Jestem tu nowa, moja historia

25.02.07, 19:42
Witam dziewczyny, troche was od jakiegos czasu podczytuje.
Dzis odwazylam sie napisac. Moja historia jest dziwna. Moj narzeczony sypial
z pewna dziewczyna ponad 3 lata temu. Ona zaszla w ciaze, potem sie okazalo,
ze aborcja jest wykluczona z jakichs wzgedow zdrowotnych. W miedzyczasie jak
ona byla w ciazy on mial kolejne dziewczyny. Jak go poznalam to wlasnie mu
sie corka urodzila. przy tym zaznaczam, ze oni nigdy nie byli razem. Jestesmy
razem 2,5 roku, on zaczal cos o slubie i dziecku napominac. Ale...

Ja jego corke widzialam tylko raz, w tym roku na swieta przywiozl ja na 3
godziny. Ciagle tam do niej jezdzi i tam siedzi. Mala ma juz prawie 3 lata.
Nie wiem jakie sa uklady miedzy nimi ale wszystko jest na dogadanie sie.
zadnych prawnych rozwiazan. On tam ciagle jezdzi. ona mieszka z rodzicami.
Teraz postanowila ze wyjedzie z dzieckiem za granice na stale.

Mala jak u nas byla to tylko tatus, tatus tatus, gdzie mamusia?

I dzis nagle on mi zakomunikowal, ze nasz jedyny urlop w tym roku spedzimy z
mala. Slabo to widze, bo wogole jej nie znam. I nagle moj wymarzony urlop mam
jechac z nimi. On bedzie sie zajmowal dzieckiem a ja co?

Na dodatek jego matka mnie nienawidzi. A on jak jedzie do malej to klamie ze
jedzie do pracy. Ja nic do niej nie mam tylko te klamstwa mnie wykanczaja.
Ciagle wysluchuje ze wszystkich stron ze jestem egoiska i zabieram dziecku
tatusia.

Ale czy ja nie mam prawa myslec o sobie? O swoim szczesciu? Przeciez ja tego
dziecka nie znam. jESTEM DLA DZIECKA NIKIM I NIGDY nie bede kims - tak
notabene mowi mi moja przyszla tesciowa.

Nie wiem, czy moge nazwac siebie macocha, ale emocje ktore przezywam sa
bardzo podobne do waszych
    • dominika303 Re: Jestem tu nowa, moja historia 25.02.07, 20:11
      Elfi - witaj w gronie smile)

      Nie podobają mi sie te kłamstwa sad(

      Ale piszesz tez o ślubie i wspólnym dziecku - jak twój facet widzi was jako
      rodzinę? z jednej strony ty i wasze dziecko, a z drugiej pokryjome spotkania z
      córką ? sad jakos słabo to widze na dłuższa metę sad - przynajmniej ja nie
      dałabym rady żyć w takim układzie .

      Na twoim miejscu też miałabym obawy sad
      Nie wiem co ci porazdą dziewczyny,ja radzę długa i szczera rozmowę , w której
      powiesz nie tylko o uczuciach ale i oczekiwaniach!
      No i chyba po takim czasie wspólnego życia masz prawo wymagać prawdy !

      Pozdrawiam i trzymaj sie.
      • elfi Re: Jestem tu nowa, moja historia 25.02.07, 20:43
        Dluga i szczera rozmowa to duzy problem, dzis np trzasnal drzwiami i wyszedl. A
        ja sie po raz kolejny zapytalam jak to bylo - on nie chce z nia byc czy ona z
        nim? I jak ona sie okresla na to ze nie sa razem?
        Problem w tym ze oni oboje sa z rozbitych rodzin i moze dla tego taka
        spolaryzowana rodzina nie jest dla nich problemem.
        Kocham go i jest mi z nim bardzo dobrze, ale te klamstwa.... I zwalanie
        wszystko na mnie. Ze niby ograniczam mu kontakty z dzieckiem. Cala tamta
        rodzina ma mnie za wroga

