partnera (sami doświadczamy
podobnych sytuacji, czy emocji), i (jak mi się wydaje) łatwiej zaakceptować
dziecko swojego partnera (w końcu on akceptuje nasze).

Tak to wygląda w mojej teorii, a jak w Waszej praktyce?
    • m-m-m Re: Czy łatwiej jest być macochą.... 30.01.07, 13:52
      ...a moim zdaniem akceptacja pasierba nie zleży to od posiadania lub nie
      własnych dzieci tylko od sumy doświadczeń własnych. Dla mnie perspektywa
      mieszkania z pasierbem pod jednym dachem byłaby nie do zrealizowania, gdybym od
      razu go nie zaakceptowała. A zaakceptowałam go jak sadzę dlatego, że sama
      miałam ojczyma i byłam na jego miejscu - jakoś nie mieści mi sie w głowie by
      np. moja mama wtedy oddała mnie na wychowanie tylko dlatego, że ma nowego pana.
      Dla mnie jest oczywiste, że dzieci powinni wychowywać rodzice, a nie
      dziadkowie, ciotki czy ojczym z macochą.
      • babe007 Re: Czy łatwiej jest być macochą.... 30.01.07, 14:26
        No tak, ale posiadanie własnego dziecka też dostarcza wielu (szczególnie w
        takiej sytuacji) cennych doświadczeń. Twoja sytuacja jest szczególna, bo to z
        Tobą mieszka pasierb. Myślałam raczej o tych macochach, które pasierbów
        mają "weekendowo" a ich własne dzieci mają takie "weekendowe" macochy. Czy nie
        łatwiej jest być życzliwym dla dziecka partnera jeżeli się myśli o tym, że
        chciałoby sie, żeby w domu ojca twojego dziecka, ktoś był życzliwym dla niego?
        (strasznie zagmatwany tasiemiec mi wyszedł, ale mam nadzieję, że zrozumiałaś co
        mam na myśli wink )
        • zielnaa Re: Czy łatwiej jest być macochą.... 30.01.07, 14:44
          Czy nie
          łatwiej jest być życzliwym dla dziecka partnera jeżeli się myśli o tym, że
          chciałoby sie, żeby w domu ojca twojego dziecka, ktoś był życzliwym dla niego?

          ---

          to raczej nie działa w ten sposób. Po prostu mając własne dziecko z
          wczesniejszego związku WIEM, ze dzieci sa różne, różnie się zachowują i nie są
          diabletami z piekła rodem, którym zalezy tylko na tym, żeby zatruć życie
          macosze. Są tylko dziećmi.
          • babe007 Re: Czy łatwiej jest być macochą.... 30.01.07, 15:02
            Niby tak, ale spotykam takie wpisy, gdzie macocha też jest matką (tyle, że
            dzieci są wspólne - z poprzedniego związku brak), czyli wie "że dzieci są
            różne", a mimo to do swoich pasierbów ma stosunek (mówiąc delikatnie) mało
            życzliwy. Może jestem stronnicza, ale takiego negatywnego stosunku w przypadku
            gdy macocha ma własne, przedzwiązkowe dziecko nie zauważyłam (nie pamiętam).
            Żeby było jasne, nie twierdzę, że wszystkie macochy, które bądź nie maja
            własnych dzieci, bądź wyłącznie dzieci z obecnego związku zawsze są pasierbom
            nieżyczliwe. Po prostu wydaje mi się (na podstawie lektury forum - czyli, jak
            to lilith kiedyś stwierdziła słusznie, mało reprezentatywnej grupy - bo
            zazwyczaj z jakimiś problemami) , że tak zdarza się częściej. I stąd mój
            pomysł, że jeżeli ma się dzieci z poprzedniego związku to (może) łatwiej
            przychodzi zaakceptowanie pasierbów.
            • zielnaa Re: Czy łatwiej jest być macochą.... 30.01.07, 15:16
              może to kwestia wieku dzieci smile mój syn jest najstarszy z całej czeredy i może
              w związku z tym mam dystans do tego, co czasem wyczynia syn mojego męża (o kilka
              lat od mojego młodszy). Nawet ostatnio wspomniałam o tym mojemu mężowi, że gdyby
              nie doświadczenia z moim to chyba zadusiłabym jego syna gołymi rękoma wink
              (wiesz, koncówka ciązy, te klimaty... smile). No i nasz wspólny syn, który ściśle
              trzyma się standardów wyznaczanych przez starszych braci wink Koszmar, mówię Ci
              big_grin Ale tylko wtedy, gdy nie ma się do tego dystansu smile. Podstawowym
              wyposażeniem macochy wg mnie powinno byc m.in.: dobra znajomość własnej
              wartości, duże poczucie humoru i częste powtarzanie sobie" Panie, daj mi pogodę
              ducha, żebym potrafiła znosić to, czego zmienić nie mogę, wytrwałość, żebym
              zmieniała to, co zmienić mogę i MĄDROŚĆ, żebym potrafiła odróżnić jedno, od
              drugiego" smile Wtedy chyba nawet nie trzeba mieć swojego dziecka, żeby nie dyszeć
              niechęcią do pasierbów...
            • kai_30 Re: Czy łatwiej jest być macochą.... 30.01.07, 15:18
              Bywa naprawdę różnie, i to chyba jednak po prostu zależy od tego, jakim się jest
              człowiekiem, a nie, czy się ma dzieci własne, czy nie.

