czy wspólne dziecko poprawi sytuację

23.04.07, 15:26
Mam pytanie do macoszek ,które mają wspólne dziecko z NM.czy to wspólne
dziecko spowoduje że facet będzie trochę bardziej związany z nową żoną a
troche przystopuje z miłością do córki z 1 małżeństwa. Tylko błagam nie
piszcie jaka jestem straszna itd., bo to juz wiem. Tak szczerze czy wspólny
dzieciak scalił wasze małżeństwo czy raczej odwrotnie.I czy zmienił się
kontakt z pasierbiętami?
    • triss_m7 Re: czy wspólne dziecko poprawi sytuację 23.04.07, 16:55
      Erlich,
      To, w jakim stopniu facet sie zwiaze z nowa zona nie zawsze zalezy od tego czy
      pojawia sie dziecko. Jedni chca dzieci i pojawienie sie dziecka dodatkowo ich
      zbliza, innym lepiej jest bez nich. Dziecko nie moze byc lekarstwem czy
      sposobem na zwiazanie sie z drugim czlowiekiem!
      Co do pozniejszych kontaktow z pasierbietami to osobiscie nie wiem jak moznaby
      kochac jedno dziecko bardziej od drugiego (bez wzgledu na to czy maja one
      roznych ojcow/matki). Pojawienie sie dziecka czesto wywraca swiat do gory
      nogami, przybywa szereg obowiazkow i czas spedzany z dziecmi trzeba z glowa
      podzielic.
      Pozdrawiam!
    • mamaika Re: czy wspólne dziecko poprawi sytuację 23.04.07, 17:40
      A co ma piernik do wiatraka ?
    • braktalentu Re: czy wspólne dziecko poprawi sytuację 23.04.07, 19:10
      Owszem, zmienił się mój kontakt z pasierbicą. Na częstszy i lepszy. Po prostu
      własne dziecko otworzyło mi oczy na wiele głupot, które notorycznie popełniałam
      i które do czasu pojawienia się własnego dziecka uważałam za jedyne i słuszne.
      Uświadomiło mi też, czym jest miłość rodzicielska i jakim trzeba być
      człowiekiem, żeby pozbawiać lub ograniczać ukochaną osobę w doświadczaniu tego
      uczucia.
    • natasza39 Re: czy wspólne dziecko poprawi sytuację 23.04.07, 21:46
      Jak wspólne dziecko poprawiałoby relacje między kobieta i mężczyzna, to nie
      byłoby rozwodów, proste!
      Robienie sobie dzieci dla "poprawienia relacji" w związku to jedna z najbardziej
      egoistycznych rzeczy, która dorośli robią dzieciom.
      • mrs_ka Re: czy wspólne dziecko poprawi sytuację 23.04.07, 22:34
        zapewne poprawi w tym samym stopniu, w jakim wspólne dzieci eksowej i naszego
        bączka poprawiły jakośc ich związku. Czyli w żadnym.
        Mysl na dziś: narodziny dziecka intensyfikują stan istniejący już w małżeństwie.
        Co się znaczy: prawdziwie pozytywna więź zostanie pogłębiona, zaś nierozwiązane
        problemy staną się kataklizmem.
        Mądrzy ludzie gadajo, że problemy emocjonalne w związku powinno się rozwiązywać
        raczej drogą komunikacji werbalnej aniżeli kopulacji niewerbalnej.
        Ale każdy robi jak uważa.



        a.
    • joanna9969 Re: czy wspólne dziecko poprawi sytuację 23.04.07, 22:36
      Gdyby posiadanie dzieci scalalo malzenstwa i zblizalo ludzi
      to wiekszosc z nas (byc moze ty tez ) nie bylo by macochami .
      Sama nie wiem czy chec strzelenia sobie dziecka
      aby zwazac faceta ze soba lub przystopowac jego milosc do corki
      to egoizm czy po prostu glupota .
      • chalsia Re: czy wspólne dziecko poprawi sytuację 24.04.07, 00:55
        > to egoizm czy po prostu glupota .

        głupota oczywiście, bo egoizm z założenia ma przynieść korzyść stosującemu go
        osobnikowi. A u Erlich ptzy takim nastawieniu ciąża, hormony i dziecko tylko
        nasilą "dolegliwości".
        Chalsia
    • kicia031 Re: czy wspólne dziecko poprawi sytuację 23.04.07, 22:46
      To musi byc troll

