a czy problemy wychowawcze można tu poruszać? :-)

28.02.07, 23:20
hej, po ostatnich postach nie wiem czy ten temat tyczy się tego forum. Nie
będę się rozpisywać póki co bo jeśli temat tyczy się innego forum proszę o
jego wykasowanie. Chodzi mi o problemy wychowawcze z nastolatką, córką mojego
NM i o wasze ewentualne rady, jako matek i jako nie-matek smile...
    • reksia Re: a czy problemy wychowawcze można tu poruszać? 28.02.07, 23:22
      dawaj Kati wink
    • reksia Re: a czy problemy wychowawcze można tu poruszać? 28.02.07, 23:26
      jakiś czas temu trafiłam na "ocalić Ofelię" bodajże autorstwa Mary Pipher,jesli
      chodzi o zrozumienie psychiki i problemów dorastających dziewcząt polecam
    • triss_m7 Re: a czy problemy wychowawcze można tu poruszać? 28.02.07, 23:46
      No cos Ty!? Tutaj to tylko przepychanki o alimentach i rzucanie blotem wink
      No pewnie ze pisz. Wiekszosc z nas boryka sie z takim problemem.
      • luna67 Re: a czy problemy wychowawcze można tu poruszać? 01.03.07, 00:31
        Oj triss_m7, chyba potecjalna "nowa" nie zrozumiala twojego "czarnego humoru"smile))
        • kati27 Re: a czy problemy wychowawcze można tu poruszać? 01.03.07, 00:34
          ależ ja uwielbiam czarny humor, na poprawę humoru polecam nie mający nic
          wspólnego z wychowaniem hotel zacisze smile
          Rzeczywiście jestem nowa, mimo, że czytam was od kilku miesięcy. Ostatnio
          zrobiło się trochę burzliwie i momentami agresywnie więc wolę zapytać niż zostać
          wmieszana w niepotrzebną historię.
    • kati27 Re: a czy problemy wychowawcze można tu poruszać? 01.03.07, 00:32
      no więc..
      mój NM ma 13-letnią córkę. Jak jest u nas zawsze korzysta z mojego kompa.
      Niedawno zostawiła otwarte okienko gg w którym była tak intrygująca wiadomość że
      musiałam ją przeczytać. Tu mała dygresja - wiem, że nieetycznie jest czytać
      cudzą korespondecję ale są czasem wyższe idee. Więc okazało się, że miłe i
      grzeczne dziewcze porozumiewia się rynsztokowym językiem, pija alkohol na
      imprezach, ma starszego chłopaka - to tak z grubsza. Poza tym wartości zerowe,
      rozmowy tylko na temat komórek i chłopaków. Przerażające są także epitety na
      temat ojca, babci, a nawet uwagi na mój temat. Oczywiście temat przekazałam
      osobie zainteresowanej, czyli tatusiowi, zastrzegając żeby nie mówił eks, bo nic
      dobrego z tego nie wyniknie. Niestety mój NM nie posłuchał mnie i powiedział eks
      o wybrykach wspólnej córki - wydawałoby się, że dobrze bo to w końcu ich wspólne
      dziecko. Niestety eks zrobiła swoje czary mary wychowawcze - nic się nie
      zmieniło. Ona dalej robi co chce, generalnie jeśli nie chce się jej czegoś kupić
      to nie ma o czym rozmawiać - troszkę przejaskrawiam ale niewiele.
      Wobec tego mam pytanie - jak wpoić wartości w nastolatkę, jak przekonać ją że na
      miłość będzie miała jeszcze czas, a wartości materialne nie są w życiu
      najważniejsze?? Wykonalne, czy to taki wiek?? Nie jest to moja córka, ale żyję w
      szczęśliwym, mimo przeciwności losu związku - obiecuję że z podwiniętymi
      rękawami nie zabiorę się za wychowywanie nie swojego dziecka, ale postaram sie
      przede wszystkim pokierować moim biednym NM - bardzo mu na dzieciach zależy a ma
      dość niewielki wpływ na ich wychowanie widując je maksymalnie jeden dzień w
      tygodniu.
      • mrs_ka Re: a czy problemy wychowawcze można tu poruszać? 01.03.07, 01:25
        Hm. Na wlasnej skórze przekonałaś się oto, dlaczego powstała zasada świętości
        cudzej korespondencji. Bo się sprawdza.
        Dość brutalnie trawestując Saint Exupery'ego: stajesz się odpowiedzialny za to,
        o czym się dowiedziałeś. Wiedzy nie da się już cofnąć.
        Dlatego teraz nie tylko Ty masz problem, ale Twój M. ma problem, matka
        dziewczyny ma problem i sama pasierbica ma problem podstawowy czyli taki, że nie
        można Wam ufać. Powiedziałabym nawet, że w przeciwieństwie do piwa, starszego
        chłopaka i paru :kurew: dla wykazania sie "dorosłością", problem braku zaufania
        może stać się problemem trwałym, bo brak zaufania nie mija tak po prostu.
        Przekazanie informacji tatusiowi wcale nie jest dla mnie oczywiste. Tak samo
        fraza "musiałam przeczytać"- nie, nie musiałaś.
        Podstawowe pytanie: skąd dziecko ma się uczyć poszanowania dla wartości, skoro
        podstawowa wartość tj. szacunek do niego samego nie jest u Was przestrzegana?

        Tu dygresja: mając lat szesnaście prowadziłam coś w rodzaju pamiętnika
        traktowanego bardzo twórczo. I tak notka z któregoś tam stycznia kończyła się
        (jakże "nastolatkowym" w klimaciewink ) zdaniem "mam dosyć wszystkiego. kwas". Jak
        wiadomo słowem "kwas" określa się również LSD, co wywołało trudną do
        przewidzenia lawinę wydarzeń.
        Wyobraź sobie, że moja matka to przeczytała (zapewne dlatego, bo "musiała"). A
        ponieważ nie chciałam chodzić do kościoła i generalnie przezywałam bunt przez
        duże "be" zostałam w konsekwencji tego na przykład wysłana do psychologa z
        diagnozą wstepną "uzaleznienie od narkotyków i przynależność do sekty", że o
        innych skutkach nie wspomnę.

