Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dalej P

29.04.07, 23:40
Krotko, dostalam prace w innym miescie, wcale nie lepiej platna, ale
ciekawsza. Moj M sie ucieszyl, sam chetnie by ze mna sie przeprowadzil, i nie
byloby problemu, ale – cytuje – „takie cos jest teraz niemozliwe, on najpierw
musi przeciez dziecko (9 lat) odchowac, to przez najblizsze 10 lat to i tak
nie wchodzi w gre”. No i oczywiscie znowu sie wkurzylam. Przeciez ona nie
jest niemowlakiem, czy on bedzie do jej 18-stki czekal, i dopiero wtedy moze
spokojnie patrzec na siebie?! Przeciez to jest chore!
Powiedzialam mu: „Ty to nazywasz wychowywaniem jej?! Raz w tygodniu co ja
masz?”

I juz zaczelismy sie klocic. Powiedzial mi, ze jestem niemozliwa, zaborcza,
zazdrosna, ze wyolbrzymiam ze chce go ograniczyc i jego milosc do dziecka! I
ze on uwaza, ze wcale nie przesadza ze swoja miloscia do dziecka, tylko wrecz
przeciwnie, wszystko to za malo! Ze gdyby on mogl, to chcialby ja miec
codziennie. A i tak nigdy jej nie zrekompensuje tego, ze musiala sie tyle lat
bez niego wychowywac i teraz prawie go nie ma, bo co to jest raz tylko
weekend. To wszystko malo.

Potem powiedzial, ze jak bedziemy mieli wspolne dziecko, to wtedy ja bede
miala inne zdanie o niej. I tym tez mnie wkurzyl. To co ma dziecko u nas
zmienic? Ze ja bede miala maskotke na kolanach (czyt. zajecie) a on wtedy
bedzie mogl spokojnie sobie z corka przebywac, bo ja sie nie bede juz
czepiac, bo bede zajeta? To on wtedy bedzie mial wolna reke? Bez sensu! Ja
jestem zla, bo on widzi w budowaniu nowej rodziny ze mna wtedy swobode w
kontaktach z corka, a nie nowa przyszlosc!! On wszystko robi przeciez pod
nia, ustawia plany, zycie, gdyby trzeba by nam bylo naprawde sie wyprowadzic,
bo gdzies by byla lepsza praca na przyklad, to on by tego nie zrobil, nie
zostawilby jej! To samo ale, gdyby ona sie wyprowadzila, on by poszedl za
nia, bez wzgledu na to, ze tutaj by kogos zostawil! Ja uwazam, ze to jest
przesada – nikt go ogranicza w kontaktach, nikt mu nie kaze mniej kochac, ale
on juz teraz stawia corke z bylego zwiazku na pierwszym miejscu, a potem
dopiero swoja nowa rodzine, czyli mnie i nasze dzieciaki – dobra, jeszcze ich
nie mamy, ale niedlugo chcemy, ale skoro on juz dzis tak stawia sprawe...

I nie rozumie mnie zupelnie. Twierdzi, ze facet ma zone, dzieci, a gdzie
indziej prowadzi inne zycie, ma kochanke itd. I skoro jest mozliwe, skoro tak
idzie, i ludzie to potrafia, to dlaczego on nie moze miec tez „drugiego
zycia” – czyli gdzies tam swojej corki. Ale ja znowuz nie potrafie sobie tego
wyobrazic, ze moj maz bedzie gdzies tam mial drugie zycie – dobra, nie
kochanke ale i tak... A on zas mowi, ze on sobie nie wyobraza, zeby w naszym
domu nie bylo miejsca dla jego corki – ona musi miec swoj pokoj, i jak bedzie
do nas przychodzic np. co weekend, to to bedzie tylko jej miejsce, i nikt w
ciagu tygodnia nie moze tam mieszkac. No hodowla ksiezniczki, moim zdaniem. A
jego zdaniem to ja ksiezniczka jestem (!) bo rodzice mnie tak wychowali, ze
teraz jak prawdziwa egoistka chce miec wszystkich i wszystko dla siebie...

Ale co to ma byc?? Myslalam, ze on chce ze mna budowac przyszlosc, miec
dzieci, a nie po to to, zebym ja siedziala cicho, a on mial wolna reke do
spotkan z corka! I najgorsze, ze on nie widzi w tym problemu! Ba, wrecz
powiedzial, ze to chyba normalne, ze on corce, ktora „jest polsierota” (???-
dziecko wychowuje matka, on ma ja co weekend- jaka polsierota??), ktora nie
ma pelnej rodziny, musi dac wiecej milosci, niz naszym dzieciakom, ktore beda
mialy te mozliwosc wychowywania sie w pelnej rodzinie!!

Ja nie wiem, czy on tak tylko teraz mowi, a wszystko sie zmieni, jak naprawde
bysmy mieli dziecko, to wtedy by zaczal za nim szalec, i nie bylby taki glupi
za nia, ale na dzis dzien, to mnie taka perspektywa po prostu przeraza...
Przeciez dziecko nie jest lekarstwem! A on uwaza, ze mi zrobi dziecko, to
wszystko sie ulozy! A przeciez sam najlepiej powinnien wiedziec, ze gdyby
wspolne dziecko poprawialo relacje miedzy kobieta a mezczyzna, to on nie
musialby sie rozwodzic! Dlatego mi sie wydaje, ze na dzis dzien gdybysmy
mieli miec dziecko, to dopiero moja frustracja by sie poglebila, bo jemu
doszedlby kolejny powod do wynagrodzenia corce schrzanionego dziecinstwa;
wtedy bedzie mial jeszcze wieksze poczucie winy, skoro dzis je juz ma! A mi
wtedy bedzie jeszcze gorzej: Jak to, mamy rodzine, wspolne dzieci, kochamy
sie, a on i tak woli tamte dziecko, ktore ma z inna kobieta...??!

Ja czarno widze nasza przyszlosc. Przeciez jak dzis to jest taki problem, to
co bedzie pozniej? Jak my nie umiemy sie dogadac, bo patrzymy na to z dwoch
roznych stron: ja jestem z boku, a on jest ojcem... Ja oczekuje od niego, ze
nasza rodzina bedzie dla niego najwazniejsza, a tamte dziecko bedzie obok –
nadal jego dzieckiem, ale nie powinnien jej traktowac lepiej od innych swoich
dzieci, a on wlasnie tak zamierza! Za duzo wymagam? A jak do tego dojdzie
jakis nie daj boze szantaz emocjonalny ze strony corki, to dopiero bedzie! Bo
moj M nigdy – na to na dzis dzien wyglada – nie stanie po stronie naszej
rodziny, tylko bedzie ja tlumaczyl: Bo ona ojca nie miala, cala zycie czula
sie mniej kochana, wiec dlatego on musi dzis za nia glupieć...?!
    • kati27 Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 02:25
      Tak na początek - niezłe mi krótko.. smile a tak na serio to w swoim poście
      poruszasz wiele spraw. Po pierwsze nie możesz dyskredytować roli ojca, który
      chce uczestniczyć w życiu swojego dziecka. Czy zamiast bezsensownych kłótni nie
      lepiej pomyśleć jak problem rozwiązać - skoro Twój M. widuje się z dzieckiem
      tylko w weekendy to co za różnica gdzie mieszkacie?? Przecież nie wyjeżdżacie za
      granicę tylko do innego miasta. Kolejna sprawa - wasze wspólne dziecko - a może
      Twojemu M chodzi o to, że będąc matką lepiej go zrozumiesz. I dlaczego zakładasz
      że dziecko ma być po to, aby zapewnić Tobie zajęcie a jemu wolny czas dla córki?
      Kolejna sprawa, jeśli chodzi o "drugie życie" Twojego M. - nie unikniesz tego,
      że tak będzie. Niedobrze że czujesz się na drugim miejscu, niedobrze że on ma
      duże poczucie winy w stosunku do swojej córki i że nazywa ją półsierotą.
      Przecież to bzdura. Czy on lubi się biczować czy nikt mu nie wytłumaczył że
      dziecko z rozbitej rodziny mające dwoje rodziców nie jest sierotą?
      Skoro masz takie wątpliwości już dziś może warto zastanowić się jak ma wyglądać
      Twoje życie, czy zaakceptujesz dziecko swojego M. i czy będziesz w stanie
      połączyć te dwa życia w jedno, bądź zaakceptujesz że Twój M. ma "drugie życie".
      Nawet jedno "nie" skłania do poważnych refleksji.
      • kubowa Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 06:47
        z drugiej strony: mam propozycję wyjechać ze swoją nową rodziną za granicę.
        tylko wiesz co? mój syn z pierwszego małżeństwa ma dopiero 10 lat i nie wyjadę
        póki nie będzie pełnoletni i nie będzie mógł sam zdecydować, czy chce jechać z
        nami, czy zostać tu z tatą. bo nie mogłabym patrzeć w lustro, gdybym mu tego co
        dwutygodniowego ojca odseparowała.
        może właśnie to miał twój m. na myśli: póki nie będziesz matką nie poczujesz tej
        odpowiedzialności.
        • erlich3 Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 09:27
          widzę że wszędzie jest tak samo. I co najgorsze przekonuje się że
          lepiej "wziąć" najgorszego ale kawalera niz najlepszego z dzieciakami z
          poprzedniego związku a nie daj Boże z córcią. Ja też przeszłam historie z tym
          osobnym pokojem no bo córcia, która ma zresztą swój pokój u teściów u których
          mieszka musi mięc jeszcze drugi u nas. Każdy wyjazd z nią, każde wakacje z nią,
          każdy wypad na basen z nią itp itd. Ja też dostałam propozycję lepszej pracy w
          innym mieście ale M stwierdził że nie może i powymyślał jakieśm tam głupoty
          chociaż ja i tak wiem że głównym powodem jest córcia. Tak właśnie wygląda życie
          z facetem z bagażem przeszłości.Ja ograniczyłam trochę jego zapędy w
          kierunku "intronizacji" księżniczki ale za to przy lada kłótni wypomina mi, że
          on tak się poświęcił dla mnie ,że własną córkę zaniedbuje. I też mam tego dość.
          Czasem myślę czy warto w ogóle ładować się we wspólnego dzieciaka w takiej
          sytuacji. Trzeba wyczuć faceta. Bo jeśli on na samym początku zakłada, że wasze
          dzieci będą miały pełną rodzinę i w związku z tym potrzebuja mniej
          zaangażowania i miłości a jego księżniczka musi mieć rekompensatę no to chyba
          nic z tego nie będzie.
          A tak a propos-nie znajdziesz tutaj poparcia dla swoich uczuć. Napisz do mnie
          na mojego e-maila.
          • chalsia Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 10:19
            no,` niektórym osobom jak Ty, Erlich i autorka wątku już NIC nie pomoże, skoro
            napisano tu mnóstwo postów tłumaczących Wam sytuację a do Was jak do betonów
            nic nie dociera.
            Dziecko wspólne w Twojej czy autorki sytuacji nic nie pomoże, raczej zaszkodzi.
            JEdyna dobra rada dla Ciebie i autorki watku jest prosta (same zresztą o tym
            piszecie) - nie nadajecie się absolutnie do takich związków i powinnyście
            odejść od swoich facetów, tak będzie zdecydowanie lepiej i dla Was i dla eMów.
            Chalsia
            • dominika303 Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 10:45
              Chalsiu
              jestem o wiele kórcej na tym forum niz ty, ale zauwazyłam tutaj kilka
              innych "betonów" i ani autorka wątku ani, Erlich do nich raczej się nie
              zaliczają tongue_out

              Myślę, ze rzeczowa rozmowa powinna rozwiac twoje wątpliwości co do przyszłosci
              u boku owego M. Niektórym facetom po rozwodzie na "łeb wali" i zamiast nauczyć
              się żyć przyszłoscią i cieszyć sie szczęściem, ze mają zdrowe dzieci i znalezli
              kobiete, która ich kocha i oni ją, to zaczynają "odwalać numery" sad((
              A juz nazywanie swego dziecka półsierotą w momencie gdy ten dzieciaczek ma
              oboje rodziców - takiego faceta kwalifikuje do kilku wizyt u psychologa .
              Rozumiem, ze dziwnie czujesz się w "takim" związku.
              Ale bez szczerej rozmowy nic się nie zmieni. A stawianie dziecka z poprzedniego
              związku ponad życie nowej rodziny jest niedopuszczalne- dzieci to dzieci i
              powinno się je podobnie kochać, a nie hodować "wypaczonego kaktusa" bo bez
              tatusia sie wywchowywał, ale to nie twoja wina, ze M i exia się rozwiedli, a on
              teraz próbuje obarczyć się wina za to i na dodatek po części ukarać cię i wasze
              przyszłe dzieci, ze ty i one będziecie mieć pełną rodzinę sad(
              To jakiś absurd !!
              Porozmawiaj z nim i to szybko .

