Nie moge patrzec na corke mojego m.

07.04.07, 19:05
Dziwnie to brzmi, ale jest coraz gorzej. Ona ma 3 lata i jest niczemu winna.
ale sytuacja w jakiej sie znalazlam, sprowadza wszystko wlasnie do tak zlych
uczuc.
Jestesmy z m prawie 3 lata. On nigdy nie byl z matka swojej corki. Staramy
sie o dziecko od 2 lat. Klinika leczenia nieplodnosci itp. Im dluzej to trwa,
tym bardziej zle to przezywam. Coraz bardziej denerwuje sie gdy ona z nami
przebywa. Nie moge przezyc jak on patrzy na nia. Jak ona do niego "tatusiu"
albo "a gdzie mamusia"? A ja ? Ja jestem nikim - tak twierdzi matka m
(systematycznie mi to powtarza). Baba ma racje. Nie naleze do rodziny. Jestem
kims obok.
Dzis jest wlasnie taki dzien. Dostalam @. Znowu.... Nie moge sobie poradzic z
moimi uczuciami. Jutro swieta, najpierw u ,mojej rodziny - beda zachwyty ze
kuzynka jest w ciazy. Potem m z corka. I ja - czyli nikt. Bo nawet nie
kobieta, skoro podstawowych funkcji nie moge spelnic.
A moj m bardzo pragnie miec ze mna duzo dzieci, nie wiem czy nie zostawi mnie
niedlugo dla jakiejs z szerokimi biodrami, zdolnej do reprodukcji.

A czas leci....
    • pom Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 07.04.07, 22:45
      Rzeczywiście, dziewczynka jest zupełnie bez winy - na świat się nie prosiła, nie
      zaspokaja uczuć ojcowskich Twojego faceta, który pragnie mieć dzieci z Tobą.
      Ale rozumiem Twoje 2-letnie miotanie się.

