kimbeli
18.04.07, 14:51
Pamiętacie zapewne dyskusję w pierwszym moim wątku, kilka tygodni temu. Spora
jej część dotyczyła tego, że za rozpad związku zawsze odpowiedzialne są obie
strony.
Przypomniało mi się to przy okazji pewnego spotkania. W mieście, w którym
przebywam z racji pracy, odbywa się kongres medyczny. Zwykle na takie kongresy
lekarze (szczególnie z Ameryki) przybywają z żonami. Okazało się, że będzie
towarzyszyć mężowi moja przyjaciółka jeszcze z liceum.
Kontaktujemy się sporadycznie, ale ktoś ze znajomych jej o tym napisał i dał
namiary na mnie. Bardzo się ucieszyłam.
Poszłam do tego hotelu, gdzie mieszkali uczestnicy imprezy, usiadłam w holu i
czekałam na nią.
Miałyśmy dla siebie tylko jeden wieczór, więc za zgodą organizatorów zaprosiła
mnie na wieczorny bankiet.
W pewnym momencie zadala mi pytanie: co Ci się rzuca w oczy?
Po pewnym czasie mojej wyliczanki: gdy stwierdziłam, że większość panów
wygląda mi na bogatych z domu, bo nie dość, że skończyli drogie w Stanach
studia, to jeszcze stać ich było na takie rasowe, młodsze i wykształcone żony.
I tu sie okazało, ze mój zmysł analityczny nie wystarczył. Większość tych pań
to były drugie żony. A i panowie niekoniecznie z domu bogaci. Teraz nawet
bardzo, ale nie od początku.
Bo, Moje drogie, niektórzy panowie pierwsze swoje żony poślubili na studiach.
I bardzo często było to formą stypendium - taka żona pracowała i utzrymywała
uczącego się męża. Mąż często przez wiele lat uczył się, piął po szczeblach
kariery zawodowej, az w końcu zaczynał zarabiać i to dobrze.
Zmieniał więc dzielnicę na lepszą, samochód na prestizowy, uczył się grac w golfa.
I wszystko byłoby super - tylko ta żona. Często była pielegniarka, albo
studentka medycyny, która studia rzuciła, bo przecież ktoś musiał zarabiać.
Niewykształcona odpowiednio, niepotrafiąca przez cały wieczór gadać komunałów
o banalnych sztukach czy wydarzeniach - pożal się boże - kulturalnych.
Trzeba zmienić żonę.
Taka była żona otrzymała jakiś ochłap ze wspolnego majatku i zwykle alimenty.
Pan doktor ma więc mową żonę, która całe swoje życie polowała na takiego
jelenia i nawet z sytuacji chyba jest zadowolona. Wyglądają na rasową parę, ci
to on ma kasę a ona klasę. I byłoby ok.
Tylko pozostaje po tym jakiś niesmak.