Dodaj do ulubionych

co o powiecie?

11.05.07, 21:02
Na początek chciałam się przypomnieć: jestem macochą wekendową,dziecko mojego
M ma prawie 9 lat,mam "drobne" problemy z superteściową i podobne z eksią.

Teraz sedno sprawy: Kilka miesięcy temu pytałam Was jak sie zachować, kiedy
przyjdzie czas pierwszej komunii syna mojego M.Otóż: organizacją "świeckiej"
części uroczystości (schabowy,rosołek i ciastowinkzajmuje się eksia bez ŻADNEGO
porozumienia z moim M.Dziecko roznosi wraz z mamusią zaproszenia do bliższej
i dalszej rodziny mojego męża,czyli tak naprawdę także do swojej
(dziecka).Tak naprawdę tej rodziny jest niemało,bo z tego co mówi dziecko
zebrało się coś około 50sztuk.Moim zdaniem sporo.Zaproszenie dostał także mój
M.Ja nie. Już dawno mój M ułożył ze swojej strony plan na ten dzień -
zaproszenie jego najbliższej rodziny na niewielki poczęstunek po mszy. Ja
stanęłam z boku i powiedziałam,że wszystko co postanowi ja przyjmę.Nie dąsam
się,nie wtrącam,nie krytykuję.Tylko jestem sobie z boku.Tak mi
dobrze.Oczywiście do kościoła pójdę,z daleka uśmiechnę się do dziecka i
koniec.Rodzinę zaprasza mój M z synem.W to też się nie angażuję.Co o tym
myślicie?Czy to jest zdrowe?Czy to ma jakiś sens?
Obserwuj wątek
    • konkubinka Re: co o powiecie? 11.05.07, 22:09
      bylismy w podobnej sytuacji tylko w twoim poscie nie zrozumialam, czy mamusia
      robi przyjecie a M zamierza zapraszac do siebie osobno?I trafi na te same osoby
      podwojne zaproszenie?
      • lisek78 Re: co o powiecie? 11.05.07, 22:14
        Właśnie tak! Mama dziecka zaprasza swoją rodzinę i rodzinę mojego M oraz mój M
        zaprasza tylko swoją część rodziny.Także oczywiście trafią na te same osoby,
        zaczynając od dziadków (rodziców mojego M)a kończąc na jakiejśtam cioci.No i
        chyba to w tym całym układzie jest największym zgrzytem.Powiedz jeśli możesz
        jak było u Ciebie.
        • konkubinka Re: co o powiecie? 11.05.07, 22:49
          Lisku
          Nie pociesze CIe
          U nas zakonczylo sie to tragedia, bo nie dosc ze pomysl eks wygral to
          poklocilismy sie z rodzicami M a w koncu on najbardziej cierpial bo wszyscy
          byli z jego corka tylko nie on.
          Ja uparlam sie ze nie pojde , rodzice M mnie wyciagneli a po fakcie
          wykrzyczeli ,ze najmniej mam do gadania.
          Rodzina co miala podwojne zaproszenia poszla do eksi , tlumaczac sie dobrem
          dziecka.
          Dla mnie taka sytuacja (po obserwacji wlasnej) wymaga odseparowania sie i
          poijscia wylacznie na msze.
          Opisalam to bardzo w skrocie.Musialabym duzo opisywac zebys miala pelny obraz.
          Dalo mi to wiele do myslenia.Na komunie mojego syna zapomnialam o wszystich
          niesnaskach a teraz gdy w niedziele rocznica rowniez.Chce poprostu aby moje
          dziecko bylo szczesliwe-jak moze.
          • lisek78 Re: co o powiecie? 12.05.07, 00:10
            Niełatwa to sytuacja.Tym bardziej,że ja nie jestem wymarzoną nową synową dla
            swoich teściów,oni ciągle wiedzą lepiej (jak,co,kiedy i z kim załatwić w
            kwestii komunii syna).Boję się,że rodzina M zaproszona z dwóch stron - mamy i
            taty dziecka wybierze gościnę u mamy dla dobra dziecka.Niemałe znaczenie będzie
            miało także to,gdzie pójdą rodzice mojego męża - do nas czy do swojej synowej i
            wnuka.Naprawdę trudno mi się w tym wszystkim odnaleźć...
            • babe007 Re: co o powiecie? 12.05.07, 16:45
              zupełnie nie rozumiem pomysłu organizowania konkurencyjnej imprezy (jak
              rozumiem w tym samym czasie). A gdzie będzie najważniejsza osoba tego dnia,
              czyli dziecko? Bo to tam powinni pojawić sie wszyscy goście. W końcu to jego
              święto.
              • mamba30 Re: co o powiecie? 12.05.07, 17:03
                babe007 napisała:

                > zupełnie nie rozumiem pomysłu organizowania konkurencyjnej imprezy (jak
                > rozumiem w tym samym czasie). A gdzie będzie najważniejsza osoba tego dnia,
                > czyli dziecko? Bo to tam powinni pojawić sie wszyscy goście. W końcu to jego
                > święto.



                ano tak, zgadzam się, ale.....

                ale exia zachowałaby sie ok, gdyby zaprosiła swojego byłego męża razem z
                partnerką. Nie można moim zdaniem prowadzić takiej selekcji. Rozwiedli sie,
                każde ma swoje życie, ale te wspólne chwile powinny być celebrowane dla
                dziecka, a nie powinny być odgrywaniem się i złośliwością.

                Sama się zastanawiam, jak to będzie u nas. Z exią stosunki są od zawsze
                napięte, a córka M ma komunię za rok...
                • babe007 Re: co o powiecie? 12.05.07, 17:44
                  mamba30 napisała:

                  > ale exia zachowałaby sie ok, gdyby zaprosiła swojego byłego męża razem z
                  > partnerką.

                  W ten sposób pokazałaby klasę, tyle, że w sytacji kiedy jej nie pokazuje to
                  nowa partnerka ojca może albo byc ponad to i z godnością, dla dobra dziecka w
                  tym szczególnym dniu usunąć się w cień po kościele(gdzie może się wyżyć szałową
                  kreacją i wyglądem pt. $ 1,000,000 wink ), albo brnąć w walkę w kiślu
                  organizując "kontr przyjęcie" i ekscytować sie tym u kogo było więcej gości
                  (cały czas nurtuje mnie na której imprezie pojawi się "komunista"). BTW
                  stawianie ludzi w tak niezręcznej sytuacji (zaproszenie na dwa konkurencyjne
                  przyjęcia) to szczyt nietaktu (i egoizmu)...
                • lady.godivia Re: co o powiecie? 12.05.07, 17:46


                  >

                  > ale exia zachowałaby sie ok, gdyby zaprosiła swojego byłego męża razem z
                  > partnerką. Nie można moim zdaniem prowadzić takiej selekcji. Rozwiedli sie,
                  > każde ma swoje życie, ale te wspólne chwile powinny być celebrowane dla
                  > dziecka, a nie powinny być odgrywaniem się i złośliwością.

                  to chyba zalezy od wielu czynnikow, od tego jak sie rozstali, od tego jakie sa
                  teraz miedzy nimi stosunki, jaki jest stosunek dziecka do obecnej partnerki itd.
                  skoro najwazniejsze jet dziecko to po co jego ojciec organizuje konkurencyjne
                  przyjecie? moze dla dobra dziecka lepiej byloby udac sie na to organizowane
                  przez ex i jezeli sie uprze to samemu i juz.

                  > Sama się zastanawiam, jak to będzie u nas. Z exią stosunki są od zawsze
                  > napięte, a córka M ma komunię za rok...

                  nie upierałabym sie przy pojsciu zeby nie zepsuc swieta dziecku
                  wiem ze przykro ale coz zycie jest brutalne
                • kasia_kasia13 Re: co o powiecie? 12.05.07, 19:55
                  >
                  >> ale exia zachowałaby sie ok, gdyby zaprosiła swojego byłego męża razem z
                  > partnerką. Nie można moim zdaniem prowadzić takiej selekcji. Rozwiedli sie,
                  > każde ma swoje życie, ale te wspólne chwile powinny być celebrowane dla
                  > dziecka, a nie powinny być odgrywaniem się i złośliwością.

                  Ale, jak czesto sie tu powtarza, oni nie sa jedna kochajaca sie wspolka
                  rodzina. To jest dzien tego dziecka, wiec naturalne, zeby uczestniczyli w nim
                  rodzice. Ojciec jest zaproszony. Nie wiemy, czy zaproponowal pomoc w
                  ogranizowaniu imprezy, pownien byl. Impreza konkurencyja to pomylka, to wlasnie
                  odrywanie sie za niezaproszenie macochy.

                  > Sama się zastanawiam, jak to będzie u nas. Z exią stosunki są od zawsze
                  > napięte, a córka M ma komunię za rok...

                  Z corka M tez masz stosunki napeite, prawda? Wrecz nie znosisz jej, wiec chyba
                  nie ma powodu, abys tam byla, prawda?
                  • mamba30 Re: co o powiecie? 13.05.07, 13:47
                    Owszem, kontr przyjęcie to zły pomysł. Napisałaś, że to jest dzień dziecka,
                    więc matka powinna okazać klasę i nie stawiać ojca dziecka w niezręcZnej
                    sytuacji, w której tylko on zostaje zaproszony. On ma już nową rodzinę i nie
                    widzę powodu, aby selekcjonować w ten sposób gości.

                    Nie pisz, że nie znoszę swojej pasierbicy, bo uczucia, które do niej żywię co
                    zupełnie inne. Jest mi ona obojętna i to na tyle w tym temacie.
    • kasia_kasia13 Re: co o powiecie? 12.05.07, 12:49
      >Otóż: organizacją "świeckiej"
      > części uroczystości (schabowy,rosołek i ciastowinkzajmuje się eksia bez ŻADNEGO
      > porozumienia z moim M

      A czy Twoj M. zapropopnowal Exi, ze jej pomoze w organizacji?
    • cymbeline Re: co o powiecie? 12.05.07, 16:04
      Napiszę Ci jak było u nas,
      mój mąż zadzwonił do ex i zaproponował, że my pokryjemy oczywiście połowę
      wydatków związanych z komunią Młodego. Stanęło na tym, że ex wynajęła lokal,
      gości w sumie wyszło 20 osób, czyli po 10 z każdej strony i my pokrywamy koszty
      jednej dziesiątki gości, oprócz tego pokryliśmy zakup krzyżyka z łańcuszkiem do
      poświęcenia przed komunią, a ex ubranko Młodego. Zrobiliśmy tak jak chciała ex.
      Ja tylko zaznaczyłam mojemu mężowi,że pokrywamy połowę kosztów imprezy pod
      warunkiem, że ex nie zrobi z komunii wesela. Dla mnie 50 osób na komunii to
      lekka przesada, chyba, że faktycznie najbliższa rodzina jest taka duża. U nas
      tylko dziadkowie Młodego, rodzeństwo ex i mojego męża z rodzinkami, rodzice
      chrzestni no i jasmile oraz partner exi.
      U nas problem był z zaproszeniami, ex już od kilku miesięcy ponoć je drukuje
      tylko jakoś do tej pory nie wydrukowała, a komunia już za tydzień....więc na
      wszelki wypadek zaprosiliśmy naszych gości ustniesmile

      Powiem Wam jeszcze,że ostatnio jak Młody do mnie zadzwonił,zapytałam go w
      żartach,że nie dostałam zaproszenia na jego komunię,więc chyba mam nie przyjść,
      na co Młody się oburzył i stwierdził,żebym sobie głupio nie żartowała, mam być
      na jego komunii i koniec... Bardzo cieplutko zrobiło mi się na serduszkusmile
      I jak tu nie kochać takiego facetasmile

      Pozdrawiam serdeczniesmile

      P.S. Mam nadzieję,że impreza się uda, nie chciałabym, żeby Młodemu było przykro..
      • dominika303 Re: co o powiecie? 12.05.07, 18:38
        Lisku smile
        w tej sytuacji dałabym na waszym miescju dziecku prezent przed komunią, a w tym
        dniu niech twój M i ty wybierze się tylko do kościoła.
        Myślę, ze takie rozwiązanie jest najlepsze dla wszystkich.
        Dziecko w kościele będzie miało obje rodziców, z prezentu juz sie będzie
        cieszyło bo go będzie miało wcześniej. A wy też nie odchorujecie ! Poza tym
        wybieranie się na słe na przyjęcie, gdy exia się temu sprzeciwia - jest trochę
        nietaktem. A robienie drugiego przyjećia w tym samym dniu w innym miejscu
        uważam za równie głupi nietakt co niezproszenie żony byłego meza na komunię
        dziecka.
        pozdrawiam
          • lisek78 Re: co o powiecie? 12.05.07, 22:12
            Nie uda mi sie na pewno na wszystko odrazu odpowiedzieć,ale spróbuję.
            oczywiście ojciec może iść sam na przyjęcie,ale nie chce i to nie dlatego,że ja
            nie zostałam zaproszona.On po prostu nie chce i koniec.
            Zresztą dziś,po rozmowie mojego M z rodzicami i częścią rodziny opcja się
            zmieniła.Nie będzie drugiego przyjęcia.
              • lady.godivia Re: co o powiecie? 12.05.07, 23:04
                to nie jest przekonujacy argument. To jest swieto jego dziecka, to jego dziecko
                ma byc w tym dniu szcesliwe, za maly jest jeszcze i pewnie zbyt podatny na
                manipulacje zeby samemu moc stwierdzic co jest dla niego dobre. Ojciec powinien
                isc i do kosciola i na przyjecie i powinien to zrobic dla dobra dziecka / bo to
                ze jak nie przyjdzie to da ex argument do reki jakim to zlym jestb ojcem to inna
                sprawa, a i dziecku latwiej bedzie mozna w glowie zamieszac ze tatus niedobry na
                przyjecie nie przyszedl bo juz go nie kocha/
              • chalsia Re: co o powiecie? 12.05.07, 23:57
                > A mąż nie pójdzie,bo nigdy nie mógł dogadać się z eks.W żadej sprawie.

                to w ogóle nie jest argument, tylko wytłumaczenie albo tchórzostwa, albo
                niedojrzałości. I często spotykane u dochodzących ojców łączenie spraw własnego
                dziecka ze stosunkiem do jego matki.
                Chalsia
              • kicia031 Re: co o powiecie? 14.05.07, 10:44
                A mąż nie pójdzie,bo nigdy nie mógł dogadać się z eks.W żadej sprawie.

                No przynajmniej raz musieli sie dogadac w pewnej sprawie wink)
                I teraz niestety trzeba byc odpowiedzialnym i dogadac sie z matka swojego
                dziecka dla jego dobra.
                Nie podoba mi sie takie zachowanie ojca.
        • atrust Re: co o powiecie? 13.05.07, 00:01
          Dziewczyny caly czas na tym forum jest powtarzane,ze macocha nie ma zadnych
          praw,obowiazkow wobec pasierbiat.Co najwyzej jesli zechce,ma ochote,kaprys moze
          cos dla nich zrobic.W wiekszosci dla Was dziecko meza to nie rodzina.Zgadzam
          sie z tym w zupelnosci.Tylko jesli sobie dajemy przyzwolenie na takie
          zachowania,odczucia,to automatycznie i ta druga strona ma takie sama prawa.
          No wiec,jak to sie ma do zapraszania macochy na komunie?
          Tym bardziej,ze tu za bardzo dziecko nie decyduje kogo zaprasza,mimo iz to jego
          swieto.Przewaznie decyduje tu matka dziecka i wobec powyzszego ma prawo
          zaprosic kogo chce.Super jest jesli wszystko sie uklada tak jak u Cymbeline,ale
          ile jest takich rodzin?
          Jedna z rad zeby macocha szla z ojcem tegoz dziecka tylko do kosciola lub
          robienie drugiego przyjecia komunijnego uwazam za nieporozumienie.W obydwu
          przypadkach to dziecko bedzie cierpialo.Nie oszukujmy sie,ale te przyjecie tez
          jest wazne dla niego.Czemu dorosli chca psuc ten wyjatkowy dzien?
          Chyba dla macochy latwiej jest przezyc brak zaproszenia na komunie,niz dziecku
          wytlumaczyc brak rodzica na jego przyjeciu.
          Jako pasierbica czytajac to forum naprawde zaczelam rozumiec swoja
          macoche.Doszlam do wniosku,ze to moj ojciec i tylko on byl odpowiedzialny za
          fatalne stosunki miedzy nami.Tak jak macocha zyskiwala na pozytywnej ocenie,tak
          ojciec wprost przeciwnie.Dzisiaj jednak dzieki temu watkowi zobaczylam,ze i on
          zasluzyl na plus.Kiedy moja siostra miala slub i wesele zaprosila tylko
          ojca,miala prawo.Macocha poczula sie urazona,nie chciala zeby on uczestniczyl w
          weselu.I w tej sytuacji(to jedna z niewielu)zachowal sie poprawnie.Mianowicie
          nie tylko wzial udzial w weselu(wielu ze strony szwagra nie moglo uwierzyc,ze
          rodzice sa po rozwodzie tak super sie zachowywali),ale i czynnie pomagal w
          przygotowaniach.Mysle,ze gdyby ojciec nie przyszedl,siostra by mu tego nie
          wybaczyla i ja tez na pewno,mimo ze to nie byla moja uroczystosc.
          Lisku sadze,ze Twoj maz powinien sobie przemyslec co jest wazniejsze:swieto
          jego wlasnego dziecka,czy negatywne uczucia do jego matki.Jestem ciekawa
          ostatecznego wyboru Twego meza.
          Pozdrawiam serdecznie.


