NM a moja rodzina, - problemy

25.05.07, 11:59
Witam dziewczyny!

Bardzo dawno nic nie pisałam, ale na bieżąco Was podczytuję starając się
znaleźć odpowiedź na nurtujące mnie pytania. Przez długi, długi czas wszystko
było w jak najlepszym porządku, aż do czasu...

Z moim NM spotykamy się od ponad 2,5 roku. W tym czasie ja często bywałam u
rodziny mojego NM, choćby z okazji wesel jego siostrzenic. Poza tym utrzymuję
kontakt telefoniczny z jedną z jego sióstr. Odnoszę wrażenie, że jego rodzina
mnie akceptuje.
Moja rodzina również akceptuje mojego NM, a rodzice bardzo go lubią (tato w
tej chwili pomaga mu nawet w jego sprawach prawnych zw. z pracą). Problem w
tym, że mój NM nie kwapi się do poznania mojej bliższej-dalszej (w zależności
jak to ktoś odbiera)rodziny, tj. przede wszystkim dziadków. Moi dziadkowie
wielokrotnie zapraszali mojego NM do siebie z okazji jakiś spotkań rodzinnych.
Niestety jemu nigdy to nie pasowało, bo praca zawodowa, praca na budowie itp.
W ostatni weekend mój dziadek obchodził urodziny i w związku z tym mieliśmy
małą uroczystość rodzinną - w zasadzie był to grill na działce w kręgu
najbliższej rodziny. Jak zwykle zaproszenie otrzymałam razem z moim NM. I tym
razem mój NM nie mógł mi towarzyszyć, ale tym razem jego wytłumaczenie bardzo
mnie zastanowiło. A mianowicie w ten sam weekend odwiedzał go jego 12-letni
syn (nota bene jest teraz u niego co weekend). Ojciec odwozi go z powrotem do
domu do matki w niedzielę wieczorem. Impreza była zaplanowana na 15. Żebyśmy
mogli spędzić razem to popołudnie razem z moją rodziną wystarczyłoby, żeby mój
NM odwiózł dziecko zamiast w niedzielę o 20-21, to o 13-14.
Jego wytłumaczeniem, że nie może iść ze mną było to, że będzie miał syna na
weekend. Kiedy zaproponowałam mu powyższe rozwiązanie stwierdził, że on nie ma
serca odmawiać dziecku i odwieść go szybciej. Poza tym dodał, że on nie jest w
stanie "niczego odmówić swojemu dziecku". I wtedy zaczęłam się poważnie
zastanawiać na sensem naszego dalszego bycia razem. Jednocześnie nasunęła mi
się taka myśl, że może dziecku nie jest w stanie odmówić, ale mi tak i nie
nastręcza to mu wielkich problemów.

W któryś weekend czerwca mamy razem z jego siostrą i jej mężem jechać do ich
brata na wieś na weekend. Jednak w zaistniałej sytuacji uważam, że nie ma tam
dla mnie miejsca. W związku z tym chcę mu powiedzieć, że skoro on nie chce iść
ze mną do mojej rodziny, to ja nie mam "obowiązku" jechać czy spotykać się z
jego rodziną. Mogę zostać taką "weselną" partnerką.
Tylko z drugiej strony nie wiem czy nie jest to zachowanie na miarę dziecka.
Na złość mamie...

Dlatego drogie macoszki chciałabym poznać waszą opinię na zaistniałą sytuację.
Jak odnieść się so tekstu "nie potrafię niczego odmówić swojemu dziecku".
    • kicia031 Re: NM a moja rodzina, - problemy 25.05.07, 12:05
      Ale nie rozumiem, dlaczego nie mogl zabrac dziecka ze soba? Czy ma poczucie, ze
      jego dziecko jest mile widziane u twoich dziadkow?
      • blondgirl Re: NM a moja rodzina, - problemy 25.05.07, 12:08
        W zasadzie, gdyby wziął, to nic by się stało, ponieważ moja cała rodzina wie o
        tym, że jest rozwodnikiem i ma dziecko. Tylko, że chyba z drugiej strony na
        pierwsze takie spotkanie lepiej by wyglądało gdyby był sam. W przyszłości nie
        wybrażam sobie sytuacji, że my jedziemy np. na obiad do moich rodziców, a
        dziecko zostaje samo w domu (no chyba, że nie będzie chciał).
        • kicia031 Re: NM a moja rodzina, - problemy 25.05.07, 12:20

          Tylko, że chyba z drugiej strony na
          > pierwsze takie spotkanie lepiej by wyglądało gdyby był sam.

          Dlaczego?
          • blondgirl Re: NM a moja rodzina, - problemy 25.05.07, 12:28
            Choćby, żeby spokojnie porozmawiać i poznać najpierw samego NM. Znając życie
            młodemu zaraz zaczęłoby się nudzić, a u nas w rodzinie nie ma już dzieci.

