jak zareagowalybyscie na taki zarzut?

31.05.07, 13:15
Mam pytanie czysto retoryczne, choc nie bylam jeszcze w takiej sytuacji, ale
moge kiedys byc i jestem ciekawa jak Wy byscie zareagowaly, gdyby Wasza
pasierbica czy pasierb na jakas uwage z Waszej strony powiedzial:

"Nie mow mi co mam robic, nie jestes moja matka!"

Co byscie powiedzialy, jak sie zachowaly?
Albo i ktoryms z Was sie to juz zdarzylo, jak postapilyscie?

Aga
    • kicia031 Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 31.05.07, 13:34
      To zalezy od sytuacji. Gdybym ja np pouczala mala, z jakim chlopakiem ma sie
      spotykac, albo jakich jezykow uczyc, albo do jakiej szkoly pojsc, to uznalabym
      zslusznosc zarzutu i sie zamknela.

      Natomiast gdyby sprawa dotyczyla biezacych zachowan, lub ich korekty (np
      posciej lozko rano, czy pochowaj swoje ciuchy do szafy) to krotka pila - jestes
      pod moja opieka, w moim domu, i masz wykonac polecenie. bez dyskusji.
      • marioladabr Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 31.05.07, 14:41
        Dokładnie jestem takiego samego zdania jak kicia031.
    • ywwy Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 31.05.07, 23:54
      słyszałam nie raz smile
      odpowiadam, że dzięki za przypomnienie, bo już ciebie prawie traktuję jak
      córkę wink taka jesteś miła i sympatyczna... Natomiast jak młoda zaprasza tabuny
      koleżanek i życzy sobie, żebym dla nich gotowała to mówię spokojnie, że nie, bo
      nie jestem twoją matką.
      • morskie_oko Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 04.06.07, 14:01
        ywwy - dziękuję Ci za ten pomysł smile))
        Syn mojego męża powiedział mi po raz pierwszy w majowy weekend, żebym nie
        mówiła co ma robić, bo nie jestem jego mamą. Wtedy mnie zatkało i zrobiło mi
        przykro. Wczoraj mi to powtórzył przy jakiejś banalnej, domowej sytuacji -
        przyjemne nie było, mój mąż chciał zareagować jakąś reprymendą, ale ja wtedy
        powiedziałam młodemu tak, jak ty - że dziękuję za przypomnienie, bo traktuję go
        już jakby był moim synem, takim jest fajnym chłopakiem. Męża z lekka zatkało,
        młodego zatkało na maksa, roześmiał się tylko nerwowo i uciekł do pokoju. Ale
        chyba sobie przemyślał co nieco, bo potem przyszedł do mnie i mnie przeprosił i
        było mu autentycznie głupio. Więc mam nadzieję, że poskutkuje.
        • ywwy Re: :) 13.06.07, 13:23
          Fajnie, że przeprosił!
          Cieszę się, wszystko się ułoży, rodzone dzieci też dają popalić ...
    • ywwy Re:Poza tym to nie jest zarzut :) 31.05.07, 23:59

    • ewunia92 Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 01.06.07, 12:09
      Wiesz co odpowiadała bym: wiem o tym dobrze ale jestem starsza i mądrzejsza od ciebie. I nie dyskutowala bym więcej na ten temat.
      Wytrwałości.
    • luna67 Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 01.06.07, 13:46
      Slyszalam, ale tylko jeden raz od corki M (lat 12).

      Pasierbica: " nie jestes moja matka, zebys mi rozkazywala" (prosba o
      sprzatniecie zabawek ze stolu, gdyz kolacja byla gotowa"

      Moja odpowiedz:
      "..tego nie da sie ukryc, gdyz zadna corka nie rozmawiala by w ten sposob ze
      swoja matka,...no i dzieki Bogu, ze nie jestes moja cokra, nie masz pojecia jak
      sie z tego powodu ciesze. "

      Nie jest w moim stylu tak chamsko odpowiadac, ale wtedy miarka sie przebrala.

      • nangaparbat3 czawarty raz to czytam 02.06.07, 16:00
        takie mocne wrazenie na mnie wywarło.
        jeśli chcialaś zrazic do siebie tę dziewczynke, nie moglas lepiej postapić.
      • kasia_kasia13 Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 04.06.07, 12:37
        > Moja odpowiedz:
        > "..tego nie da sie ukryc, gdyz zadna corka nie rozmawiala by w ten sposob ze
        > swoja matka,...no i dzieki Bogu, ze nie jestes moja cokra, nie masz pojecia
        jak
        > sie z tego powodu ciesze. "


        Chyba najgorsza ze wszystkich mozliwych reakcji...
        • natasza39 Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 04.06.07, 13:20
          kasia_kasia13 napisała:

          > > Moja odpowiedz:
          > > "..tego nie da sie ukryc, gdyz zadna corka nie rozmawiala by w ten sposob
          > ze
          > > swoja matka,...no i dzieki Bogu, ze nie jestes moja cokra, nie masz pojec
          > ia
          > jak
          > > sie z tego powodu ciesze. "
          >
          >
          > Chyba najgorsza ze wszystkich mozliwych reakcji...


          Moze i odpowiedź niefortunna, ale emocjonalnie zrozumiała.
          Byłaś kiedyś pasierbicą. Przypomnij sobie ile razy powiedziałaś swojemu
          ojczymowi: "nie jesteś moim ojcem".
          Dzieci mówią te słowa bo wiedzą dokładnie, że one bolą okrutnie.
          Tak nie powie dziecko kilkuletnie, nauczone szacunku do dorosłych jako takich w
          ogóle. Dziecko powinno boiwem wiedzieć, że dorosły ma prawo zwrócić dziecku
          uwagę, wydać zakaz czy jakiś nakaz tylko dlatego właśnie, że jest DOROSŁY.
          Dorosły rodzic takiego dziecka może natomiast i owszem, nie zgadzać się ze
          zdaniem tego dorosłego, ale jeśli jest mądrym dorosłym nie zakwestionuje tego
          wobec dziecka. Dlatego właśnie, że podrywa się autorytet dorosłych ludzi jako
          takicj w ogólności. Potem gówniarz przyjdzie ze szkoły i powie, że pani jest
          głupia i się na niego uwzięła, a sąsiadce spod czwórki nie powie "dzień dobry",
          bo ta mu smiał zwrócić uwagę, że pluje na schody.

          Mój syn kiedys wypalił z takim tekstem do mojego M, kiedy tez chciał od niego
          coś wyegzekwowac. Mój M odpwoedział mu, że owszem, nie jest jego ojcem i bardzo
          się z tego cieszy, bo gdyby jego rodzony syn zrobił tak jak on wtedy zrobił
          dostałby w łeb.
          I wiesz co wcale nie było mi żal mojego młodego. Bo mojemu M od mojego dziecka,
          byc może nie nalezy się miłość, na przyjaźń oboje muszą lata popracować, ale
          należy mu się SZACUNEK.
          Tak jak lunie należy się szacunek pasierbicy.
          Zabolało pasierbicę? Moze, ale lunę tez zabolało.
          Dzieci, szczególnie te likunastoletnie, powinny wiedzieć, że nawet dorosłych
          nie można bezkarnie ranić, bo tez mozna zostać zranionym.
          Inaczej wychowa się pepki świata które zawsze będą miały w dupie uczucia innych.
          Nie ze wszystkim mozna lecieć do ojca. Może akurat nie być go pod ręka.
          • m-m-m Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 04.06.07, 14:18
            Dzieci, szczególnie te likunastoletnie, powinny wiedzieć, że nawet dorosłych
            nie można bezkarnie ranić, bo tez mozna zostać zranionym


            Tak jest, w całości popieram zdanie Nataszy.

            Jako pasierbica nie powiedziałam tak mojemu ojczymowi tylko dlatego, że akurat
            tak się składało, iż mama była zawsze obecna przy w takich akcjach i
            natychmiast "zmywała mi głowę", więc ojczym nie musiał tego robić.
          • kasia_kasia13 Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 08.06.07, 10:27
            >
            > Moze i odpowiedź niefortunna, ale emocjonalnie zrozumiała.
            > Byłaś kiedyś pasierbicą. Przypomnij sobie ile razy powiedziałaś swojemu
            > ojczymowi: "nie jesteś moim ojcem".

            Nie musze sobie przypominac. O (slownie: zero) razy. Ojczyma pojawil sie w moim
            zyciu gdy bylam starsza juz natsolatka, ja go z miejsca polubilam (ucieszylam
            sie, ze mama znalazla sobie fajnego faceta) a on nie usilalowal wcielac sie w
            role ojca.

            > Dzieci mówią te słowa bo wiedzą dokładnie, że one bolą okrutnie.

            Nie rozumiem, dlaczego powiedzenie nie "jestes moim ojcem/matka" ma ranic.
            Przeciez to jest stwierdzenie faktu i kada macocha/ojczym przeciez wie o tym,
            ze nie jest rodzicem.


            > Tak nie powie dziecko kilkuletnie, nauczone szacunku do dorosłych jako takich
            w
            >
            > ogóle. Dziecko powinno boiwem wiedzieć, że dorosły ma prawo zwrócić dziecku
            > uwagę, wydać zakaz czy jakiś nakaz tylko dlatego właśnie, że jest DOROSŁY.

            No, nie kazdy dorosly. Dziecko musi umiec powiedziec doroslemu "nie", na
            przyklad milemu panu proponujacemu podwiezienie samochodem....

            Terytorium macochy w jej domu powinno szanowac (tu rola ojca), macoche jako
            partnerke ojca akceptowac, jako osobe niekoniecznie juz szanowac, gdyz akurat
            szacuenk trzeba sobie zdobyc samemu. Nie uwazam, ze dziecko musi szanowac
            wszystkich doroslych, szanuje sie ludzi nie za wiek ale za to, jacy sa.


            > Dorosły rodzic takiego dziecka może natomiast i owszem, nie zgadzać się ze
            > zdaniem tego dorosłego, ale jeśli jest mądrym dorosłym nie zakwestionuje tego
            > wobec dziecka. Dlatego właśnie, że podrywa się autorytet dorosłych ludzi jako
            > takicj w ogólności. Potem

            Tu sie nie zgadzam. Ale to temat na inna dyskusje, wiec nie bede rozwijac.