          • lisek78 Re: co o powiecie? 13.05.07, 11:15
            W żaden sposób nie czuję się urażona brakiem zaproszenia - chciałabym żeby to
            było jasne.I oczywiście nie mam nic przeciw temu żeby mąż poszedł sam na
            przyjęcie do syna.Ale wcale nie dziwię mu się,że nie chce.Tzn. jeszcze kilka
            tygodni temu dziwiłam się bardzo jak nie mógł dogadać się z eks w kwestii
            przyjęcia,jak ona nie chciała rozmawiać,jak rzucała słuchawką jak tylko M
            zaczyał mówić na temat dziecka.Zawsze uważałam,że w tym dniu rodzice powinni
            być z dzieckiem pomimo wszystko,ale po tym jak eks traktuje M zmieniłam
            zdanie.Ona jest kobietą która zawsze i wszystko robi na pokaz.Przyjęcie
            komunijne wpisuje się w tę konwencję idealnie.Już rodzina i bliżsi znajomi
            mówią o tym jaka to ona jest biedna bo musi komunię zrobić sama a ten wstrętny
            ojciec niczym sie nie interesuje i nie dołożył grosza na nic.Dodam,że to tata
            ubiera dziecko do kościoła(alba itd).Zachowanie eks naprawdę nie jest w
            porządku,co oczywiście ma wpływ na stosunki ojciec-dziecko.
              • lisek78 Re: co o powiecie? 13.05.07, 13:53
                Moje relacje z dzieckiem męża są moim zdaniem poprawne i normalne.Nie ma jakieś
                między nami wielkiej miłości,ale lubimy się,mamy wspólne tematy,pewne rzeczy
                robimy wspólnie (np.czasem gotujemy,robimy zakupy,odrabiamy lekcje).Myślę,że
                dziecko czuje moją sympatię (nie wiem jak dobrze to nazwać).
            • e_r_i_n Re: co o powiecie? 13.05.07, 13:18
              lisek78 napisała:

              > W żaden sposób nie czuję się urażona brakiem zaproszenia - chciałabym żeby to
              > było jasne.I oczywiście nie mam nic przeciw temu żeby mąż poszedł sam na
              > przyjęcie do syna.

              No wiec mu to powiedz. I wytlumacz, że skoro z Twojej strony nie ma problemu, to
              ojciec robi swoim nie pojsciem przykrosc wylacznie dziecku.
              • lisek78 Re: co o powiecie? 13.05.07, 13:59
                No oczywiście,że powiedziałam!Myślę,że mój M jeszcze raz na spokojnie wszystko
                przemyśli i podejmie "męską" decyzję.Tak naprawdę to chciałabym żeby poszedł na
                to przyjęcie - dziecko byłoby najszczęśliwsze na świecie,ale z drugiej strony
                jeśli nie pójdzie też jestem w stanie go zrozumieć.
            • mangolda Re: co o powiecie? 16.05.07, 12:34
              >Dodam,że to tata
              > ubiera dziecko do kościoła(alba itd).

              też podoba mi się idea komunii w albach, dziecko powinno mieć świadomość, że w
              komunii najważniejsze jest przeżycie religijne, a nie kasa wydana na stórj
              komunijny.
          • dyderko Re: co o powiecie? 14.05.07, 15:22
            Czy tak samo łatwo jak wyłączasz żonę ojca z komunii czy wesela dziecka, tak
            samo byś wyłączyła nielubianą żonę wuja czy męża ciotki? Ja akurat dziwię się
            Twojemu ojcu i uważam że świństwo swojej żonie zrobił bo jeśli nie zdołał
            przekonać córki do swojego wyboru to nie miał prawa dawać do zrozumienia że
            jest dla niego nikim ta z którą chce spędzić całe życie.
            Jakoś niektórym łatwo odmawiać ludzkich uczuć kobietom które nie chcą pasierbów
            na swoim weselu, natomiast uznanie macochy za nikogo i pominięcie jej w
            zaproszeniu skierowanym do jej męża to jest ok!

            Ja jestem spokojna, mój partner zrobi wszystko by nasze stosunki (moje i jego
            dzieci) były jak najlepsze. Ale też wiem że przyjmie zaproszenie na wesele
            tylko jeśli zostanie zaproszony z tą z którą ma zamiar spędzić życie. I jeśli z
            własnej woli, bądź z podpuszczenia matki któreś zaprosi go samego to na ślub
            przyjdzie (bo nie uczestniczenie w ślubie dziecka sobie nie byłby w stanie
            wyobrazić) ale na weselu będzie najwyżej godzinkę. Bo on sam twierdzi że nie
            wyobraża sobie bawić się gdzieś samemu tam gdzie przychodzi się z partnerem,
            jeśli tego partnera się ma.
          • joanna9969 Re: co o powiecie? 14.05.07, 17:37
            macoche.Doszlam do wniosku,ze to moj ojciec i tylko on byl odpowiedzialny za
            > fatalne stosunki miedzy nami.Tak jak macocha zyskiwala na pozytywnej ocenie,tak
            >
            > ojciec wprost przeciwnie.Dzisiaj jednak dzieki temu watkowi zobaczylam,ze i on
            > zasluzyl na plus.Kiedy moja siostra miala slub i wesele zaprosila tylko
            > ojca,miala prawo.Macocha poczula sie urazona,nie chciala zeby on uczestniczyl w
            >
            > weselu.I w tej sytuacji(to jedna z niewielu)zachowal sie poprawnie.
            Oczewiscie ze miala prawo ale wykazala sie wyjatkowym brakiem taktu
            nie rozumiem zupelnie sytuacji gdzie dorosla kobieta wykazuje sie takim
            zachowaniem zwlaszcza ze piszesz ze macocha nie byla jakas jedza ..
            Komunia to jedno , dziecko tak naprawde nie ma zbyt duzego wplywu kogo
            zaprasza ,i wcale bym sie na to dziecko nie obrazila ze nie zaprosilo mnie
            ,ale na wesele to juz sie zaprasza kogo chce .
            Ja organizowalam przyjecie po slubie cywilnym i zaprosilam i obydwoje
            rodzicow jak i moja macoche a zaznaczam ze moi rodzice byli wtedy na sciezce
            wojennej i mialam z tego powodu pare nieprzespanych nocy przed, rozwazalam
            i dwa rozne przyjecia i inne scenariusze ale w koncu stwierdzilam ze to jest
            wazny dla mnie dzien i zaprosze wszystkich a jezeli ze skompromituja to juz ich
            problem(bylo ok).
            Za 3 miesiace mam slub koscielny i na wesele jak najbardziej zamierzam zaprosic
            i mame i macoche choc zanaczam ze moje stosunki z macocha sie ochlodzily i
            kontaktow bliskich nie utrzymujemy ale po prostu nie wyobrazam sobie inaczej .
            Jednym slowem ja zaprosze a czy przyjdzie to juz jej sprawa .
    • ataner30 Re: co o powiecie? 13.05.07, 14:12
      Ja w tym roku tez przezywam akcje pt. komunia.
      I powiem wam jakie jest najlepsze rozwiazanie: odseparowac sie od tego
      maksymalnie jak sie da. Ja na ten weekend wyjezdzam razem z kolezanka do SPA,
      zamierzam wypoczac, nabrac sil i dobrze sie bawic. A reszta mojej rodziny (do
      ktorej ja tego dnia niestety nie naleze sad niech sie dobrze bawi w swoim gronie
      na przyjeciu u mojej ex. Polecam kazdej takie rozwiazanie smile
      • mrs_ka Re: co o powiecie? 13.05.07, 19:58

        wypowiem sie na koncu.
        Ten watek mnie dziwi i to bardzo dziwi. Tak jak jestem chyba znana na tym forum
        z bezkompromisowych wypowiedzi dot. spraw ogolnie pojmowanej etyki versus
        postepowanie roznych macoch, tak tu uwazam, ze naprawde wszystko ma swoje
        granice.
        Lecac konkretami:
        dla mnie kluczowym pytaniem jest pytanie o to, czym wlasciciwie jest nowa
        rodzina jako taka. Z tego watku wynika, iz jest to byt ubozszy i gorszy od
        rodziny pierwszej, w ktorym nie wszyscy czlonkowie maja rowne prawa.
        Oto proponuje sie macosze zaakceptowanie sytuacji, iz na jeden dzien, wieczor,
        popoludnie (w zaleznosci od charakteru uroczystosci) staje sie kims posrednim
        miedzy kochanka, a pomiotlem. Staje sie kims mniej niz zona. Do komunii,
        wesela, imienin, whatever Kasia jest do rany przyloz, jest swietna macocha i
        kumpelka. NIestety w dniu komunii, wesela, imienin, whatever Kasia powinna
        zaakceptowac fakt, iz pelni rodzinnych praw nie posiada i fora ze dwora. Po
        skonczonym swiecie Kasie sie znow przygarnie pod dach.
        No nie trafia to do mnie, nie trafia za cholere.
        Za to trafia mnie szlag.
        NIe godze sie w swoim zyciu na uklad, w ktorym mialabym odbierac swemu drugiemu
        mezowi prawa rodzinne, bo jest moim drugim mezem i ojczymem mojego syna (a nie
        mezem pierwszym i tata Mlodego). Nie wyobrazam sobie akcji pt. zapraszam na
        komunie Mlodego eksa, a jego zone olewam cieplym moczem.
        Ludzie, to sa elementarne zasady kultury, ale nie tylko. To rowniez pokazuje,
        na ile sami sie szanujemy i szanujemy swoje wybory.
        Owszem, kocham swoje dziecko bezgranicznie, ale nie pozwolilabym na
        potraktowanie swojego meza niczym szmaty, aby tylko Mlodego nie urazic tudziez
        nie urazic eksa tudziez jeszcze kogos. Chce wlasnie pokazywac swojemu dziecku,
        ze maz, zona to osoby w zyciu najwazniejsze, nalezy je szanowac bez wyjatku
        jezeli tylko wierzy sie we wlasna rodzine i NAPRAWDE chce sie zbudowac cos
        konstruktywnego (czytaj= nie zaklada sie, ze za tydzien sie rozwiode, a kazdy
        samiec to swinia).
        I jestem przekonana- tak, przekonana- ze zyciowo dziesiec razy Mlody lepiej
        wyjdzie na tym (tzn. na obserwowaniu, czym jest szacunek dwojga doroslych ludzi
        i ze matki nie da sie zaszantazowac podpuszczajac ja na ojczyma i stawiajac
        warunki w rodzaju "Marek bedzie badz go nie bedzie na moim weselu, imieninach,
        etc") niz wyszedlby na dostosowywaniu zycia i decyzji personalnych pod
        Ksiazatko.
        Nie rozumiem mezow i zon, ktorzy toleruja takie zagrywki ze strony eks
        malzonkow i nie stawiaja veta. NIe zawsze sie da, jasne. Zawsze sie jednak da
        pogadac, a przynajmniej sprobowac pogadac. Spokojnie, rzeczowo, apelujac do
        rozsadku i trzymajac emocje za pysk.
        Tymczasem wymysla sie przedziwne koncepty i dorabia dupie uszy zamiast
        powiedziec "niech sie szanowny eM skonfrontuje z eks malzonka i powie jasno, ze
        nie pozwoli na traktowanie swojej zony jak szeregowej nieznajomej, ktora
        okazala sie nie dosc godna, aby spozyc barszczyk w towarzystwie jasnie pani".
        Kurcze, Dziewczyny, walczcie o swoja pozycje. Albo jestescie tymi zonami albo
        po prostu bawimy sie w zabawe o nazwie "poudawajmy, ze masz te same prawa co
        moja pierwsza zona".
        Chyba nie o to chodzi.

        a.
        • natasza39 Re: co o powiecie? 13.05.07, 20:29
          Wszystko pięknie merska co napisałaś, ale...
          No właśnie ale tylko tam jest to prawdą gdzie istnieją te właśnie "elementarne
          zasady kultury" .
          Tam gdzie ex na co dzień nazywa next: k...ą, szmata etc (można sobie wstawić
          dowolne epitety), trudno wymagać aby obie, przy jednym stole ów barszczyk spożywały.
          Często i dla samego ojca o jego towarzyszce nie wspominając nie znajduje sie
          miejsca przy stole z owym barszczykiem, a jak już, to najchetniej chciałoby się
          aby owym uszkiem się udławił.

          Tym niemniej z reszta sie zgadzam.
          jeśli przy okazji Komunii, gdzie jest to święto dziecięcia lat 9, nie za bardzo
          warto "stawiać na swoim" i lepiej, wtedy dla dobra właśnie owego 9-cioletniego
          dziecka ustąpić głupiemu, iść do kościoła, a w rodzinnym barszczu nie
          uczestniczyć, to przy okazji innych uroczystości (np. ślubu, o którym była mowa
          w innym poście) nie wyobrażam sobie aby szedł sam ojciec bez swojej zony, z
          która żyje dłużej niż z exia.
          W takich jednak przypadkach wypada się do przyjęcia weselnego dołożyć, chyba ze
          organizują go młodzi całkowicie za swoje pieniądze, co sie ostatnio często zdarza.
          różne są układy wśród ludzi, osobiście znam exię, która idzie na wesele córki
          organizowane całkowicie przez exa i nexię. I to oni układają wraz z państwem
          młodych listę gości. I to ona wychowywała córkę, a nie ex z nexia.
          Ale to są naprawdę kulturalni ludzie umiejący pogodzić się właśnie z tym, że ex
          to przeszłość a next jest teraz rodziną.
          • atrust Re: co o powiecie? 14.05.07, 00:04
            To prawda moj ojciec zyje dluzej w zwiazku z macocha niz zyl z mama.Tylko co to
            ma do rzeczy.Napisalam,ze dzieki temu forum zrozumialam postepowanie mojej
            macochy.To prawda,jednak nie oznacza to,ze jest ona wspaniala,szlachetna osoba
            we wszystkim co czynila dla nas.Od czasu slubu z moim ojcem przestala pracowac
            zawodowo.W zwiazku z tym nie bylo podwyzki alimentow,ktore naprawde byly
            niskie.Najpierw nie pracowala bo miala male dzieci,pozniej tlumaczyla to
            choroba,a pozniej juz zla sytuacja na rynku pracy.W zwiazku z tym nasza mama
            musiala pracowac wiecej,czesto po 16 godzin,dzieki temu nasza sytuacja
            finansowa byla dosc dobra.Ojca nie moglysmy odwiedzac w ich domu.Raz tylko tam
            bylam i wiecej jej nie widzialam,podobnie siostra.To tak w skrocie.
            Ona pewnie na tym forum by przedstawila nieco inna historie.Jakie to ma
            niedobre dorosle pasierbice,ktorym tyle pomogli,troszcyli sie o
            nie,opiekowali,dolozyli sie nawet do kupna mieszkania wlasnosciowego jednej z
            nich.Tak przynajmniej opowiadaja innym ludziom.Tylko nic z tej bajki nie bylo
            by prawda.
            Z tych powodow i wielu innych o ktorych nie chce pisac na forum publicznym
            macocha nie otrzymala zaproszenia.Powinnam to napisac wczesniej,ze nasz ojciec
            decyzje siostry rozumial i akceptowal,bo wiedzial z jakich przyczyn nie dostala
            tegoz zaproszenia.
            • natasza39 Re: co o powiecie? 14.05.07, 09:34
              U Ciebie jest trochę inna sytuacja.
              Jeśli przez n lat, Twoja macocha nie chciała uczestniczyć w Waszym życiu, de
              facto ani dla Ciebie, ani dla siostry nie była nikim bliskim. W sensie
              emocjonalnym to rozumię, ale......
              Tym niemniej co zrobiłabyś (czy tez Twoja siostra zrobiłaby) gdyby ojciec
              powiedział, że albo idzie tam ze swoją zoną albo wogóle.

              Nawet jak się ma ukochanego wujka, który ma zołzowatą żonę, której się nie
              znosi, to też albo się go na taką imprezę zaprasza z żoną, albo wogóle.
              Inne postępowanie to byłby najnormalniejszy brak kultury.
              • atrust Re: co o powiecie? 14.05.07, 15:22
                Tym niemniej co zrobiłabyś (czy tez Twoja siostra zrobiłaby) gdyby ojciec
                > powiedział, że albo idzie tam ze swoją zoną albo wogóle.

