tak po ludzku mi przykro

10.03.07, 23:06
wczoraj dowiedziałam się, że eks mojego partnera (jesteśmy razem niecałe 4
lata) odwiedza jego rodzinę i pokazuje moje zdjęcia z komentarzem na mój temat
"póki jest dobra dla dzieci, może sobie być". Pracuję nad olaniem tematu ale
troszkę mi przykro że również ja jestem na liście jej wrogów. Dodam tylko, że
nie byłam przyczyną ich rozstania - ona odeszła od mojego p. kilka lat zanim
się poznaliśmy.
Muszę chyba swój żal tutaj wylać, żeby być ponad to...
    • weronka77 Re: tak po ludzku mi przykro 11.03.07, 00:09
      Frustratka ta Twoja eks.Pewnie kryzys wieku średniego albo menopauza-nie
      przejmuj sięwink
    • kingkong22 Re: tak po ludzku mi przykro 11.03.07, 11:43
      Witaj!
      A skąd wniosek,że jesteś na liście jej wrogów?Nie widzę nic zdrożnego w
      komentarzu eks.A nawet dostrzegam jej obojętność względem Ciebie (tzn. nie
      ingeruje w Wasze sprawy, póki nie robisz krzywdy(cokolwiek to ma znaczyćwink) jej
      i jej eksa dzieciom).
      Naprawdę nie widzę powodu do zmartwienia.A jego rodzina chyba Ciebie też już zna...
      Niepotrzebny ten żal.I trochę nie na miejscu.Może tak naprawdę co innego Cię trapi.
      Pozdrawiam
    • e_r_i_n Re: tak po ludzku mi przykro 11.03.07, 14:59
      Czy ona ma jakiś wpływna Twoje zycie? Czy fakt, że Cię lubi/nie lubi, zmienia
      coś w Twoim poczuciu własnej wartosci, w stosunkach z Twoim partnerem?
      Nie.
      Wiec naprawde, olej. To, czy ona łaskawie Cie akceptuje, czy nie, nie ma zadnego
      znaczenia.
      Pamietaj, ze sa na swiecie ludzie, ktorzy chca zaistniec, wmawiajac innym (a
      sobie przede wszystkim), jacy to oni nie sa wazni, jak to ich zdanie ma wplyw na
      zycie innych ludzi.. A wynika to po prostu z jakiegos ich problemu.
      Dlatego warto byc ponad to.
      • kati27 Re: tak po ludzku mi przykro 11.03.07, 23:48
        dzięki erin, ja naprawdę chciałam tylko się wyżalić. Wiem tu na forum porusza
        się najczęściej poważniejsze problemy, ale jakoś tutaj można czuć się
        bezpiecznie wśród "swoich". Może moja ostatnio nie najlepsza gospodarka
        hormonalna wpłynęła na to, że jakoś mnie to dotknęło.
        Fakt, eks mojego partnera nie ma wpływu na stosunki między nami, ale jakoś
        zaskoczyła mnie wizja siebie, która do rodziny bądź psiapsiułek biega z kompem i
        pokazuje zdjęcia swojej eks smile Może po prostu postaram się potraktować to
        humorystycznie choć miałabym ochotę spytać prosto w oczy "ale o co tutaj
        chodzi??" A może wygodnie po prostu czasami skupić się na takiej pierdołce żeby
        nie myśleć o tych poważniejszych problemach na które czasami nie mamy wpływu...
        • e_r_i_n Re: tak po ludzku mi przykro 12.03.07, 08:24
          A ja myslę, ze jednak szkoda energii na zajmowanie sie pierdólkami smile
          A siebie w pewnych sytuacji lepiej sobie nie wyobrazaj wink
          • dominika303 Re: tak po ludzku mi przykro 12.03.07, 08:39
            Kati wink
            Trzymaj sie i nie daj się smutkom i nie pozwól aby głupie zachowanie exi
            popsuło ci nastrój smile

