bo my dorosli to rozmawiac umiemy ...

06.03.07, 12:50
wczoraj jechałam na szkolenie do miasta gdzie mieszka dziecko m, plan był
taki: m bierze urlop jedziemy razem,ja swoje odsiedzę na szkoleniu a on
spędzi dzień z dzieckiem. zadzwonił pogadać o tym dniu z matka dziecka i
wyglądało to mniej więcej tak:
-cześć chciałbym w pon zabrać dziecko na cały dzień,bo będę i dawno go nie
widziałem
-ale on musi iść do przedszkola
- nie przesadzaj,jeden dzień go nie zbawi,nic się nie stanie (czy coś takiego)
-od kiedy to ty wiesz lepiej co jest dla niego dobre a co nie,nie będziesz mi
mówił czy ma chodzić do przedszkola czy nie.......itd polecieli w tą
stronę,pokłócili się ,które z nich wie lepiej co jest dobre dla dziecka a co
nie ,zgody na spotkanie nie dostał.

ehhh łatwo ludzie gubią granicę między złośliwościami udowadnianiem swoich
racji czy innych takich a zwykłym rozsądkiem czy gestem w druga stroną sad
mój gadał z delikatnością słonia w składzie porcelany,ale i tak mi go szkoda
aha, papiery o ustalenie wizyt sa w trakcie opracowywania i wreszcie je złoży

pozdr k

    • kicia031 Re: bo my dorosli to rozmawiac umiemy ... 06.03.07, 14:05
      A mnie zawsze fascynuje takie myslenie, ze dzieko to przedmiot, ktory mozna
      wziac lub odlozyc, jak sie komu podoba, nie liczac sie z jego ustalonymi
      nawykami, planem tygodnia, tym wreszcie, jakie skutki da okazjonalny
      dlugotrwaly kontakt z ojcem, ktorego dziecko wczesniej dlugo nie widzialo.
      Bo potem matka będzie się bujac z tym ze dziecko wyje gdzie jest tata, albo nie
      chce isc do przedszkola, bo chce tak jak wczoraj być z tata, albo taka sytuacja
      jaka ja mialam – ze dziecko po prostu nie chce się spotykac sam na sam z tym
      obcym facetem, który podobno jest jego tata.
      • mamaika Re: bo my dorosli to rozmawiac umiemy ... 06.03.07, 14:11
        A mnie też fascynuje jak co niektóre mamusie wiele zrobią aby tata ich dzieci
        stał się obcym dla dziecka facetem .
    • babe007 Re: bo my dorosli to rozmawiac umiemy ... 06.03.07, 14:09
      To przykre, kiedy dorośli ludzie nie potrafią się dogadać w tak, w sumie,
      prostej sprawie. Ale pozwolę sobie zwrócić uwagę na kompletny brak dyplomacji
      ze strony Twojego faceta (o ile dokładnie przekazałaś treść rozmowy).

      > -cześć chciałbym w pon zabrać dziecko na cały dzień,bo będę i dawno go nie
      > widziałem

      On sie nie pyta, czy nie będzie to problemem, czy nie mają innych planów
      (choćby wizyta kontrolna u lekarza), tylko informuje, że będzie i chce zabrać
      dziecko na cały dzień. Ja co prawda nie robiłabym problemów, ale rozumiem, że
      takie stawianie sprawy może budzić (mniej lub bardziej uzasadniony i
      racjonalny) sprzeciw. A wszystko mogłoby wyglądać inaczej gdyby zaczął rozmowę
      troszkę z "pozycji petenta" a nie władcy.

      Pozdrawiam
    • monika333 Re: bo my dorosli to rozmawiac umiemy ... 06.03.07, 14:14
      kara_b napisała:

      > wczoraj jechałam na szkolenie do miasta gdzie mieszka dziecko m, plan był
      > taki: m bierze urlop jedziemy razem,ja swoje odsiedzę na szkoleniu a on
      > spędzi dzień z dzieckiem. zadzwonił pogadać o tym dniu z matka dziecka

