agasm27
08.05.07, 05:41
Witam,
Od pieciu lat jestem macocha bezkontaktowa. Moj problem jest bardzo zlozony
i chyba bede musiala zaczac od poczatku.Dziesiec lat temu rozwalil sie zwiazek
mojego chlopaka z matka ich dzieci. Mial niespelna osiemnascie lat,kiedy
urodzilo sie im pierwsze dziecko,a po roku drugie.Nigdy nie mieli slubu.
Niestety zwiazek nie przetrwal z roznych powodow. Matka mieszka z dziecmi w
mieszkaniu ojca mojego chlopaka i dziedziczy je po Nim. Moj chlopak i ja(tu
sie poznalismy) mieszkamy za granica,regularnie placimy alimenty i stoczylismy
dwie wojny o to,zeby dzieci mogly tutaj przyjechac do nas na wakacje. Niestety
bez skutku. Moj chlopak uslyszal od bylej,ze dzieci go nienawidza i nie chca
go znac,a ona nigdy dzieci nie pusci,bo sie boi,ze je zatrzyma przy sobie.
Przeszlismy nad tym do porzadku dziennego,bo kazda proba nawiazania kontaktu z
dziecmi konczyla sie wyciaganiem i praniem starych brudow w obecnosci dzieci.
Tak bylo do tego roku. Teraz Ex sie skarzy,ze dzieci (13 i 14 lat) maja jego
charakter,zwlaszcza syn,ktory po niej jest zdolny ,a po ojcu pyskaty i
leniwy(co jest bezpodstawnym pomowieniem!!)
i ze chce mu oddac na wychowanie,co by oznaczalo,ze dziecko zmieni kraj i
srodowisko i ze zamiast mieszkac w 80 metrach,bedzie z nami mieszkalo w 24
metrowym studio,zaznaczajac przy tym,ze syn jednak nie chce jechac i ze
powiedzial jej,ze ucieknie od nas.Probowalismy z nia rozmawiac i
postanowilismy wziac dzieciaka,ale nagle sie rozmyslila i miesiac temy wyslala
sms-a,ze jej syn ja blagal,zeby go nie oddawala ojcu. Przez piec lat
znosilismy wyzwiska,szantazowanie,grozby srednio raz w miesiacu. Efektem tego
jest moja nerwica i zszarpane nerwy. Do tego dochodzi ogromny brak poczucia
bezpieczenstwa,na jaki pomysl jeszcze wpadnie Ex,ktora juz straszyla
odebraniem praw,podniesieniem alimentow,przywiezieniem dzieci itd.
Jak powiedzialam,miesiac temu sie rozmyslila,a dzisiaj znowu przyszedl sms,ze
ona czeka az moj chlopak zabierze dwoje dzieci i wysle jej papiery ze zgoda na
ewentualny podzial dzieci.
Tak jest od pieciu lat. zaznaczam jeszcze raz,ze przedtem byly karczemne
awantury,ze nie da dzieci,a teraz sa awantury,ze on zyje jak kawaler ,a ona
sama je wychowuje. Wypiera sie tez,ze nie buntuje dzieci,tylko ze ich syn trzy
lata temu napisal do ojca,ze musi uwazac jak z nim rozmawia,bo mama nie
toleruje ich kontaktu.
Po drodze byl jeszcze jeden pomysl Ex,zeby zabral na stale dziecko,kiedy maly
mial 10 lat,po pol roku tez sie wycofala.