              Niektórym to pomaga, bo pamiętają "tę drugą stronę barykady" i stosują chwalebną
              zasadę "traktuję Twoje dziecko tak, jak chciałabym, żebyś traktował moje".
              Wiedzą też, że dzieci są różne - jedne łatwiej kochać i akceptować, inne
              trudniej, i żadna to ich zasługa czy wina.

              I inne znów mają hopla na punkcie własnego dziecka i pasierbowie w życiu do tego
              ideału nie dorosną. Zwłaszcza jeśli (a tak się zdarza) owo własne dziecko akurat
              jest grzeczne, miłe i dobrze wychowane, a pasierb sprawia problemy. I
              nieistotne, że być może te problemy po części wynikają z zaburzonego systemu
              rodzinnego - "tamto dziecko" jest złe, i koniec. Szczególnie jeśli dzieci dzieli
              duża różnica wieku - własne dziecko macochy jest małym rozkosznym szkrabem, a
              pasierb jest zbuntowanym nastolatkiem z burzą hormonów. To nawet w pełnych
              rodzinach bywa szokiem dla rodziców wink
    • jowita771 Re: Czy łatwiej jest być macochą.... 30.01.07, 15:16
      nie wiem do końca, bo nie mam "wcześniejszych" dzieci, ale wydaje mi się to
      prawdopodobne.
      mnie jest łatwiej z innego powodu - jestem pasierbicą. o niektórych sytuacjach
      wiem, że mogą być przykre dla pasierbicy, będę ich unikać. wiem, z czego ja się
      cieszyłam jako pasierbica i "dojeżdżająca córka" i tak staram się postępować
      wobec mojej pasierbicy. mogę się mylić, bo ludzie są różni i to, co mnie się
      podobało, jej nie musi.
      • dominika303 Re: Czy łatwiej jest być macochą.... 30.01.07, 15:38
        oj nie wiem ..............
        ale NM widząc mnie jak bawię sie ze swoja siostrzenica , która jest równolatką
        z pasierbica powiedział, ze młodej nie polubię sad((

