Dodaj do ulubionych

Jego rodzinka i ja – ta DRUGA… :( Problem!!

26.04.07, 16:51
Cześć dziewczyny i kobietki!!

Od roku prawie interesuję się tym forum, w sumie od kiedy
związalam się z meżczyzną starszym ode mnie o 10 lat (ja mam 25),
rozwiedzionym i z 8-letnią córka z poprzedniego małżenstwa.
Miałam swoje chwile zwątpienia w ciągu tych miesięcy co z nim jestem, ale
nigdy nie było tak, ze chciałam odejść – kocham go, i wiedziałam z kim się
wiążę i jakie problemy w zwiazku z tym mogą wynikać, wiec nieraz zaciskałam
zęby i przetrwałam... Jak jego córka na początku mnie nie znosiła, jak jego
eks sie do nas wtrącala, jak ustalała jemu czas wizyt dziecka, niszcząc tym
samym nasze plany, jak groziła mu, ze córki już nigdy nie zobaczy, jak ze mna
nie zerwie, no i jak najwazniejsze - walczyłam z jego awersją do kobiet,
małżenstwa, przywróciłam mu wiarę w miłość i w to, że nie musi być tak, jak w
jego małżeństwie.
I nikomu się nie skarżyłam, do teraz...

Coś we mnie pekło, od kiedy po raz pierwszy poznałam jego rodzinę. I nie
wiem, czy to kwestia, ze wcześniej tyle złego juz bylo, a ja milczałam, że
teraz przelała się szala goryczy, czy też, bo ta sytuacja jest juz
ekstremalna – ja nie mam siły na dalszy taki związek i rozważam jednak
rozstanie...

Do jego rodziców, gdzie cała jego rodzina mieszka, pojechaliśmy w świeta na
dwa tygodnie z jego córka. Już jego babcia przywitała mnie słowami: „To twoja
DRUGA żona?” W inny dzień najpierw jego wujek, jak mnie zobaczył: „A to kto?
To nie Mariola przecież!” (Mariola to pierwsza żona mojego M.) Na to M.
powiedział, nie, to moja narzeczona, a ten wujek: „Aha, to nie ta pierwsza
twoja, tylko DRUGA?” A mi już łzy do oczu pociekły... W kolejne dni matka M.
i jego ciotka dodały oliwy do ognia, kiedy to siedząc z jego rodzinką przy
stole najpierw zaczeli się wszyscy zachwycać jego córka, potem zaczeły sie
gadki, do kogo jest bardziej podobna, czy do M. czy do Eksi. Potem ta ciotka
zaczeła opowiadać, jaka to z jego eks fajna kobietka była, jak to z nią tam
czy tam była itd. Na te wspomnienia matka M. wyciągnęła album ze zdjęciami i
wszyscy oglądali – ja tez musiałam oczywiście – zdjęcia z ich ślubu, z
chrzcin, i innych wycieczek, kiedy to cala rodzinka jeszcze w komplecie
była... Jakby nic takiego, przy mnie... a mi serce pękało... Brakowało tylko
na suficie transparentu z napisem: „My wszyscy to jedna rodzina, obcym wstęp
wzbroniony”. I te teksty do jego córki...
- Jestes taka ładna jak twoja mamusia...
- Popatrz, twoi rodzice, ale z nich śliczna para...
- Szkoda, że się rozstali...
- Ach, co to był za ślub ...
- A może twoja mama tu jeszcze kiedyś przyjedzie? Ale by było wesoło, taka
fajna kobieta, bardzo ją lubiłam...
...

W pewnym momencie myslałam, że spakuję już moją walizkę i po prostu wyjdę,
jego akurat nie było wtedy, że jak wróci to może mnie na dworcu szukać... Co
za prymitywni ludzie, nie przyszło im na myśl, że mnie mogą urazić? Te
ciśnienie na mnie było tak duże, przypomniały mi się wszystkie wcześniejsze
bóle, i to teraz, to juz było chyba za dużo. Trudny związek, na każdym kroku,
i za każdym razem walka. Ile można znieść?

Przede wszystkim dlaczego oni mnie tak traktują, bo pierwszy raz mnie
widzieli, i nie wiedzieli o czym ze mna gadać? Bo jestem pierwszą kobietą po
jego eks, pierwsza po 6 latach od rozwodu, z ktora jest na poważnie? Może to
dla nich był szok?
Ale to chyba przegięcie, jak wychodząc z pokoju uslyszałam komentarz jego
ciotki: „Ale ona ma chyba szczuplejsze nogi niż Mariolka, nie?”. Boże....

Wieczorem tego samego dnia zadzwoniła Eksia we własnej osobie, bo chciała z
córka porozmawiac, a ile z nią gadała? Minutę. Natomiast matka M. rozmawiała
z nią prawie 20 minut – i to przy mnie! Jak ja sie czułam dotknięta,
upokorzona, jak mi przykro było...