            > Mój syn kiedys wypalił z takim tekstem do mojego M, kiedy tez chciał od niego
            > coś wyegzekwowac. Mój M odpwoedział mu, że owszem, nie jest jego ojcem i
            bardzo
            >
            > się z tego cieszy, bo gdyby jego rodzony syn zrobił tak jak on wtedy zrobił
            > dostałby w łeb.
            > I wiesz co wcale nie było mi żal mojego młodego. Bo mojemu M od mojego
            dziecka,
            >
            > byc może nie nalezy się miłość, na przyjaźń oboje muszą lata popracować, ale
            > należy mu się SZACUNEK.
            > Tak jak lunie należy się szacunek pasierbicy.
            > Zabolało pasierbicę? Moze, ale lunę tez zabolało.
            > Dzieci, szczególnie te likunastoletnie, powinny wiedzieć, że nawet dorosłych
            > nie można bezkarnie ranić, bo tez mozna zostać zranionym.

            Dziecko mozna tez uczyc, ze ranienie sie nawzajem nie jest idealnym sposobem na
            rozwiazywanie konfliktow. Dorosla kobieta powinna byc jednak bardziej opanowana
            i nie znizac sie do dziecinnych zagrywek.

            • natasza39 Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 08.06.07, 11:16
              kasia_kasia13 napisała:

              > Nie musze sobie przypominac. O (slownie: zero) razy. Ojczyma pojawil sie w
              moim
              >
              > zyciu gdy bylam starsza juz natsolatka, ja go z miejsca polubilam (ucieszylam
              > sie, ze mama znalazla sobie fajnego faceta) a on nie usilalowal wcielac sie w
              > role ojca.


              No to jak byłaś juz nastolatka, a on nawet nie próbował Cię wychowywać to
              temat, Cię nie dotyczy.
              Twoja macocha, jak się domyslam, też pewnie nie usiłowała, z tym, że pewnie "z
              miejsca" jej z kolei nie lubiłaś, nieprawdażsmile

              >
              > > Dzieci mówią te słowa bo wiedzą dokładnie, że one bolą okrutnie.
              >
              > Nie rozumiem, dlaczego powiedzenie nie "jestes moim ojcem/matka" ma ranic.
              > Przeciez to jest stwierdzenie faktu i kada macocha/ojczym przeciez wie o tym,
              > ze nie jest rodzicem.

              Ty nie rozumiesz naprawdę o co mi chodziło, czy tylko udajesz, ze nie rozumiesz?
              No to moze prościej spróbuję......
              Niektórych "faktów" się nie stwierdza, obojętnie jak sa one oczywiste.
              Ponadto wiadomo, że chodzi o kontekst, a nie prawdziwość danych słów.
              Powiedzenie macosze/ojczymowi słów "Nie jesteś moja matką/ojcem, a jednak
              jesteś dla mnie dobrym jak nikt na świecie" ma zabarwienie pozywtywne, choć
              samo swtierdzenie na początku jest prawdą. "powiedzenie komuś "Nie jesteś moja
              matką/ojcem i nie będziesz mnie pouczał że to czy tamto..." jest zdaniem równie
              prawdziwym, ale ma ranić adwersarza.
              Ponadto jest prawda, cała prawda i gówno prawda.

              >
              >
              > > Tak nie powie dziecko kilkuletnie, nauczone szacunku do dorosłych jako ta
              > kich
              > w
              > >
              > > ogóle. Dziecko powinno boiwem wiedzieć, że dorosły ma prawo zwrócić dziec
              > ku
              > > uwagę, wydać zakaz czy jakiś nakaz tylko dlatego właśnie, że jest DOROSŁY
              > .
              >
              > No, nie kazdy dorosly. Dziecko musi umiec powiedziec doroslemu "nie", na
              > przyklad milemu panu proponujacemu podwiezienie samochodem....

              Zboczenie z tematu poprzez omawianie problemu zboczeń uważam, za retoryczne
              zboczeniesmile


              >
              > Terytorium macochy w jej domu powinno szanowac (tu rola ojca), macoche jako
              > partnerke ojca akceptowac, jako osobe niekoniecznie juz szanowac, gdyz akurat
              > szacuenk trzeba sobie zdobyc samemu. Nie uwazam, ze dziecko musi szanowac
              > wszystkich doroslych, szanuje sie ludzi nie za wiek ale za to, jacy sa.

              A ja uważam, że większość problemów na linii macocha-pasierby bierze się z
              odgórnego i na wstepie okazywanego braku szacunku pasierbów.
              Dlatego poruszam problem szacunku do dorosłych jako wogóle.
              Gdyby dziecko miało wpojone że dorosłych się szanuje, nie odnosiłoby się juz na
              wstępie do macochy jak do szmaty.
              Bo zarówno na szacunej, jak też na jego brak trzeba sobie załużyć, z tym się
              zgadzam.
              Ale pasierb nie ma prawa do okazywania braku szacunku już na wstępie.


              >
              >
              > > Dorosły rodzic takiego dziecka może natomiast i owszem, nie zgadzać się z
              > e
              > > zdaniem tego dorosłego, ale jeśli jest mądrym dorosłym nie zakwestionuje
              > tego
              > > wobec dziecka. Dlatego właśnie, że podrywa się autorytet dorosłych ludzi
              > jako
              > > takicj w ogólności. Potem
              >
              > Tu sie nie zgadzam. Ale to temat na inna dyskusje, wiec nie bede rozwijac.
              >
              >
              >
              > > Mój syn kiedys wypalił z takim tekstem do mojego M, kiedy tez chciał od n
              > iego
              > > coś wyegzekwowac. Mój M odpwoedział mu, że owszem, nie jest jego ojcem i
              > bardzo
              > >
              > > się z tego cieszy, bo gdyby jego rodzony syn zrobił tak jak on wtedy zrob
              > ił
              > > dostałby w łeb.
              > > I wiesz co wcale nie było mi żal mojego młodego. Bo mojemu M od mojego
              > dziecka,
              > >
              > > byc może nie nalezy się miłość, na przyjaźń oboje muszą lata popracować,
              > ale
              > > należy mu się SZACUNEK.
              > > Tak jak lunie należy się szacunek pasierbicy.
              > > Zabolało pasierbicę? Moze, ale lunę tez zabolało.
              > > Dzieci, szczególnie te likunastoletnie, powinny wiedzieć, że nawet dorosł
              > ych
              > > nie można bezkarnie ranić, bo tez mozna zostać zranionym.
              >
              > Dziecko mozna tez uczyc, ze ranienie sie nawzajem nie jest idealnym sposobem
              na
              >
              > rozwiazywanie konfliktow. Dorosla kobieta powinna byc jednak bardziej
              opanowana
              >
              > i nie znizac sie do dziecinnych zagrywek.
              >
              • kasia_kasia13 Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 09.06.07, 17:18
                > No to jak byłaś juz nastolatka, a on nawet nie próbował Cię wychowywać to
                > temat, Cię nie dotyczy.
                > Twoja macocha, jak się domyslam, też pewnie nie usiłowała, z tym, że
                pewnie "z
                > miejsca" jej z kolei nie lubiłaś, nieprawdażsmile
                >

                Myslisz sie, nie "z miejsca". To byl typ osoby nie dajacej sie lubic, cos w
                stylu Juli55 (tyle, ze nie byla "cialem pedagogicznym" tylko "biurwa" z ZUS-usmile
            • jayin Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 09.06.07, 22:56
              > Terytorium macochy w jej domu powinno szanowac (tu rola ojca), macoche jako
              > partnerke ojca akceptowac, jako osobe niekoniecznie juz szanowac, gdyz akurat
              > szacuenk trzeba sobie zdobyc samemu. Nie uwazam, ze dziecko musi szanowac
              > wszystkich doroslych, szanuje sie ludzi nie za wiek ale za to, jacy sa.

              jak dla mnie - szacunek do osób STARSZYCH - nijak się ma do tego jakimi osobami są. ale to jest szacunek dla STARSZEŃSTWA, nie dla PERSONY konkretnej - której można wcale nie szanować prywatnie za to co robi, albo jaka jest "z charakteru".

              jednak nie wyobrażam sobie, żeby nawet do najwstrętniejszej postaci np. jakiejś ciotki/babci, starszej sąsiadki, do znajomych rodziców - dziecko mogło "bezkarnie" mówić: "Ty wstrętna babo, zamknij się", albo "Głupia jesteś", lub w wersji lajtowej: "jest pani beznadziejnie pusta"...

              ...no, wybaczcie - ale nie wyobrażam sobie smilenawet gdyby ta osoba faktycznie była taka wstrętna i wredna. szacunek dla "starszeństwa" obowiązuje dzieci. i tyle. a myśleć sobie mogą co chcą. zresztą nie tylko dzieci.