Chcialam poprosic o pomoc,jak sobie z tym radzic,bo ja juz nie nadazam za tym
wszystkim. Razi mnie to ,ze maly jest straszony,ze jak bedzie niedobry to
pojedzie do ojca za kare. Razi mnie to ,ze ktos opluwa mojego chlopaka ,ktory
jest wspanialym czlowiekiem,i razi mnie jej niekonsekwencja w stosuknu do nas
i do dzieci,najpierw zabranianie kontaktow,potem grozby,ze nauczy go jak byc
ojcem i mu odda dzieci.Moge machnac reka na to,ze zyje i powodzi jej sie
lepiej niz nam za granica,ze my nie mamy urlopu od paru lat,bo nas na to nie
stac,ze moj chlopak nie byl w Polsce od dziesieciu lat i ze jest to fizyczna
niemozliwoscia przy jego trybie pracy. Jedyne czego teraz chcemy to swietego
spokoju. Nie pomagaja odpowiedzi,ze nie zyczymy sobie z nia kontaktu,bo to sa
pyskowki i wrzaski,wyzwiska i grozby,ona jest nieugieta. prosze poradzcie mi
,co mam z tym zrobic? Jak sie bronic? zmiana telefonu nie wchodzi w rachube,bo
to jest telefon sluzbowy. Jak mam zyc,kiedy ktos wpycha nam poczucie winy,ze
budujemy swoje wlasne zycie, poczucie winy,ze mamy swoje problemy tutaj na
miejscu,ze nie chcemy sie wdawac w awantury. Ja sama zyje w przeswiadczeniu,ze
jedynym rozwiazaniem tej sytuacji musi byc brak kontaktu z matka,a przez to i
z dziecmi. Czy mam zyc ze swiadomoscia,ze jestesmy zbyt slabi i nie
udzwignelismy ciezaru pierwszego zwiazku i odcinamy sie od niej jak tylko
mozemy? Ja caly czas sie boje,ze jezeli syn mojego chlopaka sie stoczy,to
bedziemy za to odpowiedzialni,bo powinnismy zacisnac zeby,tracic zdrowie i
dawac sobie wtykac chamskie i ponizajace uwagi i znosic zmiennosc EX
awantury,ze przyslane spodnie dla syna maja za szerokie nogawki. Mysle ze
trzydziesci smsow dziennie raz w miesiacu z takimi epitetami to chyba za duzo
jak na nas. Moj chlopak mysli powoli nad pozwaniem jej da sadu,za znecanie sie
nad nim,ale do tego trzeba adwokata ,a na to nas niestety nie stac.
Prosze was jedynie o rade jak z prawnego punktu widzenia i na taka odleglosc
mozemy rozwiazac ta sprawe czy mozemy jakos zabronic Ex wyzwisk o grozb, i jak
z moralnego punktu widzenia mam sie uporac z ta odpowiedzialnascia
spoczywajaca na mnie jako kobiecie,ze jestesmy jej cos winni,i dla dobra
dzieci mamy to wszsytko znosic.Mysle,ze sa jakies granice przyzwoitosci i
szacunku dla drugiego czlowieka i ze przy tak skandalicznym traktowaniu ojca
przea matke dzieci, trudno zbudowac normalne relacje z nastolatkami. Prob bylo
naprawde bardzo duzo. Dodam jeszcze,ze Ex nigdy nie uwzgledniala mnie jako
osoby i nie zapytala czy ja sobie zycze wychowywac jej dzieci,ze kilka lat
temu przez pol roku nastawialam sie psychicznie na przyjazd i wychowywanie
dziecka tylko po to,zeby potem uslyszec,ze syn jednak nie przyjedzie.Czy
musimy placic tak wysoka cene i takim kosztem utrzymac kontakt z matka dzieci
tylko po to,zeby srednio co kilka lat zmieniala zdanie co do wizyt dzieci u
nas?My juz podjelismy decyzje,ze jednak nie, tylko sumienie gryzie i ten
ciagly lek na dzwiek przychodzacego sms-a,po ktorych ja sie cala doslownie
trzese od stop do glow. Dodam jeszcze,ze ja gonie resztkami sil i jestem
psychicznie wykonczona przez ta sytuacje. Czy naprawde tak trzeba karac ojca
dzieci za to,ze im sie nie poukladalo i nie jest istotne tutaj z czyjej
winy,bo to bylo dawno temu i nie chce oskarzac nikogo o zaistniala
sytuacje,jedynie szukam rozwiazania jak sobie poradzic z tym
wszsystkim.Osobiscie nie czuje sie tez na silach,zeby wychowywac na stale
dwoje zbuntowanych nastolatkow i boje sie ,ze prawnie moze nam oddac dzieci na
sile,nic na to nie poradze,ze nie chce brac odpowiedzialnosci za dwoje obcyh
mi dzieci,ale to tez oczywiscie wzbudza we mnie dlawiacy lek,ze moje
postepowanie jest niemoralne. Jednym slowem,jestem wielkim wyrzutem sumienia
tylko dlatego,ze wspaniale mi sie poukladalo zycie z moim chlopakiem i ze od
czasu do czasu pozwalamy sobie na beztroski smiech i chwile szczescia,w
momencie kiedy Ex (na wlasne zyczenie) wychowuje samotnie dwoje dzieci