Jakby nigdy nic, jakby nadal była jej synową, rozmawiały sobie o pierdołach,
o sąsiadach, o tej ciotce czy o tamtej, jakby ona nadal należała do rodziny.
Ja tego nie rozumiem. Nie ma y kim roymawiać? Czy oni mnie nie chca? Nie
miałam takiego odczucia. Więc czy nie zasługuję na szacunek? Tylko dlatego,
ze ona ma z M. dziecko, wszyscy o niej sie dobrze wypowiadaja i ja lubią? A
gdzie jestem ja w tym wszystkim, obecna kobieta, jego przyszłość? Gdzie jest
moje miejsce? Czy zawsze bede tylko obok? Przecież wszyscy wiedzą, że oni są
rozwiedzeni, nie rozumiem tego.

Może któraś z Was była juz w podobnej sytuacji, może to tylko przejściowe?
Jak ja mam się zachowywać? Cały czas, ze wszystkich stron jakby Ci dawali do
zrozumienia, ze jesteś tą DRUGĄ, że tam już jest jakaś kobieta, chociaż była,
ale to jej okazują większy szacunek niż tobie?

Ja wiem, ze najważniejsze, co mój M. do mnie czuje i jak mnie traktuje, w
końcu z jego rodziną nie będe żyła tylko z nim, a co do niego nie mam
zastrzeżen, to on mnie przeprasza, choc nie może nic za to, co tamci mówia,
ale choćby chciał mi pomóc w tym bólu, to nie potrafi...

A ja dlatego zaczełam sie nad wszystkim zastanawiać, bo uważam ze mam
problem – nawet jak tylko mentalny. Cały czas mam uczucie, od kiedy ześmy
stamtąd wrócili, że nigdy nie bedę taka wspaniała i cudowna jak jego pierwsza
żona i zawsze bedę tą DRUGĄ. No a z tym mam problem. Ja chcę być dla mojego
meżczyznz tą jedyną i ukochaną, a jak, jak on nawet w rozmowie ze mna, juz
nie wspominając o jego rodzinie, mówi, ze Mariola kiedyś coś tam, czy
tamto... Ze ona tak robiła, ja robię tak... Ze jej się coś takiego wydarzyło,
co mi podobnie... Do ślubu on też nie chce, bo już był a mówi, ze raz w życiu
mu starczy, dziecko tak, ale chłopca, bo córkę juz ma, ewentualnie jak już
ślub to ale bez wesela, bo juz miał, tylko jak już to kameralnie itd.

Rozmawia z Eks przez telefon, ustala kiedy dziecko weżmie a potem przychodzi
do mnie i przytula mnie – choc kiedyś z nią był tak blisko, jak dziś ze mna
jest, a dopiero co odłożyl słuchawkę...
Doszło już do tego, że jestem zazdrosna o jego chwile spędzane z córką, bo
czuję się, jakby calując ją, całował swoją była, w końcu to ona mu je
urodziła i to dzięki niej on jest tak szczęśliwy, że córke ma a ona sama jak
kropla wody do matki podobna... I tak M., w najpiękniejszych chwilach żałuje,
że córki nie ma z nim, to pod jej ferie planuje wakacje (bo oczywiście bez
niej to on nigdzie nie pojedzie) a w weekendy to tylko córka jest
najwazniejsza...tak za nia głupieje...

A dla mnie to on jest tym pierwszym na poważnie, i ja też chciałabym dla
niego znaczyć tyle, ile on dla mnie, a obawiam sie, że nie bede, bo zawsze
bedę tą DRUGĄ... Bo to tamtą kobietę kochał kiedyś nawet bardziej ode mnie,
bo dał jej dziecko i powiedział „tak” - a mi nie chce...

Co mam zrobić? Jak sobie poradzić z tym uczuciem „zazdrości”? Jak Wy sobie
radzicie, przecież też wszystkie jesteście niejako„drugie”? A może z czasem
się tego nie czuje już? Może teraz jestem przewrażliwiona i musze popracować
sama nad soba? I jak przebije związek z jego była (2 lata) to czas zrobi
swoje? Przecież jak czytałam te wcześniejsze wątki na forum, każda z Was ma
własny krzyż do dźwigania. Każda z Was ma problem: czy to bo Eks Was nie
znosi, wtrąca sie aż nadto, albo Wy nie znosicie dziecka M z różnorakich
powodów, albo Eks każe M wybierać, albo bo teściowie nie akceptują itp.
Zawsze COŚ. Może to tu to jest właśnie mój krzyż?
A może powinnam poszukac jednak szcześcia u boku faceta, dla którego bedę tą
jedyną, bo pierwszą? Bo tu teraz bedzie to tylko MOJA powolna walka i mój
płacz, aż się być może uloży. Nie wiem, czy dam radę, jak już dziś mam
wątpliwości... Może nie jestem wystarczająco dojrzała, gotowa na związek z
facetem po przejściach, nie nadaje się po prostu?

Poradźcie mi coś, proszę...

P. S. Ostatnio się zaczęłam zastanawiać, jak radzą sobie kobiety, które są
kochankami faceta jeszcze żonat
Obserwuj wątek
      • ywwy Re: Jego rodzinka i ja – ta DRUGA… :( 26.04.07, 17:08
        Czytając Twój post mam wrażenie, że nie jesteś jeszcze dojrzała do związku z
        facetem po przejściach. Pewne sprawy zrozumie ktoś kto też to przeszedł,
        dziecko, rozwód itp. Uważam, że rodzina twojego faceta zachowuje się super,
        szanują matkę swojej wnuczki- jakże dziecku było miło słysząc , że jej mamę
        dobrze wspominają. A może w przyszłości eksie też zaproszą wink
        A z kim ma twój facet rozmawiać o córce jak nie z matką?
        Wyobraź sobie, że Ty też masz już dzieci, że byłaś żoną, masz teściów?
        Postaraj się zrozumieć...
    • anastazjapotocka Re: Jego rodzinka i ja – ta DRUGA… :( 26.04.07, 17:36
      Temperament to Ty masz, tego Ci nie można odmówić. I jesteś nieco
      przewrażliwiona.
      Wyluzuj i spójrz na swoją sytuację chłodnym okiem.