        ps
        jestem bezkontaktowa i jako bezkontaktowa to akceputje pasierbice z jej
        zaletami i wadmi, ale gdybym nagle stała sie kontaktowa ....to nie wiem jakby
        to było sad
        Ale myslę, ze posiadanie własnego potomstwa nie zmienia tak wiele w naszym
        postrzeganiu dzieci .
    • morskie_oko Re: Czy łatwiej jest być macochą.... 30.01.07, 15:56
      Być może jest coś na rzeczy w tym co piszesz. Może to taka "transakcja
      wiązana" - traktuję jego dziecko tak, jakbym chciała, by on traktował moje?
      Akceptuję jego przeszłość, tak jak on akceptuje moją? Sama nie wiem. Z drugiej
      strony wydaje mi się, że nawet gdybym nie miała własnego dziecka, mój stosunek
      do jego syna byłby taki sam, bo ja po prostu lubię młodego. W końcu gdybym była
      zazdrosna, to moje dziecko tym bardziej tę zazdrość by eskalowało. A może
      rodzicielstwo skutecznie oducza egoizmu - ja wiem, że mam na świecie
      najważniejszą dla mnie istotkę i wiem, że mój mąż też taką istotkę ma, dlatego
      łatwiej nam to zaakceptować? Choć z drugiej strony czytam historie kobiet,
      które po urodzeniu własnego (wspólnego) dziecka stały się bardziej zaborcze o
      męża. Nie wiem, nie potrafię znaleźć jednoznacznej odpowiedzi.
      • cleopa Re: Czy łatwiej jest być macochą.... 30.01.07, 16:17
        Mi zdecydowanie pomaga.Mam nastoletnia córke i latwiej jest mi wczuc sie w
        psychike córki mojego mężczyznysmile
        Lubie Mloda Mojego faceta staram sie ja traktowac tak jak bym chciala aby bylo
        traktowane moje dziecko smile
    • ciemnanocka Re: Czy łatwiej jest być macochą.... 30.01.07, 18:56
      A mi chyba jest tak latwiej jak jest. Jakbym miala swoje dziecko dochodzily by
      pewnie problemy na linii mąż - moje dziecko. A tak to jest oki.
    • kicia031 Re: Czy łatwiej jest być macochą.... 30.01.07, 22:46
      Mysle ze tak. Przede wszystkim dlatego, ze zeby byc przyzwoita macocha, trzeba
      miec troche doswiadczenia zyciowego, wyobrazni, empatii - a takich cech czesto
      czlowiek nabywa, gdy sam dostanie po dupie i zaczyna cenic to co ma i szukac
      dobrych i pozytywnych stron w relacjach z ludzmi...
      • m-m-m Re: Czy łatwiej jest być macochą.... 31.01.07, 09:24
        Ależ Kiciu, na moim przykładzie widać, że aby byc dobrą maochą niekonieczne
        trzeba mieć dziecko własne i nieudany związek za sobą. Mam wystarczająco dużo
        doświadzeń życiowych, które otrzymałam od losu dosyć wcześnie by cenić swoją
        patchworkową rodzinę.
        • kicia031 Re: Czy łatwiej jest być macochą.... 31.01.07, 09:34
          m-m-m przeciez wiesz, ze my inaczej definiujemy termin "dobra macocha"
          • m-m-m Re: Czy łatwiej jest być macochą.... 31.01.07, 09:58
            No, tak dla Ciebe "dobra macocha" to w moim pojęciu jak druga matka, tyle że
            bez praw do dziecka, ale ma dbać o nie jak o własne nic za to w zmian nie
            oczekując.
            A dla mnie "dobra macocha" to osoba życzliwa, rozumiejąca syndrom DDR, nie
            przeszkadzająca w kontaktach dziecko-ojciec, ale i wymagająca dla siebie
            odpowiednich rozmiarów przestrzeni życiowej, gdzie jest równe miejsce i dla jej
            potrzeb i dla potrzeb pasierbów.
            • kicia031 m-m-m 31.01.07, 15:24
              Nie sadze, by roznice miedzy nami do tego sie ograniczaly, raczej leza one na
              bardziej fundamentalnym poziomie podejscia do zycia, rodzicielstwa i
              macierzynstwa. I zobowiazania moralnego silniejszego (dorosly) wobec slabszego
              (dziecko).
              I to roznice tak glebokie, ze raczej nie znajdziemy wspolnego pola do dyskusji.
              • m-m-m Re: m-m-m 31.01.07, 15:37
                I zobowiazania moralnego silniejszego (dorosly) wobec slabszego
                (dziecko).



                Możliwe. Ja nie uważam, aby każdy dorosły był zobowiązany wobec każdego
                dziecka. Zobowiązany moim zdaniem jest tylko wobec własnych dzieci - wobec
                reszty może, ale nie musi podejmować jakichkolwiek działań. Jeśli je podejmie -
                to dobrze, jeśli nie - to jego prawo nic nie robić i nie być za nie
                podejmowanie działań negatywnie ocenionym.
                • chalsia Re: m-m-m 31.01.07, 16:09
                  > Możliwe. Ja nie uważam, aby każdy dorosły był zobowiązany wobec każdego
                  > dziecka. Zobowiązany moim zdaniem jest tylko wobec własnych dzieci - wobec
                  > reszty może, ale nie musi podejmować jakichkolwiek działań. Jeśli je
                  podejmie -
                  >
                  > to dobrze, jeśli nie - to jego prawo nic nie robić i nie być za nie
                  > podejmowanie działań negatywnie ocenionym.