            Pozdrawiam

            czasami wygadanie sie oczyszcza nas -smile
    • capa_negra Re: tak po ludzku mi przykro 12.03.07, 09:05
      kati???? a skąd ona ma twoje zdjęcia ????
      Tym bardziej, że niedługo sie "znacie"smile))

      Moja, moje ma ..bo na tych samych imprezach bywamy typu chrzciny, wesela...
      Ale to rzecz ogólnie znana, że ja z moja eks do oczu sobie nie skaczę smile)
    • triss_m7 Re: tak po ludzku mi przykro 12.03.07, 10:01
      Kati27,
      Nie przejmuj sie pierdolami. A coz ona innego moze zrobic? Pewnie ma potrzebe
      dowartosciowania sie. Erin dobrze to ujela. Sa ludzie, ktorzy za wszelka cene
      chcieliby "zaistniec", "byc waznym", podziwianym, byc takim, z ktorego slowami
      inni sie licza mimo, ze niewiele moga zaoferowac.
      Pociesze Cie, moja exiara miala podobnie (probowala wszystkim wokol wmawiac ile
      to ona znaczy dla ludzkosci smile) - szybko jednak spadla na ziemie bo jak stare
      przyslowie mowi: "Z pustego i Salomon nie naleje" tudziez "Z gowna bata nie
      ukrecisz wink".
      Pozdrawiam!
      • babe007 Re: tak po ludzku mi przykro 12.03.07, 10:21
        To ja z drugiej strony barykady. Chodzenia ze zdjęciem nie rozumiem. Ale sama
        myślę o obecnej partnerce mojego byłego męża tylko w kategoriach "czy jest miła
        dla moich dzieci, czy nie". No bo co mnie obchodzi, czy jest dobrą gospodynią,
        albo czy piecze wspaniałe cista. Albo to, że jest niezwykle inteligentna, lub
        przecudnej urody. Nic. To zapewne jest niezwykle istotne dla jej partnera (a
        mojego ex), mnie natomiast to zupełnie nie dotyczy. Mam na tyle dobrą
        samoocenę, ze nie muszę się z nią (czy nikim innym) porównywać i szukać
        punktów, w których mogłabym okazać się lepsza (mądrzejsza, czy ładniejsza).

        Także Kati, tak jak Ci napisały poprzedniczki, nie przejmuj się tak bardzo,
        uznaj, że ocenianie Twojej osoby tylko przez pryzmat Twojego stosunku do
        dzieci, to coś pozytywnego. W końcu, gdyby chodziło o "przysranie Ci" to wierz
        mi, ze każda kobieta mając w ręce zdjęcie innej kobiety, jest w stanie (jeśli
        chce) powiedziec coś złośliwego wink)).

        Pozdrawiam.
        • babe007 Aaaa i jeszcze jedno. 12.03.07, 10:28
          To, że o partnerce mojego ex myślę tylko i wyłącznie w wyżej opisanych
          kategoriach nie świadczy ani o tym, że uważam ją za wroga, ani, że jej nie
          lubię. Jest mi poprostu obojętna (myślę, że tak jak ja jej). Ja jej zupełnie
          nie znam (i zapewne nie poznam), więc czemu miałaby budzić we mnie jakieś
          większe emocje? Jest mi miło, że moje dzieci mają sympatyczne wspomnienia ze
          wspólnie spędzanego czasu. Ale to wszystko. Także chyba przesadzasz troszkę z
          tym byciem wrogiem dla ex Twojego partnera.

          Pozdrawiam raz jeszcze.
        • lilith76 Re: tak po ludzku mi przykro 12.03.07, 10:56
          Przychylam się do zdania babe007 smile

          Gdyby ona była twoim wrogiem, to wierz mi - cóż by ona nie wyprawiała nad tym twoim zdjęciem wink
        • e_r_i_n Re: tak po ludzku mi przykro 12.03.07, 13:12
          babe007 napisała:

          > Ale sama myślę o obecnej partnerce mojego byłego męża tylko w
          > kategoriach "czy jest miła dla moich dzieci, czy nie".