      Będziesz DRUGĄ żoną mężczyzny już raz żonatego - i co z tego?
      Jakie to w ogóle ma znaczenie?

      Byłam kolejno:
      - drugą żoną mojego pierwszego męża,
      - czwartą żoną mojego drugiego męża.
      Jestem:
      - drugą żoną mojego trzeciego męża.

      I wiesz? Nawet mi się ich rodziny nie mylą, bo mnie guzik obchodzą.
      Liczy się w jakiś sposób tylko córka mojego obecnego męża, bo ona nie należy do
      przeszłości, tylko jest częścią jego rzeczywistości.
      JEGO, nie mojej.

      Oczywiście, doskonale rozumiem Twoje emocje, bo targały mną kiedyś podobne.
      Z doświadczenia Ci jednak powiem.
      Jego rodzina jak rodzina, mało taktowna, a więc typowa.
      Natomiast Twój ukochany zachowuje się bez zarzutu, za co więc chcesz go ukarać?

      Z córką spotyka się w weekendy, wakacje i ferie, bo dziecko chodzi do szkoły i
      wypełnia swoje szkolne powinności - spotykają się więc w czasie wolnym.
      Też normalne.
      Przecież nie będą ze sobą przez całe dwa miesiące wakacji, z pewnością jeden
      miesiąc zostanie tylko dla Was.
      Tyle przetrwaliście, teraz emocje będą czasem opadać, a czasem będzie dużo
      gorzej i to zależy - niestety - tylko i wyłącznie od postawy eksi i od tego,
      jak eksia sobie ułoży życie po rozwodzie z Twoim panem.
      Musisz się liczyć, że w miarę upływającego czasu, kiedy eksi zacznie przybywać
      lat i rozczarowań, Wasze szczęście będzie dla niej coraz trudniejsze do
      zniesienia i zaczną się różne szykany (w imię dobra dziecka, oczywiście).

      Do takiego związku, jak ma każda z nas, trzeba siły, dystansu i poczucia humoru.

      Ale jeśli pan jest tego wart...
      Ja zawsze powtarzam, że moja obecna eksia RAZ W ŻYCIU miała szczęście, że
      tworzyła rodzinę z moim obecnym mężem, ale maszkaron tego ani nie docenił, ani
      nie uszanował.
      W rezultacie ja jestem jego przeszczęśliwą żoną od 20 lat, a ona jest samotną,
      przegraną babą od 24 lat. I nikt się jakoś na to cudo nie połakomił...
      Rycerz na koniu nie przyjechał. Ba! Nawet pachołek na piechotę się do niej nie
      pokwapił...

      Radzę Ci wytrzeć nos i oczy i spojrzeć na sprawę z dystansem.
      Na drugi raz nie bierz sobie do serca przytyków rodziny męża, albumów ze
      zdjęciami do ręki nie bierz, a jak Ci zaczną wciskać przed oczy fotki z tamtego
      ślubu, to powiedz na przykład "... fajna sukienka, sama szyła?", albo "... a co
      się stało z jej twarzą, makijaż jej się rozmazał?". Na zachwyty nad urodą
      tamtej powiedz spokojnie "obiektywnie rzecz biorąc, uważam, że jestem od niej
      dużo piękniejsza, a już napewno szczuplejsza i młodsza".

      I wogóle możesz im dogryzać ile wlezie...

      Ja na przykład humorom mojej dorosłej pasierbiatki zawdzięczam znowu rozmiar
      garderoby 38. Tak mie zezłościła żądaniami sfinansowania jej (i jej
      konkubentowi) wycieczki do krajów arabskich, że apetyt całkiem straciłam.
      Dzisiaj nie miałam się w co ubrać, bo mi wszystko z ... spadało... Na sczęście
      znalazłam na dnie szafy dawno zapomniane obcisłe dżinsy.
      Mój mąż i tak jej tej wycieczki nie kupił, natomiast wzruszony moimi kłopotami
      z garderobą dał tę kasę (pierwotnie przeznaczoną na jej wycieczkę) na nowe
      ubranka dla mnie.
      I czym tu się martwić?
      Córka to nie żona.
      Witamy w klubie.
    • swieta_1 Re: Jego rodzinka i ja – ta DRUGA… :( 26.04.07, 18:08
      Ty posluchaj (poczytaj) Anastazję, dobrze prawi. No tyle że trochę bym zmieniła wypowiedzi (hm, moje kompleksy), nie to co ładne, ale ci się komu podoba.

      rodzina zachowuje się w porządku, pewnie że to boli, ale stań tez po drugiej stronie, jesli chodziłoby o Ciebie i Wasze dziecko- jak czułabyś sie gdyby odrzuciliby wszystko co Was łączyło i Ciebie i Twoje dziecko.
      Jak już nie raz pisałam, zazdroszczę Wam kontaktu z dzieckim, mój M nie ma tal dobrze. I wierz mi że patrzeć jak bardzo tęskni i cierpi twój Chłop jest baaardzo przykro.