            Poza tym wydaje mi się, że tak lepiej by to wyglądało - jak na pierwszą
            oficjalną wizytę.
            • kicia031 Re: NM a moja rodzina, - problemy 25.05.07, 12:33
              Wiesz, gdyby moj partner mial takie podejcie, to chyba zle bym na toz
              areagowala. Bo ja na takie spotkania - takze pierwsze z rodzina mojego
              aktualnego chodzila z moim dzieckiem i w ogole mi nie przyszlo do glowy, ze
              lepiej by wygladalo, gdybym przyszla sama.
              Byc moze twoj partner tez czuje sie dotkniety takim podejsciem i demonstruje to
              biernym oporem?
              • blondgirl Re: NM a moja rodzina, - problemy 25.05.07, 12:38
                Tak tylko on nawet nie spytał czy mógłby wziąć małego. Tylko od razu zaczął, że
                nie może bo ma dziecko na weekend.
                Gdyby się spytał czy możemy iść we trójkę, to z pewnością zadzwoniłabym do moich
                dziadków czy nie będzie im to przeszkadzać, bo w końcu to oni byli gospodarzami.

                Tylko, że z drugiej strony druga strona również mogła iść na kompromis... Ja nie
                robię problemów, gdy z moim NM nie widzimy się po 3-4 tyg, a on na randkę
                przyjeżdża z małym.
                • blondgirl Re: NM a moja rodzina, - problemy 25.05.07, 12:40
                  Poza tym moim zdaniem sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby dziecko z nim
                  mieszkało. Bo wtedy nie byłoby wyboru - bo z kim zostawić, komu podrzucić. A tak
                  wystarczyło tylko wcześniej go odwieźć do matki.

                  Wiesz może ja tego nie rozumiem, bo nie mam dzieci...
                • anastazjapotocka Re: NM a moja rodzina, - problemy 25.05.07, 12:58
                  Rozumiem, że Dziadkom chciałaś zaprezentować najpierw narzeczonego solo.
                  Starszym ludziom należy okazać szacunek i dać szansę, aby poznali Twojego
                  partnera z jak najlepszej strony. Co innego wiedzieć, że narzeczony wnusi jest
                  rozwodnikiem z dzieckiem, a co innego zobaczyć to na własne oczy...
                  Narzucanie im "z marszu" całej tej sytuacji, bez dania czasu na ochłonięcie
                  byłoby zwykłym nietaktem. I to jeszcze w dniu tak uroczystym.
                  Rozumiem i doceniam Twoją delikatność.

                  A może Twój narzeczony odczuwa po prostu strach przed tym, czy Twoja Rodzina
                  (mam na myśli Seniorów) jest w stanie go (jako rozwodnika ze zobowiązaniami)
                  zaakceptować? Może obawia się także tego, że jego syn nie potrafiłby się
                  odpowiednio zachować? I zwyczajnie starsi Państwo poczuliby się urażeni?

                  Stwierdzenie, że własnemu dziecku nie potrafi niczego odmówić jest raczej
                  zwrotem retorycznym. W życiu wielu rzeczy będzie zmuszony odmówić synowi, a
                  więc nie tu tkwi problem.

                  Próbowałaś z nim szczerze porozmawiać, dlaczego unika bliższych konatktów z
                  Twoją rodziną?
                  • blondgirl Re: NM a moja rodzina, - problemy 25.05.07, 13:07
                    Tak, próbowałam z nim o tym rozmawiać, ale nie dało to żadnej konkretnej
                    odpowiedzi. On niby rozumie, to, że mi na tym zależy, ale odzewu w czynach nie ma.

                    A może Twój narzeczony odczuwa po prostu strach przed tym, czy Twoja Rodzina
                    > (mam na myśli Seniorów) jest w stanie go (jako rozwodnika ze zobowiązaniami)
                    > zaakceptować?
                    Moi dziadkowie nawet bez większych emocji zaakceptowali mój wybór. W zasadzie za
                    każdym razem zapraszają nas oboje, a kiedy jestem sama pytają się dlaczego go
                    nie ma. Do tej pory starałam się to jakoś tłumaczyć, ale mam dość.

                    Narzucanie im "z marszu" całej tej sytuacji, bez dania czasu na ochłonięcie
                    > byłoby zwykłym nietaktem. I to jeszcze w dniu tak uroczystym.
                    I oto chyba mi chodziło najbardziej. Moim zdaniem, to od moich dziadków powinna
                    wyjść propozycja "to następnym razem przyjedźcie we trójkę", ewentualnie mój NM
                    powinien sam zapytać czy nie mieliby nic przeciwko temu.