        A ja przez te 3 godziny z mala bardzo dobrze sie z nia dogadywalam.
    • mira59 Re: Jestem tu nowa, moja historia 25.02.07, 21:45
      Masz prawo do prawdy!
      Myślę,że powinniście - pomimo wszystko - spokojnie porozmawiać.I on powinien
      się jasno określić w kwestii dziecka,które już jest (np.w każdy piątek w
      gdoz.jestem z dzieckiem).Bo z kłamstwami daleko nie zajdziecie.
      Tylko szczera,spokojna (na ile to się da) rozmowa,nie atakowanie pozwoli Ci
      czuć się pewnie w związku.
      Życzę powodzenia i pozdrawiam.
    • pom Re: Jestem tu nowa, moja historia 25.02.07, 21:59
      czesc, Elfi
      sorry, ze tak bezpardonowo ale ja osobiscie wyautowalabym sie z tego ukladu
      i to szybko
      • elfi Re: Jestem tu nowa, moja historia 25.02.07, 22:12
        nie przejmuj sie, licze na szczerosc, wlasnie dlatego to opisalam,

        Moja mama tez tak sadzi, chociaz zanim im powiedzialam o tej drugiej rodzinie
        narzeczonego, wszyscy byli nim bardzo zachwyceni
    • khaldum aha... 25.02.07, 22:19
      w tył zwrot i w nogi... chyba najlepsze wyjście
      i nie chodzi o dziecko faceta, a o to, że kłamie i atakuje bez istotnego powodu.

      IMHO to chory układ.
      może i ty go kochasz, ale on jeśli kocha to tylko siebie, jeśli w ogóle wie co
      to miłość.

      Zastanów się... co powiedziałabyś znajomej...

      "Ona zaszla w ciaze, potem sie okazalo,
      ze aborcja jest wykluczona z jakichs wzgedow zdrowotnych. W miedzyczasie jak
      ona byla w ciazy on mial kolejne dziewczyny. Jak go poznalam to wlasnie mu
      sie corka urodzila. przy tym zaznaczam, ze oni nigdy nie byli razem. Jestesmy
      razem 2,5 roku, on zaczal cos o slubie i dziecku napominac. Ale..."

      jakoś to ojcostwo pojawiło mu się z opóźnieniem... żal mi matki tego dziecka...

      jak dla mnie niedojrzały chłoptaś, o podejściu rodzinki, która nie traktuje cię
      poważnie nie wspomnę...
      • sylwiazion Re: aha... 25.02.07, 23:09
        Moze łatwo to pisac ale ja tez bym wziela nogi za pas i w las.....
        Pozniej bedzie juz za pozno.... sorry ale tak wlasnie mysle. Mysle ze facet
        jest niepowazny w tym co robi!!!! Jestescie ze soba 2,5 roku, mala ma 3 lata i
        ty ja widzialas dopiero pirwszy raz?????? Chory uklad, cos mi tu śmierdzi!!!!


        Pozdrawiam Sylwia

        • mrs_ka Re: aha... 25.02.07, 23:47
          Popieram zdanie poprzedniczek.
          Tak na chłodno (też zaintrygował mnie ten sam fragment, co Khaldum): "sypial
          z pewna dziewczyna ponad 3 lata temu. Ona zaszla w ciaze, potem sie okazalo,
          ze aborcja jest wykluczona z jakichs wzgedow zdrowotnych. W miedzyczasie jak
          ona byla w ciazy on mial kolejne dziewczyny. Jak go poznalam to wlasnie mu
          sie corka urodzila. przy tym zaznaczam, ze oni nigdy nie byli razem. Jestesmy
          razem 2,5 roku, on zaczal cos o slubie i dziecku napominac"

          1. aborcja wykluczona ze względów zdrowotnych? Bardziej wykluczona zdrowotnie
          niż urodzenie dziecka? Głodny kawałek, nie dawaj sobie wciskać kitu. Pomijając
          fakt, że takie wyjaśnienie nie trzyma się kupy: budzi Twoje zaufanie facet,
          ktory wyjaśniając, jak zostal ojcem dziecka, z ktorym się spotyka i które kocha,
          zaczyna od wytłumaczenia, czemu w grę nie wchodziła aborcja? Chciałabyś być z
          kimś takim na dobre i na złe?