      Wiele bym oddała żeby nasza sytuacja była taka jak 2,5 roku temu, wspólne wyjazdy, spotkania, wygłupy .. eeh, miłe wspomnienia.

      Jeszcze wsztstko przed Wami, jesli warto to walcz o Niego, a rodzina też do tego "dojrzeje".
      • jayin Re: Jego rodzinka i ja – ta DRUGA… :( 26.04.07, 22:12
        a ja będę w opozycji smile

        jak dla mnie rodzina średnio w porządku się zachowuje.

        znają sytuację doskonale i pewnie mniej lub bardziej intuicyjnie wyczuwają to, że Agnieszka sie czuje nieswojo w

        integracja z grupą na zasadzie: "no, twoj poprzednik/poprzedniczka to taki fajny był... szkoda, że już go nie ma... no ale jesteś ty, no cóż poradzić.. takie zycie" i "ciągłe opowiadanie o tym jak to kiedyś było cudownie" - jest cholernie trudna. i mało przyjemna. w dodatku kiedy nikt w tej grupie nie wykazuje się empatią.

        można Exię lubić. ba, kochać nawet. zapraszać na kawę, na święta. każdemu według woli i sympatii. tu rodzina jest OK - skoro nawet po rozwodzie uwaza Ex za czesc grupy. ich sprawa. drugiej żonie niewiele do tego - ot, może się podenerwowac na boku.

        ...ale...

        ...ale chociażby jakieś nikłe resztki przyzwoitości aż piszczą, żeby przy takiej drugiej żonie nieco się ugryźć w język i nie epatowac na prawo i lewo postacią Ex - bo dochodzi do tego, że nawet jesli fizycznie jest nieobecna - to jak duch jest w każdym kącie domu, w każdej opowieści, na każdym kroku - i ta Ex może być w rzeczywistosci OK, a jej uklady z rodziną zupelnie "nieszkodliwe" dla "drugiej żony" - ale zachowanie rodziny stworzy z niej niechcianą personę i jeszcze tylko spotęguje niechęć do Exi. po co to.

        w kazdej grupie ludzkiej, rodzinie - bywają sytuacje, kiedy para się rozchodzi. czy to malzenstwo czy nie - jedno zostaje w grupie, nierzadko ma nowego partnera/partnerkę - a drugie pozostaje albo zapomniane, albo nadal spedza czas z grupą. i jak dla mnie OCZYWISTE jest, że staram sie taktownie NIE WSPOMINAC przy nowym partnerze/partnerce o tym, jak to dobrze bylo komus z Ex, za czasow "starej dobrej gwardii". bo to tego Nowego/Nową strasznie deprecjonuje. i automatycznie stawia na pozycji: "On/Ona była fajna, nasza, rodzinna - ty jestes nowa/nowy, obca/obcy, nie chcemy cię tutaj, wolelibysmy ją/jego..no ale."


        no, NIE WIERZĘ... nie wierzę, żeby któraś z was z radością się dopominała od każdego z rodziny swojego męża/mężczyzny opowieści o tym jaka fajna była Ex, albo jak to było na ich ślubie, a na kazdym spotkaniu dołączała się ochoczo do wysłuchiwania historii z zycia Ex i swojego meża/faceta.

        a jeśli któraś lubi i się domaga tego - to ja raczej złoże to na karb ciekawskości, niż realnej miłej i zdrowej chęci poznania, że tak powiem: "Historii Klanu"...smile

        Zdrowe uklady rodziny faceta z Ex - tak.
        Rozmowy rodzinne z facetem na temat Ex - czemu nie.
        Ale rodzina nie urwała się z choinki (chyba?smile - i chociaz niech zwraca uwage na to, jak takie rozmowy odbiera ktos nowy, kto dołacza do ich grona. Chyba, ze specjalnie chce szpile wbic Nowemu/Nowej.

        Mi by się to nie podobało - jako Nowej (Drugiej/Trzeciej/Siedemnastej et cetera) Żonie. I tu zachowania rodziny - takiego jak opisane jest w wątku oczywiście - nie strawiłabym. Też bym miała nerwa. Niechby sobie opowiadali o Ex i zapraszali ją - ale dlaczego przy mnie od razu. Ex to ich "kawałek historii". Nie mojej.

        Na szczęście istnieją normalne rodziny, z wyczuciem chwili i dużą zawartością taktu i chultury społecznej w genach...smile A nierzadko i sympatii dla Nowych. Która nie pozwala na traktowanie ich jako "zastępcy", tylko po prostu traktuje się Nowego/Nową jako kolejnego członka rodziny. I dba się o jego samopoczucie. Nawet - a moze przede wszystkim wtedy - kiedy jest w domu tej rodziny tylko gościem raz na jakiś czas.

        Pozdr.

