Przeprowadzka-jak rozmawiac, poradzcie PROSZE :(

23.05.07, 15:39
Witajcie smile
Podczytuje Was juz od jakiegos czasu a teraz sama postanowilam napisac z
nadzieja, ze podzielicie sie ze mna swoimi radami.
Jestem "macocha weekendowa", choc w zasadzie dzieci MM sa u nas 10 dni w
miesiacu (co drugi weekend i kazdy poniedzialek). Corka ma 10 a syn 7 lat i
sa to na prawde swietne dzieciaki, nie moge na nie narzekac, a nasze wspolne
zycie toczy sie ustalonym rytmem spotkan bez wiekszych problemow. Nasz
wspolny synek skonczyl wlasnie roczek a w najblizszych planach jeszcze jedno
dziecko, slowem - sielanka.
No wlasnie. Wszystko byloby super gdyby nie jedna sprawa. Otoz mieszkamy na
wyspie, dzieci z matka w miasteczku oddalonym o 15km, my oboje mamy prace w
miejscu zamieszkania, duzy wlasnie wyremontowany dom i nib niczego nie
brakuje, ale ja zaczynam marzyc o wyjezdzie stad, zamieszkaniu "na stalym
ladzie" i podjeciu pracy o ktorej zawsze marzylam. Praca ktora mam teraz jest
dobra tylko na pare lat, nie chcialabym jej wykonywac do konca zycia, a
podjecie wymarzonej pracy tu jest bardzo ograniczone ze wzgledu na polozenie
geograficzne. MM ma takie wyksztalcenie, ze prace znajdzie od reki w calym
kraju tyle, ze... no wlasnie - dzieci
Zaczelam juz przebakiwac tu i tam o tym, ze nie zarzucilam marzen o innej
pracy, ze wrecz przeciwnie - czuje, ze wkrotce powinnam zrobic cos w tym
kierunku, ze pale sie do tego, ale wiem, ze nie jest to prosta decyzja ze
wzgledu na rodzine. Reakcja MM byla dosc lagodna, ale stanowcza - rozumie
moje uczucia i ambicje, ale nie wyobraza sobie wyjazdu w ciagu najblizszych 5-
6 lat, bo dzieci sa male i potrzebuja ojca. I mimo, ze mialam cala mowe
obmyslana w glowie, zupelnie nie moglam sie wyslowic, aby wytlumaczyc mu moje
stanowisko. Owszem, dzieci potrzebuja ojca, ale wyprowadzka nie zerwie ich
kontaktow. Moze nie beda sie widywac co 2-gi weekend ale np. raz w miesiacu
za to mozna bedzie im wtedy poswiecic cala uwage, poza tym dzieci szybko
rosna i za te 4-5-6 lat powiedza, ze nie maja czasu/ochoty na wspolny weekend
i ogranicza kontakty z nami, a wtedy mnie bedzie juz duuuzo trudniej zmieniac
prace. Juz czuje, ze moja wiedza topnieje, choc od ukonczenia studiow minely
zaledwie 3 lata, za kolejnych 6 bedzie masakra, a nie poto 6 lat
studiowalam...
Oj, wiem, ze stradsznie mieszam watki, ale potrzebowalam nakreslic Wam swoj
problem z nadzieja na uwagi i porady odnosnie tego jak mam rozmawiac z mm,
jakich argumentow uzywac (nie uzywac), jaka podjac taktyke. Osobiscie marzy
mi sie szybko kolejna ciaza (prace w tokuwink ),potem macierzynski
wykorzystany do maksimum i juz nie wracanie do starej pracy, ale
przeprowadzka i zaczecie od nowa. Wiem ze byloby ciezko, ale wiem ze
podolalibysmy. Chcialabym jednak przekonac MM i zeby i on chcial tej zmiany.
Jak?
kasia