                    > Stwierdzenie, że własnemu dziecku nie potrafi niczego odmówić jest raczej
                    > zwrotem retorycznym. W życiu wielu rzeczy będzie zmuszony odmówić synowi, a
                    > więc nie tu tkwi problem.
                    Tylko jak na razie widzę, że najmniejsze problemy z odmawianiem, to ma w
                    stosunku do mnie. I to mnie boli.
                    Być może gdyby to była jednostkowa odmowa, to nie robiłabym z tego problemu, ale
                    po 2,5 roku znajomości jest dla mnie logiczne, że czas na takie spotkania.
                    • anastazjapotocka Re: NM a moja rodzina, - problemy 25.05.07, 13:27
                      To może zakomunikuj mu, że w związku z tym, że nie był w stanie
                      przereorganizować swojego czasu wówczas gdy byliście zaproszeni na uroczystość,
                      umówiłaś się z Dziadkami na inny termin. Podaj mu ten termin i spokojnie
                      oświadcz, że nie bierzesz pod uwagę, aby mu coś wypadło, ani nie przyjmiesz do
                      wiadomości żadnych innych tłumaczeń.
                      No i zobaczysz, co z tego wyjdzie.

                      Na marginesie. Takie demonstracyjne ignorowanie starszych Państwa to...
                      grubiaństwo. Przepraszam za słowo, ale żadne inne tu nie pasuje.
                      • blondgirl Re: NM a moja rodzina, - problemy 25.05.07, 13:33
                        Czy twoim zdaniem powinnam unieść się honorem i powiedzieć, że nie mogę jechać z
                        nim do jego brata, bo nie chcę dzielić swojego czasu pomiędzy niego a swoich
                        rodziców? Zwłaszcza, że wtedy akurat minie 3 tygodnie jak nie byłam w domu.
                        • anastazjapotocka Re: NM a moja rodzina, - problemy 25.05.07, 13:47
                          Ależ nie! Co do tego ma miłe zaproszenie od przyszłego szwagra?
                          To są dwie zupełnie inne sprawy!
                          Oczywiście, że jedź i baw się dobrze.

                          A oddzielnie skup się na sprawie Waszej wizyty u Twoich Dziadków.
                          Masz w sobie tyle taktu, z pwenością znajdziesz właściwe rozwiązanie.
    • lilith76 Re: NM a moja rodzina, - problemy 25.05.07, 13:39
      blongirl
      Jak często on widuje się synem? Ile to razem godzin w miesiącu?
      Może po prostu uznał, że te kontakty są już tak rzadkie i tak skąpe, że skrócenie jedenj wizyty, to przesada.
      Bo nie może odmówić synowi... Czy ja wiem. Nie jestem matką, ale gdybym nie mieszkała ze swoim dzieckiem, a ono przyjeżdzało w odwiedziny też bym chciała, aby trwało to maksymalnie długo i nie było ograniczane. Przy dobrej woli eks, weekendami, dniami można się zawsze zamienić.

      Inna sprawa, to jego kontakty z twoją rodziną. Powiedz mu spokojnie, ale otwarcie, że dla ciebie ważne są bliskie, ścisłe kontakty rodzinne i jeśli chce być częścią twojego życia, chcesz aby w nich uczestniczył. I poproś, aby jasno powiedział swoje zdanie o tym.

      Z mojego podwórka - mój facet jest osobą siedzącą w domu, nie rodzinną, nawet z własną rodziną utrzymuje słabe kontakty. Do moich rodziców wyciągam go raz na dwa miesiące (sama jeżdżę częściej). Na uroczystości dziadków był dopiero po trzech latach wspólnego życia. Idziemy na kompromis. On daje za to dużą swobodę w innych sferach życia.
      • blondgirl Re: NM a moja rodzina, - problemy 25.05.07, 13:45
        Syn jest u niego co weekend - praktycznie w każdy dzień, który jest wolny od szkoły.

        Powiedz mu spokojnie, ale otwarc
        > ie, że dla ciebie ważne są bliskie, ścisłe kontakty rodzinne i jeśli chce być c
        > zęścią twojego życia, chcesz aby w nich uczestniczył.
        Wielokrotnie o tym mówiłam, że dobre stosunki z moją rodziną są dla mnie bardzo
        ważne. Że zależy mi na tym bardz, żeby poznał moich dziadków. A on na to, że to
        rozumie i nastepnym razem to już na pewno. Tylko, że tych następnych razy było
        już trochę i ciut, ciut.
        Dlatego zastanawiam się czy powinnam w zaistniałej sytuacji jechać z nim do jego
        brata czy potraktować to zaproszenie w podobny sposób, jak on zaproszenie moich
        dziadków.

        mój facet jest osobą siedzącą w domu, nie rodzinną, nawet z
        > własną rodziną utrzymuje słabe kontakty.
        Problem w tym, że on ze swoją rodziną spotyka się bardzo często. Tylko jakby do
        mojej ma uprzedzenia, as nie powinien, bo nie ma do tego podstaw.
        Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie.
        • babe007 Re: NM a moja rodzina, - problemy 25.05.07, 13:53
          A może problem jest w tym, że różnie traktujecie waszą znajomość. Ty jesteś w
          związku, a on się z Tobą spotyka. I nie widzi (na tym etapie znajomości)
          potrzeby zacieśniania kontaktów z całą twoja bliższą i dalszą rodziną. Może
          czas porozmawiać na TEN temat...?
          • blondgirl Re: NM a moja rodzina, - problemy 25.05.07, 13:57
            My dużo rozmawiamy na ten temat.