      Jesteś KIMŚ - bardzo ważnym. To z Tobą M chce mieć dzieci i budować większa
      rodzinę. Bo rodziną już jesteście.smile Emocjonalnie, mentalnie.
      Pewnie już wiesz, że trzeba wyluzować, wyciszyć się, itepe.
      Nawet jeśli ciężko Ci to przychodzi, to jednak musisz zrozumieć jedno:
      przelewanie goryczy na Bogu ducha winne dziecko tylko utrudni Ci sprawę.
      Uporządkujesz swoje emocje i wówczas możesz liczyć na szcześliwe zakończenie, a
      prędzej szczęśliwy początek.
      Tu nie ma rywalizacji, jest mała dziewczynka, która tak samo pragnie miłości,
      akceptacji, także od Ciebie. Polubisz ją a nowe życie polubi Ciebie?
      Może pomyśl o tym w ten sposób?
    • damiri Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 08.04.07, 01:23
      elfi, doskonale Cie rozumiem, bojestem w identycznej sytuacji. Moj M ma 2 synow
      z pierwszego malzenstwa a my staramy sie o dziecko od 2.5 lat i raczej nadzieje
      na sukces sa mizerne. Mam juz serdecznie dosc zastrzykow, badan i
      comiesiecznego rozczarowania. I tez zauwazylam, ze o ile na poczatku bylam
      nastawiona pozytywno-neutralnie do chlopakow (choc bylo to latwe, bo ich na
      oczy nie widzialam, oni w Polsce a my w Stanach) to im dluzej trwa nasza walka
      z nieplodnoscia, tym bardziej negatywne moje reakcje na ich rychly przyjazd
      (przyjezdzaja w czerwcu) Jak mowila pom, wiem, ze to irracjonalne i wiem, ze
      jezli przeniose negatywne uczucia na nich bedzie tylko gorzej, bo ani oni nie
      sa niczemu winni ani ja temu, ze jestem nieplodna. Ale to latwiej powiedziec
      niz zrobic. Jestem wykonczona ciaglym monitorowaniem moich mysli i blokowaniem
      tych negatywnych.
      Moze w moim przypadku jest latwiej bo "nasi" chlopcy sa juz duzi - 20 i 15 lat,
      wiec nie bede widzie tego "tatusiowania" ktore jest przy malych dzieciach, ale
      zawsze, rana na duszy zostaje.
      Ci, ktorzy sie z tym nie zetkneli, nie zdaja sobie sprawy jak wyczerpujaca i
      rujnujaca psychike jest walka z nieplodnoscia. Po jakims czasie zaczynasz sie
      czuc jak "cos" nie kobieta, no bo skoro nie mozesz spelnic jedynej biologicznej
      funkcji, do ktorej spelnienia zostalas zaprojektowana.... Zaczyna siadac
      psychika, poczucie wlasnej wartosci i w ogole zmienia sie postrzeganie swiata.
      I bez fachowej pomocy (psycholog) trudno sobie z tym poradzic.
      Wlasnie psychologa bym Ci sugerowala - sama zamierzam sie do takiego udac
      (problem tylko w pieniazkach, bo leczenie zzarlo nasze oszczednosci, a tu
      jeszcze chcemy chlopakom wakacje jakies zafundowac). Bo te negatywne uczucia,
      ta bezsilna zlosc w Tobie sa i cos z nimi trzeba zrobic. Tlumienie ich nic nie
      da, bo same nie odejda, a kierowac ich na dziecko nie mozna, bo to w koncu jak
      sama wiesz nie jej wina.
      Trzymaj sie. Pozdrawiam.
      • yvonne75 Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 08.04.07, 17:04
        moze to durnie zabrzmi,ale odetchenlam troche z ulga...uff...wiec nie jestem
        sama....lacze sie w bolu.
        podobnym bolu jak wasze.
        • lisek78 Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 09.04.07, 00:14
          Hmmm,niestety mam to samo:
          męża,który ma Syna
          plany na większą rodzinę
          i niemożność zajścia w ciążę od prawie dwóch lat...
          Coraz gorzej znoszę wizyty Małego i te jego kartki z przedszkola:"Dla świata
          Mama i Tata są nikim,dla dziecka są całym światem", czy jakoś tak.
          Schowałam kartke z tym zdaniem głęboko do szuflady,żeby za nadto się nie
          torturować.I postanowiłam sobie ostatnio,że jeśli nie będę mogła dać mojemu
          mężowi dziecka tak NA SERIO i NA PEWNO to po prostu odejdę od niego...
    • weronka77 Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 09.04.07, 03:20
      Wiecie co,ja też tak miałam na początku kiedy się staraliśmy-zabrzmi śmiesznie
      ale od samego początku( na wniosek Mwink) który chciał mieć córeczki-
      bliżniaczkiwink I udało się wtedy kiedy...przestałam tak bardzo,obsesyjnie
      chcieć i pogodziłam się z tym że w życiu M będzie już tylko jedna
      córeczka..Zaskoczenie ale i szczęście niesamowite. Podświadomie baardzo
      mocni "tzymałam kciuki" żeby to właśnie była córeczka-chciałam "przełamać
      monopol"wink I jest! Życzę Wam wszystkim powodzenia i nie trećcie nadzieji!
      Będzie dobrze.
      • weronka77 Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 09.04.07, 03:22
        trzymałąm,sicwink)
      • nangaparbat3 Dziewczyny 09.04.07, 12:02
        nie wiem, dlaczego macie problem z zajsciem w ciążę, ale w zyciu spotkalam się
        z nastepujacymi sytuacjami:
        - pani 30+, lekarze stwierdzili niedorozwoj macicy, komentarz: w tym wieku
        macica juz się nie rozwija, para zdecydowała się na adopcję, kiedy załatwiono
        juz wszystkie formalnosci, okazało sie, ze pani jest w ciąży - teraz maja
        adoptowaną corke i syna
        - pani uslyszała od lekarza, ze nie ma już szans, "prosze sobie kupić psa", ma
        charta afganskiego i coreczkę
        - moja kolezanka po kilku latach starań usłyszała od starego lekarza: prosze
        zmienić pracę - po paru miesiacach była w ciąży.
        Pozdrawiam i zyczę powodzenia - N.
        • yvonne75 Re: Dziewczyny 09.04.07, 13:21
          w zyciu jest roznie,bardzo bym sie cieszyla gdybym byla jednym z "przypadkow"
          jakie opisalas.na poczatku myslisz, ze sie uda jak bardzo bedziesz chciec,potem
          liczysz na cud,a potem...ilez mozna sie ludzic?w dodatku to tak bardzo boli.to
          bardzo nie fair...
    • kleo1 Elfi odbierz maila! n/t 09.04.07, 13:18

    • olga721 Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 09.04.07, 22:01
      Doskonale rozumiem Twoją sytuację, chociaż ja w niej nie jestem.
      Nie wiem, czy to jakieś pocieszające, ale podam Ci stronę, na której znajdziesz
      setki dziewczyn w podobnej sytuacji do Twojej. Znajdziesz tam bratnie dusze i
      porady lekarskie i wszystko, co jest potrzebne w przypadku problemów z zajściem
      w ciążę.
      www.nasz-bocian.pl
      • elfi Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 11.04.07, 11:25
        Juz jestem, moja wypowiedz byla pelna dramaturgii, ale zawsze tak jest gdy
        dostaje okres - megadol. Wszystko widze w czarnych barwach. My staramy sie juz
        2 lata. Szlag mnie trafia, gdy pomysle, ze mala jest efektem jednej nocy, a
        my....
        Dziewczyny milo jest wiedziec ze nie jestem sama w takiej sytuacji (chociaz
        oczywiscie nikomu tego nie zycze). Dobrze gdy mi piszecie jak sobie wy z tym
        radzicie. Denerwuja mnie teksty ze po prostu trzeba sie wyluzowac (bo co to
        znaczy?) i przestac sie starac a wtedy samo przyjdzie...
        A co do malej, to kocham dzieci i na poczatku super sie dogadywalysmy, ale w
        momencie jak moje problemy zaczely narastac, jest mi coraz trudniej. Nawet
        sobie kiedys pomyslalam ze moje dziecko bedzie mialo fajna starsza siostre. Ale
        boli mnie to ze moj m jest dla malej najwazniejsza osoba na swiecie, a ja
        jestem nikim
        • chalsia Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 11.04.07, 13:06