      Nie wierze, by jakakolwiek przestawicielka mojej plci mogla powaznie pisac
      takie brednie, to mnie osobiscie obraza jako kobiete wink)
      • mrs_ka Re: czy wspólne dziecko poprawi sytuację 23.04.07, 22:57
        Kicia, kobieto małej wiary.....


        a.
      • chalsia Re: czy wspólne dziecko poprawi sytuację 24.04.07, 00:53
        Kicia, uwierz mi, że to nie pierwsza osoba i nie pierwszy raz porusza ten
        temat. Niestety.
        Chalsia
        • poxywka Re: czy wspólne dziecko poprawi sytuację 24.04.07, 08:56
          ale jej posty sa tak uderzajaco podobne w swoim stylu i przeslaniach do postow
          znanej tu dobrze kolezanki, ze tez nie potrafie sie przemoc i traktowac ich
          powaznie
          pozdrawiam
          poxywka
          • erlich3 Re: czy wspólne dziecko poprawi sytuację 24.04.07, 09:20
            E tam dziewczyny, od razu jak zwykle napaść i to jeszcze co poniektóre wykazuja
            totalny brak kultury. Przecież ja tu nikogo nie obrażam po prostu wyrażam
            własne poglądy które niezaleznie od tego czy się komuś podobają czy nie muszą
            być uszanowane.Akurat nie chodziło mi o to, czy wspólne dziecko poprawi relacje
            w małżeństwie które juz są nadszarpnięte, bo sama mam dzieciaka i jestem po
            rozwodzie. Po prostu weekendowo macochuję pasierbicy, która jest oczkiem w
            głowie zarówno mojego męża jak i teściów.I szczerze powiedziawszy mimo usilnych
            starań nie mogę jej zaakceptować a im bardziej się staram tym bardziej mi nie
            wychodzi. Oczywiście dziecku tego nie okazuję, ale ono i tak to czuje.Pewnie
            wychodzi na to że jestem totalną egoistką, ale trzeba być w konkretnych
            sytuacjach drugiego człowieka żeby go zrozumieć.To dużo opowiadania, dlaczego
            mam takie negatywne odczucia wobec pasierbicy i od czego się zaczęło.Plucie
            jadem na drugą osobę tylko dlatego że ma inne zdanie niczemu nie służy.
            • konkubinka Re: czy wspólne dziecko poprawi sytuację 25.04.07, 16:31
              bo to nie ty musisz ja akceptowac a raczej ona Ciebie.Nie staraj sie jej
              akceptowac staraj sie aby zaakceptowala Ciebiebig_grin
    • dominika303 Re: czy wspólne dziecko poprawi sytuację 24.04.07, 11:00
      Erlich smile
      jeśli twój M bardzo chce mieć dziecko z toba to jest możliwe , ze po jego
      narodzeniu stanie się ono pepkiem świata twojego M, ale że będzie tak napewno
      ręki uciąć nie dam.
      Natomiast moze warto byłoby przyjrzeć sie temu rozpieszczaniu pasierbicy
      bliżej ?? bo może sie okazać, ze twój M wcale aż tak bardzo sie nad nią
      nieroztrząsa - tylko ty widzisz to inaczej - co jest możliwe.
      I jeszcze jedno jak twój ex traktuje wasze dziecko??
      Moze robisz sobie jakas projekcję?

      Tak czy siak, zastanów się czego oczekujesz od M po narodzeniu waszego dziecka
      i czy on jest w stanie ci to dać .