          2. W międzyczasie ona była w ciąży, a on miał kolejne dziewczyny. Podpiszę się
          pod Khaldum: piękne świadectwo próby sprostania sytuacjiuncertain
          Coś Ci powiem i sądzę, że wiele kobiet po przejściach zrozumie sedno tego, co
          chciałabym Ci przekazać: mężczyzna, który w ważnych momentach swojego życia
          zachowuje się niegodnie nie jest dobrym materiałem na męża. To świadczy o
          słabości kruszca. Jasne, że każdemu może powinąć się noga, ale tu jakoś za dużo
          zbiegów okoliczności i niehonorowych zachowań.

          Nie wiem, postąp jak uwazasz. Mnie- jako osobie czytającej Twoje słowa- się to
          nie podoba. Nie podoba mi się też zachowanie teściowej, które po pierwsze jest
          nieprzyjemne i złośliwe (zabrzmię jak stara ciotka, ale to prawda: wiążąc się z
          facetem wiążesz się z jego rodziną, więc miej oczy szeroko otwarte na
          potencjalne problemy, bo one potem wrócą małżeńską czkawką), a po drugie: Twój
          M. powinien jasno okreslić się w tej sytuacji. Niedopuszczalne jest, aby
          pozwalał na to, aby matka poniżała najbliższą mu kobietę, z którą planuje
          przyszłość.
          Co najmniej zastanawiające jest to, o czym pisze Sylwiazion: Mała ma 3 lata,
          jesteście razem 2.5 roku i dopiero raz ją widziałaś?
          Czy Jesteś pewna, że mama Małej ma taki sam obraz sytuacji, jaki jest
          przedstawiany Tobie?

          pzdr

          a.
      • arwena_11 Re: aha... 25.02.07, 23:58
        Jakbym troche czyatła historię z mojego ex narzeczeństwa.
        Miałam kiedyś narzeczonego, który miał właśnie "imprezowe" dziecko z jakąś
        panienką. NIgdy nie byli razem. Jak go poznałam to był po rozwodzie ( z żoną
        nie miał dzieci, bo chyba ona nie mogła ), z tego co wiem od jego siostry to
        żona zdradziła go jak on był na stypendium w anglii.
        Jak analizowałam później myślę, ze przyczyną i zdrady i wszystkich innych
        kłopotów była właśnie jego córka i nieuregulowana sytuacja.

        On był prawnikiem ( z doktoratem ), ale w życiu zachowywał się jak chłop od
        pługa. Uznał dziecko, bez żadnych sądów, można powiedzieć że na ochotnika (
        nigdy nie miał pewności 100% ze to jego, bo z panienką miał kontakt tylko na
        jednej imprezie, a ona bynajmniej dziewicą nie była ). NIe miał ustalonych
        sądownie alimentów. Co lepsze nie miał nawet żadnych pokwitowań, ze płacił
        kasę, bo dawał jej do reki.
        Z córką się widywał, ale nie kolidowało to z naszymi spotkaniami czy wyjazdami
        ( ja małej nie poznałam ).
        Chciałam, żeby on uregulował wszystko sądownie. NIe uznaję załatwiania takich
        spraw "na gębe". Nawet zaczęliśmy to jakoś planować, co i jak po kolei. Bo ja
        rozumiem płacić na dziecko, ale z jakiej racji utrzymywać mamusię, która nigdy
        zoną nie była, i praca raczej również nie zhańbiła rączek ( bo to artystka
        była). Wiem, że on kochał córkę, ale zgadzał sie na wszystkie moje propozycje.
        Bardzo naciskał na ślub ze mną. Po zareczynach chciał aby data ślubu była jak
        naszyciej. Ja jakoś się do tego nie paliłam ( jeszcze studiowałam i chciałam
        mieć trochę swobody ). Data ślubu została ustalona, po jego długich naleganiach
        i negocjacjach z mojej strony jak najdalsza ( na tyle na ile udało mi sie to
        odwlec ).
        Z perspektywy czasu mam wrazenie że mnie osaczył ( razem pracowaliśmy, był ode
        mnie o 8 lat starszy ). Dwa miesiące po zareczynach, pojechałam do pracy na
        Mazury ( na obóz żeglarski jako instruktor ). Były to tylko dwa tygodnie, ale
        środek lasu, bez prądu, więc nie mogłam ładować komórki i nie miałam z nim
        zadnego kontaktu. To dało mi szansę na przemyslenie wszystkiego na spokojnie.
        Poczułam się jakbym odzyała swoje życie. Doszłam do wniosku, ze nie chcę
        spędzić z tym człowiekiem całego życia. Przecież miedzy nami stałaby nie tylko
        jego córka ale jak znam życie i jej mamusia. A ja nie lubię się dzielić kimś z
        kim jestem. Poza tym byłoby za dużo komplikacji prawnych ( mających na celu
        zabezpieczenie naszych dzieci przed dzieleniem sie z jego córką naszym
        majątkiem ).
        Może i stchórzyłam, ale jak podjełam decyzję to jakbym zrzuciła kajdany.
        Pierwsze nasze spotkanie po obozie, było jednocześnie ostatnim. Ja przeszłam
        bezboleśnie, a on nie mógł sie z tym pogodzić jeszcze z pół roku, bo pisł do
        mnie listy, ze czeka i wierzy ze bedziemy razem. Za ostatnim listem mu
        odpiałam, kłamiąc, że nie możemy być razem, bo go na obozie zdradziłam. To
        niestety był jedyny sposób, aby sie od niego uwolnić.
        Powiem szczerze że jakbym miała cofnąć czas to bym zobiła dokładnie to samo,
        czyli ucieła od takiego układu. tobie radzę to samo zrobić, gdyż u ciebie jest
        gorzej bo on kłamie ( ja na kłamstwie nigdy nie złapałam i zawsze to ja sie
        liczyłam na 1 miejscu ).
        A jeśli go bardzo kochasz i chcesz być z nim, to zadbaj o ureguloanie całej
        sytuacji. Bo potem bedzie tylko gorzej. Pozdrawiam
    • natasza39 Re: Jestem tu nowa, moja historia 26.02.07, 00:02
      elfi napisała:
      >Na dodatek jego matka mnie nienawidzi.

