wyszło szydło z worka - jestem pazerną k...ą!!!

05.03.07, 15:28
a tak było dobrze, tak się wszystko układało... przeczuwałam że zbyt wesoło
nie będzie, nie wiem czy niektóre wypowiedzi na tym i innych forach, nie wiem
czy moje własne obserwacje... ale mimo cudownej sielanki, ciepłych kontaktów
i gestów sympatii okazało się że wszystko co dobre musi się skończyć...

ale chyba opiszę jak wygląda sytuacja, bo nie pamiętam na ile wylewna byłam
dotąd:
spotkałam mojego partnera jak już nie mieszkał z żoną, nie układało im się,
mimo wielu prób nie wychodziło, więc się wyprowadził... pomieszliwał potem u
znajomych, jednej z partnerek, rodziców... jak się spotkaliśmy i
zdecydowaliśmy na wspólne życie, złożył pozew o rozwód, zamieszkał u mnie...
wynosząc się z domu zadeklarował się że będzie na niego łożył tyle ile
dotychczas, i tak było: mimo że w domu mieszka teraz mniej o jedną osobę on
płaci tyle ile płacił; sobie (a teraz nam) zostawiając tylko to co wtedy było
jego „kieszonkowym” i to co zarobi dodatkowo (jego hobby przynosi pewne
dochody, nie są stałe i wysokie ale pozwalają nam przeżyć, ja przecież też
pracuję)
wyprowadził się z domu który jest jej, nie wynosząc z niego nic (poza
ubraniami), uznał że pod jej opieką zostają dzieci, więc nie może inaczej...
mimo jej wrogiej postawy w stosunku do niego i mnie, starał się być zawsze w
porządku i nigdy nie wciągać w ich sprawy dzieci; ja oczekiwałam tylko
jednego, że dzieci będą zachowywały się wobec mnie z szacunkiem, ofiarowując
im wszelką pomoc jakiej będą oczekiwały i tyle sympatii ile tylko zdołam, w
ich wewnętrzne sprawy (całej rodziny, więc i stosunki z dziećmi i stosunki
między byłymi małżonkami) się nie wtrącałam bo uważam że to nie moja tylko
ich sprawa (czasami mi się tylko tu „ulało”...)
i tak działało to kilka miesięcy... miałam nadzieję na to że ta sielanka
potrwa do pełnoletności dzieci i wtedy jego kontakty z ex się skończą i
właściwie to jawiła nam się świetlana przyszłość z gatunku tych „i żyli długo
i szczęśliwie”...
dzieci z matką mieszkają w trzypokojowym mieszkaniu (należącym do niej), my
mieszkamy w jednym pokoju (jest moje od ponad 10 lat); na utrzymanie i
wyposażenie ich domu zarabiał on sam (tutaj błagam, nie wmawiajcie mi że
decyzja o pozostaniu kobiety w domu zawsze jest wspólną decyzją małżonków, tu
tak nie było! tak jak i z decyzją o drugim dziecku), do mieszkania w którym
mieszkamy chwilowo nic nie trzeba, wszelkie plany remontowe przenieśliśmy na
za kilka lat, jak dzieci zaczną na siebie zarabiać i wydatki ojca ograniczą
się do pomocy finansowej, a nie utrzymywania; dodatkowo umówiliśmy się między
sobą że z każdego niezaplanowanego grosza, który on przyniesie coś odłożymy,
tak by było choćby kilka złotych na początek ich dorosłego życia (niewiele
pewnie ale w takim momencie pewnie każda złotówka się przyda)
wybaczcie ale jak patrzę do lustra to nie widzę złej macochy (nie dam się
przekonać że jestem wredną i pełną żądań jędzą), przy czym mój stosunek do
nich uważam za naturalny i nie odgrywam przed otoczeniem roli odejmującej
sobie od ust by dla innych było bo nie lubię zachowań teatralnych, opisuję to
teraz tylko dlatego że uważam za istotne w tej sprawie...