        Jest sporo prawdy w powiedzeniu, że dobrymi chęciami wybrukowane jest piekło.
        MOja matka działała w dobrej intencji, ale następny rok, który nastąpił po jej
        szlachetnych w intencjach inwigilacjach, wspominam właśnie jako piekło. Jego
        głównym motywem było to, że udowodniono mi czarno na białym, jak mizernym
        zaufaniem się cieszę (a w rzeczywistości mimo całej zewnętrznej pozy na młodego
        wertera łamanej przez janis joplin byłam bardzo porządną nastolatką) oraz na jak
        mizerne zaufanie zasługują moi rodzice.
        I właściwie ten stan zmienił się dziś tylko o tyle, że oni ufają mi zdecydowanie
        bardziej, ale w drugą stronę dziala to gorzej.

        Wniosków jest parę:
        1. głupawe pozy, picie piwa i tak dalej wcale nie muszą oznaczać "zera wartości"
        2. nastolatka wychowywac trzeba mądrze i w przede wszystkim prawdzie wobec tego,
        co sie chce mu przekazać. Hipokryzja jest wykluczona, dzieci działają na
        zasadzie radaru i bezlitośnie wytykają słabość. Zadaj sobie pytanie, jakie WY z
        M. macie aktualnie kompetencje do uczenia pasierbicy wartości? To pytanie nie
        jest oskarżające, ale- powiedzmy- lustrzane: spróbuj zobaczyć tę sytuację oczami
        dziewczyny i zobacz, jakie wtedy budzą się w Tobie uczucia oraz co się zmienia w
        Twoim odbiorze.
        3. O wpajaniu czegokolwiek możesz zapomnieć. Z trzynastolatkiem, który w dodatku
        nie jest naszym dzieckiem, mozna co najwyżej rozmawiać. Ale nie wpajać, nie
        pouczać i nie nakazywac, bo to się zwyczajnie nie uda. W pewnym wieku na
        wychowywanie sensu stricte jest już za późno, przychodzi czas na uczenie się
        siebie i podsuwanie pewnych pomysłów na życie, na sytuacje i na okoliczności. No
        i przede wszystkim wsparcie. Oraz dzielenie sie własnymi doświadczeniami i
        robienie tego na tyle zgrabnie, aby skłonić do przemyśleń. Dlatego (z powodu
        tego wydłużenia smyczy) tak ważne stają się wówczas zaufanie i serdeczny
        kontakt. Bo dotychczasowe narzędzia kontroli rodzic bezpowrotnie traci i musi
        polegać wyłącznie na tym, co do tej pory udało mu się wypracować z dzieckiem.
        4. Najwartościowszą- z punktu widzenia nastolatka- postawą dorosłego jest
        autentyczne zainteresowanie nim samym. Tym, co myśli i o czym myśli, co
        przeżywa, co budzi jego sprzeciw, do czego dąży, kogo kocha i dlaczego.
        Sądzę, że bez tej szczerej ciekawości poznawczej dialog z młodym człowiekiem
        jest bardzo trudny, jeśli nie niemożliwy. Jeżeli z góry zakładamy, że "nasz"
        nastolatek jest rozwydrzonym gówniarzem z rynsztokowym językiem i zerem
        wartości- średnio widzę porozumienie.
        Dopóki sama nie pokażesz jej szacunku do niej, nie doczekasz się tutaj wzajemności.

        Myślę, że na początek należałoby pasierbicę przeprosić za zawiedzenie jej
        zaufania i na tym prostym przykładzie pokazac, że każdy ma prawo do błędów, a
        przyznanie sie doń nie umniejsza autorytetu. A potem po prostu porozmawiać i
        spróbować poznać tego młodego człowieka.
        I nie nastawiaj się od razu, że negatywnie Was zaskoczy, może być zupełnie
        odwrotnie.
        Oczywiście rozumiem, że Wy pasierbicy nie wychowujecie, ale powyższe wnioski są
        ogólne i chyba tak czy inaczej można coś z nich dla siebie wyciągnąć.

        I, na Boga, nie czytaj już więcej cudzych dokumentów czy komunikatorów. Nic
        dobrego z tego nie wynikawink

        a.


        • kati27 Re: a czy problemy wychowawcze można tu poruszać? 01.03.07, 02:14
          A wiec, zwróciłam się z prośbą na tym forum a nie na zwykłym dotyczącym
          wychowania dzieci, ponieważ uważałam i uważam nadal że znajdę tu niestandardowe
          porady. Na temat dobrego wychowania ja rad nie potrzebuję. Na temat tego, że
          czasami dzieci, a szczególnie te zagubione trzeba mieć pod kontrolą mam swoje
          zdanie. Czasami przejawy tego o czym napisałam świadczą o krzyku i o tym, że
          dziecko chce zwrócić na siebie uwagę.
          Nie wiem czy dobrze Ciebie zrozumiałam, że zrobiłam wszystkim dookoła problem
          tym co się stało. Co do zaufania to nie zamierzałam (i tak się nie stało)
          wykorzystywać tej wiedzy w rozmowie z nią, mój NM również. 13-latka która jest
          do późnego wieczora codziennie sama ma różne pomysły i niekoniecznie należy ją
          traktować jak dorosłą i wiedzącą czego chce osobę.
          Przykro mi, że spotkała ciebie niemiła historia w życiu, natomiast ja chciałabym
          , tak jak napisałam rad na temat tego jak wy radzicie sobie z nauką dzieci
          wartości. Niestety życie nie jest idealne i gdybym miała mierzyć miarą
          kompetencji obawiam się że nie znalazłabym wielu ludzi którzy mają prawo do
          wychowywania dzieci - każdy w życiu popełnia błędy. Tak jak też napisałam nie
          zamierzam zabierać się za wychowywanie nie swojego dziecka, ale zamierzam
          rozmawiać na ten temat z osobą, która takie prawo i taki obowiązek ma, wykonuje
          i chce to robić nadal w taki sposób aby nie popełnić więcej błędów niż musi.
          Co do dawania całkowitej wolności nie zgodzę się całkowicie, gdyż do tego
          potrzebne jest nauczenie dziecka wartości. Wtedy będzie miało ono wybór z czego
          chce skorzystać. Ale tylko wtedy gdy będzie wiedziało jakie ma możliwości.
          • khaldum Re: a czy problemy wychowawcze można tu poruszać? 01.03.07, 07:47
            Witaj,