              • kasia_kasia13 Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 10.06.07, 11:22
                > jak dla mnie - szacunek do osób STARSZYCH - nijak się ma do tego jakimi
                osobami
                > są. ale to jest szacunek dla STARSZEŃSTWA, nie dla PERSONY konkretnej -
                której
                > można wcale nie szanować prywatnie za to co robi, albo jaka jest "z
                charakteru
                > ".
                >
                > jednak nie wyobrażam sobie, żeby nawet do najwstrętniejszej postaci np.
                jakiejś
                > ciotki/babci, starszej sąsiadki, do znajomych rodziców - dziecko
                mogło "bezkar
                > nie" mówić: "Ty wstrętna babo, zamknij się", albo "Głupia jesteś", lub w
                wersji
                > lajtowej: "jest pani beznadziejnie pusta"...
                >
                > ...no, wybaczcie - ale nie wyobrażam sobie smilenawet gdyby ta osoba faktycznie
                b
                > yła taka wstrętna i wredna. szacunek dla "starszeństwa" obowiązuje dzieci. i
                ty
                > le. a myśleć sobie mogą co chcą. zresztą nie tylko dzieci.
                >

                Ja tez sobie nie wyobrazam, zeby dziecko moglo tak sie zwrocic do osoby
                starszej. Podobnie jak nie powinno sie tak zwracac ("glupia jestes") do
                rowniesnikow. Dorosly doroslemu tez tak powiedziec nie powinien. Dla mnie to
                jest kwestia kultury osobistej, dobrego wychowania (ktora nalezy wpajac
                dzieciom) a nie szacunku dla tych osob.
                • jayin Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 10.06.07, 12:39
                  tak. więcej chyba w tym "kultury" niż typowego szacunku (dla osoby).
                  ale chodzi mi raczej o to, że o ile do rówieśnika można i po imieniu mówić, i na "ty" do obcego rówieśnika, i można w rozmowie "chlapnąć" coś w emocjach nawet "głupi jesteś" (no, nie znam ani jednego dziecka, które by było "kulturalne" tak super hiper od początku do końca i NIGDY W ŻYCIU nie powiedziało tak, albo podobnie do kolegi/koleżanki, albo o koledze/koleżance smile - to zupełnie co innego, kiedy dziecko się odnosi do osoby starszej od siebie. tutaj już NIE WYPADA. i o taki "szacunek" do starszeństwa mi chodzi.

                  druga sprawa - że i dorośli między sobą mogą sie zachowywać w jakiś sposób "dorosły" i nie powinni tak samo odzywać się do dzieci, albo je traktowac tak, jak traktują swoich dorosłych rówieśnikow. o czym niejednokrotnie się pisze na tym i nie tylko na tym forum... i to też jest jakiś "szacunek" dla dziecięcości młodszych od siebie - bardziej "świadome branie pod uwagę innego wieku niż własny" niż "szanuję cię za osiągnięcia".

                  "szacunek" to dość pojemne słowo.
    • nangaparbat3 Chyba bardzo subiektywnie na to patrzycie. 01.06.07, 19:03
      Mnie sie zdaje, ze istota rzeczy lezy w tym, iż nikt nie lubi, by mu
      rozkazywac. Moja rodzona corka nienawidzi tego i staram sie jak moge unikac
      poleceń wprost, a w ogole jesli, to w formie prośby (prawdziwej, ton głosu tez
      jest ważny, nie tylko posilkowanie sie slowem "proszę".)
      Opor jest wrecz instynktowny, a argument - "nie jestes moja mamą" - pierwszy,
      jaki sie nasuwa.
      Ja bym spokojnie powiedziala: nie, ale jestem od ciebie starsza. Bez gniewu (bo
      nie ma o co).
      albo bym powiedziała: ja tez nie lubię, jak mi rozkazują, no ale trzeba to
      zrobic.
      I ewentualnie: chodź, zrobimy to razem.
    • nsc23 Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 02.06.07, 09:16
      Na pewno bym sie nie wkurzala i szukala chamskich ripost. Mysle, ze cos w
      stylu 'nie, ale jestem starsza/bardziej doswiadczona zyciowo, wiec chcialam Ci
      pomoc. Nie chcesz, nie musisz tak robic, ale posluchaj co mam do powiedzenia'.
      Jezeli byloby to w sytuacji, w ktorej mloda mowi 'nie rozkazuj mi, bo nie
      jestes moja matka' to mysle, ze cos w stylu 'nie, ale jestem gospodynia w tym
      domu i to nie jest rozkaz a prosba'. Tyle.
      • mrs_ka Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 08.06.07, 11:22
        Nsc23- zgadzam się z Tobą, a wczesniej świetnie moje poglądy oddała Burza.

        Informacja, że X nie jest rodzicem Igreka jest faktem, a nie pomówieniem.
        Dlatego reakcja powinna być mniej więcej taka, jak na wieść, że słońce wschodzi
        na wschodzie, a zachodzi na zachodzie.
        Czym innym jednak jest korelacja między pokrewieństwem, a regułami w danym domu.
        Nie zawsze występuje i nie zawsze wyglada tak, jak dziecko myśli, że wyglądawink
        Macocha jest gospodynią we własnym domu i to z góry określa jej pozycję, jako
        tej, która dyktuje reguły dotyczące np. sprzątania po posiłkach, ścielenia łóżek
        itd.
        Innym trickiem jest sięgnięcie po argument wieku i doświadczenia, acz tutaj
        byłabym bardziej sceptyczna, bo ten argument da się obalić, natomiast argumentu
        o "moim domu, moich zasadach" nie. I dlatego ten pierwszy uważam za lepszy i
        praktyczniejszy.

        Tekst Luny uważam nie tyle za chamski, co nie licujący z pozycją Luny jako osoby
        dorosłej i macochy. Moim zdaniem są wypowiedzi, które dziecko od dorosłego
        słyszeć może, słyszeć powinno oraz słyszeć nie powinno i słyszeć nie może. To są
        cztery odrębne sytuacje lingwistyczno- psychologiczne oczywiście.
        To, co powiedziała Luna pasierbicy mieści się dla mnie w dziale "dziecko słyszeć
        nie powinno".

        Dlaczego nie powinno?
        Moim zdaniem dystans między dorosłym, a dzieckiem (szczególnie cudzym dzieckiem)
        zaczyna się własnie na poziomie języka. I dorosły w sytuacjach
        nieprzyjemnych/kryzysowych powinien zawsze reagować "piętro wyżej" od dziecka. A
        Luna zeszła do poziomu pasierbicy.
        Schemat jest podobny jak wówczas, kiedy macocha i pasierbica walczą o miejsce na
        kolanach ojca i męża. W takim ukladzie to nie pasierbica traci (bo ona zachowuje
        się zgodnie z logiką emocji nastolatki), tylko macocha. Dorosła partnerka/żona
        ojca traci twarz i daje dziecku do zrozumienia, że na poziomie języka/emocji są
        partnerkami. A nie są. I ustawienie siebie na tym samym poziomie, co dziecko,
        daje temu dziecku świetny oręż do ręki, mianowicie dziecko zaczyna się
        orientować, że gimnazjalne podjazdówki macochę ruszają i wywołują pożądany
        efekt. I nawet jeśli płaci się za to okazjonalnym dostaniem po łapach (tak jak
        pasierbica Luny dostała po palcach ostrym tekstem) to ostateczny rachunek jest
        "na plus", bo pokazuje wyraźnie, że macocha jest przeciwnikiem z naszego piętra,
        a więc takim, nad którego emocjami można mieć kontrolę i któremu w razie czego
        skutecznie da się przykopać.

        Upierdliwą cechą każdego dojrzałego dorosłego jest natomiast to, że jego
        reakcjami nie do końca da się sterować, bo w sytuacji ekstremalnej dorosły
        zareaguje ze swojego piętra i nic się emocjonalnie tu nie ugra.

        Dlatego moim zdaniem kluczem jest dystans, a nie reakcja zgodnie z kodeksem
        Hammurabiego. Nie mówię oczywiście, że Luna nie jest dojrzała czy dorosla, mówię
        tylko, że Jej reakcja w tej konkretnej sytuacji wydaje mi się nierozsądna.
        Dla mnie dorosły nie jest partnerem dziecka jeśli idzie o dziedzinę reguł i
        zasad. Jeśli idzie o resztę kwestii, w tym kwestie intelektualne: proszę bardzo,
        z miłą chęcią.
        Ale dać się dziecku sprowokować to najgłupsze, co można zrobić. Zdarza się to
        absolutnie każdemu, ale niemądrze jest czynić z tego metodę wychowawczą, bo
        prędzej niz się spodziewamy okaże się, że w tym teatrzyku jesteśmy tylko
        marionetkami i to nieletni pociągają za sznurki, a nie dorosli.

        a.

    • anastazjapotocka Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 04.06.07, 13:05
      Nie widzę w reakcji Luny niczego chamskiego.
      I to bardzo brzydko, że tak ją niektóre Panie osądzają.
      Luna ma wyjątkowo TRUDNĄ sytuację i wyjątkowo przykrą pasierbicę, więc jej
      reakcja była z pewnością adekwatna do sytuacji oraz do sumy jej smutnych
      doświadczeń.
      Zarzucanie Lunie chamstwa jest zwykłym nadużyciem i złośliwością.

      Co do sławetnego stwierdzenia: "niczego nie muszę, nie będziesz mi
      rozkazywać"...
      Też to usłyszałam od 12-letniej wówczas pasierbicy. A ponieważ dziewczyna była
      zawsze racjonalna i dokładna, usłyszałam także uzasadnienie: "tak uważa MOJA
      MAMA".
      Ogólnie problem powstał na tle czegoś tam (pewnie posprzątania po sobie), czego
      ona nie musi zrobić, a ja jej nie mogę nakazać, bo JEJ MAMA uważa, że córeczka
      Tatusia nie MUSI stosować się do ZWYCZAJÓW PANUJĄCYCH W OBCYM DOMU.
      Powiedziałam jej, że to do mnie trafia.
      Dom i zwyczaje są OBCE. JA TEŻ.
      Więc ją będę traktować jak nieco uciążliwego gościa i bardzo mnie ucieszy
      koniec jej wizyty.
      Słowa dotrzymałyśmy obie.
      Tak jest do dziś.
      • luna67 Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 08.06.07, 16:08
        Dziekuje anastazjosmile

        Moze jakbym opisala caly dzien zachowania pasierbicy, to moze nie jedna by
        zrozumiala moj wybuch "chamstwa".

        Moze zaczne od poczatku: bylo to pare miesiecy temu.

        W piatek moj M mial wazna konferencje i nie mogl odebrac dzieci od dziadkow
        (dzieci mialy wolne od szkoly (od czwartku do piatku) i nocowaly u dziadkow, a
        mama wybrala sie na krotki urlop z najmlodszym dzieckiem i mezem (byl to weekend
        odwiedzin dzieci u nas).

        Moj M mnie prosil zebym odebrala dzieci i sie nimi zaopiekowala. Dlaczego nie
        pomyslalam, korona mi z glowy nie spadnie przez jeden dzien (moj M mial wrocic
        na drugi dzien), jakos musze sobie poradzic.

