I co Wy na to?

18.04.07, 14:51
Pamiętacie zapewne dyskusję w pierwszym moim wątku, kilka tygodni temu. Spora
jej część dotyczyła tego, że za rozpad związku zawsze odpowiedzialne są obie
strony.

Przypomniało mi się to przy okazji pewnego spotkania. W mieście, w którym
przebywam z racji pracy, odbywa się kongres medyczny. Zwykle na takie kongresy
lekarze (szczególnie z Ameryki) przybywają z żonami. Okazało się, że będzie
towarzyszyć mężowi moja przyjaciółka jeszcze z liceum.
Kontaktujemy się sporadycznie, ale ktoś ze znajomych jej o tym napisał i dał
namiary na mnie. Bardzo się ucieszyłam.

Poszłam do tego hotelu, gdzie mieszkali uczestnicy imprezy, usiadłam w holu i
czekałam na nią.
Miałyśmy dla siebie tylko jeden wieczór, więc za zgodą organizatorów zaprosiła
mnie na wieczorny bankiet.
W pewnym momencie zadala mi pytanie: co Ci się rzuca w oczy?
Po pewnym czasie mojej wyliczanki: gdy stwierdziłam, że większość panów
wygląda mi na bogatych z domu, bo nie dość, że skończyli drogie w Stanach
studia, to jeszcze stać ich było na takie rasowe, młodsze i wykształcone żony.

I tu sie okazało, ze mój zmysł analityczny nie wystarczył. Większość tych pań
to były drugie żony. A i panowie niekoniecznie z domu bogaci. Teraz nawet
bardzo, ale nie od początku.

Bo, Moje drogie, niektórzy panowie pierwsze swoje żony poślubili na studiach.
I bardzo często było to formą stypendium - taka żona pracowała i utzrymywała
uczącego się męża. Mąż często przez wiele lat uczył się, piął po szczeblach
kariery zawodowej, az w końcu zaczynał zarabiać i to dobrze.
Zmieniał więc dzielnicę na lepszą, samochód na prestizowy, uczył się grac w golfa.
I wszystko byłoby super - tylko ta żona. Często była pielegniarka, albo
studentka medycyny, która studia rzuciła, bo przecież ktoś musiał zarabiać.
Niewykształcona odpowiednio, niepotrafiąca przez cały wieczór gadać komunałów
o banalnych sztukach czy wydarzeniach - pożal się boże - kulturalnych.
Trzeba zmienić żonę.
Taka była żona otrzymała jakiś ochłap ze wspolnego majatku i zwykle alimenty.

Pan doktor ma więc mową żonę, która całe swoje życie polowała na takiego
jelenia i nawet z sytuacji chyba jest zadowolona. Wyglądają na rasową parę, ci
to on ma kasę a ona klasę. I byłoby ok.
Tylko pozostaje po tym jakiś niesmak.



    • dyderko Re: I co Wy na to? 18.04.07, 15:33
      Czytałam we Wprost wywiad z byłą żoną Palikota. Też podobno (podobno, bo lubię
      wysłuchać obu stron) jego trza było ubrać do ślubu, pomóc stanąć na nogi i
      wspomagać by mógł inwestować, a potem on powiedział że musi się nad sobą
      zastanowić i na dwa lata zniknął z życia żony i synów, odłączając nawet
      komórkę. Trochę mną to wstrząsnęło, jakoś nie podoba mi się wykorzystywanie
      ludzi jako stopni w drodze wyżej, zwłaszcza jeśli się w to włącza uczucia
      (swoje, drugiej osoby, dzieci...).
      • mikawi Re: I co Wy na to? 18.04.07, 15:38
        tylko nie wiesz, czy to było wykorzystywanie ludzi jako stopni na drodze wyżej,
        czy małżeństwo się rozwaliło jak tysiące innych małżeństw się rozwala, może nie
        generalizujmy? a była żona Palikota dostała kilka milionów z podziału majątku,
        comiesięczne kilkudziesięciotysięczne alimenty oraz piękną rezydencję, którą
        utrzymuje były mąż
      • natasza39 Re: I co Wy na to? 18.04.07, 15:38
        dyderko napisała:

        > Czytałam we Wprost wywiad z byłą żoną Palikota. Też podobno (podobno, bo
        lubię
        > wysłuchać obu stron) jego trza było ubrać do ślubu, pomóc stanąć na nogi i
        > wspomagać by mógł inwestować, a potem on powiedział że musi się nad sobą
        > zastanowić i na dwa lata zniknął z życia żony i synów, odłączając nawet
        > komórkę. Trochę mną to wstrząsnęło, jakoś nie podoba mi się wykorzystywanie
        > ludzi jako stopni w drodze wyżej, zwłaszcza jeśli się w to włącza uczucia
        > (swoje, drugiej osoby, dzieci...).