                  hmmmm, myślę, że podobnie ludzie tłumaczyli swoje niedziałanie w trakcie II
                  wojny światowej, gdy żydowskie dzieci wywożono na śmierć.
                  Chalsia
                  • dominika303 Re: m-m-m 31.01.07, 16:11
                    Chalsiu ,
                    nie przesadzasz?????
                    • chalsia Re: m-m-m 31.01.07, 16:30
                      nie przesadzam.
                      Mam prawo do swoich poglądów, uczuć i emocji i to co napisała mmm dokładnie
                      TAKIE skojarzenie wywołało. To jest jak dla mnie ten sam tor/tok myślenia.
                      Chalsia

                      ps. i nie oznacza to, że uważam mmm za faszystkę smile))) bo to nie było
                      skojarzenie, że mmm myśli tak jak Ci co dzieciom w czasie wojny nie pomagali,
                      tylko, że pewnie w taki sposób myśleli Ci co dzieciom w czasie wojny nie
                      pomagali.
                      • dominika303 Re: m-m-m 31.01.07, 16:38
                        Chalsiu oki smile)
                        masz prawo do swoich poglądów smile

                        I dziękuję za wyjaśnieniesmile)

                        Choziaż to porównanie trąci trochę myszką sad
                        No ale ..... smile
                        • chalsia Re: m-m-m 31.01.07, 17:01
                          > Choziaż to porównanie trąci trochę myszką sad

                          no niewątpliwie JESTEM starsza od Ciebie.
                          Chalsia
                          • dominika303 Re: m-m-m 31.01.07, 17:18
                            Chalsiu smile
                            nie o wiek mi chodziło smile)))
                            • chalsia Re: m-m-m 31.01.07, 17:34
                              uważam, ze akurat tego co ludzie ludziom czynili w czasie II wojny nigdy nie
                              powinno iść w zapomnienie, nawet jesli komus to myszką trąci.
                              Chalsia
                              • dominika303 Re: m-m-m 31.01.07, 17:55
                                mnie raczej poraziło porównanie macochowego braku angażowania się w wychowanie
                                pasierbów do braku reakcji otoczenia na jawną śmierc żydowskich dzieci !
                                I pozostawiło to niesmak!

                                Inne czasy i inna skala problemu.
                                I łaczenie tego jest co najmniej nie na miejscu.

                                Ale jak to juz wyżej napisałam , zgadzam sie, ze każdy ma prawo do swoich
                                poglądów.
                                pozdrawiam
                                • chalsia Re: m-m-m 31.01.07, 18:08
                                  no to nie zrozumiałaś Dominiko.

                                  Nie chodzi o porównanie braku angażowania w wychowanie pasierbów z brakiem
                                  reakcji na śmierć dzieci.

                                  Chodziło o to, że za jednym i za drugim BRAKIEM DZIAŁANIA/zaniechaniem stał ten
                                  sam sposób myślenia.
                                  Chalsia
                                  • dominika303 Re: m-m-m 31.01.07, 18:17
                                    Chalsiu ,

                                    Tak czy siak > porównywanie jakichkkolwiek zachowań do ówczesnego świata jest
                                    delikatnie mówiąc nietaktem sad((
                                    • dominika303 Re: m-m-m 31.01.07, 18:59
                                      I żeby zakończyć ten temat dodam, ze mojego pradziadka zastrzelono za pomoc
                                      żydom, moja babcia miała do niego o to żal, bo została jako 19latka z chora
                                      matką i 5rgiem rodzeństwa półsierotą, która niemcy upodobali sobie i dręczyli
                                      ją za zachowanie jej ojcasad(

                                      Więc Chalsiu prosze nie mieszaj duchów przeszłosci do maochowania !!

                                    • chalsia Re: m-m-m 31.01.07, 23:47
                                      skoro Ci konotacja wojenna przeszkadza, to dokładnie taki sam tok myślenia stoi
                                      również za przypadkami nie reagowania na bicie dzieci za ścianą albo na
                                      szarpanie i klapsowanie nieposłusznego dziecka w sklepie.
                                      Chalsia
                                      • m-m-m Re: m-m-m 01.02.07, 09:40
                                        to dokładnie taki sam tok myślenia stoi
                                        >
                                        > również za przypadkami nie reagowania na bicie dzieci za ścianą albo na
                                        > szarpanie i klapsowanie nieposłusznego dziecka w sklepie.