      pozdrawiam
    • aga-aga3 Re: czy wspólne dziecko poprawi sytuację 24.04.07, 12:52
      Zmieni się wiele, będziesz widziała jak troszczy się o twoje dziecko ile czasu
      mu poświeca , jak z tobą cieszy się z każdego postępu dziecka itd. Warunkiem
      jest jednak, żeby facet nie czuł poczucia winy( bo to może zepsuc wiele,
      zwłaszcza podczas wizity dzieci z poprzedniego związku). Popatrz na to z tej
      strony( jezeli bedziesz miała problem z pasierbami) to twoje dziecko bedzie
      miało ojca 24 godziny na dobę, to ono będzie przez niego wychowywane i to
      prawie cała uwaga będzie się skupiała na nim, tego nie zastąpi nic. Tamte
      dzieci moga byc zazdrosne, może ex mieć jakies " ale" jednak na to nie masz
      wpływu. Poprostu nie pozwalaj tylko, żeby twoje dziecko schodziło z powodu
      tamtych dzieci na " dalszy plan" podczas wspólnych wizyt, bez wzgledu co ci
      będa niektóre osoby pisac o tym , że pasierb ma prawo do sam na sa z ojcem itd
      itp, ty staraj się żeby jednak wszystkie spotkania odbywały sie razem tzn,
      wszystkie dzieci brały w nich pełen udział.
      • poxywka Re: czy wspólne dziecko poprawi sytuację 24.04.07, 15:12
        ojciec z dzieckiem powinien spotykac sie czasem tylko sam dlatego, ze takie sa
        dobre praktyki w wychowywaniu rodzenstwa; nie jest wazne czy to rodzina
        rekonstruowana czy tez nie - kazdemu dziecku w rodzinie powinno sie poswiecac
        troche czasu indywidualnie;
        chorobliwa zazdrosc o pasierba to problem, ktory nalezy rozwiazac u psychologa
        i przez prace nad soba - bo inaczej na pewno nie zniknie; uleganie wlasnym
        slabosciom nigdy nie prowadzi do szczesliwego konca

        pozdrawiam
        poxywka
        • mamba30 Re: czy wspólne dziecko poprawi sytuację 24.04.07, 15:36
          Owszem, zgadzam się, o ile to nie koliduje z planami pozostałych członków
          rodziny, czy też rekonstruowanej czy też nie. Jeżeli w rodzinie panują w miarę
          normalne relacje, to takiego problemu w ogóle nie ma, sytuacje i chwile sam na
          sam wynikają naturalnie, a nie są sztucznie i na siłę ustanawiane. Mój ex nie
          spędza w ogóle czasu sam na sam z synem, zawsze, ale to zawsze jest z nim nexia
          (nawet jak po syna przyjeżdża do nas). Szczerze mówiąc wali mnie to, ich
          sprawa, syn się nie skarży, fakt, jest już duży i ma w domu prawdziwy wzór do
          naśladowania, ale mimo wszystko do głowy by mi nie przyszło zabraniać exowi
          kontaktów dziecka z nexią, bądź nakazywać mu na siłę spędzania czasu tylko we
          dwóch.

          Mimo mojej całej niechęci (uzasadnionej w pełni) do pasierbicy nie mam nic
          przeciwko, jak ja sobie klepię na kompie, a oni w salonie graja w coś razem.
          Ostatni weekend mój M spędził u swoich rodziców razem z córką. My z synem
          zostaliśmy w domu. Miała go tylko dla siebie, bo teście Małej nie trawią. Ale
          nie wynikają takie sytuacje z zimnej kalkulacji, że w ten weekend poświęce
          córce/synowi tyle czasu, będzie miał mnie na wyłączność, a w inny weekend
          będziemy na kupie siedzieć.

          Naturalne sa również sytuacje, kiedy mój M razem ze swoim pasierbem a moim
          synem pragna pobyć we dwóch, pograć w sieci na kompie, cokolwiek... Jak dostaję
          czasami zaproszenie na kawę od koleżanki, to wręcz mnie namawiają, żebym sobie
          tam koniecznie poszła. Ale to są dzieła chwili, a nie planowania.