            odnoszę wrażenie , że uraziła cię wypowiedź mrs_kiej... ale dużo w niej prawdy.
            MRS_ska, to mądra kobieta. Czytając jej wypowiedź przypomniałam sobie swoje
            "przeboje". Rodzice uczyli mnie zasady "świętości cudzej korespondencji" choć
            sami do 15 roku mojego życia jej nie stosowali. Matko jak mnie to irytowało.

            Mój pasierb ma 11 lat. Ostatnio chłopiec zaczął dziwnie się zachowywać,
            przychodziły głuche telefony, wieczorami, puste smsy... NM, sprawdził zarówno
            jego komputer jak i telefon. Nie znalazł nic niepokojącego, a kiedy pojawił się
            kolejny pusty sms, zapytał go na takiej męskiej pogawędce co jest grane... i już
            po strachu. Pierwsza mikro fascynacja do koleżanki którą poznał na wycieczce.

            No ale wróćmy do wartości, jak je wpajać...
            Czym skorupka za młodu... tym na starość...

            Wartości przekazujemy dzieciom kiedy jesteśmy dla nich autorytetem. Najlepszym
            okresem ku temu jest dzieciństwo i wiek do 10, 11 roku życia. Wtedy trzeba
            pilnować by nie chować dziecka w kulcie pieniądza, "siać dobro" i pokazywać zło.
            Twoja pasierbica, ma 13 lat, chyba zaczęła naukę w gimnazjum. Teraz autorytetem
            są koleżanki, koledzy, a nie wapniaki, którzy traktują ich jak dzieci... Bo oni
            są przecież DOROŚLI. Najgłupszy wiek, na to by uczyć wartości. Cokolwiek
            powiecie, nawet jeśli będzie to wartościowe i mądre zostanie odrzucone, bo to
            obciach słuchać starych.

            Błędy zostały popełnione wcześniej, teraz, tak jak radzi mrs ka przyznać się do
            tego, ze „dało się ciała” PRZEPROSIĆ i starać się być przyjacielem, a nie
            nadzorcą, bo to jedyna metoda, by dotrzeć do dziecka. Nakazy i zakazy to
            najgorsza metoda w tym wieku. Przynosi zupełnie inne efekty niż chcielibyśmy
            uzyskać.

            Czasami trzeba się przyznać do błędu. Wymagamy tego od naszych dzieci, i chcemy
            by to robiły, a samemu ciężko nam się do tego przemóc.

            Powodzenia i trafnych decyzji
          • lilith76 Re: a czy problemy wychowawcze można tu poruszać? 01.03.07, 09:53
            kati27, też bym się przychyliła ku wypowiedzi mrs_ka i nie odbieraj tego jako atak, czy krytykowanie ciebie.

            Wartości dzieci uczy się do jakiegoś 10 roku życia. Kiedy ma się naście lat, ważniejsi stają się równieśnicy. Sama też pamiętam, że byłam upiorną nastolatką i gdybym była adoptowana, czy przysposobiona, to by mnie pewnie wywalili z domu. Uznawałam, że mogę wszystko, bo znam granice. Do dziś rzucam mięsem jeśli wiem, że osoba mi towarzysząca nie poczuje się bardzo urażona.

            Teraz powinniście owe wartości pokazywać na swoim przykładzie, swoim życiem.
            Rodzic (nie macocha) powinien się zainteresować jaki jest stan wiedzy o antykoncepcji młodej dziewczyny (ciężko mi uwierzyć, że rozmawiają o "Naszej szkapie") i jej asertywności. Asertywność rozumiem tu jako umiejętność powiedzenia "nie", gdy chłopakowi się wydaje, że stosunek przerywany, czy bez prezerwatywy, to normalny pomysł. Sorry, waginy jej nie zaszyjecie i nie wynajmiecie przyzwoitki 24 h/dobę. Jeśli teraz jeszcze tylko rozmawia o "Naszej szkapie", to za 2-3 lata ciężko będzie opierać się tylko na literaturze.
          • mrs_ka Re: a czy problemy wychowawcze można tu poruszać? 01.03.07, 11:42
            Kati, piszesz, że oczekujesz "niestandardowych porad". Mam poczucie- na
            podstawie tego, co opisałaś i tego, jaki masz do tego stosunek post factum- że
            zaproponowanie Ci zmiany optyki sytuacji jest już wystarczającą awangardą.
            Nie udzielam Ci przecież rad na temat dobrego wychowania.
            Nie sądzisz jednak, że na takim najprostszym, codziennym poziomie cała
            pedagogika daje sie sprowadzić do zdania "nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe"?
            W psychologii nazywa się to decentracją interpersonalną- i jest to próba
            spojrzenia na sytuację oczami drugiej osoby, próba poczucia jej emocji i
            zrozumienia uczuć.
            Wyobraź sobie, że masz trzynaście lat, rodzice mieszkają osobno, przychodzisz do
            domu taty i macochy korzystając z ich komputera, a Twoja macocha czyta Twoją
            własną i osobistą korespondencję. Następnie przekazuje to Twojemu ojcu, ojciec-
            Twojej matce, a matka robi Ci awanturę.
            Co czujesz? Czy czujesz, jak tworzy się w Tobie przestrzeń do - cytuję-
            "wpajania wartości"? Czy czujesz pokorę wobec "mądrzejszych" działań starszych
            osób? Czy czujesz, jak Twoje zaufanie do najbliższych Ci ludzi rośnie?
            Wreszcie: jak się czujesz w tej sytuacji- jak podmiot czy jak przedmiot? a może
            czujesz przede wszystkim bunt, rozczarowanie i gniew?