        J.
        • zonka77 Re: Jego rodzinka i ja – ta DRUGA… :( 27.04.07, 06:56
          zgodzę się z jayn. Przeszłam przez pierwszy rok znajomości nie tylko
          wszechobecność ex na każdym kroku w rozmowach u teściów, ale zapraszanie jej
          notorycznie kiedy i my przychodziliśmy do teściów, przeżyłam również wigilię z
          ex kiedy nie byłam jeszcze żoną i ja do przyszłej teściowej mówiłam "pani" a
          ona "mamo"

          Potem były różne etapy - teściowa raz uwielbiała mnie i nie znosiła ex a raz
          odwrotnie - zależy z kim się częściej spotykała. Ostatnio chyba osiągnęła stan
          idealny - spotyka się z nami (nareszcie bo przez dobre 1,5 roku to moja córcia
          babci niemal nie widziała) i temat ex nie istnieje. Osobiście mnie nie
          interesuje już kompletnie czy one się spotykają, lubią itp - jak dla mnie mogą
          codziennie się widzieć i lubić. Jeśli tylko nie wiąże się to z tym że mnie
          teściowa szpile wsadza i obgaduje do znajomych czyli jest wobec mnie w porządku
          ja też staram się by wobec niej w porządku.

          • jowita771 Re: Jego rodzinka i ja – ta DRUGA… :( 27.04.07, 21:02
            Zonka, chyba już kiedys pisałaś o tej wigilii, albo ktoś z tego forum miał tak
            samo. czytałam o tym i potem przypomniało mi się przy okazji świąt u mojego NM.
            eksi z nami nie było, ale jakos tak mi się przypomniało. myslałam sobie, że nie
            byłoby to miłe i cieszyłam się, że nie musiałam przez takie cos przechodzić.
        • cleopa Re: Jego rodzinka i ja – ta DRUGA… :( 27.04.07, 07:52
          zgadzam sie z jayin ..uwazam że zostalaś nieładnie potraktowana..Ja mam
          szczęście bo rodzina NM raz :by sie nie odwazyla,dwa: wyszlibysmy i juz..
          Jezeli chlop dobry to powiedz mu co czujesz i ja np na twoim miejscu wiecej bym
          na taki zjazd nie pojechala,chyba ze rozdzina by uznala swoj błąd i poprawila
          swoje zachowanie.
          Dziewczyny dla mnie zdanie typu "a to kt?przeciez nie mariola" itp to po prostu
          zlosliwość ,oraz twierdzenia "ze szkoda ze sie roztali" itp tez..
          Nie utrzymywałabym kontaktu z jego rodzina -nie chca ich problem..
          Co do slubu,syna ,wesela powiedz chlopu co czujesz i myslisz ..Ty tez masz
          prawo do tego zeby to przezyc nie tylko on smile
    • m-m-m Re: Jego rodzinka i ja – ta DRUGA… :( 26.04.07, 18:20
      Przede wszystkim : rodzina twojego faceta Cię nie zna. Exową zna i to nieźle,
      exową lubią niezależnie od tego jaka była przyczyna rozwodu. Dla nich exowa
      może być cały czas fajna babka na gruncie rodzinno-towarzyskim.
      Nie tyle jesteś "druga", co po prostu mało im znana i jeszcze się
      nie "wkupiłaś" w ten układ rodzinny.
      Nic nie piszesz jak zachowywał się Twój M. wtedy, gdy rzeczona rodzina
      wyciagnęła ten nieszczęsny album ze zdjęciami ślubnymi, ani co robił w czasie,
      gdy np. jego matka rozmawiala z exową przez telefon.
      Z drugiej strony uważam, ze trochę przsadzasz z oczekiwaniem, że jego rodzina
      przyjmie Cię z otwartymi ramionami.
      To Twój facet się rozszedł z żoną, a nie jego rodzina.
      Może Twój facet za mało o Tobie im mówił, może miał kilka innych pań między
      rozwodem , a poznaniem Ciebie i Ty jesteś tak naprawdę w tym korowodzie nie
      druga, tylko 6-a, 8-a, lub 11-a?
      Ja odnosze wrażenie, że to Twoj M. za mało zadbał o tę sytuację, nie
      przygotował tej rodziny. A w ogóle to rozmawiał po fakcie na ten temat z Tobą
      i jesli tak to co on na to?
      • aganieszka221 Re: Do m-m-m 27.04.07, 23:31
        m-m-m napisała:


        > Nic nie piszesz jak zachowywał się Twój M. wtedy, gdy rzeczona rodzina
        > wyciagnęła ten nieszczęsny album ze zdjęciami ślubnymi, ani co robił w
        czasie,
        > gdy np. jego matka rozmawiala z exową przez telefon.

        W obu przypadkach nie bylo go przy mnie. Bylismy tak kilkanascie dni, tez sobie
        poszedl do kolegow, innego wujka w szpitalu odwiedzic itd. Opisane przeze mnie
        sytuacje odbywaly sie tylko podczas jego nieobecnosci. Jak byl on obok, to nikt
        nic nie mowil...

        > Może Twój facet za mało o Tobie im mówił, może miał kilka innych pań między
        > rozwodem , a poznaniem Ciebie i Ty jesteś tak naprawdę w tym korowodzie nie
        > druga, tylko 6-a, 8-a, lub 11-a?