                Tej opcji w naszym przypadku byc nie moglo.Powiem wiecej nawet gdyby macocha
                byla zaproszona,ojciec by przybyl sam.
        • lady.godivia Re: co o powiecie? 13.05.07, 21:48
          nie do konca sie z tym zgodze
          bo wszystko jest wzgledne, i wszystko zalezy od wielu czynnikow takze to czy
          next powinna uczestniczyc w uroczystosci
          zalezy np. od tego jak sie malzonkowie rozstali, wiem, wiem , ze to zalezy od
          obojga, ale jezeli to ex zdradzil, znalazl sobie nastepczynie itd itp to nie
          uwazasz ze ex zona moze nie miec ochoty na siedzienie przy jednym stole z next?
          rozne sa sytuacje i kazda wymaga indywidualnego rozpatrywania, nikogo do niczego
          nie mozna zmusic,
          a co jak ojciec nawet nie zapyta o to czy przy czyms pomoc?? dlaczego wszyscy
          wychodza z zalozenia ze to ex powinna go prosic i sie z nim konsultowac???
        • lisek78 Re: co o powiecie? 13.05.07, 21:59
          Dzięki mrs_ka,dzięki,że powiedziałaś (po raz kolejny zresztą)dokładnie to,co i
          ja myślę.Też trafia mnie szlag w przypadku, kiedy stawia mnie się w pozycji
          niepotrzebnej Kasi - nie potrafię racjonalnie tego wyjaśnić.Sądzę jednak,że w
          moim przypadku nie ma powodów,dla których mój M powiedziałby eksi o barszczyku
          i moim spożywaniu tegoż w jej towarzystwie na przyjęciu komunijnym dziecka.Nie
          chcę tego,nie potrzebuję walki o "równe prawa jak prawa pierwszej żony".Walczę
          zazwyczaj z godnym siebie przeciwnikiem,a takiego jeszcze w eksi nie zauważyłam.
          • jayin Re: co o powiecie? 14.05.07, 21:43
            rozróżnijmy dwie sprawy:

            - uroczystości dziecka

            - uroczystości dorosłych

            dziecko jest wspólne dla dwojga dorosłych. ojca i matki. uroczystosci wg mnie też na ogół powinny być wspólne dla ojca i matki (wyłaczam tu te przypadki o ktorych pisałyscie, kiedy dorosli się nie znoszą - i nie poradza sobie z robieniem dobrej miny do zlej gry przy dziecku. lepiej odpuscic sobie wspolne swietowanie wtedy). sprawa partnerow rodzicow na takich imprezach - to juz sprawa dosc indywidualna w kazdym przypadku.

            natomiast dorośli nie są wspolni dla doroslych - a dokladniej: partnerka ojca nijak sie ma do matki, partner matki nijak sie ma do ojca. uroczystosc jednej lub drugiej pary: dziecko zapraszamy, drugiego rodzica niekoniecznie (zalezy od ukladow i od rodzaju uroczystosci).

            Lady_Godivio - pytanie twoje - w tym poście akurat - jest więc bez związku raczej smile
            • lady.godivia Re: co o powiecie? 15.05.07, 07:38
              wlasnie dla ojca i matki a niekoniecznie juz dla ich drugich partnerow-
              oczywisice i tak moze byc ze obecnych partnerow swoich bylych zapraszamy ale
              dlaczego co niestety wynika z wiekszosci postwo panie next uzurpuja sobie do
              tego prawo i jeszcze czuja sie urazone brakiem zaproszenia.
              • kasia_kasia13 Re: co o powiecie? 15.05.07, 09:49
                lady.godivia napisała:

                > wlasnie dla ojca i matki a niekoniecznie juz dla ich drugich partnerow-
                > oczywisice i tak moze byc ze obecnych partnerow swoich bylych zapraszamy ale
                > dlaczego co niestety wynika z wiekszosci postwo panie next uzurpuja sobie do
                > tego prawo i jeszcze czuja sie urazone brakiem zaproszenia.

                Mnie to dziwi w kontekscie tego, ze tak czesto jest mowa o "bylych" dzieciach,
                podkreslanie, ze macocha nic nie musi (z czym sie zgadzam), nie musi
                uczestniczyc tez w uroczystosciach dziecka ale konsekwentnie wypadaloby
                stwierdzic, ze dziecko nie musi chciec jej zaprosic. A juz kompletnie nie
                rozumiem tego upominania sie o zaproszenie w sytuacji, gdy sie dziecka nie lubi
                lub nie moze na patrzec.
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=60413429&a=60448655
                Co innego, gdy sa dobre kontakty z dzieckiem. Wtedy brak zaproszenia moze
                zabolec i faktycznie mozna sie poczuc niefajnie.
                • dyderko Re: co o powiecie? 15.05.07, 12:47
                  A czy nie masz wrażenia że to często sprzężenie zwrotne? Matka dziecka wmawia
                  dziecku że ta zdzira odebrała mu ojca w efekcie czego uniemożliwia im
                  nawiązanie jakichkolwiek pozytywnych relacji. Potem macocha która jest na
                  każdym kroku odpychana przez „nakręcone” dziecko zaczyna się odnosić do niego z
                  niechęcią. Spirala zbrojeń się rozwija...
                  A tak naprawdę to po prostu trzeba widzieć rozsądny środek a nie tylko odbierać
                  każdą wypowiedź strony przeciwnej jako z definicji napastliwą, niechętną albo
                  wredną. Nie można uważać że macocha musi się poświęcać dziecku. Nie musi, to
                  nie jej dziecko! Ona ma obowiązek zachowywać się wobec dziecka tak jak nakazują
                  dobre obyczaje zachowywać się wobec osoby bliskiej dla jej życiowego partnera
                  (biorąc oczywiście poprawkę na młody wiek rzeczonego osobnika). Tak samo
                  dziecko – ma obowiązek zachowywać się tak jak nakazują dobre obyczaje
                  zachowywać się wobec osoby bliskiej dla jego ojca (i to ma obowiązek wpoić mu
                  jego matka) ale poza tym też nic nie musi. Ale zaproszenie na swój ślub jednego
                  z partnerów z pominięciem drugiego jest przeciwne jakimkolwiek dobrym obyczajom
                  i nikt mi nie wmówi że nielubianej ciotki się nie zaprosi, bo wiadomo że wuj by
                  za nic nie przyszedł (jeszcze by pewnie reszta rodziny się obraziła i też nie
                  przyszła), to dlaczego ojciec ma to respektować?
                  • kasia_kasia13 Re: co o powiecie? 15.05.07, 13:02
                    dyderko napisała:

                    > A czy nie masz wrażenia że to często sprzężenie zwrotne? Matka dziecka wmawia
                    > dziecku że ta zdzira odebrała mu ojca w efekcie czego uniemożliwia im
                    > nawiązanie jakichkolwiek pozytywnych relacji. Potem macocha która jest na
                    > każdym kroku odpychana przez „nakręcone” dziecko zaczyna się odnosi
                    > ć do niego z
                    > niechęcią. Spirala zbrojeń się rozwija...

                    Taka sytuacja tez moze miec miejsce.


                    >Ona ma obowiązek zachowywać się wobec dziecka tak jak nakazują
                    >
                    > dobre obyczaje zachowywać się wobec osoby bliskiej dla jej życiowego partnera
                    > (biorąc oczywiście poprawkę na młody wiek rzeczonego osobnika). Tak samo
                    > dziecko – ma obowiązek zachowywać się tak jak nakazują dobre obyczaje
                    > zachowywać się wobec osoby bliskiej dla jego ojca (i to ma obowiązek wpoić mu
                    > jego matka) ale poza tym też nic nie musi. Ale zaproszenie na swój ślub
                    jednego
                    >
                    > z partnerów z pominięciem drugiego jest przeciwne jakimkolwiek dobrym
                    obyczajom
                    >
                    > i nikt mi nie wmówi że nielubianej ciotki się nie zaprosi, bo wiadomo że wuj
                    by
                    >
                    > za nic nie przyszedł (jeszcze by pewnie reszta rodziny się obraziła i też nie
                    > przyszła), to dlaczego ojciec ma to respektować?

                    Taka dygresja odnosnie dobrych obyczajow. Nie wiem, jakie czy sa zasady
                    dotyczace zapraszania/niezapraszania nowych parterow, gdyz rozwody na masowa
                    skale sa stosunkowo nowym zjawiskiem. Dawniej dobre obyczaje nakazywalyby
                    zaprosic wujka z nielubiana ciotka, a tatusia i jego nowa parnerke spotkalby
                    ostracyzm spoleczny. Koniec dygresji.
                    Wiele zalezy tez od tego co bylo przyczyna rozwodu. Jesli nowa partnerka, to
                    jak dla mnie jej pojawie sie w zyciu dziecka bylo naruszeniem zasad.
                    • dyderko Re: co o powiecie? 15.05.07, 13:57
                      Czyli wychodzi jednak na to że ojciec wiążąc się z kimś innym niż matka dziecka
                      zdradza dziecko... Nie rozumiem ale nie tłumacz, bo nigdy chyba nie zrozumiem...
                      • kasia_kasia13 Re: co o powiecie? 15.05.07, 14:11
                        dyderko napisała:

                        > Czyli wychodzi jednak na to że ojciec wiążąc się z kimś innym niż matka
                        dziecka
                        >
                        > zdradza dziecko... Nie rozumiem ale nie tłumacz, bo nigdy chyba nie
                        zrozumiem..
                        > .

                        Dwoja z czytania ze zrozumieniem. W zwiazku z tym faktycznie szkoda czasu na
                        tlumaczenie.
                        • dyderko Re: co o powiecie? 15.05.07, 14:32
                          Chciałam się odszczeknąć ale... sorki. Jeśli pojawienie się nowej partnerki
                          ojca narusza zasady jakie powinny istnieć między ojcem a dzieckiem to
                          rzeczywiście zmienia to postać rzeczy. Ale i w takiej sytuacji uważam ze albo
                          nie zaprasza się ojca albo zaprasza się go z nią, bo strażnikiem stosunków
                          między ojcem a dzieckiem jest ojciec i żadna najukochańsza i najcudowniejsza
                          nawet kobieta nie powinna móc tego zburzyć (jeśli do tego potrafiła doprowadzić
                          to znaczy że on złym ojcem był...)
                          • atrust Re: co o powiecie? 15.05.07, 15:57
                            Dyderko napisala:

                            Ale i w takiej sytuacji uważam ze albo
                            > nie zaprasza się ojca albo zaprasza się go z nią, bo strażnikiem stosunków
                            > między ojcem a dzieckiem jest ojciec i żadna najukochańsza i najcudowniejsza
                            > nawet kobieta nie powinna móc tego zburzyć (jeśli do tego potrafiła
                            doprowadzić
                            >
                            > to znaczy że on złym ojcem był...

                            Uwazam,ze czesciowo masz racje,ale powinnas wziac pod uwage,ze nawet zly ojciec
                            zawsze pozostanie ojcem dla dziecka i jemu wiele mozna wybaczyc.Jednak w
                            stosunku do macochy juz to tak nie dziala.To jest obca osoba,ktora zapracowala
                            na takie a nie inne potraktowanie.Jej tez sie powinno wybaczyc,ale to nie jest
                            rownoznaczne z tym,ze traktuje sie jako kogos bliskiego i zaprasza na wesele.
                  • kicia031 Re: co o powiecie? 15.05.07, 15:03
                    Tak samo
                    > dziecko – ma obowiązek zachowywać się tak jak nakazują dobre obyczaje
                    > zachowywać się wobec osoby bliskiej dla jego ojca (i to ma obowiązek wpoić mu
                    > jego matka)

                    Wybacz, ale matka nie ma zadnego obowiazku wpajac dziecku niczego odnosnie
                    partnerki jego ojca. To jest obowiazek ojca, zeby zapewnic dobre relacje wsrod
                    swoich bliskich. Przecietna samodzielna matka ma mnostwo obowiazkow, poczawszy
                    od ubrania, nakarmienia, zapewnienia warunkow mieszkaniowych, kontroli nauki
                    dziecka, zajec dodatkowych, wizyt u lekarza, teza, ze ma te liste obowiazkow
                    poszerzac jeszcze o wpajanie dziecku czegokolwiek dotyczacego prywatnego zycia
                    jego ojca uwazam za conajmniej niesmaczna, jesli nie wrecz bezczelna.

                    Oczywiscie zapomnialam, ze obowiazki tycza sie wylacznie matki, ojciec ma
                    jedynie prawa...
                    • dyderko Re: co o powiecie? 15.05.07, 15:26
                      Nie Kiciu, matka ma obowiązek nauczyć dziecko zasad dobrego wychowania, a te
                      nie określają że wobec jednych należy być grzecznym a wobec innych można być
                      gburem. Wystarczy tylko nie nastawiać dziecka przeciwko partnerce ojca, tak jak
                      nie nastawiać dziecka przeciwko jego matce, bratu czy innym członkom rodziny.

                      A obowiązki mają oboje rodzice, nie tylko matka ale i ojciec. Tak samo jak
                      matka ma obowiązek ojciec je wychowywać, ma obowiązek je utrzymywać, ma
                      obowiązek o nie dbać, chronić, opiekować się. Natomiast często trudno mu to
                      robić gdy utrudnia mu się kontakty z nim albo wszelkie sugestie ojca traktuje
                      się jak zamach na prawa matki czy wyklucza się kogoś kogo uznał za partnera
                      życiowego z prawa bycia czlowiekem.
                      • lady.godivia Re: co o powiecie? 15.05.07, 16:04
                        załóżmy z nie nastawiam dziecka przeciwko nowej partnerce ojca, załóżmy że
                        stosunki dziecka z nowa partnerką są poprawne tzn. dziecko ywa u ojca i u jego
                        nowej partnerki, bawi sie z przyrodnim bratem, ani na ojca ani na jego nowa
                        partnerke nikt w domu złego słowa do dziecka nie mówi, ale nowa partnerka ojca
                        jest powodem rozpadu związku matki i ojca dziecka, możesz mi powiedziec w imię
                        czego matka dziecka ma z nia siedziec przy jednym stole na uroczystośći swojego
                        dziecka???
                        • joanna9969 Re: co o powiecie? 15.05.07, 17:45
                          ale nowa partnerka ojca
                          > jest powodem rozpadu związku matki i ojca dziecka,

                          powod rozpadu zwiazku zawsze lezy gdzies pomiedzy ex malzonkami ,
                          nowa partnerka/partner to skutek a nie przyczyna .
                          Zwalanie winy na nowa partnerke jest owszem najlatwiejsze
                          ale tez nie pozwala wyciagnac konstruktywnych wnioskow
                          na przyszlosc.
                          • chalsia Re: co o powiecie? 15.05.07, 18:19
                            jednak gdyby tejże trzeciej pani nie było, to być może losy związku potoczyłyby
                            się inaczej.
                            Dlatego też jestem stała orędowniczką nazywania "tej trzeciej" katalizatorkiem.
                            Chalsia
                            • dyderko Re: co o powiecie? 16.05.07, 09:11
                              chalsia napisała:
                              > jednak gdyby tejże trzeciej pani nie było, to być może losy związku
                              > potoczyłyby się inaczej.

                              A gdyby żyli na bezludnej wyspie to byliby małżeństwem do skończenia świata na
                              pewno, tak? A tak serio to jeśli w związku jest źle to albo małżeństwo próbuje
                              coś z tym zrobić albo nie, jeśli jedno albo oboje nic z tym nie zrobią to
                              rozpad jest naturalną konsekwencją i trzecia osoba nie ma tu nic do rzeczy (bo
                              albo zostawiony małżonek za mało, a czasem nic, zrobił albo zostawiający jest
                              mało wart bo sam nie walczył). Natomiast jeśli odchodzący jest osobnikiem który
                              pójdzie tam gdzie go zachcianki zawieją to tym bardziej nie sądzę by osoba
                              trzecia była coś winna (nie byłaby ta to byłaby inna). Nie demonizujmy może
                              postaci wrednej kochanki, która wykorzystuje jakieś nieporozumienie by porwać
                              biednego zagubionego żuczka. Jeśli ktoś jest gotów na to by obudzić swe uczucia
                              wobec jakiejś osoby to albo stary związek jest już uschnięty całkiem albo
                              stracił nadzieję na jego ożywienie albo też został tak zraniony że chce zatrzeć
                              w pamięci uczucia do najbliższej osoby. Oczywiście są też motylki ale ja bym
                              chyba nie rozpaczała, a tym bardziej nie obwiniała nikogo poza samym motylkiem
                              i swoją ślepotą, że tego przed podjęciem decyzji na całe życie nie zauważyłam.
                            • kicia031 Re: co o powiecie? 16.05.07, 09:21
                              Dlatego też jestem stała orędowniczką nazywania "tej trzeciej" katalizatorkiem

                              To bardzo uprzejme okreslenie biorac pod uwage sytuacje do ktorej sie odnosi.
                              Mnie bardziej pasuje uzyta na samomamie urocza nazwa "paserstwo".
                              Moze jestem zbyt zasadnicza, ale tak mnie wychowano i tak ja swoje dzieci
                              wychowuje...
                        • jayin Re: co o powiecie? 15.05.07, 17:57
                          > możesz mi powiedziec w imię czego matka dziecka ma z nia siedziec przy jednym stole na uroczystośći swojego dziecka???

                          ja bym nie wysiedziała smile szczerze.
                          ale...
                          ...(tu teoretyzuję, bo nie byłam w takiej sytuacji jak dotąd) - gdyby dziecko chciało widzieć ich oboje na SWOJEJ uroczystości - to zgodziłabym się na to. I spróbowała DLA DZIECKA i jego "zachcianki" nie zgrzytać zębami. Ale - to też tylko teoria - udałoby mi się to pewnie wtedy, gdyby już te "rany po rozstaniu" się zabliźniły. A i to mało pewne. Ale mimo wszystko - chyba "zachcianka" dziecka w tym temacie byłaby ważniejsza dla mnie niż moje własne "zachcianki" i "odechcianki"...