        Juz przy odbiorze dzieci nie uslyszalam "dziendobry" (no ok. zdarza sie u nich
        bardzo czesto), dzieci pobiegly pedem do auta a ja zamienilam kilka slow z
        rodzicami Exi.
        Nie minelo nawet 2 min. jak uslyszalam glos z samochodu; "eee ty, pospiesz sie z
        ta gadka" (na berlinska gware tlumaczac). Babcia zwrocila jej uwage, ze ta pani
        ma napewno jakies imie (bardzo milo), uslyszelismy "wnerwiacie sztywniacy".
        Zadnego respektu!!! Babcia sie doslownie rozplakala, powiedziala, ze nie ma juz
        sily z nimi zostawac, nie sluchaja jej i demoluja caly dom (w tym dniu wybili
        szybe pilka w witrynie, pomimo zakazu zabawy pilka w domu (do dyspozycji maja
        duzy ogrod gdzie moga sie bawic). Bardzo mi sie nieswojo zrobilo, zrzucalam wine
        na okres dojrzewania.
        Przybywszy do domu pobiegli na gore do swoich pokoi, pomyslalam; no to mam czas
        na przygotowanie obiadu, a pozniej mielismy isc do kina.
        Mala nalala sobie sok czeresniowy i poszla do "wypoczywalni" (moj pokoj) gdzie
        znajdowal sie bialy dywan, powiedzialam zeby uwazala, gdyz ten sok pozostawia
        bardzo brzydkie plamy, moze usiasc sobie w duzym pokoju, tam na bordowym dywanie
        jakby co nie bedzie sladu. Mala patrzac sie na mnie upuscila szklanke i
        skomentowala "uppps" (szyderczo) (wczesniej sie zdarzylo z kakalem), ja; "a nie
        mowilam".

        Prosilam zeby mi pomogla w czyszczeniu, tak jakby grochem o sciane..., zadnej
        reakcji.
        Poprosilam zeby nakryli w miedzy czasie stol, uslyszalam; "nie chce mi sie, sama
        nakryj". W miedzy czasie zaczol rosnac na stole jadalnym stos zabawek,
        poprosilam zeby posprzatali rzeczy ze stolu lub zrobili miejsce przynajmniej
        dla mnie jak nie sa glodni. No i uslyszalam te slowa, ktore mnie zranily, w tych
        slowach byla cala jej nienawisc do mnie, ze nie jestem matka, o tym wiem, ale o
        ton wypowiedzi, i chec mnie zranienia. Musialam dac upust moim nerwom tym
        stwierdzeniemsad((

        Wiecie co? od pewnego czasu sie zastanawiam nad slubem ktory ma sie niedlugo
        odbyc (a kocham mojego M do szalenstwa), czy podolam, czy starczy mi nerwow na
        niepoprawne zachowanie corki M, z roku na rok jej zachowanie jest nie do
        przyjecia. Boje sie czegos..., chyba, ze nie wytrzymam tego napiecia..., po
        incydencie z pierscionkiem po babci dostalam malej depresji, pytalam sie sama
        siebie, co ja mam zrobic, zeby mnie pasierbica ZAAKCEPTOWALA.

        Rozmawiam zle, nie odzywam sie tez zle, inwestuje moj czas zle, nie mam czasu
        tez zlesad

        • m-m-m Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 08.06.07, 17:50
          czy podolam, czy starczy mi nerwow na
          niepoprawne zachowanie corki M, z roku na rok jej zachowanie jest nie do
          przyjecia. Boje sie czegos..., chyba, ze nie wytrzymam tego napiecia..., po
          incydencie z pierscionkiem po babci dostalam malej depresji, pytalam sie sama
          siebie, co ja mam zrobic, zeby mnie pasierbica ZAAKCEPTOWALA.

          Rozmawiam zle, nie odzywam sie tez zle, inwestuje moj czas zle, nie mam czasu
          tez zlesad



          Luna, wydaje mi się, że Ty za bardzo zabiegasz o akceptację pasierbów.
          Przestaw sobie tę relację i więcej sama ich nie bierz sobie na głowę.
          A w ogóle to co Twój M. na takie ich zachowanie względem Ciebie?
          Przede wszystkim widzę też, że Ty siebie obarczasz winą za to, że te dzieci nie
          potrafią/nie chcą być wobec Ciebie w porządku. Za jakie grzechy Ty masz się z
          nimi użerać?
          Ja bardzo dobrze wiem, jaki nastolatek z rozbitej rodziny potrafi być przykry
          (ze wstydem przyznaję, że sama taka byłam wobec mojego ojczyma) i uczciwie Ci
          powiem, że o ile oczyswiście hormony okresu dojrzewania udarzają do głowy, to
          też i taki osobnik doskonale wie co robi. I robi to celowo.

          Po pierwsze: za ich zachowanie odpowiedzialni są ich rodzice (w tym Twój M.!!);
          po drugie: nie bądź taka hej do przodu i nie gódź się na ich obecność w Twoim
          domu bez obecnośći M. Nie ma go w domu? To i jego dzieci nie ma skoro zachować
          się nie potrafią.
          Wiem, to była przykra lekcja dla Ciebie jaką nie warto być dla tych dzieci.
          Masz pełne prawo odsunąć się od ich wychowania i absolutnie zadbać o przestrzeń
          tylko dla siebie.

          Rozważyłabym jednak ten ślub z bgażem charakterów dzieci Twojego wybranka.
          Po ślubie autorytetu Ci w ich oczach nie przybędzie, ale na pewno przybędzie Ci
          bagaż zmagań z nieudolnością wychowawczą ich ojca.
          Poczekaj może ze dwa lata, możeoni trochę zmądrzeją lub ojciec jakoś ich
          utemperuje. Inaczej szykujesz sobie gehennę.

          Oczywiście mnie nie musisz się tłumaczyć czemu tak powiedziałaś do psierbicy. I
          tego co już czytałam w Twoich listach od chwili kiedy na forum się pojawiłaś to
          naprawdę uważam, że musiałaś mieć podstawy do takiej wypowiedzi. To nie są
          dzieci w przedszkolu lub w wieku wczesniszkolnym i jak napisała wyżej Natasza,
          nasolatek raniąc musi wiedzieć, że za to też może być zraniony, anie bezkarny.
          Trzymaj się i jeśli to możliwe poczekaj ze ślubem.
          • mrs_ka Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 08.06.07, 19:40
            m-m-m, ależ ja również rozumiem emocje Luny. Przyznam się też, że po
            przeczytaniu Jej ostatniego postu moja szczęka znajduje się w okolicy kolan
            (scenka ze szklanką soku i ironicznym "ups!" bije rekordy w swojej klasie).
            Nie zmienia to faktu, że schodzenie do poziomu dziecka uważam za niesłuszne,
            nieskuteczne i niewychowawcze.
            NIe wiem, co bym zrobiła na miejscu Luny. To znaczy wiem, co bym zrobila w
            zarysie: poszła do swojego M. i powiedziala "albo rybki albo akwarium".
            Co się znaczy: albo radykalna egzekucja od dzieci szacunku dla mieszkanki tego
            domu, albo zawieszenie kontaktów macochy i pasierbów. Bo przepraszam, ale pan
            tej sytuacji czyli niemąż Luny nielicho nawalił wychowawczo wespół w zespół z
            mamusią.
            Luna nie ma obowiązku ponosić konsekwencji tego stanu rzeczy, ale wdawanie się z
            Młodymi w pyskówki nie pozwala Jej się tym bardziej odciąć od sytuacji i
            towarzystwa. Dlatego gadać wyłącznie z M, a z dziećmi zawiesić kontakty.

            Współczuję oczywiście, ale nie pozwalaj sobą pomiatać, bo zły jest zarówno brak
            reakcji, jak i tłumienie reakcji, co potem owocuje głupawymi dialogami, z
            których satysfakcję ma pasierbica, a nie Ty.
            Nie wiem, jak ma się to do ślubu, ale z doświadczenia Ci powiem, że im więcej
            spraw się zostawi niezałatwionych przed ślubem, tym więcej potem się nie da
            wyprostować. Zawalcz o siebie, proponuję.

            a.
            • ewunia92 Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 09.06.07, 09:08
              Wiesz co najlepiej przeczytaj moje posty. Ja tak miałam, mam i będe mieć nawet kiedy sa dorosłe.podłe, zawzięte. M, który nie potrafi na poczatku tego utemperowac będzie taki zawsze, nawet w stosunku do w kontaktów z wnukami. Po prostu jak chcesz byc z M, to dla włanego dobra i zdrowia psychicznego już teraz odizoluj się od opieki nad pasierbami. Inaczej nie raz będzie Ci przykro i smutno, jesli nawet babcia ich, nie moze sobie poradzić z rozwydrzonymi wnukami. Twoja chata skraja!
            • natasza39 Co nazywasz merska schodzeniem do poziomu? 09.06.07, 10:29
              Schodzeniem do poziomu dziecka byłoby, gdyby luna wylała gówniarze szklankę soku
              na łeb. Najlepiej gdyby gówniara była w swojej najukochańszej kiecce, najlepiej
              białej i po takim numerze kiecka byłaby do wywalenia.
              Gówniara natomiast usłyszała, że luna się cieszy, że nie jest jej córką i to
              dopiero po tekście:"Nie jesteś moja matką" jak luna zażądała od niej pomocy przy
              praniu dywanu.
              Ja na taki tekst zareagowałabym chyba słowami:"Ciesz się ze nie jesteś moja
              córką, bo swojej za coś takiego wyrwałabym nogi z siedzenia!"
              No, ze nie wspomnę o numerze z pierścionkiem. Tu gówniara była super złośliwa i
              nie przekonuja mnie gatki-szmatki o tym, ze spuściła wodę, bo to był odruch.
              Oczywiście zgadzam się, ze macocha powinna ojcu zostawić wyciągnięcie
              konsekwencji wobec gówniary, ale ojca nie było w tym momencie.
              Jak miała zatem zareagować?
              Ja nie sprzątałabym tej plamy. Zostawiłabym ja tatusiowi, jak gówniara tego nie
              wyprała.
              Ale rozumiem lunę. Może to był jej ulubiony dywan?