        A jak nie Palikot, tylko Kowalski o przecietnych dochodach, bez majatku
        dorobionego, ewentualnie dziedzicznego, wyprowadza sie bez slowa i na dodatek
        nie ma komorki, to jaka to niby roznica.
        Albo sie jest gnojem, albo nie. Pienidze dziedziczone albo dorobione nic tu nie
        maja.
        Ja czytalam wywiat z Pania Palikot. Warto jedno drugiego.
        Zreszta P.Palikot to nie jest bidula bez srodkow do zycia pozostawiona
        na "golo".
        Nie ma sie co litowac
        • dyderko Re: I co Wy na to? 19.04.07, 10:01
          Ja akurat pisałam o czymś innym, bo to zauważyłam i poruszyło mnie w poście
          Kimbeli. Nie, żeby mnie kwestie finansowe nie interesowały ale jakoś nie miałam
          ochoty na bicie piany, bo zostawianie kogoś, kiedyś bliskiego, bez grosza to
          sk...o nie do komentowania (to nie jest a’propos Palikotowej – żeby nie było
          niejasności). Nie ujęłam się za Palikotową „bo została biedna tylko z połową
          domu i marnymi alimentami na dzieci”. Mnie porusza kwestia taka, że ktoś w
          pewnym momencie stwierdza „partner dał mi już wszystko co mógł, więcej nie ma
          więc będzie teraz ciężarem”. I boli to tak samo nawet jak ma się miliony (swoją
          drogą zadziwia mnie bezwzględność, z którą stwierdza się, że jak baba dostała
          dom i alimenty to jest wszystko w porządku).
          • natasza39 Re: I co Wy na to? 19.04.07, 10:32
            dyderko napisała:
            > (swoją
            > drogą zadziwia mnie bezwzględność, z którą stwierdza się, że jak baba dostała
            > dom i alimenty to jest wszystko w porządku).

            A nic takiego, sorry, nie napisałam, to po pierwsze.
            Po drugie bardzie "nie w porządku" jest jak baba zostaje bez alimentów i bez
            domu i musi mieszkać w schronisku z dziećmi, gdy tymczasem maż pijaczyna robi z
            ich mieszkania melinę.
            Ale taka Kowalska ze schroniska nie jest medialna jak Palikotowa.
            Po co z Kowalską robić wywiady.

            Ludzie rozstają się z różnych przyczyn.
            Nie rozumiem dlaczego akurat na wstępie tym "bogatszym" od reszty przypisuje
            się inne powody niz reszcie.
            Myslisz, ze niedobranie charakterów, niedogadanie się lub najzwyczajniej koniec
            uczuć zdarza się tylko tym co nie maja pałacy ewentualnie nie są doktorami,
            których żona pielegniarka wykształciła?
            Takie same moga być przyczyny rozstania i tu i tu.
            Nie zakładam, że akurat Palikotowie, czy Kulczyki to były super dobrane pary,
            gdzie nagle wyeksploatowane zony zapragnęli rzucić męzowie.
            Czy bogaci, czy biedni, maja takie same ludzkie uczucia i namiętności.
            Bogaci oczywiście długo nie pozostaną samotnym rozwodnikiem, bo ich zaraz jakaś
            cwana baba (przeważnie w wieku jego córki) złapie i ma gotowe, nie musi się
            dorabiać.
            Rozwiedziony Palikot będzie 100 razy lepszą partią od odchodzącego z jedna
            walizeczką Nowaka pracującego w budżetówce.
            W kwestii normalnych ludzkich uczuć i powodów nie ma róznicy.
            • kimbeli Re: I co Wy na to? 19.04.07, 10:49
              Bogatszym jest łatwiej odejść.
              To po pierwsze.

              Standard ich życia się nie obniża, problemów z płaceniem alimentów nie
              podejrzewam, a poza tym łatwiej poleci na nich ktoś młody i - nie okłamujmy
              się - znacznie bardziej atrakcyjny od starej żony poślubionej wtedy, gdy jeszcze
              nie stać go było na "ekskluzywne" kobiety.

              Nowak odchodząc z jedną walizką wie, że rozwód i życie po rozwodzie wiąże się z
              tysięcznymi problemami, chociażby finansowymi. Kandydatka na drugą Nowakową
              bardzo dobrze się zastanowi i policzy.