                          Oczywiście - inna sprawa, gdy dziecku jest obojętne to czy będzie na uroczystości ojciec z żoną/partnerką, czy też wręcz jest negatywnie nastawione...
                          • chalsia Re: co o powiecie? 15.05.07, 18:23
                            zgadzam się z Jayin.
                            Gdyby dziecko explicite chciało ojca z partnerką (bo ją lubi) - moim zadaniem w
                            dniu Komunii byłoby zacisnąć zęby do bólu.
                            Gdyby dziecko explicite chciało ojca a obecność partnerki byłaby mu obojetna
                            (bo nie ma z nia za bardzo więzi emocjonalnej) lub gdyby dziecko partnerki nie
                            chciało (bo jej nie lubi) - nie musiałabym wtedy zębów zaciskać smile, bo bym nie
                            zaprosiła.
                            Chalsia
    • phidyle Re: co o powiecie? 13.05.07, 22:37
      Ja podczas komunii pasierba lezalam w szpitalu i bardzo sie z tego cieszylam,
      gdyz ominela mnie przykrosc.
      Nie zgadzam sie ze zdaniem, ze macocha nie powinna zostac zaproszona, jest zona
      lub partnerka ojca dziecka i musi byc uwazana za czesc rodziny, najlepiej zeby
      dziecko zrozumialo to gdy jest jeszcze male, bo pozniej sytuacja sie powtorzy ze
      slubem i chrzcinami wnukow. Syn mojego ojczyma nie zaprosil mojej matki na
      chrzciny swego dziecka, motywujac to sprzeciwem swojej matki a eks mego ojczyma.
      Uwazam, ze zachowal sie jak swinia, powinien byl zaprosic wszystkich a kto nie
      chcial nie musial przychodzic. Moj ojczym nie poszedl na te chrzciny, gdyz nie
      wyobrazal sobie, ze moglby zostawic zone, moja mame w domu. Bardzo szanuje mego
      ojczyma za te decyzje. zostal za to ojcem chrzestnym mego dziecka, a wlasciwie
      "dziadkiem chrzestnym" i bardzo sie cieszyl.
      Moj ojczym byl rowniez na mojej komunii i mamy wszyscy wspolne zdjecie.
      • konkubinka Re: co o powiecie? 14.05.07, 08:12
        Lisku doczytałam lepiej i jednak Twoja sytuacja jest nieco inna.
        Nasza eks nie zaprosiła ojca dziecka ani jego rodziny .Tydzien przed komunia
        przyjechal do nas chrzestny dziecka (brat cioteczny mojego M) .Powiedzial , ze
        otrzymal zaproszenie do eks ale niebardzo ma ochote tam isc skoro jego rodziny
        i ojca dziecka ma nie byc.Umowilismy sie , ze zrobimy obiad po mszy u rodzicow
        M i chrzestny juz dzien wczesniej przyjedzie (ma 100 km) i beda u nas spali, bo
        masza byla o 8 rano.
        Dzien przed komunia pojechalismy do małej dac jej prezent .Moja decyzja byla
        taka, ze napewno na msze nie pojde.
        Faktycznie chrzestny Gosi przyjechal dzien wczesniej, zanocowal u nas.Przy
        kolacji namawiali mnie wraz z rodzicami M, ze skoro i tak idziemy tylko na
        masze to zebym poszla-ugielam sie , choc niechetnie.Nie lubiechodzic tam gdzie
        mnie nie chcasmile
        Nazajutrz pojechalismy wszyscy na msze (chrzestna jest tez ze strony M i tez
        nie byla zaproszona).W kosciele szwagier eksi caly czas mial warte przy dziecku
        tak , aby M nie mogl do niej podejsc.Udalo mi sie ich oszukac z racji , ze
        niezbyt kojarzyli mnie z wygladu, wzielam aparat i przed kosciolem porobilam
        dziecku zdjecia .
        Eksia odciagnela chrzestnego na strone i po 5 minutach on zakomunikowal , ze
        jedzie do niej na obiad.
        I tak to wygladalo, ze przy stole siedzielismy bez dziecka i bez
        rodziny.Dalszego ciagu nie opowiem-w kazdym razie dostalo mi sie, bo wyrazilam
        opinie, ze skoro chrzestny zamierzal isc do niej to mogl sie u niej przekimac w
        nocy , bo tutaj to nie hotel.

        Generalnie mnie sie takie sytuacje w glowie nie mieszcza.Wczoraj moj syn mial
        rocznice I Kmunii i potem poszlismy sobie na lody razem z moim eksem , ich mała
        córeczka oraz moimi dziecmi i rodzicami z obu stron.Naprawde wydaje mi sie, ze
        wystarczy chciec.
    • lilith76 Re: co o powiecie? 14.05.07, 09:54
      Najpierw opiszę wczorajszy dzień, potem przeczytam resztę wypowiedzi.

      Ex komunię wyprawiła całą sama, M tylko pomógł przewieźć krzesła, stoły, itp.
      Zaproszenie dostaliśmy oboje. Jednak jako, że to (ponad trzy lata temu) M odszedł do mnie, nie chciałam iść na przyjęcie komunijne i siedzieć z jej rodziną. Poszłam tylko do kościoła, potem podziękowałam eks za zaproszenie, wyjaśniłam wizytą u rodziny i wróciłam do domu. Ogólnie stałam z boku wobec wszystkich przygotowań. Wieczorem dostałam od eks paczkę z ciastem i mięsami z obiadu.
      Z racji małego metrażu i finansów eks zapraszała małą liczbę ośób - rodziców, chrzestnych, najbliższych. Z rodziny M zaproszenie dostała jego matka (wdowa) i chrzestna z rodziną. Matka M nie przyjechała, bo ma chyba od ślubnej uroczystości jakieś żale do rodziny eks.

      Za to ukłuło mnie co innego wink
      M jest nietowarzyski raczej i na każdej imprezie towarzyskiej, rodzinnej już po 1-2 godzinach daje sygnał do odwrotu. A z komunii córki wrócił... wczesnym wieczorem. Siedział tam z sześć godzin. Z eks, jej rodziną, znajomymi. Irracjonalne, ale raz na jakiś czas aureolka ma prawo mnie uwierać tongue_out
      • kicia031 Re: co o powiecie? 14.05.07, 10:56
        Tak mi jeszcze przyszlo cos do glowy - ja z Exem mam stosunki poprawne, I Next,
        ktorej zreszta nie znam osobicie, darze sympatia ze wzgledu na zyczliwy
        stosumek do mojego Babelka. Ale – Next to osoba, która mój Ex poznal wiele lat
        po naszym rozstaniu. Gdyby moja Next została jedna z panienek, z która mój Ex
        romansowal podczas naszego małżeństwa, to chyba jednak nie miałabym ochoty
        zasiadac z taka osoba przy stole.
        Zgwalcialm sie by utrzymywac poprawne ztosunki z Exem, ale ja tez mam jakies
        uczucia i nie zrobilabym wszystkiego dla dobra dziecka. Bo moje dobro tez tu
        gdzies sie liczy.
        Tym bardziej Lilith uklony dla twej Exi.
    • ewunia92 Re: co o powiecie? 14.05.07, 15:24
      najlepiej kup sobie bilety na jakąś fajna imprezę lub umów się z najlepszymi przyjaciółkami na ten dzień i olej ten problem! Eks niech sobie idzie na komunię a Ty baw sie gdzie indziej dobrze, wprost wysminicie. Po co Ci to wszystko? To dopiero początek, potem jest masa innych imprez rodzinnych bez Ciebie! Juz teraz dystansuj się do tego bo potem przepłaczesz nie jedna imprezę. Po co dawać satysfakcję innym. Moja chata skraja - szkoda że samam tak nie umiałam, ale się uczę.
    • mmm310 Re: co o powiecie? 15.05.07, 08:39
      Miałam to samo!!!
      Komunię organizowała tesciowa mojego męża ze strony zmarłej zony. Zaproszenie
      dostał moj mąż ustne.O nas coś wsponiała ale raczej była za tym abysmy nie
      przychodzili tzn. ja i moje dzieci. Było mi bardzo przykro. Mąż pojechał ja
      nie , zostalam w domu z dziecmi. Wczoraj zadzwoniła moja tesciow i wygłosiła
      sprawozdanie z Komunii jak to była cała rodzina bliższa i dalsza, jak to było
      świetnie,jak to babcia zwracała się do dziecka mój syneczku itp. Chyba
      zatraciła umiar nie wiedziała jaką mi robi przykrość swoimi
      opowiastkami.Decyzję że syn mojego męża zostanie z babcią podjęła sama babcia z
      moim mężem .Oczywiści nastawiając dziecko że tutaj chodzi do szkoły tutaj ma
      przyjaciół itp. Szkoda tylko że to ja teraz płacę za to wszystko. To ja jestem
      ta straszną bo zabraam dziecku ojca, a nikt nie widzi tego że on mógł zyskać
      kogoś bliskiego.
      • dyderko Re: co o powiecie? 15.05.07, 09:22
        W sumie, to przyznam się że nie rozumiem Twojego męża. Pozwolić by nie on
        wychowywał swoje dziecko to jakoś nie mieści mi się w głowie. I choć sytuacja
        gdy dziecko zostając przy, często niechętnej byłemu mężowi, matce jest sytuacją
        niby taką samą ale jest to matka dziecka i żaden sąd jej opieki nie odbierze.
        Natomiast pozostawić dziecko z teściową to mi się nie mieści w głowie. W sumie
        nietrudno było przewidzieć że nadejdą kłopoty i niesnaski i to chyba im
        dzieciak będzie starszy bym będzie poważniejsze.
        • chalsia Re: co o powiecie? 15.05.07, 09:44
          > W sumie, to przyznam się że nie rozumiem Twojego męża. Pozwolić by nie on
          > wychowywał swoje dziecko to jakoś nie mieści mi się w głowie

          wygodnictwo, ot i tyle.
          Chalsia
          • babe007 Re: co o powiecie? 15.05.07, 10:19
            Zgadzam się z Chalsią. Jemu poprostu było tak wygodnie (zajmowanie się małym
            dzieckiem jest i praco i czasochłonne).

            Na szczęście nie wszyscy tak mają. Trzy lata temu zmarła przy porodzie
            koleżanka z pracy (na świat przyszły dwie dziewczynki). Jej mąż jest świetnym
            ojcem (spotykam go przy okazji imprez dla dzieci organizowanych przez moją
            firmę - parę osób które było bliżej z mamą ma z nim regularny kontakt). Nawet
            przez chwilę nie było mowy o tym, żeby dzieci mogły nie byc z nim (mimo, że
            opieka nad DWOMA noworodkami nawet w pełnej rodzinie nie jest łatwa). Ale do
            tego trzeba poprostu być facetem z "kohones"...No i prawdziwie kochać te dzieci.
            • mmm310 Re: co o powiecie? 15.05.07, 10:47
              ja zamieszkałam z mężem u jego tesciowej, aby lepiej poznać chłopca i aaby
              drastyczne nie odrywać go od babci. Mieszkalismy tam do cazsu gdy na swiat
              miało przyjść nasze dziecko. Wyrzuciła nas mówiąc, ze dziecka naszego nie chce
              widzieć na oczy. a dziecko męża zatrzyma i wychowa aby miał jej kto na stare
              lata podać kubek wody. Jej córka była jedynaczką i tez przez 7 lat wychowywaa
              ją babcia , bo mama nie miała wrunków jak twierdziła. Nie wiem czy teraz to nie
              jest odkupywanie win. Dopiero jak córka zachorówała to zwaracła się do niej
              Madzia , bo wcześnie zawsze podobno było Magda. Nigdy podobno ta córka nie
              umiała sprostac wymaganiom mamusi, zawsze mamusia umiała najlepiej. zaczęła się
              im wtrącać w wychowanie dzecka , gdy jej zwócili uwagę to podobno bardzo się
              obraziła. Ale jak córka zachorowała to już miała pełne pole do popisu. jak tam
              mieszkalam , to ten chłpiec nie mógł przyjśc na piętro domu , gdy ja tam byłam
              sama. A jak tatuś był to miał wyznaczany czas np.20 minut, bo później juz
              babcia czymś go nęciła. To dziecko jest tak przez nią uzależnione , że jak
              zażyczył sobie zeby tata go odwiózł do babci po 23 to trzeba było jechać.Ona go
              karmi , nie mogą być zwykłe ziemniaki, bo babcia mu daje tylko hiszpanskie, Bób
              maczany w duze ilości soli, ale mabyć w srodku soczyście zielony. fasolka
              zółta. bo zielona jest nie dobra. Ja nie jestem w stanie sprostać jego
              wymaganiom, nie znam wszystkich paradoksów babci.
              • chalsia Re: co o powiecie? 15.05.07, 15:20
                nie tłumacz siebie i męża tym jaka ta babcia pokręcona była/jest. Mąż Twój
                okazał się doopa wołowa do kwadratu w kwestii własnego dziecka. Biedny żuczek,
                co? Położył uszka po sobie i w krzaczory.
                A to, ze do córki mówiła Magda a nie Madzia jak równiez, że dogadza kulinarnie
                wnuczkowi nie świadczy o niej de facto źle. Myślę, że nie ma to jak szukać dla
                siebie usprawiedliwienia.
                Chalsia
                • natasza39 Re: co o powiecie? 16.05.07, 00:34
                  Dogadzanie kulinarne wnukowi to święte prawo babci. Wogóle rozpieszczanie wnuków
                  to psie prawo dziadków wogóle. Oni są od rozpieszczania wnuków. Moja matka
                  rozpieszcza mojego syna do granic przyzwoitości, ale wychowuje go JA!
                  Bo rodzice są od WYCHOWANIA, dziadki i innego formatu ciotki od ROZPIESZCZANIA!
                  Twój mąż pomylił role, a Ty zostałaś ofiarą tego postępowania.
                  Syn Twojego męża najprawdopodobniej wyrośnie na małe egoistyczne książątko.
                  Ale tylko i wyłącznie dlatego, ze Twoj mąż miał w dupie jego WYCHOWANIE.

    • cymbeline Re: co o powiecie? 15.05.07, 20:27
      To ja tak troszkę w odpowiedzi dla Lady.Godivia,
      idąc Twoim tokiem myślenia:
      mój mąż będzie siedział na komunii przy jednym stole z narzeczonym swojej
      ex,który był przyczyną rozpadu jego małżeństwa i szczerze powiem,nie przeszkadza
      to mojemu mężowi,ani słowem nie skomentował tego faktu, po prostu "grzeje go to"
      i może np. dlatego,że czas leczy rany,a może dlatego że stworzył ze mną rodzinę,
      w której jest szczęśliwy i nie skupia się na złych emocjach...a może tylko ja
      sobie schlebiamsmile)
      Natomiast najwyraźniej narzeczony ex mojego męża czuć się będzie "nieteges"
      siedząc oko w oko z moim mężem przy jednym stole,na imprezie nie swojego
      syna,skoro dla niego został zrobiony wyjątek i oprócz najbliższej rodziny z obu
      stron będą znajomi jego, żeby się dobrze czuł na tej komuniismile)) Tak nam
      wytłumaczyła ex..

      Pozdrawiam serdeczniesmile
      C.

      P.S. Dużo zależy od mądrości życiowej byłych małżonków,od mądrości życiowej
      obecnych partnerów (jeśli są)od tego jak im się ułożyło życie po rozwodzie,a
      przede wszystkim od charakterusmile
      • lady.godivia Re: co o powiecie? 15.05.07, 23:15
        cały czas zmierzam właśnie do tego, że wszystko zależysmile
        ale uważam ze jeżeli next nie objeło zaproszenie na konkretnie komunie / bo
        zaprasza ex/ dziecka, to nie powinna sie sadzić, ze jak tak mozna, że ojciec
        dziecka nie powinien iść itd
        tak jak czytam to forum to wydaje mi sie, że duża częś macoch nie lubi swoich
        pasierbów, ledwo ich toleruje albo tez znosi ich obecnośc w imię dobrych
        stosunków z partnerem ale jak nie obejmuje ich zaproszenie na komunie to zaraz
        wielkie larumsmilesmile
        • dyderko Re: co o powiecie? 16.05.07, 09:46
          Temat się rozwinął chyba za bardzo... Bo sama walczę o prawa macoch ale... nie
          byłam na bierzmowaniu dziecka, nie byłabym na żadnej komunii, za późno już na
          nią ale gdyby była to nie przyszłoby mi do głowy chcieć być (a w moim przypadku
          to na przyjęcie po bierzmowaniu nawet ojciec i jego rodzina nie byli
          zaproszeni), wcale nie chciałabym być. Natomiast wyniknął temat ślubu i tu jest
          właśnie problem. Bo ślub to okoliczność o wiele istotniejsza, wielowymiarowa,
          rzutująca na przyszłość. Jeśli ja poprzez ślub będę powinowatą tych dzieci to i
          w pewnym stopniu ich małżonków. Jeśli ja poprzez ślub będę rodziną dla rodziny
          ojca (a nawet poprzez założenie że chcemy być razem i kultywowanie kontaktów
          staję się bliską im osobą) to wykluczenie mnie ze wspólnego świętowania w ten
          dzień bardzo ważny właśnie dla rodziny, której częścią się czuję ja odebrałabym
          jako afront.
            • natasza39 Re: co o powiecie? 16.05.07, 10:35
              lady.godivia napisała:

              > a dziecko chce zebys byla jego rodzina???