          > radzicie. Denerwuja mnie teksty ze po prostu trzeba sie wyluzowac (bo co to
          > znaczy?) i przestac sie starac a wtedy samo przyjdzie...

          Ale tak właśnie jest w bardzo wielu przypadkach takich jak Twój. Kobiety
          zachodziły samoistnie w ciążę wtedy, gdy już całkowicie starciły na to nadzieję.

          Co to znaczy? Po prostu przestać czynić kwestię "posiadania" dziecka centralną
          i najwazniejszą w Twoim/Waszym życiu. Czyli np. zająć się czymś innym, przyjąć
          inne priorytety życiowe na najbliższe dwa lata.
          Chalsia

          -----
          Większość ludzi to ssaki.
          • elfi Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 11.04.07, 13:16
            chalsiu, ale ze mna tak bylo, zajelam sie wieloma rzeczami w ciagu ostatnich 2
            lat. Nie myslalam duzo o dziecku. Ale teraz inne rzeczy wogole mnie juz nie
            bawia.
            • olvi Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 11.04.07, 14:15
              Elfi, odbierz prosze poczte gazetowa.
          • damiri Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 11.04.07, 20:55
            Chalsiu, dobre rady o "wyluzowaniu sie" bywaja dlatego denerwujace, ze
            najczesciej pochodza od osob, ktore nie musialy sie zmagac z bezplodnoscia,
            szprycowac hormonami, latac co 2 dni na usg, poddawac sie bolesnym testom, itp.
            Poza tym, wyluzowanie sie nie pomoze przy np. braku jajowodow i innych tego
            typu przeszkodach, na ktore nastawienie psychiczne nie ma najmniejszego wplywu.

            Ja bynajmniej nie robie ze staran centrum naszego zycia i staram sie o tym jak
            najmniej myslec, ale jak na zlosc, na okolo "paczkuja" znajome, kolezanki,
            wspolpracowniczki, krewne ipt, i czasami trudno nie poczuc sie jak wybrakowany
            bubel.
        • poxywka Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 11.04.07, 13:23
          nie rozumiem tego do konca elfi
          co to znaczy nikim i dla kogo? dla tej dziewczynki, dla tesciowej (czyli baby)
          dla M ?
          kim bedziesz dla tesciowej to naprawde wszystko jedno - aczkolwiek nie
          sluchalabym takich tekstow z jej ust spokojnie bo 'chamstwu i
          drobnomieszczanstwu w zyciu nalezy sie przeciwstawiac...'
          kim bedziesz dla dziewczynki zalezy od Ciebie - chyba ze dziecko jest
          indoktrynowane; matka ni ojcem nie bedziesz ale mozesz byc przyjacielem; to
          niemalze rownie silna pozycja jak rodzica; ale to pewnie zalezy czy uporasz sie
          ze swoim problemem i bedziesz chciala sie dalej przyjaznic z mala
          no a dla M - mam nadzieje ze to, kim dla Niego jestes nie ma zwiazku z tym ile
          dzieci mu urodzisz
          potrafie zrozumiec dolek z powodu tesknoty za wlasnym dzieckiem (skoro
          denerwuja Cie teksty o wyluzowaniu tym bardziej powinnas chyba na to zwrocic
          uwage)
          jednakze dolek z powodu bycia nikim nie ma nic wspolnego z mozliwoscia rodzenia
          dzieci i to obgadaj ze swoim facetem; wiesz, gdy urodzisz dziecko a nawet 5
          moze sie zdarzyc ze nadal nie bedziesz czuc sie lepiej bo bedzie Ci sie zdawac
          ze ciagle jestes nie dosc dobra; czy Twoj M ma swiadomosc tych problemow ?
          jestes na pewno wspaniala osoba ale moze za rzadko M Ci to okazuje? gdyby
          chcial miec reproduktor ozenilby sie z matka malej i po sprawie - widac nie o
          to jednak mu chodzi
          pozdrawiam
          poxywka
    • kimbeli Przypowieść prawdziwa, niestety 11.04.07, 14:48
      Pozwól, że opowiem Ci historię, którą jestem raczona przy okazji każdorazowego
      pobytu w moim rodzinnym mieście. Bywam tam u dawnej przyjaciółki mojej Mamy,
      która opiekuje się jej grobem (płacę jej nie tylko za to, że kupuje świeczki,
      ale również za to, że je zapala - to dodaję w ramach asekuracjiwink

      Otóż ta kobieta za każdym razem opowiada mi historię dziewczyny, która swojej
      ciężarnej przyjaciółce odbiła narzeczonego i teraz spotkała ją za to kara boska.
      Owa "kara boska" to bezdzietność.