          Nie wyobrażam sobie weekendów, w których z góry byłoby załozone, że M poświęca
          całą swoją uwagę córce np. w godz. 12.00-16.00. NIE, NIE I JESZCZE RAZ NIE!!!
          • poxywka Re: czy wspólne dziecko poprawi sytuację 24.04.07, 15:56
            mambo no jasne, ze nie chodzi o sztywne zasady; chodzi o to zeby czasem znalezc
            ten czas sam-na-sam; gdy ma sie standardowa rodzine i 3 dzieci takze nielatwo
            znalezc czas dla kazdego z dzieci osobno - a jednak trzeba sie bardzo postarac
            aby sie to udalo; niekoniecznie pol dnia i nie codziennie; wspolna godzina to
            juz jest cos;
            chodzi jedynie o uznanie praw dziecka do milosci rodzica i jego troski; gdy tej
            milosci i troski jest za malo czesto wyrastaja skrzywdzeni dorosli, ktorzy
            krzywdza kolejne dzieci, nie przyznajac im prawa do otrzymania tego, czego sami
            nie dostali
            pozdrawiam
            poxywka
    • phidyle Re: czy wspólne dziecko poprawi sytuację 24.04.07, 15:51
      Tak, u nas wspolne dziecko zmienilo wszystko na lepsze, z wyjatkiem tego, ze w
      chwilach kryzysu nie moge sobie po prostu pojsc i zostawic faceta, a dawniej
      zawsze mialam taka opcje.
      Moze przez fakt, ze udalo nam sie i mamy dziewczynke o ktorej moj NM bardzo
      marzyl. Jest w niej bardzo zakochany i o wiele mniej czasu sila rzeczy spedza ze
      starszym synem, choc oczywiscie odwiedza go jak przedtem ale nigdy nie zostawia
      mnie na dluzej i nie lubi, gdy ja gdzis wyjezdzam z mala.Zmienilo sie wszystko,
      bo teraz jestesmy naprawde rodzina i ja tez czuje sie pewniej, wiem, ze zaden
      szantaz emocjonalny pasierba nic nie wskora, bo moj facet zawsze stanie po
      stronie naszej rodziny a maly musi sie po prostu dostosowac, bo o ile mogl sie
      przedtem ludzic, ze zmusi ojca do pozostawienia mnie, o tyle wie, ze teraz to
      nigdy nie nastapi. Pasierb zreszta tez lubi mala i chetnie do nas przychodzi,
      nawet w pewnym momencie zrobilo sie milo ale eks zaraz sie zorientowala, ze syn
      za bardzo chce u nas bywac i szybko postanowila to zepsuc i zabronila mu
      przychodzic.
    • erlich3 Re: czy wspólne dziecko poprawi sytuację 24.04.07, 16:18
      wizyta pasierbicy w naszym domu jest po prostu celebrowana przez M jak jakieś
      wielkie święto. Na ten dzień kupowane są lody, orzeszki, napoje i różne inne
      pierdoły, żeby ona super spędziła czas. W ogóle to nie jest za przyjemne
      odczucie bycia tłem w związku. Ja nawet chciałabym zmienic swoją niechęć do
      księżniczki, ale to bardzo trudne, bo ona mnie drażni na każdym kroku. Kiedy
      jest u nas odliczam godziny do jej wyjścia. Kiedy juz zbliża się 19 nagle
      dostaję skrzydeł. Jak to zmienić? M. zachowuje się inaczej kiedy ona jest, ja
      to czuję że ona jest dla niego całym światem. To jest nie do zniesienia.
      Chciałabym to zmienić. Jeśli mi sie nie uda, to zostawie go, bo po prostu nie
      dam rady.
      • chalsia Re: czy wspólne dziecko poprawi sytuację 24.04.07, 17:47
        jeśli chcesz coś zmienić to po prostu idź do psychologa.
        Chalsia
      • mamaika Re: czy wspólne dziecko poprawi sytuację 25.04.07, 10:21
        Dziwi mnie to co piszesz a ja zła macocha jestem . Co w tym takiego
        niezwykłego,że jak dziecko jest od święta to jego Tata chce żeby było
        maksymalnie uszczęśliwione i skupia uwagę na nim ? Syndrom "spikiego" jest
        momentami irytujący to fakt ale wydaje mi się ,że generalnie problem tkwi w
        Tobie i radzę podobnie jak chalsia psychologa. Czego oczekujesz ,że przestanie
        kochać własne dziecko ? No bo to w ten sposób się czyta . Wybacz, ale to chore .
    • m-jak-magi prosta teoria ale zawsze sie sprawdza 25.04.07, 10:06
      dobry zwiazek dziecko umacnia a slaby zwiazek rozbija. znam 10ki przykladow
      potwierdzajcych te teze.
      uwazam ponadto ze rodzenie dziecka tylko po to zeby "cos ugrac" w swoim zwiazku
      bardzo uprzedmiatawia dziecko a to juz z definicji jest zle i moim zdaniem
      niemoralne.
      jesli pomimo urodzenia dziecka jakosc zwiazku sie pogorszy - wystawisz je na
      allegro??
      • konkubinka Re: prosta teoria ale zawsze sie sprawdza 25.04.07, 16:34
        jest szansa , ze wystawi tylko pasierbicebig_grin
        • erlich3 Re: prosta teoria ale zawsze sie sprawdza 27.04.07, 09:35
          wybacz konkubinka ale nie do końca rozumiem. Co to znaczy "wystawi tylko
          pasierbicę"?
          • pamig Re: prosta teoria ale zawsze sie sprawdza 30.04.07, 21:13
            A ja Ciebie Elrich rozumiem. Masz prawo tak się czuć, bo każda z nas inaczej
            reaguje na niektóre sytuacje, jedna bardziej egoistycznie, druga mniej. Sztuka
            to jest się przyznac też do swojego egoizmu, a nie grac roli niemal świętej, w
            co brną tutaj na forum niektóre "stateczne" już macochy.