      Po pierwsze skąd to wiesz?
      Jesli piszesz, ze widziałaś na przestrzeni 3-ch lat raz dziecko, to
      przypuszczam, ze nie widujesz czesciej równiez jego matki.

      A on jak jedzie do malej to klamie ze
      > jedzie do pracy.

      Uhmm.
      A potem będzie kłamał, ze jedzie na delegację, gdy Ty bedziesz w ciazy, gdy on
      tymczasem... Mniejsza z tym. Kłamca, to kłamca.
      Raczej niedobrze wrózyć nalezy zwiazkowi, gdy od samego poczatku sa w nim
      kłamstwa, krętactwa i jakieś niedomówienia.

      >Ja nic do niej nie mam tylko te klamstwa mnie wykanczaja.

      A zatem jak Cie teraz wykańczaja, to pomysl co będzie później.

      > Ciagle wysluchuje ze wszystkich stron ze jestem egoiska i zabieram dziecku
      > tatusia.

      Kto to mówi?
      Tatusia to akurat nie zabrałaś. Tatus sam sie "zwinał". Watpię, zeby był razem
      z jego matką, gdyby Ciebie nie było. Zapewne byłaby inna. Sama piszesz
      o "innych dziewczynach" w międzyczasie.
      Trafiłaś na nieodpowiedzialnego, kłamliwego osobnika.
      Dziewczyno, zwijaj zagle póki czas. Tego kwiatu jest pół swiatu. A Ty jesteś
      jeszcze młoda. Nie zacyznaj życia od poświęcenia go dla kłamcy i krętacza,
      który raz juz oszukał jedną dziewczynę, a teraz oszukuje Ciebie.
      Pomyśl! Jesli oszukuje Cię w tak normalnej kwestii, jak widzenie się z własnym
      dzieckiem to co będzie później?
      Resztę wykjasniła Ci merska szczegółowo.

      • natasza39 Re: Jestem tu nowa, moja historia 26.02.07, 00:08
        natasza39 napisała:

        > elfi napisała:
        > >Na dodatek jego matka mnie nienawidzi.


        Sorry, teraz doczytałam, ze to chodzi o "jego matkę", znaczy się przyszła
        teściową.

        To juz wogóle przechlapane masz.
        Z jednej strony dziecko i matka dziecka utrzymywana w tajemnicy, a z drugiej
        strony mamuska, która bedzie mu pluła do uszu z jakimi złymi kobietami nie
        zasługującymi na synusia wiaże się jej chluba i owoc jej łona.
        UCIEKAJ!! I to szybciutko!
        • elfi Re: Jestem tu nowa, moja historia 26.02.07, 09:09
          o rany dziewczyny, dzieki za taki odzew.

