"macocha", która nie chce znać dziecka...

02.06.07, 17:42
Witam wszystkie macochy i macoszki
Ja co prawda jestem z drugiej strony barykady, ale bardzo chciałabym abyście
pomogły zrozumieć postawę partnerki mojego eksa. Ojciec mojego synka mówi, że
jego żona ponoć nie ma nic przeciwko temu aby on spotykał się z naszym
synkiem, ale zarazem sama nie chce mieć z nami nic wspólnego. Nie chce nas
znać, ani mnie ani mojego synka (mnie to jeszcze mogę zrozumieć)...ale
dlaczego mojego synka (3 lata) nie chce znać? Ok, może jej się wydaje że jak
go nie widzi, nie zna, to problemu nie ma...ale jak długo? U nich w domu
ponoć nie można przy niej nic mówić na nasz temat, alimentów też ojciec
dziecka nie płaci, tylko dziadek, żeby jego żonie nie było przykro - tak mi
sam powiedział! Ojciec mojego dziecka ma dziecko z tą żoną i kiedyś jako coś
nasz syn wspominał o dzieciach to on powiedział, że ma tylko jego jednego...?!
Mój syn nie wie, że ma przyrodnią siostrę....może to i lepiej bo jeszcze jest
mały, ale kiedy się dowie? A może wcale nie zamierza mój mój eks mówić, bo
może ona sobie nie życzy...!
To po co wiązała się z nim? Przecież wiedziała o nas?
Dlaczego tak się zachowuje????
wytłumaczcie proszę...
    • e_r_i_n Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 02.06.07, 18:08
      samamama8 napisała:

      > To po co wiązała się z nim? Przecież wiedziała o nas?
      > Dlaczego tak się zachowuje????
      > wytłumaczcie proszę...

      Rozumiem, ze moze nie chciec znac Twojego dziecka - w koncu dla niej jest to
      obce dziecko. O ile nie wplywa to na kontakty ojca z synem, to jej prawo.
      Dlaczego tak sie zachowuje? Moze jest niepewna swojego miejsca u boku meza?
      Widzi zagrozenie? Pewnie jej to z czasem minie.
      Druga sprawa to maz, ktory robi cos (a wlasciwie nie robi tego, co powinen), bo
      zona kaze. Tutaj bym widziala wiekszy problem.
      • samamama8 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 02.06.07, 18:10
        > Druga sprawa to maz, ktory robi cos (a wlasciwie nie robi tego, co powinen),
        bo
        > zona kaze. Tutaj bym widziala wiekszy problem.


        to znaczy jaki problem?
        • e_r_i_n Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 02.06.07, 18:13
          Problem taki, ze facet przedkłada swiety spokoj nad obowiazki.
      • samamama8 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 02.06.07, 18:12
        Rozumiem, ze moze nie chciec znac Twojego dziecka - w koncu dla niej jest to
        > obce dziecko. O ile nie wplywa to na kontakty ojca z synem, to jej prawo.


        a jak ojciec zechce kiedyś (a może nie ze względu na nią....sama nie wiem) brać
        syna do siebie...to co ona na to? Jak będzie się do mojego syna odnosić? Może
        będzie wychodzic z domu???
        • e_r_i_n Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 02.06.07, 18:14
          samamama8 napisała:

          > Jak będzie się do mojego syna odnosić? Może będzie wychodzic z domu???

          Moze bedzie wychodzic. Moze bedzie spedzac czas w innym pokoju. Nie wiem. Ale
          powtarzam - poki nie wplywa to na kontakty ojca z dzieckiem, to ma do tego prawo.
    • ewunia92 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 02.06.07, 19:11
      źle to rokuje na przyszłość kontaktów ojciec-syn.Mojego eks nowa partnerka nie chciała znać naszych dzieci no i dzieci przestały mieć ojca. Co prawda córka miała juz 18 lat i dość szybko pogodziła się z tym( teraz jej dzieci nie znają biologicznego dziadka)ale syn miał 16 lat i parę lat próbował nawiązywac kontakty z ojcem. Teraz on nie chce znać ojca. Tak to się skończyło. Moja wnuczka pieknie rysuje po dziadku architekcie ale on sie o tym nie dowie. A może i lepiej bo ominęły nas sceny zawiści, zazdrości jego obecnej żony.
      To jest jedna strona medalu!
    • mangolda Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 02.06.07, 19:38
      O co ci właściwie chodzi? Tęsknisz za żoną exa, jesteś zazdrosna, czy co? O co
      ty masz kobieto pretensje - alimenty płacone, dzieciak sie z ojcem spotyka,
      czego ty jeszcze chcesz?
      • samamama8 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 04.06.07, 09:55


        Tęsknisz za żoną exa, jesteś zazdrosna, czy co?

        haha najprostsze co można napisać....
        NIE NIE JESTEM ZAZDROSNA, A TYM BARDZIEJ NIE TĘSKNIĘ...w życiu na oczy jej nie
        widziałam, nigdy z nią nie rozmawiałam, nigdy nie dzwoniłam tam do nich, nie
        narzucałam się, właśnie po to by nie być posądzoną o zazdrość!

        O co
        > ty masz kobieto pretensje

        a napisałam gdzieś, że mam pretensję? po prostu się zastanawiam...nie wolno?

        alimenty płacone, dzieciak sie z ojcem spotyka,
        > czego ty jeszcze chcesz?

        a np. tego, że dzieciak ma jeszcze siostrę

        o co mi chodzi?
        własnie o to, że mój syn ma siostrę o której nie ma pojęcia...o to że tatuś
        powiedział mu, że nie ma więcej dzieci....jak długo zamierza to ukrywać?
        dlaczego go okłamał??? Czy zamierza mu wogóle powiedzieć? Czy skoro on to
        ukrywa to i ja nie powinnam synowi mówić jak mnie zapyta? Czy jeśli się dowie
        czy będą mogli się spotykać? Czy jego żona która nie chce znać moje dziecko
        pozwoli poznać mojemu dziecku siostrę? Czy mój eks będzie wogóle kiedykolwiek
        chciał brać go do swojej rodziny?

        Czy dla mojego dziecka nie byłoby lepiej gdyby wiedział od samego początku że
        jego tata ma swoją rodzinę i dziecko - jego siostrę. Wydaje mi się, że gdyby
        wiedział od zawsze od kiedy jeszcze nie jest w stanie tego zrozumiec to byłoby
        mu łatwiej się z tym oswoić niż jak taka informacja spada na nas nagle...! jak
        się ma ...no własnie ile lat??? Dlaczego tata mu nie powiedział? Kiedy zamierza
        to zrobic? jak mały bedzie miał 8 może 13 lat???Kiedy niby będzie wystarczająco
        duży???? Może chce ukrywać całe życie to przed nim? A ta mała też nie lepiej by
        było jakby od zawsze wiedziała zę gdzies tam jest jej przyrodni brat? Czy
        będzie sobie tak żyła w pięknym świecie ileś tam lat a nagle dowie się że jej
        ukochany jedyny tatuś ma jeszcze inne dziecko, które zostawił????