            Do pewnego czasu było "mój dom", "ja będę mieszkał", "ja urządzę", "ja
            dobuduję", a teraz jest wszystko "my..", więc to chyba raczej nie to.
            Poza tym to, że gdzieś idziemy razem do jego rodziny jest czymś całkiem
            naturalnym - w drugą stronę niekoniecznie.
    • ataner30 Re: NM a moja rodzina, - problemy 25.05.07, 18:02
      Ja mysle ze kontakty twojego NM z twoja rodzina nie sa jedynym problemem z
      jakim sie borykasz. Ja widze jeszcze jeden problem opisany w tych zdaniach:

      > Poza tym dodał, że on nie jest w
      > stanie "niczego odmówić swojemu dziecku". I wtedy zaczęłam się poważnie
      > zastanawiać na sensem naszego dalszego bycia razem. Jednocześnie nasunęła mi
      > się taka myśl, że może dziecku nie jest w stanie odmówić, ale mi tak i nie
      > nastręcza to mu wielkich problemów.

      Mysle ze po fakt ze on nie potrafi odmowic niczego swojemu dziecku sprawil ze
      zdalas sobie sprawe ze twoja rola w zyciu NM jest drugoplanowa i to nie daje ci
      spokoju. Niestety taki juz los macoch i trzeba sie z tym pogodzic albo zycie
      stanie sie nieznosne. I mysle ze kazda macocha w jakims tam momencie zycia
      sobie to zaczyna uswiadamiac. Mloda macocha jest zachwycona tym ze partner jest
      takim dobrym ojcem, ze jest w stanie dla swojego dziecka poswiecic wszystko
      (czasami robiac przykrosc tym swojej partnerce). W miare uplywu lat czlowiek
      staje sie w zwiazku coraz bardziej wymagajacy i nierzadko to co kiedys
      wprawialo nas w zachwyt potrafi teraz ciazyc. Kobieta potrzebuje poczucia
      bezpieczenstwa i zaczyna sobie zadawac pytania: "czy to juz teraz zawsze tak
      bedzie?", "czy zawsze bedzie robil wszystko tak zeby bylo najlepiej dla dziecka
      nawet jesli mi to sprawi przykrosc?", itd.... I odpowiedz jest: "Tak. Tak juz
      bedzie zawsze". Gdyby to bylo twoje dziecko nie sprawialoby to problemu bo
      dobro twojego dziecka jest wazniejsze dla matki niz jej wlasne. Ale z dzieckiem
      partnera sytuacja sie bardziej komplikuje. Ja jestem zdania ze nie da sie w
      100% pogodzic wychowania dziecka z bylego zwiazku (zwlaszcza w sytuacji kiedy
      to dziecko wychowuje sie z matka) z dobrem nowego partnera. Zawsze trzeba
      wybierac. I zawsze wybor bedzie na korzysc dziecka. Zeby wychowac dziecko
      potrzeba czasu, czasami wypada nagla sprawa i trzeba poswiecic wspolne plany
      zeby zalatwic sprawe zwiazana z dzieckiem. I partnerka zawsze jest wtedy na
      drugim planie. Przekonasz sie na wlasnej skorze jeszcze o tym nie raz.

      Nie wiem jak u was z planowaniem rodziny, wspolnych dzieci? Ja wlasnie taki
      moment o ktorym pisze wyzej tzn. "uswiadomienia sobie ze jestem aktorem
      drugiego planu w zyciu mojego faceta" przezylam wlasnie wtedy gdy zaczelismy
      starac sie o dziecko. Zdalam sobie sprawe z tego ze mam bardzo niskie poczucie
      bezpieczenstwa w tym zwiazku, ze cokolwiek sie w zyciu zdarzy zawsze wazniejszy
      bedzie jego syn niz ja. I zawsze jak bedzie trzeba to on "nie bedzie w stanie
      odmowic nic dziecku ale mi tak". Co wieciej - obawiam sie ze jesli bedzie jakis
      konflikt na linii nasze dziecko - pasierb to wtedy tez on bedzie w stanie
      odmowic naszemu dzieku a nie odmowi pasierbowi (tlumaczenie bedzie takie ze
      przeciez nasze dziecko ma ojca na codzien). Piszac "konflikt" mam na mysli
      sytuacje taka jak twoja ze w tym samym czasie trzeba byc w dwoch roznych
      miejscach a nie da sie tego pogodzic.
      Mysle ze im szybciej zdasz sobie sprawe z tych wszystkich spraw i je
      zaakceptujesz jako cos oczywistego tym latwiej bedzie ci zyc w tym zwiazku.