              Pozdrawiam
          • kylie7 Re: do erlich3 01.05.07, 15:30
            Napisalam wink
    • triss_m7 Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 10:35
      Witaj Kylie7,

      Pewnie, ze to trudne i doskonale rozumiem Twoje potrzeby ale postaraj sie
      troche ochlonac.
      Popatrz na to z tej strony, ze fakt iz kocha corke tylko dobrze o Twoim M
      swiadczy. Nie sadze by w momencie gdy pojawi sie Wasze wspolne dziecko to jedno
      kochal bardziej - drugie mniej. Fakt, ze w kilku kwestiach przesadza nie
      oznacza, ze nie mozecie dojsc do porozumienia. Porozmawiaj z nim spokojnie,
      powiedz glosno czego oczekujesz i jak widzisz Wasza przyszlosc.
      Mysle, ze to iz chce miec z Toba dziecko to nie proba "zajecia" Ciebie i
      otworzenia sobie drogi. Sadze, ze chcialby bys poczula co czuje rodzic i liczy
      w ten sposob na zrozumienie.
      Nie poddawaj w watpliwosc jego wkladu w wychowanie corki. Malo, ze to przykre
      to nieprawdziwe.
      O przeprowadzce mozecie spokojnie porozmawiac. Nie popieram pomyslu Twojego M,
      ze nie moze zmienic miejsca zamieszkania bo o Was tez powinien pomyslec. W
      dzisiejszch czasach sa takie mozliwosci, ze nie musi mieszkac obok by ja
      widziec codziennie, a przeciez na week-endy, swieta, wakacje mozecie ja
      zabierac.
      Nie miej mu za zle, ze chce w swoim domu utworzyc miejsce dla swojego dziecka.
      Wasz dom nigdy jej domem nie bedzie ale jakas czastke moze w nim miec i nie ma
      w tym nic zlego. Ona ma tylko 9 lat, trudno oczekiwac by nie mogla sie czuc
      swobodnie w domu swojego rodzica.
      Z prowadzeniem podwojnego zycia to sie Twoj M posunal za daleko. Nie wiem kogo
      chce bardziej oszukac: siebie? Ciebie? mala? Tutaj jak najbardziej przyznaje Ci
      racje. Nie wolno(!) porownywac milosci do Ciebie z miloscia do dziecka. To dwie
      rozne sprawy. Nie mozna porownywac kto jest wazniejszy!

      Jesli masz tyle watpliwosci to przemysl wszystko jeszcze raz. Powiedz mu o tym.
      Dajcie sobie szanse wytlumaczenia nawzajem czego od siebie oczekujecie.
      Pozdrawiam!
    • anastazjapotocka Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 10:53
      Kylie, masz duże szczęście i dużo zdrowego rozsądku, że teraz wychodzą takie
      sytuacje, a nie wówczas, gdy jest już za późno, bo na świecie jest wspólne
      dzieciątko - i koniec z wolną decyzją, koniec z negocjacjami, trzeba zgadzać
      się na wiele i wiele przecierpieć w milczeniu.

      Wspólne dziecko NIGDY nie poprawia sytuacji. Wspólne dziecko cementuje
      szczęśliwy związek (niestety, czasem niezbyt trwale), ale w związku opartym na
      wzajemnych pretensjach i walce o dominację - dziecko jest... kulą u nogi dla
      kobiety.
      Mężczyzna ma już jedno dziecko i to następne potraktuje - w tym przypadku -
      jako powód, aby młoda matka ulegała jego punktowi widzenia (ma teraz kobitka
      swoje własne dziecko, to niech siedzi cicho, zawsze mogę ją zostawić).

      Twój pan ma przerost poczucia winy w stosunku do córki (Ty się w ogóle nie
      liczysz) i to jest jego problem.
      W żadnym razie nie pozwól, aby to stało się także Twóim problemem.
      Nie masz możliwości rozwoju zawodowego, bo... on ma córkę?
      Tego nawet Mrożek by nie wymyślił.
      Jest to egoistyczne, głupie i niesprawiedliwe postawienie sprawy, a Twój pan
      jawi się tu jako jakiś argentyński macho - chyba się mu kontynenty pomyliły.

      Co Ciebie obchodzi jego córka? Co ciebie obchodzi, że on całe życie ma zamiar
      jej coś tam wynagradzać?
      Przepraszam: Twoim kosztem? Kosztem Twojego szczęścia, Twojej realizacji
      zawodowej? Kosztem Twojej satysfakcji?

      Acha, na odczepne on Ci dzidziusia zmajstuje... Cóż za łaskawy siewca nasienia!

      Do diabła z takim BUCEM.
      Jesteś warta tego, aby dziecko, które urodzisz, było wymarzone, oczekiwane, aby
      było książątkiem ukochanym, rozpieszczanym, a nie jakimś cholernym erzacem czy
      elementem szantażu!

      Przemyśl, czy z tym facetem warto jest budować swoje życie, czy życie i związek
      w którym Ty będziesz traktowana jako istota DRUGIEJ KATEGORII (to traktowanie
      obejmuje także Twoje przyszłe dzieci - pamiętaj o tym) jest dla Ciebie w ogóle
      do przyjęcia.

      Ja bym wysłała facia na drzewo razem z jego miłością do córki i jego poczuciem
      winy. On jest nierozwojowy, egoistyczny i nierefolmowalny.

      Dziewczyno, stać Cię na więcej.
      Wybacz, jeśli sprawiłam Ci przykrość.
      • poxywka Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 14:08
        wiem Anastazjo, ze polemika z Toba nie ma sensu bo naprawde dobry psycholog
        moglby Ci jedynie pomoc ale czasem sobie mysle, ze osoba z pewnym
        doswiadczeniem moglaby miec chociaz odrobine glebsze i madrzejsze spojrzenie na
        zycie; jednak to widac z wiekiem nie ma nic wspolnego; po Twoim swiatopogladzie
        widac, ze dziecinstwo ma decydujacy wplyw na dalsze zycie i trudno to potem
        przeskoczyc; i wlasnie z tego wzgledu rodzice rozwiedzeni powinni zapewnic
        swojemu dziecku jak najwiecej zwyklej troski i fizycznej obecnosci zeby w
        doroslym zyciu nie bylo skrzywionym, niedowartosciowanym, pelnym poczucia winy
        lub zawisci czlowiekiem; oczywiscie dziecku nie nalezy niczego wynagradzac z
        okazji rozwodu, bo po prostu niczym sie tego wynagrodzic nie da; nalezy sie nim
        zajmowac; wg psychologii dziecko w wiekszosci przypadkow czuje sie porzucone
        przez rodzica, ktory sie wyprowadzil z domu; nawet jesli go widzi w kazdy
        weekend;

        dla czlowieka ktory kocha wlasne dziecko jest skrajnie trudnym doswiadczeniem
        rozdzielenie z tym dzieckiem; przypuszczam ze matki przezywaja to mocniej;nie
        potrafie sobie wyobrazic jak przezywaja to mezczyzni bo nigdy nim nie bylam -
        ale na pewno niektorzy takze bardzo mocno; wyjazd do innego miasta rzecz
        oczywista skraca drastycznie czas spotkan z dzieckiem bo pozostaja dojazdy i
        trudnosci organizacyjne; macocha/ojczym nie musza sie poswiecac; macocha/ojczym
        moga wyjechac do innego miasta i spotykac sie z partnerka/partnerem co weekend;
        no bo dlaczego nie powiedz mi ? dlaczego to dziecko ma poniesc konsekwencje
        checi rozwoju macochy ?
        ja postawilam od poczatku sprawe jasno - jest taki uklad jaki jest i ja jestesm
        zobowiazana nie utrudniac mojemu dziecku (nie exowi) kontaktu z ojcem; gdyby NM
        chcial wyjechac musialby to zrobic sam; tylko ustalilismy to na poczatku zeby
        nie bylo zaskoczenia; no nie wiem, moj NM ma na tyle rozwinieta wrazliwosc ze
        On to rozumie; to jest stan zastany w ktory wchodzi partner osoby dzieciatej; i
        trzeba to omowic na wstepie; nie chodzi o to ze kocham NM mniej niz dziecko -
        jasne ze nie; chodzi i o to ze dziecko ma wystarczajaco trudna sytuacje i jesli
        mnie zycie nie zmusi nie chce jej komplikowac bardziej;moje dziecko kazde
        rozstanie ze mna i kazde rozstanie z exem odchorowywuje; ktos kto nie ma
        dziecka nie wyobraza sobie uczucia jakie rodzi sie w sercu gdy dziecko cierpi;
        a M Kylie nie chodzilo zapewne o to,zeby zmajstrowac jej dziecko aby miala sie
        czym zajac i nie marudzila ale aby wlasnie doswiadczyla co to znaczy kochac
        wlasne potomstwo; jeszcze pare osob to zauwazylo ale widac nie wszyscy
        byc moze M Kylie popelnia bledy, byc moze sobie nie potrafi poradzic z
        poczuciem winy ale nazwanie go 'nierozwojowym, egoistycznym i nierefolmowalnym'
        swiadczy o Tobie Anastazjo nienajlpiej
        i czy zauwazylyscie ze zwykle macochy sa zadrosne o pasierbice ? o pasierbow
        rzadko; pasierbi co najwyzej wkurzaja; to kobiece nie ?
        pozdrawiam
        poxywka
        • anastazjapotocka Poxywko, 30.04.07, 14:58
          Pewnie myślisz, że jesteś bardzo mądra i kulturalna...
          No to sobie myśl.

          Poglądy mam jakie mam i nie musisz ich podzielać. Nie musisz mnie też obrażać i
          robić niegrzecznych przytyków do mojego sędziwego wieku (a skąd wiesz, że
          takiego dożyjesz?).

          Ty masz swoje zdanie, ja mam swoje.
          Wcale nie uważam, że CUDZE DZICKO jest ważniejsze od kariery zawodowej macochy.
          Facet autorki wątku zachowuje się minusowo i czy tobie się to podoba, czy nie,
          zdania nie zmienię.

          Nie czytałam twoich pseudopsychologicznych wynurzeń na mój temat, bo mnie
          śmiertelnie znudziły już po drugim zdaniu.
          I poćwicz ortografię.
          • poxywka Re: Poxywko, 30.04.07, 15:41
            ja tylko odnosnie tego sedziwego wieku - tu mnie zle zrozumialas
            nie wcale mialam zamiaru robic do niego przytykow; po pierwsze nie uwazam go za
            sedziwy po drugie wiek wg mnie jest atutem i dziala na korzysc a nie odwrotnie -
            we wczesnej mlodosci czlowiek jest strasznie glupi smile

            pozdrawiam
            poxywka
            • anastazjapotocka Re: Poxywko, 01.05.07, 10:05
              Przeprosiny przyjęte. Pozdrawiam serdecznie.
    • braktalentu Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 11:30
      Niestety była żona mojego M nie ma stałego miejsca zamieszkania. Od kilku lat
      żyje w X, ale co i rusz słyszymy o planach wyprowadzki do Y czy Z. Mimo to, M.
      przyjął propozycję pracy w X, a głównym argumentem jest odległość od córki. Dla
      mnie to zupełnie oczywiste. Gdyby cokolwiek sprawiło, że mój synek nie mógłby
      ze mną mieszkać, pojechałabym na koniec świata, żeby tylko być choć trochę
      bliżej niego.
      Moja pasierbica ma u nas w domu swój pokój. Oczywiście, jeżeli podaczas Jej
      nieobecności pojawiają się jacyś goście to korzystają z łóżka, ale to jest JEJ
      pokój. Nasz synek jakiś czas temu wybył z małżeńskiej sypialni, ale po powrocie
      do kraju będziemy przesuwali śniany, żeby miał swój kąt. Opcja wyprowadzenia
      pasierbicy z JEJ pokoju (w którym bywa raz na dwa tygodnie w weekend) nie
      mieście się nam w głowie.
      Często opisując stosunki między pasierbicą, a macochą powołuję się na przykład
      teściowej. Obca baba, a członek rodziny-smile. Należy się szacunek i pomoc, ale
      juz kochać nie trzeba. Twój post uświadomił mi jednak znaczącą różnicę.
      Teściowa jest dorosła i dopóki nie wymaga stałej opieki nasze plany mogą być
      zupełnie niezależne. Pasierbica dorosła nie jest i dopóki się nie usamodzielni
      jest członkiem rodziny mojego M-a, którego niesamodzielność jest wpisana w Jego
      plany, a tym samym i w moje. Taki koszt z facetem z odzysku i przyzwoicie jest
      go ponieść.
      • anastazjapotocka Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 12:09
        Braktalentu, Ty prezentujesz zupełnie odmienne od mojego stanowisko i masz do
        tego święte prawo. Szanuję Twoje poglądy oraz Tówj punkt widzenia, ale go
        absolutnie nie podzielam.
        Autorce postu sytuacja proponowana przez "zakochanego tatuśka" bardzo "na siłę"
        po prostu nie odpowiada i namawianie jej do uległości zniszczy jej po prostu
        życie.
        Ty lubisz się poświęcać - masz prawo.
        Ja kocham zwięta - mam prawo.
        Ani Ty mnie nie przekonasz do poświęceń na rzecz cudzych
        dzieci/matek/ojców/braci/sióstr, ani ja Ciebie do zbierania z ulicy bezdomnych,
        chorych i głodnych zwierząt.