        Wiem, pewnie napiszecie, że na takie tematy powinnam pogadać z ojcem mojego
        dziecka....ale chciałam napierw poznać Wasze zdaniewink poza tym ciężko mi się
        gada z nim...a właściwie wcale nie gada....crying(
        • kicia031 samamama 04.06.07, 11:35
          mangolda to troll, nikt tu z nia nie dyskutuje.
        • mamaika Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 04.06.07, 11:53
          Z ciekawości zapytam , czy będziesz zapraszać jego siostrę do Was do domu ? Bo
          jedno mnie fascynuje aczkolwiek nie pieję do Ciebie absolutnie :
          niejednokrotnie czytam posty pt. macocha nie chce gościć dziecka w swoim domu (
          na ogół zresztą w dosłownym znaczeniu ), czy tak jak u Ciebie przyrodnie
          rodzeństwo niejako nie istnieje dla siebie i zastanawiam się ile i która z
          samodzielnych mam zaprasza przyrodnie rodzeństwo swoich dzieci do siebie
          właśnie ot choćby na urodziny dziecka , czy dośc typowy problem zapraszania
          ojca z rodziną na uroczystości ot choćby komunijne . Dziwnym trafem na ogół
          wtedy przyrodnie rodzeństwo dla samodzielnych nie istnieje , z drugiej strony
          macie Drogie panie olbrzymie pretensje do macoch , które Waszych dzieci znać
          nie chcą .
          A wracając do Twojego postu to myślę,ze przede wszystkim powinnaś pogadać z
          eksem a osobiście jestem zdania,że skoro poza tym,że macocha nie chce znać
          Twojego dziecka ( a naprawdę nie musi wcale ) innych problemów brak to chyba
          tylko się cieszyć. I bynajmniej nie jest to absolutnie ironiczne .
          • kicia031 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 04.06.07, 12:57
            mamaika, ty chyba sie troche zapedzials z ta demagogia. Jest chyba zasadnicza
            roznica miedzy dzieckiem, ktore nie moze odwiedzic ojca w JEGO domu, a
            rodzenstwem przyrodnim, ktore nie moze odwiedzic obcej w sumie baby, prawda?

            I nie wiem, jaka ma byc korzysc z oklamywania dwojga dzieci? ja bym swojego
            syna uswiadomila delikatnie, w sposob stosowny doi] wieku, jak sie rzeczy
            maja...
            • mamaika Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 04.06.07, 22:05
              Nie ,nie zapędziłam się. Jak ktoś wali w bęben pt. przyrodnie rodzeństwo i ich
              kontakty . A co do domu to nie jest to tylko dom ojca a także neksi i obca baba
              niekoniecznie chce pasierba widzieć w swojej jakby nie bylo chałupie. Podobnie
              jak niektóre eksie nie chcą widzieć tatusia dziecka w domu ( ba czesto jeszcze
              wspólwłaścicielem tego domu jest ow tatuś ). Zrozumiałe ?
              • chalsia Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 05.06.07, 00:37
                kontakty . A co do domu to nie jest to tylko dom ojca a także neksi i obca baba
                >
                > niekoniecznie chce pasierba widzieć w swojej jakby nie bylo chałupie.
                Podobnie
                > jak niektóre eksie nie chcą widzieć tatusia dziecka w domu ( ba czesto
                jeszcze
                > wspólwłaścicielem tego domu jest ow tatuś ). Zrozumiałe ?

                zrozumiałe, logiczne i sensowne jedynie gdy porównujesz:
                - tatusia dziecka w domu tegoż dziecka do tegoż dziecka w domu nexi - zarówno
                tatuś dla eksi jak i dziecko dla nexi to obce osoby.

                Natomiast nie o tym mowa.
                Nielogiczne, niezrozumiałe i bezsensowne jest porównanie wizyt dziecka z
                pierwszego związku w domu swojego ojca, który jest domem TAKŻE tego ojca oraz
                rodzeństwa przyrodniego (nie jest tu istotny w ogóle stan prawny własności domu)
                - z wizytami przyrodniego rodzeństwa dziecka w domu eksi. Czemu? Bo "nową"
                rodzinę tworzy ojciec ze swoimi dziećmi (i nexią jako matką przyrodniego
                rodzeństwa), a nie eksia ze swoim dzieckiem oraz byłym mężem/partnerem i jego
                dzieckiem.
                Chalsia
                • mamaika Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 05.06.07, 11:04
                  Chalsia ja wszystko rozumiem i pewne rzeczy są dla mnie jasne, mój synek nie
                  bywał w domu eksi i najnormalniejsze na świecie to dla mnie było. Natomiast
                  jeżeli samodzielna mama ( nie pisze o autorce postu bynajmniej) rozdziera szaty
                  nad kontaktami przyrodniego rodzeństwa i straszliwie jej na owych kontaktach
                  zależy to nie wyaje Ci się,że z jej strony także fajnie by było gdyby owe
                  przyrodnie rodzeństwo czasem w domu ugościła, dokładnie na tej samej zasadzie
                  na jakiej gości się kolegów i koleżanki swoich dzieci. I generalnie z dużym
                  sceptycyzmem podchodze do wymuszanych na niektórych neksiach wizytach dzieci w,
                  bo nic dobrego na ogół to nie przynosi nikomu a już chyba zwłaszcza dzieciom
          • samamama8 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 06.06.07, 08:21
            > Z ciekawości zapytam , czy będziesz zapraszać jego siostrę do Was do domu ?

            jeśli mój syn miałby taką ochotę i zaprosiłby ją...dlaczego nie?
            Jeśli zgodziłaby się jej matka to normalne, że mogłaby przychodzić i pobawić
            się z moim synem...czyli ze swoim bratem, tak normalnie jak będzie mógł
            zapraszać kolegów i koleżanki z podwórka czy przedszkola...
            ale żeby taka sytuacja miała miejsce musiałoby dojść chyba do conajmniej
            poprawnych relacji między mną a ojcem, i nie wiem może też matką tej
            dziewczynki, a jak narazie to moje relacje z ojcem są w najlepszym wypadku -
            żadne! A z jego żoną to już kompletnie nie mam żadnego kontaktu, nawet nie wiem
            jak wygląda, może mijamy się z naszymi dziećmi (rodzeństwem) na ulicy i nawet o
            tym nie wiemy ( a bynajmniej ja, bo ona może mnie kojarzy....nie wiem, chyba że
            eks spalił wszystkie zdjęcia ze mną ...broń boże nie posądzajcie mnie znów, że
            eks ma trzymać moje zdjęcia ale chodzi mi o zdjęcia choćby ze chrztu na których
            chcąc nie chcąc jesteśmy oboje, więc może mnie widziała na zdjęciu)...ktoś tam
            dalej napisał, że skoro eksia pluje na nexie to ma prawo nie chcieć, żeby
            dzieci się znały...
            po 1 ja nie pluję na nią! Nigdy nie kontaktowałam się z nią, ona ze mną też!
            po 2 nexia ma prawo nie pozwalac na kontakt swojego dziecka i dziecka exi,
            jeśli ta na nią pluje! Ale matka to juz NIE MA PRAWA nie pozwalac na kontakt
            dziecku z ojcem, jeśli ojciec pluje na matkę???????