              I na koniec konkluzja.
              Oczywiście, ze rodzice sa od wychowania dziecka, od wpajania mu zasad moralnych
              itd, etc.
              Jednak w dzisiejszych czasach dochodzi do absurdu polegającego na tym, że prawo
              do zwracania uwagi gówniarzom daje się wyłącznie rodzicom.
              Jest to paranoja. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu prawo do zwracania uwagi na
              naganne zachowanie dzieci i młodzieży mieli wszyscy dorośli.
              Nawet sąsiadka, czy przechodzień na ulicy.
              Jak widzę gówniarza lat 12 który ćmi cygary reaguję i gówno mnie obchodzi, co na
              ten temat myślą jego rodzice.
              Jak widzę jednego gnojka który chce wyłupić oko kotu tez reaguję, bo jestem dorosła.
              I nie ma tu usprawiedliwienia i nie można się zasłaniać prawem wyłączności
              rodziciela do dziecka.

              Gdyby pasierbica luny wylała ów sok przypadkiem, a luna ja opierdzieliła za to
              ostro i na dodatek zwracałaby uwagę, ze sprzątając po "wypadku" pasierbica w
              złym kierunku szczoteczka po dywanie rusza, ok, zgadzam się franca i sie czepia,
              ale w takiej sytuacji?
              Musiała zareagować. Działała ponadto pod wpływem emocji. Nie każdy z nas umie w
              sytuacjach ekstremalnych wypowiadać się kwieciście i z namysłem.Raczej
              odwrotnie. 99% ludzi powiedziałoby zupełnie co innego, albo wogóle nic by nie
              powiedziało.
              Ja lunę rozumiem.
              • mrs_ka Re: Co nazywasz merska schodzeniem do poziomu? 09.06.07, 16:50
                Nie, Natasza, nie zrozumiałyśmy się.

                A więc po pierwsze: ja zachowanie Luny świetnie rozumiem. Jest to działanie
                człowieka, którego cierpliwość została wystawiona na próbę i który za dobre
                chęci dostał brzytwą po oczach. Emocjonalnie ta reakcja jest w pełni
                uzasadniona. Czym innym jest jednak rozumieć, a czym innym akceptować czy
                pochwalać. Wychowawczo (ale politycznie również) zachowanie Luny było
                nieskuteczne i niewłaściwe, a to z przyczyn, które opisałam w poprzednim poście.

                Po drugie: co nazywam schodzeniem do poziomu dziecka? A więc nazywam tym mianem
                nie zachowanie lustrzane, o którym nawiasem mówiąc własnie Ty piszesz
                interpretując to pojęcie niezgodnie z tym, co napisałam i co myślę.
                Zejściem do poziomu dziecka nazywam każdą reakcję słowną, która posiada wyraźną
                intencję i jest tą intencją zranienie dziecka czyli odwet. I nie ma tu
                kompletnie znaczenia, czy i jak bardzo dziecko zasłużyło na naszą złość.
                Możemy udzielać informacji zwrotnych, możemy mówić o swoich zranionych
                uczuciach, możemy opuścić pokój/kazać dziecku opuścić pokój, możemy *whatever*,
                natomiast nie ranimy kogoś, kto jest po prostu od nas słabszy i zależny.

                Wynika to stąd, że dziecko nie jest dla nas przeciwnikiem ani partnerem. Poza
                wszystkim nie opanowało jeszcze wielu narzędzi radzenia sobie z sytuacją i
                własnymi emocjami, i dlatego często posługuje się techniką "przyrąbać agresywnie
                między oczy", która pozwala mu rozładować napięcie, więc z jego punktu widzenia
                jest skuteczna. Nalezy oczywiście stanowczo powiedzieć, co sądzimy na temat
                takich metod i zakazać ich stosowania wobec nas, ale nie rewanżować się
                zachowaniami identycznymi w intencjach, bo raz- że tracimy autorytet, dwa- że
                wykazujemy się hipokryzją, trzy- że tracimy własne nerwy i zdrowie.

                O tym, że pasierbica postąpiła beznadziejnie naprawdę nie musisz mnie
                przekonywac, Nataszo. Jest dla mnie jednak zagadką sytuacja z pierścionkiem,
                którą przywołujesz. Otóż dzięki temu, co napisała wczoraj Luna wiem, że sytuacja
                z pierścionkiem była chronologicznie późniejsza niż sytuacja z dywanem.
                I to mnie, nie ukrywam, zdumiewa.
                Bo zasadniczo już po akcji z dywanem niemąż Luny powinien usłyszeć ultimatum,
                zaś do sytuacji z pierścionkiem w ogóle nie powinno dojść. Niezrozumiała jest
                dla mnie przyczyna, dla której toleruje się tego typu wyskoki i pozwala na
                powtarzalność sytuacji.
                Luno, czy Ty w ogóle rozmawiasz o tym ze swoim M.? Czy przekazujesz mu
                informacje o zachowaniach córki? Co on na to? Mam na myśli jakąś konkretną
                propozycję pod Twoim adresem, czyli co konkretnie proponuje Tobie, abyś lepiej
                się czuła we własnym domu i abyś nie musiała ponosić kosztów związanych z
                pobytem pasierbicy?


                a.

                • kasia_kasia13 Re: Co nazywasz merska schodzeniem do poziomu? 09.06.07, 17:12
                  mrs_ka napisała:
                  >
                  > Po drugie: co nazywam schodzeniem do poziomu dziecka? A więc nazywam tym
                  mianem
                  > nie zachowanie lustrzane, o którym nawiasem mówiąc własnie Ty piszesz
                  > interpretując to pojęcie niezgodnie z tym, co napisałam i co myślę.
                  > Zejściem do poziomu dziecka nazywam każdą reakcję słowną, która posiada
                  wyraźną
                  > intencję i jest tą intencją zranienie dziecka czyli odwet. I nie ma tu
                  > kompletnie znaczenia, czy i jak bardzo dziecko zasłużyło na naszą złość.
                  > Możemy udzielać informacji zwrotnych, możemy mówić o swoich zranionych
                  > uczuciach, możemy opuścić pokój/kazać dziecku opuścić pokój, możemy
                  *whatever*,
                  > natomiast nie ranimy kogoś, kto jest po prostu od nas słabszy i zależny.
                  >
                  > Wynika to stąd, że dziecko nie jest dla nas przeciwnikiem ani partnerem. Poza
                  > wszystkim nie opanowało jeszcze wielu narzędzi radzenia sobie z sytuacją i
                  > własnymi emocjami, i dlatego często posługuje się techniką "przyrąbać
                  agresywni
                  > e
                  > między oczy", która pozwala mu rozładować napięcie, więc z jego punktu
                  widzenia
                  >
                  > jest skuteczna. Nalezy oczywiście stanowczo powiedzieć, co sądzimy na temat
                  > takich metod i zakazać ich stosowania wobec nas, ale nie rewanżować się
                  > zachowaniami identycznymi w intencjach, bo raz- że tracimy autorytet, dwa- że
                  > wykazujemy się hipokryzją, trzy- że tracimy własne nerwy i zdrowie.

                  Zgadzam sie w 100%, to wlasnie mialam na mysli piszac, ze dorosla kobieta
                  powinna byla zareagowac inaczej.
                • m-m-m Re: Co nazywasz merska schodzeniem do poziomu? 11.06.07, 09:53
                  Zejściem do poziomu dziecka nazywam każdą reakcję słowną, która posiada wyraźną
                  intencję i jest tą intencją zranienie dziecka czyli odwet. I nie ma tu
                  kompletnie znaczenia, czy i jak bardzo dziecko zasłużyło na naszą złość.
                  Możemy udzielać informacji zwrotnych, możemy mówić o swoich zranionych
                  uczuciach, możemy opuścić pokój/kazać dziecku opuścić pokój, możemy *whatever*,
                  natomiast nie ranimy kogoś, kto jest po prostu od nas słabszy i zależny.



                  Nie, ja się z tym nie zgadzam.
                  Uważam, ze kazanie opuszeczenia pokoju byłoby nieskuteczne (jakby nie wyszło to
                  co mu zrobisz, siła go z pokoju wyrzucisz?), mówienie o zranionych uczuciach
                  wodą na młyn smarkacza (o to mu chodziło, by zranić, i ma jeszcze tego
                  dodatkowe potwierdzenie), nastolatek do tego cudzy nie jest od nas zależny, bo
                  niby co mu zrobimy niemając włądzy rodzicielskiej, ani np. władzy "urzędu"
                  nauczyciela w szkole?
                  Poza tym jak nieźle pamiętam swoje złośiwości z nastoletnich czasów wobec
                  ojczyma i takie reakcje oczynma jakie przytoczylaś Mrska, tylko by mnie wtedy
                  jako nastolatkę rozbawiły i sprowokowały do dalszyh złośliwości, by sprawdzić
                  ile jescze dziad (ojczym) wytrzyma.
                  • mrs_ka Re: Co nazywasz merska schodzeniem do poziomu? 11.06.07, 10:33
                    Zaraz, ale to chyba zależy od tego, co stawiamy sobie za cel.
                    Bo z tego, co napisałaś wynika, że celem jest dla Ciebie odniesienie skutku w
                    postaci "smarkacz się nauczy, że kart nie rozdaje". Tym samym pozostajemy wciąż
                    w kręgu tego samego problemu, jakim jest udowadnianie, czyje na wierzchu. To
                    jest właśnie to, o czym wyżej pisalam, tylko ujęte innymi słowami.

                    Mnie osobiście nie chodzi o cel "smarkacz się nauczy, że kart nie rozdaje", a
                    przy tym Twoje odczucia jako nastolatki-pasierbicy nie powinny być traktowane
                    jako reprezentatywne, no ale to tak na marginesie.

                    Dla mnie celem jest odcięcie się od sytuacji, bo to RZECZYWIŚCIE chroni przed
                    zranieniem, a nie tylko stwarza pozory, że chroni. Ponadto pokazuje dziecku, że
                    jego metody nie są skuteczne i że nie będziemy się z nim komunikować na
                    płaszczyźnie gówniarskich zagrywek. W zamian za to proponujemy inne reguły
                    porozumienia: z szacunkiem do rozmówcy.
                    Kupi lub nie kupi, przymusu tu nie ma. Chodzi jednak o to, aby nie dać się
                    ściągnąć do parteru, bo powrót stamtąd jest trudny.
                    Alternatywa jest IMHO atrakcyjna: albo kontakt na naszych zasadach (czyli
                    cywilizowany: bez durnych "ups!" i plam na dywanie, bez pierścionków
                    spływających do kanalizacji) albo brak kontaktu. Jakby nie patrzeć w żadnej z
                    tych sytuacji nic nie tracimy.
                    Bo o ile nie popieram odcinania się od pasierbów w imię idei "nie nawiążę
                    kontaktu z 'byłymi dziećmi', bo nie!", o tyle równie idiotyczne wydaje mi się
                    cierpienie w imię ideałów, które pasierbica jednym ruchem spłuczki posyła do kibla.