              Rodziny się nie wybiera. Rodzinę się po prostu ma. Dziecko nie ma nic
              do "chcenia". Next jest rodziną jego ojca tak jak np. matka ojca czy ojciec
              ojca. Mozna dziadków własnych nie znosić, ale w takim dniu się ich zaprasza,
              właśnie aby nie robić przykrości ojcu.
                • natasza39 Re: co o powiecie? 16.05.07, 11:17
                  lady.godivia napisała:

                  > nie uwazam next za rodzine

                  Next ciebie też nie uważa.
                  Twój ex też ciebie nie uważa za rodzinę. Jesteś co najwyżej matka jego dzieci.
                  Za to next jest było nie było żoną twoich dzieci.
                  A więc tak jak twoi ex teściowie nie są już twoją rodziną, ale pozostaja
                  dziadkami dziecka, tak samo z next.

                  Transpozycja włąsnych uczuć na własne dziecko. Typowe!
                  • lady.godivia Re: co o powiecie? 16.05.07, 11:36
                    bez przesadzy dziadkowie to calkiem co innego niz nowa partnerka ojca
                    i jeszcze raz powtwrzam ze wsystko zalezy od wielu czynnikow dlaczego mam
                    zapraszac na komunie kobiete ktora moje dziecko totalnie olewa, wychodzi z domu
                    jak ojciec je biezrze, nie je z nim przy jednym stole itd??
                    wytlumaczysz mi dlaczego ona rosci sobie prawo do bycia na komunii mojego
                    dziecka???
                    • natasza39 Re: co o powiecie? 16.05.07, 11:55
                      lady.godivia napisała:

                      > bez przesadzy dziadkowie to calkiem co innego niz nowa partnerka ojca
                      > i jeszcze raz powtwrzam ze wsystko zalezy od wielu czynnikow dlaczego mam
                      > zapraszac na komunie kobiete ktora moje dziecko totalnie olewa, wychodzi z
                      domu
                      >
                      > jak ojciec je biezrze, nie je z nim przy jednym stole itd??
                      > wytlumaczysz mi dlaczego ona rosci sobie prawo do bycia na komunii mojego
                      > dziecka???


                      Sprawę komunii wystarczajaco wyłuszczyłam, w paru zresztą postach.
                      Nie znam Twojej next i nie mam pojęcia czy ona rości sobie prawa do komunii.
                      Pewnie jak nie siada na co dzień z dzieckiem przy stole, to sobie takiego prawa
                      zasiadania w tym dniu z dzieckiem i z Tobą też nie rości.
                      Piszę o weselach.
                      Czyli, teoretycznie wtedy Twoje dziecko będzie dorosłe i samo będzie zapraszało
                      kogo bedzie chciało.
                      Szkopuł w tym, że tylko teoretycznie, bo praktycznie nadal maczają w tym
                      paluszki mamusie i w 99%-ach własnie dla nich dzieci robią to co robia ojcom.
                      Zapewniam Cię że tu nie chodzi o chęć zasiadania next przy jednym stole z ex,
                      która czesto, gęsto krew przez ileś lat psuła, tylko o to jak czuje się ojciec,
                      którego dziecko na własne wesele zaprasza samego.
                      • kasia_kasia13 Re: co o powiecie? 16.05.07, 12:18

                        > Piszę o weselach.
                        > Czyli, teoretycznie wtedy Twoje dziecko będzie dorosłe i samo będzie
                        zapraszało
                        >
                        > kogo bedzie chciało.
                        > Szkopuł w tym, że tylko teoretycznie, bo praktycznie nadal maczają w tym
                        > paluszki mamusie i w 99%-ach własnie dla nich dzieci robią to co robia ojcom.
                        >
                        Nataszo, nie uogolniaj.
                        Wiem, ze _niektorym_ Nexiom i ojcom trudno to zaakceptowac, ale dzieci,
                        zwlaszcza dorosle, czesciej niz im sie wydaje podejmuja decyzje samodzielnie.
                        • natasza39 Re: co o powiecie? 16.05.07, 12:23
                          kasia_kasia13 napisała:
                          > Nataszo, nie uogolniaj.
                          > Wiem, ze _niektorym_ Nexiom i ojcom trudno to zaakceptowac, ale dzieci,
                          > zwlaszcza dorosle, czesciej niz im sie wydaje podejmuja decyzje samodzielnie.


                          Zgoda, sorry za uogólnienia. Zmniejszam procent do 90smile
                          Dalej nie zejdę, bo byłabym nieobiektywna.
            • dyderko Re: co o powiecie? 16.05.07, 11:54
              Już jestem czy tego chce czy nie, a dokładniej (tak jak na to prawo i zwyczaje
              nakazują) to będę po ślubie. Natomiast jestem w tej chwili partnerką życiową
              jego ojca. Uznaną choć nieformalną synową jego babci i dziadka. Uznanym
              członkiem rodziny dla całej reszty tej rodziny.
              A tak serio to dzieci na razie mają to gdzieś i ani ich nie ziębię ani nie
              grzeję (za mały kontakt mamy i to nie z mojej winy). Jedyną osobą której
              rodziną nie jestem nie będę, nie chcę i nie jestem chciana to była żona mojego
              partnera, stanowisko reszty jej rodziny jest mi nie znane.
    • balladynka Re: co o powiecie? 15.05.07, 21:26
      To ja chyba jestem nie z tej bajki bo problemem dla mnie dopiero by było jakbym
      dostała takie zaproszenie. Odmówić by nie wypadało a pójść? Ło Jezu! Nawet nie
      chcę sobie tego zacząć wyobrażać bo mam dość rozbujałą wyobraźnię i robi mi się
      dziwnie jak widzę talerz barszczyku serwowany mi przez Eks albo jak sobie
      wyobrażę, że musiałabym zrobić siku u Eksi w toalecie. Nie wiem czy bym z tego
      stresu wycisnęła choć kropelkę. Jak ja się cieszę, że się w tej kwestii z Eksią
      zgadzamy. Naprawdę czujecie się komfortowo na takiej komunii?
      • natasza39 Re: co o powiecie? 16.05.07, 00:56
        Tu jednak chodzi o zasady, a nie o ten "barszczyk".
        Mimo zaproszenia większość z macoch i tak by nie poszła na rożnego rodzaju
        uroczystości. Jeśli religijne by to były "wygłupy", to co najwyżej do kościoła
        by poszły, bo kościół to miejsce PUBLICZNE i ogólnodostępne, ale na przyjęcia,
        szczególnie z barszczykiem sporządzonym ręką ex, do którego mogłaby "dodać coś
        od siebie" (jak uroczo mówił bohater jednej z komedii do "szefa kuchni"
        sikającego do oleju z frytkami)raczej już niewiele zdecydowałoby sie pójść. Ja
        przynajmniej na pewno nie poszłabym na taka "imprę".
        Co innego jednak "zaproszenie". Tego wymaga KULTURA. Bo to jest cześć życia ta
        next tego ojca dziecka.
        I konkludując, ex która tego nie uznaje nie ma tej kultury, a next, która nie
        toleruje pasierba na co dzień, a chce wsuwać ten "barszcz" to tez kawał chama.
        Już odpuśćmy ta "komunię", bo jak dla mnie to uroczystość czysto religijna i
        przyjęcia z "pompą" są żałosne (ostatnio znajoma opowiadała mi o komunii z
        tortem piętrowym, limuzyna podjeżdżająca po dziecko i sztucznymi ogniami), to
        zaproszenie ojca na ślub "solo" przez dziecko jest szczytem chamstwa, jak dla mnie.
        I nie uznaje żadnych tłumaczeń na temat "katalizatorów" w tym temacie.
        jeśli nawet ojciec rozwiódł sie z mamusia, bo był ten katalizator, a nie
        rozwiódł sie z dzieckiem i łożył na nie, to się go samego nie zaprasza.
        Trzeba się kiedyś pogodzić, że tatuś jest nadal tatusiem, tyle tylko, ze ma inną
        partnerkę, a problem katalizatorków jest problemem mamusi.
        To czy ów "katalizatorek" przyjdzie na wesele, czy tylko do kościoła jest z
        kolei próbą chamstwa ewentualnie kultury owego katalizatorka.
        Jesli do kościoła ok. Jesli na wesele.... to już co innego.
        Uwazam, że owe "katalizatorki" nie powinny. Po co?

        • kasia_kasia13 w sparwie slubu 16.05.07, 09:12
          >to
          > zaproszenie ojca na ślub "solo" przez dziecko jest szczytem chamstwa, jak dla
          m
          > nie.
          > I nie uznaje żadnych tłumaczeń na temat "katalizatorów" w tym temacie.
          > jeśli nawet ojciec rozwiódł sie z mamusia, bo był ten katalizator, a nie
          > rozwiódł sie z dzieckiem i łożył na nie, to się go samego nie zaprasza.
          > Trzeba się kiedyś pogodzić, że tatuś jest nadal tatusiem, tyle tylko, ze ma
          inn
          > ą
          > partnerkę, a problem katalizatorków jest problemem mamusi.
          > To czy ów "katalizatorek" przyjdzie na wesele, czy tylko do kościoła jest z
          > kolei próbą chamstwa ewentualnie kultury owego katalizatorka.
          > Jesli do kościoła ok. Jesli na wesele.... to już co innego.
          > Uwazam, że owe "katalizatorki" nie powinny. Po co?

          No dobra, a jesli Next chamstwem sie wykaze i na wesele przyjdzie? Pasierb
          wykaze sie kultura, zaprosi ojca wraz z osoba towarzyszaca, Next nie domysli,
          sie nie jest mile widzianym gosciem i przyjdzie? Albo sie domysli i wlasnie
          dlatego przyjdzie? Ktos porownal tutaj Next do nielubianej zony wujka. Wydaje
          mi sie, ze nie jets to dobre porownanie. Nielubiana ciotka zlozy gratulacje i
          wmiesza sie w tlum gosci. Next moze naprawde narobic siana. Bylam kiedys na
          takim weselu, Next wszczela awanture, zaczela wypominac Exi alimenty na dzieci
          i poruszac przy gosciach wszyscy sporne sprawy. Panna cala we lzach, Macocha
          zachwycona, ze jej tez dzien zepsula. Sa takie zolzy. Co ma wtedy zrobic
          pasierb? Dalej zapraszac i ryzykowac, ze dzien, ktory powinien byc
          najpieknieszy bedzie koszmarem? Zrezygnowac i nie robic wesela? Zrezygnowac z
          obecnosci ojca na weselu?
          To naprawde wszystko zalezy od stosunkow w tej rodzinie.
          • dyderko Re: w sparwie slubu 16.05.07, 10:06
            Jedyne wyjście Kasiu to zrezygnować z obecności ojca na weselu. Jeśli facet
            związał się z chamską idiotką i nie umie jej przemówić do rozsądku by jego
            dzieciom życia nie „umilała” to niech z nią sobie będzie we własnym sosie ale
            nie poza nim. Nie wiem dlaczego uważacie istniejący związek dorosłego mężczyzny
            jako coś mało ważnego i nietrwałego, z czym się nie trzeba liczyć (czy dlatego
            że to cudowne pierwsze małżeństwo się rozpadło?). Facet wybrał, określił tym
            samym i siebie i swój stosunek do rodziny. Czy jest „dupa wołowa” i nie umie
            się przeciwstawić czy jest to „gnój” który spotkał swego to nieistotne, istotne
            jest to że jest związany z kimś i nie można tego faktu traktować jak zupełnie
            nieistotną okoliczność. A ja mam wrażenie że czasem exie (może nie wszystkie
            albo się mylę ale takie odczucia mam) starają się jak najbardziej umniejszać
            ważność i lekceważyć późniejsze związki swych byłych małżonków, czy to nie
            próba podniesienia rangi tego który miał z daną?
          • natasza39 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 10:26
            kasia_kasia13 napisała:

            > No dobra, a jesli Next chamstwem sie wykaze i na wesele przyjdzie? Pasierb
            > wykaze sie kultura, zaprosi ojca wraz z osoba towarzyszaca, Next nie domysli,
            > sie nie jest mile widzianym gosciem i przyjdzie? Albo sie domysli i wlasnie
            > dlatego przyjdzie? Ktos porownal tutaj Next do nielubianej zony wujka.

            Ja porównałam. Jeśli wujka lubianego się zaprasza, to wraz z zołzowata ciotką.
            Rola wujka to albo ciotkę-żonę na smyczy w kagańcu trzymać, żeby obory nie
            zrobiła, albo wogóle nie przychodzić, ale zaprosznie go bez żony byłoby
            szczytem chamstwa, tak jak ojca bez żony, który dziecku blizszy chyba niż
            wujek, nawet najbardziej kochany.

            > Wydaje
            > mi sie, ze nie jets to dobre porownanie. Nielubiana ciotka zlozy gratulacje i
            > wmiesza sie w tlum gosci.

            Ciotka tez może zrobić oborę, że hej. Jak ciotka ma tendencję "wmieszywania się
            w tłum" nie stanowi problemu.

            > Next moze naprawde narobic siana. Bylam kiedys na
            > takim weselu, Next wszczela awanture, zaczela wypominac Exi alimenty na
            dzieci
            > i poruszac przy gosciach wszyscy sporne sprawy. Panna cala we lzach, Macocha
            > zachwycona, ze jej tez dzien zepsula. Sa takie zolzy.

            I dlatego, że istnieją takie zołzy, to trzeba zastosować "odpowiedzialność
            zbiorowa"?
            Jestem przeciwko uogólnieniom.

            Co ma wtedy zrobic
            > pasierb? Dalej zapraszac i ryzykowac, ze dzien, ktory powinien byc
            > najpieknieszy bedzie koszmarem? Zrezygnowac i nie robic wesela? Zrezygnowac z
            > obecnosci ojca na weselu?

            Umówmy się, że rozmawiamy o w miarę normalnych ludziach, ok?

            > To naprawde wszystko zalezy od stosunkow w tej rodzinie.

            Tu się zgodzę, ale zasady kultury nie zależą od stosunków. To aksjomaty są.
            I o tym piszemy.

            • kasia_kasia13 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 10:48
              > Ja porównałam. Jeśli wujka lubianego się zaprasza, to wraz z zołzowata ciotką.
              > Rola wujka to albo ciotkę-żonę na smyczy w kagańcu trzymać, żeby obory nie
              > zrobiła, albo wogóle nie przychodzić, ale zaprosznie go bez żony byłoby
              > szczytem chamstwa, tak jak ojca bez żony, który dziecku blizszy chyba niż
              > wujek, nawet najbardziej kochany.

              Dobra, ale. Jesli wujek zdecyduje sie nie przyjsc, to niewielka strata. Jesli
              to ojciec, to jednak moze byc przykro.

              >
              > > Wydaje
              > > mi sie, ze nie jets to dobre porownanie. Nielubiana ciotka zlozy gratulac
              > je i
              > > wmiesza sie w tlum gosci.
              >
              > Ciotka tez może zrobić oborę, że hej. Jak ciotka ma tendencję "wmieszywania
              się
              >
              > w tłum" nie stanowi problemu.

              Moze, ale wtedy mozna jednak zdecydowac sie nie zaprosic tej pary, jesli
              istnieje szansa na obore.

              > > Next moze naprawde narobic siana. Bylam kiedys na
              > > takim weselu, Next wszczela awanture, zaczela wypominac Exi alimenty na
              > dzieci
              > > i poruszac przy gosciach wszyscy sporne sprawy. Panna cala we lzach, Maco
              > cha
              > > zachwycona, ze jej tez dzien zepsula. Sa takie zolzy.
              >
              > I dlatego, że istnieją takie zołzy, to trzeba zastosować "odpowiedzialność
              > zbiorowa"?
              > Jestem przeciwko uogólnieniom.

              Alez ja nie pisze, ze nie nalezy nigdy zaprosic macochy. Tylko nie zgadzam sie
              z Toba, nie zgadzam sie z tym, ze nalezy zawsze macoche zapraszac.

              > Co ma wtedy zrobic
              > > pasierb? Dalej zapraszac i ryzykowac, ze dzien, ktory powinien byc
              > > najpieknieszy bedzie koszmarem? Zrezygnowac i nie robic wesela? Zrezygnow
              > ac z
              > > obecnosci ojca na weselu?
              >
              > Umówmy się, że rozmawiamy o w miarę normalnych ludziach, ok?

              Taaak. Obie czytamy to forum. Ile jest tu takich ukladow, ze wszystkie strony
              (matka+ojczym, ojciec+macocha) sa "w miare normalne"? Jest kilka. Wieszkosc Exi
              z tutejszych opisow to pazerne histeryczki, nie mogace sie pogodzic z odejsciem
              meza, nastawiajace dzieci przeciw bylemu mezowi; pasierby,
              przepraszam "pasierbiatka" to rozpieszczone, wredne bachory. Z kolei wiele
              macoch pasierbow nie lubi i pisze o tym otwarcie.
              Wierz mi, ciezko ogranizowac wesele bedac dzieckiem rozwiedzionych rodzicow.
              Tak, zeby nikt nie poczul sie urazony i zeby jednoczesnie samemu miec choc
              troche radosci w ten dzien.