            Tak się teraz zastanawiam, że ja też chyba niestety okłamuje swoje dziecko (bo
            mój syn ma siostrę cioteczna, z która ma czesty i dobry kontakt)Nie raz mu
            mówię, że ma siostrę ( w sensie, że jedna ) Nigdy nie powiedziałam mu że ma
            jeszcze jedna siostrę....uważałam do tej pory, że ojciec powinien mu
            powiedzieć, w końcu to jego sprawa! Ale skoro on się nie przyznaje...Powinnam
            ja powiedziec synowi?
            Wiem, przede wszystkim powinnam porozmawiac z ojcem...probowalam, proponowalam,
            powiedzial, ze jak znajdzie czas to da mi znac, przez pol roku nie znalazl
            czasu by ze mna pogadac (sorry od 4 lat - od kiedy mnie zostawil w 5 tygodniu
            ciazy - my nie rozmawialismy, bo on mowi że nie ma ze mna o czym rozmawiac, on
            mowi, ze jest ojcem i ze ma do wszystkiego prawo, a ze mna nie ma o czym
            rozmawiac) Do tej pory siedzialam cicho, pozwalam na kontakt, nie utrudnialam
            nic, o nic nie prosilam, nigdy nie dzwonilam ani do niego ani do jego rodziny,
            on tez tego nie robil! Nigdy w zyciu nie zadzwonil by o cokolwiek spytac
            odnosnie dziecka...Przychodzi tylko na wyznaczone spotkania o wyznaczonej
            godzinie wychodzi i tak do nastepnego razu!
            Dwa razy w ciagu ostatniego pol roku proponowalam rozmowe....dwa razy mnie olał!
            Probowac dalej???????


            • samamama8 sorry, ale to znowu ja!!!!! 06.06.07, 08:39
              sorry, że sama się podbijam...ale nasunęła mi się jeszcze jedna myśl!

              Może ona chciałaby poznać mojego syna tylko mój eks nie zgadza się na to i może
              mówi jej, że ja się nie zgadzam!!!
              Jak myslicie możliwe to?????

              A może skoro eks mnie olewa, może powinnam porozmawiać z nią? Wypada?
              • mamaika Re: sorry, ale to znowu ja!!!!! 06.06.07, 11:21
                W życiu wszystko jest możliwe . Spróbowac porozmawiasz możesz, choć z tego co
                piszesz wątpię w sensownośc ale nadzieja umiera ostatnia. Syna był w kwestii
                rodzeństwa nie uświadamiała, wszak jakby nie było to dziecko tatusia więc to on
                winien uczynić. I tak generalnie to skup się na pozytywach , kontakt ojca z
                dzieckiem jest , o alimenty się szarpać nie musisz, nie masz cyrków czy jazd.
                Co do rozmowy z neksią jestem na nie, podobnie jak wydzwanianie neksi do eks -
                chyba,że panie się poznały i strasznie polubiły .
    • kasiaksena Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 02.06.07, 21:51
      jest takie ładne powiedzenie: 'widziały gały co brały' kiedyś tej 'macoszce',
      którą w zasadzie nie jest, może się ta cała sytuacja odbić czkawką, bo kochać
      tego dzieciaczka nie musi ale tolerować jego istnienie tak, poza tym istnieje
      przyrodnie rodzeństwo, kiedyś napewno te dzieciaki będą chciały się poznać i
      jak z tego 'mamuśka' wybrnie? (macocha weekendowa)
      • e_r_i_n Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 02.06.07, 22:00
        kasiaksena napisała:

        > poza tym istnieje przyrodnie rodzeństwo, kiedyś napewno te dzieciaki będą
        > chciały się poznać i jak z tego 'mamuśka' wybrnie? (macocha weekendowa)

        A dlaczego ona ma z tego wybrnąć? Dzieci łaczy ojciec, wiec jesli beda one
        chcialy sie poznac, to jego glowa to zorganizowac.
    • marioladabr Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 04.06.07, 11:26
      Nie rozumiem tego faceta. Moim zdaniem to on powinien być szczery w stosunku do
      swojego dziecka i o wszystkim mupowiedzieć. Mój mąż, który ma 3 synów z
      poprzedniego małżeństwa nigdy nie ukrywał przed swoją eks i swoimi dziećmi że
      istnieję ja i nasz syn. Teraz nasz ma 3 latka i bardzo lubi swoich braci. Oni
      do nas przyjeżdżają (ja nie mam nic przeciwko temu, a wręcz przeciwnie cieszę
      się że chłopcy mają kontakt, że lubią do nas przyjeżdżać) i nasz mały też
      jeździ z tatusiem do braci (pierwsza żona teraz nie ma nic przeciwko i nawet
      mały bez tatusia ostatnio tam był). Ja uważam że to wina faceta. To on powinien
      zdecydować czy chce żeby dzieci się znały. Jeśli jest mądry to przekona swoją
      obecną żonę że dzieciak nie jest niczemu winien i z jasnych sytuacji można
      tylko korzyści wynieść. Najgorsze są tajemnice i niedopowiedzenia a w Twoim
      przypadku jest to po prostu kłamstwo - Twój Eks skłamał dziecku że jest jedyne.
      Ja tego nie rozumiem (wstydzi się tamtego dziecka i tamtej żony)?!
      • anastazjapotocka Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 04.06.07, 12:47
        Pan wcale nie musi się wstydzić ani nowej żony, ani nowego dziecka.
        Ten pan po prostu może zupełnie nie wiedzieć, jak się odnaleźć w nowej
        rzeczywistości. Może mieć także bardzo wrażliwą żonę, która z całą przeszłością
        swojego męża nie potrafiła się jeszcze pogodzić i zmierzyć.
        Powodów może być wiele i nie doszukiwałabym się ani wredności u macoszki, ani
        podłości u taty z powodu takiego, a nie innego ułożenia stosunków z synem.
        Alimenty są płacone, ojciec spotyka się z dzieckiem - problemu nie widzę.
        A co do tego, czy chłopczyk ma siostrzyczkę - też trudno stanowczo określić.
        Matka dziewczynki może sądzić, że to nie jest żadna siostra, tylko RYWALKA do
        serca taty i do spadku po nim.
        I też nie wolno z tego powodu ani oburzać się, ani obrażać.
        Taki punkt widzenia.
        Pewnie i tak życie skoryguje wszystko.
        • chalsia Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 04.06.07, 12:55
          ale prawem dziecka jest WIEDZIEĆ czy ma czy nie jakieś rodzeństwo i uczucia
          matki tegoż przyrodniego rodzeństwa nic tu nie mają do rzeczy.
          Nexia i facet sami strzelają sobie w kostki, bo te dzieci KIEDYŚ się o sobie
          dowiedzą i będą miały żal o to, że nie dowiedziały się wcześniej (bez względu
          na to, jakie finalnie te dzieci będą miały do siebie uczucia).