                    I jeszcze jedna kwestia: szczerze mówiąc najmniej interesujące w tej sytuacji
                    wydaje mi się, co pomyślałby o mnie nastolatek. Serio uważasz, że argument "mnie
                    by tylko takie reakcje rozbawiły i sprowokowały do dalszych złośliwości by
                    sprawdzić, ile jeszcze dziad wytrzyma" jest sensowny z punktu widzenia ojczyma?
                    Moim zdaniem w żadnym stopniu.

                    Własnie wikłanie się w myslenie "co nastolatek sobie pomyśli o mojej postawie,
                    moich wartościach, moich informacjach zwrotnych i moich poglądach na życie"
                    skazuje nas na dobrowolne upupienie się i dalsze traktowanie nastolatka w
                    kategoriach przeciwnika rozdającego karty.
                    Dojrzałośc jest wartością samą w sobie. Tak samo rzeczą niepodważalną jest dla
                    mnie to, że nastolatek nie jest dla mnie partnerem. W ogóle nie interesuje mnie,
                    jaki pogląd ma na nasze partnerstwo trzynastolatek, bo jego zdanie akurat w tej
                    materii zupełnie się dla mnie nie liczy.

                    Może bardziej zrozumiale:
                    to, co Ty proponujesz to dalszy udział w grze. Tyle tylko, że z przekonaniem, że
                    jest się bardziej cwanym od przeciwnika i dlatego wygra się partię. Czyli np.
                    dowalić bardziej iż dziecko dowaliło nam, co ma rzekomo oduczyć dziecko dalszych
                    kopów.
                    Ja piszę, że jest to kompletnie iluzoryczne: po pierwsze przy takim podejściu
                    zarówno dziecko jak i my jestesmy uwikłani w tę samą grę i nie mamy żadnego
                    powodu, aby czuć się lepszymi czy bardziej ponad.

                    PO drugie: to co dziecka nie ośmiesza (bo jest dzieckiem) nas już osmiesza (bo
                    jesteśmy dorośli).

                    Po trzecie: zarówno udowadnianie, że nie jest się wielbłądem; branie odwetu na
                    słabszym przeciwniku, jak i celowa prowokacja przeciwnika należą dla mnie do tej
                    samej kategorii zachowań, które nazywam upokarzającymi dla dorosłego. Bo nie
                    licują z jego godnościom osobistomwink

                    Po czwarte: wysyłanie informacji zwrotnych, wyjście z pokoju czy powiedzenie
                    "ranisz mnie, przestań" upokarzające nie jest, bo a) jest zachowaniem z wyższego
                    piętra b) wyższe piętro cechuje się tym, że ma w dupie, czy niższe piętro uzna
                    je za śmieszne/nieśmieszne/fajne/niefajne. Własnie na tym polega poczucie
                    własnej wartości i godności- nie mamy imperatywu udowadniania czegokolwiek
                    komukolwiek.
                    Informacja zwrotna czy odmowa udziału w rozmowie jest posłaniem przeciwnikowi
                    obojętnej informacji, z którą może zrobić co chce. Tym samym dajemy dziecku
                    możliwość zdecydowania: wchodzimy wspólnie na poziom cywilizowanej komunikacji
                    czy też dziecko zostaje samo na placu boju? Bo my odmawiamy udziału w pyskówce i
                    rozmowach na poziomie gimnazjalnym.

                    Zatem to,co ja proponuję to w ogóle niewchodzenie w tę grę.
                    Równolegle przedstawiamy oczywiście naszą koncepcję partnerowi- niech sam
                    decyduje, czy wesprze nas w walce o szacunek dla nas samych czy niekoniecznie.
                    Jeśli to drugie- niech zapewni nam święty i anielski spokój podczas wizyt
                    pasierbów, nie prosi o pomoc w opiece nad dziećmi i w ogóle przestanie nam
                    zawracać głowę budowaniem relacji z pasierbami. Uważam, że Luna swoje zrobiła. A
                    dalszy ciąg programu powinien albo rozegrać się na nowych zasadach (tym razem
                    szanujących uczucia i potrzeby Luny) albo bez udziału Luny (o ile Jej niemąż nie
                    wykaże chęci współpracy).



                    a.
                    • m-m-m Re: Co nazywasz merska schodzeniem do poziomu? 11.06.07, 10:45
                      Serio uważasz, że argument "mnie
                      by tylko takie reakcje rozbawiły i sprowokowały do dalszych złośliwości by
                      sprawdzić, ile jeszcze dziad wytrzyma" jest sensowny z punktu widzenia ojczyma?
                      Moim zdaniem w żadnym stopniu.



                      Nie wnikam w ocenę sensowności. Wiem, ze ojczym nic by nie wskórał mówieniem,
                      co mi wolno a co nie.
                      Co do moich doświadczeń: może i ie sa reprezentatywne, bo sa tylko moje, ale
                      jakiś procent szans , ze dany nastolatek zareaguje własnie tak tak ja bym
                      zareagowała w amtych czasach jest możliwy.
                      Mrska, inaczej pojmujemy sprowadzenie siebie do poziomu (cudzego) dziecka.
                      Mnie praktyka podpowiada taką reakcję, Tobie teoria inną.
                      Mnie też kiedyś pasierb powiedział cos w tym stylu, na co ja nie aptyczkowałam
                      się z nim i odparowałam podobnie jak Luna. Pasierb nauczył się respektu do mnie
                      i od tametej pory nigdy już sobie na takie zachwania nie pozwolił.
                      A gdybym bawiła sie w dyrdymały, że mnie zranił itp. rzeczy to on by się
                      uśmiał, a M. miałby pretensje, że jeszcze mu się dodtkowo nadstawiam.
                      • mrs_ka Re: Co nazywasz merska schodzeniem do poziomu? 11.06.07, 22:45
                        Skuteczność zostawiam na boku, bo -jak napisałam- rzecz się rozbija o
                        sprecyzowanie, jaki jest cel naszych działań, a najwyraźniej jest on dla nas
                        odmienny.
                        Co do praktyki i teorii: mówimy o koncepcji wychowawczej odnoszącej się do ogółu
                        relacji dorosły-dziecko, więc status cywilny jest tu całkowicie drugorzędny, a
                        pasierb znaczy tu tyle, co po prostu "każde dziecko". Dlatego nie czyniłabym tu
                        rozróżnienia na praktykę i teorię, bo nie w tym rozróżnieniu tkwi sedno sporu, a
                        w tym, że po prostu mamy inne koncepcje wielu spraw, w tym życia jako takiego
                        jak sądzęwink Ale to chyba na nic nie rzutuje, czyż nie?
                        Poza wszystkim: dla mnie informacje zwrotne nie są dyrdymałami, tak samo jak i
                        psychologia oraz socjologia wykraczają daleko poza "dyrdymały". Teoria gier
                        Berne'a również się w moim poczuciu nie zalicza do kategorii "dyrdymałów". Taka
                        językowa uwaga na marginesie.

                        a.
                        • m-m-m Re: Co nazywasz merska schodzeniem do poziomu? 12.06.07, 07:21
                          Życie swoje, a "arcymądre" teorie socjologiczne swoje, Mrska.
                          Uważam, że odniosłam skutek zgodny z moim oczekiwaniem i tyle mnie to teraz
                          obchodzi co zeszłoroczny śnieg, bo pasierb nauczył się, że ma liczyć się ze
                          słowami wobec mnie. I tak jest.
                          Oczywiście otrzymałam pełne poparcie mojego działania od jego ojca, który
                          dodatkowo zrobił mu kilka wychowawczych sesji na temat jak on ma się
                          zachowywaywać nie tylko wobec mnie, ale i wobec każdego innego dorosłego oraz
                          jakie mogą być konsekwencje jego nieodpowiedniego zachowania na zaś.
                          • mrs_ka Re: Co nazywasz merska schodzeniem do poziomu? 14.06.07, 14:02
                            Przepraszam, ale ja nie kwestionuję skuteczności Twoich metod. I z całą
                            pewnością nie będę oceniać, czego się Twój pasierb nauczył, czego się nie
                            nauczył, a co Tobie się wydaje, że się nauczył.
                            Wyczuwam w Twoich postach irytację, nota bene niezrozumiałą dla mnie (w świetle
                            tego wątku). Nigdy nie wyznawałam teorii, że trzeba chodzić w czyichś butach,
                            aby móc się merytorycznie wypowiedzieć.
                            I instynktownie sprzeciwiam się tezom "teorie swoje, a życie swoje". Nie
                            dlatego, abym się z tym nie zgadzała; nie, częstokroć jest to prawdą. Ale
                            jeszcze częściej klepie się ten banał po to, aby zamaskować własną nieudolność
                            wychowawczą, brak pomysłu na temat lub usprawiedliwić postępowanie, którego w
                            inny sposób usprawiedliwić by się nie dało.
                            I gwoli teorii- jak wiesz sama jestem matką. Trudno więc zarzucać mi, że piszę o
                            czymś, czego nie miałam okazji doświadczyć w praktyce (a propos "arcymądrych"
                            teorii). Doświadczyłam na skórze swojej i nieswojej, i uważam, że istnieje
                            szereg przyczyn, dla których jest to metoda sensowna oraz mądra z punktu
                            widzenia dziecka.
                            Teraz Ty powinnaś mi odpowiedziec, że zasadniczo masz to gdzieś, bo zupełnie nie
                            zamierzasz pasierba wychowywać i względnie obchodziłoby Cię to, gdyby chodziło o
                            Twoje własne dziecko.
                            A ja Ci odpowiem, że...- i tak dalej, przeciez nie raz to ćwiczyłyśmy i sedno w
                            tym przypadku polega na tym, że my się nie zgadzamy co do samej istoty roli
                            macochy, zakresu jej obowiązków i przywilejów itdsmile))) Dlaczego więc miałybyśmy
                            się nagle zgodzić w kwestii, która jest właśnie w prostej linii konsekwencją
                            ustawienia zasad związanych z pozycją macochy?
                            Na tym forum przeróżnie sobie dziewczyny ustawiają własną pozycję (częśc
                            niestety w ogole tego nie robi, co potem jest bolesne w skutkach) i są tu
                            zarówno macochy wychowujące, niewychowujące, odcinające się, zaangażowane,
                            słowem: spektrum postaw. Zaprezentowałam swoje stanowisko Lunie, bo może Jej się
                            przyda, a może przyda się to innej macosze, która się akurat nie wypowiedziała,
                            ale przeczytała. Tobie bym tego nie proponowaławink
                            Nie odbieraj tego kpiarsko czy ironicznie- ja bardzo sobie cenię Twoje argumenty
                            i stanowisko. Między innymi dlatego, bo postrzegam Cię jako skrajnie biegunową w
                            stosunku do tego bieguna, ktory ja zajmuję. I wiele Twoich uwag uważam za cenne
                            i odkrywcze, bo pokazują mi tę stronę spraw czy problemów, której ja na ogól nie
                            dostrzegam bądź ignoruję.

                            Proponuję przyjąc, że mamy odmienne spojrzenia na tematwink Co było oczywiście do
                            przewidzenia i udowodnieniawink))

                            pozdrawiam
                            a.
                            • m-m-m Re: Co nazywasz merska schodzeniem do poziomu? 14.06.07, 15:29
                              klepie się ten banał po to, aby zamaskować własną nieudolność
                              > wychowawczą, brak pomysłu na temat lub usprawiedliwić postępowanie, którego w
                              > inny sposób usprawiedliwić by się nie dało.
                              > I gwoli teorii- jak wiesz sama jestem matką. Trudno więc zarzucać mi, że
                              piszę
                              > o
                              > czymś, czego nie miałam okazji doświadczyć w praktyce


                              Doświadczasz Mrska jako matka i to kilkulatka, a nie macocha całodobowa
                              nastolatka.
                              Jako matka masz inne podejście: kochasz to dziecko i ono Ciebie też kocha.
                              Twoje dziecko będzie takie jakie działania wychowawcze dajesz mu przez od
                              początku jego istnienia.
                              Tu od początku nie ma mojej ręki, pewnych zachowań pasierba nie zmienię żebym
                              stanęła na rzęsach: ma je bo ukształtowały się przed moim nastaniem w tym domu.
                              To nie jest dziecko spod mojej ręki. To jest dziecko, które ma żyjącą matkę,
                              ale której znać nie chce (przynajmniej tak deklaruje) co nie oznacza, że na jej
                              miejsce przyjmie inną, zastępczą matkę. Nie, nie przyjmie.
                              Poza tym, ja na tym forum nigdy nie ukrywałam, że solidaryzuję się z macochami
                              i z ich komfortem psychicznym. Owszem, może niektóre moje rady oznaczają, że w
                              tym momencie dobro pasierba jest na dalszym planie, ale taka jest
                              rzeczywistość: większość macoch ma dyskomfort w związku z tym, że niejako czuje
                              sie przymuszona do działań wychowawczych wobec cudzych dzieci i wtedy lepiej,
                              by się nie angażowała, względnie wywierała nacisk na swoich M-ów by ci
                              zabierali się za swoje wychowawcze obowiązki, a nie oczekiwali, że ktoś to za
                              nich załatwi.
                • luna67 Re: Co nazywasz merska schodzeniem do poziomu? 12.06.07, 00:11
                  mrs_ka napisała:
                  > natomiast nie ranimy kogoś, kto jest po prostu od nas słabszy i zależny.

                  Zgadzam sie z tym, ale nie znasz tego dziecka, ja nie mam w sobie tyle
                  nienawisci ile ma ta dziewczyna w sobie, mam respekt dla starszych osob ona
                  nie, mam wyrozumialos, jej sie wszystko nalezy, nawet po trupach, wiesz mam
                  takie wrazenie, ze niestety ona w tej kwesti mnie przebija. Ten mit, ze dobro
                  zwycieza zlo jest niestety tylko w bajkachsmile
                  Dziewczyna miala powazna rozmowe z M (pierscionek), i wiesz co zrobila? w
                  polowie rozmowy trzasnela dzwiami i poszla do mamy sie poskarzyc (ze my ja
                  teroryzujemy)sad Jak jej sie cos nie podoba to na okolo wszyscy musza o tym
                  wiedziec. A z tym dywanem to byla zemsta za ta rozmowe z tata, gdyz chodzilo
                  wlasnie o moj pierscionek, to przezemnie byla ta nieprzyjemna rozmowa z tata (w
                  jej mniemaniu).
                  • mrs_ka Re: Co nazywasz merska schodzeniem do poziomu? 12.06.07, 01:07
                    aha, czyli historia z dywanem była po pierścionku?

                    Sluchaj, nie znam Twojej pasierbicy i nie mam podstaw, aby Ci nie wierzyć. Wiesz
                    jednak równie dobrze jak ja, że nawet najgorzej wychowane dziecko ma rodziców,
                    którzy stoją za jego wychowaniem. Twoją pasierbicę wychowała jej matka i Twój
                    niemąż, a sytuacja z dziadkami, którą opisałaś, wydaje mi się w szczególny
                    sposób symboliczna. Bo to oznacza, że dziecko po prostu ogólnie nie jest
                    nauczone przestrzegania norm. Natomiast moim zdaniem to nadal nie musi oznaczać,
                    że to Ty masz mieć z tym problem.
                    Po prostu postaw granice. Nie znam Waszych ukladów i nie wiem, czy matka
                    dziewczyny nie kwestionuje postępowania ojca. Bo w normalnym układzie
                    (porozwodowej również) matka powinna w takiej sytuacji zawrócić córkę i oznajmić
                    jej, że nie ma powrotu przed zakończeniem rozmowy z ojcem. Podobnie brak kultury
                    wobec dziadkow powinien się spotkac z natychmiastową reakcją, a nie pobłażliwym
                    komentarzem do Ciebie, że "oni też już nie mają sił". Może i nie mają, ale z
                    ignorowania problemu również nic nie wynika.

                    Im częściej obserwuję takie sytuacje tym częściej pojawia mi się myśl, że
                    stopień "osaczenia" ludzi wchodzących w związki, gdzie jedno lub dwoje ma tzw.
                    przeszłość, nie zależy od faktu posiadania samej przeszłości.
                    Zalezy wyłącznie od stopnia, w jakim poukładał sobie przeszłość partner.
                    Jeśli jej nie poukładał to niestety, ale koszty tego poniesie druga żona czy
                    mąż, bo to oni znajdą się w patowej sytuacji między pasierbami, ich ojcem i matką.
                    Źle jest, kiedy rodzic nie potrafi mówić "nie" i kiedy nie umie tego "nie" potem
                    wyegzekwować. Nie piszesz tego wprawdzie, ale taka mniej więcej sytuacja się u
                    Was rysuje. Niesprawiedliwe jest ponadto to, że Ty za to płacisz. I o ile
                    układów między eks małżonkami nie zmienisz i nie zmienisz stosunków między ojcem
                    i córką, o tyle masz wpływ na to, czy dalej będziesz obrażana i raniona przez
                    swoją pasierbicę, czy nie.

                    a.

        • nangaparbat3 ups! 09.06.07, 16:52
          Takie mam wrazenie, ze rzeczywisty problem przesloniy nam relacje
          Luna/pasierbica, a te relacje sa tylko malenka cząstka tego, czym naprawdę
          trzeba by sie zająć - dlaczego dziewczyna ma w sobie az taką wściekłość i czy
          mozna w ogóle cos z tym zrobic?
          Bo przeciez jej stosunek do Luny nie rozni sie najwyraźniej od stosunku do
          rodzonej babci, więc pewnie i do innych osob, więc na pewno i do siebie samej.
          To naprawdę tak jest: dla innych jestesmy dokladnie tacy, jak dla siebie (choc
          w bardzo rozny sposob moze sie to przejawiać).
          Wiec mamy mocno zaburzone dziecko, ktore na oko nadaje sie na terapię -
          rodzinną, cokolwiek miałoby to znaczyć. Powiedziałaby, ze ta terapia jej sie
          wręcz nalezy -
          Przyznam się, ze mnie tej dziewczyny szkoda (to nie znaczy, że nie rozumiem, ze
          mozna mieć jej dość). Sytuacja, w ktorej mama ma nowe dziecko z nowymfacetem,
          jest dla dzieci okropnie raniaca, pamietam kolege z klasy mojej corki -
          zareagował (miał 10 lat) moczeniem nocnym i dokuczniem kolegom - corka go
          nienawidzila, taki był niedobry.
          Samo temperowanie, które ktos tu proponowal, na pewno nic nie da.
    • khaldum Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 10.06.07, 09:02
      Raz mi się zdarzyło to usłyszeć, od 8 latka.

      sytuacja dotyczyła prośby o założenie czystego t-shirt'a i wykąpania się po 3
      dniach. Od małego już cuchnęło. /mama nie zwraca uwagi na ich higienę, np
      bieliznę noszą na okrągło przez 3 - 4 dni przez 24h na dobę/

      Mówię: wykąp się proszę i załóż świeże ubranie
      Młody: wzrusza ramionami
      10 minut przypominań pt: miałeś iść się wykąpać, bez reakcji zwrotnych
      ja: X wykąp się, raz na 3 dni wypada się wykąpać i założyć czyste ubranie
      Młody: chyba u ciebie, u nas w /nazwa miejscowości/ tak nie jest
      ja: jesteś u mnie i masz się wykąpać bo śmierdzi od ciebie już
      Młody: nie jesteś moją matką, żeby mi mówić co mam robić
      ja: No i masz szczęście że nie jestem, bo z pewnością bym z tobą nie
      dyskutowała, tylko egzekwowała, a to nie było by dla ciebie przyjemne

      tu wrócił NM ze sklepu i ustawił młodego do pionu. /zamknął go w łazience i
      wypuścił po godzinie jak się wykąpał. na kopanie w drzwi nie zwracaliśmy uwagi/

