Minął miesiąc...

14.05.07, 11:46
Miesiąc temu pisałam o nagłym poleceniu zapłaty za wakacje dla dzieci.
Wczoraj wyszła nowa sprawa. Mamusia przekazała tatusiowi informacje że ma
natychmiast dać na książki dla dzieci! Trochę nam poczucie zadowolenia z
życia spadło – ledwo zebraliśmy na wakacje a już nowy „natychmiastowy”
wydatek (naprawdę on oddaje dzieciom 40% z wypłaty). Zaczynam to odbierać tak
samo jak on, jako złośliwe nękanie.
Macie dzieci i pasierbów w wieku szkolnym, powiedzcie czy przesadzam, bo ja
się tyle naczytałam opowieści o różnych programach i różnych książkach,
corocznych zmianach, braku możliwości planowania – która z Was wie już jakie
książki trzeba kupić dziecku na wrzesień i ile to będzie kosztowało?
    • domisia26 Re: Minął miesiąc... 14.05.07, 11:58
      U nas było podobnie, ex krzyczała, kase na rózne rzeczy, na poczatku ulegalismy
      i dostawała ale potem moi znajomi, otworzyli nam oczy bo mieli podobna
      sytuacje. kiedy mała szła do 3 klasy ex zadzwoniła ze na ksiazki mamy dac 200
      zł, kiedys umówilismy sie ze my kupjemy wyprawke a ona, z pieniedzy które
      dostaje z opieki 100zł co roku na ksiażki, dokłada reszte i kupuje ksiażki. w
      tamtym roku, krzykneła cała wyprawke + ksiażki od nas, straszyła sadem itp.
      Wiec powiedzielismy dość, maz ma kontakt z nauczycielka córki, zadzwonił do
      niej i sie okazało ze przez 3 lata, sa te same ksiażki i nie trzeba teraz nic
      kupywać. Złapalismy ex na kłamstwie, i wyłudzeniu kasy, wiec juz przez dłuzszy
      czas nie krzyczała o kase az do tamtego miesiaca 7500zł na aparat słuchowy dla
      zdrowego dziecka, i znów chciała kase wyłudzic. Moja rada przystopować z
      dawaniem kasy, sprawdzac wszystko zadzwonić do szkoły i dowiedziec sie o
      książkach ich kosztach. nie dajcie sie wykożystywac lepiej kupić zamemu dziecku
      niz dać ex kase do ręki.
      • dyderko Re: Minął miesiąc... 14.05.07, 12:20
        Wiesz... akurat w kwestii że exia cienko przędzie to nie mam wątpliwości, że
        jest jak twierdzi, choć mam wrażenie ze uważa że tylko ojciec ma obowiązek
        oszczędzać na sobie. No bo jeśli dzieci jadą na prawie miesiąc na wakacje a
        ojciec ma zapłacić i alimenty i połowę za obóz, to jakoś tak... „dojona” się
        czuję! Ja wiem ze zaraz zostanę pouczona by nie zaglądać w kieszeń eksi ale mam
        takie niemiłe uczucie „bycia jeleniem”.
        A z drugiej strony wątpliwa sprawa momentu wyjścia z żądaniem zapłaty za
        książki – połowa maja to jakiś dziwny termin na takie plany! Tym bardziej że
        jedno z dzieci jest przed przyjęciem do liceum, ja wiem że się do niego bez
        najmniejszego trudu dostanie bo to bardzo zdolne dziecko ale czy ktoś by już
        wypytywał nauczycieli w szkole jakie książki trzeba kupić? Jakoś mam wrażenie
        że coś jest nie tak...
        • domisia26 Re: Minął miesiąc... 14.05.07, 13:26