          Ale nie uzurpujesz sobie prawa stwierdzenia, ze w zwiazku z tym 'może być' smile
    • m-m-m Re: tak po ludzku mi przykro 12.03.07, 11:04
      A czym Ty się przejmujesz? Jakimś jej tekstem, że możesz sobie być, dopóki
      jesteś dobra dla jej dzieci? Niech spada. Nie ona decyduje z kim jest jej ex i
      jej pozwleństwo w tym temacie, nawet jakbyś była dla jej dzieci zła nic nie
      znaczy. Co najwyżej może wnosić o izolację Ciebie od dzieci, ale nie o izolacje
      Ciebie od jej exa.
      • anastazjapotocka Re: tak po ludzku mi przykro 12.03.07, 12:32
        Popieram wypowiedź M-m-m.
        Sama mądrość jak zwykle przez Ciebie przemawia M-m-m. Swoją drogą, chciałabym
        mieć tylko takie problemy... uszy do góry.
        Jak tam Twoja teściowa, M-m-m? Ponoć wrocławskie domy opieki mają bardzo dobrą
        renomę, bo sprawdziłam.
        • m-m-m Re: tak po ludzku mi przykro 12.03.07, 13:37
          Teściowa już jest w takim domu. Nie daliśmy rady psychicznie i od dnia kiedy to
          M. musiał dziwigać ją do wanny i z wanny, i czuwaliśy na zmianę dwie noce to
          przeszło to nasze możliwości i fizyczne i psychiczne.
          Teściowa jest pod Warszawą.
          Oczywiscie jest zdrowa i już chce wracac do domu, a to, że chodzi z balkonikiem
          i w pampersie to mały i neważny szczegół.
          • chalsia Re: tak po ludzku mi przykro 12.03.07, 14:45
            > Oczywiscie jest zdrowa i już chce wracac do domu, a to, że chodzi z
            balkonikiem
            >
            > i w pampersie to mały i neważny szczegół.


            rozumiem mmm, że Ty też jesteś przygotowana na taką starość, jak Twoja
            teściowa ?
            I pytanie wynika z ciekawości a nie uszczypliwości.
            Chalsia
            Chalsia
            • m-m-m Re: tak po ludzku mi przykro 12.03.07, 17:37
              A na starość nie jestem przygotowana. Na śmierć owszem. Może wcale strości nie
              dożyję. Starośc się naturze nie udała.
          • natasza39 Re: tak po ludzku mi przykro 12.03.07, 14:52
            m-m-m napisała:

            > Teściowa już jest w takim domu

            Ty m-m-m oczywiście nie masz żadnych obowiązków względem teściowej, ale tak
            nawiasem mówiąc, to bardzo smutne co napisałaś.
            Twoja teściowa, z tego co pisałaś bezgranicznie poświęciła się swemu synowi i
            wnukowi, podtykając im wszystko pod nos kiedy była jeszcze zdrowa.
            Teraz jest w domu opieki.
            Chyba nie warto poświęcać sie dla dzieci i wnuków.
            Smutne, ale prawdziwe...
            • m-m-m Re: tak po ludzku mi przykro 12.03.07, 17:31
              Nikt jej się poświecac nie kazał. Poświęcenie z jej strony M. zawsze odbierał
              jako manipulację z jej strony. To taki tym męczennicy szanatżystki: "ja się dla
              ciebie poswięcilam, a Ty taki syn jesteś"
              Co do wychowania M. to był jej obowiązek, a nie łaska.
              Niestety, nie wiecie dokładnie jak wygladała u nas sytuacja z teściową przez
              ostanie 1,5 roku, z osoba chora na Alzhaimera, która już ostanio wymagała 24 h
              doba opieki.
              M. musiałby nie spać, nie pracować, że o banalnym odpoczynku nie wspomnę. Nie
              byliśmy z jej powodu na urlopie 2 lata. Nie mamy znikąd pomocy, do opieki nad
              nią jesteśmy sami. Zatrudnic nikogo na noc i na dzień nie dałoby rady - nie
              mamy nikogo zaufanego, a teściowa juz nam sprowadziła złodziei do domu i nawet
              otworzyła im drzwi, którzy nieźle nas okradli.
              Co do wiedzy o opiece nad człowiekiem starym: akurat ja mam tu doświadczenie,
              bo 3 lata opiekowałam się moją 90-letnią babcia po śmierci mamy.
              Przerobiłam cały wachlarz opiekunek i byłam na jej gwizdek. Opieka nad starcem
              to przee wszystkim zapewnienie temu starcowi bezpieczenstwa, odpowiedniej diety
              i przede wszystkim bycie z nim. Nikt nie wie co to znaczy, kto bezpośredniej
              opieki nad starcem nie doświadczył.
              Nie wiem jak będzie moja starość. Może wcale jej nie będzie, bo jak moi rodzice
              opuszczę ten padół błyskawicznie za młodu jak moi rodzice.
              • natasza39 Re: tak po ludzku mi przykro 12.03.07, 21:38
                Nie pisałam tego aby Cię oceniać. Daleka jestem od ocen ludzi, którzy nie moga
                podołać opiece nad starymi schorowanymi ludźmi.
                A juz napewno nie jak chodzi o chorobe Alzhaimera!
                Sama ostatnio namawiałam moja przykaciółkę, która przez 1,5 roku opiekowała się
                przez 24h/dobę wraz z mezem nad schorowaną 95-letnia babcia, której trzeba było
                zmieniać pampersy.
                Na szczęście dla babci, która się juz męczyła strasznie i dla mojej
                przyjaciółki babcia odeszła w tamtym tygodniu.
                Tam mnie naszło jak zastanowiłam się nad zyciem, starościa i kresem tego zycia.
                Smutne to jest i tyle.
                A starośc się faktycznie Panu Bogu nie udałasad
    • kati27 Re: tak po ludzku mi przykro 12.03.07, 14:48
      dziękuję jeszcze raz za wsparcie. a ten wątek zaczęłam chyba dlatego, że
      myślałam dotychczas, że ona personalnie nic do mnie nie ma. Utrzymujemy ze sobą
      poprawne kontakty - jak trzeba ugoszczę ją i pogadam o banałach - a należy ona
      do osób, które za każdym razem przyjeżdzając po dzieci wchodzi do środka, nawet
      na momencik, nawet nie zapraszana.
      Mogłam co prawda włączyć czerwone jak wiedziałam, że jeździ ona z wizytami do
      rodziny mojego NM, z którymi nigdy nie łączyły ją aż tak zażyłe stosunki aby
      robić to po ich rozstaniu. Tak w ogóle to mam pytanie - czy wasze eksie
      odwiedzają rodziny waszych obecnych? Opowiadając przy tym różne niezbyt zgodne z
      prawdą historie? I dodam nie z dziećmi, np. w celu poznania dzieci z rodziną,
      ale samemu w celu - lepiej się nie zastanawiać.. Mnie to kiedyś dziwiło, później
      przestałam o tym myśleć.
      Co do eks to w sumie co kilka miesięcy "funduje" nam jakieś zajęcie i nowy
      problem - od tego, że jakiś czas umożliwiała widzenie dzieci z ojcem tylko przez
      kilka godzin dziennie mówiąc że jest on "złym ojcem" (jego 12-letnia córka
      została poproszona o pójście do sklepu po pieczywo - sklep 3 min od domu, czas -
      sobota ok. 10.00 rano), po odmowę podrzucenia dzieci do naszego domu w sytuacji,
      gdy samochód mojego NM był zepsuty (a na dworzu było z -20) - poprosiłam w
      rezultacie mojego starego przyjaciela, żeby pojechał ze mną po dzieci, po
      ostatnie żądanie oddania mebli na poczet zaległych alimentów (mój NM obecnie
      szuka pracy, historia jest długa i nieciekawa i tutaj nie będę o niej
      opowiadać). Oczywiście historie te mają swój koniec i po "złym ojcu" pojawia sie
      ojciec który może opiekować się dziećmi przez 2 miesiące wakacji, podczas
      wyjazdów eks lub jej prywatnych planów. Itd Itd ...
      Piszę tutaj bo nie chcę żeby mi się przy niej "ulało" a miałabym ochotę choć raz
      jej wygarnąć. Ale nic z tego smile
      • mrs_ka Re: tak po ludzku mi przykro 12.03.07, 23:45
        Kati- co do meritum wątku to mogę się tylko podpisać pod przedmówczyniami, ale
        co do Twojego ostatniego postu- mam inne zdanie.
        Na przykład kontakty z rodziną. Przyznam, że z jedną ze swoich szwagierek mam
        dość zażyłe kontakty, nie dam na nią złego słowa powiedzieć i bardzo Ją szanuję
        jako człowieka. Co na ten temat myśli Next nie wiem i nie interesuje mnie to.
        Nigdy nie sprowadzałam tego typu problemów do poziomu rywalizacji (jakkolwiek by
        jej nie ujmować) i oszczędziło mi to wielu stresów w innych tematach pokrewnych.
        To tak gwoli zobrazowania, że ludzkie sympatie i antypatie chadzają różnymi
        drogami i właściwie nie ma na to reguły, a na pewno nie zalezy od naszego
        statusu cywilnego.