      Teraz mówię raz, i o dziwo działa jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

      pozdrawiam

    • khaldum do Luny 10.06.07, 09:23
      Luna, jak poczytałam o Twoich przeprawach z pasierbami to mi się włos na głowie
      zjeżył /przy mojej długości i gatunku włosa to wyczyn nie lada/

      Tak jak sugerowały dziewczyny odizolowałabym się od dzieci NM. Poinformowałabym
      go o swoim stanowisku i jak było pisane, albo rybki albo akwarium. Albo zaczną
      cię szanować, albo niech chłop zabiera je na weekendy do hoteli. To jest TWÓJ
      dom, TWÓJ azyl, Twoje miejsce na ziemi.

      trzymaj się
      • nangaparbat3 to niezmiernie ciekawe, khaldun 10.06.07, 18:08
        khaldum napisała:

        >Poinformowałabym
        > go o swoim stanowisku i jak było pisane, albo rybki albo akwarium. Albo zaczną
        > cię szanować, albo niech chłop zabiera je na weekendy do hoteli. To jest TWÓJ
        > dom, TWÓJ azyl, Twoje miejsce na ziemi.
        >
        Bo rozumiem, ze TWÓJ dom nie jest JEGO domem, TWÓJ azyl nie jest jego AZYLEM.
        I faktycznie - albo rybki, albo akwarium. Albo jestescie razem, i wtedy dom i
        azyl sa i Twoje, i jego. Ale jesli i jego - to i jego dzieci, niestety, jakos
        tak jest, ze dzieci powinny w domu swego ojca być u siebie. Że powinny
        zachowywac sie przyzwoicie - to prawda. Ale jesli tak nie jest, nie jest zadnym
        rozwiazaniem niewpuszczanie ich. Bo to tylko znaczy, ze na najpoważniejsze
        problemy swojego meżczyzny zamykasz sie i nie chcesz o nich nic wiedzieć, radź
        se chłopie sam. Oczywiscie mozna i tak, ale pod warunkiem, ze nie bedziesz
        twierdzić, że go kochasz.
        • nangaparbat3 przepraszam, Khaldum, przez "m" 10.06.07, 18:09

    • maroussia1 Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 10.06.07, 19:29
      Od roku mieszka ze mną syn (12 lat) mojego M, a od 10 miesięcy jestem legalną
      macochą. Kiedy usłyszałm po raz pierwszy: "nie jesteś moja mamą!" - zatkało
      mnie. Dostał on ode mnie więcej miłości, ciepła, dobroci, zainteresowania niż od
      biologicznej matki. Zresztą ona go nie chciała i oddała na wychowanie ojcu.
      Grzecznie powiedziałam mu, że kocham go jakby był moim własnym dzieckiem, itd,
      itp. Ale gdy usłyszałam coś takiego po raz kolejny (podczas odrabiania lekcji)
      powiedziałam: nie jestem Twoja matką i nigdy nią nie będę, bo Ty masz swoją
      matkę. Jestem Twoją MACOCHĄ, wychowuję Cię, utrzymuję, opiekuję i chociażby z
      tego powodu należy mi się szacunek. Poza tym matek, które nie chciały swoich
      dzieci jest wiele, natomiast kobiet, które wychowują cudze dzieci i to wtedy,
      gdy ich biologiczna matka żyje i mają z nią kontakt - jest niewiele. I z tego
      powodu też należy mi się szacunek. Dzięki mnie masz bardzo dobre oceny, więc
      wracaj do odrabiania lekcji!
      PS.Ten rok szkolny był koszmarem dla mnie. Ciężko było zmusić do nauki
      dzieciaka, który całe dnie spędzał na podwórku i dostawał jedynki za brak prac
      domowych "u mamusi nie musiałem odrabiać lekcji. Powiedziałem, że nie będę i nie
      robiłem". Wylałam wiele łez, bo nie zawsze mój M potrafił właściwie zareagować w
      takich sytuacjach. Pasierb stawia się, pyskuje, traktuje mnie jak rywalkę, a nie
      rodzica... Odniosłam jednak mały sukces pedagogiczny - na koniec roku szkolnego
      dostaniemy świadectwo z paskiem. Może nawet będzie średnia 5?
      I jedno jest pewne - rola dziewczyny tatusia była o wiele łatwiejsza i
      przyjemniejsza!:o)
      • m-m-m Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 11.06.07, 10:08
        PS.Ten rok szkolny był koszmarem dla mnie. Ciężko było zmusić do nauki
        > dzieciaka, który całe dnie spędzał na podwórku i dostawał jedynki za brak prac
        > domowych "u mamusi nie musiałem odrabiać lekcji. Powiedziałem, że nie będę i
        ni
        > e
        > robiłem". Wylałam wiele łez, bo nie zawsze mój M potrafił właściwie
        zareagować
        > w
        > takich sytuacjach. Pasierb stawia się, pyskuje, traktuje mnie jak rywalkę


        Podziwiam. Ja bym nigdy na to nie poszła, choć całodobowa jestem już 9-y rok.
        Branie na siebe roli rodzica i wysłuchiwanie, że tak naprawdę to jesteś nikim
        moim zdniem mija się z celem.


        Dostał on ode mnie więcej miłości, ciepła, dobroci, zainteresowania niż o
        > d
        > biologicznej matki.


        Ale on tego oe docenia i nie doceni. Weźmie owszem jak od matki, ale w zamian
        dostaniesz figę.
        Poczekaj aż chłopak skończy 15-16 lat wtedy to dopiero prawdziwe muchy w nosie
        u dojrzewającego nastolatka wyjda na wierzch. Na razie to pyskowanie to pikuś.
      • luna67 Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 11.06.07, 22:46
        maroussia1 napisała:
        "Poza tym matek, które nie chciały swoich
        > dzieci jest wiele, natomiast kobiet, które wychowują cudze dzieci i to wtedy,
        > gdy ich biologiczna matka żyje i mają z nią kontakt - jest niewiele"

        Matka jest tylko jedna, a macoch mozna miec wielesmile)) Im mniej matka daje
        milosci dziecku, tym bardziej jej obraz w oczach dziecka utozsamia sie z bostwemsmile
        Wiem o czym mowie.
        • m-m-m Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 12.06.07, 07:50
          Im mniej matka daje
          > milosci dziecku, tym bardziej jej obraz w oczach dziecka utozsamia sie z
          bostwe
          > msmile


          W dużej części tak jest. Bardzo, badrdzo rzadko maocha otrzymuje za swoje
          nerwy wkąłd w wychowanie pasierba należytą "nagrodę" w postaci choćby
          przywiązania i szacunku do jej osoby.
          Matka dostaje to w "pakiecie", jako zwrotkę za swoje starania i jest to
          zupełnie naturalne.
          Natomiast opinia, że niewiele kobiet podejmuje się wychowania cudzego
          potomstawa jak matka tego potomstwa jeszcze żyje i za to należy jej się
          minimalna wdzięczność ze strony wychowanka to opinia dorosłego otoczenia, a nie
          samych nawet już dorosłych pasierbów.
          Moim zdaniem po tylu latach macochowania całodobowego uważam, że miałam rację
          oczekując wychowania syna przez jego ojca, a nie brania tego na siebie. To było
          bardzo słuszne, bo tak jak jest powiedzenie "obyś cudze dzici uczył" to tak
          samo można powiedzieć: "obyś cudze dzieci wychowywał".
        • marusia1 Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 14.06.07, 22:19
          Wiem, doświadczyłam tego. Była wielka miłość, przywiązanie... Poczułam się matką
          i to chyba był błąd. Kiedy ex mnie zobaczyła, dowiedziała się jaki pasierb ma do
          mnie stosunek (był bardziej za mną jak za matką) - zaczęła mnie oczerniać. Młody
          wierzy jej bezgranicznie, chociaż wielokrotnie go oszukała, nie chciała go
          widzieć w weekend (nie miała czasu, albo chciała tacie zrobić na złość, żeby nie
          zobaczył się z córką, która została z ex), nie przyjechała po niego na
          święta... Ale to wszystko była nasza wina. Nie ex. Choć psycholog stwierdził
          pomiędzy matką a synem agresję, choć jestem jej przeciwieństwem, to właśnie
          mamusi Młody wystawiłby "ołtarzyk". Cóż...
        • marusia1 Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 14.06.07, 22:21
          luna67 napisała:

          >
          > Matka jest tylko jedna, a macoch mozna miec wielesmile)) Im mniej matka daje
          > milosci dziecku, tym bardziej jej obraz w oczach dziecka utozsamia sie z bostwe
          > msmile
          > Wiem o czym mowie.
          Moja poprzednia wypowiedź odnosiłą się właśnie do luny67. Dopiero się uczę. M. :o)
        • marusia1 Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut? 14.06.07, 22:30
          • Re: jak zareagowalybyscie na taki zarzut?
          m-m-m 11.06.07, 10:08 + odpowiedz
          Dostał on ode mnie więcej miłości, ciepła, dobroci, zainteresowania niż o
          > d
          > biologicznej matki.


          Ale on tego oe docenia i nie doceni. Weźmie owszem jak od matki, ale w zamian
          dostaniesz figę.
          Poczekaj aż chłopak skończy 15-16 lat wtedy to dopiero prawdziwe muchy w nosie
          u dojrzewającego nastolatka wyjda na wierzch. Na razie to pyskowanie to pikuś.

          Wiem, ja tylko odwalam czarną robotę. Mamuśka miała syna gdzieś, a teraz, gdy
          Młody ma średnią 5,0 - chodzi i się chwali, jakiego to ma zdolnego synka. Tylko
          dzięki komu te wyniki i zaszczepiona chęć osiągnięcia czegoś w życiu? Póki co
          Młody jest grzeczny, miły - wybieramy mu obiecany rower za bardzo dobre
          świadectwo. Choć wiem, że za jakiś czas (na pewno po wakacjach) - wszystko
          zacznie się od nowa. A może drugi rok będzie łatwiejszy? Mam taką nadzieję.
Pełna wersja