        Autorkę postu też, jak przypuszczam, nie przekonasz do swojego punktu widzenia,
        bo dla niej ten punkt stanowi jakąś gigantyczną krzywdę i ja to rozumiem i
        PODZIELAM jej odczucia.

        Facetowi jest potrzebna publiczność, która łkałaby w zachwycie nad jego bólem i
        poświęceniem dla córki i tą publicznością ma być właśnie autorka postu.
        Bardzo możliwe, że następnym krokiem faceta będzie powieszenie na ścianie
        portretu córki naturalnej wielkości, pod którym autorka postu będzie miała
        obowiązek codziennie zmieniać kwiaty cudownej piękności.
        Później - w miarę jak facio się rozkręci - dziewczyna będzie zobowiązana do
        zamieszkania z nim w lepiance z gliny i traw (wzorem świętych eremitów), którą
        zakochany tatko uwije pod oknem córki i razem z nim będzie całować ziemię po
        której przeszło niebiańskie dziecko...
        Dziecko (ewentualne) autorki postu także już od najmłodszych lat będzie
        wychowywane w kulcie jedynie słusznego poświęcenia dla niebiańskiego dziecka.
        Jej dziecku będzie musiała wystarczyć zgrzebna koszulinka (Jezusek miał do
        dyspozycji sianko) i zawodówka, bo niebiańskie dziecko mogłoby urazu dostać,
        albo jakiejś innej cholery...

        Cóż, pomysłowość hodowców księżniczek jest nieograniczona i nawet ja nie jestem
        w stanie przewidzieć pomysłów na wielbienie księżniczki.

        Do diabła ze związkiem w którym kobieta z góry jest skazana na pozycję "tej
        drugiej".
        Do diabła z takim bucem, który ją na taką rolę skazuje.
        Autorka postu jest kobietą pracującą, anbitną, myślącą i boleśnie odczuwającą
        rolę, jaką jej facio w "partnerskim związku" przeznaczył.
        Nie chce łkać i wielbić cudzego dziecka.

        Chce, aby to ją wielbiono i zabiegano na każdym kroku o jej względy.
        I MA DO TEGO PRAWO.
        No i nie osiągnie tego, oddając pole córce faceta, który jest niedojrzałym do
        związku z prawdziwą kobietą - głupcem.
      • dominika303 Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 12:56
        Braktalentu smile
        " Gdyby cokolwiek sprawiło, że mój synek nie mógłby
        > ze mną mieszkać, pojechałabym na koniec świata, żeby tylko być choć trochę
        > bliżej niego."

        No widzisz, ale jest róznica miedzy poświęceniem dla własnego dziecka, a
        poświęceniem dla obcego dziecka!!!
        Autorka wątku nie jest jeszcze nawet "prawnie "macochą" , a jej facet - raczej
        jej zalotnik wymaga od niej poświęcenia jak dla własnego dziecka sad(
        To nie jest w porządku .

        "> Moja pasierbica ma u nas w domu swój pokój. Oczywiście, jeżeli podaczas Jej
        > nieobecności pojawiają się jacyś goście to korzystają z łóżka, ale to jest
        JEJ
        > pokój. Nasz synek jakiś czas temu wybył z małżeńskiej sypialni, ale po
        powrocie
        >
        > do kraju będziemy przesuwali śniany, żeby miał swój kąt. Opcja wyprowadzenia
        > pasierbicy z JEJ pokoju (w którym bywa raz na dwa tygodnie w weekend) nie
        > mieście się nam w głowie."

        Oki wam sie nie miesci w głowach , aby pasierbica nie maiła swojego pokoju u
        was. Ale men autorki nawet jej o zdanie nie zapytał tylko postawił warunek -
        widzisz tataj róznice - bo ja dostrzegam i to znaczną . Co innego wspólna
        decyzja , a co innego narzucanie innym swej woli sad(((((((


        "> Taki koszt z facetem z odzysku i przyzwoicie jest
        > go ponieść."

        Ale przyzwoity facet po rozwodzie powinien miec świadomosć tego, ze jego
        koszty to jego sprawa i jego nawa partnerka nie musi razem z nim płacić za jego
        decyzje z przeszłosci . A wymaganie od partnerki "takich " kosztów uważam ze
        wielkie nadużycie ze strony partnera. On nie ma prawa wymagac od niej
        rezygnacji z życia dla jego potomstwa !

        pozdrawiam
        ps
        podziwiam cię za twoje poświęcenia dla wszystkich dookoła, ale ja należe do
        osób , które dbają najpierw o siebie i swoich bliskich , a pozniej o dalsze
        otoczenie.
        • anastazjapotocka Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 13:03
          Dziękuję Ci, Dominiko za to, że jesteś, bo już się zaczęłam zastanawiać, czy
          się nie okrecić w moje boskie sari (zgodnie z instrukcjami Mamby) i iść
          pielęgnować trędowatych...

          Co za wysyp Matek Teres się zrobił, czy to pora żniw na ten towar, czy epidemia?
          • dominika303 Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 13:11
            Anastazjo smile
            a nie byłoby ci szkoda na to czasu ?? hihihi
            bo mój czas jest bardzo cenny, twój zdaje sie że też smile

            Mysle, ze częściowo potrzeba kreowania wirtualneg idealnego człowieka tongue_out
            Mnie do szczęscia to nie jest potrzebne. Jestem jak jestem. NM mnie kocha, ja
            jego też. Więc jakiż miałabym cel w matkowaniu obcym ? - żaden hihihi
            No wiesz pewnie inaczej na to patrzyłabym gdby NM ojcował mym dziatkom, ale że
            takowych nie posiadam, to nie muszę dwoić i troic sie w swej dobroci dla
            kazdego napotkanego zwiędłego kawitka.

            równiez pozdrawiam
            • erlich3 Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 13:25
              O cholera, a mój M wychowuje mojego synka a ja i tak nie potrafię uwielbiać
              jego córci.
              • dominika303 Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 13:29
                Erlich smile
                no cóz , nie dla kazdego handel wymienny jest dobry smile)

                Najwazniejsze , ze nie robisz jej krzywdy, a wielbic moje drgoa, to nalezy
                siebie, tylko wtedy człowiek na tym dobrze wychodzi .

                pozdrawiam
                • anastazjapotocka Amen, Dominiko 30.04.07, 13:39
                  Święte słowa Twoje...
                  Amen, Amen.
                • pom Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 14:03
                  Dominko, chyba sobie z Twoich słów sygnaturkę zrobię, pozwolisz.
                  • dominika303 Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 15:02
                    Jasne, że pozwlam smile)
        • kasia_kasia13 Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 14:25
          dominika303 napisała:

          > Braktalentu smile
          > " Gdyby cokolwiek sprawiło, że mój synek nie mógłby
          > > ze mną mieszkać, pojechałabym na koniec świata, żeby tylko być choć troch
          > ę
          > > bliżej niego."
          >
          > No widzisz, ale jest róznica miedzy poświęceniem dla własnego dziecka, a
          > poświęceniem dla obcego dziecka!!!
          > Autorka wątku nie jest jeszcze nawet "prawnie "macochą" , a jej facet -
          raczej
          > jej zalotnik wymaga od niej poświęcenia jak dla własnego dziecka sad(
          >
          Nie, to ONA wymaga od niego, zeby poswiecil dla niej swoje dziecko. To ONA
          wymaga, aby sie wyporowadzil dalej od swojego dziecka, poniewaz ONA znalazla
          prace gdzie indziej.
          • erlich3 Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 14:29
            a dlaczego nie może tego wymagać jeśli jest to ważne dla jej życia? Dlaczego
            musi zniszczyć swoja karierę zawodową i poświęcić się pasierbicy? Przecież
            dobra praca dla niej to także lepsze perspektywy dla jej własnych dzieci w
            przyszłości. A może uważasz że kazda macocha ma uroczysty obowiązek nie
            myśl;enia o własnych dzieciach, o własnym szczęściu i rodzinie tylko musi
            koniecznie dbać o komfort psychiczny pasierbiąt? Dla mnie to niedorzeczność.
            • kasia_kasia13 Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 14:50
              erlich3 napisała:
              > a dlaczego nie może tego wymagać jeśli jest to ważne dla jej życia? Dlaczego
              > musi zniszczyć swoja karierę zawodową i poświęcić się pasierbicy? Przecież
              > dobra praca dla niej to także lepsze perspektywy dla jej własnych dzieci w
              > przyszłości. A może uważasz że kazda macocha ma uroczysty obowiązek nie
              > myśl;enia o własnych dzieciach, o własnym szczęściu i rodzinie tylko musi
              > koniecznie dbać o komfort psychiczny pasierbiąt? Dla mnie to niedorzeczność.

              Macocha nie musi, za to ojciec ma obowiazek myslenia o wlasnym dziecku i dbaniu
              o jego konfort psychiczny. Dlaczego ojciec ma zniszczyc dobre relacje z wlasnym
              dzieckiem?
              Erlich, moze sie jeszcze kiedys przekonasz, ze dobry zwiazek to sztuka
              kompromisu. Obie strony musza czasem z czegos zrezygnowac. W zwiazku z facetem
              z przeszloscia jest ciezej, bo wiecej jest konfliktow interesow. A w ogole nie
              rozumiem stawiania sprawy pt. ja nie MUSZE. Pewnie, niket nic nie MUSI, jedyna
              rzecza, jaka kiedykolwiek musimy, jest umrzec. Nic wiecej. Wiec macocha nie
              musi rezygnowac z kariery a jej NM nie musi rezygnowac z dziecka. Wszystko jest
              kwestia wyboru. Dodam, ze macocha moze przeciez zrezygnowac z tego pana.
              • pom Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 14:52
                No tu się Kasiu z Tobą wyjątkowo zgodzę.
                Jak nie ma trzeciego rozwiązania to lepiej się rozstać.
            • babe007 Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 14:53
              A może tak. Ona nie ma obowiązku poświęcać swojego rozwoju zawodowego dla
              komfortu psychicznego pasierbicy (i przy okazji swojego ukochanego, dla
              którego - jak widać - kontakt z dzieckiem i tegoż dziecka komfort są bardzo
              ważne). A on nie ma obowiązku poświęcać ważnych dla siebie i dziecka (oraz ich
              wspólnego "komfortu psychicznego") kontaktów dla zaspokojenia ambicji
              zawodowych swojej ukochanej. Pat, i tyle, bo dla każdej ze stron jej własne
              racje są najważniejsze. Z tej mąki chleba nie będzie...
          • anastazjapotocka No właśnie, Kasiu 30.04.07, 14:42
            ONA ma do tego pełne PRAWO.
            Ma prawo realizować się zawodowo, ma prawo wykonywać ciekawą pracę, ma prawo
            WYMAGAĆ od pana, żeby poszedł za nią na koniec świata, bo od tego ma się MĘŻA.
            • pom Re: No właśnie, Kasiu 30.04.07, 14:48
              Jakby na to nie spojrzeć, jest to klasyczna sprzeczność dwóch równoprawnych
              interesów:
              ojca, chcącego wypełniać swoja ojcowską rolę w sposób najlepszy z możliwych
              i jego kobiety pragnącej zawodowej realizacji w sposób najlepszy z możliwych

              cokolwiek się stanie jedna ze stron będzie miała poczucie przegranej
              nie zamierzam ani popierać ani krytykować autorki, bo ma prawo do swojego życia

              wiem, co ja bym zrobiła

              jeśli to by była moja szansa, absolutnie wyjątkowa i byłabym przekonana, że
              muszę pojechać - pojechałabym. Z nim czy bez niego.
              Dlatego, że - patrz sygnaturka
              • pom Re: No właśnie, Kasiu 30.04.07, 14:50
                sygnaturka się nie wkleiła

                Dlatego, że poświęcając się, wbrew sobie, w ogólnym rozrachunku, dobrze na tym
                się nie wychodzi.
            • kasia_kasia13 Re: No właśnie, Kasiu 30.04.07, 14:51
              anastazjapotocka napisała:

              > ONA ma do tego pełne PRAWO.
              > Ma prawo realizować się zawodowo, ma prawo wykonywać ciekawą pracę, ma prawo
              > WYMAGAĆ od pana, żeby poszedł za nią na koniec świata, bo od tego ma się MĘŻA.

