anastazjapotocka
09.02.07, 13:24
Muszę się wygadać, bo od wczoraj mnie to męczy i mam przez to taką depresję,
że nie mogę spokojnie pracować, więc siedzę i nic nie robię, tylko się głupio
wściekam...
Czekałam sobie na mojego męża (który zapowiedział, że się tak z godzinkę
spóźni) w ulubionej kawiarni przy kawie late i byłam w świetnym nastroju.
Przy stoliku obok usiadły dwie dziewczyny, na oko: 20-21 lat. Tipsy, fryzury,
makijaż, solarium, markowa garderoba (z tej wyglądającej jak tandetny łach, a
kosztującej majątek), stringi nad biodrówkami, tatuaż - no, pełny wypas.
Rzuciły mi owe panienki pełne uwagi, taksujące spojrzenie, nie zauważyły nic
groźnego (pani w średnim wieku spowita od stóp do głów w czekoladoway zamsz -
sama nuda) i zaczęły ze sobą rozmawiać.
Od pierwszych ich słów zrobiło mi się słabo, bo rozmawiały o panach, których
znam (jedych lepiej, innych gorzej) i to w takim konteksćie, że dyskretnie
wyjęłam z torebki dyktafon i go włączyłam (jako rasowa dziennikarka dysponuję
wysokiej klasy zminiaturyzowanym sprzętem, który mam zawsze przy sobie).
Jedna z pań przedstawiała drugiej pani swoje plany na najbliższą przyszłość,
które to plany przedstawię w skrócie:
Jako że pani skończyła właśnie 27 lat (!) i studia podyplomowe, musi zacząć
poważnie myśleć o swojej przyszłości. Dość więc już romansów z żonatymi
faciami (tu padły nazwiska panów mi znanych), zresztą, ci panowie jadą
ostatnią parą na viagrze, z żonami się nie rozwiodą, są skąpi dość i wiecej
się z nich już nie wyciśnie.
Dlatego pomysłowa pani postanowiła zajść w ciążę z panem (nazwisko mi znane,
a jakże), bo pan jest jak na swój zaawansowany wiek dość wrażliwy, chce mieć
własne dzieci, bo RAPUCHA BEZPŁODNA (to określnienie tej pani na żonę pana),
wychowuje dzieci z adopcji.
Nawet już pani jeździła oglądać willę pana, a RAPUCHĘ Z MAŁYMI PRZEFLANCUJE
SIĘ do mieszkanka w mieście.
Nie znam dalszych planów pani, bo na horyzoncie pojawił się mój mąż.
Kiedy szedł w moją stronę, panienka rzuciła mu przytomnie pod nogi torebkę i
zaświergotała: och, najmocniej przepraszam!
Moje Chłopisko obeszło torebkę łukiem, na panienki nawet nie spojrzał (jeśli
kretynka myślała, że mój mąż rzuci się podnosić tę jej parszywą torebkę, to
się zawiodła).
Nie posiedzieliśmy długo, bo miałam dość obecności tych kreatur.
W aucie puściłam mężowi rozmowę panienek.
Słowo ludzkie nie opisze jego reakcji i wrażenia!!!
Najdelikatniejsze określenie na panienki to "tanie szmaty".
Najgorsze jest to, że moje Chłopisko negocjuje teraz ze mną pożyczenie mojego
dyktafonu, bo chce ostrzec tego pana.
Mąż uważa, że pan padł ofiarą spisku i trzeba mu pomóc.
A ja dostałam depresji i nie wiem co mam robić.
Dać mu czy nie dać?
Dyktafon, oczywiście...