anirac
04.06.07, 13:12
Znow chce Was pomeczyc moim problemem. Kiedys tu pisalam, ze mam problem z
wlasnym chlopem bo nie potrafi uwolnic sie od eksi, a ja nie mam zadnego
kontaktu z jego corka. Troszke sie pozmienialo po ustaleniach, moim
ultimatum, itd. Ale nie wszytsko udalo sie zmienic. Corka mojego P. ma 14 lat
i nie ma mozliwosci widywania sie ze mna bo jej matka na to nie pozwala, a P.
nie chce narazac dziecko na taka konfrontacje. Dobra, przegadalismy to,
uzgodnilismy cos tam, udalo sie wypracowac jakis kompromis. Teraz chodzi o
to, zeby dziewczynka wreszcie sie oswoila z mysla, ze ja istnieje. P. w
ostatni weekend (ktory ja oczywiscie spedzilam samotnie) duzo rozmawial z
corka na moj temat i co sie okazalo. Ona nie ma nic przeciwko tym spotkaniom,
nawet by chciala, rozmawiala ponoc bardzo dojrzale, ale... nie chce robic
tego wbrew swojej mamie. Otoz eksia jej zapowiedziala i wymogla na niej
obietnice, ze jesli kiedykolwiek by P. zaaranzowal spotkanie ze mna to ona ma
natychmiast uciekac, brac taksowke i wracac do domu, albo zaraz dzwonic by po
nia przyjechac. No i mala teraz nie wie co ma robic - jesli nie "ucieknie" na
moj widok to bedzie nielojalna wobec mamy, a sama z drugiej strony chcialaby
normalnie mnie poznac. Z eksia nie da sie rozmawiac, ilekroc P. staral sie
porozmawiac z nia na temat dziecka, ona zaraz wyskakuje, ze mu odbierze prawa
rodzicielskie. Oczywiscie - ta bzdura nie ma sie co przejmowac, ale to odbija
sie na corce, bo eksia przez tydzien komentuje w niewybredny sposob mnie, P.
itd. Wiec po co dziecku serwowac takie klimaty? Sama nie wiem co zrobic...
Ktoras z Was ma jakis pomysl?