              A on ma pelne PRAWO sie na jej warunki nie zgodzic.
              • anastazjapotocka Re: No właśnie, Kasiu 30.04.07, 15:26
                ale, Kasiu, nie odpowiedziałaś na pytanie?
                No to ILE PASIERBIATEK masz na karku?

                A może z tobą jest tak jak z tym, co je kasznkę, bo go na kawior nie stać, a
                chce sobie z nim pogadać na temat smaku tej kaszanki ktoś, kto je tylko kawior,
                bo go na kawior stać i kaszanki nigdy w ustach nie miał?

                Żebyś zrozumiała: w tej przenośni kaszaną są pasierbiatki...

                TY W OGOLE NIE JESTEŚ MACOCHĄ.
          • dominika303 Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 15:00
            Kasiu,
            "> Nie, to ONA wymaga od niego, zeby poswiecil dla niej swoje dziecko. To ONA
            > wymaga, aby sie wyporowadzil dalej od swojego dziecka, poniewaz ONA znalazla
            > prace gdzie indziej."

            Niestety nie zgodze się z tobą, bo ten Men nie mieszka ze swoją latoroślą , to
            raz, a dwa, że widuje to swoje cudo i tak tylko w weekend . Wiec jego
            wyprowadzka do sąsiedniego miasta - moim zdaniem nie odbyłaby sie kosztem
            dziecka, bo widuje je tylko w weekend, a na weekend mozna dojechac z miasta A
            do miasta B. Wyprowadzajac sie z kobeita , która ponoć kocha,ten facet miałby
            szczęśliwą u boku kobietę, która by go kochała i stworzyłaby mu dom, i miałby
            szczęsliwe dziecko z którym nadal utrzymywałby kontakty weekendowe - zresztą
            takie same jak dotychczas.
            jednak owemu Menowi, trybiki się poprzekręcały i uznał, ze cały świat ma paśc
            na kolana przed jego córeczką tongue_out
            Myślec tak powinien kazdy ojciec, ale ten akurat opórcz takich myśli , dokonuje
            jeszcze takich czynów .
            Nie chce być na miejscu tego faceta za X lat, jak to cudo wrzaskami i innymi
            pokrętnymi zachowaniami będzie na tatulku wymuszało swe zachciewajki.

            pozdrawiam
            • anastazjapotocka Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 15:08
              Jasne, zawsze córeńka może tatulka szantażować, że jak tatulek będzie chory to
              ona nie przyjedzie i nie poświęci swojego cennego czasu, aby mu szklankę wody
              podać...
              Wiadomo, że w razie choroby córcia i tak nie przyjedzie (na otwarcie testamentu
              tylko, co jest jasne jak słońce), bo od pielęgnowania hodowcy księżniczek jast
              ta podła i wredna macocha...
              • mamba30 Re: Ja nie lubię trójkątów-on,ja i jego córka-dal 30.04.07, 15:13
                a najlepiej jeszcze będzie, jak już zacznie swojego hodowcę traktować jak
                bankomat. Nie masz kasy - spie...alaj, tudzież jak w naszym przypadku (na razie
                to exiara jescze a nie pasierbica) "niech ten skur....syn daje kasę i
                sper...la"......

                I wtedy co tatuńcio zrobi????????? Kogo winą obarczy??????? Może macochę, że za
                mało się księżniczce poświęcała, albo że próbowała mu oczęta przymroczone
                otworzyć????
    • mamba30 Anastazja, Dominika 30.04.07, 15:11
      popieram Was w 100%. Najwyraźniej jestem kolejną wredną, egoistyczną,
      nastawioną tylko na branie i uprzykrzanie życoia pasierbicy macochą....

      Ja niestety nie będę biła czołobitności swojej pasierbicy i NIGDY nikogo nie
      będę do takowej namawiała. Niestety jestem w stanie zrozumieć, że są dzieci i
      dzieci, chociażby na swoim przykładzie. Ci, którzy czasami mnie czytali, będą
      wiedzieli, co mam na myśli.

      Do autorki - jeżeli poważna rozmowa z partnerem niczego nie zmieni, nie
      dojdziecie do żadnych konstruktywnych wniosków, to ja na Twoim miejscu
      wiałabym, gdzie pieprz rośnie. Nie ma nic gorszego od księżniczki, która jest
      hołubiona przez pełnego poczucia winy tatusia.
      • anastazjapotocka Re: Anastazja, Dominika 30.04.07, 15:17
        Mamba. Medal za mądrość (i odwagę).
        Pociesz się, jak już Ci przegryzą grdło, to zginiesz w DOBRYM TOWARZYSTWIE.
        • mamba30 Re: Anastazja, Dominika 30.04.07, 15:24
          Droga Anastazjo, ja zawsze staram się mówic to, co myslę, mając w nosie krytyke
          innych. Bardzo mnie bawi czytanie postów macoch, którym życie z pasierbicami
          dodaje niemalże skrzydeł i wznosi je na wyżyny anielskiego bytu. No cóż, ja k
          rolnik oddziela ziarno od plew, tak i na tym i wielu innych forach należałoby
          oddzielić prawdę pisaną od kłamstwa. Niestety realnym to być nie może, więc
          pozostaje mi jedynie bronić swoich poglądów, swojej postawy i nie przejmować
          się całym wianuszkiem świętych kobiet, które za wszelką cenę usiłują wmówić co
          poniektórym osobą, że są gorsze, że są złe bo.....

          A co "bo"??? Raczej wiadomo, czytając ten wątek jak i wiele innychsmile)

          Pozdrawiam Cię cieplutko wredna babo smile))
          • anastazjapotocka Re: Anastazja, Dominika 30.04.07, 15:28
            No nareszcie coś miłego i na temat.
            To ja. Wredna baba.
            I tak będę trzymać.
            A co.
            • mamba30 Re: Anastazja, Dominika 30.04.07, 15:31
              Ech, ja w swojej wredności spędzam ten cały piękny tydzień tylko ze swoim M.
              Och jak cudownie. Co prawda dzisiaj i we środę jest w pracy, ale poza nią
              pozostaje nam tyle wspaniałych godzin ze soba razem, bez krzyków, zazdrości i
              marudzenia młodej, że gęba mi się śmieje od ucha do ucha.


              A tak BTW to wczoraj robiła szalunek na naszym balkonie pod siatkę, która
              dzisiaj przyjechała. Będziemy mieli zabezpieczony balkon - dzisiaj to będzie
              kończył - i kotowia będą bezpieczne. Wreszcie posiedzę przy otwartym
              balkonie smile))

              Z pozdrowieniami,
              wredne babsko Mamba smile))
      • niezapominajka281 Re: Anastazja, Dominika 30.04.07, 15:29
        niestety też muszę się z tym zgodzić - nie ma nic gorszego niż mieć pasierbicę,
        która zawsze będzie "tylko dzieckiem" cokolwiek by nie zrobiła i nie powiedziała.
        Jak patrzę teraz na swoje małżeństwo to zastanawiam się dlaczego ja myślałam na
        początku że " będę dobrą macochą, że córka męża będzie miała u nas swój drugi
        dom, że może nawet kiedyś z nami zamieszka" .Moja św. pamięci babcia gdy ja tak
        zachwycałam się mała jeszcze wtedy córką męża, powiedziała mi "żebyś tylko przez
        nią kiedyś nie płakała". I teraz zawsze gdy jest mi żle, bo tylko pasierbica i
        jej mamusia są w stanie tak mi "dokopać" że czasem mam ochotę "rzucić to
        wszystko w diabły". to przypomina mi się moja babcia która od początku wiedziała
        że moje życie wcale nie będzie takie jak sobie top wyobrażałam. Nie ma jednej
        wielkiej rodziny: jest ex i pasierbica i jestem ja z mężem który jest
        przeciągany raz w jedną raz w drugą stronę.
        • mamba30 Re: Anastazja, Dominika 30.04.07, 15:35
          Ja ponad 2 lata mimo kopniaków od pasierbicy i jej mamuńci łudziłam się, że
          będziemy tworzyć fajną i zgraną paczkę. Przeliczyłam się, już nie boli,
          pogodziłam sie z tematem. Niestety efekt jest taki, że pasierbica bardzo dużo
          straciła na swojej złośliwości, myslę że wielu kwestii już nigdy się nie
          odbuduje, bo ja jej Raczej nigdy nie zaakceptuję, nie wspominając o
          jakimkolwiek uczuciu.

          Trzeba patrzeć na siebie w takich sytuacjach. Teraz minęło 2,5 roku i wreszcie
          wiem, jaką drogą mam podążać.
          • niezapominajka281 Re: Anastazja, Dominika 30.04.07, 15:52
            ja cały czas próbuje jakoś to wszystko pogodzić: moje uczucia, uczucia mojego
            męża i jego córki- ale jak dotychczas są stale jakieś konflikty i wcale nie
            zapowiada się że będzie lepiej. Dopóki nie zauważyłam że córka męża jest
            wspaniałą aktorką (zupełnie inaczej zachowuje się gdy nie ma męża w pobliżu a
            zupełnie inaczej gdy on jest w domu)to jeszcze jakoś tłumaczyłam zachowania jego
            córki, nawet jej współczułam że nie ma taty na codzień, że musi mieszkać ze
            swoją matką której daleko do ideału Matki Polki. Aż pewnego dnia przypadkiem
            usłyszałam rozmowę telefoniczną pasierbicy i jej matki, zobaczyłam że one
            świetnie się dogadują, że nie ma co jej współczuć bo ona świetnie się odnajduje
            i czuje w domu z matką i partnerem matki. A mój mąż jest tylko bankomatem i
            biurem podróży, a ja złem koniecznym któremu nie wolno pyskować bo tatuś obciął
            by kieszonkowe i przestał ładować telefon.
            Wszystko jeszcze potęguje zachowanie mojej pasierbicy, gdy ona jest u nas, jej
            wieczne wieszania się na szyji męża, przesiadywanie na jego kolanach niezależnie
            czy jesteśmy u siebie w domu czy też z wizytą u moich braci(dodam że pasierbica
            chodzi do gimnazjum i wygląda to dość dziwnie,). Nikt mi już nie wmówi że to
            małe dziecko które nic nie rozumie, ja widzę ze to poprostu świetna aktorka
            która uwielbia pokazywać i mówić że to ona jest njważniejsza w życiu TATY.
            • dominika303 Re: Anastazja, Dominika 30.04.07, 16:07
              niezapominajko wink
              podziwiam za wytrwałość.