        A teraz druga rzecz, czyli zły ojciec, który dziecko do sklepu po bułki wysyła.
        Niby nie brzmi drastycznie, faktwink
        Jednak punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Przypuszczam, że gdyby macocha
        mojego syna mogła się wypowiedzieć na temat mojego stosunku do samodzielności
        Młodego, powiedziałaby coś takiego:
        "eks się czepia, ma reakcje histeryczne. Ostatnio zadzwoniła do Misia i zrobiła
        mu awanturę o to, że puszcza dziecko na podwórko. A podwórko jest ogrodzone i na
        osiedlu strzezonym. Sorry, ale nie da sie trzymać dzieciaka w czterech ścianach
        tylko dlatego, żeby zrobić dobrze jakiejś nadopiekuńczej mamuśce".
        A dla mnie samotne puszczanie pięciolatka na osiedlowe podwórko jest
        niedopuszczalne. Kiedy byłam dzieckiem tez tak latałam, ale czasy się zmieniły,
        kupa świrów dookoła, paręnaście tysięcy ludzi tam mieszka, moje dziecko samo
        jeździ windą, eks niejednokrotnie nie umie powiedzieć, gdzie dziecko przebywa,
        bo traci je z oczu (a Młody idzie np. do nowopoznanych sąsiadów).
        Jedna sytuacja, dwie optyki.
        Powiem brutalnie: jeżeli ustalamy opiekę nad dzieckiem, która polega na jakichś
        a, b i c to tych punktów należy dotrzymać. Jestem wyjątkowo spokojną eksią, ale
        złamanie umowy w kwestii bezpieczeństwa mojego dziecka momentalnie mnie
        zapienia. I gdybym- uchowaj Boże- nadal była żoną eksa to zapieniłoby mnie to
        dokładnie tak samo.