      Ale jak to zaakceptowac to ja juz ci nie doradze, bo sama mam z tym problem wink
      Pozdrawiam serdecznie i uwazam ze na weekend z siostra i szwagrem powinnas
      jechac jesli ich lubisz i sa ci zyczliwi. Demonstracja niczego nie uzyskasz.
      • nsc23 Re: NM a moja rodzina, - problemy 25.05.07, 18:27
        Kobieta potrzebuje poczucia
        > bezpieczenstwa i zaczyna sobie zadawac pytania: "czy to juz teraz zawsze tak
        > bedzie?", "czy zawsze bedzie robil wszystko tak zeby bylo najlepiej dla
        dziecka nawet jesli mi to sprawi przykrosc?", itd.... I odpowiedz jest: "Tak.
        Tak juz bedzie zawsze". Gdyby to bylo twoje dziecko nie sprawialoby to problemu
        bo dobro twojego dziecka jest wazniejsze dla matki niz jej wlasne.

        Nie zgadzam sie z czescia tej wypowiedzi. Bo dobro dziecka, owszem powinno bc
        najwazniejsze, ale nie powinno sie to odbywac kosztem uczuc partnerki. Nie
        wierze w to, ze nie da sie osiagnac kompromisu. Moj W jest ojcem weekendowo-
        wakacyjno-wolnodniowym (generalnie jak nie pracuje to ma mala), w zwiazku z
        czym BN jest dla niego czasem, kiedy moglby miec mala na dluzej. Mimo wszystko
        wsiadl w samolot i polecial ze mna, spotkac sie z moja rodzina (po raz
        pierwszy). Mala mial na Sylwestra, Nowy Rok i okolice. W ten sposob ja bylam
        szczesliwa, ze mozemy byc razem na Boze Narodzenie, tymbardziej ze tu W byby
        tylko z mala (ja jechalam do domu niezaleznie od jego decyzji), bo nie ma
        swojej rodziny, on byl szczesliwy, ze moze miec mala na dluzej w okolicach
        Nowego Roku. Tak samo kazde z nas cos poswiecilo - on Boze Narodzenie z mala,
        ja Sylwestrowa impreze. Krzywda sie nikomu nie stala, kompromis byl.
        Dlatego uwazam, ze jak sie chce to mozna pokombinowac, pogadac, umowic sie i na
        pewno cos sie da ustalic, co nikogo nie zrani i co zadowoli wszystkich.
        • ataner30 Re: NM a moja rodzina, - problemy 27.05.07, 13:06
          nsc, to czy dany kompromis mozna wypracowac czy nie zalezy od charakteru danej
          osoby i od okolicznosci. Czy jestes pewna ze gdyby mala zaczela rozpaczac ze
          chce swiata bozego narodzenia spedzic z tata, gdyby ojciec widzial smutek tego
          dziecka ze akurat w tym szczegolnym czasie jego przy niej nie bedzie, to tez by
          wsiadl w ten samolot? Byc moze tak, ale sa ojcowie ktorzy nie wsiedliby, bo nie
          sa w stanie osiagnac kompromisu w wyniku ktorego cierpi dziecko. I do takich
          ludzi prawdopodobnie nalezy partner autorki tego watku.

          TAkie sytuacje nie zdarzaja sie co dzien ani nawet co miesiac ale zapewne pare
          razy w zyciu kazdej macosze przychodzi zmierzyc sie emocjonalnie z taka
          sytuacja. Ja jeszcze nie jestem matka ale juz dzisiaj wiem ze zaden kompromis w
          wyniku ktorego cierpialoby (chocby w najmniejszy sposob) nie wchodzilby w gre.
          Tylko ze jezeli dojdzie kiedykolwiek do takiej sytuacji to moj partner to
          zrozumie bo bedzie ojcem tego dziecka i jest raczej pewne ze taki kompromis
          nawet nie bedzie potrzebny bo jemu na dobru tego dziecka bedzie zalezalo tak
          samo jak mi.

          I tu wlasnie tkwi sedno calego problemu. Kobieta chce miec meza, partnera,
          ktory dla niej zrobi wszystko a tak nie jest. Patrner zrobi wszystko dla
          swojego dziecka (nie twierdzez ze bez rozterek emocjonalnych z tym zwiazanych i
          nie twierdze ze przychodzi mu latwo ranic bliska mu osobe) a dopiero na drugim
          miejscu bedzie dobro zony,partnerki. Ciezko sie z tym zyje, glownie dlatego ze
          traci sie poczucie bezpieczenstwa, brakuje tego co w zwiazku jest
          najwazniejsze: pewnosci ze obok nas jest osoba dla ktorej jestesmy
          najwazniejsze na swiecie.