      Żona owego pana coraz bardziej dziwaczała i gorzkniała, aż na końcu sfiksowała.
      Mąż, który od jakiegoś czasu zdradzał ją na prawo i lewo, pewnie teraz chętnie
      zainteresowałby się dzieckiem, którego nie chciał, ale jego matka przezornie
      trzyma go z daleka. Ułożyła sobie życie, a dziecko prawnie jest jej męża.

      Sytuacja o tyle nieprzyjemna, że "tatuś" wcześniej wymiksował się od
      jakiejkolwiek odpowiedzialności za dziecko, które rośnie zdrowo na oczach jego i
      jego żony. Zostawił narzeczoną w bardzo trudnej sytuacji materialnej i jeszcze
      rozpowiadał na prawo i na lewo, że dziecko nie jest jego. jego ojcostwo uznano
      sądownie.

      Do takich "tatusiów" mam wstręt organiczny i nie wyobrażam sobie, jak można się
      z kimś takim wiązać, ale na całą sprawę mam nieco inne spojrzenie niż
      przyjaciółka mojej Mamy. Poza tym nie sadzę, żeby Bóg uciekał sie do takich
      sposobówwink
      Na początku plotkarki wcale go nie odsadzały od czci i wiary za to, że zostawił
      skromną dziewczynę, oględnie mówiąc biedną, a zainteresował się gwiazdą
      miasteczkową (piszę to bez specjalnej złośliwości).

      Pewnie żyliby długo i szczęśliwie, nawet bez dzieci, gdyby nie jej chora wręcz
      obsesja i być może - to już moja projekcja - chęć dorównania byłej. Sądzę, że
      wbrew temu, co mówi przyjaciółka Mamy, mąż ożenił się z nią w miłości. I pewnie
      to ona byłaby dla niego najważniejsza.

      Z opowieści wyłania się jednak obraz piekła, które stworzyła sobie i swojemu
      mężowi, rozumiem walkę o dziecko ale nie ograniczać sensu istnienia rodziny
      tylko do posiadania dziecka.
      Z tego co wiem była to niegłupia i całkiem normalna dziewczyna.

      Wychodząc za mąż wiedziałam, że chce być z człowiekiem, którego kocham. I to
      tylko się liczyło. Nie wiem, jak byłoby gdyby na świecie nie pojawiły się dzieci
      (pewnie byłabym razem z nimwink, ale wiem, że zrobiłabym wszytko, żeby miało to
      możliwie najmniejszy wpływ na moje małżeństwo. pewnie nie byłoby to łatwe, ale
      czasami jednak nie ma wyjścia.
      Powodzenia w staraniachsmile)

      • elfi Re: Przypowieść prawdziwa, niestety 11.04.07, 16:18
        Kimbeli, ta historia rzeczywiscie brzmi jak przestroga. Nie chcialabym tak
        skonczyc. Ale ja do tej pory kisilam zle emocje w sobie. Pierwszy raz wybuchlam
        przed M w zeszlym miesiacu. Do tej pory plakalam w samotnosci.

        Ale zapamietam ta historie.
        • kimbeli Re: Przypowieść prawdziwa, niestety 12.04.07, 09:54
          Szkoda by Cię było. Serio.

          Dla mnie ta historia też jest przestrogą, że piekło jest w nas. Ciocia mojej
          teściowej zawsze powtarza, że pomimo wszelkich obiektywnych okoliczności, możemy
          być szczęśliwi tylko na tyle, na ile sami potrafimy. I że sami sobie dajemy
          przyzwolenie na szczęście.
          Pewnie coś w tym jest, bo to kobieta mądra, prawie 90-letnia pani psycholog.
          Chociaż przeżyła obóz koncentracyjny, życie miała trudne, straciła wszystkich
          bliskich i od ponad 20 lat jest unieruchomiona, jest najbardziej pogodnym i
          ciepłym człowiekiem jakiego znam.
          Pozdrawiam