        No dobra, mam tylko jego slowa, do konca sie nie dowiem, ale z tego co mowil,
        to nie byl nikt na powaznie przede mna a po rozwodzie... Jasne, mial przez te 6
        lat jakies milostki czy cos, ale z nikim nie byl na dluzej, na powaznie i
        przynajmniej jego rodzina - jak mi mowil - nawet przed Mariola nie poznala
        nikogo wczesniej, tylko ja - jak sie mieli zenic, no a teraz mnie... Dlatego:
        DRUGA...

        > Ja odnosze wrażenie, że to Twoj M. za mało zadbał o tę sytuację, nie
        > przygotował tej rodziny.

        Moze byc. W koncu wszyscy wiedzieli, ze przyjezdza z dziewczyna, ale nikt mnie
        znal, nie widzial na oczy i moze przez to przyjeli do wiadomosci, ale tak
        naprawde nie zakontaktowali. Ale to moze byc tylko tamta ciotka i wujek.
        Ale jego matka dobrze wiedziala i poznala mnie juz wczesniej...

        A w ogóle to rozmawiał po fakcie na ten temat z Tobą
        > i jesli tak to co on na to?

        Powiedzial, ze mu przykro, ze go nie bylo wtedy akurat... Ale on nie moze nic
        za to, co inni mowia... I ze zrobilby wszystko, zeby mi choc troche ulzyc w tym
        wszystkim, a nie wie jak.
        • jowita771 Re: Do m-m-m 28.04.07, 06:32
          skoro byliscie przez kilkanaście dni, a oni pałali chęcią wspomnień akurat
          wtedy, kiedy on wychodził, to wygląda na celową złoścliwość. postaraj się
          unikać spotkań z rodziną NM bez niego, niech nie mają okazji do wyciągania
          starych gratów przy Tobie.
          • dominika303 Re: Do m-m-m 28.04.07, 11:32
            Możesz tez tak ja jakis czas temu (moi teściowie też sie tak taktownie
            zachowywali i też zawsze bez obecnosci NM) , gdy oni zacznął ci truć odczekaj
            na powrót twojego i wtedy przy nich zapytaj go o daną sytuację tongue_out
            np jesli teściowa zacznie rozwodzić się nad zdolnościacmi kulinarnimi exi, to
            zapytaj NM przy jego rodzince " kochanie twoja mama i tata własnie opowiadali
            mi o niesamowitych osiągnięciach kulinarnych twojej byłej żony , a ty mi zawsze
            mówiłas coś zupełnie innego - to w końcu jak to jest ?? była dobra kucharka czy
            nie ?"
            I zacznij im serwować bardzo niezdrową sytuację tongue_out
            Może się czegoś nauczą big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin

            Moi nauczyli się , wiec i twoim trzeba trochę nosa utrzeć i już big_grinbig_grinbig_grin

            Pozdrawiam
    • kati27 Re: Jego rodzinka i ja – ta DRUGA… :( 26.04.07, 19:21
      Hej przede wszystkim to tworzysz związek ze swoim M a nie z jego rodziną. Nie
      masz przecież żadnej gwarancji, że facet który nie będzie miał przeszłości w
      postaci eks i dziecka/dzieci będzie miał cudowną, kochającą Cię rodzinę. Pewnie
      że żadna z nas nie czułaby się komfortowo będąc porównywana z kimkolwiek..
      Musisz się do tego zdystansować. Po co ci zazdrość o eks? Przecież to wy
      tworzycie teraz związek a nie oni.. Powiem jeszcze na marginesie, że powinnaś
      jak najdłużej cieszyć się, że eks na tyle zaakceptowała wasz związek, że nie
      robi obecnie większych problemów. Uwierz mi że są gorsze problemy związane ze
      związkiem z facetem z "przeszłością". Pamiętaj też że czas płynie - nie zawsze
      twój M. będzie miał czas i sprzyjającą sytuację żeby każdą wolną chwilę spędzać
      ze swoim dzieckiem. Nie zawsze też to dziecko będzie miało ten czas - jeszcze
      kilka lat i koleżanki oraz randki będą na pierwszym miejscu. Pewnie też, jeśli
      będzie razem, będziecie mieć swoje dziecko - to również może wiele zmienić - ale
      tego nie wiem bo ja na razie dzieci własnych nie mam :-.
      Jeśli nie lubisz jego rodziny, to tam nie jeździj, jest tyle fajnych miejsc w
      których można spędzać wolny czas.
      W naszym związku jest tak, że problemy które próbuje tworzyć eks napotykają na
      barykadę z naszej strony i mogą jedynie wzmocnić nasz związek. Bo o to chyba
      chodzi w każdym związku - aby tworzyć jedną zgraną drużynę. Może przedstaw swój
      punkt widzenia M jeśli będzie proponował Ci kolejną wizytę u swojej rodziny. Co
      do zazdrości o jego córkę, to chyba jest ona spowodowana tymi emocjami... Nie
      daj się. A jeśli uważasz że jest to związek który Ciebie przerasta wycofaj się
      póki nie będzie za późno.
    • mangolda Re: Jego rodzinka i ja – ta DRUGA… :( 26.04.07, 21:07
      Cierpliwości, urodzisz jeszcze_nie_mężowi syna to on oszaleje ze szczęścia i
      tamgo dziecko stopniowo zacznie schodzić na coraz dalszy plan. Rodzina też
      zachwyci się wnukiem, siostrzeńcem, bratańcem. Wtedy to właśnie Wy będziecie
      jego prawdziwą rodziną, to z Wami będzie spędzał dnie i noce, a inni krewni -
      dziedkowie, wójkowie, ciocie i tamto dziecko będą tylko tłem dla Waszego
      szczęścia rodzinnego. Sytuacja poprawi się jeszcze gdy urodzisz drugie dziecko,
      pamiętaj tylko by nie powtarzać błędów exi i nie przestać dbać o mężą kiedy
      zostaniesz matką. Powodzenia!
    • joanna9969 Re: Jego rodzinka i ja – ta DRUGA… :( 26.04.07, 22:35
      A narzeczony to moze arab czy jakis inny poligamista ??
      Bo tylko w takim przypadku moze on posiadac DRUGA zone .
      Wszedzie indziej podchodzi to pod Bigamie i jest karalne .
      Zony dziela sie na byle i aktualne .
      Jako zony dla faceta licza sie tylko te drugie.
      Powiedzienie perwsza zona ma tylko na celu podniesienie
      statusu owej .
      Czy mija ten syndrom bycia "drugiej" , mija z biegiem czasu
      nabierzesz do tego wszystkiego dystansu , ja tez bylam zadrosna
      bo ex to atrakcyjna babka bo M ja kiedys kochal .
      A juz mi przeszlo , nie powiem ze eks lubie
      bo ogolnie nie przepadam za tego typu ludzmi ,
      ale tez nie zywie do niej zadnych negatywnych uczuc ,
      a wrecz przeciwnie zal mi jej bo w swoim zyciu zachowuje sie jak pies
      co sie kreci do okola wlasnego ogona.
      Ja rodzine meza poznalam dopiero w te wakacje ,
      od tesciow nie uslyszalam na temat ex ani slowa , tak jakby jej
      w ogole nigdy nie bylo .
      Natomiast szwagierka z ktora dosc blisko sie zaprzyjaznilam troche ja
      obsarowala ale do tego sie przyzwyczailam bo ja z koleji jeszcze nie slyszalam
      zeby ktos o eksi dobrze mowil.

