kylie7
16.02.07, 20:59
Nie jestem z nim dlugo, mialam male problemy z jego corka, pisalam tu juz raz na tym forum o tym, jakos w miare sie nasze stosunki jednak z czasem ulozyly…
Ale to, co moj M. mi powiedzial niedawno i dzis i wczoraj, tak po trochu, to scielo mnie z nog i obawiam sie, ze to koniec mojego zwiazku…
Jego byla zona kazala mu wybierac miedzy mna a dzieckiem. Powiedziala, ze nie bedzie dziecka wiecej widywal, jak bedzie ze mna. Uzasadnila to niby tym, ze jego corka, tzn. ich corka (8 lat) niby jej powiedziala po ktoryms z naszych wspolnych spotkan w trojke, ze „tata jej juz nie kocha, tylko kocha swoja dziewczyne“.
No i jego byla sie wkurzyla i powiedziala, ze skoro ja jestem dla niego wazniejsza niz corka, to jej nuz nie bedzie ogladal. I ze ona od zawsze wiedziala, ze corki nigdy nie kochal niby, tak jak jej niby nigdy nie kochal…
Jezuuu… wszystko mi sie wali… On jest zalamany, nie wie co ma zrobic. Jakiekolwiek odpowiedzi z jego strony u niej koncza sie tym samym tekstem: Skoro tak, to Agi nie bedziesz juz widywal.
Moze sobie na to pozwolic, poniewaz on ma sadownie ustalone widywanie dziecka tylko co drugi weekend – jednak ona mimo to godzila sie na czesciej, moze widziala, ze Mala chce do taty, nie wiem. I ona dobrze wie, ze M jest glupi za corka i jest ona dla niego najwazniejsza, wiec go szantazuje, znalazla jego czuly punkt, wie gdzie go ubodnac, a on sie boi jej w jakikolwiek sposob odpowiedziec czy tez czyms zagrozic, czy urazic, bo naprawde wystarczy, ze ona powie „Nie“ i znow straci kontakt z corka…
Ale nie rozumiem, dlaczego ona taka jest, dlaczego nam to robi…
Ich malzenstwo skonczylo sie 7 lat temu, trwalo zaledwie pol roku, to ona go zostawila i poszla do kochanka, z ktorym jednak juz nie jest. No i jakos nie ulozyla sobie zycia przez te lata – ale dlaczego on nie moze byc szczesliwy? Dlaczego jak wreszcie znalazl mnie po tylu latach samotnosci, i chce zalozyc rodzine i byc ze mna, ona wszystko psuje i nie zyczy mu tego? Przeciez nie sadze, ze go chce z powrotem, ale dlaczego jest zazdrosna?
Co ja jej przeszkadzam?
Tym bardziej, ze lubie ich corke i ani jej nie krzywdze, bawie sie z nia, rozmawiamy, mamy normalny, jako tako kolezenski uklad.
A ona o mnie sie wyraza, jakbym byla ostatnia zdzira, choc w ogole mnie nie zna…
Moj M na to pozwala, bo sie boi, ona sie wscieka, wpada w furie, robi mu awantury, grozi np. tez, ze wyjedzie z dzieckiem gdzies i on moze sobie ich szukac… Co mam robic?
Jak mam postepowac w tej sytuacji? Ma ktoras z Was podobne doswiadczenia??
Czy zostawi nas w spokoju? Kiedy? Jak sama kogos znajdzie? Dopiero
Narazie moj M powiedzial, ze nie bedziemy sie lepiej spotykac, jak jego corka jest u niego – wtedy Mala nie bedzie matce mogla mowic, ze ja bylam czy cos. Ale czy na dluzsza mete sie tak da? JA mam ustalac moj plan dnia i wychodzic, bo jego Eks decyduje, kiedy mu dziecko da, zaleznie od jej humorow?
Jeszcze niedawno to robila wrecz odwrotnie, ale takze nam na zlosc, tzn. dawal dziecko na caly weekend, bo wiedziala, ze nie bedziemy wtedy mogli byc sami...ech
Boje sie najbardziej, ze on, choc na pewno mnie kocha, jednak corke kocha bardziej… I jak naprawde zostanie postawiony pod sciane i bedzie wybieral, to mnie nie wybierze…
K.