              Mnie ochota na zabieganie o względy młodej przeszła w momencie gdy exia kazała
              mi zmienić prace na lepiej płatną , bo potrzeby pasierbicy rosnął. To był
              gwózdz to trumny tongue_out
              NM dostał odemnie po głowie, az się ocnął . Niestety exia została z reką w
              nocniku tongue_out
              Ze mną nie mozna wojować, jedynie po dobroci mozna coś wskórać smile)))
              Szantażom tez nie uległam. A przy mnie NM nabrał wiatru w żagle i na nim tez
              nie robi wrażenia już exi ujadanie, ani pasierbiątka żekoma krzywda tongue_out

              pozdrawiam
              • weronka77 Re: Anastazja, Dominika 01.05.07, 15:44
                wink To tak jak u mniewinkJa jestem wredna do tego stopnia że "pomogłam" M na
                pewne kwestie spojrzeć inaczejwink)))))
            • mamba30 Re: Anastazja, Dominika 02.05.07, 09:49
              No cóż, Ty na wiele spraw i sytuacji nie masz wpływu. Duża rola w tym Twojego
              M. Jeżeli potrafi stanąć na wysokości zadania i znaleźć najwłaściwsze
              rozwiązanie dla Was wszystkich to ok, w przeciwnym razie albi będziesz się
              męczyła w parszywym układzie, albo weźmiesz sprawy w swoje ręce. Mój M niestety
              nie potrafił właściwie rozegrać tej partii i przez to dużo cierpień stało się
              moim udziałem. @ lata próbowałam być dobrą macochą, mimo tego, że młoda
              zachowywała się fatalnie. Była u nas co weekend i cześć na dzieńdobry i
              dowidzenia było wymnuszone przez M. Przez cały weekend nie odzywała się do mnie
              słowem, jedynie w niedzielę rano (ja zawsze wcześniej wstawałam od M) padały
              słowa "jestem głodna, daj mi jeść". A ja głupia robiłam śniadanie, za co nawet
              dziękuje nie słyszałam. Na wszelakie próby jakiegokolwiek zbliżenia się, no nie
              wiem.. wspólne pieczenie ciasta, wyjście na lody czy cokolwiek
              słyszałam "NIE". Nadeptywała mi na nogi notorycznie, jak siadałam obok M to
              rzucała mu sie na kolana niby niechcący skacząc mi swoimi kolanami na brzuch.
              Potrafiła do mnie powiedzieć w moim własnym domu jak wołałam M "cicho bądź".
              Zasłaniała mi wiecznie TV podczas oglądania, całymi dniami krzyczała w domu
              niby się bawiąc, bo bawić się to ona nie potrafi. Jak mój wqrw sięgał zenitu,
              to młoda siadała na przeciwko mnie i patrząc mi się perfidnie w oczy krzyczała
              sobie jakieś aaaaaaaaaaaaaaa, iiiiii itp. itd. Całymi dniami marudziła, nie
              potrafiła się niczym zająć. Tak jest do dnia dzisiejszego zresztą. Wiecznie
              tylko "tatuś nudzi mi się i tatuś nudzi mi się". Nie można jej niczym zająć, bo
              wszystko momentalnie jej się nudzi. Nie chce nigdzie wychodzić, o podwórku nie
              wspominam. Wiem, że nie ma u siebie w domu żadnych koleżanek, nie należy do
              dzieci, które się lubi. U nas w domu zawsze korzystała ze wszystkich rzeczy i
              komputera syna. Sama jak przywiozła ze sobą cokolwiek, nawet najmniejszy
              duperel to nigdy ale to nigdy nie dawała wziąć do ręki tego mojemu synowi.
              Mogłabym tak pisać i pisać..... Ale i tak dla wielu świętych kobiet jestem zła
              i wredna macocha, bo nie potrafię być wspaniała dla pasierbicy. Bo przecież te
              jej zachowania to krzyk biednego dziecka zapewne....... Grrrrr
              • poxywka Re: Anastazja, Dominika 02.05.07, 10:35
                gosc siedzi w kinie, ktos kopnal w jego fotel; poczul sie troche niekomfortowo,
                ale no zdarza sie; za chwile ktos z tylu kopnal po raz drugi; gosc juz nieco
                zirytowany ale jeszcze spokojny; po trzecim kopnieciu tetno przyspieszylo,
                napiecie rosnie; po dziesiatym szczeki zaczynaja bolec od zaciskania zebow a
                wyobraznia podsuwa co by tu zrobic z tym kretynem co mu sie noga kiwa; po 20
                razie gosc sie odwraca 'jak k... nie umiesz siedziec normalnie to wyp..z tego
                kina'; a mozna bylo zwrocic uwage juz przy drugim kopnieciu gdy gosc mial
                jeszcze wystarczajaco duzo spokoju aby normlanie pogadac
                mambo jesli sie reaguje na zle zachowanie dziecka za pozno i jedynie okazaniem
                niecheci to sa male szanse na porozumienie; gdy sie go nie wychowuje takie sa
                efekty - wsyzscy na tym traca; ja rozumiem,ze jej zachowanie moglo Cie
                calkowicie zniechecic mimo pozytywnego podejscia ale ojciec mogl sporobowac ja
                wychowywac; jesli nie umial, bo w koncu ta umiejetnosc wrodzona nie jest,mogl
                isc po porade- ja bym poszla; dlaczego za obecna sytuacje nie lubisz pasierbicy
                a nie meza ?? dlaczego obarcza sie dziecko odpowiedzialnoscia za wlasne bledy ?
                wbrew temu co tu probujecie wmawiac nikt nikomu nie kaze kochac pasierbiat ani
                sie dla nich poswiecac; ale jezeli ktos sie podklada i najpierw nie reaguje na
                nieporzadane zachowanie dziecka, niczego od niego nie wymaga a potem ma o to
                pretensje do calego swiata to nie ma co oczekiwac poklasku dla swojego
                zachowania; a krzyk takiego dziecka jest naprawde krzykiem rozpaczy - tylko nie
                takiej o ktorej myslisz
                pozdrawiam
                poxywka
                • mamba30 Re: Anastazja, Dominika 02.05.07, 11:03
                  Poxywko, a dlaczego uważasz, że nie było żadnych reakcji?? Reakcje były,
                  owszem, przyznaję, że M pod wieloma względami dał przysłowiowej doopy, ale
                  starał się. Ja również próbowałam małej zwrócić uwagę, że pewne zachowania mi
                  się nie podobają i że np. należy mówić zamiast "co" to "słucham" , że słowo
                  dziękuję nie boli, że zabawkami powinna sie dzielić, skoro korzysta z rzeczy
                  mojego syna. To było jak grochem o ścianę. Weź pod uwagę fakt, że ta sytuacja
                  trwała 2 lata. Sądzisz, że przez 2 lata ani M ani ja nie zwracaliśmy na to
                  uwagi, tylko biernie to znosiliśmy??? jesteś w błędzie. Dlatego gdzieś w innym
                  poście napisałam, że są dzieci i dzieci. Dlatego też nie możecie oceniać
                  macochy jako złej po tym, że nie lubi pasierba czy pasierbicy, bo zdarza się
                  tak, że takie dziecko sobie w 100% zapracuje na takie relacje. Exiary też się
                  nie zmieni, a ma ona swój ogromny udział w nastawieniu dziecka, ona ją
                  podjudzała non stop. Myślę, że teraz w dużym stopniu przystopowała, zajęta jest
                  przygotowaniami do swojego ślubu z facetem, dla którego rozbiła im rodzinę.

                  Napiszę Ci coś jeszcze, co mnie zszokowało jakiś czas temu i co daje dużo do
                  myślenia na temat charakterku pasierbicy. 2 lata temu dostała od M pod choinkę
                  chomika, bardzo bardzo go chciała. Kilka m-cy później chciała mieć psa.
                  Oczywiście nie do M należała taka decyzja ale do ex. Ex odpowiedziała młodej,
                  że może mieć psa, ale dopiero jak chomik zdechnie. Jak M jeździł po małą i był
                  jeszcze wpuszczany, to sie okazaywało za każdym razem, że chomik nie ma wody w
                  kaltce ani jedzenia, o brudnej ściółce nie wspomnę. Mimo wielu rozmów z córką,
                  że o zwierzątko należy dbać, sytuacja się nie zmianiała. Młoda powiedziała do
                  M, że chce żeby on zdechł, bo woli mieć psa. Dodam, że chomik był sobie zszedł.
                  W tak zwanym międzyczasie wyszła jeszcze sprawa, że młoda wkładała go do takiej
                  papierowej kuli i zrzucała z 3 p. Daje Ci to coś do myślenia???? Może to też
                  jest wg Ciebie krzyk??
                  • kasia_kasia13 Re: Anastazja, Dominika 02.05.07, 11:27
                    >
                    > W tak zwanym międzyczasie wyszła jeszcze sprawa, że młoda wkładała go do
                    takiej
                    >
                    > papierowej kuli i zrzucała z 3 p. Daje Ci to coś do myślenia???? Może to też
                    > jest wg Ciebie krzyk??

                    A dalo to cos Twojemu M. do myslenia. Zajal sie Mala? Poszedl z nia do
                    psychologa?
                    • natasza39 Re: Anastazja, Dominika 02.05.07, 11:54
                      kasia_kasia13 napisała:

                      > >
                      > > W tak zwanym międzyczasie wyszła jeszcze sprawa, że młoda wkładała go do
                      > takiej
                      > >
                      > > papierowej kuli i zrzucała z 3 p. Daje Ci to coś do myślenia???? Może to
                      > też
                      > > jest wg Ciebie krzyk??

                      > A dalo to cos Twojemu M. do myslenia. Zajal sie Mala? Poszedl z nia do
                      > psychologa?

                      Psycholog?
                      Za coś takiego gówniara powinna dostać lanie i to porządne i ZERO ekstrasów a w
                      szczególności żadnych zwierząt więcej!
                      Mnie za coś takiego rodzice prawdopodobnie zlali by tak dupę, że nie usiadłabym
                      na niej przez tydzień.
                      Teraz do wszystkiego psychologów się wzywa.
                      Potem się wychowuje pokolenia perdolców!



                      • mamba30 Re: Anastazja, Dominika 02.05.07, 12:05
                        natasza39 napisała:
                        > Psycholog?
                        > Za coś takiego gówniara powinna dostać lanie i to porządne i ZERO ekstrasów a
                        w
                        >
                        > szczególności żadnych zwierząt więcej!
                        > Mnie za coś takiego rodzice prawdopodobnie zlali by tak dupę, że nie
                        usiadłabym
                        >
                        > na niej przez tydzień.
                        > Teraz do wszystkiego psychologów się wzywa.
                        > Potem się wychowuje pokolenia perdolców!
                        >
                        Natasza, ja bym też gówniarę opieprzyła od góry do dołu, ale to nie moje
                        dziecko. Już i tak kiedyś dostałam poprzez M straszny OPR od ex łącznie z
                        ku.wami i innymi epitetami, bo starałam się jej wpoić, żeby zamiast co mówiła
                        słucham. Ręce mi już dawno opadły, bo ex ją wychowuje po swojemu. Mimo wszystko
                        kiedyś miałam pomysł z psychologiem, bo uważałam, że młodej sie przyda w
                        zrozumieniu sytuacji, kiedy rodzice nie są razem. Ale było minęło, teraz mi to
                        zwisa i powiewa.
                        • natasza39 Re: Anastazja, Dominika 02.05.07, 12:17
                          mamba30 napisała:
                          > Natasza, ja bym też gówniarę opieprzyła od góry do dołu, ale to nie moje
                          > dziecko.

                          I słusznie, że tego nie zrobiłaś, ale ja na Twoim miejscu, codziennie
                          wierciłabym dziurę w brzuchu chłopu co z tym zrobił.
                          Znęcanie się nad zwierzętami przez bachory trzeba tępić!!!
                          Ja reaguję nawet jak widzę gdy robi to zupełnie obce, na ulicy spotkane
                          dziecko. UWażam, że my dorośli mamy taki obowiązek. Potem nie ma się co dziwić,
                          że 13-tolatek zabija innego trzynastolatka. Zaczyna się od wydłybywania kotom
                          oczu, a kończy wiadomo jak!

                          >Już i tak kiedyś dostałam poprzez M straszny OPR od ex łącznie z
                          >ku.wami i innymi epitetami, bo starałam się jej wpoić, żeby zamiast co mówiła
                          >słucham.

                          No cóż mozna powiedzieć. Dziecku tym krzywdy nie robiłaś. Twój M jest głupi, że
                          Cię za to opieprzył, a jak matka dziecka kogoś od k...er wyzywa, to cieszyć się
                          tylko, że dziecko nie mówi "hę", tylko "co". Chamica nie wychowa damy!

                          Ręce mi już dawno opadły, bo ex ją wychowuje po swojemu.

                          No tak, tylko, że na starość to Twój M i pośrednio Ty w związku z tym
                          dotaniecie po dupie.

                          Mimo wszystko
                          >
                          > kiedyś miałam pomysł z psychologiem, bo uważałam, że młodej sie przyda w
                          > zrozumieniu sytuacji, kiedy rodzice nie są razem. Ale było minęło, teraz mi
                          to
                          > zwisa i powiewa.

                          Może warto, ale nie w związku z chomikiem, tylko tak wogóle. Ale do psychologa
                          to też musi być przekonany Twój M, nie Ty.
                          • mamba30 Re: Anastazja, Dominika 02.05.07, 12:28
                            Nie, nie, źle mnie zrozumiałaś z tym OPR-em. Nie M mnie opieprzył, tylko ex
                            poprzez M - znaczy zadzwoniła do niego z awanturą, że jak ta Ku...wa śmie itd.
                            Niestety większość słyszałam, bo ex był blisko mnie a exiara mordę darła, a
                            resztę z niego wydusiłam, że się tak wyrażę.
                            Ja znęcania się nad zwierzętami nie trawię, zabiłabym normalnie. Akurat jestem
                            osobą, która bierze czynny udział w ratowaniu zwierzaków, a to, że nie
                            przyjęłam wolontariatu w pewnej fundacji, wynikło z tego, że na interwencje do
                            zwierząt się nie nadaję, za bardzo to przeżywam Mój M mnie bardzo wspiera w
                            działaniach i on sam był tym zszokowany. Myślę, że młodej nie opierniczył,
                            tylko jej tłumaczył za każdym razem. Ja bym opierdzieliła na maxa, ale ja mam
                            inny charakter od e-Ma, on z tych spokojniejszych, ja z kolei gwałtowny
                            koziorożec. W którymś momencie chciał zabrać do nas chomika, ale córuńcia
                            obiecała, że się będzie zajmować. Jak to sie skończyło niewiadomo, bo M
                            przestał być wpuszczany do domu.