            Droga Kati- to są pytania klucze. Oryginalne porady nie polegają na wymyśleniu
            niestandardowych procedur w rodzaju "wkładajcie jej czapkę z oślimi uszami i
            niech tak biega po osiedlu". Jeżeli chcecie coś osiągnąć i wypracować, musicie
            zacząć od prób zrozumienia i odbudowania dialogu. I w tym momencie na drugi plan
            schodzi, czy jest to wystarczająco niestandardowe, czy nie jest, bo nie o ten
            przymiotnik tu chodzi.

            To, o czym piszę nie przekłada się wcale na: " należy ją traktować jak dorosłą i
            wiedzącą czego chce osobę". Nie napisalam tak, obawiam się, ze źle mnie zrozumialaś.
            Szacunek do kogoś nie polega na daniu mu całkowitej wolności i w zalezności od
            wieku dziecka rozszerza swoją definicję. Na pewno jednak jego sednem jest
            patrzenie na drugą osobę jako na podmiot, a nie na przedmiot. Zakłada, że metodą
            porozumienia jest rozmowa, a nie nakaz. Nie inwigiluje, nie inflitruje. Szanuje
            granice cudzej intymności i potrzeby prywatności nawet jeśli są to granice
            sześciolatka.

            Teraz o uczeniu wartości i etyce:


            Z uczeniem wartości radzę sobie tak, że sama je po prostu wyznaję nie stosując
            tu podwójnych standardów. A jesli powinie mi się noga to się do tego przyznaję i
            przepraszam.
            Akurat uczenie dziecka etyki- w odróżnieniu od nauki alfabetu- nie odbywa się za
            pomocą podręczników i szkoły.
            Moim zdaniem jądrem sprawy jest tutaj to, jak my, dorosli i rodzice, postrzegamy
            samych siebie w kontaktach z dzieckiem.
            Wychowywanie dziecka i uczenie go wartości zakłada "osmozę wychowawczą".
            Raz ja daję Tobie, a Ty przekazujesz mi informację zwrotną, dzięki której i ja
            mogę się czegoś o sobie nauczyć.
            Przykładając to do Waszej sytuacji: informacja, którą Wy dostajecie jest taka,
            że postąpiliście beznadziejnie i że zastosowaliście w tej sytuacji podwójne
            standardy zamiast zaufać dialogowi i po prostu z dziewczyną pogadać. Co z tym
            teraz robicie? Przepraszacie i zapraszacie do wspólnej rozmowy. W trakcie tej
            rozmowy macie szansę dowiedzieć się czegoś o pasierbicy. Być może powie Wam
            rzeczy nieprzyjemne- warto wtedy zastanowić się, na ile odpowiada to
            rzeczywistości. Podejść do samego siebie krytycznie.

            Nie jestem za relacjami kumplowskimi (czas na nie zaczyna się tak naprawdę w
            okresie późnej dorosłości naszego dziecka), ale warto sobie uświadomić, że
            wychowywanie dziecka to jest po prostu orka na ugorze, która jest dlatego tak
            trudna, bo to SIEBIE głównie haratamy tym pługiem, a wcale nie dziecko.
            Rodzic, który chce wychować dziecko na mądrego czlowieka, musi nieustannie się
            weryfikować, zadawać sobie pytania o własną słuszność, niejednokrotnie siebie
            samego opieprzać. I to nie jest przyjemne.
            Tak samo nie jest przyjemne przyznawanie się do błędu.
            Kati, wiesz ile razy trafiał mnie szlag, kiedy musiałam z Młodym dyrdać 400m do
            najbliższego przejścia dla pieszych? Banalny przyklad, wiem, ale pokazujący, że
            na ŻADNEJ płaszczyźnie sobie nie wolno odpuścić, jeśli ta nauka etyki ma mieć
            ręce i nogi. Analogicznie: odkąd mam dziecko skończyła się jazda bez biletu, bo
            byłoby to hipokryzją w stosunku do tego, czego chcę nauczyć syna (poszanowania
            dla zasad). Nie ma dwóch uczciwości, nie ma dwóch moralności, nie ma dwóch kodeksów.
            Uczciwość jest jedna, jest cholernie trudna i na początku warto sobie zadać
            pytanie, czy mamy siłę i ochotę w niej trwac, bo jeśli sami traktujemy ją
            umownie, to w ogóle sobie odpuścmy pokazy hipokryzji pod tytułem "pójdź dziecię,
            ja cię etyki nauczę". To wtedy nie ma najmniejszego sensu.

            Myślę, ze własnie od tego pytania, pytania o Waszą osobistą etykę i jej stan,
            powinniście zacząć. A potem pomyśleć, co właściwie chcecie przekazać tej młodej
            osobie, bo wychowywanie nie polega na myśleniu zyczeniowym ("chciałabym, żebyś
            była/był....") tylko na pracy.

            a.
            • kati27 Małe sprostowanie 01.03.07, 13:48
              przepraszam mrska że wzięłam to co napisałaś do siebie. Moja wina bo nie
              napisałam wszystkiego. Otóż dziewczynka o niczym się nie dowiedziała i nie
              dowie. Rozmowa z jej matką dotyczyła tego, że zbliżają się ferie i ma je spędzić
              z ojcem a nie sama w domu (eks wraca późno z pracy). Z jednej strony bowiem
              eksia często skarży się że ona bierze jej rzeczy bez pytania i zakłada je do
              szkoły, podbiera jej kosmetyki oraz że kłamie i ogólnie się jej nie słucha a z
              drugiej że wobec tego, że ojciec chce z nią spędzić dwa tygodnie ona daje jej
              całkowity luz. Jeśli chodzi o same kontakty między mną a córką NM to są one dość
              dobre i takie były od początku.