          U nas jest tak ze ex zyje z pieniedzy córki, długa historia, ale my wlimy
          zabrać mała i kupic jej to co jest potrzebne niz dac ex pieniadze bo wiemy ze
          ona je przepuści, a mała nic z tego nie bedzie miała. Jeśli chodzi o ksiazki ex
          do nas wyskoczyła na poczatku czerwca my przeczekalismy, do połowy sierpnia w
          tedy w szkołach wiadomo jakie ksiażki maja być, mój skontaktował sie z
          nauczycielką, i ona wszystko nam powiedziała. Wiesz wole jak mała dostaje od
          nas zamiast pieniedzy cos potrebnego, chociaz wiem ze ex sprzedeaje niektóre
          rzeczy od nas, które dostaje córka, ale to jej sumienie. Nie dajcie z siebie
          robic dojnej krowy, dacie jej palce bedzie chciała całą rekę
        • natasza39 Co do książek. 14.05.07, 13:51
          Raz w życiu kupiłam książki na końcu roku na rok następny i więcej nigdy tego
          błędu nie powtórzyłamsmile
          Potem na początku roku musiałam połowę książek za pól ceny sprzedawać i kupować
          inne bo sie pani koncepcja programowa zmieniła.
          Książki najlepiej kupować jak dziecko wie już która pani będzie go uczyła,
          czasem w ostatniej chwili zmienia się w danej klasie nauczyciel i jakich
          książek bedzie wymagała.
          Ponadto, mnie np stac aby dziecko miało wszystkie książki nowe, ale zawsze
          wymagałam od Młodego, aby ksiązki szanował i sprzedał je na początku roku
          młodszym klasom na giełdzie. Dopiero potem dawałm róznicę i kupowałam wyłącznie
          nowe ćwiczenia, które dziecko wypełnia. Moje dziecko uczyło się z książek pół
          na pół z drugiej ręki i jakoś, dzięki Bogu skończyło szkoły.
          Jeśli chodzi o liceum, to najdroższa jest klasa pierwsza. Trzeba kupić książki
          wszystkie (wydatek nawet do 300 zł, bo pamiętam, że sam angielski komplet
          kosztował coś ok 60 czy 80 zł, a w skład komletu wchodziły ćwiczenia, które się
          zużywają).
          W liceum niektóre książki kupuje się na całe liceum. Np ksiażka do informatyki
          czy do chemii. Oczywiście zależy od nauczyciela, którą pozycję wybierze.
          • dyderko Re: Co do książek. 14.05.07, 14:23
            Dawno szkołę kończyłam ale o takich przypadkach właśnie wiele słyszałam. Jakoś
            mam wrażenie że tekst o konieczności natychmiastowego wyłożenia pieniędzy na
            książki w środku maja nie jest taki „całkiem w porządku”.
    • kicia031 Re: Minął miesiąc... 14.05.07, 11:59
      Wiesz co, przede wszystkim moim zdaniem trzeba ustalic jedna sprawe raz na
      zawsze - za co wy placicie i kiedy. Ja z moim Exem mam uklad, ktory mimo
      wszystko wydaje mi sie rozsadniejszy: Ex placi alimenty w satysfakcjonujacej
      wysokosci i do niczego juz sie nie doklada. Czasmi kupuje dziecku kosztowne
      prezenty - komputer, wypasiony rower, ale robi to, bo chce.