                            Exiara jest chamką i prostaczką, mimo że pochodzi z tzw. dobrej rodziny. Nie
                            zmienię jej, ani jej stosunku do nas. Za wszelką cenę chciała nam napsuć krwi,
                            w dużej mierze kiedys jej się to udało i udaje nadal poprzez weekendy, w któr M
                            chce się spotykać z dzieckiem.

                            Kiedys doszło nawet do tego, że jej kochać kazał młodej do siebie mówić tato uncertain

                            Ona niestety będzie zawsze trudnym dzieckiem, myślę, że z wiekiem będzie
                            jeszcze gorzej. M mi opowiadał, że jako 3-4 letnie dziecko, gdy z nią wychodził
                            na plac zabaw i ona widziała z daleka, że jakieś dziecko się huśta, to
                            zaczynała ryczeć i sie rzucać, że to jej huśtawka, albo stawała na zjeżdżalni i
                            nie pozwalała innym dzieciom zjeżdżać. Nie będę przytaczała już chyba innych
                            przykładów sad

                            Niestety do ew. psychologa to mogłaby z małą iść ex, ona ma dziecko na codzień
                            i jest w domu już o 15.30, ale wiem, że nigdy tego nie zrobi. Wychowa małą na
                            swój obraz, będzie to koszmar po prostu.
                            • kasia_kasia13 mambo30 02.05.07, 12:30
                              Czy Twoj M. staral sie o przejecie opieki nad Mala?
                              • mamba30 Re: mambo30 02.05.07, 12:35
                                Rozmawialiśmy o tym na początku, dodam, że nawet taka propozycja wyszła ode
                                mnie. Rozważaliśmy to na wszystkie strony i uwierz mi, nie ma ku temu żadnych
                                przesłanek. Emocjonalne są dla sądu niczym. Ex została w 100m w pełni luksusowo
                                urządzonym mieszkaniu. Nie pije, nie qrwi się, nie jest narkomanką, pracuje
                                ujowo zarabia, ale jednak, ma rodziców itd. itp. Teraz w maju za mąż wychodzi,
                                więc dziecko będzie miało 2 dorosłych w domu legalnie. Nie miałby nawet cienia
                                szans. Swojego czasu sporo czytywałam w takiej kwestii m in. forum W stronę
                                ojca i po stokroć gorsze przypadki exiar po wsze czasy zostawały właścicielkami
                                dzieci.
                      • poxywka Re: Anastazja, Dominika 02.05.07, 12:20
                        Nataszo smile kiedys nie chodzilo sie do psychologa tylko dawalo w dupe , uwazasz
                        ze w obecnie doroslym pokoleniu malo jest owych 'pierdolcow' ? bo ja uwazam ze
                        dostatecznie duzo
                        kiedys bylam goracym zwolennikiem dawania w tylek zeby rozum podskoczyl do
                        gory smile ; odkad przetestowalam na swoim potomstwie zauwazylam ze to
                        beznadziejny srodek, ktory wylacznie szkodzi; sama dostawalam w dziecinstwie
                        czasami i chociaz nie bylo to nic wielkiego do tej pory nie uwazam aby byl to
                        dobry sposob na wybicie mi z glowy glupich pomyslow - znam juz lepsze
                        gdy moje dziecko dostawalo amoku jeszcze dosc niedawno tez sie zastanawialam
                        czy on taki moze jest po prostu i nie ma na niego sily ? a owszem sa sposoby
                        tylko akurat ja stosowalam nie te co trzeba; tak i moglo byc z pasierbica
                        mamby; poniewaz wychowanie dziecka, w szczegolnosci dziecka ktore mama
                        wychowuje osobno i tata osobno, ktore ma problemy emocjonalne, ktore z jakiegos
                        powodu naladowane jest agresja to nie musi byc bulka z maslem; i jesli nie ma
                        efektow to nie dlatego, ze dziecko jest do d... tylko dlatego ze sie nie umie
                        lub tez nie ma cieprliwosci; wyobrazam sobie, ze dziecko zle nastawiane przez
                        matke to nie jest latwy orzech do zgryzienia - ale nadal jesli chociaz od czasu
                        do czasu pozwoli sie dziecku na chamskie zachowanie i zostawi to bez odzewu to
                        nie mozna oczekiwac ze ono nie sprobuje drugi raz;

                        osobiscie uwazam, ze zamiast czesci glupot ktorych sie dzieci ucza w szkolach
                        powinny byc obowiazkowe zajecia z psychologii - od podstawowki; po kij komu
                        rowiadomosci o zwyczajach , zyciu, rozmnazaniu i ulubionych przysmakach setek
                        zwierzat kiedy czlowiek nic nie wie o sobie ? potrafi zniszczyc sobie i innym
                        zycie bo ma zerowe pojecie jak dogadac sie z drugim osobnikiem tego samego
                        gatunku
                        pozdrawiam
                        poxywka
                      • kasia_kasia13 Re: Anastazja, Dominika 02.05.07, 12:22
                        >> Za coś takiego gówniara powinna dostać lanie i to porządne

                        Hm, ja akurat jestem przeciwna laniu dzieci.

                        i ZERO ekstrasów a w
                        >
                        > szczególności żadnych zwierząt więcej!


                        A tu sie zgadzam.

                        > Teraz do wszystkiego psychologów się wzywa.
                        > Potem się wychowuje pokolenia perdolców!
                        >

                        Coz, jesli _obydwoje_ rodzice sa niewydolni wychowawczo, a takie odnsosze
                        wrazenie czytajac posty Mamby (nie tylko ten o chomiku) to chyba lepiej, aby
                        choc jedno z nich zwrocilo sie o pomoc do profesjonalisty. Inaczej ich
                        rezultaty wychowacze beda dalej takie jak sa, czyli oplakane.

                        A sytuacja Malej? Na razie jest fatalna: mala wychowuje matka-kretynka, tatus
                        umywajacy raczki i dochodzi niechetna dziecku macocha. Lanie tu nie pomoze.
                        • mamba30 Re: Anastazja, Dominika 02.05.07, 12:31
                          Kasiu, żeby było jasne - jestem przeciwniczka kar cielesnych, swojego syna
                          również nie biłam, tłumaczyłam, bądź stawiałam w kącie. Teraz z racji wieku
                          stosuję inne metody, bynajmniej nie cielesne.

                          Owszem, rodzice są niewydolni wychowawczo, ale na to nie mam wpływu. Poradź mi
                          proszę i podpowiedz, w jaki sposób ojciec ma wychowywać dziecko, które zostanie
                          mu "wypożyczone" od właścicielki raz na 2-3 tyg. czasami nawet rzadziej???
                        • natasza39 Re: Anastazja, Dominika 02.05.07, 13:12
                          kasia_kasia13 napisała:

                          > >> Za coś takiego gówniara powinna dostać lanie i to porządne
                          >
                          > Hm, ja akurat jestem przeciwna laniu dzieci.


                          A ja akurat uważam że przez dupę bardzo szybko niektóre rzeczy trafiają do łba.
                          Nie mówię o katowaniu, znęcaniu się, tylko o klapsie i konsekwencji.
                          Tym bardziej bezinteresone sprawianie bólu bezbronnemu zwierzęciu powinno być
                          przez rodzica "wytłumaczone" właśnie w taki sposób.

                          > A sytuacja Malej? Na razie jest fatalna: mala wychowuje matka-kretynka, tatus
                          > umywajacy raczki i dochodzi niechetna dziecku macocha. Lanie tu nie pomoze.


                          Pewnie, że w tym akurat przypadku trudno niewydolnemu wychowawczo ojcu, który
                          boi się, że jakiekolwiek jego działanie będzie skutkowało zupełnym
                          ograniczeniem kontaktów z dzieckiem, podjąc jakiekolwiek działania wychowawcze.
                          W tym akurat przypadku co najwyżej lanie po łbie mamusi i tatusia mogłoby
                          odnieść jakieś skutki!
                          Zła jestem na takich rodziców!
                          Zła jak cholera!



                          • mamba30 Re: Anastazja, Dominika 02.05.07, 13:17
                            natasza39 napisała:
                            > Pewnie, że w tym akurat przypadku trudno niewydolnemu wychowawczo ojcu, który
                            > boi się, że jakiekolwiek jego działanie będzie skutkowało zupełnym
                            > ograniczeniem kontaktów z dzieckiem, podjąc jakiekolwiek działania
                            wychowawcze.
                            > W tym akurat przypadku co najwyżej lanie po łbie mamusi i tatusia mogłoby
                            > odnieść jakieś skutki!
                            > Zła jestem na takich rodziców!
                            > Zła jak cholera!
                            >
                            Nie do końca rozumiem intencję tego wpisu, ale owszem, ojciec boi sie jak
                            cholera, że ex całkowicie mu ograniczy kontakty z dzieckiem. Jak już powyżej
                            napisałam, nie jest już do niczego exiarze potrzebny, bo wrócili dziadkowie, do
                            których w każdej chwili może oddać małą. Alimenty płaci w terminie, więc ex nie
                            musi starać się, żeby kontakty były właściwe. On kocha swoje dziecko i nie chce
                            całkowicie zerwać z nią więzi, ex chyba do tego dąży, bo jak się okazywało
                            wielokrotnie oszukiwała M, że gdzieś wyjeżdża. Nie dawała dziecka przez czystą
                            złośliwość sad
                            • natasza39 Re: Anastazja, Dominika 02.05.07, 13:27
                              mamba30 napisała:
                              Nie do końca rozumiem intencję tego wpisu, ale owszem, ojciec boi sie jak
                              > cholera, że ex całkowicie mu ograniczy kontakty z dzieckiem. Jak już powyżej
                              > napisałam, nie jest już do niczego exiarze potrzebny, bo wrócili dziadkowie,
                              do
                              >
                              > których w każdej chwili może oddać małą. Alimenty płaci w terminie, więc ex
                              nie
                              >
                              > musi starać się, żeby kontakty były właściwe. On kocha swoje dziecko i nie
                              chce
                              >
                              > całkowicie zerwać z nią więzi, ex chyba do tego dąży, bo jak się okazywało
                              > wielokrotnie oszukiwała M, że gdzieś wyjeżdża. Nie dawała dziecka przez
                              czystą
                              > złośliwość sad

                              Nie rozumiesz intencji wpisu?
                              Twój M, niestety jest tak samo winny tej sytuacji.
                              Nie mówię, że po równo. Ale również.
                              Chociażby tym, że za dużo rzeczy chce załatwić po tzw. Dobroci. Wiem o czym
                              móię, bo mam podobny egzemplarz w domu. Sama zresztą tez wolę załatwić coś po
                              dobroci.
                              Jednak w sytuacji kiedy matka robi co cjce, kiedy chce i jak chce, a ojciec ma
                              płacić i nie wymagać trzeba pieprznąć w stół i zadziałać. Nie powiem Ci jak.
                              Jako matka mogę Ci tylko powiedzieć, że poszłabym do samego piekła gdyby ktoś
                              źle wychowywał moje dziecko. Poruszyłabym niebo i ziemie.
                              • mamba30 Re: Anastazja, Dominika 02.05.07, 13:39
                                natasza39 napisała:
                                > Nie rozumiesz intencji wpisu?
                                > Twój M, niestety jest tak samo winny tej sytuacji.
                                > Nie mówię, że po równo. Ale również.
                                > Chociażby tym, że za dużo rzeczy chce załatwić po tzw. Dobroci. Wiem o czym
                                > móię, bo mam podobny egzemplarz w domu. Sama zresztą tez wolę załatwić coś po
                                > dobroci.
                                > Jednak w sytuacji kiedy matka robi co cjce, kiedy chce i jak chce, a ojciec
                                ma
                                > płacić i nie wymagać trzeba pieprznąć w stół i zadziałać. Nie powiem Ci jak.
                                > Jako matka mogę Ci tylko powiedzieć, że poszłabym do samego piekła gdyby ktoś
                                > źle wychowywał moje dziecko. Poruszyłabym niebo i ziemie.
                                >