              Dla nowej pani Palikotowej te 10 czy nawet 20 tysięcy nie ma żadnego znaczenia.
              Przecież tego w swoim budżecie nawet nie poczuje.

              Bogatemu znacznie łatwiej się zakochać ze wzajemnością. I mam wrażenie, że w
              takim przypadku granica dopasowania charakterów jest bardzo wątła.

              Pozdrawiam
          • kimbeli Re: I co Wy na to? 19.04.07, 10:36
            Doskonale to ujęłaś!!!!!

            Właśnie o to mi chodziło - o odrzucenie kogoś, jak bezużytecznego śmiecia.
            W tym leży problem.
            Często ta porzucona osoba jest już w drugim szczęśliwym związku. Ma środki do
            życia i wreszcie święty spokój. I prawdopodobnie jest jej dużo lepiej niż w
            poprzednim małżeństwie (jakoś nie wierzę, żeby z mężem mojej koleżanki
            jakakolwiek kobieta mogła być szczęśliwą).
            Jednak pozostaje w niej to, ze została potraktowana niegodnie, że ktoś ją
            wykorzystał.
    • natasza39 Re: I co Wy na to? 18.04.07, 15:35
      Nie mów, że ten przkład, który podałaś, nie oznacza, że własnie obie strony są
      jak najbardziej winne.
      W żonie nr 1 zanikł instykt samozachowawczy po prostu. Zdała się na łaskę Pana
      i władcy-pożal się Boże doktora.
      Spoko, spoko, gdyby owa pani nie miała nadziei, że kiedyś nie będzie leżała i
      pachniała, bo mąż jej odpłaci za trudy utrzymywania go na studiach i wtedy ona
      się "pobyczy" a on będzie zapieprzać, to napewno nie poświęcałaby się dla
      niego. Z czystej milosci, zadna tego nie zrobila.
      To byla normalna spola, gdzie jeden ze wspolnikow sie po prostu wymiksowal.
      A ze drugi nie umial zabezpieczyc swoich interesow?
      No coz takie zycie....

      A Twoja znajoma jest druga zona? Czy tez moze ma za meza jakis unikatowy
      egzemplarz?

      Sorry za pisownie, ale brak mi polskich fontow aktualnie
      • kimbeli Re: I co Wy na to? 18.04.07, 15:55
        "Unikat" pełną gębą. Powierzchowność pomijam, bo ja tez kiedyś będę miała 60
        lat, ale wieje od niego takim lodem, że strach. O żonie nic nie wiem, wiem, że
        są jakieś "rozwydrzone bachory". Koleżanka jest żoną co najmniej drugą.

        Spotkanie po latach, mam wrażenie, że ostatnie, zaaranżowała koleżanka. Jestem
        granitowo pewna, że nie widziała o mnie całej prawdy. Usłyszała tylko, że
        przyjechałam za pracą, jestem rozwiedziona i samotna. Sama się do tego przyznała.

        Niby wszystko się zgadzawink))

        I chciała "błysnąć" - taka mała złośliwość dawnej rywalki o względy największego
        przystojniaka w szkolewink

        Nie byłam odpowiednio przygotowana: nie miałam zdjęcia Narzeczonego, ani nawet
        domu i dzieci.

        Ona juz w liceum postawiła, ze w życiu się nie napracuje. I dlatego nie mogła za
        nic zrozumieć mojej decyzji o studiowaniu matematyki.
        Na szczęśliwą w każdym razie nie wygląda. Niestety


