luna67
07.03.07, 15:16
Jak juz niektore z was wiedza, od przeszlo roku prowadze firme mojej przyszlej
tesciowej. Zmienilam cala organizacje, sprzety, wyposazenie za moje pieniadze
(spadek po kochanej bezdzietnej cioci), moj duzy wklad byl dla mnie inwestycja
w nasza przyszlosc i gniazdko, nigdy nie zastanawialam sie, co by bylo gdyby,
gdyz mam do mojego M 100%-towe zaufanie, a on do mnie.
Planujac slub w lecie, obydwoje nie chcielismy podzialu majatku, gdyz mielismy
taki sam start materialny, a moze tez, z powodu "mojej romantycznosci", ktora
zostala by zniweczona przez przedmalz. intercyze
Firma miala byc na mnie, ale z powodu nie wyjasnionej sytuacji mojego Ex
(alimenty) ustalilismy, ze firma ma byc zapisana na mojego M. Biorac pod uwage
najgorszy scenariusz jakim jest rozstanie, stacilabym moj wklad finansowy w
firme, w dom i inne rzeczy (nie mowiac o inwestycji w dzieci mojego M).
Wiem, ze w moim postepowaniu mozna sie dopatrzyc dwie skrajne rzeczy; naiwnosc
albo pelne zaufanie do mojego M, myslam, ze ktos to doceni

(( jednak jestem
durna i naiwna.
Wszystko bezstresowo i kulturalnie, do wczorajszego dnia

((
Wczoraj bylismy umowieni na pogawedke do rodzicow mojego M, zeby omowic dalsze
sprawy organizacyjne (nad ktorymi siedzialam dwie noce, uprzedzone przeroznymi
telefonami i szukaniem dobrego doradcy finansowego itd.).
Wchodzac do domu zastalam nerwowo tikajacego prawym okiem

jakiegos pana,
ktory sie okazal znajomym notariuszem rodzicow M, mial nam przedstawic pewne
plany i rozwiac nasze bezpodstawne watpliwosci odnoszace sie do ustalenia
formy firmy.
Pogaduszki, bla, bla, bla,..., az nagle chlop wyciaga z teczki plik papierow,
i mowi, ze moze przeszlibysmy do sedna sprawy, ja i moj M zdziwieni, bo
przeciez caly czas o ciekawych sprawach rozmawiamy, nawet pewne watpliwosci
gdzies sie rozwialy.
Nie wiem dlaczego przeszedl mi nieprzyjemny dreszcz po plecach, wiedzialam, ze
cos nieprzyjemnego na mnie za moment spadnie i mialam racje
Pan notariusz przyszedl po to, zeby mnie przekonac podpisac intercyze
przedmalzenska, popatrzylam na rodzicow i mojego M zszokowana, nie wiedzialam
o co chodzi, doszukiwalam sie w ich spojzeniu jakiegos sygnalu, ze to
nieporozumienie. Ale widzialam jakby ulge na ich twarzach, w sensie; nareszcie
ktos za nas podjol ten trodny temat. Popatrzylam w strone M, i widzialam na
poczatku zaskoczenie, skwitowane; zaufanie jest dobre ale......(niby zart).
Zamurowalo mnie, czulam sie jak jakis zbir, przed ktorym nalezy sie
ubezpieczyc. A przeciez rozmawialismy nie jeden raz na ten temat i bylismy
tego samego zdania. Nie wiem co go tchnelo, czyzby nie chcial rozczarowac
rodzicow? wiem, ze nie wiedzial o tym planie, ale mogl by sie inaczej troche
zachowac.
Na moje pytanie, a co z moim wkladem w firme, czy w razie rozstania, strace
moj wklad, notariucz odpowiedzial; "a co chce pani sie rozstac? jak nie to nie
ma obawy...." Po krotkim milczeniu odpowiedzialam, ze nie potrzebny podzial
majatku, gdyz nie chce wychodzic za maz, niech tak zostanie jak bylo, niech
nikt nie mysli, ze chce zawladnac majatkiem mojego M". Nastala cisza,... dosyc
dluga cisza, moj tesc przerwal ja slowami: "jak to? tak bez slubu?".
Powiedzialam im jak ja sie w takiej osaczonej sytuacji czuje, bo czulam sie
jak na jakims przesluchaniu na lawie oskarzonych, mialam do nich zaufanie i
wymagalam tego samego. To ja iwestujac w nie moja firme ponosze ryzyko, ale
ufalam. Rozstalismy sie w milczeniu

Odechcialo mi sie wszystkiego
Wszystko prysnelo, chce mi sie wyc, jakis kluz utkwil mi w gardle i nie moge
go przelknac
Napewno inaczej zareagowalabym jakbym o tym notariuszu wiedziala, ale spadlo
to na mnie jak grom z jasnego nieba. Moj M przeprasza za rodzicow, ale ich tez
usprawiedliwia i tlumaczy (no tego nie musi mi tlumaczyc).
Ps.
Musialam to z siebie wygarnac