      U mojego aktualnego jest podobnie jak u was - oprocz alimentow jest ciagle
      domaganie sie, by kupil to czy tamto. Dla mnie to uklad rodzacy potencjalnie
      duzo wiecej konfliktow.

      radzilabym wam zastanowic sie, jak chcecie sprawy uregulowac i tego sie potem
      trzymac, bo inaczej bedziecie sie ciagle tylko zarli o pieniadze.
      • dyderko Re: Minął miesiąc... 14.05.07, 12:49
        Wydawałoby się że najlepiej jest się dogadać ale do tego, jak do tanga, trzeba
        dwojga! Exia nie rozmawia ze swoim byłym mężem, ona wydaje tylko polecenia
        przez dzieci. Stawia to go w sytuacji gdy dzieci proszą ojca o coś i jak on ma
        odmówić? Teoretycznie, według mnie, alimenty w wysokości 40% pensji to tyle ile
        powinno im wystarczyć (według sądu też). Ojciec jak ma jakieś wolne pieniądze
        (choć przyznaję że zbyt dużo ich nie ma bo my też za coś musimy przeżyć) to
        chętnie je na potrzeby dzieci przeznacza.

        Powiedz mi tylko, poradź jak to zrobić by się dogadać, uzgodnić... Czy ja
        przesadzam czując, tak jak mój NM, że to jest forma walki podjazdowej gdy ona
        przekazuje przez dzieci polecenia „masz kupić”, „masz zapłacić”, „zrób
        natychmiast”!
        Poradziłam mu by następnym razem powiedział dzieciom że jak matka chce czegoś
        od niego to niech zadzwoni (telefony zna – on się nie ukrywa) i ani kartek nie
        odbierał, ani informacji od nich nie przyjmował – to chyba jedyne wyjście by
        wymusić jakkolwiek kontakt.
        • kicia031 Re: Minął miesiąc... 14.05.07, 13:29
          dyderko napisała:

          > Stawia to go w sytuacji gdy dzieci proszą ojca o coś i jak on ma
          > odmówić?


          No normalnie. Niestety nie moge tego czy tego + szczerze o powodach - nie mam,
          nie uwazam, by ci to bylo potrzebne, zaplacilem juz alimenty w wysokosci x i
          wiecej w tym miesiacu dac nie moge.

          A jesli juz, to ja bym proponowala swiadvczenia w naturze - np ksiazki szkolne -
          to poprosze liste i idziemy kupic do ksiegarni i tyle.

          A tobie rodzice zawsze dawali wszystko czego chcialas, bo chcialas?

          Zaczynam miec wrazenie, ze tu nie w Ex tkwi problem...
          • dyderko Re: Minął miesiąc... 14.05.07, 14:13
            A w czym według Ciebie tkwi problem?
            Bo ja wiem że w NM za mało asertywności, swoją drogą trudno mu inaczej jeśli
            przez prawie całe małżeństwo to on był tym utrzymującym rodzinę. To na jego
            głowie zawsze było zarobić na wszelkie potrzeby. Jestem w stanie zrozumieć to
            że nie umie powiedzieć "nie" jak słyszy że mama powiedziała że albo się tato
            dołoży do wakacji albo oni przesiedzą cały czas w mieście. Z drugiej strony nie
            stać nas na to by zabrać je gdzieś (bo gdyby nam się powodziło finansowo to
            przy takich zachowaniach po prostu sami, pomijając ex, uzgadnialibyśmy z
            dziećmi ich plany wakacyjne ale jeśli nas samych stać jedynie na wyjazd na
            kilka dni do rodziny to nie da się tak zrobić).
            Oczywiście że mi rodzice nie dawali na wszystko na co miałam ochotę ale dawali
            mi i na książki i na wakacje i na ubrania i na inne podstawowe rzeczy. Exia nie
            miała żadnego wejścia typu „daj ojciec na zachciankę dziecku” jak dziecko ma
            taką własną prośbę to tatuś mu mówi że może to uwzględni w najbliższych planach
            prezentowych albo po prostu odmawia!

            Co do świadczenia w naturze, to masz rację – tak trzeba będzie zrobić. Tylko
            jak? Ma polecić przekazać matce że ma dać listę książek i połowę kwoty i
            pójdziemy na zakupy? Nie sądzisz że w takiej sytuacji będzie w gruncie rzeczy
            tak samo się zachowywał jak ich matka? Czego on je nauczy? Że by coś dostać
            trzeba głośniej i dobitniej krzyczeć?
        • domisia26 Re: Minął miesiąc... 14.05.07, 13:31
          Czy wymusisz kontakt, może jezeli niepotrafia sie dogadac to juz problem ex,
          jezeli twój chce a ona nie, przestałabym przyjmowac od dzieci, kartki, listy i
          zobaczyc jak zareaguje, czekac na jej ruch i do tej pory nie dawac pieniedzy,
          my tak zrobilismy i ex sama sie odezwała.
          • dyderko Re: Minął miesiąc... 14.05.07, 14:15
            No właśnie, niczego nie przyjmować i albo zareaguje albo... będzie wmawiać
            dzieciom że ten łajdak ma je gdzieś.
            Wybacz ale dziś trochę zmęczona jestem tym wszystkim. Jakoś coraz mniej mam
            nadziei że dla dobra własnych dzieci ona cokolwiek z prywatnej wojenki odpuści.
    • babe007 Ja również w kwestii książek 14.05.07, 15:34
      W naszej szkole listę książek dostaje się na ostatnim zebraniu (pod koniec
      maja). Jest również możliwość zamówienia książek przez szkołę (ze zniżką, bo
      hurtowo) wtedy pieniądze muszą być wpłacone jakoś do połowy czerwca.
      Szczególnie w początkowych klasach nie istnieje coś takiego jak "giełda
      podręczników", bo są to zazwyczaj książki w których dziecko pisze (rozwiązuje
      zadania). To tyle dla tych, które problem znają tylko z opowieści ;-P.
      • ajmj Re: Ja również w kwestii książek 15.05.07, 06:38
        Ja ksiązki dla Młodego kupuje pod koniec sierpnia. Resztę (ćwiczenia) dokupuję
        w trakcie szkoły (poczatek wrzesnia), bo zawsze cos się zmienia.
        Teraz kwestia u Was... Może Ona faktycznie juz teraz chce kupic podręczniki(bo
        tez mozna - choć uważam, ze niepotrzbnie tak wcześnie), moze naprawde nie ma
        pieniędzy, i jeszcze jedno, czy zawsze to Wy kupujecie wyprawkę? Czy dopiero
        teraz ona zarządała pieniędzy na ksiązki po raz pierwszy?
        • dyderko Re: Ja również w kwestii książek 15.05.07, 08:56
          Wiesz, rzeczywiście może ona ma ochotę teraz kupić podręczniki ale dlaczego
          wychodzi z założenia „ja chcę teraz kupić podręczniki, ojciec ma się dołożyć i
          już”. Nie rozmawiała z ojcem dzieci na ten temat, nie dała ani raz do
          zrozumienia że rozważa takie plany, nawet nie przekazała informacji „teraz jak
          kupię podręczniki to będzie taniej” (albo coś w tym rodzaju). Po prostu kazała
          dzieciom powiedzieć ojcu że ma natychmiast dać połowę kosztów czyli jakieś pięć
          stówek na podręczniki. Czy mi się wydaje że jeśli kwota ta jest ponad to co
          ojciec daje w formie alimentów to może on oczekiwać chociaż wcześniejszego
          uprzedzenia, albo słowa wyjaśnienia? Nie mówiąc już o tym ze określenie „jakieś
          pięć stówek” może równie dobrze znaczyć trzysta jak siedemset, co nie?

          Co do zwyczaju to nie ma takiego. Dwa lata temu oficjalnie byli razem, a rok
          temu nie chciała od niego nic (nawet komórki które dzieciaki dostały od ojca
          kazała im zwracać). W sumie to zmieniło się sporo od momentu orzeczenia rozwodu
          i jak do tej chwili nie chciała od niego nic ani dla siebie ani dla swoich
          dzieci (bo wtedy były to jej i tylko jej dzieci), tak teraz się „trochę”
          sytuacja zmienia.
          Hmmm... jak jeszcze miesiąc temu myślałam że ona też chciała tego rozwodu tak
          coraz bardziej podejrzewam że to była gra a ona się przeliczyła i teraz my (i
          dzieci też) będziemy obrywać za to że tym razem nie wyszło.
Pełna wersja