        Co do podrzucania dzieci- nie wiem, jaki macie układ. Być może ustaliliście, że
        to ojciec odbiera dzieci i dlatego matka nie chciała ich do Was podrzucić.
        Tak czy inaczej: jej zbójeckie prawo odmówić podwody. Ostatecznie to żaden jej
        obowiązek. Jestem za jasnymi granicami między obowiązkiem, a wyświadczaniem
        przysług.
        Podwiezienie dzieci ojcu jest przysługą, ale nie jest obowiązkiem.
        I tu Ci powiem, że dokładnie rok temu byłam w takiej sytuacji, ale nie miałam na
        tyle asertywności co eks żona Twojego męza, i mnie argument o "mrozie" i
        "niewygodzie własnego dziecka" ruszył. I tak oto staliśmy się wraz z męzem
        bezpłatnymi, elastycznymi szoferami. Oczywiście to też mial być wyjątek, a stał
        się regułą.
        Obecnie ta sytuacja dobiega końca, bo eks odzyskuje samochód, ale przyznam się,
        że jesteśmy już z męzem na skraju cierpliwości. Uprzejmość ma swoje granice, a i
        tak na ogól nikt jej nie docenia, ostatnio (mieliśmy przegląd auta) powiedziano
        nam wprost, żebyśmy przywieźli Młodego... taksówką.

        No i ostatnia sprawa: alimenty.
        Żądanie oddania mebli jest równie kuriozalne jak dopuszczenie do sytuacji
        powstania długu alimentacyjnego. Sorry gregory, taka jest prawda.
        A to, że potem anse znikają swiadczy raczej na jej korzyśc, bo najwyraźniej ma
        dobrze ustawione priorytety i ostatecznie przedkłada kwestię kontaktów dzieci z
        ojcem, nad kwestię alimentów.

        Każdy kij ma dwa końce, jak widac.

        a.
        • kati27 Re: tak po ludzku mi przykro 12.03.07, 23:59
          hej mrs_ka miło że się odzywasz smile i już ci szybciutko odpowiadam. Jest mała
          różnica pomiędzy wysyłaniem do sklepu 5-latka a nastolatka prawda? Nastolatki
          którą sama eks puszcza samą na zakupy. Jest też różnica pomiędzy tym, że bez
          ustaleń ojciec zawsze odbierał i zawoził dzieci swoim prywatnym samochodem, w
          sytuacji gdy matka dzieci ma służbowe bardzo ekonomiczne auto. jest też różnica
          w tym, że kiedy matce dzieci "jest na rękę" podrzuca je jak kukułka (chore
          5-letnie dziecko i nie dzwoni kilka dni, żeby nawet spytać się jak ono się
          czuje). Generalnie temat używania dzieci jako karty przetargowej został tu dość
          mocno omówiony. I pewnie , że wszystko zależy od punktu widzenia osoby którą tą
          sprawę opisuję. ja sama czytając niektóre posty, zastanawiam się a co na to
          druga strona miałaby do powiedzenia.
          Co do kwestii jej priorytetów to chciałabym się zgodzić ale .. mi sie nie chce.
          Bo musiałabym się zmusić do myślenia, że ma dobrze w głowie kobita poukładane.
          Ale to już inny problem.
          Co do alimentów to nawet nie wiesz jak czekam, aż ta sytuacja się zmieni,
          zresztą nie tylko ja. Dla normalnego faceta, który chciał mieć dzieci i miał je
          z pełną świadomością i któremu zdarza się taka sytuacja losowa, że aktualnie nie
          może na nie łożyć jest to sprawa bardzo niemiła.
          Każdy kij ma dwa końce - to święta prawda

          Dzień dobry!  rzekł Tygrys.  Znalazłem kogoś zupełnie takiego samego jak ja. A
          myślałem, że więcej takich nie ma.
          • mrs_ka Re: tak po ludzku mi przykro 13.03.07, 00:54
            Różnice, na które wskazujesz, są dość mylnym tropem. Bo to, ze Halinka z Jolą
            ustalą sobie, że dla nich akceptowalne są czyny a, b i c w odniesieniu do mojego
            syna zupełnie nie przekłada się na to, że się z nimi zgodzę, ani też na to, że w
            ogóle ich zdanie będzie się liczyć. Od ustalania granic są rodzice dziecka oraz
            ich partnerzy, jeśli taki uklad został zawarty. Jeżeli rodzice są rozwiedzeni to
            muszą między sobą ustalić jakieś zręby modelu wychowawczego i tego się trzymać.
            A jesli nie potrafią zrobić jednego bądź drugiego to muszą się liczyć z
            pretensjami drugiej strony. I- jakkolwiek zabrzmi to nieco tautologicznie- nie
            mieć później pretensji o pretensje wink