                                Ależ ja nie bronię swojego M. On zresztą doskonale wie, jakie mam zdanie na
                                temat wychowania dziecka. Napisałam zresztą, że w wielu kwestiach dał doopy. On
                                ma niestety taki charakter, że chce dobrocią załatwiać. Ja jestem z innej gliny
                                ulepiona i często "buntuję" m przeciwko zachowaniom exiary. Kilka razy
                                próbował "twardo" z nią rozmawiać i efekt był taki, że mu nie dała dziecka. On
                                się boi takich sytuacji. Posuwałam mu również pomysł sądowego uregulowania
                                kontaktów, ale przecież chyba wszyscy sobie zdajemy sprawę, że to tak naprawdę
                                tylko papierek. Jak ex nie będzie chciała dać dziecka to nie da. Wymyśli
                                cokolwiek. Jakoś sobie nie wyobrażam, że M mógłby tak isć z policją i wyrokiem
                                i robić takie przedstawienie dziecku. Masz Nataszo jakieś inne pomysły?
                                • babe007 Re: Anastazja, Dominika 02.05.07, 13:49
                                  A jakie są stosunki między Twoim mężem i teściami (dziadkami małej od strony
                                  matki)? Może w drastycznych sytuacjach warto porozmawiać z nimi? Np mówiąc, że
                                  niestety nie może się dogadać z ich córką, bo emocje okołorozwodowe jeszcze nie
                                  opadły (czyli nie sugerując, że głupia baba ;-P, tylko, że są problemy z
                                  komunikacją), ale jest pełen troski bo zauważa pewne problemy (patrz "mord na
                                  chomiku"), które może warto byłoby skonsultować z psychologiem i ustalić jakąś
                                  wspólną linię działania, żeby dla małej było jak najlepiej. Oczywiście nie
                                  liczyłabym na przyznanie mężowi racji, ale jeżeli dziadkom zależy na dobru
                                  dziecka, to powinno to zasiać ziarno niepokoju, a co za tym idzie może
                                  pociągnąć za sobą jakieś pozytywne działanie.
                                  • mamba30 Re: Anastazja, Dominika 02.05.07, 14:13
                                    Niestety stosunków nie ma żadnych. Oni są wrogo nastawieni. Z tego co mi
                                    opowiadał M - oczywiście to jego subiektywne zdanie - to są zakłamani buce.
                                    Niby tzw. dobra rodzina, w domu musiał panować pseudo savoir vivre - przy stole
                                    serwetka na kolanach i wszystkie ceregiele ze sztućcami - a tak naprawdę to
                                    wszyscy są prości, chamscy i strugają Bóg wie kogo. Ojciec (czyli dziadek) jest
                                    wysokim urzędnikiem wojskowym, który zarabia mnóstwo kasy. Córeczka była
                                    chowana krótko za mordę, w wojskowym drylu, matka zresztą też. Jak wyjechali
                                    pierwszy raz na placówkę ex miała 16 lat, zaciążyła, usunęła - jej chłopak miał
                                    matkę ginekolog. Ojciec dostał zawału, ale przeżył. A potem curuńci już było z
                                    górki. Nie dała rady studiować w Wawie, wysłał na płatne studnia z internatem
                                    do innego miasta, a tam już proces degeneracji moralnej postąpił szybko sad
                                    Studiów nie skończyła, tatuś myśli że ona ma dyplom. Niby miała je kończyć jak
                                    już mieli dziecko, tatuś płacił jej za studia.... Oni myślą, że ona jest
                                    wspaniała i cudowna, że M ją pokrzywdził okrutnie. Jak ex się puściła z
                                    małolatem z jednostki wojskowej - tam jej tatuś załatwił pracę - oni byli na
                                    placówce. Wersja dla rodziców została sprzedana taka, że to M ją zdradził,
                                    porzucił, zostawił na pastwę losu. Potem tatuś pomógł curuńci w oszukaniu
                                    mojego M na pieniądze, które miały być z podziału majątku. Straszyli go, że
                                    wynajmą najlepszego adwokata. Adwokatem również straszyła ex, że też wynajmie i
                                    pozbawi M praw. Ech, szkoda gadać. Niestety nie tędy droga.
                                    • babe007 Re: Anastazja, Dominika 02.05.07, 14:29
                                      Szkoda (dla dziecka). Ja też swojej teściowej nie wielbię (ze wzajemnością)
                                      mamy jednak wspólny cel - dobro dzieci. I jeżeli z jakiś powodów tatuś
                                      bagatelizuje przekazywaną mu sprawę(jest mało odpowiedzialny - duże dziecko),
                                      to informuję o problemie babcię (raz w tygodniu odbiera dzieci ze szkoły i
                                      wtedy mamy okazję zamienić słowo). Jak do tej pory ten układ działa z korzyścią
                                      dla dzieci.

                                      PS. Byłabym ostrożniejsza w pisaniu takich słów o ex i jej rodzinie. Nie
                                      neguję, że są one zgodne z prawdą, ale jakoś od razu nasuwa mi sie pytanie, co
                                      w takim razie sprawiło, ze Twój mąż kiedyś zdecydował się na ślub z
                                      taką "moralną degeneratką".... ;-P
                                      • mamba30 Re: Anastazja, Dominika 02.05.07, 14:51
                                        Hmmm.... Jakby tu powiedzieć.... ich rodzice, więc i oni mieszkali kiedyś w
                                        takim szeregowcu, żeby było śmieszniej zupełnie obok siebie. Ale nie to jest
                                        istotne. M mój jak miał coś kole 15 lat miał 1 w swoim życiu kontakt no prawie
                                        seksualny z bardzo "wyluzowaną" dziewczyną. Niestety nic mu z tego nie wyszło i
                                        zraził się do tych spraw. Potem poszedł do męskiego techników, później na
                                        męskie studia na Politechnikę, po szkole zajmował się swoją pasją -
                                        komputerami. Jakoś temat dziewcząt omijał szerokim łukiem. Ex spotkał
                                        przypadkiem po latach, jak wrócili z placówki. Zaczęli się spotykać, po jakimś
                                        czasie uprawiać sex, ona zaciążyła, wzięli ślub. Potem klapki opadły, ale on
                                        chciał ciągnąć to małżeństwo, gotów był wybaczyć ex zdradę, ale ona nalegała na
                                        rozwód. Ot, cała historia, mało romantyczna.
                                      • natasza39 Re: Anastazja, Dominika 02.05.07, 15:18
                                        babe007 napisała:
                                        >nasuwa mi sie pytanie, co
                                        > w takim razie sprawiło, ze Twój mąż kiedyś zdecydował się na ślub z
                                        > taką "moralną degeneratką".... ;-P

                                        W życiu już tak bywa, że prawdziwy kurwiszon zawsze znajdzie sobie porządnego
                                        faceta.
                                        Porządne kobitki natomiast przeważnie trafiaja na drani.
                                        • babe007 Re: Anastazja, Dominika 02.05.07, 16:28
                                          Ej Nataszo, nie pisz tak, bo gdyby to była prawda, to wszyscy faceci pań z
                                          forum byliby draniami, albo panie..... ;-P.

                                          To był żart, rzecz jasna! A tak już serio, to kiedy rozmawiam z kimś o moim ex,
                                          to staram się powiedzieć o nim TEŻ coś miłego ;-P. Bo gdyby miał wyłącznie
                                          wady, to byłoby to dowodem na MOJĄ głupotę (bo przecież byłam jego żoną i mam z
                                          nim dwójkę dzieci).
                    • mamba30 Re: Anastazja, Dominika 02.05.07, 12:02
                      Dało to dużo do myslenia, niestety większego wpływu na wychowanie małej nie ma.
                      Dzieciak ma w tej chwili właścicielkę - exiarę. O ile przez 1 rok ex sie z
                      chęcią pozbywała małej, bo balowała ze swoim facetem, o tyle w tej chwili M
                      musi się nieźle nagimnastykować, żeby sie spotkać z córką. Półtora roku temu
                      wrócili z placówki zagranicznej rodzice ex i teraz ona tam "sprzedaje" dziecko,
                      nie potrzebuje już M do opieki na małą, robi trudności i złośliwości. Uwierz
                      mi, że bywa i tak, że M przez 3 tyg. nie widzi się z córką, bo ex ma za każdym
                      razem inne plany. Wqrwia mnie to, bo widzę, jak jest mu przykro. Dzwoni w
                      poniedziałek do ex w kwestii weekendu, ex mówi, że za wcześnie dzwoni, bo ona
                      jeszcze nie wie. Dzwoni we środę - teź ma jeszcze niesprecyzowane plany, w
                      piatek każe dzwonić w sobotę, a w sobotę mówi, żeby się walił, bo ona wyjeżdża,
                      bądź mała idzie do dziadków. Mimo najszczerszych chęci nie idzie się dogadać.
                      Już nie wspomne, jak mnie to wkurza, bo praktycznie nigdy nic nie możemy
                      zaplanować - do końca nie wiadomo, czy będzie młoda, czy m ją weźmie, czy
                      pojedzie ją odwiedzić, czy cokolwiek innego. Z tej racji ani nie mogę zaprosić
                      znajomych, ani przyjąć kogoś innego zaproszenia, bo sytuacja jest niepewna. W
                      tygodniu niestety odpada, bo M wraca do domu ok. 17.30 a do córki ma ok. 25 km
                      przez całą Warszawę w strasznych korkach. Kto jest z Wawy ten wie, jakim
                      problemem jest przebić się z Mokotowa w okolicach Wyścigów na daleki Tarchomin.

                      Proponowałam M wizyty z córką u psychologa, ale ex się na takie coś nie zgadza.
                  • mangolda Re: Anastazja, Dominika 05.05.07, 17:20
                    Ex odpowiedziała młodej,
                    > że może mieć psa, ale dopiero jak chomik zdechnie

                    (...)

                    > W tak zwanym międzyczasie wyszła jeszcze sprawa, że młoda wkładała go do
                    takiej
                    >
                    > papierowej kuli i zrzucała z 3 p. Daje Ci to coś do myślenia????

                    to jest racjonalna odpowiedź na ofertę mamusi, a potem sie dziwicie że exiary
                    wychowują psycholi.
              • natasza39 mambo. 02.05.07, 11:50
                Mylisz dwie sprawy.
                Opisujesz dlaczego nie lubisz pasierbicy i ldaczego nie chcesz jej w swoim domu.
                Ja Cię rozumię. Miałaś pozytywne nastawienie na początku, próbowałaś, nie
                wyszło. Ok.
                Jak luna straci serce do pasierbicy po tym jak się zachowała, tez będzie to
                zrozumiałe.
                Przyznasz jednak, że to co innego jak macocha nie lubi swojego pasierba za
                konkretne podłe zachowania, a nie tylko za to, że dziecko zabiera jej miejsce
                na kolanach misia, "kradnie" jego czas, który on powinien wszak wyłacznie jej
                poświęcać, patrzy na dziecko z miłością, a nie powinien bo "byłe" w końcu jest.
                To są dwie różne rzeczy.
                Mnie osobiście rozwalają takie posty. Rzygać mi się chce jak czytam takie
                infantylne pierdoły i ręce mi opadają, jak remedium na miłośc dziecka do ojca
                macocha widzi w zrobieniu sobie nowej dzidzi.

                Macocha, to też człowiek. Zaden święty. Jesli wyciaga do pasierbów rękę i jej
                na nią plują, to trudno wymagać aby ona dalej tą łapę wyciągała. W takiej
                sytuacji chłodna obojetność jest chyba najlepszym wyjściem.
                Choć jak najbardziej mozna M-a uczulać na pewne zachowania niepokojące.
                Ta Twoja opowiesć o chomiku i psie jest doprawdy niepokojąca.
                Przyznam, że mój syn, miał swojego czasu podobny trynd.
                Przestał karmić chomika, bo ja się upierałąm, że jak w domu są chomiki, to nie
                będzie miał psa.
                Ale kiedy zauważyłam, że chomik przestał dostawać jeść i ma niezmieniane
                trociny powiedziałam, że od razu widać, że tym bardziej psem nie będzie się
                umiał zająć, jak nie umie sobie poradzić z takim małym zwierzątkiem.
                Poskutkowało. Od razu o chomika zaczął dbać. Psa dostał pomimo tego, że chomik
                jeszcze dychał.
                To, że dziecko wychowuje głupia matka nie zwalnia ojca od umywania rąk.
                Powinien reagować na coś takiego.
                • mamba30 Re: mambo. 02.05.07, 12:12
                  Nataszo, nie tyle mylę, co chciałam pokazać inne dno tej całej sprawy. Na
                  początku jak zaczęłam pisywać na macochach, mój pierwszy post został wywleczony
                  na NR, zostałam tam odsądzona od czci i czego tam jeszcze, bo napisałam, że
                  miałam pecha w życiu do kobiet mojego M - miałam na mysli teściową, ex i córkę.
                  Po prostu gro sytuacji, gdy macocha nie lubi i nie akceptuje dzieci swojego
                  partnera wypływa właśnie z tychże. Ja bronię macoch, które przeszły bądź
                  przechodzą przez takie akcje jak ja sama.