      No własnie "plan był taki". A jakie plany miała matka dziecka? No i chyba miała
      prawo się nie zgodzić.
      • mrs_ka Re: bo my dorosli to rozmawiac umiemy ... 06.03.07, 14:38
        Powiem Ci, Kara, że spojrzeć na sprawę można z dwóch stron. Teoretycznie
        upieranie się przy przedszkolu może być odbierane jako złośliwe utrudnianie.
        Tylko widzisz, powiem Ci, że ja mam serdecznie dość sms'ów wysyłanych o 23.00 w
        sobotę "zabieram Młodego na niedzielę" lub o 15.00 w dzień powszedni
        "przywieźcie mi dziś Młodego". Póki co znoszę to cierpliwie i nic nie mówię.
        Pewnego dnia jednak powiem eksowi, że w dupę na brzeg, kochanieńki. Permanentne
        lekceważenie moich planów (a to ja mam potem zgryz z przestawianiem planów, nie
        on), traktowanie dziecka jako zabawki z wypożyczalni (dziś zamówienie, dziś
        realizacja) powoli zaczyna mnie wpieniać i to ostro.
        Dlatego ja się nie dziwię reakcji matki Twojego pasierba. Nie obraź się, ale
        powazni ludzie ustalają swoje plany kilka dni wczesniej, a nie dzwonią
        poinformowac, że następnego dnia zabierają dziecko na cały dzień. I sądzę, że
        racje tej kobiety są tutaj dość jasne i zrozumiałe.
        Macie nauczkę na przyszłość: potraktujcie Ją tak, jak sami chcielibyście być
        potraktowani w jej sytuacji.

        a.
        • mrs_ka Re: bo my dorosli to rozmawiac umiemy ... 06.03.07, 14:42
          dobra, doczytalam, że Ty też widzisz tę "delikatnośc słonia w porcelanie" wink))
          No nic, w takim razie pokrzep swojego chłopa i szepnij mu, że są tez inne metody
          załatwiania spraw z ludźmi mieszczące sie pod pojęciami "dyplomacja" i
          "negocjacje"wink Nastepnym razem na pewno pójdzie mu lepiej.
          pzdr

          a.
        • chalsia Re: bo my dorosli to rozmawiac umiemy ... 06.03.07, 14:55
          > Tylko widzisz, powiem Ci, że ja mam serdecznie dość sms'ów wysyłanych o 23.00
          >w
          > sobotę "zabieram Młodego na niedzielę" lub o 15.00 w dzień powszedni
          > "przywieźcie mi dziś Młodego". Póki co znoszę to cierpliwie i nic nie mówię.
          > Pewnego dnia jednak powiem eksowi, że w dupę na brzeg, kochanieńki.
          Permanentne
          > lekceważenie moich planów (a to ja mam potem zgryz z przestawianiem planów,
          nie
          > on), traktowanie dziecka jako zabawki z wypożyczalni (dziś zamówienie, dziś
          > realizacja) powoli zaczyna mnie wpieniać i to ostro.


          Merska, Ty to masz cierpliwość. I miękkie serce (a w związky z tym - chyba
          też "twardą dupę" smile))
          Chalsia

          PS. zdajesz sobie sprawę, jaka może być reakcja Twojego eksa, jak zaczniesz
          stawiać granice? A im później je się stawia, tym bardziej bolesne to jest (dla
          obu stron).
        • kicia031 Re: bo my dorosli to rozmawiac umiemy ... 06.03.07, 15:23
          Dlatego uwazam, ze granice trzeba stawiac od poczatku. Dla dobra wszystkich
          zainteresowanych.
          • mrs_ka Re: bo my dorosli to rozmawiac umiemy ... 06.03.07, 16:36
            Kicia, zgadzam się z Tobą.
            Moim zdaniem wielu rozwodników i rozwódek popełnia duży błąd polegający na
            przekonaniu, że eks żona czy eks mąż są dla nich starymi znajomymi, z którymi
            przeżyli ileś tam lat i znają ich jak łyse kobyły. W związku z tym nie jest
            niczym nagannym zadzwonienie i powiedzenie "dziś zabieram córkę" albo "przygotuj
            mi stare ubrania, których nie wziąłem, bo będę po ósmej".
            Nic bardziej błędnego.
            Po rozwodzie jesteśmy już sobie obcy i rozmawiamy ze sobą jak z obcymi, co
            nalezy rozumieć tak, iż zachowujemy pełną etykietę i wszelkie formalności w
            konwersacjach. Po prostu stanowisko "żona" po rozwodzie nalezy renegocjować i
            przekształcić w "eks żonę", a to jest już zupełnie inna rola i inne stanowisko.
            I obie strony powinny mieć tego świadomość.
            Z obcymi ludźmi rozmawiamy uprzejmie, zachowujemy dystans, używamy wszelkich
            form grzecznościowych.
            Dlatego prawidłowa sytuacja winna wyglądac tak, że pan X dzwoni do mnie, wita
            się ze mną, przedstawia mi swoje plany i pyta się, co ja- jako matka dziecka- na
            to. Względnie dzwoni tego samego dnia i przeprasza, że tak nagle. Formuła
            usprawiedliwienia się wydaje mi się niezbędna. W drugą stronę tak samo. Poczuwam
            się na przykład do przeproszenia Neksi za to, że dzwonię na domowy, choć po to
            mam komórkę Eksa, aby to z nim się kontaktowac, a nie z nią. Naturalnie mogłabym
            olać ten wersal, ale nie olewam go również dlatego, aby Neksia miała świadomość,
            że zależy mi na dystansie i aby cały czas te granice, o których, Kiciu, piszesz,
            podkreślać. Bo dla mnie one jak najbardziej istnieją.

