anirac
25.03.07, 21:47
Witam was wszystkie. Jestem to nowa, ale z tego co czytam - macie duuużo
zdrowego rozsądku, a tego mi chyba przede wszystkim trzeba

Mam nadzieję, że nie zanudzę Was swoją historią, a Wy jakoś to ocenicie.
Przez ponad 2 lata byłam z człowiekiem, który ma córke - nastolatkę. Od ponad
1,5 roku jest po rozwodzie. Jego była żona stosowała najróżniejsze metody
umilania mi życia. Od nachodzenia w domu, robienia awantur w biurze,
wydzwaniania do mnie i obrzucania wyzwiskami, po rzucanie gróźb. To wszystko
było kontynuowane również po rozwodzie. Ale nie to jest najgorsze. Ona
wydzwania z każdą pierodłą do Niego - a swojego eks, czasami po kilkanaście
razy na dzień. Stoi na skrzyżowaniu i nie wie gdzie skręcić - dzwoni do
Niego, zepsuł się samochód - tel., ma zły humor - tel., coś u niej w
rodzinie - tel., itd. Ja nie mam żadnego kontaktu z Jego dzieckim, bo nie
może moje imię nawet paść w rozmowie, żeby nikogo nie denerowować (pewnie
dziecku psychikę od razu skrzywię). Ba, nie mogę być nawet wspomniana w
rozmowie z eks, bo wtedy jest furia i awantura. Po prostu nie mogę istnieć.
Ale wydzwaniać z każdą bzurą to ona moze i On zawsze odbiera, odpowiada,
pomaga. Bo uważa, że tak trzeba. Ostatnio był chory. Ona zamówiła mu lekarza,
przesłała leki, wydzwaniała co 10 minut jak się czuje, itd. Nie wytrzymałam.
Powiedziałam dość. Walczyłam od dawna o ukrócenie tych telefonów.
Tłumaczyłam, że nie da sie żyć w 3 osoby, że ja rozumiem kontakty z córką,
nigdy ich nie utrudniałam, sama czasami wiele godzin rozmawiałam z nim na jej
temat, żeby mu lepiej przybliżyć psychikę dziewczynki w jej wieku (czasami i
prezenty dla niej też wybierałam, ale oczywiście nigdy nie mogłam zostać z
nimi skojarzona), ale nie mogę się pogodzić, że jego eks rozwala nasz
związek, ze on na to pozwola, że nie ukróci tych bezsensownych telefonów. On
uważa, że ja przesadzam, że nie powinnam się o to denerować, że prosząc by
zaczął w rozmowach z nią wymawiać moje imię (np. jej pytanie: "jak dojedziesz
do lekarza?", Jego odp: "Już sobie to zorganizowałem", zamiast powiedzieć, ze
ja z nim jadę) chcę wojny, bo niby nie wiem do czego ona jest zdolna, itd.
Przypominam - są od 1,5 roku po rozwodzie, od 3 lat nie mieszkają ze sobą. My
jesteśmy razem 2 lata. I on uważa, że ja nie mam racji, że ograniczam jego
wolność. Właśnie się wyprowadził, powiedział, że to koniec naszego związku,
że to oczywiście przeze mnie. Na moje pytanie dlaczego tak trudno mu
zrezygnowac z telefonów od eks, że woli zniszczyć związek ze mną,
odpowiedział, że to jest moja interpretacja. A co ja mam mysleć?
Dziewczyny - ja nie mam prawa jeździć do domu, który on wybudował dla córki
(córka i eks mieszkają w jeszcze innym mieszkaniu), nie mam możliwości
żadnego kontaktu z jego dzieckim (mieszkamy w jednym mieście), on jedzie z
córką na konie w sobotę, ja spędzam czas samotnie, jego była żona nie może
usłyszeć mojego imienia, zeby nie wpaść w furię, a jednocześnie uważa, że
moze wydzwaniać do niego w swoich sprawach po kilka razy dziennie. Kiedy ja
zadzwoniłam do niego jak był na spacerze z córką to oczywiście dostałam
telefon od eks, jak w ogóle śmiem dzwonić kiedy on spędza czas z dzieckiem.
Oczywiście wszystko okraszone niewybrednymi wyzwiskami. Co mam robić? Boje
się, że to koniec. Czy któraś z Was była w podobnej sytuacji? Dlaczego On na
to pozwala, skoro wcześniej zdecydował sie na rozwód, na zmiany, powtarzał w
nieskończonośc, że mnie kocha? Jestem bezradna...