          Arweno bylas rzeczywiscie w podobnej sytuacji, ja tez mam taki argument, ze nie
          lubie sie dzielic tym kogo kocham. Skutecznie mi to wybijaja z glowy - wmawiaja
          mi ze jestem najwieksza egoistka na swiecie.

          Rzeczywiscie problem w tym, ze on bardzo pozno zaczal do tego dziecka dojrzewac.
          Przez pierwszy rok mowil ze to nie jego. Dopiero ja zmusilam go do zrobienia
          testu DNA.
          Matki dziecka nie znam, prawie nic o niej nie wiem. Tylko tyle ze jest po
          przejsciach (osrodek leczenia uzaleznien), ale nic do niej nie mam - wspolczuje
          sytuacji w jakiej sie znalazla.
          Nie wiem czemu on ciagle tam jezdzi, przeciez 3letnie dziecko spokojnie juz
          mozna zabierac i przyzwyczajac do sytuacji, ale moze jej matka sie na to nie
          zgadza. Nic na ten temat nie wiem.

          Ale jesli chodzi o te klamstwa, to powstalo na zasadzie blednego kola. Raz
          powiedzial ze jedzie, a ja focha strzzelilam ( to byly poczatki), nastepnym
          razem nie powiedzial a ja go nakrylam - wtedy byla jeszcze wieksza awantura.

          To nie sa problemy dnia codziennego, raz na pare miesiecy wybucha awantura,
          potem dochodzimy do jakiegos porozumienia i jest sielanka. Tylko ja go juz rok
          temu prosilam, zeby zaczal dziecko przywozic, ile mozna im siedziec na glowie,
          moze ta dziewczyna tez sobie chce ulozyc zycie. Przez jakis czas mieszkala z
          jakims facetem - ale podejrzewam ze nie wytrzymal.

          Najgorsze sa te ustalenia "na gebe" - ja rowniez wolalabym jakies prawne
          uregulowania. Ale oni uwazaja ze to jest niepotrzebne. Na dodatek ta dziewczyna
          postanowila ze wyjedzie za granice do pracy. Dziecko bierze ze sobą.

          Niedlugo kupuje swoje mieszkanie. Mialo byc inwestycja, przeznaczone na razie
          na wynajem (mieszkam u niego) ale moze to bedzie dobra okazja do wyrwania sie z
          tego.
          • arwena_11 Re: Jestem tu nowa, moja historia 26.02.07, 11:31
            Decyzja ciężka, radziłabym ci kilka spraw:
            1 Jeżeli chcesz z nim być na stałe, to nie bierz ślubui zanim nie dostaniesz
            kwitu na mieszkanie, z własnym imieniem i nazwiskiem ( nie wejdzie w skład
            wspólnoty majątkowej )
            2. Zróbcie rozdzielnosć majątkową, aby potem wasze dzieci nie miały kłopotów ze
            spadkiem itd. ( zapisuj np wszystko na siebie ).
            3. Żeby było sprawiedliwie wykupcie małej polisę posagowa na jakąś sensowną
            kwote, aby była też zabezpieczona ( tylko benefijentem, czy jak to nazwać
            zróbcie twojego faceta a nie matkę dziewczynki ) i nie mówcie o tym matce małej.
            4. Ale to powinno być jako pierwsze, uregulujcie sprawę prawnie, sprawdź czy on
            ma jakieś kwity, że płacił na małą ( bo jak matka będzie wredna, a on nie miał
            dowodów że płacił, to może w sądzie zażądać alimentów wstecz ). Wtedy też
            możecie ustalić wizyty np u was w domu i wysokość alimentów.