              A co do mojego pierwszego pytania to widzę, że bezsensu jest pytanie które
              zadałam bo nikt nie udzieli mi na nie odpowiedzi.

              Wiek nastolatki jest dość trudny, wiem ale myślałam, że pewne rzeczy da się
              ominąć bądź je zlikwidować. Czasami "chucham" na zimne, ale teraz i od teraz
              chyba będę stała z boku - w końcu to nie mój problem. Jestem tylko trochę
              zdziwiona bo myślałam, że wiążąc się z kimś kto ma dzieci z poprzedniego związku
              nie da się tylko stać z boku, ale można wspierać swojego partnera. I dlatego
              chciałam dowiedzieć się jak wy radzicie sobie z takimi problemami. Tak aby nikt
              nie oskarżył was że wtrącacie się w nie swoje sprawy i że wychowujecie nie swoje
              dzieci. Trudno zaaplikować sobie taką schizofrenię - to moje życie to twoje
              życie a to życie wspólne. Ono się bowiem przeplata...
              • kalina81 Re: Małe sprostowanie 01.03.07, 14:20
                ależ oczywiście masz rację, skoro chcesz swego M wspierać w kontaktach z córką i
                przekazywaniu jej pozytywnych wartości, to tylko się Tobie chwali. Sęk w
                sposobie jaki wybrałaś, to co opisujesz w zachowaniu pasierbicy nie jest niczym
                nadzwyczajnym u nastolatki i nie świadczy o jej totalnym zdeprawowaniu,
                naprawdę. To dobrze, że zamiast siedzieć w pustym domu może na czas ferii być z
                tatą, ale to właśnie jej tato przy Twoim wsparciu ma teraz doskonałą okazję do
                przekazania jej jakichś pozytywnych wartości, skoro uznaliście, że w jej życiu
                takich niewiele. Ale jak już wspomniałam, warto by było przekazać te wartości
                czynami, a nie słowami i tyle.
            • reksia Re: a czy problemy wychowawcze można tu poruszać? 01.03.07, 14:12
              Mr-ska ostatnio dużo pisujesz na forum smile...hmmm... Mrska chylę czoła smilei tym
              razem nie biegłości słowa, która przyznam szczerze mnie zauracza w twoim
              wydaniu, ale wartościom które głosisz i głębokosci spojrzenia na problemy z
              którymi polemizujesz.

              Pełen szacuneczek wink i pozdrawiam gorącosmileMIŁO CIĘ POZNAć MRSKAsmile
      • cleopa Re: a czy problemy wychowawcze można tu poruszać? 01.03.07, 07:53
        Moj facet ma tez corke w tym wieku a ja mam 15latke..
        Z doświadczenia moge Ci powiedziec tak nie zajmuj sie ta sprawa w ogole,nie
        zaprzataj sobie glowy nie TY a matko wychowuje corkę..Skoro dziewczyna jest
        mila i grzeczna i tak ja odbierasz to zapomnij o tym gg smile W tym wieku jest
        moda na narzekanie i krytykowanie wapna smile
        • m-m-m Re: a czy problemy wychowawcze można tu poruszać? 01.03.07, 09:08
          Popieram.
          Nie powinnaś Ty się zajmować wychowaniem dziewczynki. To nie Twój ból.
          Zajmując się tym zdejmujesz część odpowiedzialności z jej rodziców.
          A co do stosunku młodzieży do dorosłych, to jak sobie przypominam moje
          nastolatkowe czasy to aktualne były wtedy takie powiedzeniajak: "rzuć wapno na
          druty" czyt. poproś rodziców do telefonu, albo "rodzic jest jak nietoperz:
          głuchy i ślepy na obronę ucznia".
          • khaldum Re: a czy problemy wychowawcze można tu poruszać? 01.03.07, 09:22
            Mój pasierb mówi, że dorośli są jak nietoperze - ślepi i wszystkiego się czepiają wink
      • braktalentu czasem mangoldy we mnie nie da się powstrzymać-:) 01.03.07, 09:27
        "Tu mała dygresja - wiem, że nieetycznie jest czytać cudzą korespondecję ale są
        czasem wyższe idee"

        Uważam, że w imię wyższych idei można posunąć się dalej. Nie macie z NM wpływu
        na wychowanie dziecka, bo przecież widzicie się tylko raz w tygodniu (pewnie
        Exia Wam ogranicza spotkania z 13 latką). Matka jest ewidentnie
        nieodpowiedzialna, skoro zbagatelizowała krzyk o pomoc swojego dziecka, które
        tak ufnie powierzyliście Jej opiece. Czas na Twoje wychowawcze czary mary!
        Wyjmij zza szafy dyscyplinę i wręcz ją NM. Jeżeli zależy Mu na dziecku to wbije
        gówniarze wyższe wartości przez dupę. Niech nie myśli smarkata, że podstępnie
        (jak to zwykle dzieci z rozbitych domów) zwiedzie Cię swoim dobrym zachowaniem
        na co dzień. Ten starszy chłopak na pewno próbuje się z Nią całować, a wiadomo,
        że Ona jest podatna na takie propozycje (przecież nie chcecie, żeby skończyła
        jako prostytutka!) I te rozmowy z koleżaneczkami (wszystko w tym jednym
        komunikacie gg, który niechcący przeczytałaś). Nie oszukujmy się, w tym wieku
        Ty i Ja interesowałyśmy się poezją Asnyka! Współempatyzują z Tobą całkowicie. I
        uważam, że to wszystko wina Waszej Exi, która jest fatalną matką. Dodam też, że
        jesteś silną i dzielną kobietą, która walczy o dziecko do końca. Ja na Twoim
        miejscu starałabym się ograniczyć kontakty z tym niebiezpiecznym elementem.
        Pewnie i tak nic już z Niej dobrego nie będzie.