              > > To naprawde wszystko zalezy od stosunkow w tej rodzinie.
              >
              > Tu się zgodzę, ale zasady kultury nie zależą od stosunków. To aksjomaty są.
              > I o tym piszemy.

              Tu sie zgodze. Te zasady sa tez opisane w ksiazkach typou "Savoir vivre..."
              Ale, jak juz pisalam, zasady kultury sa bardzo...stare, z czasow gdy za osoba
              opuszczajac rodzine skazana byla na ostracyzm spoleczny (zeby mi sie ktos nie
              przyczepil, dyskusja nie dotyczy tego, czy bylo to sluszne czy nie). Poczytaj
              sobie:

              kobieta.gazeta.pl/slub/1,67666,1880150.html?as=1&ias=3&startsz=x
              Sytuacji, ze rodzice sa rozwiedzeni nie przewiduje sie!!!!!! Savoir vivre nie
              nadaza za zmianami obyczajowymi. Nie ma jeszcze jasno okreslonych zasad, jak
              sie zachjowac w sytuacji, gdy rodzice sa rozwiedzeni.
              • natasza39 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 11:13
                kasia_kasia13 napisała:
                kobieta.gazeta.pl/slub/1,67666,1880150.html?as=1&ias=3&startsz=x
                > Sytuacji, ze rodzice sa rozwiedzeni nie przewiduje sie!!!!!! Savoir vivre nie
                > nadaza za zmianami obyczajowymi. Nie ma jeszcze jasno okreslonych zasad, jak
                > sie zachjowac w sytuacji, gdy rodzice sa rozwiedzeni.

                To wycinek. Są jeszcze zasady ogólne polegające na tym, że:
                1. Jeśli się zaprasza żonatego faceta, to się go zaprasza zawsze z żoną.
                2. Na uroczystościach typu: śluby, pogrzeby, zaręczyny, chrzciny itp, etc
                NORMALNI ludzie nie załatwiają swoich konfliktów w tym dniu. U NORMALNYCH
                ludzi na taki dzień ogłasza się niepisane "zawieszenie broni".


                Wiem, że sytuacja organizowania takich uroczystosci u dzieci osób
                rozwiedzionych jest dosyć drażliwa i w zasadach polskiego savuar-vivre moze ich
                nie być, ale kazdy w miarę kumaty człowiek wie czym mozna innego dotknac i go
                ugryźć.
                Niezaproszenie ojca wraz z żona na taka uroczystość jest własnie takim
                odegraniem się na ojcu, nie na macosze.
                Ja osobiście na zadne wesele pasierbic bym nie poszła. I wcale sie nie pale do
                takich uroczestości i w uczestniczeniu w nich nie mam najmniejszej ochoty.
                Wiem jednak, ze gdyby na zaproszeniu, kiedyś w przyszłości, pasierbica
                zaprosiła wyłacznie ojca samego, to on tez by nie poszedł na wesele.A
                zabolałoby go to bardzo, bo negacja istnienia nowej zony przez dziecko, jest
                negacją jego zycia po rozstaniu z matką.
                Reasumując, zeby temat zakończyć.
                Normalnej (nie piszę o jakiś zakompleksionych i niedowartościowanych istotach
                mających przerost formy nad treścią) nowej zonie ojca uczestniczenie w weselu
                pasierbicy czy pasierba jest do niczego niepotrzebne.
                Potrzebne jest natomiast ojcu dostrzeżenie, ze on jest akceptowany przez
                dziecko jako całośc. A częścią tej całości jest właśnie obecna żona.
                Jakos matki, które powtórnie wychodzą za mąż, czy mają stałych partnerów nie
                biora wogóle pod uwagę, że dziecko zaprosiłoby je na własne wesele wyłącznie
                solo.Natomiast dziwnie ojców i ich nowe partnerki ten problem dotyka.
                I nikt mi nie powie, ze to nic innego jak przekazywana przez matkę i
                zakorzeniona niechęć do wszystkiego co spotkało "królową" po odejściu
                szmaciarza.


                • kasia_kasia13 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 11:23
                  >
                  > To wycinek. Są jeszcze zasady ogólne polegające na tym, że:
                  > 1. Jeśli się zaprasza żonatego faceta, to się go zaprasza zawsze z żoną.

                  A jak ich posadzic. A w jakiej kolejnosci maja ludzie ze soba tanczyc? Itd,
                  itp. To nie jest jakis zonaty facet. To jest ojciec panny mlodej.

                  > 2. Na uroczystościach typu: śluby, pogrzeby, zaręczyny, chrzciny itp, etc
                  > NORMALNI ludzie nie załatwiają swoich konfliktów w tym dniu. U NORMALNYCH
                  > ludzi na taki dzień ogłasza się niepisane "zawieszenie broni".

                  Normalni tak wink

                  >
                  > Wiem, że sytuacja organizowania takich uroczystosci u dzieci osób
                  > rozwiedzionych jest dosyć drażliwa i w zasadach polskiego savuar-vivre moze
                  ich
                  >
                  > nie być, ale kazdy w miarę kumaty człowiek wie czym mozna innego dotknac i go
                  > ugryźć.

                  A czy zgodzisz sie ze mna, ze zasady, ktorej nie ma, nie mozna zlamac? wink

                  A kumaty czlowiek stara sie wybrnac z danej sytuacji, tak zeby nikogo nie
                  dotknac. Ale to bedzie zalezalo do konkretnej sytuacji.


                  > Niezaproszenie ojca wraz z żona na taka uroczystość jest własnie takim
                  > odegraniem się na ojcu, nie na macosze.

                  Ja tak tego nie odbieram.

                  > Ja osobiście na zadne wesele pasierbic bym nie poszła. I wcale sie nie pale
                  do
                  > takich uroczestości i w uczestniczeniu w nich nie mam najmniejszej ochoty.
                  > Wiem jednak, ze gdyby na zaproszeniu, kiedyś w przyszłości, pasierbica
                  > zaprosiła wyłacznie ojca samego, to on tez by nie poszedł na wesele.

                  Bardzo by ja zranil.

                  > Jakos matki, które powtórnie wychodzą za mąż, czy mają stałych partnerów nie
                  > biora wogóle pod uwagę, że dziecko zaprosiłoby je na własne wesele wyłącznie
                  > solo.

                  Moze i nie biora, ale tak tez sie moze zdarzyc.

                  >Natomiast dziwnie ojców i ich nowe partnerki ten problem dotyka.
                  > I nikt mi nie powie, ze to nic innego jak przekazywana przez matkę i
                  > zakorzeniona niechęć do wszystkiego co spotkało "królową" po odejściu
                  > szmaciarza.

                  A moze po prostu ojczymowie stwarzaja generalnie mnie problemow? wink

                  • natasza39 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 11:34
                    kasia_kasia13 napisała:
                    > > Wiem jednak, ze gdyby na zaproszeniu, kiedyś w przyszłości, pasierbica
                    > > zaprosiła wyłacznie ojca samego, to on tez by nie poszedł na wesele.
                    >
                    > Bardzo by ja zranil.

                    Trudno, jak dorosła osoba rani inna dorosłą osobę, to musi sie liczyc z tym, że
                    zraniony tez moze zranić.
                    Celowo piszę zresztą o weselu i ślubie, które zazwyczaj dotyczą osób dorosłych
                    już.
                    W kwestiach komunii rządzi matka, ale ślub, to już wyłacznie sprawa młodych.
                    Ich decyzji.
                    Trudno obrazac się i fochy odstawiac w stosunku do 9-cioletniego dziecka, ale
                    panna 20-sto czy nawet 30-stoletnia powinna się już liczyć z uczuciami
                    dorosłego ojca.
                    Gdyby mój syn zaprosił mnie na swój ślub i wesele solo, bez męza, to głeboko
                    zastanawiałabym się, czy do kościoła przyjść. A na wesele tez nie poszłabym
                    napewno!
                    • kasia_kasia13 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 12:23
                      Nic Nataszo, nie zgodzimy sie ze calkiem ze soba. Ja bede wciaz uwazac, ze
                      zaproszenie macochy/ojczyma zalezy od ukladow.
                      Zgodze sie natomiast z jednym. W idealnej stuacji, gdy wszystkie osoby, matka,
                      ojczym, ojciec, macocha sa normalne to zapraszamy ich wszystkich a oni pokazuja
                      klase, zachowuja sie przywoicie i nie psuja wesela.
                  • barbara001 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 12:02
                    Jak dziecko nie akceptuje żony ojca z wzjemnością, to w takiej sytuacji taka
                    żona się nie wybiera, a dziecko powinno ją zaprosic, bo zaprasza ojca. I wtedy
                    sytuacja jest jasna, kurtuazyjnie zaproszenie dano, a żona w tym czasie
                    dziękuje za nie serdecznie i pakuje walizki bo sobie jedzie do SPA. I zeby było
                    jasne, takie sytuacje nie dtyczą tylko zon tatusiów. Na własny ślub zaprosiłam
                    moją ciotkę, siostrę ojca z mężem(który chrzesnym moim niepoatrznie kiedyś
                    został). Nie utrzymujemy z nimi prawie kontaktów, tyle co spotykamy się na
                    pogrzebach. Ciotka wiele złego zrobiła moim rodzicom, skwasiła relacje rodzinne
                    do końca życia. Ale zaprosiłam. Osobiście! Przyszła na slub, stała w dalekim
                    kącie, podarowała kwiaty, a za przyjęcie podziękowała, bo "wyjeżdzała tego dnia
                    do sanatorium". I uważam,ze takie załatwienie sprawy jest ok. Ona wie, ja wiem,
                    a oficjalnie wszystko odbyło się tak jak powinno, pełna kultura.
                      • natasza39 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 12:14
                        lady.godivia napisała:

                        > a czy to nie chodzi o to ze bez wzgledu nas to czy pojdziecie czy nie zalezy
                        > wam na tym zeby eks "ugiela sie" i zaprosila i was???


                        Moze powtórzę, bo za dużo postów się w tym wątku porobiło.
                        Zasadniczo to chodzi nie o to kto się "ugina", tylko o to kto jest większym
                        chamem.
                        I jeszcze raz pominę kwestie komunii, bo to uroczystośc stricte religijna, ale
                        jeśli na ślub dziecko zaprasza wyłącznie ojca bez zony, to świadczy źle o tym
                        dziecko i pośrednio o ex, bo widac chamska matka wychowała chamskie dziecko.
                        Jesli next, pomimo złych relacji od zawsze i nie znoszenia organicznego
                        własnych pasierbów pcha tyłek na taka uroczystośc jest chamem do kwadratu.
                        Z pierwszej opisanej sytuacji to next wychodzi z klasą, z drugiej opisanej ex i
                        dziecko.
                        Czy ktos woli być chamem czy nie to juz jego wybór.
                        • lady.godivia Re: w sparwie slubu 16.05.07, 12:23
                          no nareszcie moge sie z Toba zgodzicsmile co prawda nie dokońca ale to juz i tak
                          sukcessmilesmile

                          przypominam ze wplyw na wychowanie ma tez ojciecsmilesmile ale oczywiscie nie neguje
                          faktu ze znacznie mniejszy niz matka / w sytuacji kiedy dziecko po rozstaniu z
                          matka zostaje/
                        • kasia_kasia13 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 12:28
                          natasza39 napisała:

                          > lady.godivia napisała:
                          >
                          > > a czy to nie chodzi o to ze bez wzgledu nas to czy pojdziecie czy nie zal
                          > ezy
                          > > wam na tym zeby eks "ugiela sie" i zaprosila i was???
                          >
                          >
                          > Moze powtórzę, bo za dużo postów się w tym wątku porobiło.
                          > Zasadniczo to chodzi nie o to kto się "ugina", tylko o to kto jest większym
                          > chamem.
                          > I jeszcze raz pominę kwestie komunii, bo to uroczystośc stricte religijna,
                          ale
                          > jeśli na ślub dziecko zaprasza wyłącznie ojca bez zony, to świadczy źle o tym
                          > dziecko i pośrednio o ex, bo widac chamska matka wychowała chamskie dziecko.
                          > Jesli next, pomimo złych relacji od zawsze i nie znoszenia organicznego
                          > własnych pasierbów pcha tyłek na taka uroczystośc jest chamem do kwadratu.
                          > Z pierwszej opisanej sytuacji to next wychodzi z klasą, z drugiej opisanej ex
                          i
                          >
                          > dziecko.
                          > Czy ktos woli być chamem czy nie to juz jego wybór.

                          Tylko co z tego, ze w z tej drugiej sytuacji dziecko wyjdzie z klasa, jak
                          wesele bedzie mialo schrzanione?

                          • natasza39 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 12:31
                            kasia_kasia13 napisała

                            > Tylko co z tego, ze w z tej drugiej sytuacji dziecko wyjdzie z klasa, jak
                            > wesele bedzie mialo schrzanione?


                            Sorry, ale czym?
                            Sama obecnoscią next? Mozna zająć się setka pozostałych gości.
                            Bo chyba ustaliłyśmy, że nie rozmawiamy o next robiącej jazdy.
                            Zreszta zawsze można powiedzieć ojcu, ze ma next, jak ta zamierza jednak
                            przyjśc trzymał na smyczy i w kagańcu.
                            • kasia_kasia13 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 12:36
                              natasza39 napisała:

                              > kasia_kasia13 napisała
                              >
                              > > Tylko co z tego, ze w z tej drugiej sytuacji dziecko wyjdzie z klasa, jak
                              >
                              > > wesele bedzie mialo schrzanione?
                              >
                              >
                              > Sorry, ale czym?
                              > Sama obecnoscią next? Mozna zająć się setka pozostałych gości.
                              > Bo chyba ustaliłyśmy, że nie rozmawiamy o next robiącej jazdy.

                              Nie ustalilysmy. Ty ustalilas.
                              • natasza39 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 12:42
                                kasia_kasia13 napisała:
                                > Nie ustalilysmy. Ty ustalilas.

                                Przykro mi, ze tylko takie next buierzesz pod uwagę, które "jazdy" na slubach
                                robią.
                                Ja nie znam nikogo takiego, kto robiłby jazdy na takich uroczystościach.
                                A byłam nawet na pogrzebie, gdzie żona ewidentnie była winna śmierci męża i
                                jej teściowa na pogrzebie nie robiła jazd.
                                Byłam na weselu, gdzie ojciec nie miał oficjalnego rozwodu z zona ale zył z
                                konkubina parę dobrych lat i ani jedna ani druga nie robiła żadnych jazd.
                                Przykro mi ja sobie tego nie wyobrażam.
                        • atrust Re: w sparwie slubu 16.05.07, 19:27
                          Dziwnie mi sie czyta tekst,z ktorego wynika iz moja mama jest chamka,tylko
                          dlatego iz nie wplynela na siostre,zeby zaprosila macoche.To nie byl slub mojej
                          mamy,siostra byla dorosla.Miala 23 lata.Wybacz,w takim wieku nie mozna niczego
                          narzucic.
                          Powtarzam sa macochy,ktore zapracuja na takie potraktowanie.Zeby byla
                          jasnosc,ta kobieta nie rozbila malzenstwa moich rodzicow.Nie zyli z soba od
                          pieciu lat.Moi rodzice wzieli rozwod dopiero,jak ona byla w ciazy.Moja mama nie
                          robila zadnych z tym problemow.Z tego co wiem po wszystkim poszli na kawe.
                          Kiedy moj ojciec bral slub,nas nikt nie zaprosil.Mialysmy po 14 lat.
                          Na pierwszym spotkaniu w domu babki(ojca matki) ta kobieta zaczela krzyczec na
                          siostre za nie zamkniecie bramki.Siostra odpowiedziala jej spokojnie,ze nie jej
                          dom,jej rozkazow i krzykow sluchac nie musi.Macocha poleciala na skarge,nasz
                          ojciec po wysluchaniu stron byl zly na zachowanie swojej partnerki.Pozniej na
                          jedynej mojej wizycie w ich domu,ona podsluchiwala pod zamknietymi
                          dzwiami.Ojciec ja na tym zlapal.nasza mama o tym nie wiedziala,powiedzialysmy
                          to jak bylysmy dorosle.Nie chcialysmy jej martwic.W naszym domu nigdy zle nie
                          mowilo sie o macosze a tym bardziej o ojcu.Ojciec do nas tez nigdy nie mowil
                          zle o mamie,i nie tylko o mamie,ale i z szacunkiem zawsze mowil o moich
                          dziadkach z mamy strony.
                          Mysle,ze ta kobieta nie mogla zniesc,iz jest ta druga.Na dodatek czula sie
                          niepewnie w nowym zwiazku.To byla stara panna(40 lat),tak to kiedys sie
                          mowilo.Nie kazda Next jest ta ladniejsza,inteligentniejsza od swojej
                          poprzedniczki.Tu moj ojciec zrobil kiepska zamiane i pozniej byl tego swiadomy.
                          Co do wesela,nie wiem jak jest w Waszych stronach,ale w moich rodzice nie tylko
                          tancza ze soba,ale rowniez dbaja o gosci,jest podziekowanie mlodych rodzicom(tu
                          moj ojciec mial akurat nie zaciekawa mine).Tak wiec nie wyobrazalysmy tam
                          naszej macochy.Ojciec nasz 100% tez.
                          Co zasiala to zebrala.Jesli przez tyle lat nie ma sie z kims kontaktu,to w imie
                          czego ma sie potem udawac i dawac komus "fikcyjne" zaproszenie.