    • erlich3 Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 12.04.07, 10:37
      Nie dziwię sie wcale. Ja sie staram dopiero 4 miesiąc i już mnie szlag trafia,
      że nic nie wychodzi a jego córcia ma 8 lat i jest po prostu pępkiem świata.
      Facet musi jednak zrozumieć, że jak zamierza ułozyć sobie życie w drugim
      związku to musi troche przystopować z miłością do dzieci z poprzedniego
      małżeństwa. Jak widzę uczucie niechęci do pasierbów jest u macoch bardzo częste
      a tym bardziej kiedy nie ma swojego dzidziusia.Mój mąż ma córcię prawie
      identyczną jak on i to mnie denerwuje.I chociaż staram sie po sobie tego nie
      pokazywać to jednak wiem co czuje wewnątrz siebie, że choćby nie wiem co, to
      nie jestem w stanie tego dziecka polubić. Takie smutne życie....
      • kimbeli Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 12.04.07, 11:39
        Facet musi jednak zrozumieć, że jak zamierza ułozyć sobie życie w drugim
        > związku to musi troche przystopować z miłością do dzieci z poprzedniego
        > małżeństwa.

        A to niby czemu? Jak dorosła kobieta może być zazdrosna o 8-letnie dziecko?
        Mieć do niego żal. Za to że jest? Ono się na świat nie prosiło. O tym
        zadecydowali za niego rodzice i teraz ma przynajmniej prawo do jego miłości. To
        nie jej wina, że Ty nie możesz mieć dzieci.

        Rozumując w ten sposób powinnam serdecznie nienawidzić pasierbicę mojego byłego
        i jego dziecko z drugą żona, bo zajmując się troskliwie nimi, nie dostrzegał
        istnienia swoich poprzednich dzieci. Mam o to żal do niego i jego żony, ale na
        Boga nie do dzieci. One niczemu winne nie są. Mają za to prawo do miłości i
        opieki. To dorośli podejmują decyzje i komplikują im życie.

        Zauważyłam również pewną prawidłowość: mój znajomy jak był jeszcze mężem matki
        swojej córki, specjalnie się nią nie zajmował. Nie mówił o bezmiarze swojej
        miłości do niej. Córka była i tyle. Czasem pokazał jakieś zdjęcia, ale i to
        trzeba było go o to molestować.
        Po rozwodzie - z jego winy, bo zdradzał żonę ze swoją koleżanką z pracy - nagle
        córcia stała się pępkiem świata. Sam się kiedyś wygadał, że ma poczucie winy
        wobec niej i pragnie jej to wynagrodzić. Jak go znam, jest w tym element
        niezdrowej rywalizacji o tu, kogo mała będzie bardziej kochała. Chęć dokopania
        byłej żonie, która z niego zrezygnowała, a myśał pewnie, że to ona będzie się
        korzyć, bo przecież nie zaspokajała go i musiał szukać kochanki.
        Jest mu o tyle łatwiej, że była żona wychowuje córkę cały czas, a on ją
        bezmiernie kocha 2 razy w tygodnie przez 3 godziny i co drugi weekend.

        Mój partner nie ma dzieci, ja mam dwoje z poprzedniego związku, całodobowo.
        Gdyby mi zasugerował, że mam "przystopować z miłością do dzieci z poprzedniego
        > małżeństwa" pokazałabym mu drzwi. Bezapelacyjnie.

        Jak będziesz miała dziecko z mężem też będziesz chciała, żeby przystopował swoją
        miłość do niego?
        tak tylko pytam, z ciekawości.


        • dominika303 Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 12.04.07, 11:45
          Kimbeli smile
          uczucia czasami są irracjonalne, dlatego mamy też rozum wink

          I nie dziw się uczuciom dziewczyn, bo one sa w bardzo dziwnej sytuacji i nikt
          kto w takiej sytuacji nie był nie jest w stanie nawet sobie wyobrazić co one
          czują i przez co przechodzą.

          pozdrawiam
          • kimbeli Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 12.04.07, 12:22
            No i chwałaż Bogu, że mamy rozumsmile))

            Może niepotrzebnie uderzyłam w taki ton. Oczywiście nie chciałam nikogo urazić,
            to broń Boże!!!!
            Zdaję sobie sprawę, że może być ciężko, a samo uświadamianie sobie takich emocji
            dobrze o kimś świadczy.

            pewnie dlatego tak reaguje, bo moje dzieci są dowodem na to jak daleko może
            sięgać hamowanie się z miłością do dzieci z innych związków.
            To mnie boli osobiście nawet wtedy, gdy mój młodszy syn świetnie dogaduje się z
            moim narzeczonym - nawet wyrwie mu się "tato" - bo wiem, że to również dlatego,
            że nie ma ojca.