        "postaram sie> przede wszystkim pokierować moim biednym NM "

        Pokieruj swoim NM tak, żeby nie narażał Waszej rodziny na udział w Jego byłym
        życiu. Najlepiej poprzez limitowanie aktów seksualnych. W końcu czego się nie
        robi w imię WYŻYCH IDEI!
        • tautolog Re: czasem mangoldy we mnie nie da się powstrzyma 01.03.07, 09:36
          To żart czy serio tak myślisz?
        • kai_30 Re: czasem mangoldy we mnie nie da się powstrzyma 01.03.07, 09:45
          Braktalentu - zabiłaś mnie big_grinbig_grinbig_grinbig_grin Leżę i kwiczę big_grinbig_grinbig_grinbig_grin

          Przyznaj się - to Ty jesteś mongołdą? suspicious

          A co do meritum - hm. Moja świeżo upieczona szesnastka (tzn córka mojego
          niemęża) "interesuje się" chłopakami od dwóch lat mniej więcej - tzn od dwóch
          lat ma chłopaka. Może mi sie to nie podobać (bo ja w jej wieku nie miałam!) ale
          nic mi do tego, po prostu. Może mi się nie podobać, że rodzice puszczają ją na
          koncerty rockowe - ale też mi nic do tego. Przez jakiś czas młoda miała
          skonfiskowaną komórkę za różne wybryki, leżała u nas - była idealna okazja, żeby
          ją sprawdzić, ale nikomu to do głowy nie przyszło. Telefon był wyłączony cały
          czas, nikt go nie włączał, więc nie było okazji, żeby "przypadkiem" przeczytać
          jakieś smsy - a konfiskata nastąpiła z zaskoczenia, zatem na pewno jakieś by się
          znalazły.

          Nie wątpię, że gdyby poczytać, co pisze od serca i w tajemnicy, można by się
          zdziwić i poczuć niekoniecznie przyjemnie. Ale po co? Ja też w jej wieku
          odsądzałam "starych" od czci i wiary, ba - nawet teraz nie chciałabym, żeby moj
          chłop czytał to, co czasem na jego temat wypisuję, bo kiedy jest się rozżalonym,
          zawiedzionym, wściekłym trudno o obiektywizm. A jeśli do tych trudnych uczuć
          dochodzi jeszcze chęć zaimponowania koleżankom, to już w ogóle.

          Zostaw temat. Po prostu. Nie do Ciebie należy jej wychowanie. Nie bądź
          nietoperz. Jedyne, co możesz osiągnąć, to jeszcze większy bunt i urazę.
        • khaldum ROFL :-D 01.03.07, 09:48
          cudownie napisane, mangolda by tego nie wymyśliła
        • m-m-m Re: czasem mangoldy we mnie nie da się powstrzyma 01.03.07, 10:08
          Już ja widze efakty wybijania chłopaków przy metodach typu bicie nastolatki.
          Już ja widzę z jaką wdziecznościa pasierbica przyjmuje takie kuriozalne
          zaangażowanie macochy w wychowanie jej osoby.
          Na pewnio po tym biciu ona przestanie caowac sie z chłopakiem i zacznie czytać
          Asnyka. I na pewno nabierze szacunku do macochy.
          • braktalentu Re: czasem mangoldy we mnie nie da się powstrzyma 01.03.07, 10:20
            I wartości! Najważniejsze, że wykształcą się przy tym "wartości"!-smile.
            Poza tym nie macocha będzie wybijać. Ona tylko "pokieruje biednym NM".
            Obiecała-smile)))
            • konkubinka Re: czasem mangoldy we mnie nie da się powstrzyma 01.03.07, 10:37
              no wiec mysle podobnie jak Lilith , ze dzieci nalezy wychowywac wczesniej i
              uczyc szczerosci.Potem jest juz duzy problem i nawet jezeli zdarzy Ci sie
              odkryc cos podobnego nalezy zrobic wszystko , zeby nastolatka o tym nie
              wiedziala.To, ze powiedzieliscie jej matce było chyba swiadomym krokiem do tego
              aby dziecko dowiedzialo sie o tym , ze jej korespondencja nie jest juz tylko
              jej.
              Moze to nie bedzie nic waznego dla Ciebie ale ja podobnie jak Merska miałam
              swoje namietniki (do dzis leza w szafie).Moja mama byla bardziej szczera-
              poprostu mi go zabrala i powiedziala ze za kare nie odda.A za co?To wyjasnila
              mi otwierajac go przede mna i ze smiechem czytajac fragmenty na temat mojej
              pierwszej milosci.
              No coz-do dzis dnia pamietam jak cudownie sie zachowala i do dzis dnia nie
              uwazam abym wtedy zrobila cos zlego.Natomiast potem przez dwa-trzy lata
              popelnialam blad za bledem aby udowodnic jej swoja niezaleznosc.