            Mój luby gdy dowiedział się,że tuż po rozwodzie jego córka wyjeżdża z matką za
            granicę, prawdopodobnie na dość długo, jeśli nie na zawsze - wypił trochę za
            dużo, popłakał się jak bóbr (pierwszy raz w życiu chyba), żaląc się (przy mnie)
            swojemu kumplowi, że to dziecko jest najważniejsze dla niego na świecie,ze dla
            niego świat się skończył. Nie byłam nigdy świadkiem, żeby o mnie tak
            powiedział...smileDałam się wtedy porwać emocjom, czułam się jakby to mój świat się
            skończył, jakbym była zdradzana, odrzucana...no właśnie.

            Poczułam sie jak małe, opuszczone dziecko. Ale nie jestem już dzieckiem, ani Ty
            - jesteśmy już dorosłe i mozemy zrozumieć, że dzieci się kocha bezwarunkową
            miłością - za to, że jest i jeśli się to robi - to dziecko kocha nas
            bezwarunkową miłością - wiesz co to jest? Mężczyzna nie pokocha nigdy kobiety
            taką miłością, ani odwrotnie, po prostu taki jest świat dorosłych!Ja córki
            mojego mężczyzny jeszcze nie poznałam, mimo, że jestesmy już ze sobą prawie 2
            lata, mieszkamy ze sobą i niesmiało planujemy wspólne życie...Ale ta dziewczyna
            (stuknie jej juz niedługo 12 lat) w jakiś dziwny sposób pozwala mi pokonywać
            swój egoizm. Potrafię czuć do niej złość tak samą jak Ty, że jest, że będzie
            zawsze ważna w życiu mojego, że nie jest w stanie jej zwócić uwagi, że zawsze ją
            chwali...że być moze wyjedzie ją odwiedzić, a mnie nie zabierze ze soba, ale
            uświadomiłam sobie,że ma do tego Prawo! Że ona jest potrzebna - że to ona go
            nauczyła takiej czułości i opiekuńczości, którą potrafi teraz mi dawać...

            Elrich, nie jesteśmy po prostu pępkiem świata dla mężczyzn. Nie jesteśmy dziećmi
            naszych dzieciatych facetów, nie rywalizujmy z ich córkami. Tyle mogę Tobie
            powiedziec, bo sobie też to często powtarzam, żeby pomogło,kiedy znajdę się
            przed okresem i jestem o wszystko rozżalonasmilesmile
    • weronka77 Re: czy wspólne dziecko poprawi sytuację 30.04.07, 21:46
      zmieni.U Nas zmienił diametralnie.Tatusiowi "odbiło" na punkcie córeczki
      niestety do granic absurdu bo poza rozpieszczaniem na maksa tatus pozwala małej
      na absolutnie wszystko bez cienia sprzeciwu.Gotów jest oczy wydrapać każdemu
      kto małej zwróci uwagę.Tłumaczy to tym że "dojrzał" psychicznie(tak stwierdza w
      rozmowach ze znajomymi)-nie wiem na ile w tym prawdy.Fakt że syna miał w
      wieku..20 latwink a córkę 24 czy 25ciu.Teraz ma 38 a mała 28 miesięcy.Marzył o
      bliżniaczkach ale niestety musi się zadowolić singielkiemwink Póki cowink
Inne wątki na temat:
Pełna wersja