            I zawsze należy pamietać, jak trafimy na egzemplarz typu: tak długo kocha
            dzieci, jak długo kocha ich matkę, to może się zdarzyć, że nie będziemy jego
            ostatnią żoną.
            I co wtedy???
          • natasza39 Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 12.04.07, 12:28
            dominika303 napisała:

            > Kimbeli smile
            > uczucia czasami są irracjonalne, dlatego mamy też rozum wink

            Niektóre uczucia są nie tyle irracjonalne, co infantylne.
            Jak czytam czasem niektóre wątki, to mnie śmiech pusty ogarnia i zastanawiam
            się ile lat ma kobieta która pisze coś tak infatylnego jak te "dzidzie",
            którymi M-y czy nieM-y mają się teraz zachwycać. I to tylko i wyłacznie
            nowymi "dzidziami". Jak się do tego dokłada irracjonalna nienawiść do dziecka
            które już jest na świecie, za to tylko, ze się nie może urodzić własnej
            dzidzi, albo za to, że to co już jest jest takie podobne do lubego, to mam
            wrażenie pobytu w grupie nastoletnich kóz, a nie kobiet, które chca być w
            poważnych związkach obarczonych na wstepie problemami.
            Bo takimi związkami sa związki z facetem, który posiada dzieci z poprzednich
            związków.
            Jak potrafię zrozumieć niechęć czy nawet wrogie uczucia, które macochami
            targaja wobec pasierbów za konkretne ich czyny wobec ojców czy macoch.
            To za diabła nie zrozumię nienawiści, czy niechęci organicznej wobec dzieci za
            to że są wogóle.
            Nie mam zrozumienia dla "uczuć" ifantylnych i prymitywnych.
            Nawet nienawisć i niechęć powinny mieć racjonalne podstawy.
            • dominika303 Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 12.04.07, 14:21
              Może i masz rację, ale chyba nie końca wiesz o czym mówisz sad

              To że ktos czuje inaczej niż ty, niekoniecznie musi być gruboskórym samolubem,
              a może poprostu czasami tylko człowiekiem ze swoimi myślami , a to forum jest
              właśnie po to, aby te wszystkie myśli kudłate i te takie piekne i idealne
              poukładać sobie smile)
              Czasami jest ciężko zaakceptowac coś na co wpłuwu nie mamy.
              I wyśmiewanie sie z czyichś uczuć jak dla mnie jest bardziej prymitywne niż
              posiadanie nawet negatywnych uczuć sad

              No ale moge być w błędzie sad

              Pozdrawiam
            • damiri Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 12.04.07, 19:52
              Ja w kwestii tych infantylnych uczuc wysmiewanych przez natasze:

              zgadzam sie, ze uczucie nienawisci do dziecka bo ono jest, a wlasnego nie mozna
              miec, jest bez sensu, ale uczucia z definicji maja to do siebie, ze nie sa
              logiczne.
              Nie pamietam jak nazywa sie ten mechanizm w psychologii, gdy nasze negatywne
              uczucia, ktore nie moga znalesc ujscia (np bezsilnosc i zlosc z powodu
              niemoznosci urodzenia dziecka) podswiadomie kieruje sie na cos innego,
              taki "piorunochron" - ale wydaje mi sie, ze w tej sytuacji to nastepuje dosyc
              czesto. Bo niby na czym mam wyladowac ten zal? Jakie jest dopuszczalne
              cywilizowane ujscie dla tej bezsilnej zlosci, ktora czuje do losu? To uczucie
              MUSI gdzies pojsc, nie da sie zyc trzymajac to w sobie. Czasem nawet zupelnie
              nieswiadomie mozna zaczac przerzucac je na pasierbow. I sztuka w tym, zeby
              sobie to uzmyslowic i zmienic. Zeby zdac sobie sprawe, ze tak naprawde nie
              nienawidzimy pasierbicy i znalesc jakis inny sposob na radzenie sobie z tymi
              uczuciami. Nie widze tu nic infantylnego. Ten zal, cierpienie, zlosc, to sa
              normalne uczucia i wysmiewanie ich nic tu nie pomaga.