        Co do inwestycji w męża: ja też kiedyś zainwestowałam, godząc się na pozostanie
        w domu i wychowywanie dzieci, żeby on mógł uzupełnić wykształcenie. Mój powrót
        do pracy był oczywisty.
        I do głowy mi nie przyszło, że jak on już będzie wykształcony, to będę tylko
        leżeć i pachnieć.
      • claairee Re: I co Wy na to? 20.04.07, 08:56
        Czytam ten wątek i smutek mnie ogarnia. Wychodzi na to, że kobiety, które
        decydują się wesprzeć swojego męża, żeby mógł się rozwijać zawodowo, albo za
        obopólną zgodą zostają w domu wychowując dzieci - co jest też pewną inwestycją w
        rozwój tychże, wiec wychodzi, ze te kobiety to istoty naiwne, pozbawione
        instynktu samozachowawczego.
        Gdzie tu miejsce na miłość, zaufanie itd?
        • poxywka Re: I co Wy na to? 20.04.07, 12:52
          claairee, to nie jest smutne tylko pouczajace; dla mezczyzn nie warto
          rezygnowac z czegokolwiek; dla dzieci - w moim mniemaniu tak, ale w granicach
          rozsadku; jednak kariera i zarabianie fortuny a ksztalcenie i wlasny rozwoj to
          zupelnie, zupelnie co innego; wlasnie z tego rozwoju nie zrezygnowalabym dla
          nikogo;
          jakos zarowno moj NM jak i ex nie przeliczaja wartosci kobiet na kase jaka
          zarabiaja bowiem wartosc czlowieka tkwi zupelnie gdzie indziej; na pewno sa
          tacy mezczyzni, ale tacy mnie akurat nie interesuja wiec niechaj sobie beda;
          kazdy ma swoj system wartosci i szuka partnera o podobym zestawie;
          w konsumpcyjnym spoleczenstwie, w ktorym edukacja odbywa sie przed TV a nie w
          szkole, w ktorym rodzice nie maja czasu dla dzieci i dla siebie wzajemnie
          wyrastaja kolejne pokolenia szczurow, snobow i kolekcjonerow dobr materialnych;
          nietkore ze szczurow jednak biegna pod prad i dlatego ciagle mamy szanse
          pozdrawiam
          poxywka
          • claairee Re: I co Wy na to? 20.04.07, 23:07
            poxywka napisała:

            > claairee, to nie jest smutne tylko pouczajace; dla mezczyzn nie warto
            > rezygnowac z czegokolwiek; dla dzieci - w moim mniemaniu tak, ale w granicach
            > rozsadku; jednak kariera i zarabianie fortuny a ksztalcenie i wlasny rozwoj
            to
            > zupelnie, zupelnie co innego; wlasnie z tego rozwoju nie zrezygnowalabym dla
            > nikogo;
            >
            To nie chodzi o rezygnacje. Sa kobiety, ktore po prostu najpelniej realizuja
            sie jako matki i ich mezowie popieraja to, szkoda ze niektorym, jak dzieci juz
            odchowane, zona sie zestarzala, nagle zmieniaja sie priorytety i zaczynaja tzw.
            nowe zycie. I rzeczywiscie jest to pouczajace, nie mozna ufac nikomu do konca,
            zawsze trzeba sie jakos zabezpieczyc w razie czego.
    • chalsia Re: I co Wy na to? 18.04.07, 15:49
      I dlatego też w USA możliwe jest uzyskanie przez eks żonę w takiej sytuacji
      dożywotnio "udziału" w zyskach/zarobkach byłego męża, bowiem jej wkład w jego
      wykształcenie i zdobycie pozycji zawodowej i majątkowej jest traktowane jak
      wkład w biznes - takie procenty od inwestycji.
      Chalsia
      PS. Ja też utrzymywałam męża przez 3 lata, gdy sie kształcił, co umożliwiło mi
      zdobycie świetnej pracy.
      • chalsia errata 18.04.07, 16:21
        > PS. Ja też utrzymywałam męża przez 3 lata, gdy sie kształcił, co umożliwiło
        JEMU
        > zdobycie świetnej pracy.
    • bemari Re: I co Wy na to? 18.04.07, 17:42
      Myślenie niektórych panów w ogóle kierowane jest specyficzną logiką.
      Nasz znajomy w okolicach 40 poczuł nieodpartą chęć zmian.Znalazł młodą
      blondynkę, znudzoną przy zapracowanym mężu.Chce układać sobie życie.
      Tylko - uważa, że żona która z nim równo dorabiała się majątku(oboje pracowali
      w rodzinnej firmie, ona naprawdę dużo więcej niż on)powinna zadowolić się
      ochłapkiem, a najlepiej zniknąć z dziećmi gdzieś w kosmosie, natomiast
      przyjaciółka, która przez lata nic nie robiła(w domu gosposia)poza dbaniem o
      własną powierzchowność i przyprawianiem mężowi rogów, MA PRAWO do połowy
      majątku mężą.
      Z żoną walczył w sądzie(polubownie nic z nim nie mogła załatwić) i oczywiście
      przegrał, co jest jawną(w jego mniemaniu) niesprawiedliwością.Natomiast nie
      może zrozumieć, dlaczego ten cham - mąż przyjaciółki,z uśmiechem na ustach nie
      przynosi jej pieniędzy.
      Poza tym insynuuje, że żonie potrzebne są pieniądze na domniemanego gacha
      (jeszcze go nie ma),natomiast jego nowy skarb to słodkie, zestresowane
      niewiniątko.
      W sumie chyba na tym etapie lepiej mu ona pasuje - zadbana, bezproblemowa,
      dzieci mieć nie chce.Skupiona na nim i na organizowaniu przyjemnego życia.Nie
      to co żona, która miotała się między dziećmi, prowadzeniem domu, budowaniem
      firmy, w której długo miała nawet(poza innymi) etat sprzątaczki.
      A jak już złapała trochę oddechu, to okazało się, że jest zbyt stara i nudna.
      Ktoś inny spija śmietankę i jeszcze uważa, że dostał za mało.