            Oczywiście, że większość formuł grzecznościowych jest ściśle fatyczna i
            formalna, ale one nie są od tego, aby cokolwiek zmieniać, a od tego, aby
            wyznaczać relacje i granice tych relacji. Aby dojśc do takiego stanu wzajemnych
            ukladów potrzebowaliśmy dwóch lat, wczesniej było inaczej, z mniejszym
            dystansem, zmieniło się to od czasu pojawienia się Neksi, co było dla mnie
            impulsem do narzucenia naszym kontaktom bardziej oficjalnej formy.
            To, że mój Eks zachowuje się tak, jak się zachowuje, jest jego problemem w tym
            sensie, że to nie ja łamię pewną niepisaną umowę o dystansie, a on.
            W moim poczuciu ludzie dojrzali i odznaczający się pewną klasą w stosunkach
            społecznych nie mają nawet potrzeby werbalizowania powyższego, bo to jest po
            prostu oczywiste. Dlatego uważam, że granice zostały postawione, tylko niestety
            Eks o nich zaczął w pewnym momencie zapominać.
            I dlatego w pewnym momencie - o ile ta tendencja się utrzyma- gorzko sie rozczaruje.

            a.

            • reksia Re: bo my dorosli to rozmawiac umiemy ... 06.03.07, 23:09
              PODPISUJĘ SIĘ POD MRSKĄ!


              • dzk35 tak, tak, taaaak!! 07.03.07, 09:09
                kiwam głową tak mocno że zaraz mi z karku spadnie!
                ale niezbędna jest dobra wola obu stron, bo gdy tylko jedna ją ma to nie
                wystarczy... a jak przekazać drugiej stronie że nie jest tak że każdy gest jest
                przeciwko niej? co zrobić jeśli każda próba kontaktu powoduje reakcję
                pt. „zraniłeś mnie i teraz jesteś moim wrogiem, moim i moich dzieci”? nie wiem
                jakby to było jakby te dzieciaki były małe... chyba by ich miesiącami nie
                wydywał!
    • kara_b Re: bo my dorosli to rozmawiac umiemy ... 07.03.07, 10:31
      dzięki za wasze opinie i za to,że nie było nerwowo smile
      wiem,że każda strona ma swoje racje,że postawa : mam czas to biorę dziecko jest
      denerwująca i jak najbardziej może budzić sprzeciw,ale ...(po cichu sobie myslę
      mogła ten jeden raz się zgodzić)
      wiem ,że mój miał dobre chęci,ale załatwić tego nie potrafił,może duma mu
      przeszkadzała poprosić ? może poczucie,że wszystko zależy tylko od dobrej woli
      drugiej strony i nie chciał się przyznać jak bardzo mu zależy? niestety jest
      uparty i więcej nie próbował sad

      szkoda szkoda szkoda,może innym razem się uda?
      z boku wydaje się ,że tak niewiele brakuje,że możliwe są kompromisy,że w końcu
      są dorośli i są w stanie się dogadać....

      zostaje mi tylko życzyć nam wszystkim rozsądku,rozwagi,odrobiny dobrej woli i
      radości z wiosny smile))) jeszcze raz dzięki,że sobie pogadałam




Pełna wersja