                                        Zaraz, zaraz, to jakieś nieporozumienie: ja miałam na mysli zwykłe
                                        zaangażowanie wychowawcze, typu pilnowane lekcji, zwaracanie uwagi na bałagan w
                                        pokoju, czy niestosowne zachowanie o ile nie jest ono kierowane bezpośrednio
                                        wobec macochy/ojczyma. Od tego jest rodzic i niech on się wychowawczo szarpie,
                                        a nie oczekuje, że ktoś za niego to zrobi.
                                        A co do bicia dziecka za ścianą: humanitarnie, anonimowo poinformowałabym
                                        policję, ale na pewno nie brałabym tych problemów do własnego domu.
                                        Dla mnie bicie dziecka to nie to samo co branie na siebie odpowiedzialności
                                        jakim człowiekiem będzie pasierb.
                                        • chalsia Re: m-m-m 01.02.07, 11:16
                                          teraz dopiero podałaś "co autor miał na myśli pisząc" to co napisałaś wczesniej.
                                          A wczesniejszy tekst NIE uszczegółowia co konkretnie miałaś na myśli.

                                          Do Erin
                                          Dla mnie obowiązkiem dorosłego jest istot słabszych (a takimi sa dzieci,
                                          wszystko jedno CZYJE) - i ten właśnie obowiązek jest wyrazem człowieczeństwa.
                                          Bo człowieczeństwo - bycie człowiekiem (a nie zwierzęciem) - nie polega
                                          na "odruchach" i dobrej woli, ale właśnie na zobowiązaniu.

                                          Chalsia
                                          • e_r_i_n Re: m-m-m 01.02.07, 12:01
                                            chalsia napisała:

                                            > Dla mnie obowiązkiem dorosłego jest istot słabszych (a takimi sa dzieci,
                                            > wszystko jedno CZYJE) - i ten właśnie obowiązek jest wyrazem człowieczeństwa.

                                            Ale co istot słabszych?
                                            • chalsia Re: m-m-m 01.02.07, 12:15
                                              działanie na rzecz
                                              • e_r_i_n Re: m-m-m 01.02.07, 12:20
                                                W nieograniczonym zakresie na rzecz każdego dziecka?
                                            • wyksztalciuh Re: m-m-m 01.02.07, 13:47
                                              > Ale co istot słabszych?

                                              IQ = 75
                                              • e_r_i_n Re: m-m-m 01.02.07, 14:01
                                                IQ<75, skoro uznałaś zdanie Chalsi za pełne.
                                                • babe007 Re: m-m-m 01.02.07, 14:16
                                                  To oczywiste, że zdanie nie było pełne, ale jego sens (jeżeli przeczytało się
                                                  całą wymianę zdań) był jasny. Nie było tylko wiadomo w jakie dokładnie słowa
                                                  autorka chciała swoją myśl ubrać.

                                                  Też odebrałam Twoje pytanie jako "czepnięcie się"

                                                  PS. Zauważyłam, że się chalsi szybciej pomyslało niz napisało, ale bez problemu
                                                  zrozumiałam o co jej chodzi...
                                                  • e_r_i_n Re: m-m-m 01.02.07, 14:20
                                                    babe007 napisała:

                                                    > To oczywiste, że zdanie nie było pełne, ale jego sens (jeżeli przeczytało się
                                                    > całą wymianę zdań) był jasny. Nie było tylko wiadomo w jakie dokładnie słowa
                                                    > autorka chciała swoją myśl ubrać.

                                                    Ja też zrozumiałam o co chodzi, ale chciałam, zeby autorka to napisała, coby
                                                    potem nie było, że sobie coś dopowiadam.
                                          • m-m-m Re: m-m-m 01.02.07, 13:07
                                            teraz dopiero podałaś "co autor miał na myśli pisząc" to co napisałaś wczesniej.
                                            A wczesniejszy tekst NIE uszczegółowia co konkretnie miałaś na myśli


                                            Nie napisałam wcześniej, bo mnie nie było w necie.
                      • e_r_i_n Re: m-m-m 31.01.07, 19:53
                        chalsia napisała:

                        > nie przesadzam.

                        A ja uważam, że przesadzasz. MMM napisała o zobowiązaniach, Ty, pisząc o
                        niereagowaniu na krzywdę żydowskich dzieci, nie pisałaś o zobowiązaniach.
                        Reakcja na krzywdę innego człowieka nie jest obowiązkiem, tylko oznaka
                        człowieczeństwa.
                        • chalsia Re: m-m-m 31.01.07, 23:44
                          e_r_i_n napisała:

                          > chalsia napisała:
                          >
                          > > nie przesadzam.
                          >
                          > A ja uważam, że przesadzasz.

                          ani Ty ani ktokolwiek inny nie ma prawa oceniania, czy moje odczucia są czy nie
                          są przesadzone, bowiem to ja czuję a nie Ty.
                          Możesz się z tym co napisałam nie zgadzać, ale oceniać - nie.
                          Chalsia
                          • e_r_i_n Re: m-m-m 01.02.07, 08:10
                            chalsia napisała:

                            > ani Ty ani ktokolwiek inny nie ma prawa oceniania, czy moje odczucia są czy
                            > nie są przesadzone, bowiem to ja czuję a nie Ty.