            W tym sensie nie ma dla mnie różnicy między wysyłaniem do sklepu 12latka i
            5latka, bo to, co nie mieści się w moich granicach tolerancji dla jakiejś innej
            matki spokojnie się mieści i nie jestem od tego, aby te granice samowolnie
            przesuwać w odniesieniu do cudzego dziecka. Dlatego tak wazne jest uświadomienie
            sobie, co właściwie robimy w tym ukladzie, jaki to jest układ i jakie reguły w
            nim obowiązują.
            Jeśli jest reguła, że 12latek nie chodzi sam do sklepu (przy czym może być tam
            pierdylion skrzyżowań na przykład, alb jedno, albo żadnego skrzyżowania, co nie
            powinno zmieniać sytuacji dla osoby trzeciej)- przestrzegamy reguly. Jeśli
            chcemy ją zmienić to wypadałoby poruszyć temat z rodzicem dziecka i powiedzieć,
            jak my to widzimy, dlaczego tak, co przemawia za tym i tak dalej, natomiast
            niespecjalnie mieści mi się w glowie arbitralne złamanie reguly i wprowadzenie
            nowej, bo tak. Szczególnie jeśli jest to jakaś istotna regula, a dla mnie
            kwestie bezpieczeństwa dzieci do takich się zaliczają.
            Przy czym są też granice kompromisów np. dla mnie nie istnieje żaden kompromis w
            kwestii posyłania samego pięciolatka windą na podwórko. I życzyłabym sobie, aby
            zostało to uszanowane z tego na przyklad prostego względu, że moje dziecko
            zaziębione po paru godzinach siedzenia w mokrym piachu stanie się moim
            problemem, a nie problemem Eksa. Jesli więc do kogoś nie przemawiają górnolotne
            "uczucia matki" to powinien przemówić przynajmniej codzienny pragmatyzm.

            Nie wiem, jaka jest Wasza sytuacja w codziennych szczegółach, które na ogół
            tworzą klimat całej relacji.
            Warto jednak zauwazyć, że ani posiadanie przez ojca prywatnego samochodu, ani
            posiadanie przez matkę służbowego auta nie wpływa na rozróżnienie między
            obowiązkiem, a przysługą, prawda? Jeśli nie jest moim obowiązkiem sponsorowanie
            dziecka sąsiadów, to nie jest nim ani wtedy, gdy jestem bezrobotna, ani wtedy,
            gdy jestem prezesem banku.
            Co do alimentów: wierzę Ci, że czekasz, aż to się zmieni i że macie dyskomfort
            sytuacji, ale to nie zmienia faktu, że matka nie dostaje pieniędzy na utrzymanie
            dzieci i z tą racją nie da się dyskutować, bo jest niepodważalna.
            To w jakiś sposób na pewno tłumaczy żal Eks i niechęć do wyświadczania przysług.
            Poza tym może być okropną babą z trądzikiem różowatym, ale nie sposób nie
            przyznać jej merytorycznej racji w przynajmniej trzech punktach.


            a.
    • joanna9969 Re: tak po ludzku mi przykro 12.03.07, 17:01
      Ja skonfrontowana z takim zachowaniem exi ,
      rozesmialabym sie w glos a pozniej wymownie popukala w czulko
      .Ostatnia rzecza na ktora eksia ma wplyw to jest to
      czy neksia sobie "moze byc" czy nie bo to nie
      ona sobie ja wybrala tylko jej eks M , a tobie
      ona laski zadnej nie robi ze twoje istnienie laskawie
      aprobuje.

Inne wątki na temat:
Pełna wersja