          Na koniec chcialam jeszcze raz podkreslic: ja nie pietnuje takiej postawy
          ojcow, ja ja dobrze rozumiem. Chce tylko nakreslic problem - bo wydaje mi sie
          ze autorka tego watku wlasnie z tym ma problem. Nie znam na to rady, byc moze
          ktoras bardziej doswiadczona macocha jest w stanie cos poradzic.
          • chalsia Re: NM a moja rodzina, - problemy 27.05.07, 14:32

            > I tu wlasnie tkwi sedno calego problemu. Kobieta chce miec meza, partnera,
            > ktory dla niej zrobi wszystko a tak nie jest. Patrner zrobi wszystko dla
            > swojego dziecka (nie twierdzez ze bez rozterek emocjonalnych z tym zwiazanych
            i
            >
            > nie twierdze ze przychodzi mu latwo ranic bliska mu osobe) a dopiero na
            drugim
            > miejscu bedzie dobro zony,partnerki.

            ja powiem z drugiej strony - niestety dla dzieci są też tacy ojcowie, którzy
            robią odwrotnie - facet zrobi wszystko dla swojej partnerki dziecka (nie
            twierdze ze bez rozterek emocjonalnych z tym zwiazanych) a dopiero na drugim
            miejscu bedzie dobro jego dziecka z poprzedniego związku.
            I dzieci takich ojców tracą pewność, że są dla swoich ojców najwazniejsze na
            swiecie (nie dlatego, że znają powód ale dlatego, że ojców w waznych dla nich
            chwilach nie ma z nimi).
            Chalsia
            • ataner30 Re: NM a moja rodzina, - problemy 27.05.07, 14:48
              zgadzam sie ale to nie jest temat tego watku.
              Mowimy o macochach i ojcach troche innego rodzaju niz ty opisujesz.
              • ataner30 jeszcze do chalsi w sprawie pisania nie na temat 27.05.07, 15:43
                Jest cala masa problemow na swiecie poczawszy od dziury ozonowej, poprzez glod w
                afryce i globalne ocieplenie a jednak nikt tu o takich problemach nie pisze.

                Ja, autorka tego watku oraz cala innych macoch zdecydowalysmy sie na wspolne
                zycie z ojcami ktorzy NIE maja swoich dzieci gdzies. I teraz staramy sie
                dopasowac nasza psychike do tego aby jak najlepiej zyc, aby bylo jak najlepiej
                tym dzieciom, nam i naszym partnerom.
                Staramy sie to sobie poukladac najlepiej jak sie da i w tym celu prosimy o rade
                inne macochy bardziej doswiadczone w temacie.

                Problem ktory opisujesz ma sie mniej wiecej tak do sytuacji ktora ja opisalam
                jakbys np. spytala o to jak sciagnac alimenty od ojca ktory nie placi a ktos by
                ci odpowiedzial: "sa ojcowie ktorzy placa dobrowolnie" . Jest to po prostu INNA
                bajka.

                Jezeli jakas samotna, porzucona przez meza matka ma problem z tym ze ojciec jej
                dziecka go olal, to powinna opisac swoj problem na forum do tego przeznaczonym
                czyli "Samodzielna mama" ewentualnie goscinnie poprosic o rade na form macochy
                ale kultura nakazywalaby zalozenie OSOBNEGO watku na ten temat a nie pisanie nie
                na temat na innym watku i tym samym zasmiecanie go.
                • chalsia Re: jeszcze do chalsi w sprawie pisania nie na te 27.05.07, 17:30
                  nie zgadzam się z tym, że to nie na temat i zaśmiecanie wątku. Jest na temat -
                  bo dotyczy stosunku ojca wobec parterki i dzieci z poprzedniego związku.
                  Po prostu czytając ten wątek odnosi się wrażenie, że występuje tylko jedna
                  opcja (czyli taki układ jak Twój czy autorki wątku). W związku z czym krótko
                  dla równowagi dodałam, że jest "odwrotna" opcja.
                  Chalsia
                  • balladynka Re: jeszcze do chalsi w sprawie pisania nie na te 28.05.07, 09:34
                    A ja uważam, że Ataner ma stuprocentową rację i bardzo dobrze podsumowała Twój
                    komentarz. Owszem, jest odwrotna opcja, tylko co z tego? My tu nie jesteśmy
                    strażnikami równowagi w przyrodzie tylko macochami z naszej, a nie Twojej
                    bajki. Tam gdzie taka inna opcja występuje macochy zazwyczaj nie mają problemów
                    i wyglądają na bardzo zadowolone z siebie i z życia, czego na forum można
                    znaleźć parę przykładów i raczej nie widzę żeby się skarżyły. Jak słusznie
                    zauważyła Ataner, do opisywania takich ojców i takich sytuacji jest do tego
                    specjalnie powołane forum. Tylko, że większość układów na tym forum jest
                    takich, jak pisze Ataner, gdzie to jednak trochę inaczej wygląda, często na
                    niekorzyść macochy, dlatego one tu przychodzą i piszą więc nie wiem po co
                    zamiast pisać w temacie wątku czyli udzielić takiej macosze porady co ona ma z
                    tym zrobić albo jak sobie z tym poradzić, piszesz o zupełnie innej sytuacji. No
                    chyba, że to jest Twoja porada jak w prosty sposób rozwiązać "problem dzieci M"
                    ale wątpię czy o to Ci chodziło.
                    • chalsia Re: jeszcze do chalsi w sprawie pisania nie na te 30.05.07, 00:07
                      > My tu nie jesteśmy
                      > strażnikami równowagi w przyrodzie tylko macochami z naszej, a nie Twojej
                      > bajki.