                          • barbara001 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 19:42
                            W takiej sytuacji to jasne, że nie chcieliście jej zapraszać i kontakty z nią
                            są zerowe. I jak sadzę nikt temu nie zaprzeczy.
                            Zapewne nawiązujesz do mojej wypowiedzi, wiec wyłumaczę. W przypadku kiedy nowa
                            zona nie lubi się z dzieckiem ale nie ma kwasów, ot taka ludzka niechęć, to w
                            moim przekonaniu powinno zaprosić się i ojca i macochę. A ta kulturalnie
                            powinna się wymigać.
                            Ja ciotkę zaprosiłam bo to niestety rodzina, bo mój tata nie potrafił się
                            odnaleźć w tej sytuacji i dla swiętego spokoju, aby nam nic nie można buyło
                            zarzucic zaprosiłam. A ciotka zachowała się jak marzenie(po raz pierwszy w
                            zyciu)i sie elegancko wymigała. Cudo.
                            Ale nawiązując do sytuacji Liska, nie zaproszenie Liska, kiedy dziecko ma z
                            Liskiem dobre stosunki, i Lisek nie bruździ tylko jest cichutkim, milutkim
                            Liskiem, to olanie jej demonstracyjnie jest szczytem chamstwa ze strony eks.
                          • joanna9969 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 19:45
                            w takim przypadku niezaproszenie goscia (ktory jest czy sie to podoba czy nie
                            najblizsza rodzina ojca) swiadczy o zapraszajacym a nie o zapraszanym.
                            Wedlug mnie bardziej fikcja jest udawanie ze 'problemu'
                            czytaj macochy nie ma , niz zaakceptowac ze taki lajf.
                      • barbara001 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 12:28
                        Dla jasnego przykładu:
                        1. Sytuacja: Rodzice rozwiedzeni każde w nowym związku , wspólnie sprawujący
                        opiekę, dziecko ma urodziny. W tym roku imprezę robi tata. Nie ma opcji, żeby
                        matka nie przyszła ze swoim partnerem. Nikt tego od niej nie wymaga, to jest
                        oczywiste, jako rodzina przychodzą razem. Były mąz raczej nie krzywi się na
                        samą myśl, że eks zona przyjdzie z facetem, bo niby dlaczego, on jest ze swoją
                        żoną, i wszystko gra.
                        2. Sytuacja: Rodzice rozwiedzeni każde w nowym związku , wspólnie sprawujący
                        opiekę, dziecko ma urodziny. W tym roku imprezę robi mama. Niestety w
                        większości przypadków obecnośc żony ojca jest problemem. A matka oczywiście
                        przychodzi ze swoim partnerem, bo niby jak inaczej. Ale żony ojca najchętniej
                        by nie widziała na uroczystości jej dziecka. Dlaczego? Bo to jej dziecko. (albo
                        owód znajdzie sobie inny, na ten dzień rzecz jasna, a tydzień później spakuje
                        dziecko i podwiezie do ojca na sobotę i niedzielę, do domu gdzie mieszka next)

                        3. Sytuacja moja ulubiona:Rodzice rozwiedzeni ojciec w nowym związku , wspólnie
                        sprawujący opiekę, dziecko ma urodziny. Obojętnie kto robi imprezę. Mogą
                        wspólnie.Nie ma opcji żeby ojciec przyszedł ze swoją żoną. Bo nie ma nic
                        gorszego niż zła, samotna eksia, zazdrosna o cudze szczęście. Tydzień później
                        ta sama eksia spakuje dziecko na wekeend do tatusia i jego żony.
                        • dyderko Re: w sparwie slubu 16.05.07, 12:48
                          Coś mi się przypomniało... jak mój partner wynosił się z domu to
                          usłyszał „nigdy więcej nie zbliżaj się do mnie i moich dzieci”. To jest właśnie
                          to - matka jest królową matką i ona o wszystkim decyduje, ona ma prawa a
                          ojciec, ten truteń, albo się dostosuje albo będzie wyepchnięty poza mrowisko.
                          Nie rozumiem dlaczego nie można odpuścić, przecież jeśli się pielęgnuje uraz to
                          będzie coraz bardziej rósł, zatruwał życie, niszczył myśli własne i dzieci...
                          • natasza39 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 13:25
                            dyderko napisała:

                            > Coś mi się przypomniało... jak mój partner wynosił się z domu to
                            > usłyszał „nigdy więcej nie zbliżaj się do mnie i moich dzieci”.

                            Zapewniam Cię, że i tak była "delikatna". Znam egzemplarz, który powiedział z
                            okna bloku, na całe osiedle "Wynos się z domu i wara od MOICH dzieci i zabierz
                            ze sobą swój smród"
                            A potem w sądzie ten sam egzeplarz zeznaje:" Małożonek nie odwiedza dzieci w
                            domu i się nimi nie interesuje".
                            Dzieci mojego M tez sa tylko JEJ, chyba, że trzeba dla nich dodatkową kasę na
                            coś, albo są z nimi jakieś problemy, to są wtedy JEGO dziećmi.
                            Takie wybiórcze poczucie własności ma nasza exiasmile
                            • babe007 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 14:22
                              A ja znam egzemplarz (płci męskiej), który na wiadomość, że "to już koniec"
                              powiedział "wyprowadzaj się choćby dzisiaj, tylko NATYCHMIAST zabieraj ze sobą
                              dzieci". BTW ten pan uważa się za dobrego i kochającego ojca.

                              Jak widzisz Nataszo przykłady głupoty (po obu stronach barykady)można mnożyć.
                              • natasza39 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 14:26
                                babe007 napisała:

                                > A ja znam egzemplarz (płci męskiej), który na wiadomość, że "to już koniec"
                                > powiedział "wyprowadzaj się choćby dzisiaj, tylko NATYCHMIAST zabieraj ze
                                sobą
                                > dzieci". BTW ten pan uważa się za dobrego i kochającego ojca.


                                A powiedział Ci zabieraj MOJE dzieci, czy SWOJE dzieci?
                                Bo tak BTW to o tym jest ten post.

                                > Jak widzisz Nataszo przykłady głupoty (po obu stronach barykady)można mnożyć.
                                W to akurat nigdy nie watpiłam, bo jak mówił śp. Stanisławski:
                                "Aby , zgodnie z prawem, przybić gwóźdź trzeba miec technikum,
                                Dziecko, zgodnie z prawem, może zrobić czy urodzić nawet debil"
                                • babe007 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 14:39
                                  Jak pamiętam była juz taka dyskusja zaczęta zresztą przez Ciebie (tylko na
                                  innym forum). Ja tylko powtórzę, że problem z zaimkami stosowanymi wobec dzieci
                                  (MOIMI czy TWOIMI ) jest dosyć powszechny i dosyć ludzki. No i występuje równie
                                  często w pełnych rodzinach ("zobacz co TWÓJ syn zrobił"). Chociaż w relacjach
                                  porozwodowych ten stylistyczny "myk" jest zapewne bardziej irytujący...
                                  • natasza39 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 14:57
                                    babe007 napisała:

                                    > Jak pamiętam była juz taka dyskusja zaczęta zresztą przez Ciebie (tylko na
                                    > innym forum). Ja tylko powtórzę, że problem z zaimkami stosowanymi wobec
                                    dzieci
                                    >
                                    > (MOIMI czy TWOIMI ) jest dosyć powszechny i dosyć ludzki. No i występuje
                                    równie
                                    >
                                    > często w pełnych rodzinach ("zobacz co TWÓJ syn zrobił"). Chociaż w relacjach
                                    > porozwodowych ten stylistyczny "myk" jest zapewne bardziej irytujący...


                                    Wiem, że jest to czesto stosowany "myk" stylistyczny. Ostatnio nawet ja baba 40-
                                    stoletnia usłyszałam od ojca (posrednio przez matke), żeby powiedziała "swojej
                                    córce", bo się na mnie nabzdyczył, a jak się nabzdycza, to wtedy my z bratem
                                    jestesmy tylko matki.
                                    Ale w relacjach porozwodowych NIEKTÓRE matki doprowadzaja do absurdu.
                                    Nie zadzwoni nigdy taka z nowiną np" TWOJE dziecko zdobyło pierwszą nagrodę na
                                    konkursie recytatorskim". Ojciec się o tym nie dowiaduje od matki.
                                    Natomiast potrafi zadzwonić, jak normalnie nie chce gadać o ważnych sprawach
                                    dzieci wogóle z nowiną typu "Twoje dziecko opluło sąsiadkę.No przecież ma to po
                                    tobie, bo nie po mnie przeciez". Z tym, ze jak ojciec chce z dzieckiem
                                    porozmawiac na ten temat i mu tłumaczy, ze takie zachowanie jest naganne, ta
                                    wyrywa dziecku słuchawkę i krzyczy na ojca, ze on JEJ dzieci nie będzie karał"
                                    Przeciez to absurd i paranoja.

                                    Jak w pełnej rodzinie to smieszy, to po rozwodzie jest tylko przyczyna
                                    niepotrzebnych konfliktów między exami. Tak uważam.

                                    Pomijam juz kwestie finansowe, bo w pełnej rodzinie raczej matce nie przychodzi
                                    do głowy powiedzieć: "Meżu masz kupić SWOJEMU dziecku nowy komputer" .
                                    A po rozwodzie jakoś to super łatwo przychodzi i na dodatek jakoś nie pomyśli,
                                    co robi własnemu dziecku, kiedy tego komputera nie dostanie. Bo dopiero po
                                    rozwodzie ojciec nie kupuje nowego komputera nie dlatego, że go na niego nie
                                    stać, ale dlatego, że jest chytry i pewnie wszystko na k....y wydaje.
                      • anastazjapotocka do lady.godivy 16.05.07, 14:55
                        Właściwie, zasłużyłaś na to, aby ci powiedzieć parę słów prawdy.
                        To przez takie "właściecielki dzieci" macochy nie przepadają (czasem) za
                        pasierbami.
                        Kiedy po raz pierwszy udało się mojemu mężowi zaprosić do nas swoją córkę (a
                        nie było to łatwe, musiał zjeść niejedną żabę, a ja razem z nim. Zresztą
                        podejrzewam, że wcale eksi nie chodziło o kontakt dziecka z ojcem, zwyciężyła
                        zwykła ciekawaść) zobaczyłam chudą i przestraszoną (bardziej nawet ode mnie)
                        dziewczynkę. Była tak dziwacznie ubrana (pomimo tej kasy wysyłanej na nią i
                        całej tej markowej garderoby w ilościach wystarczających na odzianie małego
                        przedszkola) wyglądała, jakby pożyczyła ciuchy od babci mojej własnej
                        sprzątaczki!!! Naprawdę myślisz, że moim jedym celem było natychmiast to
                        dziecko zamordować?
                        Żal mało mnie nie zadusił, litość mnie zdjęła, bo to było DZIECKO KOGOŚ, KOGO
                        KOCHAŁAM NAD ŻYCIE. Jego cząstka. Jego geny.
                        Nikt, kto jest normalny, nie znęca się nad bezbronnym dzieckiem.
                        Macocha też nie.
                        STARAŁAM się. Chciałam, żeby pasierbiatka mnie polubiła.
                        Ale eksia dokładnie taka jak ty zrobiła WSZYSTKO, żeby mi moje starania i
                        zbiegi nosem wyszły. Długo udawałam ślepą i głuchą BO TO BYŁO DZIECKO.
                        I wiesz? Dzisiaj już mi się nie chce niczego udawać.

                        I dzisiaj to nie ja tracę na tym, że mnie wali co pasierbiatka porabia.
                        Eksia zwyciężyła.
                        I niech się swoim zwycięstwem udławi.

                        Zastanów się więc.
                        • lady.godivia Re: do lady.godivy 16.05.07, 15:22
                          nie jestem moja droga wlascicielka
                          i nigdy nie "zabranialam" kontaktow mojemu bylem z naszym dzieckim i robil z
                          nim co chcial, zabieral gdzie chcial, uznal ze nadszedl czas aby przedstawic go
                          swojej nowej partnerce i tak tez uczynil, nie polubili sie chyba, trudno i tak
                          bywa nie zamierzam "naprawiac" im stosunkow, nich zajmie sie tym moj byly bo to
                          jest jego partnerka


                          a Ty prelan jestes jadu i nienawisci ze ktos mogl miec czelnosc nie zakceptowac
                          cie,
                          nienawisc do tej dziewczyny az z ciebie kipi i zadasz szacunku
                          nie dziwie sie ze go nie otrzymujesz
            • anastazjapotocka Re: w sparwie slubu 16.05.07, 10:52
              Jedna z eksi tu piszących to wypisz wymaluj moja stara eksia.
              W kwestii ślubu, bo z tym pewnie będę musiała się w niedalekiej przyszłości
              zmierzyć: nie wyobrażam sobie jakiejkolwiek imprezy w towarzystwie MOJEJ eksi -
              to po prostu niewykonalne. Już mój mąż przerobił komunię (z której wyszedł
              przed czasem i pobity przez pijaną eksię), więc ja na pewno nie mam zamiaru
              narazić się na to, że mi eksia na suknię zwymiotuje.
              Tak więc moja pasierbica może spokojnie zaprosić na ślub tylko ojca, mnie
              całkowicie i arogancko pomijając: wali mnie to.
              Ale ucieszy, bo mój zły humor przełoży się na jakość i koszt jej ślubnego
              prezentu.
              Jak mnie pasierbica pomimo wszystko zaprosi - i tak nie przybędę, bo
              demonstracyjnie wyjadę wypoczywać do Egiptu: taki mały odwet za to, że
              pasierbica NIGDY nie przyjechała na żadną imprezę, ani żaden bal na który ją
              zaprosiłam. A zapraszałam na kilka pięknych i prestiżowych bali i bankietów,
              zobowiązując się kupić jej nawet odpowiednią suknię, torebkę i pantofle.
              Guzik. Nie, bo mamusia nie pozwala...
              To nie.
              I mój wybór też wpłynie na jakość prezentu dla niej, bo mój mąż przybędzie
              najwyżej do kościoła lub USC. Mąż beze mnie po prostu nie imprezuje...
              Odwacając sytuację: JA TEŻ JEJ BYM NA SWÓJ ŚLUB NIE ZAPROSIŁA. Nie dlatego, że
              jest pasierbicą, ale dlatego, że jest antypatyczną kobietą.
              A po co mam sobie psuć humor za WŁASNE PIENIĄDZE?
              • barbara001 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 11:00
                anastazjapotocka napisała:

                > > A po co mam sobie psuć humor za WŁASNE PIENIĄDZE?

                Sorki, że tak się wetnę nie na temat głównego problemu, ale Anastazja mogłabyś
                poprawić sobie humor za własne pieniądze i kupic tej nieprzyjemnej osobie jakos
                cudowny prezent, z którym nie wiedziałaby co zrobić, np. obrzydliwego pluszaka,
                hi hi hi. Taki ma dzisiaj głupawy nastrój przy tej wstrętnej pogodzie.
                Kiedyś wylosowałam na Mikołajki nawisko koleżanki- wroga po dziś dzień,
                obrzydliwa osóbka. I kupiłam jej krtem na pryszcze. Niestety nie wiedziałam, że
                los przewrotny spowodował, że ona wylosowała mnie. Od niej otrzymałam rajstopy
                na żylaki. Tak mi się przypomniało w temacie prezentówsmile
                • anastazjapotocka Barbaro! 16.05.07, 11:42
                  Jesteś WIELKA. Rajstopy na żylaki. O trzy numery za duże... O żesz ja na to nie
                  wpadłam!!! Kosmetyki na pryszcze kupuje córce mój mąż (całą linię), bo są
                  strasznie drogie i wręcza je jej zawsze ze słowami: "...nie, abym uważał, że są
                  Tobie akurat potrzebne, ale tak, na wszelki wypadek, bo środowisko takie
                  zanieczyszone..." (sama tę formułkę mu wymyśliłam, po co pasierbiatce sprawiać
                  niepotrzebnie przykrość. Zresztą bardzo jej się cera ostatnio poprawiła).
              • kasia_kasia13 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 11:03
                anastazjapotocka napisała:

                > Jedna z eksi tu piszących to wypisz wymaluj moja stara eksia.
                > W kwestii ślubu, bo z tym pewnie będę musiała się w niedalekiej przyszłości
                > zmierzyć: nie wyobrażam sobie jakiejkolwiek imprezy w towarzystwie MOJEJ
                eksi -
                >
                > to po prostu niewykonalne. Już mój mąż przerobił komunię (z której wyszedł
                > przed czasem i pobity przez pijaną eksię), więc ja na pewno nie mam zamiaru
                > narazić się na to, że mi eksia na suknię zwymiotuje.

