blondgirl
25.05.07, 11:59
Witam dziewczyny!
Bardzo dawno nic nie pisałam, ale na bieżąco Was podczytuję starając się
znaleźć odpowiedź na nurtujące mnie pytania. Przez długi, długi czas wszystko
było w jak najlepszym porządku, aż do czasu...
Z moim NM spotykamy się od ponad 2,5 roku. W tym czasie ja często bywałam u
rodziny mojego NM, choćby z okazji wesel jego siostrzenic. Poza tym utrzymuję
kontakt telefoniczny z jedną z jego sióstr. Odnoszę wrażenie, że jego rodzina
mnie akceptuje.
Moja rodzina również akceptuje mojego NM, a rodzice bardzo go lubią (tato w
tej chwili pomaga mu nawet w jego sprawach prawnych zw. z pracą). Problem w
tym, że mój NM nie kwapi się do poznania mojej bliższej-dalszej (w zależności
jak to ktoś odbiera)rodziny, tj. przede wszystkim dziadków. Moi dziadkowie
wielokrotnie zapraszali mojego NM do siebie z okazji jakiś spotkań rodzinnych.
Niestety jemu nigdy to nie pasowało, bo praca zawodowa, praca na budowie itp.
W ostatni weekend mój dziadek obchodził urodziny i w związku z tym mieliśmy
małą uroczystość rodzinną - w zasadzie był to grill na działce w kręgu
najbliższej rodziny. Jak zwykle zaproszenie otrzymałam razem z moim NM. I tym
razem mój NM nie mógł mi towarzyszyć, ale tym razem jego wytłumaczenie bardzo
mnie zastanowiło. A mianowicie w ten sam weekend odwiedzał go jego 12-letni
syn (nota bene jest teraz u niego co weekend). Ojciec odwozi go z powrotem do
domu do matki w niedzielę wieczorem. Impreza była zaplanowana na 15. Żebyśmy
mogli spędzić razem to popołudnie razem z moją rodziną wystarczyłoby, żeby mój
NM odwiózł dziecko zamiast w niedzielę o 20-21, to o 13-14.
Jego wytłumaczeniem, że nie może iść ze mną było to, że będzie miał syna na
weekend. Kiedy zaproponowałam mu powyższe rozwiązanie stwierdził, że on nie ma
serca odmawiać dziecku i odwieść go szybciej. Poza tym dodał, że on nie jest w
stanie "niczego odmówić swojemu dziecku". I wtedy zaczęłam się poważnie
zastanawiać na sensem naszego dalszego bycia razem. Jednocześnie nasunęła mi
się taka myśl, że może dziecku nie jest w stanie odmówić, ale mi tak i nie
nastręcza to mu wielkich problemów.
W któryś weekend czerwca mamy razem z jego siostrą i jej mężem jechać do ich
brata na wieś na weekend. Jednak w zaistniałej sytuacji uważam, że nie ma tam
dla mnie miejsca. W związku z tym chcę mu powiedzieć, że skoro on nie chce iść
ze mną do mojej rodziny, to ja nie mam "obowiązku" jechać czy spotykać się z
jego rodziną. Mogę zostać taką "weselną" partnerką.
Tylko z drugiej strony nie wiem czy nie jest to zachowanie na miarę dziecka.
Na złość mamie...
Dlatego drogie macoszki chciałabym poznać waszą opinię na zaistniałą sytuację.
Jak odnieść się so tekstu "nie potrafię niczego odmówić swojemu dziecku".