    • barbara001 Re: Przeprowadzka-jak rozmawiac, poradzcie PROSZE 23.05.07, 17:08
      Napisałaś, że praca którą wykonujesz teraz to praca na kilka najbliższych lat,
      a Twój M w rozmowie o wyprowadzce powiedział, że przeprowadzka ze względu na
      dzieci będzie możliwa też dopiero za kilka lat. Planujesz niedługo drugie
      dziecko, urlop macierzyński i pewnie wychowawczy, bo dwójki maluchów na długo
      nie zostawisz. I te parę lat szybko zleci. Nie widzę, z Twojego opisu problemu,
      myśle, że łatwo bedzie Wam opracowac wspólny, zadowalajacy plan na przyszłość,
      na te "za te parę lat".
      A jeżeli poczułaś się niewysłuchana i nie zrozumiana przez M, i czujesz że zbył
      Twoje ambicje i pragnienei realizacji w wyuczonym zawodzie to proponuję wracać
      do tej kwestii łagodnie co jakiś czas, może on po prostu za pierwszym razem nie
      załapał, wiesz jak to jest z facetami, do nich trzeba wolno, duzymi literami i
      po kilka razy- wtedy bywa że docierasmile
      • kasia2705 Re: Przeprowadzka-jak rozmawiac, poradzcie PROSZE 23.05.07, 18:55
        smile
        Napisalam, ze obecna praca jest dobra na kilka lat, zaraz mina 3 lata odkad ja
        podjelam, po macierzynskim bedzie 5... Chcialabym wrocic do pracy (ale nie
        tej smile ) zaraz po nim, bo mamy nianie, ktora pojechalaby z nami i przejela
        opieke nad dziecmi. Sytuacja komfortowa...
        A duze litery znam smile i probuje jak moge wink
    • kasia2705 Re: Przeprowadzka-jak rozmawiac, poradzcie PROSZE 25.05.07, 12:48
      Nikt wiecej sie juz nie wypowie? sad
      • mikawi Re: Przeprowadzka-jak rozmawiac, poradzcie PROSZE 25.05.07, 13:12
        ja przychylam się do zdania barbary - że skoro planujecie drugie dziecko, to na
        razie warto odłożyć plany przeprowadzkowe; rozumiem twojego męża, już teraz ma
        w jakiś sposób ograniczony kontakt z dziećmi, co jest niestety naturalną
        konsekwencją rozwodu, więc tym bardziej nie chce go ograniczać jeszcze bardziej
        i to niejako na "własne życzenie". Ja bym chyba w tej sytuacji pogadała z mężem
        i poszła na kompromis - drugie dziecko i powrót do życia zawodowego po urlopie
        po drugiej ciąży - czyli za jakiś czas, ale wtedy też decyzja o przeprowadzce,
        żebyś ty też mogła spełnić się zawodowo. Dzieci przez ten czas podrosną, na
        tyle, że będa bardziej "mobilne" w podróżach do taty.
        • kasia2705 Re: Przeprowadzka-jak rozmawiac, poradzcie PROSZE 25.05.07, 13:56
          I w 100% sie z Toba zgadzam, tez chcialabym sie przeprowadzac po drugiej ciazy
          i macierzynskim czyli jak dobrze pojdzie za 2 lata, ale mm uwaza ze to za
          wczesnie, ze jeszcze ze 3 lata dodatkowo musielibysmy tu mieszkac (od teraz
          przynajmniej 5 lat). Uwazam, ze to byloby takie zawodowe harakiri z mojej
          strony, jesli mam sie spelniac w zawodzie i czerpac satysfakcje z tego co robie.
          sad(
          • barbara001 Re: Przeprowadzka-jak rozmawiac, poradzcie PROSZE 25.05.07, 18:04
            Rozumien doskonale Twój pęd do realizowania się w zawodzie, szczególnie gdy
            jest to praca Twojego zyciasmile
            Ale zobacz, Ty proponujesz przeprowadzkę i co za tym idzie nową prace itd. za
            dwa lata, Twój M propnuje jeszcze trzy, czyli w sumie pięć lat i dopiero potem
            przeprowadzka. To nie jest długo. Jego dzieci w tym czasie podrosną i taki
            układ moim zdaniem rzeczywiście ma sens. Ty nawet jesli zaczniesz swoją pracę
            te trzy lata później, w co uwierz mi w skali wszystkich lat pracy to jest
            moment, to potem realizujesz się w niej przez kolejne 30. A M prosi Cię tylko o
            trzy, czy nie warto pójść na taki kompromis? Ten czas możesz wykorzystać na
            podwyzszenie kwalifikacji, kursy, studia podyplomowe czy co tam byłoby dla
            Ciebie korzystne, nie straciłabyś tych lat, nie tylko pod katem rodzinnym ale i
            zawodowym. Takie jest moje zdanie.


            Uwaga, w Warszawie NARESZCIE zagrzmiało, czekam na burzę od trzech dni i
            roztapiam się powolutku w tej duchociesmile
Pełna wersja