                O wlasnie! A Natasza39 twierdzi, ze my tu piszemy o "w miare normalnych
                osobach".
    • barbara001 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 10:40
      >skoro ojciec jest z wami
      to wszusycy to wiedza, dlaczego w swojej zapieklej złosci i zadufaniu nie
      myslicie o DZIECIACH aaaaa wiem dlaczego bow gro z wan nie mzoe na nie patrzec
      i serce wam krwawi jak alimenty placic trzeba<

      Wiesz, gro z nas uczestniczy w płaceniu alimentów na nieswoje dzieci, pomaga
      mężom lub partnerom w utrzymaniu tych dzieci, opiekuje się nimi, kupuje
      prezenty, pamiętach o urodzinkach i stoi przy garach całe dnie gotując
      pasierbom smaczności. A krew zalewa czasem, a i owszem, jak te pazerne eksie
      zaglądają swoim byłym mężom w portfele, naciągają na aparaty słuchowe dla
      zdrowych dzieci, żadają kupowania koni wraz z opłaconym końskim opierunkiem,
      dokładania się do remontów ich mieszkań, korzystają z alimentów aby finansować
      swoje wyjazdy (bez dzieci), ubrania i inne przyjemności. I wtedy nie ma tematu
      nowej żony, dzięki której między innymi takie płacenie alimentów jest możliwe,
      nie ma tematu, kiedy taka eksia potrzebuje się wypuścić a dziecko zostaje z
      ojcem (tylko teoretycznie, bo czesto zostaje przez większość czasu z macochą i
      jej dziećmi), nie ma absolutnie żadnego problemu, kiedy dziecko wraca po
      wekeendzie do mamusi z nowymi butkami i płaszczykiem, ktore kupiła next, no, w
      takich sytuacjach to temat żony byłego męża się nie pojawia, bo co mogłaby
      powiedzieć taka eks, że nie życzy sobie aby ktoś kupował jej dziecku butki?
      Nie. Taka eks będzie wtedy milczeć, bo jeszcze z własnych by musiała na to
      wydać.Ale jak dziecko ma uroczystość to taka next jest jak wrzód na dupie, bo
      korzystać tak naprawdę z obecnosci przyzwoitej next taka eks ma odwagę tylko na
      odległość, na bliższą konfrontację i ciutkę klasy już niestety jej nie stać.

      • lady.godivia Re: w sparwie slubu 16.05.07, 11:09
        ale o czym Ty mowisz??? konie???? opiekunki??? ja mowie o zaspokajaniu
        podstawowych potrzeb
        ludzie wyluzujcie troche po co sobie stwarzac samemu problemy
        za to ze kupilas buty ez ma na kolanach do Ciebie przyjsc??? czy list z
        podziekowaniami wyslac?? nie chcesz nie kupuj
        zastanowicie sie troche bo mam wrazenie ze wyliczanie kot komu za ile i kiedy
        i kto kogo kiedy i gdzie zaprosil a gdzie nie zaprosil jest sensem waszego zycia
        zyjcie i dajcie zyc innym
        • barbara001 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 11:41
          Skoro mówisz o zaspokajaniu podstawowych potrzeb pozwól, że zacytuję:

          -powtorzę jeszcze raz wszystko zalezy od wielu, wielu czynnikow, nie mozna
          generalizowac i nie mozna odmowic prawa do niezproszenia,
          nierozumiem dlaczego next tak na tym zależy???

          * czytając posty zuwazyłam ogólną tendencję do wniosku, że fakt, wszystko
          zależy do sytuacji, stosunków między rodzicami dziecka itd., i nie rozumiem
          dlaczego się tak zajeżasz. A podstawową potrzebą jest zgoda i szacunek. I to
          głównie dla dzieci, bo opływający w kasę rodzice stale na scieżce wojennej nie
          zaspokoją potrzeb dziecka.

          -cztrtam ciagle tutaj, ze exsie to chamki, pazerne idiotki, które tylko szmal
          chca wyciagnac, z dzieckiem nie pozwalaja sie spotykac, gadaja na next,
          nastawiaja przeciwko a jak przychodzi co do czego to malo ze skory next nie
          wyjada zeby byc zaproszone, po co wam to??? zeby co udowodnic??? ze ojciec bez
          was nie pojdzie??? bo to wy jestescie najwazniejsze???

          *a bo my widzisz mamy doczynienia z takimi własnie eksiami. Gdyby było inaczej
          forum to nazywałoby się - Wielka Poskładana Szczęśliwa Rodzina. A sytuacją dość
          częstą jest fatalne zachowanie eks żon naszych mężów, zachowanie
          karygodne.Manipulowanie dziećmi, kłamstwa, wyłudzanie pieniędzy, oszczerstwa. I
          co najgorsze, często te eksie posługują się dziecmi w takiej podjazdowej
          wojence z facetem, który miał czelność załozyć nową rodzinę, spłodzić kolejnego
          potomka, w mniemaniu wielu eks, gębę co będzie obżerała ją i jej dzieći z
          należnych jej pieniędzy. Z takimi eks mamy doczynienia, często.
          I tu nie chodzi o to, że eks jest fe, ale zaproszenie dla next się nalezy, bo
          taki mamy swiatopogląd. Chodzi o to, że większośc tych durnych byłych żon nie
          zdaje sobie sprawy, że gdyby nie taka next, co do domu się dokłada , bo i jej
          to dom, to eks mąż może płacić często wyskokie alimenty, stać go na to żeby
          dokładać się do dodatkowych zajęć dla dzieci, zabrać je na wakacje. Bo gdyby
          był sam, lub z inną next byc może osrałby eks i ich wpólne dzieci i płacił po
          300 zł. Nie chodzi mi o to, że jak kupię męzowskiemu dziecku butki to oczekuję
          listu i kwiatów, bo jak te buty dziecku kupuję, ale nie rozumiem wtedy
          rozpaczliwych telefonów od eks, przyslij mi pieniadze na buty dla dziecka, w
          rzeczywistosci czytaj- musze opłacic swoj telefon komórkowy a się spłukałam.
          Chodzi mi o to, że jak dziecko lubi i dobrze czuje się z zoną ojca, to eks nie
          ma obiekcji by dziecko spedzało wakacje w tak doborowym towarzystwie, ale jak
          dziecko ma komunię, to o next staje się tematem niewygodnym, bo wtedy o takiej
          next najłatwiej jest zapomnieć. A my cóz, nie jestesmy powietrzem. A wtedy
          większość eks ma to w dupie. Ojca zaprosić trzeba, a jego zonę, najlepiej jakby
          znikła, a rodzeństwo z nowego związku, brat czy siostra, tez ma zniknąć,
          owszem, dla większości eks tak. To jest takie raczej zakłamane. razi mnie brak
          konsekwencji i typowo roszczeniowe podejście do życia. Jeśli z takimi eks mamy
          doczynienia to o nich piszemy.


          -skoro ojciec jest z wami
          to wszusycy to wiedza, dlaczego w swojej zapieklej złosci i zadufaniu nie
          myslicie o DZIECIACH aaaaa wiem dlaczego bow gro z wan nie mzoe na nie patrzec
          i serce wam krwawi jak alimenty placic trzeba


          * to skomentowałam.

          Sa na świecie ludzie z klasą, i eksie i neksie, i o takich osobach uczciwie
          piszemy dobrze, bo ludzie na poziomie potrafią się zachowac. A niektórzy nie, i
          do takich nalezy eks Liska(powracając do głownego watku).
    • natasza39 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 12:09
      lady.godivia napisała:

      > placi 500 zl alimentow i to jest wszystko, nie ma zadnego partycpowania w
      > kosztach zajec dodatkowych, nie ma zabierania na wakacje / nigdy nie wyszedl
      z
      > propozycja zabrania dziecka/ nie ma dodatkowej kasy na kolonie, zimowisko czy
      > cokolwiek innego, 500 stow i szlus

      Jesli uwazasz, że mało płaci wnieś o podniesienie alimentów.
      Jesli ojciec dziecka nie dokłada nic extra, a matkę dziecko kosztuje więcej niż
      w Twoim przypadku 1000 zł/m-c uwazam że powinnaś.
      A jak Twój ex płaci tylko gołe alimenty, to nie upowaznia Cię to do negowania
      tego co pisze np. barbara.
      Ja Ci np. wierzę, ze on płaci "gołe" alimenty. Dlaczego zatemn nie wierzysz jej?

      > jego obecna partnerka / nie wiem czy jest zona i nie ma to dla mnie
      znaczenia/
      > z moim dzieckiem ma kontakt zaden, z relacji dziecka / zeby byla jasnosc -
      nie
      > odpytuje go sam opowiada co robi u taty/ w 9 na 10 przypadkach nie ma jej w
      > domu jak maly tam idzie

      Ale to chyba dobrze, nie sądzisz?
      Ojciec i dziecko maja czas tylko dla siebie.
      Z jednej strony wiecznie ex mają pretensje, że spotkania powinny być tylko z
      dzieckiem i ojcem, bo sa dla nic, a z drugiej strony, że next "ostentacyjnie
      wychodzi". A może po prostu wychodzi, zeby ojciec i dziecko mieli czas
      wyłacznie dla siebie.
      A skąd wiesz, że "ostentacyjnie"? Dziecko Twoje uzyło takiego słowa?
      I Ty go nie wypytujesz? No nie rozśmieszaj mnie!

      >szczerze powiedziawszy wkurza mnie to ze takie tu
      > wszystkie biedne jestescie bo ex zony to potwory a wy wszystkie niczym
      anielice
      >
      > z aureolami nad czolem zyly sobie wypruwacie zeby ukochanym pasierbom bylo
      dobr
      > z
      >

      Ani tu same anielice, ani nikt sobie żył nie wypruwa.
      Jesli odebrałaś tak całe forum, jego róznorodnosc to gratuluję wybiórczego
      czytaniasmile
      • lady.godivia Re: w sparwie slubu 16.05.07, 12:17
        prosze jak ciezko uwierzyc ze ex moze nie byc zainteresowan next i wszystkim co
        sie u niej w domu dzieje
        wyobraz sobie, ze nie wypytuje, bo uwazam to za niepotrzebny steres, rzucanie
        sie z pytanie co u taty?? a x byla?? a co jadles na obiad??? a co robiliscie??
        jedyne o co pytam to to czy zadowolony jset z wizyty u tatysmile
        a tak pozatym to naprawde mnie nie interesuje jak zyje teraz moj byly i jego
        obecna, mam swoje zyciesmile
        moj syn ma 11 lat i zna wiele słów i znaczen, moze nie uzyl slowa ostentacyjne
        ale powiedizal " Pani X powiedziala do taty ze wychodzi do kolezanki bo nie ma
        ochoty siedziec i marnowac czasu z nami" pewnie sie biedulka przejezyczylasmile
        • barbara001 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 12:38
          lady.godivia napisała:

          > prosze jak ciezko uwierzyc ze ex moze nie byc zainteresowan next i wszystkim
          co
          >
          > sie u niej w domu dzieje

          ależ kochana, wyobrażamy sobie i nie mamy nic przeciwko, szczerze mówiąc zbyt
          zainteresowana naszym zyciem eks to zmora.

          > wyobraz sobie, ze nie wypytuje, bo uwazam to za niepotrzebny steres, rzucanie
          > sie z pytanie co u taty?? a x byla?? a co jadles na obiad??? a co
          robiliscie??
          > jedyne o co pytam to to czy zadowolony jset z wizyty u tatysmile

          a dla kogo ten stres, dla Ciebie czy Twojego syna?

          > a tak pozatym to naprawde mnie nie interesuje jak zyje teraz moj byly i jego
          > obecna, mam swoje zyciesmile

          I tak trzymaj.

          > moj syn ma 11 lat i zna wiele słów i znaczen, moze nie uzyl slowa
          ostentacyjne
          > ale powiedizal " Pani X powiedziala do taty ze wychodzi do kolezanki bo nie
          ma
          > ochoty siedziec i marnowac czasu z nami" pewnie sie biedulka przejezyczylasmile

          a może biedula nie lubi dzieci, albo nie lubi Twojego syna, i to duzo lepsze,
          że wychodzi sobie do kolezanek nizby miała psuć spotkania ojca z synem swoją
          nadętą miną.
            • barbara001 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 15:48
              lady.godivia napisała:

              > uważam ze nadmierne zainteresowanie i wypytywanie dziecka o szczególy wizyty
              > jest stresem dla dziecka

              Nie wiem jak jest u Ciebie w domu, jakie masz relacje z synem, jego ojcem itd.
              Ale dziwi mnie to, bo jeśli Twój syn dobrze czuje się z tatą to może chciałby
              opowiedziec Tobie właśnie jak fantastycznie się razem bawili. A jesli wizyty u
              ojca sa dlka dziecka trudne i mało przyjemne to tym bardziej powinnaś z małym o
              tym rozmawiać. Ale nie oceniam Twojego postępowania bo nie wiem jak tam wyglada
              to Wasze podwórko.
              Córka mojego M była bardzo nieszczęśliwa kiedy nie mogła podzielić się z mamą
              tym co wydarzyło się podczas pobytu u nas. Mam na nią burczała i zwykle
              mawiała, ze ją to nie interesuje, że nie zyczy sobie słuchac o "obcych
              osobach", a nawet potrafila powiedzieć dziecku żeby przestała gadać o panience
              tatusia. Dziecko będąc u nas, kiedy bawiliśmy się w najlepsze potrafiło na
              chwile się zasępić i powiedziec- szkoda, że nie opowiem tego mamie. A mała była
              wtedy małasmile, pięć , sześć lat miała. Zdobyła się na odwagę i kiedyś
              powiedziała mamie, że chce żeby ona uczestniczyła w jej zyciu, całym, a nie
              podzielonym na dom taty i barbarki i dom z mamą. Jej matce zrobiło się wtedy
              bardzo głupio. Niedługo później dziecko wpadło do nas do domu, przeszczęśliwe,
              bo mama ostatnim razem zapytała co tam robiliśmy, wysłuchała, ucieszyła się
              nawet z czegoś tam a następny raz sama zaproponowała i kupiła naszemu
              zwierzakowi smakołyk. Mówię ci, trzeba było widzieć uradowanego buziaka małej
              zeby zrozumieć jak to dla niej ważne było, żeby mogła się podzielić z mamą,
              ważną dla niej osobą tym czym zyje przez dwa, trzy dni, tydzień kiedy jest u
              nas.

              Eks co nieco zrozumiała, ale jej natury przeskoczyć się nie da, ma generalnie
              małe zainteresowanie tym co u jej córki słychac, jak jest ok, dziecko chodzi,
              mówi ,je i nie beczy to znaczy ze dobrze jest. Ja jestem inna, mnie ciekawi co
              tam ta mała sobie myśli, z kim się przyjaźni, czy pogodziła sie z Dominiką, czy
              Staszek już jej nie szczypie w ramię itd. Razem robimy rysunki na konkursy
              plastyczne, bo ja pamietam o tych konkursach, razem trenujemy wiersze na
              przedstawienia (bo wiesz, dziecko samo jak się nauczy tekstu to troche klepie
              bez intonacji). I to ja wiem od małej, że teraz to podkochuje się w Janku, że
              jakiś tam chłopczyk pokazał dziewczynkom w szatni siusiaka (Tylko nie mów mojej
              mamie!), że Dominika obgadała ją z Klaudią i co ona ma teraz zrobić, że jest
              ciekawa jak to jest że z jajeczka w brzuchu kobiety robi się dziecko i skąd to
              jajeczko? Z mama nie rozmawia na takie tematy, matka ją zbywa, nie słucha, nie
              interesuje się. I ona wstydzi się powiedzieć mamie o wielu sprawach bo nie zna
              jej reakcji. A moja zna. I wiesz, myslę że jej matka wiele straci, bo jak jest
              dobrze to jest dobrze, a jak bedzie działo się coś złego, to nigdy tego nie
              zauwazy w porę, nie wyczuje, a co najgorsze, jej corka nie zwróci się do niej
              po radę i wsparcie. A ja, cóz, jestem tylko macochą, mogę miec problemy w tym
              zeby byc wtedy tam gdzie przydałabym się być może. Mam nadzieję,że mnie
              rozumiesz. Uwazam, ze dla dziecka bardzo ważne jest zaufanie do rodziców i to
              zeby wiedziało że może opowiedziec co chce.
              • babe007 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 16:10
                Jest pewna różnica pomiędzy burczeniem i zakazem opowiadania o tym jak było u
                taty a poprostu nie zadawaniem pytań. Z uwagą i zainteresowaniem wysłuchuję
                tego co moje dzieci CHCĄ mi opowiedzieć o swojej wizycie u ojca. Jestem jednak
                przeciwna "przesłuchaniom". Sama dostaję lekkiego wk..., kiedy podczas weekendu
                do dzieci dzwoni np babcia (teściowa) i zamiast rozmawiać z nimi "towarzysko"
                przeprowadza dochodzenie np.na temat tego co jedli na śniadanie, obiad,
                kolację. Nie po to rozwodziłam sie z jej synem, żeby być nadal kontrolowaną
                (babcia przez "niejadkowość" swojego syna w dzieciństwie ma obsesję na tym tle).
                • barbara001 Re: w sparwie slubu 16.05.07, 16:17
                  Rację masz absolutną. Ja pisałam o tym co dziecko CHCE, a wręcz PRAGNIE mamie
                  opowiedzieć. A przesłuchań też nie lubię. Moja co prawda aktualna teściowa też
                  tak potrafi,rozmawiać z wnuczką i robić wywiad, bo tesciowa ma ograniczony
                  dostęp do mego domostwa bo sobie zasłuzyła, i teraz jak już nie bywa tak czesto
                  to przesłuchuje wnuczke - a gdzie byliście, a kiedy wróciliście, a co jadłaś, a
                  kto ci to kupił. Błeeee