          ZGadzam się z wielokrotnie na tym forum głoszoną tezą, że jakość układów
          macocha-ojciec- rodzieństwo przyrodnie-pasierb-exia w zdecydowanej większości
          zależy od wkładu i działań ojca, a w przypadku eksa autorki wątku widac, że
          facet daje ciała.
          Chalsia
          • anastazjapotocka Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 04.06.07, 13:20
            To prawda, że dzieci mają prawo wiedzieć.
            Ale... To RODZICE (oboje) stworzyli takie zagmatwane i trudne warunki rozwoju
            własnemu dziecku i neksia oraz jej dzicko nie mają tu nic do rzeczy.
            Pan najwidoczniej chce stworzyć szczęślwą rodzinę i zupełnie nie wie, co ma
            zrobić, a najwidoczniej boi się swoich wcześniejszych błędów.
            Myślę, że po czasie dorośli sami znajdą jakiś kompromis.
            Ja nie ocaniam, nie prorokuję.
            Po prostu usiłuję ZROZUMIEĆ.
            • chalsia Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 04.06.07, 13:54
              > Ale... To RODZICE (oboje) stworzyli takie zagmatwane i trudne warunki rozwoju
              > własnemu dziecku i neksia oraz jej dzicko nie mają tu nic do rzeczy.

              no ale właśnie dziecko nexi ma tu "wszystko do rzeczy" - jest tu
              głównym "problemem".
              Bo jeśli można zrozumieć i wytłumaczyć sytuacje, gdy ojciec rozdziela swoje
              aktualne bezdzietne życie rodzinne od swojego dziecka z pierwszego związku, to
              gdy ma on już dwoje dzieci, które są dla siebie rodzeństwem przyrodnim -
              sytuacja jest zdecydowanie inna.
              Chalsia
              • anastazjapotocka Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 04.06.07, 14:12
                Chalsiu, masz całkowitą rację, ale co zrobić, kiedy ojciec jest niedojrzały?
                Chłopczyk ma 3 latka, w takim wieku dziecko wszystko traktuje naturalnie, więc
                można byłoby zbudować jakieś normalniejsze relacje, które nie raniłyby DZIECI.
                Tym bardziej, że matka chłopczyka wydaje mi się całkiem do rzeczy...
                Ja osobiscie odnoszę wrażenie, że tu musi ojciec się jakoś pozbierać.
                No chyba że ten pan NIE TRAKTUJE swojej NOWEJ PANI I JEJ DZIECKA JAK RODZINĘ i
                dla niego JEST TO ETAP PRZEJŚCIOWY.
                Brrr...
                Mam nadzieję, że się mylę.
                • anja07 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 15.06.07, 20:08
                  a zachowanie Ojca w całej tej sytuacji jest faktycznie niedojrzałe i to on
                  powinien walczyć o jakąś"normalność".Może powinnaś z nim spokojnie porozmawiać
                  na ten temat?Podsunącmu jakikolwiek artykuł napisany przez psychologa?Bo ta
                  sytuacja w przyszłości skrzywdzi naprawdę WSZYSTKICH.
              • natasza39 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 04.06.07, 14:13
                chalsia napisała:
                > no ale właśnie dziecko nexi ma tu "wszystko do rzeczy" - jest tu
                > głównym "problemem".

                A głównie nexia ma tutaj "do rzeczy" najbardziej.
                Ojciec to jakiś "miętki Boluś". Takie typy uległe sa wobec kobiet z którymi
                aktualnie są. Zapewne przy normalnej kobiecie, nie negujacej istnienia exi i
                dziecka byłby całkiem sensownym ojcem. A tak jest zmanipulowana kukiełką.
            • kicia031 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 05.06.07, 13:09
              Ale next utrzymujac tajemnice, krzywdzi swoje dziecko...
              • m-m-m Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 05.06.07, 13:51
                A na czym ta krzywda ma polegać Kiciu ???
                • kicia031 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 05.06.07, 14:58
                  Bo dziecko ma przyrodniego brata, o ktorym nic nie wie. jej zycie jest zubozone
                  o bliska osobe. Albo nigdy jej nie pozna i pozozstanie zubozona do smierci,
                  albo kiedys sie dowie i przezyje przykry szok - np przy podziale majatku po
                  tatusiu wink)
                  Dziwie sie, ze takie oczywiste rzeczy musze tlumaczyc.
                  • m-m-m Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 05.06.07, 15:13
                    Jak zawsze Kiciu, są różne układy i sytuacje. I nie zawsze oczyswiste.
                    Mam przykład bardzo dobrze mi znany z reala, kiedy to druga żona nie dążyła do
                    kontaktu między przyrodnim rodzeństwem, ponieważ była żona pluła na nią i na
                    ojca dziecka (nieważne, czy miała rację, czy nie) i zywczajnie druga żona nie
                    chciała, by jej dziecko miało do czynienia z tym drugim. Znam to z reala, że to
                    drugie dzieko nijakiego uszczerbku ie poniosło, wychowywane jak jedynak nie
                    czuło jako dorosłe, ze zostało przez własną matkę "zubożone" przez brak
                    starszego rodzeństwa. Tym bardzej, ze ojcic obojga dzieci też ne umiał zahować
                    się w tej sytuacji i nie dążył na siłę do stworzenia jednej wielkiej
                    szczęśliwej rodziny.
                    A co do podziału spadku, to i tak do powiększenia majątku w małżeństwie
                    przyczyniła się druga żona (mąż zarabiał mało) i zadbała o to zawczasu, by jej
                    dziecko miało wszystko to na co ona pracowała i by podziału nie było.
                    Po smierciojaca, obie córki spotkały się na pogrzebie. Porozmawiały zdawkowo i
                    tyle.
                    • kicia031 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 05.06.07, 16:50
                      Po smierciojaca, obie córki spotkały się na pogrzebie. Porozmawiały zdawkowo i
                      > tyle.

                      jesli dla ciebie to norma, to bardzo wspolczuje. Dla mnie nie i jako matka bym
                      czegos takiego dziecku nie zrobila.
                      • m-m-m Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 05.06.07, 17:28
                        jesli dla ciebie to norma, to bardzo wspolczuje. Dla mnie nie i jako matka bym
                        > czegos takiego dziecku nie zrobila.


                        Pojęcie normy jest względne, Kiciu.
                        Aby te dzieci się znały i miały dobre kontakty potrzeba nie tylko jednej
                        strony, czyli dobrej woli drugiej żony. Potrzeba by pierwsza też umiała się
                        zachować i nie pluła na tę drugą - jej też powinno zależeć na dobrych
                        kontaktach z młodszym rodzeństwem.

                        Ja uznaję prawo macochy do decydowania z kim i w jakim zakresie jej dziecko
                        będzie miało kontakt. Jeśli matka rodzeństwa przyrodniego nie umie się zachować
                        uważam izolację dziecka macochy od tamtego dziecka i pośrednio od tamtej
                        kobiety za uzasadnioną.

                        Ja nie mam rodzeństwa i dosyć szybko moi rodzice odeszli i zostałam sama. I
                        mówiąc szczerze nigdy nie odczuwałam potrzeby jego posiadania. Nie czuję się
                        przez to uboższa, wręcz przeciwnie: od mamy dostałam nie 100, ale 1000% jej
                        zaangażowania w wychowanie mojej osoby. Z rodzeństwem bywa różnie, nie należy
                        jego posiadania idealizować.
                        • chalsia Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 06.06.07, 00:33
                          > Ja uznaję prawo macochy do decydowania z kim i w jakim zakresie jej dziecko
                          > będzie miało kontakt. Jeśli matka rodzeństwa przyrodniego nie umie się
                          zachować
                          >
                          > uważam izolację dziecka macochy od tamtego dziecka i pośrednio od tamtej
                          > kobiety za uzasadnioną.

                          strawestuję powyższe na:

                          "uznawanie prawa eksi do decydowania z kim i w jakim zakresie jej dziecko
                          będzie miało kontakt. Jeśli matka rodzeństwa przyrodniego nie umie się
                          zachować, izolacja dziecka eksi od tamtego dziecka i pośrednio od tamtej
                          kobiety jest uzasadnioną".