    • bemari Re: I co Wy na to? 18.04.07, 18:08
      W ramach wniosków zamiast w weekend nadrabiać domowe zaległości,zaproponowałam
      mężowi wypadzik we dwoje nad morze.Chyba z rok nigdzie nie byliśmy sami.Błąd.
      Pomysł przyjęty entuzjastycznie, więc wniosek dobry.
      • kimbeli Re: I co Wy na to? 19.04.07, 11:16
        Życzę miłego weekendusmile))
        • anastazjapotocka Re: I co Wy na to? 19.04.07, 12:51
          Pewnie wywołam burzę, ale...

          Moja ukochan prababka - oprócz nielicznych, pięknych pamiątek o wymierniej
          wartości materialnej - pozostawiła po sobie coś w rodzaju Książki Złotych
          Myśli, zbioru mądrości życiowych Dam z mojego rodu, gdzie jako motto cudownym i
          eleganckim gotykiem zapisała:
          "Żona musi być jak płaszcz - na miarę"...

          Miała to być w jej pojęciu wskazówka do STARAŃ się bycia wspaniałą, zawsze
          kochaną i pożądaną Żoną.

          Czasy to dość odległe, ale wskazówki mojej prababki - tak jak i jej przecudnej
          urody kolia z brylantami - ciągle aktualne.

          Może to i zabawne, ale w życiu kierowałam się mądrościami życiowymi moich
          prababek i zawsze byłam kobietą o którą zabiegano, żaden mężczyzna nigdy mnie
          nie zdradził i nie porzucił i nadal jestem kochana i podziwiana przez pana
          wybitnie atrakcyjnego i inteligentnego - choć moja uroda jest już zupełnie
          innej próby niż kiedyś.

          Trudno mi potępiać panów: wykształconych, zadbanych i doskonale zarabiających,
          że chcą mieć partnerki na swoją miarę i nie chcą reszty życia zmarnować ze
          zużytym garkotłukiem.

          Proszę mi wierzyć, że wiek kobiety jest tu najmniejszym problemem.
          Jaka kobieta jest najbardziej podniecająca dla każdego mężczyzny?
          KOBIETA ABSOLUTNIE NIEZALEŻNA FINANSOWO.

          • dyderko Re: I co Wy na to? 19.04.07, 13:56
            Masz rację. Jak kto jest diamentem błyszczącym to zawsze będą o niego zabiegać.
            Ale nie bierzesz pod uwagę tego że co dla jednego jest cechą wartą poświęceń,
            dla innego jest nie wartą zachodu błyskotką (znam parę w której ona jest jego
            drugą żoną - pierwsza, młodsza od niego o 5 lat była wziętym notariuszem, ta
            jest od niego o 7 starsza, z urody jest „przytulna”, nie jakiś powalający
            intelekt, o dochodach wystarczających na życie ale żadne ekstrasy - stworzyła
            mu ciepły przytulny dom do którego chce mu się wracać, a sposób w jaki on
            mówi „moja żonka dziś robi pierogi” wywołuje we mnie za każdym razem zazdrość).
            Ja też uważam że kobieta ma obowiązek się rozwijać, że nie może pozostać w tyle
            za mężem (choćby po to by po pracy miał z kim pogadać), że nie powinna pozwolić
            na to by tylko od niego zależeć (po prostu instynkt samozachowawczy trza mieć),
            że powinna się starać o swój wygląd, nie wychodząc z założenia ze jak ma męża
            to już nie musi (oni esteci jednak są). Ale nawet taka wykształcona, zaradna i
            zadbana kobieta jeśli jest z dupkiem to może się dowiedzieć że dla niego mniej
            ważne są całonocne dyskusje polityczne czy literackie albo ze lubi czuć władzę
            a nie czuje jej w stosunku do kobiety która zarabia, bo znajdzie się jakaś
            śliczna i młodsza, która będzie ślicznie ćwierkać o wszystkim, grzejąc jego
            noce i ozdabiając świeżą urodą jego przyjęcia. Bo rozejść się można. Może
            zgasnąć uczucie, może zabraknąć umiejętności porozumienia, może się okazać że
            inaczej widzą swoją przyszłość… ale nie wierzę że w wyniku tego wymienia się
            żonę na młodszą i reprezentacyjniejszą.
            Twój mąż też pewnie nie szukał młodszej i ładniejszej od swojej żony (ale ja w
            Twą wielką urodę wierzę). On widocznie szukał kobiety z którą będzie szczęśliwy
            i to się mu udało, jest z Tobą, jest mu dobrze więc nie szuka innej, bo po co.
            Ale jakby poszukiwał młodszego łupu, którym się można pochwalić to możliwe byś
            była już byłą.
            • natasza39 Re: I co Wy na to? 19.04.07, 15:08
              dyderko napisała:
              >po prostu instynkt samozachowawczy trza mieć<