                  Masz oczywiście rację i jestem takiego samego zdania, że ani nowe dziecko nie
                  jest receptą na osunięcie M od dzieci z poprzedniego związku, ani bezpodstawna
                  rywalizacja z dziećmi, które się zachowują poprawnie w stosunku do nowych
                  partnerów rodziców. W takich sytuacjach uważam, że macocha/macoch zachowują się
                  niedojrzale, ale i nie mnie oceniać, bo tak naprawdę nie zawsze ktoś piszący
                  potrafi w całości opisać problem, który go nurtuje. Ja sama mam czasami problem
                  przelać swoje uczucia, mysli na forum w taki sposób, aby czytelnym było
                  źródło "inspiracji".


                  Ojciec czyli M w naszej sytuacji ma mocno ograniczone pole do popisu. Opisałam
                  to w poście powyżej. Na matkę nie mamy wpływu. Ona potrafi odwalić takie
                  numery, że ręce opadają sad
      • dominika303 Re: Anastazja, Dominika 30.04.07, 15:36
        Mambo - podziwiam za odwagę - wiesz ,ze teraz naraziłąś sie na wyzywanie od
        betonów??? hihihi

        A beton przeciez nie ma żadnych praw - o sorry ma prawa ale fizyki,a właściewie
        im podlega, ale macocha-beton nawet tego jest usilnie pozbawiana przez
        psierbiątka a czasem i exie tongue_out
        witaj w gronie podłych i wyrodnych bab hihihi

        • mamba30 Re: Anastazja, Dominika 30.04.07, 15:39
          Heloł padalcu smile))) Ekhm.... przecież gadem to jam Ci jest smile))

          Ja już jakiś czas temu się naraziłam, na początku jak tu wlazłam, bo miałam
          swoje zdanie na temat exiary i pasierbicy. Jak by tu powiedzieć..... a wisi mi
          to kalafiorem smile)))

          Mogę być i betonem, ale za to jakim..... Partnerka faceta [przez 15.5 roku w
          sumie. Gdyby nie gnój, to może i nadal bym z nim była. Ja złożyłam papiery o
          rozwód, on mnia nadal chciał "wielbić". Sama 4 m-ce, poznałam mojego M,
          przepadł chłop z kretesem. Kobieta bez kompleksów większych, wielbiona przez
          męża..... Hi hi..... czołem wszystkie betony smile))
          • weronka77 Re: Anastazja, Dominika 01.05.07, 15:46
            Ja też gadwink I też betonwink) I wredna macocha przebrzydławink Ale mnie
            to.......wink))))))))))Na szczęście są jeszcze wspaniałe ssaki którym
            my,maluczcy możemy się przyglądać jak to wspaniale macochują i oceniają innych;-
            ))))))))))))))))))))))
          • weronka77 Mamba;-) 01.05.07, 15:49
            Za Twoje preferencje muzyczne mój M stał się Twoim fanemwink))))A Saxon lubisz?
            On był w niedzielę na koncercie w Krakówkuwink))))))))))))
            • mamba30 Re: Mamba;-) 02.05.07, 09:38
              a dzięki, dzięki smile) Pozdrowienia dla M smile)) Jestem pokręcona na tle muzycznym,
              mogę non stop słuchać muzy. Saxon znam, ale jakoś nigdy nie nabyłam ich płyty.
              W liceum koleżanka ich słuchała, więc pożyczałam czasami kasety. Brawo dla
              chłopaków, że tyle lat sie utrzymują na rynku.
              • anastazjapotocka To ja, wredota 02.05.07, 10:49
                I padalec i beton.
                I tak już zostanie i nic mnie nie przkona.
                To, przez co przechodziła Mamba, Dominika i Niezapaminajka - ja miałam
                połączone w jedną całość. Takie cholerne 3 w 1.
                Bóg mi świadkiem.
                Nie uprzedzałam się do mojej pasierbicy. Było mi tego dziecka naprawdę żal, że
                musi wychowywać się bez ojca. Przypominam, że mojego ojca zabrała mi w
                dzieciństwie śmierć (nawet nie wiem, czy był dobrym ojcem, czy lekkomyślnym - w
                chwili śmierci miał dwadzieścia parę lat). Do dziś żal mi i zazdrość mnie
                bierze, jak widzę, że inne kobiety mają fajnych ojców (nawet rozwiedzinych z
                matką, ale fajnych).
                Niestety, eksiara miała swój pogląd na paczworkową rodzinkę i jedynym celem jej
                życia było obrzydzanie mi związku z jej byłym mężem. Manipulowała tak
                skutecznie dzieckiem, nauczyła jej tak skrajnego egoizmu, lenistwa i postaw
                roszczeniowych, że nie da się tej dorosłej obecnie kobiety już w żaden sposób
                polubić.
                Wyhodowała BUCA - nudnego, niemiłego, leniwego i bezczelnego.

                Oczywiście, pasierbica ma też dobre cechy: jest bardzo zdolna i kocha zwierzęta
                i te jej cechy szanuję i doceniam. Dzięki tym jej cechom często tłumaczę jej
                dalszą (tak, tak) roszczeniowość przed mężem. I jej lestwo i lenistwo jej
                konkubenta. Nie szczuję na nią, nie obgaduję.
                ALE NIE CHCĘ MIEĆ Z NIŻ NIC WSPÓLNEGO.

                W miom pojęciu, pasierbica ( i jej konkubent także) dużo traci na moim
                negatywnym nastawieniu. Przy moich znajomościach i kontaktach oboje zrobiliby
                karierę zawodową na skalę światową (te lenie są naprawdę bardzo zdolne).
                Ale nie zrobią, bo ja ich nie zarekomenduję moim przyjaciołom.
                Nie i już.

                I jeszcze jedno dołożę.
                Z perspektywy czasu uważam, że popełniłam STRASZNY BŁĄD najpierw godząc się na
                dobrowolne wypłacanie przez mojego męża, a później (podczas jego ciężkiej
                choroby) dźwigając ten obowiązek sama na swych barkach - tak gigantyczych
                alimentów dla pasierbicy oraz kosztów jej studiów.
                Pasierbica i tak nas nie szanuje, magisterium w lesie, praca tylko dorywcza -
                bo ją to męczy.
                Niestety, los nas nie wynagodził pasierbicą podobną do M-m-m.
                Los nam na nosie zagrał i tyle.
                Myślę, że gdybym kiedyś naszczuła mojego męża i płacilibyśmy jakieś grosze
                (kłócąc się o każdą złotówkę w sądzie), dzisiaj miałabym nadal dom, który
                obecny właściciel sprzedał za 1 200 000 i mieszkanie w Niemczech.
                A tak ja nie mam nic i ona nie ma nic. Tamtych pieniędzy płaconych na nią już
                dawno nie ma, bo jej matka "wszystko wydawała na bieżąco", łącznie z
                pieniędzmi, które dostała od mojego męża z Niemiec.
                Jej własna matka strwoniła jakiś gigantyczny majątek (na giełdzie nie wyszło
                bidulce, w casynie miała parę złych dni).
                Powiem krótko: NIE WARTO BYŁO.

                Wszystkie Macoszki przestrzegam: nie idźcie moim śladem. Naprawdę nie warto.
                Jedyną pociechą dla mnie jest to, że pasierbica coraz częściej obgaduje swoją
                matkę. Ostatnio powiedziała mojemu mężowi, że matka ją wykorzystuje (!!!), bo
                chciała, żeby pasierbiatka napisała coś dla niej na komputerze. Przy czym ta
                sama matka dorosłej córeczce za własne pieniądze zakupiła niedawno nowiutkiego
                laptopa.
                O wycieczce dla pasiebiatki i jej konkubenta nawet nie przypomnę...
                Na miejscu eksi bałabym się dalej żyć.
                Usiłując dokopać nam wychowała skrajną egoistkę, nauczyła ją jak kopać
                bezbronnych i ssać kasę do dna.
                Wychowała STRUPA.
                • m-m-m Re: To ja, wredota 02.05.07, 11:16
                  Niestety, los nas nie wynagodził pasierbicą podobną do M-m-m

                  Ale Anastazja, ja pasierbicą byłam okropną. Po pierwsze dlatego, że w tamtych
                  czasach nikt nie myślał, że rozwód rodziców wymaga psychoterapii dla dziecka.
                  Bardzo chciałam by moi rodzice byli znów razem i zwlaczałam przeszkodę w postci
                  ojczyma wszelkimi sposobami dostępnymi nastolatce. Rozwód moich rodziców nie
                  był spowodowany odejściem ojca do innej kobiety. W ogóle ojciec nie chciał dać
                  mamie rozwodu, twierdził, że ją kocha i koniec.
                  Poza tym ojciec umarł i po kilku latach od jego śmierci, jak skończyłam tak 18-
                  19 lat pogodziłam się z już nieodwracalną stratą pełnej rodziny i nie chciałam
                  by mama była sama. Już wtedy wiedziałam, że kiedyś będę chciała odejść do
                  swojego dorosłego życia bez mamy na codzień. Komplekswą psychoterapię przeszłam
                  kilka lat później, po śmierci mamy. Wszystko rodzicom wybaczyłam.
                  W zasadzie to ojczym zawdziecza mojej mamie to, że umiała nade mną zapanować, a
                  ojciec to, że wychowała mnie w miłości do niego, woziła mnie kilka lat
                  regularnie na cmentarz po jego śmierci i nigdy nie mówiła o nim źle do mnie.
                  Reasumując: najważniejsza jest postawa rodzica, który z dzieckiem jest na
                  codzień. To ten rodzic ma najwiekszy wpływ na charakter, zachowane i
                  postępowanie tego dziecka wobec rodzica dochodzącego.
                  Tenże rodzic też płaci ogromną cenę: by wychować dziecko niezależnie od swoich
                  własnych negatywnych uczuć wobec byłego partnera/ partnerki niestety musi on
                  poświęcić część życia osobistego, bycia ileś tam lat między młotem a kowadłem
                  (czyli między dzieckiem, a nowym partnerem), musi też być zorganizowany i
                  lepiej zarabiający, niż gdyby był w związku z drugim rodzicem dziecka.
                  Postawę mojej śp. mamy doceniam teraz, jako człowiek dawno dojrzały, pogodzony
                  z jej nagłym odejściem i z uporządkowaną już przeszłoscią dzieki psychoterapii.
                  • anastazjapotocka Re: To ja, wredota 02.05.07, 12:02
                    M-m-m, ja nie oceniam Twojej postawy jako dziecka, czy jako nastolatki.
                    Postawy mojej pasierbicy w tym wieku TEŻ NIE OCENIAM negatywnie.
                    Marudzę i psioczę, że była nie do zniesienia (bo, według mnie była). Ale do 18
                    roku życia moja pasierbica miała taryfę ulgową, a do 20 roku życia - czas na
                    ZROZUMIENIE.
                    Mnie nie podoba się obecny RODUKT FINALNY.
                    A Ty mi się podobasz i żałuję, że moja pasierbiatka nie jest taka jak Ty.
                    Taka jak Ty, to znaczy: rozsądna, empatyczna, pracowita, szlachetna, wesoła i
                    zajmująca. Wtedy lubiłabym ją i nie byłabym "wredną macochą".
                    Zła jestem na nią i tyle. Kiepski produkt za dużą kasę.
                    • m-m-m Re: To ja, wredota 02.05.07, 12:27
                      Mnie nie podoba się obecny RODUKT FINALNY

                      To się zapewne nie spodoba wielu tu obecnym samodzielnym, ale to jest dowód na
                      to, że za taki produkt finalny ponosi winę rodzic bezpośrednio zaangażowany w
                      opiekę, czyli matka Twojej pasiebicy. Bo to ona miała na nią największy wpływ.
    • kicia031 kobieto, ewakuuj sie z tego ukladu 06.05.07, 20:33
      bo to chore jest zupelnie.
      Chcesz sobie zmarnowac zycie - jestes na najlepszej drodze do tego.
      Spadaj poki mozesz...
Pełna wersja