                          ciekawe, że stanowisko takie jak w strawestowanym tekście bardzo często
                          uznawane jest za złe/błędne/bezprawne etc.
                          Chalsia
                          • natasza39 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 06.06.07, 00:50
                            chalsia napisała:

                            > ciekawe, że stanowisko takie jak w strawestowanym tekście bardzo często
                            > uznawane jest za złe/błędne/bezprawne etc.
                            > Chalsia

                            hehehe. JA podobnie, zastosowałam ten wybieg w wątku kimbeli oraz w watku
                            braktalentu na NR.
                            Otóż, ani nie jest tak, ze z założenia samodzielna mama to cud do podziwiania za
                            samodzielność i poświęcenie, ani macocha, to nie z założenia kobieta z klasą,
                            która może, ale nie musi a już na pewno ma większa klasę.
                            Ani jednym, ani drugim nie wolno z góry decydować o tym od kogo maja dzieci
                            izolować a od kogo nie oczywiście pod warunkiem, że ten ktoś nie robi im krzywdy.
                            I to by było chyba na tyle....
                            • m-m-m Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 06.06.07, 08:31
                              Ani jednym, ani drugim nie wolno z góry decydować o tym od kogo maja dzieci
                              izolować a od kogo nie oczywiście pod warunkiem, że ten ktoś nie robi im krzywdy



                              Moim zdaniem matka ma prawo decydować z kim jej dziecko przebywa. I jesli
                              uważa, że towarzystwo przyrodniego rodzeństwa może wpłynąć na jej dziecko
                              negatywnie to ma prawo na takie kontakty się nie zgadzać.

                              A może forum czytam niedokładnie, bo nie załapałam się na na oryginalny tekst i
                              nawet nie wiedziałam, że popełniłam trawestację.
                        • kicia031 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 06.06.07, 10:19
                          m-m-m napisała:

                          > Ja uznaję prawo macochy do decydowania z kim i w jakim zakresie jej dziecko
                          > będzie miało kontakt. Jeśli matka rodzeństwa przyrodniego nie umie się
                          zachować

                          A ja nie uznaje. Rodzice nie sa wlasciecielami dzieci, tylko maja je niejako
                          w "funduszu powierniczym" maja obowiazek dzialac dla dobra i szczescia dzieci.
                          Z mojego punkty widzenia roznica miedzy postepowaniem tej matki a rodzicami
                          ktorzy katuja swoje dzieci jest tylko roznica skali, bo wyrasta z takiego
                          samego przekonania, ze dziecko to nie czlowiek, tylko przedmiot, wlasnosc
                          rodzciow, z ktorym moga robic co chca.



                          >
                          > > Ja nie mam rodzeństwa i dosyć szybko moi rodzice odeszli i zostałam sama. I
                          > mówiąc szczerze nigdy nie odczuwałam potrzeby jego posiadania. Nie czuję się
                          > przez to uboższa, wręcz przeciwnie: od mamy dostałam nie 100, ale 1000% jej
                          > zaangażowania w wychowanie mojej osoby. Z rodzeństwem bywa różnie, nie należy
                          > jego posiadania idealizować.

                          normalnie bym sprobowala sie powstrzymac od argumentow osobistych, ale skoro
                          sama przywowalalass swoja osobe, to czuje sie niejako uprawniona do napisania
                          tego - to ty uwazasz, ze nie odnioslas zadnych szkod. Dla postronnych
                          obserwatorow jest dosc oczywiste, ze jestes osoba ciezko okaleczona
                          emocjonalnie. Wiem, chodzilas na terapie, i jest juz lepiej - ale wciaz nie
                          jest dobrze. Masz oczywiscie prawo rozpatrywac wszystko w kategoriach praw i
                          obowiazkow, ale ciekawe jest dlaczego masz taki opor przed tym, co czyni z nas
                          ludzi, czyli przed bezinteresownych dawaniem innym ciepla i milosci...
                          • m-m-m Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 06.06.07, 10:35
                            maja obowiazek dzialac dla dobra i szczescia dzieci


                            Dobrem dziecka nie jest bycie w towarzystwie osób, których zachowanie podlega
                            daleko idącej dyskusji.
                            Jeśli pierwsza była żona pluje na matkę dziecka publicznie to niby czemu matka
                            to będąc drugą żoną ma się na to bezdyskusyjnie godzić, by jej dziecko widziało
                            i słyszało, że jakaś obca baba sobie bezczelnie wobec niej pozwala.



                            Dla postronnych
                            > obserwatorow jest dosc oczywiste, ze jestes osoba ciezko okaleczona
                            > emocjonalnie. Wiem, chodzilas na terapie, i jest juz lepiej - ale wciaz nie
                            > jest dobrze


                            Jeśli przez "dobrze" rozumiesz bycie nadopiekuńczą mamusią dla pasierba jaką Ty
                            jesteś dla swoich dzieci, to faktycznie nie jest dobrze. Jest świetnie, że nie
                            dałam w to się wrobić i oczekuję zwrotki emocjonalnej.
                            • samamama8 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 06.06.07, 10:42
                              > Dobrem dziecka nie jest bycie w towarzystwie osób, których zachowanie podlega
                              > daleko idącej dyskusji.
                              > Jeśli pierwsza była żona pluje na matkę dziecka publicznie to niby czemu
                              matka
                              > to będąc drugą żoną ma się na to bezdyskusyjnie godzić, by jej dziecko
                              widziało
                              >
                              > i słyszało, że jakaś obca baba sobie bezczelnie wobec niej pozwala.



                              sorry, ale nie mogę powstrzymać się od komentarza! Jesli byłoby tak jak
                              mówisz...to by oznaczało, że również ojciec rzucający oszczerstwa na matkę nie
                              musi widywać się z dzieckiem?
                              Dobrze rozumiem?
                              Czyli według Ciebie, moje dziecko nie musi spotykac się ze swoim ojcem, który
                              notorycznie mnie lekceważy, olewa, wyzywa, robi głupie aluzje, docinki, kpi ze
                              mnie i naśmiewa się z całej mojej rodziny a zarówno rodziny mojego i jego
                              przecież syna! Powinnam w takim razie nie pozwalac na kontakt? I mam do tego
                              prawo tak?
                              • m-m-m Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 06.06.07, 10:58
                                Czyli według Ciebie, moje dziecko nie musi spotykac się ze swoim ojcem, który
                                notorycznie mnie lekceważy, olewa, wyzywa, robi głupie aluzje, docinki, kpi ze
                                mnie i naśmiewa się z całej mojej rodziny a zarówno rodziny mojego i jego
                                przecież syna! Powinnam w takim razie nie pozwalac na kontakt? I mam do tego
                                prawo tak

                                To należy do twojej decyzji co z tym zrobisz.
                              • mamaika Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 06.06.07, 11:45
                                To i ja pozwolę sobie na komentarz . Zrób Tatusiowi siwy dym , wybacz ale dla
                                mnie pewne rzeczy są niedopuszczalne i nie ma znaczenia czy to mamusia czy
                                tatuś czy macocha .
                            • kicia031 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 06.06.07, 10:44
                              Jeśli przez "dobrze" rozumiesz bycie nadopiekuńczą mamusią dla pasierba jaką Ty
                              >
                              > jesteś dla swoich dzieci, to faktycznie nie jest dobrze. Jest świetnie, że
                              nie
                              > dałam w to się wrobić i oczekuję zwrotki emocjonalnej.