                            Ale gdy o tym zaczynasz pisać na forum, to już dajesz innym prawo do oceny.

                            O powtórzę - czym innym są obowiązki, jakie wobec dzieci mają rodzice, a nie
                            maja macocha czy ojczym, czym innym ludzkie odruchy (A NIE OBOWIĄZKI), jak
                            reagowanie na bicie za scianą, czy ustapienie miejsca staruszce.
                  • m-m-m Re: m-m-m 31.01.07, 16:14
                    Chalsiu, nie przesadzaj.
                    Macocha/ojczym mogą, ale nie muszą uczestniczyć w wychowaniu pasierba. Nie
                    muszą jeśli nie chcą brać na siebie tej odpowiedzialności.
                    A żydowskie dzieci? No cóż, ostanio czytałam takie opracowanie, że na to
                    wywożenie było wręcz przyzwolenie i raczej nikt sobie swojej biernośi nie
                    tłumaczył i nie próbował oczyscić wyrzutów sumienia.
    • reksia Re: Czy łatwiej jest być macochą.... 31.01.07, 11:30
      ja mam taką sytuacje o jakiej piszesz smile z tym ze w praktyce niestety nie ma
      zadnej sprzedaży wiązanejuncertain

      w praktyce im wiecej osób, tym wiecej relacji miedzy poszczególnymi członkami
      trzeba ustalić , trzeba ustalić wiecej granic, czasem biorąc pod uwagę
      wyjatkowo czułe niuanse,

      wiele razy jest tak, ze dłuższy czas trwa zanim okresli sie i nazwie konkretnie
      jakiś problem, potem jeszcze praca nad znalezieniem rozwiązania będąca
      kompromisem dla obu stron danego konfliktu czy nieporozumienia,

      często nalezy wypróbować kilka rozwiązań nim znajdzie się własciwe, nalezy
      przy tym brać pod uwagę chociażby preferencje i czy typy charakterów,
      przekonania, upodobania itp wiekszej ilości osób

      no i pózniej trzeba te rozwiązania wprowadzić w zycie i to chyba najtrudniejsze
      bo trzeba zmienić czasem utarte schematy , trzeba wiec działac bardzo
      konsekwentnie i z duzym, duzym wyczuciem


      moim zdaniem to nie kwestia ilości osób, które masz w układance , to nie jest
      kwestia sprzedazy wiążanej czy niewiązanej,

      wpływa na tą sytuację tak wiele i róznych czynników, że nie ma nawet sensu
      próbować tego systematyzować,

      mozna co najwyżej we własnym zakresie starać sie jak najbardziej ŚWIADOMIE i w
      DOJRZAŁY sposób PRÓBOWAĆ nad tym pracować wkładając serducho własne,

      siegać po rozwiązania przeróżniaste,

      bo i tak codziennie wyskakują nowe zadziwiajace czasem sprawy i problemy,
      (im wiecej osób w układance tym wiecej takich, uwierz wink)

      ale swoją drogą w NORMALNEJ rodzinie, tez takie sytuacje sie zdarzaja i są
      rodziny, gdzie takie problemy sie lekcewazy i takie gdzie sie nad nimi pracuje
      z poszanowaniem godności wszystkich członków, od najstarszych do najmłodszych,

      wiec moim zdaniem to nie ma znaczenia czy rodzina jest składana czy pełna, po
      prostu nalezy O NIĄ DBAC KAZDEGO DNIA, dbac o kazdy szczegół, o kazdą z osób i
      kazdej z osób dać mozliwośc samorealizacji i wspierać się wzajemnie,

      no i podstawa
      PARTNERZY MUSZĄ DZIAŁAĆ ZAWSZE WSPÓLNIE( be z apelacyjnie)

      czy w składanej czy pełnej rodzinie i to współdziałanie moze być mylinie
      postrzegane jako potrzeba sprzedaży wiązanej, a to li tylko potrzeba by na
      straży całej rodziny istniała wspólnota miedzy "dorosłymi-decydującymi"
      partnerami, silna, czysta więź


      musi istniec konkretna podstawa, silna podstawa

      tzw MIŁOŚĆsmile

      moje zdanie jest takie, ale mogę sie mylić , a teraz zmykam do pracy;P
Inne wątki na temat:
Pełna wersja