                      Wy jesteście macochami, ja nie.
                      Wy nie jesteście strażnikami równowagi w przyrodzie - ja widocznie tak.
                      Chalsia
                      • balladynka Re: jeszcze do chalsi w sprawie pisania nie na te 30.05.07, 17:10
                        Chalsiu, ja juz nie jestem macocha od wczoraj. Takze mozecie sobie z M podac rece. On tez byl takim obronca rownowagi.
                        Sorki, ale jestem nieco zdolowana.
                        • chalsia Balladynko 04.06.07, 00:03
                          przykro mi.
                          Chalsia
                          --------
                          Większość ludzi to ssaki.
                          • balladynka Re: Balladynko 04.06.07, 10:29
                            Dzięki Chalsiu. No mi też przykro. I nie mogę w to w ogóle uwierzyć. A
                            jednocześnie po raz pierwszy właściwie godzę się powoli z myślą, że to
                            faktycznie koniec, nie jakaś tam kłótnia, i że pora zacząć życie w pojedynkę,
                            skoro we dwójkę nie wychodzi. A nigdy wcześniej tego w ogóle nie zakładałam
                            chcąc być z nim ponad wszystko. Bo ja to lojalne i wierne zwierzę jestem i się
                            bardzo przywiązuję i jak miłość to po grób. Ale nie, to nie. Teraz dociera do
                            mnie, że od dłuższego czasu to tylko ja chciałam, a on nie za bardzo i jakoś po
                            tym rozwodzie nabrał agresji w stosunku do mnie, wszystko mu przeszkadzało - to
                            chyba taki gest był obronny, że teraz ja będę mieć jakieś oczekiwania, których
                            on spełnić nie chce. Trochę się bujam między złością na niego za to czy tamto a
                            poczuciem winy, że może gdybym ja jeszcze zrobiła to czy tamto albo nie zrobiła
                            tego czy owego to by był inny efekt. Ale też dociera do mnie tym razem, że
                            nawet gdybym była superśliczna, zgrabna i powabna, robot wieloczynnościowy w
                            kuchni, komik w salonie i maszyna w łóżku oraz cud-macocha to on i tak nie
                            chciał się ze mną wiązać bardziej niż był w tym jego luźnym związku i już. Więc
                            nie ma sensu się dłużej starać i mam to w dupie już.
                            A w najbliższym czasie przede mną pakowanie reszty dobytku i wyprowadzka na
                            dobre a to nie będzie łatwe i wiem, że będę łykać łzy i się zastanawiać czy do
                            niego nie zadzwonić i jakoś się pogodzić. Ale wino już kupione więc jakoś
                            pójdzie.
                            Zazwyczaj w takich sytuacjach ludziom szkoda dzieci (jeśli są) a mi szkoda
                            moich rodziców. Załamią się tym moim życiem posratym.
                            • blondgirl Re: Balladynko 04.06.07, 10:36
                              Smutne to...

                              Ale i ja jestem chyba coraz bliżej podobnej decyzji... Nie mam już siły znosić
                              zlewania moich potrzeb.