              Ot i co pisałam o tym w pierwszym poście moim.
              A co do reszty, w kwestiach poruszanych przez anastazje, pragnę podkreslić, że
              nie to ładne co ładne tylko CO SIĘ KOMU PODOBA, jednym słowem, twoje
              samozachwyty nad włąsną osobą, są może i dobre, bo umacniają twoją samoocenę,
              co w aspekcie niekochanej córki przez własną matkę (nie wyssałam tego z palca,
              pisałaś o tym wielokrotnie), napewno podnosi bardzo twoje samopoczucie.
              Ale...
              Twoje rady nie są uniwersalne, a właśnie dlatego, że wcale i sama o tym dobrze
              wiesz, być może jesteś jak płaszcz dla aktualnego męża, ale np. mój nie
              wytrzymałby z Tobą minuty jednej.
              A zatem owi panowie - doktorzy niekoniecznie porzucili swoje "stare"
              wyeksploatowane żony dla młodszych, bo one nie pasowały do nich, ale być może
              dlatego, że pod wpływem presji społecznej pozamieniali stare płaszcze na nowe
              paltociki, bo każdy jeden jego kolega ma ów paltocik.
              Zdarzy się facet, który modzie nie ulega i tak jak Ferdek Kiepski uwielbia
              swoje stare dresowe gacie tak i on uwielbia swoja starą, a dla niego idealna
              żonę-partnerkę.
              Zdarza się również z czasem, że to co w młodości i ileś lat temu wydawało się
              nam fajnym płaszczykiem po latach okazało się obrzydliwą kufają.
              Na dodatek wszyscy wokół smiali się, że łazimy w kufajce i tylko my z miłoscia
              w oczach w kufajce dopatrywaliśmy się drogiego płaszcza.


              Reasumując. Dobrze się stało, że dla twojego aktualnego męża jestes ciepłym,
              wygodnym i modnym paltem. Gdyby jednak dnia pewnego nagle zamienił cię ów mąż
              na bluzę dresową nie powinnaś się, w myśl babki mądrości, dziwić, bo nie
              przypuszczam, że chciałabyś się nagle z palta na bluzę przemienić.
              • dyderko Re: I co Wy na to? 19.04.07, 15:24
                Wiesz... niby wiem że nie do mnie piszesz ale jakoś dziwnie się czuję. A może
                do mnie piszesz?
                • natasza39 Re: I co Wy na to? 19.04.07, 15:27
                  dyderko napisała:

                  > Wiesz... niby wiem że nie do mnie piszesz ale jakoś dziwnie się czuję. A może
                  > do mnie piszesz?


                  Zasadniczo, do każdej kobiety, która myśli, że on tego "palta" nie zamieni
                  nigdy na żadną kufaję, dresik czy inną bluzeczkę.
                  Tym niemniej post był do tego co napisała anastazja, a w twoim podobało mi się
                  o "instynkcie samozachowawczym", bo o tym tez pisałam wcześniej.
              • anastazjapotocka Nataszo... 19.04.07, 19:02
                Jak już wytłumaczyłam, lubię sobie żartować ze swojej zjawiskowej urody, bo
                mnie to bawi...
                Nie bierz tego zbyt poważnie.

                Z brakiem uczuć mojej matki do mnie też się już dawno pogodziłam.
                Zresztą moja matka nie żyje od pieciu lat, po co więc pamiętać to, co przykre?

                Co do Twojego męża... Nie mam takich ambicji, aby Twój mąż ze mną wytrzymywał,
                bo ja nie znoszę i nie lubię CUDZYCH mężów - bez urazy.

