kara_b
06.03.07, 12:50
wczoraj jechałam na szkolenie do miasta gdzie mieszka dziecko m, plan był
taki: m bierze urlop jedziemy razem,ja swoje odsiedzę na szkoleniu a on
spędzi dzień z dzieckiem. zadzwonił pogadać o tym dniu z matka dziecka i
wyglądało to mniej więcej tak:
-cześć chciałbym w pon zabrać dziecko na cały dzień,bo będę i dawno go nie
widziałem
-ale on musi iść do przedszkola
- nie przesadzaj,jeden dzień go nie zbawi,nic się nie stanie (czy coś takiego)
-od kiedy to ty wiesz lepiej co jest dla niego dobre a co nie,nie będziesz mi
mówił czy ma chodzić do przedszkola czy nie.......itd polecieli w tą
stronę,pokłócili się ,które z nich wie lepiej co jest dobre dla dziecka a co
nie ,zgody na spotkanie nie dostał.
ehhh łatwo ludzie gubią granicę między złośliwościami udowadnianiem swoich
racji czy innych takich a zwykłym rozsądkiem czy gestem w druga stroną

mój gadał z delikatnością słonia w składzie porcelany,ale i tak mi go szkoda
aha, papiery o ustalenie wizyt sa w trakcie opracowywania i wreszcie je złoży
pozdr k