              Poza tym to co pisze na gg wcale nie musi byc prawda.Przeciez nigdy nie wiemy
              kto siedzi po drugiej stronie.
            • kalina81 Re: czasem mangoldy we mnie nie da się powstrzyma 01.03.07, 10:40
              hmm moje zdanie, jako tej, z której nic dobrego wyrosnąc nie mogło, jest takie:
              Wartości nie wpaja się słowami, a czynami, odpowiedz sobie jaką wartość wpoiłaś
              swojej pasierbicy?
              Co do zerowej wartości korespondencji gg u 13 latki, gdy byłam w jej wieku,
              klęłam już jak szewc (nigdy mi nie przeszło) w kontaktach z rówieśnikami,
              inaczej bowiem rozmawia się z dorosłym członkiem rodziny, inaczej z
              nauczycielem, a inaczej z rówieśnikiem ze szkolnej ławy, ot co! Problemem
              byłoby, gdyby w taki sposób pasierbica odzywała się do ojca, matki, Ciebie,
              ztego co piszesz tak nie jest. a wartości podejrzanej prywatnej korespondencji,
              nawet w imię wyimaginowanej, wyższej idei, wybacz, nie Tobie oceniać.
    • monika333 Re: a czy problemy wychowawcze można tu poruszać? 01.03.07, 11:31
      Po pierwsze witam Was macoszki i nie-macoszki. Podczytuję od dawna toczące się
      tu dyskusje, czasem zgadzam się z Waszym zdaniem, czasem nie wink. Teraz wydaje
      mi się,że trochę przesadzacie - kati27 poprosiła o radę. Nie twierdzę, że
      czytanie cudzej korespondencji jest czymś chwalebnym - kati27 też chyba nie
      uważa tego za normalną,codzienną rzecz, skoro mówi "wiem, że nieetycznie jest
      czytać cudzą korespondecję ". Zerknęła, zaniepokoiła się, powtórzyła ojcu
      dziecka - prosząc go o dyskrecję. Facet nie potrafił albo nie umiał
      odpowiednio zareagować - moim zdaniem powinien po prostu nieco uwazniej
      obserwowac córkę, porozmawiać z nią, nie ujawniając źródła swojego niepokoju
      Lepiej czasem na zimne dmuchać. Czy tak samo zareagowałybyście, gdyby kati27
      wyczytała coś bardzej szokującego? Na przykład, że 13-latka przez internet
      umawia sie z nieznajomymi?
      • kalina81 Re: a czy problemy wychowawcze można tu poruszać? 01.03.07, 12:02
        no ale się nie umawia lol
        a nawet gdyby to robiła i macocha by się o tym w sposób tak mało chwalebny
        dowiedziała (zresztą macocha, ojcie matka, babka, to naprawdę wszystko jedno)
        nie powinna nigdy przyznać się do tego, tylko w jakiś inny sposób naprowadzić
        rozmowę na takie tory, by powiedzieć swoje przemyślenia, rady w danym temacie i
        tyle. Przykładowo opowiedzieć jakąś zgrabną historyjkę o córce znajomej, która
        się umawiała przez neta i spotkała ją jakaś krew w żyłach mrożąca przygoda, a
        córka owa wyniosła z tego nauczkę.

        I muszę powiedzieć, że zmieniam zdanie i zgadzam się częściowo z m-m-m, niektóre
        macochy nie powinny udzielać się "wychowawczo" w stosunku do pasierbów.
        • monika333 Re: a czy problemy wychowawcze można tu poruszać? 01.03.07, 12:14
          > nie powinna nigdy przyznać się do tego, tylko w jakiś inny sposób naprowadzić
          > rozmowę na takie tory, by powiedzieć swoje przemyślenia, rady w danym temacie
          i
          > tyle. Przykładowo opowiedzieć jakąś zgrabną historyjkę o córce znajomej, która
          > się umawiała przez neta i spotkała ją jakaś krew w żyłach mrożąca przygoda, a
          > córka owa wyniosła z tego nauczkę.
          >
          - I z tym się zgadzam. Chodzi mi tylko o to,że mogła o tym powiedzieć- i
          powiedziała - ojcu dziewczynki. I to właściwie on powinien dziewczynie tę
          historyjkę opowiedzieć.
          • kalina81 Re: a czy problemy wychowawcze można tu poruszać? 01.03.07, 12:35
            ale zastanów się o czym powiedziała? że córka klnie na gg i opisuje libacje
            alkoholowe? Ja miałam przez dwa lata zmyślonego faceta, z którym robiłam bóg wie
            jakie rzeczy, a który był lokalnym alfonsem (wyobraźnię mam niezła to fakt), i
            opowiadając tę historię miałam właśnie 13 lat. W tym wieku, aby nie podpaść
            towarzysko opowiada się rózne rzeczy, niepokoić może dziwne zachowanie, lub
            nadmierne fantazjowanie, a jedyną osobą, która zachowała się źle w tym
            towarzystwei, moim zdaniem, była niestety ta, która przeczytała co tam sobie
            nastolatka smaruje z kumpelkami i puściła historię w rodzinę. Nie zdziwiłabym
            się, gdyby teraz pasierbica chciała za wszelką cenę pokazać na co ją stać w
            temacie złe prowadzenie. Ponad to, gdyby macosze zależało na akcji wychowawczej,
            a nie na taniej sensacji "oto ja dzielna macocha ruszam wypełniać braki, wpajać
            wartości", to po tym niefortunnym czytaniu gg mogłaby poobserwować pasierbicę,
            zadać jej kilka pytań mających na celu stwierdzenie, czy takie odzwyki są na
            użytek rówieśników, czy faktycznie w głowie małej jest pustostan i dopiero mając
            jakieś niezbite dowody faktycznych zachowań pasierbicy,zwrócić uwagę ojcu małej.
            Jeśli zaś ciągot wychowawczych nie ma, niech pod pozorem pomocy swemu biednemu
            misiu nie czyta cudzej korespondencji, bo to brak elementarnych zasad dobrego
            wychowania. Jako że zostałam ostatnio oskarżona o czytanie cudzej korespondencji
            internetowej wiem, że czytanie jej i wywlekanie publiczne jej zawartości podpada
            pod kodeks karny i nie ma tu tłumaczenia wyższą ideąsuspicious
    • triss_m7 Re: a czy problemy wychowawcze można tu poruszać? 01.03.07, 13:13
      Ja popieram to co napisala Ci mrs-ka.
      Dodam jeszcze tyle, ze nie da sie nagle "wpoic" nastolatkowi wartosci.
      Dziewczyna wyrosla w innym swiecie wiec nagle nie da sie przeciac takiego
      zachowania. Nie jest takie zachowanie dziecka szczytem marzen zwlaszcza dla
      rodzicow ale swoja postawa rodzic moze znacznie wiecej przekazac dziecku niz
      slowami. Mozecie swoim zachowaniem w Waszym domu pokazywac dziewczynie to co
      wartosciowe - szacunek, szczerosc etr. Wiesz, jesli zdecydujesz sie przeprosic
      i przyznac do bledu, ktory popelnilas czytajac jej korespondencje przekazesz
      dziewczynie znacznie wiecej niz wyklad na temat dobrego zachowania.
      Na "wpojenie" wartosci pracuje sie od poczatku.
      Nie zlosc sie na takie rady ale to na prawde dobre wyjscie. Nawet jesli teraz w
      tym momencie dziewczyna (chociazby z racji rozgoryczenia) nie zrozumie to
      zapewniam ze przyjdzie moment, w ktorym doceni Twoja szczerosc i przyznanie sie
      do bledu.
      Pozdrawiam!
      • dominika303 Re: a czy problemy wychowawcze można tu poruszać? 01.03.07, 13:29
        Przeczytałam całość i cóż sad
        nadal nie łapię po co czytałaś jej korespondecję?