                A jakby mój pan chciałby mnie wymienić na bluzę od dresu...
                No cóż, chętnie się bym w takową przemieniła.
                Tym bardziej, że coraz cześciej rano do owej części garderoby jestem podobna...

                Niech żyje makijaż, który czyni cuda.
            • anastazjapotocka Dyderko... 19.04.07, 18:53
              Najbardziej mnie wzruszyłaś tą mocną wiarą w moją urodę.
              Tego to nawet ja nie potrafię.
              Mam takie specyficzne poczucie humoru i piszę o swojej zjawiskowej piękności
              mocno, że się tak wyrażę - ironicznie.
              Ale to bardzo miłe, co napisałaś, tym bardziej, że wiekowo oscyluję w granicach
              kobiet... dojrzałych.
              Mojemu mężowi nie chciałoby się zmieniać mnie na nowszy model, bo nowsze modele
              mają to do siebie, że trzeba w nie ostro inwestować, a mojemu męzowi z
              pewnością by to się nie spodobało.
              No i czyż nowszy model umyłby mu te jego ukochane wielgachne stópki,
              paznokietki pomalował na naturalny kolorek i tak pięknie i pieczołowicie dbałby
              o jego cudowne liczne butki z krodylka?
              I uszka by mu czyścił i kremikiem tę jego przecudnej urody cerkę oklepywał?
              Maścią smarował i takie tam jeszcze różne.
              I jeszcze ten stary model na siebie zarabia na tyle dużo, że sporo zostaje,
              pomimo rozrzutności starego modelu?

              Jestem jak wino hrabiego Leosia: im starsza tym lepsza...
              A jak mawiał fryzjer pana Wokulskiego: kobieta im starsza, tym droższa. Dlatego
              też nikt już nie reflektuje na sześćdziesięciolatki, bo na nie już nie ma
              ceny...

              Jesteś naprawdę miłą dziewczyną.
              Dziękuję.
              • dyderko Re: Anastazjo, pani... 20.04.07, 09:53
                Wiara czyni cuda! Ja w ciągu dwóch lat z takiej sobie, choć interesującej
                (wyglądowo) kobiety w średnim wieku zmieniłam się z zjawiskową młodą piękność.
                Wystarczyło tylko że ktoś, komu bardzo chcę wierzyć, patrzy na mnie urzeczonym
                wzrokiem i powtarza prawie co chwilę „ależ Ty jesteś śliczna” itp. Efekt jest
                taki, że nie tylko sobie się podobam ale i cały świat to widzi. Przyjaciółki
                pytają jakiego kremu używam, a koleżanki z pracy wytykają mi źle dobrane bluzki
                czy fryzury (czyż to nie najlepszy miernik?). Z Twoich postów wyziera
                szczęście, spełnienie i pewność siebie – jestem przekonana o Twojej zjawiskowej
                urodzie. A wiek nie ma tu nic do rzeczy, jeśli mężczyźni potrafią zyskiwać na
                urodzie z wiekiem (vide Conery albo mój ukochany) to dlaczego my nie? Ja
                zamierzam być z każdym rokiem urodniejsza, na razie mi wychodzi!
                • anastazjapotocka Dyderko, jesteś kochana, 20.04.07, 11:16
                  ...jesteś cudowna, ale obawiam się, że z pani w średnim wieku w zjawiskową
                  młodą piękność zmienić mnie może tylko skalpel...
          • tautolog Re: I co Wy na to? 19.04.07, 14:38
            Nie schlebiaj sobie z tą burzą, raczej po raz kolejny totalne rozbawienie.
            Cudowne opowieści zielonego lasu.
            A tak w temacie, jest duży odsetek mężczyzn, których podnieca tupet i hucpa.
            • anastazjapotocka Tautologu, 19.04.07, 19:03
              rozumiem, że i Ty za mną szalejesz?
              • tautolog Re: Anastazjo 19.04.07, 20:15
                Anastazjo, miła ma, ależ oczywiscie, że szaleję.

                Dla ciebie dałem kosza Kiniemu, mistrzowi damskiego boksu i absolutnemu królowi
                wirtualnej upierdliwości.
                Z twojego powodu porzuciłem Wykształciucha, matkę chrzestną polskiej policji i
                honorowego prezesa stowarzyszenia " Jeden Człowiek 10 Nicków ".
                Przez ciebie odstawiłem na boczny tor mangoldę, gwiazdę polskiego reportażu i
                społecznego konsultanta ministra Mirosława Orzechowskiego.
                Doceń to proszę!!!
                Każda z tych osób, to bynajmniej żaden banalny patyk od kaszanki.
                Szaleję, gdyż uwielbiam piękny styl i formę, bogatą wyobraźnię i kręgosłup
                moralny wierny zasadzie dura lex sed lex czyli nietłukące szklanki górą.

