breath08
25.04.07, 13:35
zastanawiam się nad wyjściem z sytuacji, w której od jakiegoś czasu się
znaleźliśmy, a wybierane przeze mnie sposoby wyjścia są tylko połowiczne
i problem narasta..
Mam bardzo kochanego partnera, którego nie potrafię okłamywać i który widzi
kiedy mnie coś trapi i wtedy on pyta co jest, dlaczego jestem smutna..
a ja jestem smutna z powodu... jego przeszłości, jego dziecka.. tego że będąc
z nim tak naprawdę jestem często sama.. tego że dostosowuję się do planów,
które on układa pod Małą, mam wątpliwości,a moje obawy dotyczące wspólnej
przyszłości wciąż narastają...
Problem w tym, że nie mówię mu o tym bo wiem, że kocha Małą, ona kocha jego i
są blisko ze sobą związani i nie chcę aby mu było przykro.
Do tej pory jakoś sobie z tym radziłam ale teraz chyba mam kryzys bo
najchętniej uciekłabym od Małej, babci, dziadka i od niego samego też.. choć
na chwilę...
Ta sytuacja jest patowa bo z jednej strony ja nie umiem sobie z tym poradzić,
nie chcę porozmawiać z nim żeby opowieści o moich uczuciach nie potraktował
jak próby rozdzielenia go z Małą, może i zrozumiałby ale po co jemu mówić,
jak i tak pewnie niczego to nie zmieni.
Z drugiej strony ja chciałabym mieć weekend tylko dla nas, bez Małej ale
wiem, że ona będzie za nim tęskniła i on będzie myślał co u niej..
Rozumiem jego uczucia, rozumiem uczucia Małej ale trochę to wszystko tak
teraz jest, że odsunęłam na bok swoje uczucia, a one dobijają się do mojej
głowy i stąd taki nastrój...
a w dodatku on to widzi i pyta, a ja się wykręcam pracą itd.. ale pewnie nie
dam rady długo tak...
Nie mówię bo wiem, że on tak niewiele może zrobić, nie chcę żeby musiał choć
na jedno popołudnie wybierać