        Nie ma czegoś takiego jak wyższe dobro !! a juz napewno nie w stosunku do
        nastolatki, która nie jest twoja córką.

        Fakt mleko się wylało i najlepiej będzie jak młoda przeprosisz za całe zajście
        i obiecasz, ze wiecej w jej życie nie będziesz ingerować!

        Czy ci uwierzy - nie wiem! ja na jej miejscu teraz dopiero zaczełabym ci robić
        cyrki .......... i nie byłoby to miłe, a byłam raczej grzeczną dziewczynką, i
        zeby robić na złosć wcale nie trzeba pić piwa i miec chłopaka uwierz mi jest
        1000 innych sposobów, aby dorosłego doprowadzic do furii, a macochę tym
        bardziej, a po takim numerze ......... ehh

        To, ze jesteś macochą tej młodej jeszcze cię nie upoważnia do jej szpiegowania,
        no chyba, ze koniecznie chcesz udowodnic, ze młoda cię nienawidzi - teraz
        bedziesz mogła tego dowieśc i bez specjalnych trików sad


        Zostaw ją jej rodzicom i jej samej smile
        Na pewno ze względu na to że jest z rodziny rozwodników nie zostanie bezdomną ,
        ani narkomanką ani (..) A twoje szczere chęci mogą więcej złego zrobić niz
        dobrego sad

        Jeśli juz ci na młodej tak bardzo zalezy, to moze pogadaj z M aby więcej czasu
        córce poświęcał, ale kochana ty nie szpieguj jej poza tym jaki masz cel w
        tym ? sad

        Pozdrawiam

        PS
        dodam tylko, że jako pasierbica macosze takiego numeru szybko bym nie
        wybaczyła sad


        • m-m-m Re: a czy problemy wychowawcze można tu poruszać? 01.03.07, 14:00
          dodam tylko, że jako pasierbica macosze takiego numeru szybko bym nie
          wybaczyła sad



          Oj tak, tak, ja też bym nie wybaczyła. I też bym urządziła macocosze/ojczymowi
          jazdę bez trzymnaki, bo nie otrzymali ode mnie prawa do wychowywana mnie jako
          nastolatki.
    • kati27 aby temat był wyjaśniony w 100% 01.03.07, 14:39
      Jak pisałam wyżej problemem nie jest to, że córka NM dowiedziała się o całej
      historii. Ja bardzo długo wahałam się czy o tym jemu powiedzieć. Żałowałam, że
      mam tą wiedzę to naprawdę nic przyjemnego. Obserwowałam ją przez kilka wizyt u
      nas, słucham jakie ustalenia mają NM i eks względem niej odnośnie zbliżających
      sie ferii. Powiedziałam, nie żałuję. Nie powiedziałam tego, żeby robić tanią
      sensację powiedziałam bo uważałam że ojciec powinien wiedzieć. Mój NM nie
      stosuje kar i innych wychowawczych narzędzi gdyż nie ma ani takiej mentalności
      ani możliwości ani zbyt częstego kontaktu z córką ani zbyt dużej możliwości jej
      wychowywania.

      Zastanawiam się jak niektóre z was zachowałyby się tak szczerze na moim miejscu.
      Siadamy do swojego komputera i widzimy otwarte gg. Same często korzystamy z gg.
      Kiedy usiadłam wtedy widząc okienko gg myślałam że to do mnie. Po kilku chwilach
      zorientowałam się że to nie do mnie. Nie jestem szpiegiem ale jeśli komuś
      łatwiej tak myśleć to nic nie szkodzi. Apeluję jednak o dużą rozwagę w
      korzystaniu z komputera - to mogło sie zdarzyć każdemu. A ja na siłę problemów
      nie szukam. Mamy ich ostatnio za dużo.

      Mój NM zdecydował, że porozmawia z eksią (na osobności) która często skarży się
      że nie radzi sobie z młodą (przy młodej oczywiście)o tym, że chciałby dwa
      tygodnie wykorzystać na kontakt z dzieckiem gdyż obawia się że obraca się ona w
      nieodpowiednim towarzystwie i chciałby jej zająć wolny czas. Do niedawna bowiem
      jego córka była u nas częstym gościem i miałyśmy ze sobą naprawdę fajny kontakt.
      Odkąd zmieniła szkołę sama bardzo się zmieniła. To nie jest moja opinia, ja
      jestem głównie obserwatorem.
Pełna wersja