                              W czwartek wysłałam NM maila, w którym po krótce opisałam swoje bolączki,
                              oczekiwania itd. I do dziś brak odpowiedzi... sad
                              • blondgirl Re: Balladynko 04.06.07, 10:37
                                p.s. Tym bardziej jest to smutne, że tak naprawdę to my więcej poświęcamy w
                                naszych związkach...
                    • kicia031 Re: jeszcze do chalsi w sprawie pisania nie na te 04.06.07, 10:49
                      Balladynko, niestety obraz ogladany z jednej strony jest zawsze wypaczony. Ja
                      akurat mamte porzyjemnosc, ze mam doswiadczenia i z ddrugiej strony - jestem
                      zarowno samodzielna, jak i next oraz macocha, ale tym bardziej doswiadczenia
                      chalsi sa dla mnie cenne, bo chce wiedziec, jak czuje sie dziecko ktore jest
                      olewane przez ojca, i jak czuje sie jego matka.
                      Takie memento dla przypomnienia, ze warto byc przyzwoitym czlowiekiem, nawet
                      jesli to bywa niewygodne czasami...
                • kicia031 Re: jeszcze do chalsi w sprawie pisania nie na te 04.06.07, 10:45
                  A ja uwazam, ze wypowiedz Chalsi byla tu potrzebna, poniewaz pokazuje, ze jest
                  mozliwa tez postawa skrawna w druga strone, i jak dziecko to przezywa. I ze
                  moze z dwoja zlego macocha powinna to lyknac, bo w przeciwienstwie do dziecka
                  jest dorosla (przynajmniej metrykalnie) i nie dozna z tego powodu
                  nieowracalnych szkod na rozwijajacej sie osobowosci.
          • nsc23 Re: NM a moja rodzina, - problemy 27.05.07, 21:03
            ataner,
            mala jest jeszcze za mala zeby rozumiec czym sa swieta bn, czy nowy rok, wiec
            nie moge Ci powiedziec z doswiadczenia na 100%. Natomiast z dotychczasowych
            przejsc moge Ci powiedziec, ze na pewno nie byloby to na zasadzie takiej, ze
            mala sie upiera, ze oba okresy swiateczne ma spedzic z nia i on tak robi. Nie.
            Mala ma do wyboru BN albo Sylwestra i my sie dostosowywujemy. Mi akurat
            Sylwester ani nie grzeje ani nie ziebi, wiec tak wybralismy, jak mala dorosnie
            to pewnie bedzie od niej zalezalo, albo bedziemy z W juz bardziej rodzina i
            bedziemy spedzac BN w trojke (czworke czy ile nas tam bedzie do tego czasu), a
            Sylwestra to zaleznie od naszych wspolnych ustalen.
            Nie mowie, ze dzieci czy pasierbiatka mozna z rownania calkiem wykreslic, ale
            mysle, ze wszystko da sie zalatwic ustalajac kto na co ma ochote odpowiednio
            wczesniej.
      • blondgirl Re: NM a moja rodzina, - problemy 28.05.07, 14:26
        I bardzo się tego boję... Nie wiem czy dam radę funkcjonować, jako ta
        drugoplanowa postać czy wytrzymam. Na razie jest miłość może fascynacja i jakoś
        to się wszystko kręci. Tylko co będzie później, kiedy wspólnie zamieszkamy,
        zaczną się problemy dnia codziennego.
        Tego się boję...
    • ewunia92 Re: NM a moja rodzina, - problemy 27.05.07, 11:50
      Odpowiem Ci ze swojego złego doświadczenia w tym temacie. Zawsze będziesz już na drugim planie po jego dziecku! skomentuj to jak chcesz. Można, ze dobry ojciec, mozna że wygodny ojciec i byle jaki mąż. U mnie to trwa 20 lat, wciąz mialam nadzieję na zmianę w miarę różnych sytuacji i dorastania pasierbic. Nic takiego nie nastapiło. jestem na drugim a może i dalszym planie. Tylko dla mnie już za późno na zmianę ale nadal nie potrafię zaakceptowac tego. Cisnienie skacze po każdej takiej sytuacji.
      Przemysl to wszystko..........Ceń siebie bo nikt tego za Ciebie nie zrobi.
      • nsc23 Re: NM a moja rodzina, - problemy 27.05.07, 12:35
        "U mnie to trwa 20 lat, wciąz mialam nadzieję na zmianę w miarę różnych
        sytuacji i dorastania pasierbic"

        A zrobilas cos w tym kierunku? Rozmawialas ze swoim facetem? Powiedzialas mu
        jak sie czujesz? Wczoraj wlasnie rozmawialam ze swoim facetem na pewne tematy i
        doszlismy do wniosku, ze im dluzej sie czegos nie powie, tym ciezej potem to
        poruszyc przy nastepnej konwersacji (wiem, malo odkrywcze). Chodzi mi o to, ze
        jezeli przez ilestam lat nie mowisz mezowi, ze czujesz, ze jestes dla niego
        malo wazna, albo czujesz sie zaniedbana, to on tego nie wie, przyjmuje ten stan
        rzeczy za zupelnie normalny i nie ma potrzeby zmieniania niczego.
        • mamaadama4 Re: NM a moja rodzina, - problemy 27.05.07, 15:08
          A może twój facet jest typem, który niespecjalnie lubi oficjalne rodzinne
          spotkania - chyba, że sa to spotkanie jego - dobrze mu znanej rodziny? Ja np
          taka jestem i prawdę mówiąc wykorzystuję każdy pretekst, żeby się wymigać.
          Może - podobnie jak ja - niespecjalnie lubi oficjelne "zasiadanie za stołem"
          czy też grillem i zapoznawanie się z nową rodziną? ten typ tak ma - mój mąż
          okropnie nad tym boleje, że ja taka mało rodzinna jestem. Nie lubię zasiadania,
          rodzinnych pogaduszek o cioci Jadzi i wujku Józku itp.
      • anastazjapotocka Re: NM a moja rodzina, - problemy 28.05.07, 14:38
        A dlaczego, Ewuniu? Dlaczego druga żona ma być zawsze na drugim planie?
        W takim razie, jeśli żona urodzi dziecko, to na którym planie będzie? Nadal na
        drugim, czy spadnie na trzeci?
        A jeśli mąż nagle zachoruje, to kto ma obowiązek pielęgnowania go?
        Pierwszoplanowa córka?
        Bo, jak rozumiem, żona może w takim razie mieć swoje priorytety i dla niej mąż
        też może być drugo, trzecio lub czwartoplanowy: po karierze zwodowej, własnym
        dziecku, pomidorowej zupie i ulubionej śwince morskiej?
        Czy ja dobrze rozumiem?
Pełna wersja