                Ale tak naprawdę, to doceniam ciepło i empatię płynącą z twoich postów.
                Przeto pozdrawiam cię serdecznie i chcę żebyś wiedziała jak bardzo cię podziwiam
                i cenię, a wiedz proszę, że mówi to osoba gruntownie wykształcona po dwóch
                kierunkach i jednym doktoracie, spełniona zawodowo i zrealizowana życiowo, która
                bardzo rzadko prawi komplementy.

                Trzymaj się cieplutko.Przytulam cię.
                Jesteś wspaniała.

                Cmok, buziaki, całuski, papatki, noski eskimoski.
                • anastazjapotocka Tautologu... 20.04.07, 11:12
                  Nie dopisałeś, że nocami budzisz się zalany łazami ze skowytem na
                  ustach "Anastazjo"...
                  To by mnie ustatysfakcjonowało i podniosło na duchu moją oszałamiającą piękność
                  (jestem już po porannej reanimacji i skutecznym makijażu).
                  Całuski, ciumkania i przytulania oczywiście przyjmuję jako wielbicielka
                  ciumkania w ogóle.
                  Niestety nie odwzajemniam, bo mój mało wyrozumiały mąż mógłby mi w szale
                  zazdrości lekutko nadwyrężyć moją niebińską urodę i wysiłek dwóch godzin szlag
                  by trafił, a szkoda.
                  To miło wymienić poglądy z osobami wykształconymi, a już wyznaniem, że dla mnie
                  porzuciłeś Mangoldę, wzruszyłeś mnie głęboko (reszty osób nie znam).
                  Doceniam.
                  Z rewolucyjnym pozdrowieniem.
                  Anastazja
          • mangolda Re: I co Wy na to? 19.04.07, 15:36
            Mój mąż uważa, że najbardziej atrakcyjna kobieta to taka, która umie prowadzić
            dom i jest dobrą matką. Dlatego jest ze mną, a nie z exiami karierowiczkami smile
            • barbara001 Re: I co Wy na to? 19.04.07, 17:47
              No to uważaj magnołda, żeby zupy nie przypalić. Widziałaś na mieście te plakaty?
            • dyderko Re: I co Wy na to? 20.04.07, 10:20
              Wiesz Mangolda, ja miałam kolegę, który też tak uważał. Ponieważ nie dałam się
              wepchnąć do kuchni, ponieważ ostrzegłam go, że na dzieci to on sobie poczeka aż
              ja będę gotowa, ponieważ nie chciałam żyć tylko jego potrzebami wymienił mnie
              na inną. Teraz ona spędza czas między garami a dziećmi, a on szuka rozrywki
              poza domem bo życie wśród garów i pieluch, tylko w towarzystwie żony i dzieci,
              to nie na jego aspiracje!
              Tak a’propos, to Twój luby ma więcej niż jedną exię?
              • barbara001 Re: I co Wy na to? 20.04.07, 10:46
                Luby Mangołdy kolekcjonuje exie od lat.
    • kati27 a może... 20.04.07, 11:01
      Byłaś na zjeździe chirurgów plastycznych..? smile którzy odmładzają swoje ukochane
      od lat żonki? A tak na serio to troszkę jest to upraszczanie spraw, które nie
      tylko wśród amerykańskich lekarzy ale są coraz częściej spotykaną normą wśród
      "przeciętnych Kowalskich". odsetek rozwodów jest coraz większy. Ludzie przestają
      walczyć o siebie i rozstają się na potęgę. Niektórzy dlatego, że poznali się
      mając naście lat, szybko mieli dzieci a potem okazało się, że jak dojrzeli, to
      nie mieli ze sobą o czym rozmawiać, niektórzy dla tego, że tak przyzwyczaili się
      do stanu "zdobytego", że zaprzestali dbania o siebie i wzajemnej adoracji a
      niektórzy dlatego, że po prostu nie wiedzą czego chcą od życia. W życiu trzeba
      bowiem cały czas pielęgnować siebie, swoją urodę i swoje uczucia. Mam w domu
      kota - jak o nim zapominam na kilka godzin to chodzi i krzyczy, żeby się nim
      zająć. A co jeśli go zignoruje, wyjdzie na dwór i znajdzie taką, co go będzie
      "nosić na rękach"? smile żart, oczywiście
Pełna wersja