              Ja jeszcze nie znalazlam sposobu na moj zal, ale wiem, ze musze sie starac nie
              ukierunkowywac go na pasierbow i jakos z ta tendencja walczyc. Nie wiem czy mi
              sie uda, ale probuje. Nie jest to latwe i gdy czytam, ze czujac to co czuje
              jestem infantylna i prymitywna, jest mi przykro, bo ja tez nie prosilam sie o
              te problemy (nie mam tu na mysli pasierbow)i te uczucia.
              • elfi Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 13.04.07, 09:47
                Z dnia na dzien przybywa postow. Widze ze nie jestem jedyna smutna duszyczka.
                Nie jest to pocieszajace bo nikomu tego nie zycze, ale wasze rady sa dla mnie
                bardzo cenne. Coprawda moje samopoczucie znacznie sie poprawilo od pierwszego
                postu, ale zle emocje na pewno jeszcze wroca.
    • erlich3 Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 12.04.07, 15:12
      Wiedziałam że pisząc te słowa wsadze kij w mrowisko. Wyobraźcie sobie że ja też
      mam dzieciaka z poprzedniego małżeństwa i mój mąż sie nim zajmuje jak własnym
      dzieckiem a mały do niego mówi tato. I to nic nie zmienia. Oczywiście juz widzę
      te wszystkie epitety, jakąż to jestem egoistką, niezdatna do uczuc ludzkich,
      koża itd. A ja po prostu pisze to co czuję. Czy nie wolno mi tak właśnie czuć i
      myśleć???Emocje sa od nas niezależne. I prawdą jest że to ja chciałabym urodzić
      mu taka podobna do niego istotę, nasze dziecko. czy jest w tym coś dziwnego? No
      cóż podziwiam te wszystkie wspaniałe altruistki, które poświęcają sie dla
      cudzych dzieci tak jak dla własnych. Ja tak nie potrafię.I już.Próbowałam, ale
      im bardziej się wysilam tym jest gorzej.A teraz juz wcale nie próbuję. I jakos
      żyję.
      • kimbeli Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 12.04.07, 15:36
        E tam, zaraz kij w mrowisko.
        A mrówki takie pożytecznesmile))

        Każdy patrzy na to przez pryzmat swojego doświadczenia. Moim doświadczeniem jest
        doznanie całkowitej obojętności od ojca moich dzieci i wrogości od jego żony.
        I wcale nie było to budujące doświadczenie.

        Długie lata miałam żal o to, że on nie interesował się dziećmi. Do niej też
        miałam żal. Ona nie miała co obowiązku interesować się dziećmi, ale nie miała
        prawa mu w tym przeszkadzać. A teraz mi wiadomo, że tak było. Zawłaszczyła sobie
        głupiego faceta, bo była zazdrosna o mnie, co przejawiało się niechęcią do moich
        dzieci. Chore to i pokręcone. I pewnie się to na niej zemści - zło wraca.

        Po naszym rozstaniu, on miał być tylko ojcem jej dziecka (nie był biologicznym),
        a o wcześniejszych dzieciach najlepiej gdyby zapomniał. I zapomniał, pewnie jemu
        też było z tym wygodniej.

        cóż podziwiam te wszystkie wspaniałe altruistki, które poświęcają sie dla
        > cudzych dzieci tak jak dla własnych. Ja tak nie potrafię.I już.

        Ależ nikt Ci się nie każe poświęcać, tylko nie przeszkadzać. A broń Boże nie
        sugerować ojcu, że ma kochać dziecko z inna kobietą mniej, bo teraz ma Ciebie i
        Twoje dzieci. To zawsze zwróci się przeciwko kobiecie. Facet jak juz w końcu
        uświadomi sobie zło, które wyrządził, znienawidzi kobietę. Dobrze mieć wtedy
        kogoś, na kogo zrzuca się winę.
        Gdy przestaje kochać, obarcza kobietę wszystkimi SWOIMI winami, a jeżeli jeszcze
        jest trochę za coś odpowiedzialna, to jej nie zazdroszczę.
        Mój były już to robi.

        Dobrze czasem postarać się być dla nich miłą, będzie mu przyjemnie. Tak jak
        przyjemnie jest mojemu narzeczonemu, gdy ja lubię jego tesciową.


    • erlich3 Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 12.04.07, 15:49
      Kimbeli, zastanowiło mnie to co napisałaś. Poważnie. I chyba faktycznie
      spróbuję być troche milszą niz jestem. Bo teraz to jestem zupełna jędza tzn w
      ogóle nie ikazuje jej żadnych uczuć, nie lubie jej i nie chce żeby6 u nas
      często przebywała-jest tylko w każdą niedzielę ale całą. Ja wtedy cierpię,liczę
      godziny do jej wyjścia, boli mnie potwornie głowa i prawie umieram. sama nie
      wiem dlaczego tak jest.Ona na mnie tak działa. Postaram się chyba chociaż
      trochę to zmienić.Chociaż troszeczkę, coc wiem że będzie mnie to duuuużo
      kosztować. Może ktoś zna dobry sposób na polubienie pasierbicy???Ona dział mi
      na nerwy nie tylko dlatego że jest córką męża i jest do niego podobna, ale
      również poprzez cechy swojego charakteru-po prostu nie lubie takich dziewczynek
      jak ona. Nie chcę sie tu rozpisywać w szczegółach, ale maksymalnie mnie
      wkurza.Natomiast nie chciałabym aby mąż kiedyś zwrócił sie przeciwko mnie albo
      mnie znienawidził ato jest chyba prawdopodobne.
      • barbara001 Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 12.04.07, 16:00
        Ja też staram się o dziecko od dawna, bezskutecznie niestety. I był taki
        moment, kiedy złym okiem patrzyłam na pasierbicę, bo jest dzieckiem mojego
        ukochanego i jakiejś flądry. I byłam o małą zazdrosna. Choć starałam się jej
        tego nie okazywać. No i ten stan długo nie trwał, bo ja naprawdę bardzo lubię
        ta małą i uważam, że los wynagrodził mnie i takim wspaniałym mężem i taką
        świetną pasierbicą. I mimo tego,że biologicznie niby wszystko z nami ok, to
        naszej wspólnej ciąży nie ma. Ale jakoś tak w kościach czuję, że jeśli to co mi
        dolega jest pewną blokadą to ta "nasza" mała jest dla mnie furtką żeby z tego
        wyjść. Nie potrafię tego wytłumaczyć ale takie mam przeczucie. Nie ma co kisić
        żółci do nieswojego dziecka. To totalnie bez sensu. Mało to drobnych
        codziennych problemów mamy żeby dokładać sobie jeszcze jeden?
      • babe007 Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 12.04.07, 16:05
        Ja to bym radziła traktować ją tak, jakbyś chciała, żeby Twój mąż traktował
        Twoje dziecko (w końcu to dla niego też obcy "bachor" ;-P).

        Wiem, wiem. Ja to tak jak Kicia (ukłon!) idealistka jestem wink.
    • erlich3 Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 12.04.07, 16:24
      Kochane a napiszcie mi skąd my mamy wziąć czas na wychowywanie tego dzieciaka.
      Ledwie koniec z końcem wiążę ,charujemy jak te dzikie osły, widzimy sie
      wieczorem. Często nawet soboty zajęte. I tak robie dużo, bo jedyny czs wolny
      jaki mam to weekend, w tym wizyta pasierbicy przez całą niedzielę. Jeśli mój
      mąż będzie wychowywał swoje dziecko tak jak wcześniej to nie będzie mógł być ze
      mną, bo po prostu nie będzie miał na to czasu. A po co mi znowu taki chłop,
      którego ciągle nie ma w domu? Czy to cośdziwnego że kobieta chce mięc
      męża,który będzie dla niej pomoca i podporą? Pewnie odpowiecie-trzeba było
      sobie wziąć faceta bez dzieci. Pewnie tak...
      • lilith76 Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 13.04.07, 10:05
        > Ledwie koniec z końcem wiążę ,charujemy jak te dzikie osły, widzimy sie
        > wieczorem. Często nawet soboty zajęte.

        Nie wiem jakie są przyczyny braku ciąży, ale żyjecie tak jakbyście ciąży starali się uniknąć. Dajesz swojemu ciału czytelne sygnały, że nie dasz rady donosić ciąży i wychować potomstwa. Zwolnijcie trochę.


        eśli mój
        > mąż będzie wychowywał swoje dziecko tak jak wcześniej to nie będzie mógł być ze
        >
        > mną, bo po prostu nie będzie miał na to czasu. A po co mi znowu taki chłop,
        > którego ciągle nie ma w domu?

        U mnie jest trochę podobnie. M odbiera dzieci ze szkoły, siedzą u nas zanim nie odbierze ich wracająca z pracy matka (no, nie jest tak codziennie). Kiedy on będzie miał czas na kontakt z naszym dzieckiem? Na szczęście dzieciaki wchodzą już w wiek, kiedy to rówieśnicy są fajniejsi niż rodzice i gna ich na podwórko do kolegów i koleżanek.


        A teraz pomyśl o sytuacji odwrotnej - nie możecie mieć dziecka z jego winy, on bardzo chce mieć wasze wspólne dziecko i z tej frustracji zaczyna traktować z niechęcią twoje starsze dziecko. Czułabyś się ok?


        Nie dziwię się ci. Sama zaczynam się starać o dziecko i niewykluczone, że gdyby się nie udawało, to z żalu patrzyłabym wilkiem na jego dzieciaki. Nie czułabym się gorszą kobietą, czy smutku, że nie mogę dać mu dziecka. Ja chcę być matką, nie inkubatorem dla faceta. To byłby mój ból i pustka.
        Ale ty masz już jedno dziecko i to mnie wkurwia (wybacz jayin za wulgaryzm), bo ty jęczysz będąc w o niebo lepszej sytuacji. Niektórzy nie potrafią cieszyć się żadnym szczęściem.
        • chalsia Re: Nie moge patrzec na corke mojego m. 13.04.07, 13:48
          > Ale ty masz już jedno dziecko i to mnie wkurwia (wybacz jayin za wulgaryzm),
          bo
          > ty jęczysz będąc w o niebo lepszej sytuacji. Niektórzy nie potrafią cieszyć si
          > ę żadnym szczęściem.
          >

          Bardzo słuszne.
          Bo w takim razie ja zamiast się cieszyć, że jednak MAM dziecko, powinnam drzeć
          włosy z głowy, że drugiego mieć już nie będę.
          Chalsia
Inne wątki na temat:
Pełna wersja