      • erlich3 Re: Jego rodzinka i ja – ta DRUGA… :( 27.04.07, 10:15
        Zastanawiam sie tylko gdzie był twój narzeczony w czasie tych rozmów??? Bo
        jeśli rodzinka jest nietaktowna(co jest niezaprzeczalne) to facet musi umieć
        znaleźć się w tej sytuacji. Powinien według mnie otwarcie powiedzieć, że raczej
        nie ma sensu rozmawiać o byłej żonie, bo to jest BYŁA żona a tutaj z nami jest
        moja narzeczona i przyszła żona. Oficjalnie bez owijania w bawełnę. Zamknął by
        im buźki raz na zawsze.Co do córci to niestety dziadki będą w niej widzieć
        zawsze pępek świata. Ja wciąż nie mogę się z tym pogodzić. Ale mój M kiedy
        zaczyna się nużący monolog nt jego córki wygłaszany przez teściów po prostu
        zmienia temat. Zauważyłam że nie można cierpieć w milczeniu bo to niczemu nie
        służy. Jeśli facet jest wart zachodu to walcz o wszystko. Jesli cie kocha to
        zwyciężysz. Ale ja i tak uważam, że przy tej różnicy wieku jak w waszym
        przypadku i fakcie, że ty jesteś kobietą bez że tak to określę przeszłości,
        myślę że powinnaś rozejrzeć się za kimś bez przeszłości, dla którego będziesz
        pierwszą. To jest moje zdanie. Po co masz to wszystko znosić?
    • jowita771 Re: Jego rodzinka i ja – ta DRUGA… :( 27.04.07, 12:48
      współczuję, nie miałabym ochoty na takie atrakcje. rodzina zachowała się
      wstrętnie, nie wierzę, że niechcący. albo są wyjątkowymi prostakami.
      ja mam szczęście, jeśli można tak to ująć, bo eksia zostawiła mojego NM w
      niezbyt ładny sposób, w dodatku zabierając parę rzeczy, które do niej nie
      należały, więc zostawiła po sobie niemiły smrodek zamiast przyjemnych
      wspomnień.
      nie daj się, co Twój NM na to? nie pozwól sobie wejść na głowę.
      pamiętam, jak mnie kiedyś NM przeprosił za swoją mamę. było jej głupio, bo
      zdawało jej się, że zwróciła się do mnie imieniem eksi. ale chyba jej się
      naprawdę zdawało albo ja nie dosłyszałam. ale to, co opisałaś tochyba czysta
      złośliwość. chyba, że przy pierwszym spotkaniu chcieli Ci po prostu przekazać
      jak najwięcej informacji, jak to było wcześniej. zobacz, jak będzie później, a
      jak sie nie poprawi, to się z nimi nie spotykaj.
      • barbara001 Re: Jego rodzinka i ja – ta DRUGA… :( 27.04.07, 13:03
        Zachowanie rodziny- tragedia. Ciekawe czy jakby te ciotki i matki były w takiej
        sytuacji byłoby im przyjemnie. Obrzydliwe.
        Jak facet jest fajny i jesteś przekonana, ze warto pakować się w taki
        patchworkowy układ rodzinny to walcz o swoje.
        A z jego rodziną proponowałabym rzadko i na dystans. Jak nie potrafili się
        zachować przy pierwszej wizycie to przy kolejnych tez nie będą umieli. Bo nawet
        gdybyś była kolejna narzeczoną przywożoną do rodziny to ta kochająca rodzina
        jeśli dobrze życzy Twojemu M, aby szczęśliwie sobie ułożył życie to do każdej
        poznanej pani powinna odnosić się z taktem. Sorry, ale oczyma wyobraźni widzę
        ich jak gromadę prostackich ludzi karmiących nudę dnia codziennego cudzymi
        wydarzeniami. A jak byś chciała się odgryźć, to możesz opowiedzieć swojej
        przyszłej teściowej o cudownej matce twojego byłego, kobiecie z klasą,
        doskonałym gustem, nieskazitelnymi manierami, szerokimi horyzontami i
        szlachetnym pochodzeniem. Możesz dodać że przyjaźń z matką twojego eks to
        zaszczyt i ogromna przyjemność i ze świecą szukać takiej wybitnej i wspaniałej
        osoby, ale miałaś szczęście że masz w niej taką przyjaciółkę po dziś dzień
        chociaż związek się rozpadł (również na poziomie i z pełnym szacunkiem).
        • jayin Re: Jego rodzinka i ja – ta DRUGA… :( 27.04.07, 14:43
          barbara001 napisała:

          > A jak byś chciała się odgryźć, to możesz opowiedzieć swojej
          > przyszłej teściowej o cudownej matce twojego byłego, kobiecie z klasą,
          > doskonałym gustem, nieskazitelnymi manierami, szerokimi horyzontami i
          > szlachetnym pochodzeniem (...)

          Dobre smile
    • kasia_kasia13 Re: Jego rodzinka i ja – ta DRUGA… :( 27.04.07, 13:57
      >W pewnym momencie myslałam, że spakuję już moją walizkę i po prostu wyjdę,
      >jego akurat nie było wtedy, że jak wróci to może mnie na dworcu szukać... Co
      >za prymitywni ludzie, nie przyszło im na myśl, że mnie mogą urazić?

      Mysle, ze swietnie wiedzieli, ze moga Cie urazic. I wlasnie dlatego tak sie
      zachowywali.
      • a.bc Re: Jego rodzinka i ja – ta DRUGA… :( 01.05.07, 20:23

        ups a czego się spodziewałas ,ze sie wszyscy będą nad toba trząść? przepraszam
        za taką obscesowośc ale trzeba to było zwyczajnie przewidzieć!
        Niestety musisz sie wkupić w ich łaski i wiele wody upłynie zanim dojdziecie do
        porozumienia.powodzenia
    • capa_negra Re: Jego rodzinka i ja – ta DRUGA… :( 02.05.07, 09:13
      NIE PRZEJMUJ SIE KOBIETO
      To dobrze, że rodzina chłopa z pierwsza zona zyje w zgodzie - chodzi o dzieci,
      a może sie zdarzyc że się teście w kontaktach z była nie raz się jeszcze
      przydadzą.

      Zdjęcia - nie ty jedna tak miałas - mi tez teściowa pokazywała, ale ja nie
      miałam z tym stresu .
      Pooglądałam tak jak sie ogląda eksponaty w muzeum i tyle...nawet z ciekawością .
      Stwierdziłam, że była ładnieje z wiekiem smile)) a kiecke miała koszmarną smile)
      Druga zona - i co z tego??????
      Grunt, że aktualna, obecna i jak mniemam ostatnia smile)
      A że teściowa ileś z nia gadała....
      No cóz może ja bardzo lubic i fakt że przestała byc jej synowa tego nie zmieni
      tym bardziej, ze jest matka jej wnuków.
      Ja np. bardzo lubie jednego z moich byłych nażeczonych i mąż go tez lubi.... I
      jak dzwoni były to moge normalnie pogadać..., a czasem i mąz pogada...

      Taka karma smile)
    • breath08 Re: Jego rodzinka i ja – ta DRUGA… :( 07.05.07, 21:47
      a ja rozumiem co czujesz i nie jest to ani niedojrzałe ani moim zdaniem Ty nie
      jesteś przewrażliwiona!

      Zdaje się, że jego rodzina żyje własnymi wspomnieniami i licytują sie kto ile
      pamięta o byłej, zamiast pomóc synowi, bratankowi, siostrzeńcowi itp. w
      budowaniu nowego związku, a to przecież takie proste żeby okazać Tobie choć
      odrobinę sympatii.
      Podziwiam, że wytrzymałaś tak długo, bo takiego zachowania nie tłumaczy dbałość
      o samopoczucie dziecka.
      Powinnaś porozmawiać o tym ze swoim partnerem i nie jechać tam dopóki oni nie
      zrozumieją, że czas zakopać ślubne zdjęcia i puścić w niepamięć te ich wspólne
      chwile bo minęły i nie wrócą.
      Zawalcz o to, by przynajmniej w Twojej obecności nie robili sobie wieczorów
      pełnych wspomnień.Może niech NM powie w domu, że sobie tego wyraźnie nie życzy..

      Wiem, że to trudne, a takie myśli pojawiają sie same. Dlatego Ty musisz ten
      temat zamknąć.Uda się. Nosek do góry.



Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka