czy tak na prawdę jest?

14.05.07, 15:50
Nie wiem, czy zauważyłyście macochy, że najczęsciej narzekamy na pasierbice i ich matki? Czy z pasierbami nie ma takich problemów? czy nie sa zazdrośni o ojców? a może są o matki zazdrośni? Mój syn ma serdecznie przyjacielski kontakt z moim M, sprawdzony przez lata. A jak jest u Was?
I druga sprawa juz bardziej ku rozluźnieniu problemów; mam serdeczną od 32 lat przyjaciółkę, starą lekarkę, której jedną z serdecznych przyjaciółek jest ( uwaga!) druga żona jej pierwszego męża. Obie starsze panie bardzo sobie pomagają, spędzają razem sporo czasu. Moja przyjaciółka jest wdową a jej druga żona pierwszego męża smile pogoniła już parę lat temu tego własnie męża obu pań. Druga żona pierwszego męża babciuje wnuczkom mojej przyjaciółki od lat, choć sama ma syna z pierwszym mężem mojej przyjaciółki, nigdy nie miała problemu ze swoim pasierbem. I jak nam teraz? wrednym macochom? smile pozdrawiam
    • macosik Re: czy tak na prawdę jest? 14.05.07, 15:58
      Co do pierwszej części. Mam pasierba i pasierbicę i ...rzeczywiście, z
      pasierbicą mam same kłopoty i konflikty. Po prostu to czy wizyta jest dana i
      jaka atmosfera panuje, zależy od chumorów córki męża. Syn jest ok. Nie stwarza
      problemów, nigdy nie miałam z nim większych spięć. Natomiast z córką M. "dobre
      chwile" mogę policzyć na palcach jednej ręki. Widocznie córki są bardziej
      zazdrosne o ojca a dodatkowo mocno zżyte z matką więc "dopiekają" macochom.
      • dyderko Re: czy tak na prawdę jest? 14.05.07, 16:07
        W moim przypadku to akurat syn NM ma do mnie jakieś pretensje za odejście z
        domu taty, natomiast córka uważa że ja nie mam z tym nic wspólnego i nie wyraża
        żadnych, najmniejszych nawet nieżyczliwości.
    • dyderko Re: czy tak na prawdę jest? 14.05.07, 16:02
      Wiesz... nie generalizowałabym. Ja mam bardzo słaby kontakt z dziećmi mojego NM
      ale jakoś lepiej rozumiem pasierbicę niż pasierba. Może dlatego ze sama kiedyś
      byłam nastoletnią dziewczyną... Ale to wszystko może wynikać z nikłego kontaktu
      z dziećmi, może gdybyśmy się widywali częściej to byłoby odwrotnie.
    • lilith76 Re: czy tak na prawdę jest? 14.05.07, 16:52
      Ja mam lepszy kontakt z pasierbicą, może dlatego, że zawsze chciałam mieć córkę. Pasierb to dla mnie taki alien - jak 99,99% chłopców.

      Ale jakąś prawidłowość widać - rozwiedziona matka ma większy wpływ na córkę, niż na syna.

      Moja przyjaciółka jest wdową a jej druga żona pierw
      > szego męża smile pogoniła już parę lat temu tego własnie męża obu pań. Druga żona
      > pierwszego męża babciuje wnuczkom mojej przyjaciółki od lat, choć sama ma syna
      > z pierwszym mężem mojej przyjaciółki, nigdy nie miała problemu ze swoim pasier
      > bem. I jak nam teraz? wrednym macochom? smile

      Shit happens ;D
      • jayin Re: czy tak na prawdę jest? 14.05.07, 18:05
        > Moja przyjaciółka jest wdową a jej druga żona pierwszego męża smile pogoniła już parę lat temu tego własnie męża obu pań...

        Tak mniej serio:
        Może właśnie dlatego się przyjaźnią, bo go pogoniła?smile
        Połączył je może ściślej jeszcze fakt, że ten sam facet dla obu był taki aż nieodpowiedni, że obie pogoniły smile Wspólnota dusz w końcu smile

        Pozdrawiam smile

        (a z pasierbami - też zauważam coś podobnego... jeśli jest zgrzyt z pasierbem to wyłacznie na linii "macocha-pasierb" - w grę wchodzą tylko ich własne charaktery. a w przypadku pasierbic - dochodzi do tego czesto element "córeczka tatusia" i robi się grubsza sprawa - a więc i mniej przyjemna i częściej zgrzytająca... zresztą - kobita zwykle szybciej zawrze rozejm z facetem, niż z inną kobietą smile
      • ewunia92 Re: czy tak na prawdę jest? 15.05.07, 11:45
        świetne smile))
        • erlich3 córeczka tatusia to dramat 15.05.07, 12:35
          sama jestem aktualnie w ciąży ale trafiłby mnie szlag jakbym urodziła córkę i
          zobaczyłabym że mój M. faworyzuje córkę z 1 małżeństaw a moją traktuje gorzej.
          A poza tym wolałabym mieć pasierba. Sądzę że w ogóle odpadłby problem
          zazdrości. W przypadku pasierbicy jest nie do zniesienia fakt, że4 tatuś jest
          zapatrzony w swoją księżniczkę jak w obrazek a ona w niego. Gdyby to była moja
          córka to pewnie cieszyłabym się że mają takie świetne relacje, a tak ...szkoda
          gadać.Oczywiście staram sie nad tym pracować, aby polubić pasierbicę ale jest
          to cholernie ciężkie. Widać zazdrość o pasierbicę jest naturalna, tylko co
          poniektóre macochy potrafią ją zwalczyć.Wywnioskowałam to z niektórych
          wypowiedzi w których macochy piszą że kiedyś czuły niechęć czy zazdrość o
          pasierbicę a teraz im to przeszło. Ciekawa jestem jak to zrobiły? Bo ja tak
          szczerze mówiąc ( może nie powinnam się przyznawać) męczę się okropnie z tą
          zazdrością i chciałabym jej nie odczuwać, ale nie potrafię.
          • chalsia Re: córeczka tatusia to dramat 15.05.07, 15:08
            Ty się nie masz zmuszac do lubienia pasierbicy, tylko popracować z zazdrością.
            To wystarczy.
            Po raz któryś powaznie Ci radzę, byś ze swoim problemem CHOROBLIWEJ zazdrości
            udała się do psychoterapeuty. Być może masz bardzo niskie poczucie własnej
            wartości?

            Czemu tak myslę - bo napisałaś:

            > zazdrości. W przypadku pasierbicy jest nie do zniesienia fakt, że4 tatuś jest
            > zapatrzony w swoją księżniczkę jak w obrazek a ona w niego. Gdyby to była
            moja
            > córka to pewnie cieszyłabym się że mają takie świetne relacje, a
            tak ...szkoda
            > gadać.

            Chalsia
          • ewunia92 Re: córeczka tatusia to dramat 15.05.07, 19:32
            uff masz problem! Wiesz, ja tez nie lubie pasierbic i bardzo mi zalazły za skórę ale coś Ci napiszę. Był taki okres w naszym życiu, że eks mojego M wyrzuciła ich 16 letnią córkę z domu.Wtedy mieszkała u nas przez 10 miesięcy. W tym czasie oczywiście były walki i sądy między rodzicami. Ale moje relacje z nią były poprawne. Mimo, że musiałam toczyć ostrą walkę ze swoimi dziećmi aby ją zaakceptowały w rodzinie, czułam do niej duzo sympatii i starałam się traktowac ją jak swoje dziecko.Oczywiście większośc obowiązków związanych z jej sprawami spadło na mnie, ponieważ M właśnie specjalizował się i nie było go w domu więcej niż mniej. Oczywiście cała sprawa skonczyła sie przy pierwszej próbie przeprowadzenia przeze mnie działań wychowawczych w sprawie porządku osobistego. Z wielkim hukiem wróciła do matki a ja od tego czasu ( 13 lat) jestem wrogiem, czarownicą itp itp.W tym czasie jak już pisałam wyrzekła się ojca nazwiska, nie kontaktowała się z nami przez 10 lat.Po tym wszystkim, po strasznym dla mnie przejściu z jej powrotem do ojca( ktos musial finansować ślub)Teraz jest znowu córeczką tatusia a w dodatku dała mu wnuka.Do czego nawiązuję: chcę zaznaczyć, że jeśli nawet mamy wpływ na relacje córeczki z ojcem, to najlepiej nie wychylać się, zdystansować się. Czyli własnie zwalczyć zazdrość, dać im wolną rękę w ich kontaktach i układać sobie obojętne podejście do tego problemu. Bo inaczej szkoda naszego zdrowia i życia. Jesli spodziewasz się dziecka-ciesz się tym. Żyj dla tego dziecka bo to zawsze warto.No i pomyśl, że on ma też dziecko, które kocha po swojemu, męsku i ma do tego prawo. Na pewno nie poświęci swojej córeczki dla naszych humorów i zachcianek. może i dobrze bo co by było jakby wymagał od nas poświęcenia naszego dziecka dla niego?????Mój rozwiedziony syn jest właśnie takim zapatrzonym w swoją królewnę ojcem ale wierzę,że pamięta co ja przechodziłam i będzie inny. Na razie tak jest- wspaniale buduje relacje między córką a nowa partnerką. Ale to musi być do tego mądry mężczyzna. Ale i my kobiety musimy byc mądre. Życzę Ci serdecznie wspaniałego dzidziusia, dla niego będzie zawsze warto trochę odpuścić tej pasierbicy smile
          • natasza39 Re: córeczka tatusia to dramat 16.05.07, 01:07
            erlich3 napisała:
            > sama jestem aktualnie w ciąży

            A więc jednak zastosowałaś rozwiązanie polegające na odwróceniu uwagi męza od
            własnego dziecka poprzez wydanie na świat niczemu niewinnej istoty.

            ale trafiłby mnie szlag jakbym urodziła córkę i
            > zobaczyłabym że mój M. faworyzuje córkę z 1 małżeństaw a moją traktuje gorzej.

            Mam nadzieje, ze urodzisz syna. Nikomu nie życzę aby go szlag trafił.

            Widać zazdrość o pasierbicę jest naturalna,

            Tylko w sensie behawioralnym. I to tylko u istot niespełnionych i
            niedowartościowanych.

            >tylko co
            > poniektóre macochy potrafią ją zwalczyć.Wywnioskowałam to z niektórych
            > wypowiedzi w których macochy piszą że kiedyś czuły niechęć czy zazdrość o
            > pasierbicę a teraz im to przeszło. Ciekawa jestem jak to zrobiły?

            Pewnie kwestia charakteru, a zasadniczo tajemnica tkwi w poczuciu własnej wartości.
            Dojrzałej i kochanej kobiecie nie zagraża nastolatka hołubiona przez partnera.
            Chyba, ze ten partner to pedofil o skłonnościach kazirodczych. Wtedy partnerka
            może czuć się zagrożona.
            • ewunia92 Re: córeczka tatusia to dramat 16.05.07, 11:18
              myślę, ze to zbyt radykalna ocena. Tu przecież nie chodzi o zazdrośc seksualną ale raczej o przeszłość partnera pozwalanie na stawianie na zbyt wysokim piedestale swoej córki z poprzedniego małżeństwa i to tylko wtedy, gdy te relacje między macocha a pasierbicą są nieprwidłowe. Te dziewczynki juz jako pięcolatki potrafia byc na prawdę okrutne i lekceważyć nową partnerkę ojca, na co on pozwala. Jakby mój mąż parę razy własciwie zareagował na niesamowte zachowania córek, tak jak ja natychmiast ustawiałam moją córkę, kiedy był na to czas, to sądzę, ze stosunki układały by sie poprawnie. I tu widzę problem powstawania zazdrości o kontakty z osobą, ktora nas lekceważy i próbuje bezkarnie poniżać. Mojej córce coś takiego nie przychodzi do głowy i dlatego po paru latach docierania się, kontakty sa między nimi dobre, normalnie rodzinne. Oceniam to z wielu lat doświadczeń i prosze nie mylcie zazdrości seksualnej z poczuciem braku komforu, czy złości z faktu tolerowania przez M tego, co nie powinno być tolerowane. A nowe dziecko ma prawo byc w nowym związku i nic do tego paiserbicy i byłej. M musi od razu te relacje własciwie ustawić bo inaczej to będzie piekiełko na wiele lat.
              • erlich3 Re: córeczka tatusia to dramat 16.05.07, 11:38
                popieram
              • natasza39 Re: córeczka tatusia to dramat 16.05.07, 11:41
                ewunia, poczytaj wszystkie wpisy erlich.
                Ja skomentowałam całokształt. A montekst "seksualności" poruszyłam, bo i
                taki "problem" ma erlich w watku "lolitka" na innym forum.
                • erlich3 natasza źle mnie zrozumiałaś 16.05.07, 14:39
                  ja nie piszę zupełnie o charakterze kokietowania seksualnego córeczki przez
                  tatusia i tego mi proszę nie implikować. Poruszam zupełnie inna kwestię. Moja
                  zazdrość o pasierbicę nie ma żadnego związku z seksualnością /pasierbica ma 9
                  lat więc nie przesadzajmy/. Najpierw przeczytaj i zrozum a potem komentuj.
                • zamia35 Re: córeczka tatusia to dramat 16.05.07, 14:49
                  Całkowicie zgadzam się z ewunią. Ja uważam, że nic nie bierze się z niczego i
                  jeśli kobieta ma takie czy inne odczucia względem pasierbicy, to nie wzięły się
                  one z kosmosu. Najważniejsza w całym układzie jest chyba postawa ojca. On ma tu
                  wiele do powiedzenia i budowanie relacji między dzieckiem a nową partnerką w
                  ogromnej mierze zależy od dojrzałości ojca. Do niego należy, by utrzymać
                  pozycje żony i dziecka na właściwych płaszczyznach i żadnemu nie dać odczuć, że
                  traci coś z jego miłości na rzecz drugiego. Bardzo często mężczyzna chciałby,
                  by kobieta była dodatkiem w całym układzie. Najlepiej rzeczą, którą w razie
                  czego weźmie, a gdy niepotrzebna odłoży bez wyrzutów. W takiej sytuacji trudno
                  nie czuć wściekłości z powodu zepchnięcia na dalszy plan.
Pełna wersja