luna67
01.05.07, 19:07
Jestem naprawde w szoku

((((((((
Odebralismy dzieci w czwartek, zarezerwowalam hotel na Majorce na 4 dni, zeby
mile spedzic wolny czas. Bylo naprawde bardzo milo, pogoda super, pierwszej
kategorii hotel, amnimacja dla dziedzi pierwszorzedna.
Wrocilismy do domu przed 2-ma godzinami, ja zabralam sie za rozpakowywanie sie
walizek, moj M za poczte, maly za swoje „samochodziki”, a mala za telefon do
mamy.
Bylam w sasiednim pokoju i niestety przy nie zamknietych drzwiach uslyszalam,
czego nigdy bym nie chciala uslyszec: „mamo, szkoda, ze pojechalismy, bylo
bardzo nudno, hotel pod psem, zero rozrywek, w domu nie bylo by tak nudno, no
i ta ..... (moje imie) hexa (czarownica) mnie wkurza”.
Szok!!!!!!

((
A jeszcze w samolocie wszyscy bylismy tego samego zdania; „ze bylo naprawde
super!!!”, dodam, ze do niczego sie nie wtracalam, jeszcze im zamawialam dania
ktore najbardziej lubia. Oniemialam, poczulam straszne klucie w piersi,
myslalam, ze snie, zapytalam sie malej wiedzac, ze ma mame przy telefonie: „
no kochana, pochwal sie mamie jaka mielismy razem frajde”, mala powiedziala do
mamy, „no to do jutra”, odlozyla telefon i tak jakby sie nic nie stalo poszla
do ogrodu sie bawic.
Pod wplywem szoku opowiedzialam mojemu M, jak mala poinformowala mame o naszym
pobycie, moj M spojrzal na mnie i skwitowal, ze chyba zle ja zrozumialam,
przeciez latala po calym hotelu i zachwycala sie jak Laskowiak „ mamusiu jak
tu ladnie, mamusiu jak tu pieknie”. Zaproponowalam mojemu M zeby sam z nia
porozmawial i sie przekonal.
Bylam zla na sama siebie, gdyz mielismy dwie alternatywy;1. wyjazd we dwujke
(ja i moj M), lub 2. wyjazd z dziecmi mojego M, gdyz jedziemy w lipcu z moja
cora i synami na Kube, wiec wybralismy pierwsza, zeby przynajmniej troche im
to wynagrodzic. Za 2 tygodnie mial byc drugi wypad z dziecmi do Hiszpani na
tydzien.
Po rozmowie z mala moj M wyszedl bardzo smutny, nie chcial mi powiedziec o co
malej chodzi. Ale po nagminnym naleganiu pasowal. Okazalo sie, ze bylo fajnie,
ale bezemnie bylo by lepiej, gdyz mala jest w dalszym ciagu bardzo zazdrosna

((((
Boze teraz siedze i wyje jak wariatka, dlaczego tak jest, im sie czlowiek
wiecej stara tym bardziej sie wszystko piepszy. Przeciez mala ma swojego tate,
co tydzien tylko dla siebie, nie uczestnicze w spotkaniach, u nas tyko je i spi.
Teraz gnebi mnie sumienie, gdyz kazalam malej sie spakowac i isc do mamy
jezeli moja obecnosc przyprawia ja o mdlosci, no i powiadomilam ja, ze czekam
na przeprosiny, gdyz ja jej nic zlego w zyciu nie zrobilam, wrecz przeciwnie,
gdyz to ja place za te extrasy.
Zobaczymy pozyjemy, dzieci maja przyjsc za tydzien znowu na 3 dni.
Ale teraz sie zastanawiam, czy ja tego tak naprawde chce, dochodze do wniosku,
ze robie to, dla mojego M, ktorego kocham ponad zycie. Gdyz dzieci nic nie
doceniaja, wszystko im sie nalezy obojetnie od kogo by to bylo.
Nie wiem jak mam sie zachowac, jezeli ona mnie nie przeprosi, odpuscic? Nie
odzywac sie? A moze zachowac sie tak jakby sie nic nie stalo? Wiem, ze jestem
durna, ale ja pomimo jej zachowania ja lubie (jeszcze) i mi jej szkoda
(chociaz sama nie wiem za co, moze dlatego, ze ma glupia matke?).
Kocham mojego M, ale czasami (jak teraz) poszlabym w pi.du, daleko, daleko.
Jestem bardzo impulsywnym czlowiekiem i boje sie, ze jak mi bedzie za duzo, to
naprawde tak zrobie i bede tego zalowala (a moze i nie?).
Zeby ta sytuacje podsumowac napisze tylko; jestem bardzo atrakcyjna kobieta z
wlasnym ja, z wyzszym wyksztalceniem, z trojka doroslych juz bardzodobrze
ustytowanych dzieci (czyli bez zobowiazan). Moj M reprezentuje to samo co ja
tylko z balastem (niewychowane dzieci). Kuzwa jak to pisze to jestem bardziej
zla na siebie, dlaczego ja sobie taka droge zyciowa wybralam, wiec koncze i
prosze o rady.