            Może to wszystko odziera miłość z romantycznosci, ale takie są realia życia.
            Wszystko jest piekne i wspaniałe ale lepiej sie zabezpieczyć. Pomyśl sobie
            tylko czy chcesz tego wszystkiego. Czy ta miłość jest warta tych wszystkich
            kłopotów. Czy dasz radę żyć z nim, wiuedząc, że on będzie jeździł do córki i
            widywał sie tam z jej matką. Czy zniesiesz kolejne kłamstwa? itd.
            Na te pytania musisz odpowiedzieć sama, nikt inny tego nie zrobi. Myśle że
            jeżeli choć jhedna odpowiedź zabrzmi nie lub nie jestem pewna, powinnas dać
            sobie czas. Wyjedź gdzieś, pobądź sama. Wtedy inaczej spojżysz na wiele spraw.
            Z dystansu. A tego Ci teraz potrzeba.
            Pozdrawiam i życzę podjęcia samodzielnej decyzji. To w końcu Twoje życie i
            Twoja przyszłość. Nie zmarnuj jej.
    • klaryska_sister Re: Jestem tu nowa, moja historia 26.02.07, 15:09
      Idz za glosem serca. Jesli go naprawde kochasz, nie sluchaj dziewczyn, ktore
      radza Ci odejsc. Szkoda zmarnowac szanse na piekny oparty na prawdziwym uczuciu
      zwiazek. A wady kazdy przeciez ma. Ty pewnie tez. Trzeba umiec sobie wybaczac.
      Ale jesli sie kogos kocha, to wiele mozna mu wybaczyc.
      • pom Re: Jestem tu nowa, moja historia 26.02.07, 21:51
        > Ale jesli sie kogos kocha, to wiele mozna mu wybaczyc.

        > Szkoda zmarnowac szanse na piekny oparty na prawdziwym uczuciu

        Taaa.... aż to poczucia zeszmacenia i granic upodlenia. dochodzac do wniosku po
        latach, że się było cały czas wykorzystywanym. Ale co tam, tylko miłośc się liczy.
    • kalatula czy On na pewno jest draniem? 26.02.07, 18:03
      Długo się zastanawiałam czy pisać, bo ja w ogóle rzadko się odzywam ale ...
      straszna tu nagonka na faceta Elfi, tylko czy słusznie? Dla mnie z tego co
      napisała Elfi wynika, że:
      1. On CHCE się widywać z Córką. Ta ma dopiero 3 latka i do niedawna była (może
      nadal jest?) zbyt mała by ją zabierać od Mamy.
      2. Elfi wizyty u Małej sie nie spodobały (nadal Jej się nie podobają)
      3. On nadal chce się widywać z Córką, więc ucieka się do kłamstwa. Nie wiem może
      mu brak odwagi by postawić się Elfi.

      Co do innych kobiet w trakcie ciąży i rozważanej aborcji – wiemy tylko tyle ile
      napisała Elfi. A Elfi napisała też, że Rodzice Małej dogadują się bez sądu i
      OBOJE uważają, że tak jest OK. Czyli:
      1. Albo On nie jest takim draniem jakim wydaje się być z opisu. Jeśli Oni
      (Rodzice dziecka) od początku ustalili, że nie będą razem to te inne kobiety aż
      tak nie szokują. O aborcji też nie wiemy kto ją rozważał/sugerował?
      2. Gość jest draniem a Mama tej Małej to święta i tak wszystko mu wybaczy.
      3. Gość jest kłamliwym draniem i wiedzie podwójne życie smile

      Elfi mam nadzieje, że Cię nie uraziłam. Nie wiem, co bym zrobiła na Twoim
      miejscu. Pewnie starałabym się delikatnie dowiedzieć, dlaczego Mała nie
      przyjeżdża do Was i dlaczego On kłamie w sprawie wizyt. I czy to nie jest
      pokłosie Twoich humorów z początku związku. Wiesz jak Mała zniosła wizytę
      świąteczną u Was? Może źle? Dzieci są różne – jedne wcześniej, drugie później są
      gotowe do rozstania z Mamą.
      Nie zabraniałabym wizyt u córki – Mała ma prawo do Taty.
      Jak Twój narzeczony przyjął informacje o wyjeździe Eks i Córki? Może sobie z tym
      nie radzi?
      W sprawie uregulowań prawnych to w zasadzie to nie sprawa Macochy a Rodziców. Tu
      pewnie tylko zwróciłabym uwagę Narzeczonemu by jeśli płaci jakieś pieniądze miał
      na to dowód – jeśli przelew/przekaz zatytułowany będzie „alimenty
      na............” to nie ma co się obawiać nagłego pogorszenia się charakteru Eksi
      smile i pozwu o zaległe alimenty.
      Wg mnie to lepiej, że dogadują się bez sądu.
Pełna wersja