bemari
27.04.07, 23:30
Może to komuś się przyda.Nie moje, ale dwóch bliskich mi osób - mojej własnej
macoszki i mojej przyjaciólki, która ma na stanie dwudziestoletnich z
kawałkiem pasierbów.
moja Alicja twierdzi, że jakieś pięć lat zajęło jej wejście w rodzinę -
chodzi o dorosłe dzieci z małżonkami i przychówkiem. Sytuację komplikował
fakt, że jest z natury introwertyczna i do dziś twierdzi, że nie lubi
dzieci.Moje są wyjątkiem - dziś je baaardzo lubi.Stwierdziła, że z Alicji
mogą przejść na babciu.Żartem to ku wspólnej uciesze czynią.
Ja też długo byłam nieufna.Poprawnie, ale bez czułości.Dziś jest to członek
mojej rodziny.Nie mama, ale osoba, dzięki której mój ojciec kwitnie.
Obiektywnie fajna osoba.Już się nie oceniamy.Duży szok przy chorobie ojca
ostatecznie sprawił, że wyjaśniłyśmy sobie wszystko do końca.Ja się cieszę,
że są razem, ona polubiła życie w dużej rodzinie.
A moja przyjaciólka - wieloletnia macocha dwóch pasierbów mówi: to nie są
moje dzieci, ale zrobię wszystko, by im się w życiu udało.Szkoda, że jak
własnym dzieciom nie mogłam czasami wygarnąć, musiałam sporo
przemilczeć.Trudne to było.Nie wtrącałam się do ich wychowania.Po prostu
okazywałam troskę.Gzasami zaciskając zęby.
Wierzcie mi, że takich pasierbów pozazdrościć można.Dopiero w okresie studiów
ocenili jednak ostatecznie klasę macochy.Lgną do niej i małego braciszka.
Inka to ostoja spokoju i serdeczności.Nie próbuje skasować matki(choć mama
biologiczna akurat ziółko niezłe), po prostu jest fajną macochą.Ma swoje
plany, jest naturalnie otwarta, życzliwa. Ani kumpel, ani zastępcza mama, ani
żona ojca.
Nie wiem jak to robi.W tym wszystkim nie ma jednak grama fałszu czy
manipulacji.
W każdym razie chylę czoło.Nie wiem, czy mnie na to byłoby stać.