wczoraj byliśmy na imieninach mojego prawie teścia, dzieci też były i właśnie
jedno z nich w trakcie rozmowy powiedziało że mama go prosiła o przekazanie
że ojciec ma zacząć zbierać pieniądze bo ona chce zamienić mieszkanie na
większe bo się nie mieszczą (brakuje im czegoś w rodzaju pokoju
komputerowego, bo nocami w internecie może siedzieć tylko ten w czyim pokoju
jest komputer, i salonu, bo w każdym pokoju ktoś ma sypialnię i nie ma gdzie
przyjmować gości), jeszcze nie wiadomo ile ale jak mama znajdzie coś co
będzie odpowiadać jej oczekiwaniom to powie ile trzeba dołożyć (!)
nas zatkało! ja się nie wypowiadałam (nie moją rolą rozmowa na ten temat) ale
mój pan nieopatrznie zaczął oponować mówiąc że trochę za wiele od niego
oczekują (uważam, że źle zrobił bo to jest sprawa między nim a jego byłą i
nie powinni w to wciągać dzieci ale ona kazała im przekazać... no i poszło!)
i wtedy usłyszał od syna że to ta „pazerna k...a” (czyli ja) go doi i na jego
własne dzieci nic już nie zostaje, że w domu prawie przymierają głodem, że on
kupił i wyremontował mi mieszkanko a syn w starych łachach chodzi! wykład był
długaśny, oberwało się wszystkim w tej rodzinie ale główną winowajczynią
obwołana zostałam ja!! i to ja, diabeł wcielony, mam zły wpływ na tych
wszystkich ludzi z otoczenia ich ojca! właściwie to winna jestem wszystkiemu,
nawet temu że syn ma problemy z fizyką bo z mojego podpuszczenia ojciec nie
chciał „wpłynąć” na nauczyciela, tylko wysłał do znajomego na korepetycje
(kurde, nawet mi się mój pan nie przyznał że był naciskany o danie łapówki
nauczycielowi!)
wszyscy przeżyli szok! próbowali powiedzieć że tak nieładnie i niegrzecznie i
że zaszokował ich poziom wypowiedzi ale byli tak wytrąceni z równowagi że
wypadło to bardzo blado (ale nie mogę złego słowa powiedzieć o ich reakcji
byli zszokowani i nie wiedzieli jak się zachować, właściwie poza
natychmiastowym przeproszeniem mnie za zachowanie członka rodziny nie
wiedzieli co zrobić - młody zachował się tak, jak nikt z otoczenia tej
rodziny się nie zachowuje i z czymś takim się nie spotykają, chyba że
przypadkiem)
mój partner stanął w mojej obronie, jeszcze planuje spotkać się z nimi razem
i każdym z osobna i wygłosić pogadankę na temat dobrego wychowania, szacunku
dla starszych itp, a potem pewnie będzie próbował wyjaśnić i skorygować
błędne informacje ale ja się przeraziłam... wyszło z tego że dzieciaki są
karmione jadem i że ten jad do nich powoli trafia, że może się zdarzyć że
najwięksi moi wrogowie to będą dzieci mojego ukochanego, że muszę się liczyć
z powtórką tej „miłej” sytuacji, że właściwie mój życzliwy stosunek nic nie
znaczy, bo zawsze będę winna temu że zabrakło na coś (grę, komórkę, nową
kurtkę czy wakacje w górach...), potem się okaże pewnie że przeze mnie ojciec
nie kupił im samochodów czy mieszkań... przecież nigdy nie było w tym domu
jakiś wyjątkowych pieniędzy (on zarabiał sam na troje osób), teraz daje
naprawdę tyle ile przed wyprowadzką, jej załatwił dobrze płatną pracę... nie
twierdzę że im zbywa ale twierdzenie że ja im odbieram...?!!
nie wiem co zrobić, uśpili moją czujność... byłam przygotowana na batalię, na
walkę o to by mnie zaakceptowały, by nie widziały we mnie wroga ale teraz to
ja nie wiem co robić, bo jak tu się zachować gdy wszystko jest w porządku,
prawie idealnie ale w każdej chwili może coś takiego wyskoczyć...
    • dzk35 znowu „ulało” mi się 05.03.07, 15:31
      nie wiem co chcę tym topikiem osiągnąć, bo chyba tylko można mnie pogłaskać po
      plecach i gołosłownie pocieszyć że będzie dobrze albo wysmagać złośliwością że
      wdarłam się w ich życie oczekując czegoś dla siebie zamiast coś im dać... chyba
      tylko się wygadać się zdołałam, choć nie wiem czy mi lepiej...
    • lilith76 Re: wyszło szydło z worka - jestem pazerną k...ą! 05.03.07, 15:39
      Zawsze to jakaś ulga się wygadać smile
      Rada jest jedna i trudna - zlewać to.

      A to większe mieszkanie to mnie rozbawiło! Może jeszcze potrzeba im pokoju-fitness oraz przybudówki dla pomocy domowej?
      • monika333 Re: wyszło szydło z worka - jestem pazerną k...ą! 05.03.07, 15:48
        Ooo, dobre, dobre smile))
        Tylko, że jak jest pokój fitness to trzeba też coś dla trenera osobistego
        dobudować. Eksia sie zajmie, pomoc domowa samotna się czuć nie będzie..wink

        A tak ogólnie - rzeczywiście olać. Dobrze,że macie z M jedno wspólne
        stanowisko. Dzk35 - głaszczę po pleckach. Trzymaj się
        • dzk35 dzięki za głaski, już mi lepiej 05.03.07, 15:57
          ale możesz jeszcze podrapać pod lewą łopatką? ;P
          a mój miły widzi, czuje i słyszy że przychylna jestem jego dzieciom jak mogę,
          nie jest głupcem i nie pierwszą jego partnerką jestem, więc chyba wie co
          ceni... a mi trudno olać, bo to jego gryźć będzie... też miał złudzenia że
          prawie dorosłe dzieci będą rozsądniejsze i odporniejsze na manipulacje
      • dzk35 i duża spiżarnia by te głodowe racje chować... 05.03.07, 15:50
        wiesz... ja uważam że rodzice mając prawie pełnoletnie dzieci powinni raczej
        zbierać na to by dzieci miały jakieś pieniądze na start, jeśli mają na to to
        planować zakup choćby kawalerek! wymienią mieszkanie na cztero lub
        pięciopokojowe a za kilka lat co? mama zostanie sama w tym ogromnym mieszkaniu
        a dzieci będą wynajmować? albo może wtedy dzielenie mieszkania na trzy
        mniejsze? choć podejrzewam (jestem w takim nastroju że wszystko widzę w
        czarnych barwach) że to tatuś powinien sam zadbać o swoje dzieci!
    • khaldum Re: wyszło szydło z worka - jestem pazerną k...ą! 05.03.07, 15:53
      nie martw się dzk35,

      exie to chyba mamy klonowaną, u nas też dzieci przekazują wieści o potrzebach i
      wymysłach finansowych exi..

      Ja nie jestem pazerną k..ą, mnie exia nazywa rozrzutną zdzirą...

      W przeciwieństwie do niej jestem zadbana, ubrana i jakoś wyglądająca i z
      pewnością nie wydaję na to pieniędzy jej exa, tylko swoje, ale ona przecież WIE
      LEPIEJ.

      no ale wracając do problemu.
      czas jest twoja przewagą, dziecko karmione bredniami i tak zauważy z biegiem
      czasu, że nie wszystko jest tak jak matka mówi.

      Pociesz się również tym, że tylko osoba bez klasy i wychowania wciąga w
      rozgrywki dzieci.

      Uśmiechnij się, i miej to w nosie.
      Chłop wie jak jest na prawdę, ty wiesz jaka jest prawda, rodzina Nm cię
      akceptuje, nie warto się przejmować, chora na zadrość exiarą.
      Mój ojciec mawia, ze jak pies się nudzi to sobie jajka liże... baby ja się
      nudzą, to idiotyzmy opowiadają.

      trzymaj się
      • dzk35 dzięki 05.03.07, 16:06
        a właśnie mieliśmy nadzieję, że one te brednie odsiewają... a okazuje się że
        nie! i to jest przykre... no cóż, ja się pozbieram, żal mi mojego lubego, on
        oceniał wyżej swoje dzieci i jego boli... żal mi jego dziadków, to ich ukochane
        i jedyne wnuki...
        przysłowie Twego ojca to sam cymes, choć jako feministka, wydrapię oczy każdemu
        facetowi który je powtórzy!
    • m-m-m Re: wyszło szydło z worka - jestem pazerną k...ą! 05.03.07, 16:04
      Myślę, że najbardziej przykre jest to, że w sumie Twoje pozytywne nastawienie
      do chłopaków upadło.
      Czy możesz mi pzrypomnieć w jakim oni sa wieku, a wszczególności ile ma lat
      autor tekstu o pazernej?
      Dzieci mają konflikt lojalności, trzymają stronę matki i iestety nie są
      obiektywne. Celem nie jest personalny atak na Ciebie, ale w ogóle na sytuację,
      że ich ojciec śmie kogoś mieć. Jak tego kogoś nie ma (czyli e ma nwej partnerki
      jca) to stwarza się iluzoryczny obraz co prawda pocharatanej, ale niby pełnej
      rodziny.
      Z mojego punktu widzenia: wiem jak bardzo Ci przykro, ale moja rada: nabierz do
      tego dystansu. Jednakowoż to bolesna lekacja tego, że najlepiej jak zachowasz
      neutrealną pozycję wobec tych dzieci. Nie nadskakuj im, ale i nie bądź
      niegrzeczna. No i może ojciec by z nimi do jakiegoś psychologa poszedł??
      Czy to jest możliwe?
      Uważam , że jednorazowa pogadanka z synami niewiele da. Tu zaczynają sie
      głębsze problemy i obawiam się, że bez wsparcia fachowca się nie obejdzie.
      • dzk35 nie będzie tak samo ale to nadal dzieci ukochanego 05.03.07, 16:41
        chłopak ma 16 lat, więc nie dziecko właściwie, choć to najgorszy okres, no i
        nie są to wprost słowa matki, bo on wie co one znaczą sad
        to że konflikt w głowach dzieci istnieje wiemy, matka je niepotrzebnie w to
        wciąga ale jakoś tak wyszła z założenia że jak on nie chce być z nią to
        powinien zniknąć z jej życia całkowicie, najchętniej by go praw rodzicielskich
        pozbawiła, choć może bardziej pożądana byłaby publiczna egzekucja, poprzedzona
        kastracją...
        dzieci nie trzymają normalnie strony matki (a przynajmniej dotąd tego nie
        zauważyliśmy), ja mam wrażenie że to okres kiedy ich zachcianki rosną a matka
        pewnie na ich prośby (czy nawet żądania, bo to jednak nastolatki) reaguje
        tekstem że tato nie daje bo ta [...], a do psychologa nie da się iść z
        dzieckiem w takim wieku i to jeszcze bez „błogosławieństwa” drugiego rodzica, a
        tutaj jest pewne jest że usłyszymy że psychola jej z synusia robimy!
        oczywiście że na jednej pogadance się nie skończy, o ile kontakty będą możliwe
        to będzie się robić co się da ale mieszkają z matką i z ojcem mają kontakt nie
        codziennie, więc zło ma większy dostęp; na szczęście córka się nie wypowiadała
        i miała konsternację na twarzy, więc może nie jest tak źle, bo jeśli jej
        poglądy odbiegają od poglądów syna to możliwe że mamy cichego sprzymierzeńca,
        albo chociaż neutralną osobę (nie będą się nawzajem nakręcać)
        ja, tak jak na początku, zamierzam traktować je jak osoby dorosłe, do
        nadskakiwania jestem psychicznie niezdolna ale grzeczność uważam za podstawę
        kontaktów, natomiast sądzę że wyjątkowo ciepła i życzliwa być nie powinnam
        (zwłaszcza wobec niego), natomiast nie wiem co dalej... moja rodzina staje się
        rodziną mojego mężczyzny, są sytuacje gdy mogą się zetknąć z moimi... i co?
        przecież nie mogę pozwolić na to by coś takiego stało się w takiej sytuacji...
        trochę mi się ten sielankowy obraz zburzył...
        • m-m-m Re: nie będzie tak samo ale to nadal dzieci ukoch 05.03.07, 17:30
          16 lat to najgorsze muchy nosie u chłopaka. U ojgo pasierba stabilizacja jest
          dopiero teraz jakon sam ma prawie 18 lat. Tak. Chłopak chciał Ci dokuczyć i to
          uczynił. Tak, do psychologa jest juz za późno jeśli nie ma wspóldzialania
          drugiego rodzica. Jedyne co mogę Ci poradzić, to to byś nie traktowała sprawy
          jakby wcale jej nie było, tzn. nie bądź dla niego zbyt wylewna. Praca
          wychowawcza ojca może się teraz szczególnie wydawać orką na ugorze. Mój pasierb
          z nami mieszka i pomimo to jeszcze nie zapomniałam ile to się M. wychowawczo z
          nim namęczył. Chłopak w tym wieku potrzebuje jasno postawionych granic i do
          bólu konsekwencji rodzicielskiej. Oby Twój M. w tym wytrwał, bo z
          doswiadczenia wiem, że jak są kłopoty wychowawcze to ojciec najlepiej zgasiłby
          pojedyncze pożary, ale sytematyczna praca jest facetom z reguły obca. I Twoje
          zadanie to stałe wymaganie od M. owej pracy nad synami. On absolutnie nie może
          pozwolić by Cię bezkarnie obrażali.
          • dzk35 wstawienie do chłodni jak najbardziej wskazane 06.03.07, 08:39
            ja ani nie chcę wypchnąć chłopaka z naszego życia (chyba że to będzie się
            powtarzać albo i drugie zacznie mu sekundować – wtedy chyba nie będę miała
            wyjścia), ani nie zamierzam pobłażać mu że taki biedny i musi się na mnie, ojcu
            i jego rodzinie odgrywać... wiem że jak dam sobie wejść na głowę to już tak
            łatwo z niej nie strząsnę i wiem że to dotyczy i dzieci i mojego partnera, on
            wprawdzie nie ma takich zapędów ale nie wiem na ile to wynika z mojej postawy,
            a na ile z jego osobowości; rozzuchwaliliśmy uległością jego exię i mamy
            skutki...
            nie wiem jak będzie z wychowywaniem przez ojca, bo trudno wychowywać na
            odległość, jak się nie ma jednolitego frontu z drugim rodzicem (on nie ma z nią
            nawet kontaktu, ona dzwoni tylko wtedy gdy czegoś chce i rozmawia tylko o tym o
            czym sama chce), boję się że zbyt duży nacisk pchnie chłopaka w ramiona mamusi
            i stworzą wspólny front, a natura ojca jest zbyt wybuchowa bym wierzyła w
            powolne i wytrwałe działania... trochę mam czarne myśli bo boję się że to jest
            początek końca ojcowsko-synowskiego porozumienia... chyba że to pojedynczy
            wybryk (oby!)
    • anastazjapotocka Re: wyszło szydło z worka - jestem pazerną k...ą! 05.03.07, 16:31
      Nie jestem tak całkiem pewna, czy prawie dorosłe dzieci będą skłonne uznać swój
      błąd i oddać Ci kiedykolwiek w przyszłości sprawiedliwość.
      Wybacz, ale ja raczej pesymistka w tej kwestii jestem i wydaje mi się, że
      uprzejmości ze strony dzieci swojego mężczyzny nie powinnaś się spodziewać.
      Może to dziwić kogoś, kto z taką sytuacją nie miał nigdy do czynienia, ale
      uwierz, nawet dorosłe dzieci bardzo niesprawiedliwie potrafią oceniać zarówno
      ojca, jak i jego partnerkę, posługując się jedynie punktem widzenia własnej
      matki.

      Nie wydaje mi się, aby sytuacja, kiedy Twój Pan wydaje wszystko, co zarabia -
      na były dom, była sytuacją zdrową zarówno dla Ciebie, jak i Twojego partnera.
      A z czego Twój Pan żyje, ubiera się, kupuje potrzebne rzeczy: książki, leki,
      benzynę?
      Z pieniędzy z dodatkowej pracy?
      A jeśli nie będzie mógł - na skutek nieprzychylnych zdarzeń - nadal dodatkowo
      pracować? To co wówczas? Przejdzie na Twoje utrzymanie? Nic w tym złego,
      oczywiście, ale czy taka sytuacja nie będzie dla niego upokorzeniem?

      Myślę, że warto te sprawy uregulować sądownie, bo jak często się można
      przekonać, sądy bywają rozsądniejsze od apetytów byłej żony.
      Tu jest groźba, że Twoje zarobki zostaną wzięte pod uwagę, ale jeśli - jak sama
      piszesz - zarabiasz zwykłe pieniądze i nie są to sumy Kulczyka, nie masz się
      czego obawiać.

      Drugą sprawą, która rzuciła mi się w oczy, jest to kwestia "dofinansowywania" w
      przyszłości już dorosłych i - jak mniemam - samodzielnych dzieci.
      Odnoszę wrażenie, że zgadzasz się na nieograniczone w czasie "wspieranie"
      finansowe dzieci przez ich ojca, jakby to był jego obowiązek do samej śmierci.

      A tym czasem, zupełnie niezauważona przeszła w sejmie ustawa, że państwo, jeśli
      uzna, że ma za mało pieniędzy, MA PRAWO albo w ogóle nie wypłacać obywatelowi
      emerytury, albo wypłacać ją w bardzo okrojonym zakresie, np. wszyscy po 360
      złotych.

      Na Waszym miejscu jednak zadbałabym o Waszą starość.
      To, że mieszkacie w niewielkim mieszkaniu, to żadna krzywda, przynajmniej masz
      mniej do sprzątania. Możesz siedzieć w kawiarni... Milej i filiżanki nie trzeba
      po sobie myć.
      Ale zasakajanie nieograniczonych apetytów byłej żony i jej dzieci, to już
      zwykła nieostrożność i marnotrawienie Waszych pieniędzy potrzebych Wam dla Was.

      Z pasierbem też nie rozmawiaj i nie przyjmuj go u siebie w domu, tak długo, aż
      Cię nie przeprosi.
      Trudno uwierzyć, że nie rozumiał wagi i sensu tego, co mówi.
      Duże brawa dla Twego Pana i jego rodziny, że nie pozwoliła na dalsze ekscesy.

      To, oczywiście, moje zdanie, z którym nie musisz się zgadzać.
      Jednakże bardzo Ci współczuję, że stałaś się celem tak niewybrednych i
      niezasłużonych ataków.

      Zawsze będę powtarzać: dziewczyny, dbajcie O SIEBIE. Na dobre serce pasierbów
      raczej nie ma co liczyć.
      Ja w każdym razie nie znam ani jednego takiego przypadku, kiedy dzieci z
      poprzedniego związku partnera liczyłyby się z dobrem macochy.
      O jednym natomistat słyszałam od M-m-m.
      Ale nie czuję się przez to lepiej...
      • dzk35 czego oczekiwać na starość od kogoś takiego? 05.03.07, 17:01
        kochana, nikt lepiej nie wie że doroślejąc człowiek nie staje się
        sprawiedliwszy (znam taki przypadek w najbliższej rodzinie), wiesz nie zależy
        mi na sprawiedliwości wobec mnie, bo ja nie brzydzę się swym odbiciem w
        lustrze, bardziej mnie boli to jak bardzo odbije się to na kochanym przeze mnie
        człowieku
        rozliczenia między nimi są rozliczeniami między nimi, uznałam że weszłam w
        układ zastany i nie mam prawa go burzyć; obiecał coś i ma obowiązek słowa
        dotrzymać, tak samo jak wobec mnie dotrzyma każdego danego mi słowa choćby
        najbardziej uciążliwego w wykonaniu, jeśli nie będzie mógł dodatkowo pracować i
        nie będzie miał możliwości podniesienia dochodów to będziemy negocjować
        obniżenie tej kwoty (boję się tylko tych ostatnich pomysłów naszych rządzących
        bo ten pomysł może być czasami wypadkach nadużywany)
        tak zgadzam się na dofinansowywanie jego dzieci, moi rodzice mnie wspomagają
        jeszcze czasem (jak im się lepiej wiedzie), ja ich wspomagam czasem, dlaczego
        ojciec nie mógłby dopomagać własnym dzieciom, oczywiście nie ponad własne
        możliwości i... jeśli one tego nie będą uznawać za jego obowiązek (sic)
        wiesz... staram się dbać o siebie właśnie! i wydawało mi się że dlatego udało
        mi się to wszystko tak zdrowo i sympatycznie poukładać ale jak widać myliłam
        się...

        a! ja lubię, cenię i szanuję moją macochę! ale już mój brat nie...

        a o tej ustawie to nie czytałam...
      • m-m-m Re: wyszło szydło z worka - jestem pazerną k...ą! 05.03.07, 17:38
        No tak, ale nawet ten jeden szczególny wypadek, kiedy to dziś już w średnim
        wieku pasierbowe dbają o starą macochę niemal jak o własna matkę (a ich nie
        wychowywała!) to moim zdaniem nie jest norma, poza tym z tego co znam sytuację
        z reala to ojciec tychże pasierbów włożył gigantyczną pracę wychowawczą
        przez "naście" lat.
        Aczkolwiek to jedyny taki i znany przypadek. Przychylam się do zdania
        Anastazji, że na wdzięcznośc pasierbów w przyszłości nie ma co liczyć.
      • joanna9969 Re: wyszło szydło z worka - jestem pazerną k...ą! 05.03.07, 19:35
        zupelnie sie z toba zgadzam.
        pozycja cierpietnicza z oddawaniem wszystkich zarobkow do bylogo domu jest
        bardzo niezrdowa i jak sie bohaterka juz sama przekonala bardzo niewdzieczna ,
        bo ile by jej M nie dal to zawsze bedzie za malo bo zawsze przyda sie wieksze
        mieszkanie czy nowszy samochod a pozatym tatus i ta.
        Dla wszystkich
        • joanna9969 Re: wyszło szydło z worka - jestem pazerną k...ą! 05.03.07, 19:41
          sorry za szybko mi sie wyslalo ..

          A pozatym tatus ile by nie dal to zawsze bedzie za malo a neksia tez winna bo
          jakby nie ona to pewnie dal by wiecej.
          Dla wszystkich lepiej byloby aby wszystko bylo zalatwione to konca ,sadowo i
          czarno na bialym , podzial majatku , alimenty na dzieci ewentualnie na zone
          (jesli tak by mialo byc ) ustalone tyle i tyle i tym sie exsia musi rzadzic.
          • dzk35 postanowione: idziemy do sądu 06.03.07, 15:20
            przemyśleliśmy wszystko i wyszło nam że macie rację! mój luby właśnie do mnie
            zadzwonił że podjął decyzję!! a wczoraj cały wieczór rozważaliśmy co dalej...
            tak więc uznaliśmy (tj. on uznał ja go poparłam), że trzeba wszystko uregulować
            sądownie, mamusia musi się dowiedzieć że grzechy (np. grzech obmowy) są karane
            już za życia! będziemy próbować maksymalnie obniżyć alimenty (że przynajmniej o
            część obniżymy to pewne, bo aktualnie on płaci tak z 70% dochodów), będziemy
            postulować by jak największą część alimentów ojciec mógł przekazywać w naturze
            (ubrania, zapłata za wakacje itp.) wykazując że matka przepuszcza je przez
            swoją niefrasobliwość (w ciągu dwóch lat musiała trzy razy zrobić generalny
            remont mieszkania bo ciągle zapomina końca rury od pralki włożyć do wanny), jak
            dzieci nam będą się z nami kontaktować by określić co jest im potrzebne i
            dlaczego to będzie więcej możliwości na rozmówki dydaktyczne big_grin
    • triss_m7 Re: wyszło szydło z worka - jestem pazerną k...ą! 05.03.07, 16:35
      No coz... nieprzyjemna sytuacja. Zwlaszcza kiedy sie starasz zeby bylo dobrze
      to przykro cos takiego uslyszec.
      Mysle, ze powinnas przejsc ponad tym. Po prostu to olej. Twoj facet jak widac
      ma oczy i uszy otwarte wiec jest to duuzy plus. Trzymaj sie, a na poprawe
      humoru proponuje mila kolacje z partnerem (no, chyba ze wolisz babskie
      zakupy wink)
      Pozdrawiam!
      • dzk35 dobre winko i łóżeczko... 05.03.07, 17:04
        a od niego na pocieszenie buziak i opowiadanie wszystkim wokół jaką ma cudowną
        kobietę i jakie szczęście go spotkało!
        • dominika303 Re: dobre winko i łóżeczko... 05.03.07, 18:28
          Głaszczę po pleckach i nawet cię pordapię za łopatka a co ??? smile)

          Trzymaj się smile)
          I olej !!

          Dbaj o siebie i swoje interesy i przychylam sie do zdania Anastazji i MMM, z
          otoczenia wiem, ze to czego chciałaś jest nie realne sad
          Zawsze będzie zle, ze ojciec ma kogoś, nawet jeśli ten ktos będzie się dorzucał
          co 2 lata do nowego auta sad

          Pozdrawiam
          • kalina81 Re: a ja cię pocieszę 05.03.07, 21:38
            że na szczęście nie zawsze jest tak, jak dziewczyny pisały, bardzo Ci się
            chwali, że starałaś się o jak najlepsze stosunki, to była Twoja decyzja i nie
            masz sobie nic do zarzucenia. Właśnie ldatego, że Twój partner widzi, jak
            podchodzisz do jego dzieci i do jego zobowiązań nie może Ci powiedzieć (jak to
            często mamy okazję na tym forum przeczytać), że sytuacja jest wynikiem np
            Twojego negatywnego podejścia, wyczuwanej przez dzieci niechęci itp. Stanął on
            CAŁKOWICIE po Twojej stronie, przekonał się, że źródło konfliktu z pewnością
            jest daleko od Twojej osoby o okazał Ci swoje stuprocentowe wsparcie i poparcie,
            jego rodzice również. I tu pasierb zobaczył, że zarówno ojciec, jak i dziadkowie
            nie zachwycili się bynajmniej jego popisem, zostało mu jasno unaocznione, że
            baardzo przekroczył granice kultury, dobrego smaku i towarzyskiej ogłady. To on
            zachował się wobec Ciebie skandalicznie, za co ma ponieść surowe konsekwencje.
            Pasierbicy nie karz, nie omawiaj z nią tej sytuacji (chyba, że sama będzie
            chciała) traktuj tak, jak do tej pory, natomiast pasierb nie powinie mieć wstępu
            do Twojego domu, dopóki nie zrozumie co zrobił (nie chodzi o przepraszanie w tym
            momencie) i nie zrozumie, że może Cię nie lubić, ale obrażać, znieważać mu
            absolutnie nie wolno, że obrażając Ciebie, obraził także swojego ojca. Dopiero
            gdy to zrozumie, powinien wybrać się z przeprosinami, jeśli nie, to sory
            gregory, widywać się z nim nie powinnaś mieć ochoty. Nie miej żadnych wyrzutów,
            z tego co opisujesz masz jak najlepsze intencje wobec dzieci i z pewnością nie
            zasłużyłaś sobie na to co Cię spotkało.
            Zrobił to emocjach, czy nie, ale jest na tyle dorosły, że powinien ponieść
            konsekwencje swego czynu i zrozumieć, że takie zachowanie nie będzie akceptowane.
            ps. są pasierbice kochające macochy, wierz mismile

            łatwiej kijek pocienkować, niż go później pogrubasić
            retrospekcje wiwisekcje
            • dzk35 jestem pasierbicą... 06.03.07, 09:32
              więc łatwo mi było się starać, łatwo mi było próbować zrozumieć... przeceniłam
              jednak dojrzałość tych dzieci, no i oceniałam je po ojcu, nie brałam pod uwagę
              cech matki (a przecież każdy z nas jest w części jednym, w części drugim
              rodzicem)
              poza tym ja nie miałam powodów by z nimi walczyć, ani ich matka nie była moją
              rywalką bo wiem że jej czas już minął, mimo że była dla niego kiedyś środkiem
              świata (a teraz gdyby byli sami na bezludnej wyspie to skończyło by się to
              chyba mordem), ani dzieci (bo on robi coś co niektóre matki oburza a dla mnie
              jest oznaką mojej pozycji w jego życiu – zwraca się po moją akceptację w każdej
              sprawie, także dotyczącej jego dzieci), tak więc nie musząc o nic walczyć
              mogłam być obiektywna i rozsądna
              tak jak radzisz nie zamierzam mieć z nim żadnych kontaktów poza koniecznymi, ja
              z nimi rozmawiać nie będę, nie moja to rola, uważam się za damę więc zachowam
              się jak dama, po prostu póki on nie zacznie zachowywać się jak człowiek z klasą
              to nie będzie partnerem dla mnie i już (na grzeczne pytanie odpowiem ale
              poszukiwać jego towarzystwa nie mam zamiaru)
              ja kocham moją macochę i uważam ja za swoją matkę (ale moja matka nie żyła więc
              nie judziła a z dziadkami nie byłam tak związana jak brat)
              dzięki za ciepłe słowo kiss
    • mamaika Re: wyszło szydło z worka - jestem pazerną k...ą! 05.03.07, 22:06
      Współczuję , szczerze wspołczuję. Z powodu fury problemów własnych z własnym
      domowym kociołkiem dołożyłabym niepotrzebnie . Może to jednostkowy wybryk
      uwarunkowany hormonami ,ot chłopakowi odbiło .Szczerze Ci życzę żeby tak było
      • dzk35 dzięki 06.03.07, 11:56
        zrobię wszystko (a raczej mój pan), by tak było...
    • luna67 Re: wyszło szydło z worka - jestem pazerną k...ą! 05.03.07, 22:48
      dzk35,

      proponowalabym nie brac tego incydentu do serca, gdyz w pelnych rodzinach zdarza
      sie, ze ktos pusci wodze swoim nerwom.
      Napisalas kiedys, ze dzieci M sa bardzo dobrze wychowane, hmmm..., moze w
      chlopaku kumulowaly sie jakies "bolaczki", nie omawiane i nie dyskutowane, i ze
      wzgledu na to "dobre wychowanie", nie mial odwagi sie z ojcem rozmowic.
      Negatywnie naladowane emocje kiedys musza gdzies puscic no i puscilysad

      Ps.
      Jak dlugo znasz dzieci M? i jak czesto sie spotykacie?
      • luna67 Re: wyszło szydło z worka - jestem pazerną k...ą! 05.03.07, 22:55
        Ale bzdury dzisiaj wypisuje, najlepiej bedzie jak sie tylko na jednej pracy
        skoncentruje, a nie kilkusad

        mialam na mysli: "...ze, komus kiedys puszcza nerwy


        Ps
        A tak pozatym, to chyba niezle, jak na 20 lat za granica bez kontaktu z jezykiem
        Polskim??? no pocieszcie mnie, bo sie nie odwaze tutaj wiecej pisac, nieraz pale
        sie ze wstdu jak czytam co nabazgrolilamsmile

        • triss_m7 Luna! 06.03.07, 00:19
          Pewnie ze Ci dobrze idzie. Jak dobrze Cie rozumiem! Wstyd sie przyznac ale
          zaczynam sie zastanawiac nad pisownia... Coz zycie na obczyznie robi swoje...
          Chyle czola bo moj staz zagraniczny jest zdecydowanie krotszy niz Twoj.
          Pozdrawiam!
        • dzk35 pisz, pisz, pisz 06.03.07, 09:49
          nie przestawaj pisać, jak będzie Ci gorzej szło to będziemy miały możliwość
          umysły ćwiczyć...

          niedługo je znam, właściwie to pierwszy raz zobaczyliśmy się rok temu, a od
          września mamy coraz częstsze kontakty i aktualnie widujemy się przynajmniej raz
          na tydzień...
          widzisz... ja sobie cudzej, zwłaszcza fałszywej opinii nie zamierzam brać do
          serca, do serca natomiast biorę sobie ból i zagubienie w oczach mojego
          mężczyzny, to on został skopany!
          • luna67 Re: pisz, pisz, pisz 06.03.07, 10:59
            Wielkie dzieki tris i dzk35 za wyrozumialoscsmile

            dzk35 nie powinnien twoj M sie tym zachowaniem przejmowac, moje dzieci sa tez
            (tak uwazam) dobrze wychowane, ale jak maja za duzo, to wygarna nawet ta
            najgorsza "prawde", jak cos je "uwiera".
            Wiec nic innego mi i otoczeniu (np. mojej Ex-tesciowej lub mojemu Ex) nie
            pozosaje jak uszanowac "odmienne zdanie", podyskutowac i sie glebiej zastanowic
            nad slowami dziecismile

            Wymiana slow oczyszcza atmoswere i prowadzi do wyjasnienia "uciskajacych,
            niezdrowych" myslismile

            Moje pasierbiatka nie raz daly mi popalic niewypazona buzia, nie zniechecilo
            mnie to do nich, dalo mi to duzo do myslenia i zaczelam powoli zmieniac moje
            zachowanie w czasie ich obecnosci u nas, najwieksza kara dla nich byla moja
            ignorancja, nie branie udzialu w zabawach, och widzialam jak moje zachowanie ich
            bolalo (ale mnie tez).

            Po kilku latach moich zmagan, rozmow, wyjasnien, wreszcze zaczelo cos owocowac,
            na dzien dzisiejszy nasze relacje sa wiecjej niz poprawnesmile, czego wszystkim
            macoszkom zyczesmile A macoszkuje juz 5-ty rok!!! ino tak dalismile
            • m-m-m Re: pisz, pisz, pisz 06.03.07, 11:40
              Po kilku latach moich zmagan, rozmow, wyjasnien, wreszcze zaczelo cos owocowac,
              > na dzien dzisiejszy nasze relacje sa wiecjej niz poprawnesmile, czego wszystkim
              > macoszkom zyczesmile A macoszkuje juz 5-ty rok!!! ino tak dalismile



              Ja macochuję całodobowo 9-y rok i pomimo to nie uważam, żaby wyłacznie rozmowy,
              wyjaśnienia były skuteczne. Moim zdaniem najskutecznijsza jest konsekwencja
              wychowawcza rodzica, no i przetrwanie okresu dojrzewania u pasierbów.


              Wymiana slow oczyszcza atmoswere i prowadzi do wyjasnienia "uciskajacych,
              > niezdrowych" myslismile



              Wszystko to pięknie, ale ja uważam, że forma w jakiej nastoletni pasierb Dzika
              wyrzucił z siebie to co myśli on (lub jego matka) jest niedopuszczalna.
              • dzk35 forma rzeczywiście zabójcza 06.03.07, 12:03
                a najbardziej porażające jest to że Ci ludzie z takim zachowaniem się w
                normalnym życiu nie spotykają... mieli miny jakby zobaczyli że mu ośle uszy
                rosną!
                powoli z partnerem opracowujemy plan działania, bo nie można pozostawić takiego
                kołka zupełnie bez ociosania ;P
                • reksia Re: forma rzeczywiście zabójcza 06.03.07, 23:14
                  dzk35 , ja nie mam sił ostatnio pisać, ale jedno chcę przekazać _BARDZO GORACO
                  POZDRAWIAM I MOCNO TRZYMAM KCIUKI ZA TWÓJ JUTRZEJSZY DZIEŃ BY BYŁ RADOSNY!!!i
                  SZCZĘŚLIWY!!! by mineły Twoje kłopoty i złe emocje

                  trzymaj się cieplutko i NIE DAJ SIĘ smile
                  • dzk35 już mi lepiej, o wiele!! 07.03.07, 09:38
                    wygadanie przyniosło mi jednak ulgę, ciepłe słowa dały możliwość powrotu do
                    równowagi, pewne sugestie dały pomysły na rozwiązanie (a raczej próbę
                    rozwiązania ale jestem dobrej myśli)

                    nie chcę jeszcze nic dokładniej mówić ale to chyba nie był atak na mnie tylko
                    reakcja zastraszonego chłopaka! ależ mam głupie uczucie: jest mi przykro bo
                    jest przykro i źle mojemu mężczyźnie, jest mi przykro bo bardzo lubiłam tego
                    chłopaka (niby nie bolą mnie fałszywe oskarżenia ale jakaś zadra we mnie
                    siedzi) a znalazł się w przykrej sytuacji, a z drugiej strony to mam ochotę
                    śpiewać bo to nie był chyba jednak atak na mnie, bo on chyba nie traktuje mnie
                    jak wroga, bo to nie jest zapowiedź wojny z dziećmi mojego partnera, bo po
                    prostu nie będę musiała się odcinać od tak ważnej części życia człowieka
                    którego kocham!!
                    • mamba30 Re: już mi lepiej, o wiele!! 07.03.07, 09:42
                      Śledzę wątek od początku, mam dużo współczucia dla Ciebie/Was w związku z
                      zaistniałą sytuacją. Nie wypowiadałam się, bo nic więcej ponad to co napisały
                      dziewczyny bym nie dodała. W jakim sensie ten chłopiec był zastraszony??

                      PS. cieszę się, że sytuacja sie powoli wyjaśnia. Trzymaj się.
                      • dzk35 źle to ujęłam nie zastraszony! 07.03.07, 15:06
                        nie będę pisać dokładnie bo to są jeszcze domysły ale po rozmowach z dziećmi
                        (ależ my w tym miesiącu zabulimy za komórki!!) podejrzewamy że chłopakowi chyba
                        wmówiono że jest jedynym dorosłym mężczyzną w domu i że musi się zaopiekować
                        matką i siostrą i w ramach tej opieki miał wymusić na ojcu wyłożenie pieniędzy
                        na poprawę warunków rodziny! i lekceważąca reakcja ojca chyba mu uświadomiła że
                        nic nie załatwi i matka będzie miała do pretensje! że się nie sprawdził...
                        jeśli to jest prawda (jeszcze nie mamy pewności, składamy zeznania i reakcje
                        jak puzzle) to... wprawdzie nie usprawiedliwia to jego zachowania i wulgarnych
                        słów ale pozwala zrozumieć (kilka razy w życiu czułam że jestem w sytuacji bez
                        wyjścia i wiem, że sama wtedy też wariuję)
                        tak więc popracować nad nim trzeba będzie, sytuację odwrócić też (jeśli
                        będziemy mieć większy wpływ na nie i większą płaszczyznę kontaktów to więcej
                        będzie można nad ich kindersztubą popracować
                        • mamba30 Re: źle to ujęłam nie zastraszony! 07.03.07, 15:12
                          teraz rozumiem.... uważam, że taką opcję można uznać za możliwą. W naszym
                          układzie exiara też gadała takie rzeczy pasierbicy, że potem po jej
                          komentarzach nie wiedziałam czy śmiac się, czy płakać.

                          Pytanie na ile częstsze będziecie mieli kontakty z dziećmi, bo wiadomo, że raz
                          czy dwa razy w m-cu guzik się zdziała. Oby Wasza exia okazała się rozsądna
                          kobietą i popatrzyła dalej, niż czubek własnego nosa. Nasza exia jest
                          niereformowalna, u nas nic się nie da zdziałać, nawet największą dobrocią.

                          Kurcze, czasami czytam, że dziewczyny maja takie fajne exie. Dlaczego ja nie
                          mogę żadnego dobrego słowa o naszej napisać, a tak bardzo bym chciała? uncertain
                          • phidyle Re: źle to ujęłam nie zastraszony! 07.03.07, 18:07
                            Wybacz ale ja uwazam, ze w wieku lat szesnastu ma sie juz swoj mozg i zdolnosc
                            poslugiwania sie nim bez manipulacji matki. Mam brata w tym wieku i on nigdy nie
                            osmielilby sie odezwac tak do ojczyma. Gdyby moj pasierb okazal taki brak
                            szacunku (bo lubic mnie nie musi), to zabronilabym mu wstepu do domu do czasu
                            oficjalnych przeprosin i juz na pewno stracilby szanse na moja zyczliwosc w
                            przyszlosci.
                            • jayin Re: źle to ujęłam nie zastraszony! 07.03.07, 18:30
                              phidyle napisała:

                              > Wybacz ale ja uwazam, ze w wieku lat szesnastu ma sie juz swoj mozg i zdolnosc
                              > poslugiwania sie nim bez manipulacji matki.

                              swój mózg swoim mózgiem - ale często i do 40-tki i później ludzie potrafią odczuwać realną presję psychiczną ze strony własnych rodziców, rodziny itd. - i mniej lub bardziej świadomie dążyć do jej "zaspokojenia". nawet jeśli mają własne zdanie i życie i "swój mózg". kwestia charakteru. czyli indywidualna.

                              zachowania chłopca jakkolwiek nie usprawiedliwiam. kiepskie w tej sytuacji.
                              • dzk35 ufff!!! 08.03.07, 09:35
                                kochane, ja też nie twierdzę że zachował się ładnie i że zamierzam mu to puścić
                                płazem albo pogłaskać go za to, natomiast fakt że nie jestem obiektem
                                nienawiści, czy też nie jestem uważana faktycznie za powód wszystkich
                                nieszczęść pozwala sądzić że da się to poskładać i poukładać tak by kiedyś
                                tworzyć grupę życzliwych albo przynajmniej nie nieżyczliwych sobie ludzi...
                                fakt zaplątania się w emocjach, zobowiązaniach i oczekiwaniach innych wobec nas
                                uważam za wystarczający do wyjaśnienia, nie usprawiedliwienia a wyjaśnienia,
                                tego że człowiek przestał być panem siebie i wyszło z niego coś czego sam nie
                                podejrzewał że w swoim wnętrzu ma! są sytuacje kiedy nie wie się jak odmówić i
                                jakakolwiek niedojrzałość, zależność od nagabywacza lub uczucie do niego albo
                                wielki szacunek powodują że ludzie robią rzeczy które na zimno wydają się
                                straszne, a co najmniej niezrozumiałe...
                                ja na szczęście nie muszę nic z tym zrobić bo mój mężczyzna (i jego rodzina)
                                już uważają to za swój obowiązek i choć konsultuje on ze mną wszystko i prosi
                                mnie o radę i w tej sprawie, to on (jako ojciec dziecka do wychowania i partner
                                kobiety którą uważa że należy traktować z najwyższym szacunkiem) widzi tu swoje
                                wielkie obowiązki i wiem że zaprosi swojego syna do naszego domu tylko wtedy
                                gdy będzie miał pewność że jest on gotowy do przeprosin i na tyle zrozumiał
                                swoje zachowanie, że przeprosiny te będą szczere
                                dziewczyny! mam cudownego, dojrzałego mężczyznę, nie jest możliwe by dzieci mu
                                się tak wyrodziły ;P
                                • kalina81 Re: ufff!!! 08.03.07, 09:58
                                  naprawdę trzymam za całą sprawę kciuki, bo fajna z Ciebie macoszkabig_grin
                                  i potwierdzam, że indoktrynacja i nagabywanie tak bliskiej osoby jaką jest matka
                                  potrafi wyzwolić w człowieku staszne zachowanie, a jeszcze dodając do tego wiek
                                  nastoletni, kiedy w człowieku więcej emocji niż rozumu może dać taki wynik, jak
                                  u Tqojego paiserba. I nie jest to usprawiedliwienie dla jego zachowania, tylko
                                  możliwe wyjaśnienie. Myślę, że wszystko będzie OK, napisz koniecznie, czy
                                  sytuacja się wyprostowałasmile
                                  pozdrawiam
Pełna wersja