khaldum
04.04.07, 09:19
hej dziewczyny
troszkę mnie nie było, ale nadrabiam czytanie ...
na początku nie chciałam o sprawie pisać, ale co tam... Pewnie wkładam kij w
mrowisko i znowu będzie 1000 niewinnych psów na mnie powieszonych, ale z
pewnością też ktoś powie mi coś mądrego, bo zgłupiałam, już sama nie wiem co
robię, a że od wydarzeń minęło kilka dni to emocje już mną nie rządzą.
Kwestia syna exiary.
chłopiec miał urodziny. Wypadało to w weekend kiedy dzieci miały być u NM.
Dziadkowie /rodzice NM/ są do małego przywiązani i największą tragedia było
to, ze nie będą z nim w dniu jego święta. Exiara, o urodzinach nikomu nie
wspomniała, nikogo nie zaprosiła ipowiedziała, że wyprawiać nie będzie.
Babcia, upiekła tort, zeszła się rodzina NM, on przywiózł dzieci i był kinder
bal. To było w piątek.
W sobotę w południe exiara zaczęła wydzwaniać do NM z pretensjami, że jej nikt
nie zaprosił na urodziny jej syna, i że w takim razie ona w niedzielę wyprawi
swoje na których będzie ona i dzieci i dlatego dzieci mają być w niedzielę o
18 w domu.
Dla przypomnienia, pomiędzy domem exiary i naszym jest tylko 300 km, bagatela
z dziećmi ok 4,5 h jazdy.
Po południu w sobotę najstarszego syna na GG poinformowała, że urodzin nie
wyprawi bo ojciec jej nie dał pieniędzy. (z kwoty którą jej daje bez wyroku
czyli 800 na mieszkanie i 1500 na dzieci nie dopłacił 300 zł, nie dlatego że
nie chciał, ale dlatego że ma poważne problemy finansowe).
Słyszałam jak chłopak rozmawiał z mamą przez telefon i pytał ja po co ma być o
6 w domu skoro urodzin nie będzie, jak tu jest fajnie a tam nic sie nie będzie
działo i będą siedzieć w domu i patrzeć w ścianę.
NM usiłował z nią rozmawiać, że jeśli tych urodzin nie wyprawia to będzie tak
jak się umawiali pomiędzy 19 a 20, usłyszał: to rób sobie jak chcesz.
Ze względu na to, że miałam kilka spraw zawodowych do załatwienia w
miejscowości gdzie mieszkają chłopcy z mamą w niedzielę pojechałam z nimi. Po
drodze wstapiliśmy do rodziców NM po najmłodszego i pojechaliśmy odwieźć dzieci.
Na widok bloku w którym miesza najmłodszy zaczął płakać i krzyczeć NIE DO MAY
NIE DO MAMY.
Matko serce mi pękło. Jak dziecko 3 letnie, które nie widziało matki 3 dni
może tak wołać!!!!!! W dupę, że to nie syn NM, gen matki i kobiety zdwoił
swoje działanie.... o tym co moja wiedza psychologiczna zaczęła krzyczeć w
głowie nie wspomnę.
I tu dopiero zaczęły się cyrki.
Była godzina 19,15.
Dzieci wysiadły z samochodu, dzwonią domofonem, nikt nie otwiera, kluczy nie
mają. NM dzwoni do exiary, raz, drugi.... piąty, ta nie odbiera komórki.
Dzwonią synowie z se swojego numeru, nie odbiera. Czekamy pod blokiem, ciemno
zaczyna się robić. Telefonu nie odbiera, w domu jej nie ma. O ósmej
stwierdziłam, że zabieramy dzieci do kawalerki służbowej NM.
35 m kwadratowych, jeden pokój, jedno łóżko, jeden fotel rozkładany, 2
poduszki, 2 kołdry, 3 dzieci i 2 dorosłych, pusta lodówka.
Chłopa wysłałam po zakupy, sama zaczęłam organizować nocleg. Dzieci mówią, że
mama na pewno poszła do pracy. Musiałam im wyjaśnić, że w niedzielę o 20
kadrowe nie pracują. Załamane, że mamy nie ma. Tłumaczę, że może miała coś
ważnego do załatwienia itp itd.
21 szykujemy dzieci do snu, najstarszy pochlipuje w łazience, średni ma
wszystko w nosie i siedzi przed TV. Rano muszą iść do szkoły, nie mają
książek, nic. Najmłodszy szaleje z autkami na zawrotnej powierzchni 1 m2
pomiędzy wersalką stołem i rozłożonym fotelem...
21,15, dzieci w piżamach, po kolacji. SMS od ich matki o treści: jestem w domu.
NM, odpisał: i co teraz?
cisza, pół h bez odpowiedzi. Dzieci nadal do niej dzwonią, odbiera.
Chłopcy pytają gdzie była, itd, nie dostają odpowiedzi. Starszy mówi, że tu
się nie da spać, nie ma miejsca, kołder poduszek. Matka na to że może im je
przywieźć. Oni mówią, że chcą do domu jechać spać. Zero reakcji ze strony mamusi.
8 latek pyta, mama, ale jak ty przywieziesz kołdry to dlaczego nas nie chcesz
zabrać ?
Kończy rozmowę i mówi z mama nie przyjedzie, bo tata na nią na policję donosi
!!!!!!!!!!!!!!!!!! ???????????????????????? !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Starszy krzyczy że to wina taty bo nie chciał przyjść na urodziny do domu, że
nie daje pieniędzy, że żyją w nędzy, że mama musi nadgodziny robić...
Rozmowa, fakty, przypomnienie kolejności wydarzeń...
Zaczyna analizować, łzy ciekną mu po policzkach... zaczyna do niego docierać,
że wersja mamy mija się z prawdą.
Wyjaśniamy mu trudną sytuację finansową ojca, tłumaczymy, ze firmę okradziono,
że "piekarz bez mąki chleba nie upiecze i nie sprzeda"
"Tatuś dlaczwgo mi nikt nie powiedział, że masz takie kłopoty??"
Kolejne telefony do mamy, przyjedź po nas, mamusia przyjedź, chcemy do domu...
zero reakcji. Macie być u taty, bez sensu teraz po was jechać. Jest 22.
O 22,10 NM zabiera dzieci do samochodu, zawozi do rodzicielki, 3 latek płacze
i woła NIE DO MAMY, NIE DO MAMY...
o północy sms od exiary: co z ciebie za ojciec, po co mówiłeś M. że masz
problemy finansowe, przez to płacze i nie może zasnąć...
Podjęliśmy pewne decyzje, moje marzenia o wspólnym dziecku z NM pozostaną już
pewnie tylko marzeniami... to są DZIECI, tylko dzieci.... Jeśli sąd ma oczy, a
badania psychologiczne potwierdzą to co widzimy, będę macochą całodobową/matką
dla 4 dzieci
Zgłupiałam,
Zidiociałam
Oszalałam
czy dam radę???