                              A wiesz, ze wcale nie to mialam na mysli? Mialam na mysli bycie cieplym,
                              otwartym, zyczliwuym czlowiekiem, z ktorym z przyjemnoscia sie przebywa i
                              grzeje serce w przyjaznej atmosferze.
                              Milo mi tez bardzo, ze uwazasz mnie za nadopiekuncza matke, bo ja wciaz cierpie
                              z powodu zbyt malej ilosci czasu i innych dobr jakie jestem w stanie zaoferowac
                              swoim dzieciom. Tak, mile chociaz nieprawdziwe...
                              • konkubinka Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 06.06.07, 10:59
                                jezu ja naprawde nie pojmuje skad u ludzi chec stwarzania podobnych problemow.
                                Moj eks tez plul na mnie publicznie , zyczyl bym zdechla na raka,robi mnie w
                                balona ,oszczedza na dziecku.
                                Ale co maja do tego dzieci?
                                Nie mam zadnych watpliwosci , ze jezeli moj syn stanie w drzwiach kiedys ze
                                swoja przyrodnia siostra to przyjme ja w domu jak bliska mu osobe.
                                Podobnie jest u eksa i jego rodzicow.Gdy np przyjezdzam do nich po syna moja
                                corka wchodzi do nich i bawi sie z kotem.

                                I nie wyobrazam sobie , zeby nie istniała wieź miedzy moja córka a córka jej
                                ojca z poprzedniego malzenstwa.

                                Ja chyba pewnych postaw nigdy nie pojme....
                                • kicia031 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 06.06.07, 11:02
                                  > Ja chyba pewnych postaw nigdy nie pojme....

                                  To witaj w klubie ograniczonych umyslowo wink)
                                • m-m-m Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 06.06.07, 11:06
                                  Dobrze Konkubinko, że masz pozytywne relacje, ale nie zawsze one u wszystkich
                                  takie są. Na to skąłda sie wiele różnych czynników.
                              • m-m-m Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 06.06.07, 11:04
                                A wiesz, ze wcale nie to mialam na mysli? Mialam na mysli bycie cieplym,
                                > otwartym, zyczliwuym czlowiekiem, z ktorym z przyjemnoscia sie przebywa i
                                > grzeje serce w przyjaznej atmosferze


                                Tego nie wiesz, bo mnie nie znasz osobiście. Twoje posty też nie są specjalnie
                                wylewne i otwartość, ciepło itd. wobec innych też z nich nie bije, a pomimo to
                                nie oceniam Cię, bo Cię nie znam.
                                Wiem tylko, że mamy krańcowo różne poglądy na kontakty macocha-pasierbowie.
                                • konkubinka Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 06.06.07, 11:15
                                  ale u mnie te relacje sa takie wylacznie dlatego , ze wiekszosci
                                  zainteresowanych chodzi o dobro dzieci czy to wlasne czy cudze.
                                  Odrobina dobrej woli a nie nakrecanie sie.

                                  Gdybym chciala znielubic dziecko eksa znalazlabym tysiac powodow.Np taki , ze
                                  kiedys eks mowil , ze jego kawalerka bedzie w przyszlosci naszego syna a teraz
                                  ja sprzedal i razem z next kupili za to plus kredyt wlasne wieksze.Powodow mam
                                  naprawde wiele...

                                  Tylko wciaz nie kumam co do tego ma dziecko-jedno drugie trzecie...Nie kumam
                                  bom nie kumata.
                                  • m-m-m Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 06.06.07, 11:18
                                    Przykład przeze mnie przytoczony mówi o tym, że wszystkie strony musza bc
                                    zaintereswane pozytywnymi relacjami, ale czasem tak nie jest.

                                    Tylko wciaz nie kumam co do tego ma dziecko-jedno drugie trzecie...Nie kumam
                                    > bom nie kumata

                                    Złe relacje między dorosłymi przenoszą się na ich dzieci.
                                    • konkubinka Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 06.06.07, 11:26
                                      >
                                      > Złe relacje między dorosłymi przenoszą się na ich dzieci.

                                      a nie powinny, dla mnie to razące zaniedbanie.Poza tym w tym watku nie ma mowy
                                      o zlych relacjach miedzy doroslymi a wlasnie miedzy dziecmi (przyrodnim
                                      rodzenstwem) oraz o stosunkach pasierb-macocha.
                    • jowita771 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 16.06.07, 17:34
                      rózne są sytuacje. ja tez jestem dzieckiem z pierwszego małżeństwa. miałam
                      kontakt z tatą i całą jego rodziną. Nie wiem, czy ojciec utrzymywałby ze mną aż
                      taki kontakt, gdyby dziadkowie o to nie zadbali. nie był bezwolna marionetką,
                      ale jego druga żona to typ kobiety, która płaczem, bólem głowy i różnymi
                      ciekawymi schorzeniami umiała na niego wpłynąć. w tej sprawie nie miała za
                      wiele do powiedzenia.
                      Co do rodzeństwa, z siostrą mam bardzo dobry kontakt, z bratem dużo luźniejszy,
                      ale nasz wybór, wpłynęły na to zupełnie inne wydarzenia. Z reszta rodziny taty -
                      jego siostrą i jej dziećmi - jestem w stałym kontakcie, uważam ich za
                      najbliższe osoby. Bardzo bym nie chciała tego nie mieć, naprawdę wiele bym
                      straciła.
          • jowita771 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 16.06.07, 17:20
            zgadzam się z Chalsią. dziecko ma prawo wiedzieć.
            Swego czasu eksia powiedziała mojemu M, że nie chce, aby ich córka wiedziała o
            siostrze. Wtedy jeszcze nawet nie wiedzieliśmy, czy to będzie siostra czy brat
            dla małej. Rozmawiałam o tym z M, zapytał mnie, co o tym sądzę. powiedziałam
            mu, że powinien córce powiedzieć, że będzie miała przyrodnie rodzeństwo,
            zwłaszcza, że eksia różne rzeczy robiła i różne bzdury córce opowiadała. potem
            powiedziałaby, że tatuś zrobił sobie nowe dziecko, a jej nawet nie powiedział.
            M przemyslał, zgodził się ze mną i nie słuchając zakazu eksi powiedział małej,
            że będzie miała rodzeństwo. i całe szczęście, bo kiedyś się spotkaliśmy.
            Siostry nie widziały się wcześniej, eksia nie pozwalała. Dopiero byłby szok dla
            pasierbicy, gdyby wcześniej nie wiedziała o istnieniu młodszej siostry. I tak
            była zestresowana.

            eksia się nie popisała w tej sprawie ogólnie. parę dni wcześniej mój M w
            rozmowie telefonicznej usłyszał od starszej córki, że nasza mała to nie jest
            jej siostra, ona takiej siostry nie chce. M mówił, że słychać było, że
            powtarza, co ktoś jej podpowiada. Jak się spotkalismy z eksią i pasierbicą,
            eksia zaczęła mówić do córki, żeby się przywitała, że to jest jej siostrzyczka -
            "przytul, pocałuj". Dziecko patrzyło na nią kompletnie skołowane. Jak
            pasierbica kucnęła, żeby przytulić i pocałować siostrę, eksia zapytała mnie,
            czy wolno. Pasierbica zastygła wpół ruchu, całkiem już przerażona. Żal mi jej
            było strasznie.
    • anja07 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 15.06.07, 20:05
      Jestem macochą łykendową i wychodzę z założenia popartego przez wielu
      psychologów, takiego że neksia POWINNA dawać dziecku z poprzedniego małżeństwa
      szansę na życie ze świadomością posiadania ojca i drugiej rodziny (rodziny
      Neksi).Inaczej ucierpi na tym na pewno psychika maleństwa z pierwszego
      związku.Wchodząc w problemowy związek z rozwodnikiem posiadającym dziecko
      macocha MUSI być świadoma obciążeń z tym związanych i POWINNA dawać sobie radę z
      emocjami z tym związanymi.Macocha samamam8 nie radzi sobie z tym i niestety
      ucierpią na tym wszyscy sad bo zarówno dla Eksi i Neksi jaki dla jej dzieci
      będzie problemem sztuczna sutyacja,wymuszona obawami Neksi.Ja dzięki forum radzę
      sobie z tym.Może Twoja Neksia powinna też tu zajrzeć?
      • luna67 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 16.06.07, 15:50
        anja07 napisała:

        "Wchodząc w problemowy związek z rozwodnikiem posiadającym dziecko
        > macocha MUSI być świadoma obciążeń z tym związanych i POWINNA dawać sobie radę
        > z
        > emocjami z tym związanym"

        Wiesz inaczej sytaucja wyglada jak sobie czlowiek cos wyobraza a inaczej wyglada
        jak czlowiek zostanie "na zywo" z taka sytuacja skonfrontowany, wiec nie pisz
        prosze, ze macocha musi. Nieraz jest tak, ze chce a nie mozesmile
        Jak bym wiedziala, ze sie przewroce, to bym sobie usiadlasmile inaczej to sobie
        wszystko wyobrazalam.

        "Macocha samamam8 nie radzi sobie z tym i niestety
        > ucierpią na tym wszyscy

        i kto tu nie daje sobie rady i robi z igly widly, Nexia czy Exia samamam8?

        Z tego co wiem Nexia nie ma nic przeciwko widywaniu sie ojca z synem, a ze Nexia
        nie chce to jej sprawa, widocznie ma z tym problemy i nalezy jej decyzje
        uszanowac (jak ojcu widocznie nie przeszkadza).

        A syn moim zdaniem nie poniesie zadnych psychicznych szkod z niewiedzy
        posiadania siostry przyrodniej; "co oczy nie widza, tego sercu nie zal"

        Moja pasierbica wczoraj mi zakomunikowala;"mam nadzieje, ze nie bedziecie mieli
        zadnego bachora, nie przyszlabym nigdy do was". (Tak na boku; wybieramy sie po
        prawie dwuch latach bezowocnych staran za dwa tygodnie do kliniki na insem.
        • jowita771 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 16.06.07, 17:44
          no to ja, w przeciweiństwie, do Twojej pasierbicy, życzę Wam, abyście się
          doczekali wspólnego potomka.
        • samamama8 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 18.06.07, 20:46
          > A syn moim zdaniem nie poniesie zadnych psychicznych szkod z niewiedzy
          > posiadania siostry przyrodniej; "co oczy nie widza, tego sercu nie zal"


          sądzisz, że całe życie będzie żył w niewiedzy...??? zwłaszcza, że ojciec z
          nexia mieszkają w tej samej miejscowości????
          • nsc23 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 18.06.07, 20:52
            Na pewno znajdzie sie ktos 'zyczliwy' i mu powie, albo sie dowie od kolegow z
            klasy... i po co mu to?
            • m-m-m Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 19.06.07, 09:03
              Na pewno znajdzie sie ktos 'zyczliwy' i mu powie, albo sie dowie od kolegow z
              > klasy... i po co mu to?


              I co z tego, że mu powie?
              Ja skłaniam się ku temu, że dla dziecka z drugiego związku rodzeństwo
              przyrodnie do niczego nie jest potrzebne. Podobną sytuację znam z reala i
              faktycznie tak było.
              • nsc23 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 19.06.07, 09:11
                I naprawde uwazasz, ze o tym, ze dziecko ma rodzenstwo powinno sie dowiedziec
                od dzieci na podworku? W glowie mi sie nie miesci, zeby wlasnemu dziecku nie
                powiedziec, na pewno beda wiedziec od poczatku, ze maja siostre.
                • m-m-m Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 19.06.07, 09:22
                  Wiem od osoby, która takiej sytuacji doświadczyła osobiście, że jej wisiało to
                  przyrodnie rodzeństwo, a już na pewno nie oskrażała rodziców o brak informcji.
                  Zwyczajnie bez tej informacji, czy z ta informacją od rodziców czy koleżanek
                  żyła tak samo.
                  Myślę, że panie ex przeceniają "ważność" istnienia swoich dzieci w życiu ich
                  modszego, ale przyrodniego rodzeństwa, które sie znimi nie wychowuje, akontakt
                  sa sporadyczne lub z goła żadne.
    • maxxi26 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 19.06.07, 09:24
      To powinien być wybór macochy czy chce sie spotykac czy nie. Częśc kobiet po
      prostu (poza własnymi) nie przepada za dziećmi w ogólności. Zmuszanie się w
      takiej sytuacji do kontaktów (wymuszanych jeszcze przez otoczenie, grzeczność
      etc) niekoniecznie może przynieść dobre rezultaty. Macocha może mieć wiele
      innych obowiązków, czy po prosu swoje życie, a wolny czas woli wykorzystać na
      własne potrzeby i dla swojej rodziny.
      • m-m-m Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 19.06.07, 09:25
        Popieram, to powinien być wybór macochy.
    • e_lizabeth Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 20.06.07, 13:33
      pisze pierwszy raz, ale juz od jakiegos czasu poczytuje sobie tutaj rozne
      watki. Jestem w podobnej sytuacji jak prawie wszystkie dziewczyny tutaj.
      Przeczytalam posta samama8 i jestem ciekawa, czy drugie dziecko tez nic nie wie
      o pierwszym?
      Motywy moga byc rozne. Ja ze swojego doswiadczenia moge powiedzeci jedno –
      dziecka M nie lubie i nie chce go widywac (juz widze kalumnie lecace na
      mnie smile ). I nie uwazam aby nasze dziecko, czyli przyrodnie dla dziecka M, cos
      z tego powodu tracilo. Poza tym, odwrocilabym problem samama8 – pamietam jak
      sie poznalismy z M i bral on do nas swoje dziecko na weekendy, jego ex nigdy
      nie spytala kim my jestesmy, z kim bedzie przebywac jej dziecko. Tlumaczylam to
      sobie tym, ze pewnie ma do M zaufanie i nie boi sie o swoje dziecko. Dzis, po
      kilku latach widze ze nie robi jej roznicy czy jej dziecko jest u nas czy nie,
      po prostu wisi jej to, taki ma charakter. A ja dziecka nie lubie i nie chce,
      aby nasze dziecko widywalo sie z dzieckiem M. Oboje nic na tym nie traca, a
      przynajmniej M poswieca raz w tygodniu caly swoj czas swojemy pierwszemu
      dziecku, nie rozdrabniajac sie. Moje starsze dziecko tez ma przyrodnie
      rodzenstwo, wie o tym, ale nie ma parcia na kontakty. Nie widze powodu, dla
      ktorego to mialoby byc tak wazne. Mysle ze niektore z was troche przesadzaja z
      koniecznoscia kontaktow przyrodniego rodzenstwa. Wystarczy troche poczytac na
      tym forum, a widac ze w wiekszosci przypadkow dochodzi tylko do jakichs
      przepychanek, zazdrosci i udowadnianiu sobie nie wiadomo czego. Po co? A nie
      lepiej miec troche spokoju niz takie dylematy jak ma samama8?

      pozdrawiam serdecznie
      • kicia031 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 20.06.07, 13:46
        Mnostwo piszesz o sobie, kogo ty lubisz a kogo nie lubisz i co sie tobie wydaje
        potrzebne albo niepotrzebne. Duzo tu widze wlasnej wygody, a bardzo malo troski
        o to co jest dobre dla dziecka - wlasnego. Juz nie mowiac o jakiejkolwiek
        rzetelnej wiedzy na ten temat.

        I jeszcze zabawne, jak dziala mechanizm projekcji i jak sie przypisuje Exi
        cechy, ktore sie samemu posiada... Ludzka psychika to zadziwiajaca sprawa.
        • e_lizabeth Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 20.06.07, 14:02
          a zebys wiedziala ze wygody - po kilku latach prob pogodzenia roznych rzeczy
          taka sytuacja jaka mamy teraz jest najwygodniejsza dla wszystkich. I czy to nie
          ma nic wspolnego z dobrem dziecka? Jest spokoj, nikt sie nie wkurza na nikogo,
          nie ma zadnych niedomowien, oczekiwan itd. A co zycie przyniesie - zobaczymy.
          Nikt niekogo nie oszukuje ani nie ma takiego zamiaru. Po prostu wypracowalismy
          sobie rozwiazanie najlepsze dla nas na ten moment naszego zycia.
          A o jaka widze Ci chodzi? Co to niby musimy wiedziec?

          pozdrawiam serdecznie
        • maxxi26 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 20.06.07, 14:23
          Nie rozumiem Twojego stanowiska. czy naprawdę sądzisz, że jak macocha nie lubi
          pasierba lub nawet jedynie nie ma ochoty czy czasu na spotkania - to nawet gdy
          do tych spotkań wspólnych dojdzie - to pasierb coś z tego będzie miał, że
          macocha będzie? Bo pogadają zdawkowo o byleczym? najważniejszy jest kontakt
          dziecka z rodzicem, macochy tylko na zasadzie dodatku. Miło jak macocha moze
          być miłą ciocią która lubi dzieci dla zasady, ale ona musi tego chcieć, a jeśli
          nie chce - to zmuszanie się i tak nic nie da. Nikomu. Stworzy tylko
          niepotrzebne konflikty.
      • samamama8 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 20.06.07, 13:53
        e_lizabeth napisała:

        A nie
        > lepiej miec troche spokoju niz takie dylematy jak ma samama8?
        >


        to nie są żadne moje okropne dylematy, które nie pozwalają mi spac spokojnie,
        zwyczajnie spytałam jakie jest Wasze zdanie na ten temat, bo jesteście w
        temacie...i jesteście obiektywne, bo nie znacie ani mnie ani tej drugiej strony!
        I dziękuję wszystkim którzy odpisali...wyciągnęłam jeden wniosek! że ja w tej
        sprawie nie będę robić nic, bo w końcu to nie mój problem tylko "tatusia", bo
        to nie mi powinno zależeć na jak najlepszych relacjach jego i mojego
        syna...tylko JEMU! A on ma to w nosie! Tydzień temu napisałam mu smsa, że
        spotkanie się nie odbędzie bo mały jest chory....i co on na to? Zupełnie nic!
        Zero kontaktu, jakiegokolwiek zainteresowania...Jak długo można próbować???
        Moje chęci już się wypaliły
        Ja nie zrobię już nic, no chyba że jemu kiedyś zacznie zależeć! W co wątpię!
        pozdrawiam
        i jeszcze raz dziękuję
        • e_lizabeth Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 20.06.07, 14:35
          dylematy nie dylematy, ale troche o tym myslalas. Sytuacja jest po prostu
          przykra, i zachowania pana tatusia sa szczeniackie. Nie on jedyny, pociesz sie
          (bleee). Wiem ze to trudne, ale nie mozesz brac na siebie odpowiedzialnosci za
          jego czyny, albo raczej za ich brak. Twoja decyzja o nicnierobieniu wydaje sie
          w tej sytuacji sluszna, w koncu probowalas, ile mozna? Moze facet doprzejrzy na
          oczy i kiedys zacznie mu zalezec. Tylko ze niestety dla niego, moze juz byc za
          pozno.
          • samamama8 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 20.06.07, 14:46
            dokładnie tak, tylko gdzieś w tym wszytskim nie ma miejsca dla mojego dziecka,
            bo ja niby próbowałam, mam dość ( bo przeciez każdy w końcu wypala się gdy nie
            widzi efektów swoich starań), a ojciec na razie nie chce, może kiedyś mu się
            zachce...a moje dziecko????

            eh, szkoda, że ono samo nie może za siebie zdecydować?!
            Ale już niedługo...jeszcze kilka latek wink)))
            • e_lizabeth Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 20.06.07, 14:54
              eee... o dziecko to Ty sie nie martw, poradzi sobie. Moje starsze dziecko z
              ojcem mialo kontakt tylko raz, jak mialo 10-11 lat, i stwierdzilo ze w zasadzie
              to chcialoby tego ojca zobaczyc (psycholodzy mowia na to "okreslenie swojego
              miejsca w zyciu"). Zobaczyli sie, pogadali, i co - i nic, moj M jest "lepszy".
              Ja tu nie twierdze, ze u Ciebie tak ma byc, ze koniec i zadnych kontaktow,
              tylko uwazam ze czasami lepiej nie tracic czasu na badziewia. I tylko pamietaj,
              zebys nie traktowala dziecka z poczuciem winy ze to przez ciebie czy cos, bo
              wychowasz ofiare poczucia winy. A poczucie winy to niech juz tatusia meczy, nie
              ciebie.
            • m-m-m Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 20.06.07, 14:54
              tylko gdzieś w tym wszytskim nie ma miejsca dla mojego dziecka


              Twoje dziecko ma matkę i ojca. Ojciec nawala, nie spotyka sie i to jest jego
              wina. Nowa rodzina ojca nie ma tu nic do rzeczy i wcale nie musi chcieć tych
              kontaktów, za to powinien chcieć ich sam ojciec.
      • m-m-m Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 20.06.07, 14:18
        Mysle ze niektore z was troche przesadzaja z
        koniecznoscia kontaktow przyrodniego rodzenstwa


        Zgadzam się. Jeśli kontakty między przyrodnim rodzeństwem są sporadyczne lub
        wcale ich nie ma to nic się nie traci na braku znajomości z przyrodnim
        rodzeństwem.
        Też uważam, że "ważność" rodzeństwa przyrodniego jest względna jeśli nie
        wychowują się razem. Spokojnie można się bezeń obyć.
        • dominika303 Re: "macocha", która nie chce znać dziecka... 20.06.07, 15:09
          Mysle ze niektore z was troche przesadzaja z
          koniecznoscia kontaktow przyrodniego rodzenstwa


          Z tym to i ja się zgadzam !
          Bo co niby takiego dziecko traci nie mając na siłę takich kontaków? NIC
          a co zyskuje zmuszane do kontaktów? nerwy , stres, zazdrosć i wiele wiele
          innych negatywnych uczuć sad

          To nie jest rodzeństwo, które wychowuje się w tych samych domach/warunkach/na
          takich samych zasadach. (np rodzina Reksi - wyjątkowo dobrze obrazuje co dzieje
          sie z dziećmi)
          I pamiętajmy wszyscy o tym, nim " w imię dobra dziecka" zmusimy je do "miłosci"
          rodzeństwa przyrodniego.

          Pozdrawiam

Pełna wersja