Z drugiej strony

04.06.07, 15:17
Jak pewnie część z Was wie, nie jestem macochą. Jestem za to rozwiedzioną, a
wcześniej porzuconą eksią, która ma dwoje dzieci. Nie jestem też częstym
uczestnikiem forum - podczytuje go zwykle jak mam chwilę czasu lub chce coś
poddać pod dyskusję. Zawsze są to jakieś moje osobiste problemy.

Chociaż z zawodu jestem analitykiem, wiem, że jest tyle prawd, ilu
zaangażowanych w problem i rozwiązanie zwykle polega nie na wyłuskiwaniu
jedynej prawdy, ale na poszukiwaniu kompromisu możliwego do zaakceptowania
przez wszystkich.
Teraz też podczytując zaległe watki poczułam, że jest mi przykro. Może nie
mnie osobiście, ale tak ogólnie. Nie chce dopisywać sie pod tymi postami -
przecież nie chodzi mi o napiętnowanie osób, ale o przedyskutowanie problemu.

W czym rzecz: spotykam się często ze stwierdzeniem, że matki buntują
pasierbów, które źle się odnoszą do macoch i własnych ojców. I mówiąc szczerze
zastanawiam się, czy to jest podłość ze strony wypowiadającego się, głupota,
poczucie wyższości - zabrałam jej chłopa, czy może wiedza poparta konkretnymi
informacjami?
Na pewno są takie kobiety, które mówią źle o ojcach i ich nowych partnerkach.
Byłabym bezdennie głupia, gdybym uważała inaczej. Ale czy nie można próbować
ich jakoś zrozumieć? Nie usprawiedliwiać, czy pochwalać, ale właśnie zrozumieć.
Obawiam się jednak, że ogólnonarodowa wink norma jest inna. A może mnie sie
tylko tak wydaje i popełniam błąd nadinterpretacjisad

Dlatego powiem o swoim przypadku: nie miałam powodów kochać swojej
następczyni, więcej - miałam ją ludzkie prawo nienawidzić. Tak jak i byłego.
Jednak nigdy żadne z moich dzieci nie usłyszało złego słowa ani na niego, ani
na nią. Co sobie myślałam, to myślałam, ale o tym wiedziałam tylko ja.
Za to moi chłopcy drugiej żony "tatusia" nie cierpieli serdecznie, a i do
niego samego mieli niejedno (i to zanim "tatuś" pokazał się z jak najgorszej
strony).
Czy myślicie, że dziecko to taki upośledzony dorosły, który nie widzi i nie
słyszy a już na pewno nie wyciąga własnych wniosków? Nie ważne w tej chwili
czy są one prawdziwe czy nie. Czy nie widzi "nienormalności" swojej sytuacji?

Czy myślicie, że nie obserwuje wszystkiego bacznie w nowym domu ojca i nie
odnosi do swojej sytuacji, chociażby materialnej?

Czy nie widzi, jak ojciec odnosi się do swoich nowych dzieci albo do pasierbów
i nie porównuje ze swoimi kontaktami z ojczymem? Widzi i czasem ma poczucie
żalu, chociaż nawet obiektywna prawda jest inna.

Czy własne, rodzone dzieci nie zarzucają Wam czasem, ze je nie kochacie,
krzywdzicie, ze są adoptowane?
Dlaczego Wasi pasierbowie maja być inni? Bo są dziećmi z rozbitych rodzin i
nie mają prawa do normalnych nastolatkowych zachowań?

Przez jakiś czas opiekowałam się porzuconą córką mojego byłego męża. Nie lubię
tego dziecka, nie znałam go, mała obiektywnie nie jest sympatycznym dzieckiem,
ale starałam się, żeby dziecko tego nie odczuwało. I co?
Ano nic - ona mnie też nie lubi.

Najprościej byłoby stwierdzić, że w domu była nastawiana. Ale myślę, że prawda
jest inna - ona wyczuwa, że ja jej też nie lubię. Wyczuwa nienormalność swojej
sytuacji, gdy inne dzieci mają mamy i tatusiów a ona nie. W jakiś sposób nie
za to wini.

Po rozstaniu z mężem długo byłam sama. Pewnie nie byłam gotowa na nowy
związek. Z założenia odrzucałam możliwość związania się z rozwiedzionym
mężczyzną. Znając swoje relacje rodzinne, bałam się, że jego przeszłość, a
przede wszystkim konieczność wypracowania sobie relacji z pasierbami, będzie
rzutować na nasz związek.
    • chalsia Re: Z drugiej strony 04.06.07, 15:29
      > W czym rzecz: spotykam się często ze stwierdzeniem, że matki buntują
      > pasierbów, które źle się odnoszą do macoch i własnych ojców. I mówiąc szczerze
      > zastanawiam się, czy to jest podłość ze strony wypowiadającego się, głupota,
      > poczucie wyższości - zabrałam jej chłopa, czy może wiedza poparta konkretnymi
      > informacjami?

      w kontekście do powyższego - stosunkowo niedawno eks zadzwonił do naszego
      dziecka by powiedzieć, że nie weźmie go do siebie na weekend. I co
      odpowiedziało dziecko ojcu? Że to bardzo dobrze i cieszy, się, że nie musi do
      niego jechać.
      Dodam, że dziecko było wtedy pod opieką niani.
      I zdaję sobie sprawe z tego, że byc może eks odebrał taką wypowiedź jako
      przykład negatywnego nastawiania dziecka przez matkę.
      Tyle tylko, że ja tego nie robię, bo uważam, ze dziecko swój rozum ma (i to
      coraz "większy" z wiekiem) a i nie chcę sama strzelać sobie w kostkę.
      Chalsia
    • kati27 Re: Z drugiej strony 04.06.07, 15:44
      hej ciut dziś za gorąco na poważne i długie dysputy, ale.. trudno nie odnieść
      sie do Twojego postu choć w kilku krótkich zdaniach. Mi osobiście trudno
      zrozumieć eks mojego partnera, która źle mówi na jego temat, buntuje dzieci itd.
      Może dlatego trudno, że to ona odeszła dla innego z którym nie wyszło i nie było
      powrotu, a może dlatego że mówi wyłącznie o wadach ojca do dzieci, po czym sama
      robi to co rzekomo robią inni. Przykład ostatnich dni - może z rok temu jeszcze
      mojego M. zdarzało się, że spóźnił się po dzieci. Brał je na cały weekend i
      czasami zamiast o 11, przyjeżdżał po nie o 12. Dzieci przy każdej okazji kiedy
      tata ma je wziąć słyszą że tata się spóźnia wobec czego ona nie będzie na czas
      ich pakować. Efekt jest taki że od roku, kiedy mój M. dzwoniąc przed wyjściem
      (godzina drogi) mówi że jedzie po dzieci i prosi aby były spakowane, kiedy
      przyjeżdża one.. nie są spakowane. W sytuacji odwrotnej - eks przyjeżdża po
      dzieci mówiąc że będzie między 13 a 19 - ha !! A kiedy mówi że będzie do
      południa przyjeżdża o 16. Szkoda tylko, że te do południa ustalane było z
      dziećmi, szczególnie ze starszą córka, która miała plany na następny dzień
      popsute przez niesłowność i niepunktualność matki. I najlepsze w tym wszystkim
      jest to, tu zgodzę sie z Tobą, że dzieci nie są upośledzone, i czasami takie
      nastawianie przeciwko jednemu z rodziców obraca się na niekorzyść drugiej
      strony.. Bo co powiedzieć dziecku które głośno mówi - "mama mówiła że tata jest
      niepunktualny, a to ona non stop się spóźnia".
    • natasza39 Re: Z drugiej strony 04.06.07, 15:48
      kimbeli napisała:

      W czym rzecz: spotykam się często ze stwierdzeniem, że matki buntują
      pasierbów, które źle się odnoszą do macoch i własnych ojców. I mówiąc szczerze
      zastanawiam się, czy to jest podłość ze strony wypowiadającego się, głupota,
      poczucie wyższości - zabrałam jej chłopa, czy może wiedza poparta konkretnymi
      informacjami?
      Na pewno są takie kobiety, które mówią źle o ojcach i ich nowych partnerkach.
      Byłabym bezdennie głupia, gdybym uważała inaczej. Ale czy nie można próbować
      ich jakoś zrozumieć? Nie usprawiedliwiać, czy pochwalać, ale właśnie zrozumieć.
      Obawiam się jednak, że ogólnonarodowa wink norma jest inna. A może mnie sie
      tylko tak wydaje i popełniam błąd nadinterpretacjisad



      Ja naszą ex doskonale rozumiem. Ona ma po prostu taki charakter. Zawsze taka
      musiała być i wnioskuję tak, po niektórych opowieściach mojego M na tematy
      przeszłosci (tutaj dodam, że opowieściach w większości stricte informacyjnych,
      bo przecież nie da się żyć ze sobą tyle lat i wogóle nie opowiadać na temat
      przeszłosci).
      Ja raczej się dziwię mojemu M, że on się czasami jeszcze dziwi, że ona wytnie
      taki, a nie inny numer.
      Już w trakcie małżeństwa odsuwał się od wychowania dzieci skupiajac się na roli
      utrzymywania rodziny.
      Po ich rozwodzie on to po prostu zobaczył w całej okazałości.

      Zaborczosć matek, buntowanie matek przeciw ojcu nie ma miejsca u kobiet, które
      zawsze liczyły się z ojcem, które zawsze traktowały go jak partnera w
      wychowaniu dzieci.
      Taki problem maja ojcowie, którzy juz w małżeństwie z róznych względów, albo
      dla "świętego spokoju", albo z wygodnictwa nie angazowali się w pełni w
      wychowanie dzieci.
      Jesli zawsze na pierwszym miejscu wcześniej liczyło się tylko zdanie matki i
      zawsze ona miała ostatnie zdanie, czy to ze względów swej zabnorczosci, czy
      niewydolności wychowawczej ojca, to po rozwodzie się to tylko nasili.

      A to, ze dziecko swój rozum ma to wiadomo kazdemu.
      I matki i ojcowie o tym zapominają niestety i zapominaja o tym, że ostatecznie
      ich dorosłe dzieci podsumują, tak ślicznie jak oni potrafia dziś podsumować
      własnych rodziców.
      Tutaj np. dodam, ze nasza ex nienawidzi swojej matki za to, ze jej ojciec
      umierał na raka w szpitalu, a ona nie mogła go w tym szpitalu nawet odwiedzić.
      Po prostu jej matka uznała, że facet i tak umrze, a szpital nie jest
      odpowiednim miejscem dla dzieci.
      Dziś jak może "umila" spotkania własnych dzieci z ich ojcem, a jak ten był w
      szpitalu to nie pozwoliła starszej córce do niego pojechać.
      Zapomniała, albo jest obciażona głupota dziedziczną.
      Ja innego wytłumaczenia nie znajduję.
    • ewunia92 Re: Z drugiej strony 04.06.07, 22:14
      A ja uważam, ze głupota nie ma granic! oczywiście, ze sa mądre eks ale jednak wiekszośc w swoim egoistycznym nienawidzeniu byłego, głupieją ponad normę. przykład: prosze bardzo, moja pasierbica po wyższych studiach rodzi. Przy porodzie jest matka lekarka, tesciowa pielęgniarka. poród cięzki bo dziecko źle zmierzone, z cesarką czekają i co robią mądre medyczki: polewaja brzuch rodzącej swięconą woda bo macocha dotknęła brzucha i zaczarowała ciężki poród. Owszem dotknęłam lekko pytając: jak tam maluszek się ma? Ja 25 lat pracowałam w Poradni K i nigdy się z tym nie spotkałam,z e to zła wróźba. powiedzcie mi,ze to nie nastawianie przeciwko. Efektem jest to, że nie znam wnuka męża i nie bywa on u nas, choć moje wnuki uwielbiają tu być.A takich mądrych nastawień było sporo ale to pobiło już rekordy i wyczerpało moja cierpliwość dla głupoty i podłości.I jak można lubić takie pasierbice? Ona mówi do ojca, ze nie jest gotowa pokazać dziecko bo zaczarowałam jej poród a ma 28 lat! A w dniu jej porodu umierała moja matka.To chyba ja jej nie powinnam cierpieć.
      • ajmj Re: Z drugiej strony 04.06.07, 22:22
        Ewunia prosze Cie! Głupota ludzka nie zna granic. Nie Twoja rzecz jasna tylko
        eksi i pasierbicysmile
        Piszesz od jakiegoś czasu i napisze Ci, ze zawsze jest czas, aby Twój
        mąz "zmądrzał"smilebo dla mnie naprawde chory jest układ jak mąz Twój jedzie sobie
        gdzieś tam bez Ciebie. I nawet jutro będę miałą takie zdanie jak teraz, a będę
        całkiem trzeźwawink bo własnie z moim chłopem wypilismy co niecowink
      • natasza39 Re: Z drugiej strony 04.06.07, 23:17
        ewunia92 napisała:
        >moja pasierbica po wyższych studiach rodzi. Przy porodzie j
        > est matka lekarka, tesciowa pielęgniarka. poród cięzki bo dziecko źle zmierzone
        > , z cesarką czekają i co robią mądre medyczki: polewaja brzuch rodzącej swięcon
        > ą woda bo macocha dotknęła brzucha i zaczarowała ciężki poród.

        Baby powinny sobie te medyczne dyplomy w kiblu powiesić, bo zasadniczo warte sa
        tyle co papier, na którym są napisane.
        Trudno jest wytłumaczyć taką ciemnotę.
        Mogły jeszcze "szeptunkę" przyprowadzić do porodu, tak dla pewnoścismile

        W Twoim przypadku, to chyba lepiej, ze wnuk męża nie przychodzi do waszego domu.
        Jakby mu się nie daj Boze cokolwiek stało, np. rozbiłby kolano, baby gotowe
        byłyby laleczkę voo-doo z Twoimi włosami dźgać szpilkami.
        W najlepszym przypadku plułyby mu po wizycie w oczy i trzy razy obchodziły
        dookoła domu żeby uroki odczynić.
        Mam nadzieje, że takie "panie doktor" jednak podwyżki nie dostaną.
      • kimbeli Re: Z drugiej strony 05.06.07, 10:19
        Zdecydowanie nadają się do leczenia. Przyznam się, że czegoś takiego nie
        słyszałam jak żyję. Tzn. słyszałam od przyjaciółki, która jest antropologiem. W
        kręgu jej zainteresowania są ludy bałkańskie i nie tylko. Tam w zapadłych
        regionach przetrwały praktyki szamańskie. Ale zżeby u nas?????????
        • barbara001 Re: Z drugiej strony 05.06.07, 10:53
          no niestety u nas też, moją przyjaciółkę jej nastepczyni podejrzewała o czarną
          magię. Mimo że przyjaciółka dawno roztała się z ktosiem a następczyni nastała
          sporo później, to wiedząc o wadze bylego związku dla obojga czuła się chyba
          niepewnie i zazdosna była, a jak zaszła w ciążę i miała z tą ciążą kłopoty to
          oskarżała ta moją psiapsiółę o czarna magię, buhahahahaha. Zwijałysmy się ze
          smiechu kilka miesięcy, chociaż w głębi duszy współczułysmy jej bardzo. Dziecko
          całe szczęscie urodziło się zdrowe i terminie, ale następczyni nadal wilkiem
          patrzy na przyjaciółkę, na pewno mysli sobie że to czarownicasmile
        • lilith76 Re: Z drugiej strony 05.06.07, 12:04
          Przyznam się, że czegoś takiego nie
          > słyszałam jak żyję.

          To poczytaj forum Ciąża i Poród, wątki o tym, czego nie powinny, co powinny robić ciężarne. Festiwal przesądów opowiadanych przez kochane babcie, ciocie itp.
          Tyle tylko, że normalna kobieta odnosi się do tego z humorem...
          Dla tej pasierbicy poród musiał być chyba traumatycznym przeżyciem i musiała znaleźć winnego, bo przecież nie jej ciało, czy zwyczajny pech.
    • anastazjapotocka Re: Z drugiej strony 05.06.07, 12:34
      Niestety, nie miałam szczęścia i moja eksia w niczym nie przypominała Ciebie.

      Kochałam mojego męża i byłam gotowa polubić jego córkę. No, nikt mi nie wmówi,
      że normalna kobieta nienawidzi od pierwszego wejrzenia dziecko dlatego, że to
      dziecko z pierwszego związku i ona jest z założenia zazdrosna.

      Jakim zagrożeniem dla dorosłej, świadomej swojej wartości może być dziecko?
      Żadnym.
      Cyrk zaczyna się, kiedy w układ wdaje się MAMUSIA.
      WŁAŚCIECIELKA dziecka. Jedynie wiedząca. Pokrzywdzona.
      Niestety, na tym forum mało jest pań, które mają NORMALNE eksie. Normalną eksie
      można zaakceptowac, mozna się z nią dogadać na każdy temat: alimentów,
      ekstrasów, wykształcenia, pobytu dziecka, zachowania się dziecka.
      Z eksią nadętą, przemądrzałą i bez klasy - nie dogadasz się. Nie ma cudów.
      Ona będzie jątrzyć, wypisywać i wydzwaniać, latać do sądu, bez powodu nasyłać
      komornika, składac donosy do skarbówki, szczuć dziecko, obgadywać - ona zrobi
      WSZYSTKO, aby zatruć życie nowej żonie i byłemu mężowi.

      Wierz mi, lista podłości eksi jest tak długa, a inwencja tak zaskakująca, że
      każdej normalnej kobiecie nie przyszłaby taka podłość do głowy.

      Dzieci mają swój rozum? Zapewne.
      Tylko, że - zatrute, zindokrynowane - nie myślą już logicznie i racjonalnie.
      Nie wyciągają też wniosków. Gorzej. Własna matka nauczyła je, że można być
      podłym, kłamać, niszczyć i wyzywać - bezkarnie. Mają zniszczoną osobowość,
      skrzywione spojrzenie.
      To się oczywiście w przyszłości zemści. Na matce i dziecku.
      Bo macocha wreszcie odetchnie i problem pasierbów przestanie jej dotyczyć.
      Będzie tylko ona i jej mąż.
      I ich życie.
      Tak jak mnie.
      • natasza39 Re: Z drugiej strony 05.06.07, 12:47
        anastazjapotocka napisała:

        > No, nikt mi nie wmówi,
        > że normalna kobieta nienawidzi od pierwszego wejrzenia dziecko dlatego, że to
        > dziecko z pierwszego związku i ona jest z założenia zazdrosna.

        Normalna może i nie, ale są takie co nienawidzą.
        Chociażby w przeniesionym z innego forum wątku mamby jest taki egzemplarz.
        Zresztą na tym forum tez gości pare takich "uroczych" osóbek.
        • anastazjapotocka Re: Z drugiej strony 05.06.07, 12:53
          Ale ja napisałm: NORMALNA.
          Sorki, idę odpocząc, tak źle się czuje, że boję się o siebie.
          Czy ktos wie, co zrobić z pulsem 115?
          • natasza39 Re: Z drugiej strony 05.06.07, 12:57
            anastazjapotocka napisała:

            > Ale ja napisałm: NORMALNA.
            > Sorki, idę odpocząc, tak źle się czuje, że boję się o siebie.
            > Czy ktos wie, co zrobić z pulsem 115?

            Doraźnie zażyć potas, chyba, że masz jakieś leki na obniżenie tętna.
            Ja biorę jakies takie różowe świństwo. Pomaga.
          • kimbeli Re: Z drugiej strony 05.06.07, 13:29
            Koniecznie pójść do lekarza.
            Norma jest do 100 - ja mam stale około 85, pomimo to biorę leki. Mój kardiolog
            twierdzi, że nasze serce, tak jak maszyna, jest zaprogramowane na ilość uderzeń
            - jeżeli szybciej bije, szybciej się zmęczy.
          • ewunia92 Re: Z drugiej strony 05.06.07, 18:17
            dziękuje Ci bardzo kochana bo Twoje wypowiedzi podtrzymuja mnie na duchu. Jesli chodzi o tętno, to weź sobie może coś na uspokojenie.Może to pogodowe zmiany tak wpływają. Do 120 nie przejmuj się za bardzo i koniecznie zmierz ciśnienie. Takie przyspieszenia tętna zadażaja się ( nie wiem ile masz lat ale w wieku około menopauzy- to norma). Mozesz spróbowac pić melisę.
            No niestety M jedzie, jeździł i będzie jeździł i na weselu też był beze mnie, na slubie też. Z wnukiem macie rację, tez tak myslę, ze moje krzywe spojrzenie może byc powodem np biegunki lub wiatrówki itp. Dziekuję za wypowiedzi podtrzymujące, ciągle to trawię bo kocham wnuki.
    • kimbeli Re: Z drugiej strony 05.06.07, 14:24
      Daję uroczyste słowo honoru, ze nie robię żadnych badań socjologicznychwink

      Tak zupełnie poważnie: muszę sobie sama uporządkować w głowie, zdając sobie w
      pełni sprawę, że mając takie a nie inne doświadczenia mogę być tendencyjna.

      Tendencyjna do tego stopnia, że decydując od kilku lat o obsadzie dość
      atrakcyjnych stanowisk w mojej firmie rozwodnikom przyglądałam się bardzo
      bacznie, tak jak i drugim żonom. Ta o której wiedziałam, że przyczyniła się do
      rozpadu małżeństwa - skreślona była już na starcie.

      W doborze przyjaciół i znajomych kierowałam się podobnymi kryteriami. kilka lat
      temu zerwałam z najlepszą przyjaciółką, gdy nawówiła swojego faceta na rozwód z
      żoną. O tym że był żonaty i dzieciaty wcześniej nie wiedziałam.
      Oczywiście zdaje sobie sprawę, że nie wszystkie byłe żony są święte. Znam nawet
      taką, że do kolejnej wybranki jej męża - jeżeli taka będzie - osobiście polecę z
      informacją, że Eksia jest skończoną idiotką. A facet godzien szacunku i
      najwyższego podziwu, że jej do tej pory nie utopił.
      i niech łapie, póki wolnywink


      • anastazjapotocka Dziękuję, Nataszo 05.06.07, 14:42
        zadzwoniłam do męża i mi przywiózł ten potas. Puls mi spadł i już widzę na
        oczy. Dziękuję. Mam nawet zapasik.
        Kochana Kimbeli: JAK JA NIE LUBIĘ LEKARZY.
        Zawsze coś znajdą.
        A mnie to strasznie denerwuje.
        Serce też mam kapryśne, ale może się na mnie nie obrazi w najbliższym
        dziesięcioleciu.

        Wracając do tematu: ja także nie lubie kobiet, które rozwalają cudze stadło,
        zwłaszcza, kiedy w tym stadle są dzieci.
        W doborze pracowników fory mają u mnie samotne matki i/oraz panie po 40.
        Dostają też najwięcej nagród i naszybciej awansują.
        Efekt? Wszyscy mężczyźni skarżą się mojemu mężowi, że ja jestem FEMINISTKĄ.
        Niezła ze mnie feministka. Koń by się uśmiał.

        • m-m-m Re: Dziękuję, Nataszo 05.06.07, 14:52
          Dostają też najwięcej nagród i naszybciej awansują

          Ale z tytułu kwalifikacji chyba, a nie stanu cywilnego?
        • natasza39 Re: Dziękuję, Nataszo 05.06.07, 17:00
          anastazjapotocka napisała:

          > zadzwoniłam do męża i mi przywiózł ten potas. Puls mi spadł i już widzę na
          > oczy. Dziękuję. Mam nawet zapasik.

          Potas i magnez zawsze trzymam przy sobie, a to różowe na obniżenie tętna nazywa
          się Lokren. Bardzo skuteczne.
      • natasza39 Re: Z drugiej strony 05.06.07, 16:58
        kimbeli napisała:

        > Tendencyjna do tego stopnia, że decydując od kilku lat o obsadzie dość
        > atrakcyjnych stanowisk w mojej firmie rozwodnikom przyglądałam się bardzo
        > bacznie, tak jak i drugim żonom. Ta o której wiedziałam, że przyczyniła się do
        > rozpadu małżeństwa - skreślona była już na starcie.
        >
        > W doborze przyjaciół i znajomych kierowałam się podobnymi kryteriami. kilka lat
        > temu zerwałam z najlepszą przyjaciółką, gdy nawówiła swojego faceta na rozwód z
        > żoną. O tym że był żonaty i dzieciaty wcześniej nie wiedziałam.


        Jakoś inaczej Cię oceniałam po Twoich postach kimbeli.
        Ja osobiście w pracy najbardziej cenię profesjonalizm, rzetelność, punktualność
        i koleżeńskość.
        Z ludźmi z którymi na co dzień pracuję, najbardziej rzetelnym pracownikiem jest
        facet, który prywatnie uwielbia flirtować. Po prostu wszystko co sie rusza i na
        drzewo nie ucieka lubi podrywać. Natomiast konsekwentnie trzyma sie zasady:
        "gdzie żywiosz nie jebiosz". O jego "wyskokach" wiem, bo kilka razy razem
        byliśmy na szkoleniach.
        I jakie to ma znaczenie w codziennej pracy? żadne!
        Tysiąc razy wolę z nim pracować, bo jest bystry, konsekwentny, profesjonalny i
        można powierzyć mu każde zadanie.
        Jak miałabym wybierać zwolnic jego, czy wiernego do bólu męża swej zony, który
        przychodzi odbębnić swoje 8 godzin, jest leniwy, tępy, niekoleżeński i
        kompletnie pozbawiony tzw. jaj zawodowych nie wahałabym sie 5-ciu minut!

        Z babami jest nieco inaczej. Baby oprócz profesjonalizmu muszą być przystosowane
        do życia w gronie. Nie toleruję przede wszystkim baj! Dla mnie baba, która w
        pracy baje roznosi, powiela czy wymyśla jest skreślona na wstępie. W tym
        przypadku nawet profesjonalizm nie pomoże. Nawet najlepszy fachowiec-bajczarz
        nie ma szans znaleść pracy.

        Kompletnie nie interesuje mnie natomiast w doborze współpracowników to z kim
        współpracownik sypia, w jakich konfiguracjach i czy aktualny partner był, czy
        tez nie był czyimś mężem, czy tez zoną wcześniej.

        W doborze przyjaciół i znajomych inne cechy oczywiście maja znaczenie, ale i
        tak decyduje to czy mi ja mogę liczyć na przyjaciela, znajomego i czy to ja się
        z nim bawię dobrze czy źle.
        Oczywiście nawet z najlepszym przyjacielem/przyjaciółka zerwałabym wszystkie
        stosunkni gdyby zrobił jakieś wyjątkowe świństwo, ale do owych "świństw" nie
        zaliczam tzw. "rozbijania małżeństw", bo nikt nie ma prawa z boku oceniać czy
        ktos małżeństwo rozbija czy nie, bo gówno na ten temat wiemy.
        Zreszta nie znam nikogo takiego, komu mozna byłoby przypisac funkcję takiego
        rozbijacza.
        • m-m-m Re: Z drugiej strony 05.06.07, 17:37
          Kompletnie nie interesuje mnie natomiast w doborze współpracowników to z kim
          współpracownik sypia, w jakich konfiguracjach i czy aktualny partner był, czy
          tez nie był czyimś mężem, czy tez zoną wcześniej


          Myślę, że to jest najbardziej profesjonalny dobór kadr, Nataszo.
          • kimbeli Re: Z drugiej strony 05.06.07, 22:17
            Właśnie nie do końcasmile)
            Moja praca ma pewną specyfikę. Nic na to poradzić nie mogę, bo i takie są
            wymagania centrali, i sama również doskonale zdaję sobie z tego sprawę, ze
            ludzie zbyt wiele czasu spędzają w pracy i najbardziej na tym cierpi ich życie
            rodzinne. Takie są niestety koszty, oprócz niewątpliwie znacznych profitów.

            Dlatego wymogiem firmy, a nie moim widzimisie jest poznanie nie tylko
            przygotowania zawodowego kandydatów, ale również ich życia prywatnego. Każdy z
            nich starając się o przyjęcie na to sie zgadza. Moje osobiste doświadczenia
            tylko potwierdzają teorię, że niektórzy przysparzają problemów sobie i innym.
            Oczywiście sam fakt, że ktoś jest w kolejnym związki - sama niedługo będębig_grin) -
            w niczym go nie przekreśla, jeżeli tylko zachowuje się przyzwoicie wobec dzieci
            (sprawdzamy np. czy płaci alimenty i utrzymuje z nimi kontakty).

            Za każdego kogo zatrudnię odpowiadam, muszę mieć pełne zaufanie do każdego z
            moich współpracowników. Spędzamy ze sobą wiele czasu. Zwykle pytam pozostałych
            współpracowników, czy osoba, która aplikuje lub zatrudniona jest na czas próbny,
            im odpowiada. Dlaczego więc mam zatrudniać kogoś, kto mnie nie odpowiada.

            Nie raz słyszałyście pewnie o firmach, które preferują pracowników żonatych,
            ewentualnie zamężnych, dzieciatych. Dlaczego - ano nie tylko dlatego, że taki
            pracownik bardziej dba o pracę. Nasi pracownicy bardzo często wyjeżdżają, w
            różnych konfiguracjach. Dlatego jako szef muszę tez dbać o samopoczucie
            współmałżonka pozostającego w domu. Śmieszne? Otóż wcale nie. To jest element
            mojej pracy i tyle. Wiem jak osoba bez specjalnych zahamowań potrafi rozwalić
            cały dział. I za to odpowiada szef - zwykle musi sobie szukać nowej pracy.


            Była przyjaciółka nie dość, że nie tylko moim zdaniem rozbiła małzeństwo, to
            jeszcze handryczy się z Eksia o pieniadze i utrudnia kontakty z pasierbami.
            Jej facet, jak był jeszcze kochającym tatusiem, życzył sobie, żeby jego dzieci
            chodziły do prestiżowej prywatnej szkoły. Teraz już sobie nie życzy, bo ma nową
            "zabawkę", i dzieci nie dość, że straciły ojca, dom to jeszcze musiały zmienić
            szkołę.
            Dziwisz sie, że raczej nie chcę mieć z nimi nic do czynienia?
            • natasza39 Re: Z drugiej strony 05.06.07, 23:24
              kimbeli napisała:

              > Była przyjaciółka nie dość, że nie tylko moim zdaniem rozbiła małzeństwo, to
              > jeszcze handryczy się z Eksia o pieniadze i utrudnia kontakty z pasierbami.
              > Jej facet, jak był jeszcze kochającym tatusiem, życzył sobie, żeby jego dzieci
              > chodziły do prestiżowej prywatnej szkoły. Teraz już sobie nie życzy, bo ma nową
              > "zabawkę", i dzieci nie dość, że straciły ojca, dom to jeszcze musiały zmienić
              > szkołę.
              > Dziwisz sie, że raczej nie chcę mieć z nimi nic do czynienia?

              Nie. Nie dziwię się, ze nie chcesz mieć z nią nic wspólnego. Format człowieka
              poznaje się m.in po takich sprawach jak stosunek do dzieci partnera. Z Twojej ex
              przyjaciółki wyszła małostkowość i wredota. Pomijając wszystko inne to tez nie
              lubię takich ludzi i się nimi nie otaczam.
              Ale tego w pierwszym poście nie napisałaś. Napisałaś tylko o "rozbijaniu"
              małżeństwa. Pominęłaś aspekt rodzinno-alimentacyjny.


              Jesli chodzi o system doboru kadr w waszej formie to powiem tak...
              Kazda, szczególnie prywatna firma, ma pewien system doboru kadr.
              Szefowie sobie mogą nawet życzyć, ze ich pracownicy muszą być wyłącznie
              brunetami i nie mogą mice więcej wzrostu niż 160 cm (co do wzrostu to chyba
              stosują ta zasada "bracia" bo ostatnio same kurduple i przykurcze w rządzie)
              Ty jednak w swoim poście napisałaś jakimi Ty osobiście kryteriami kierujesz się
              przy doborze kadr, nie wyjaśniając ze to jednak wymóg odgórny firmy uwarunkowany
              pewnymi zasadami, które w tej firmie panują.
              To wiele zmienia, nie sadzisz?
              Ja Ci napisałam czym ja kieruje sie w doborze współpracowników. Ja jako ja.
              Nie pod wpływem jakiś dyrektyw od góry tylko ja osobiście.
              Wybacz, ale jeśli angażuje do firmy np. wspaniałego projektanta, który wiem, że
              zrobi mi pilny projekt w terminie za tydzień to sie nie zastanawiam wtedy czy on
              płaci alimenty w terminie, dba o dzieci, zdradza czy nie swoja zonę.
              jeśli jednak mam zaangażować kierownika jakiejś komórki, gdzie będzie on
              kierował ludźmi i na dodatek wiem, że dla tych podwładnych ważnym będzie czy ich
              kierownik prowadzi się moralnie, to majac do wyboru dwóch o podobnych
              kwalifikacjach w tym jeden dziwkarz, a drugi śpiewajacy w chórze niedzielnym,
              wybiore tego drugiego, bo oprócz kwalifikacji w tym przypadku wazny jest czynnik
              ludzki.
              Generalnie jednak biznes to biznes i nie nalezy mieszać dupy do pieniędzy bo to
              pachnie prostytucją.

              Mozna i tak jak w tym dowcipie o poszukiwaniu doradcy dyrektora, gdzie wymagania
              były:
              Długie nogi, blondynka znajaca świetnie francuski, obsługa biegła exela itd, etc.
              Kłopot w tym ze znalazła się tylko jedna kandydatka. Cud uoda i kompetencje.
              Ale gdy ja rozanielony jej uroda zarząd zapytał jak wyobraża sobie swoje
              apanaże, ta odpowiedział, że na poziomie 10 tys/mc, to ich juz wcięło i oburzeni
              zapytali "za co?. Droga pani u nas główny księgowy zarabia tylko 5 tys!"
              Długonoga blondi odparła: "Posuwajcie zatem księgowego!"

              Wszystko zależy czym "oprócz" zawodowych umiejętności kierujemy się zatrudniając
              człowiekasmile
              • kasztanka5 Re: Z drugiej strony 06.06.07, 08:42
                natasza39 napisała:

                > "Posuwajcie zatem księgowego!"

                Ze ja nie znalam tego kawalu wczesniej... wink)
                Boskie! big_grinbig_grinbig_grin

              • kimbeli Re: Z drugiej strony 06.06.07, 11:01
                Przepraszam, piszę czasem skrótami, chociaż i tak moje teksty są tasiemcowatewink
                Pewne rzeczy uważam za oczywiste, chociaż wcale tak być nie musi. Wychodzi brak
                wprawy w pisaniu na forumsad(

                Co do systemu: u nas jest tylko praca zbiorowa, ludzie muszą ze sobą
                współpracować i mieć do siebie zaufanie. Szczególnie szef musi mieć absolutne i
                bezwarunkowe zaufanie do swoich podwładnych. To ja odpowiadam za pracę zespołu i
                gdyby cokolwiek było nie tak, muszę sie tłumaczyć za zachowania dorosłych w
                końcu ludzi. Nie piszę, że mi to odpowiada, bo nie, ale takie są realia. Nie
                mogę ich w końcu non stop kontrolować. I nie chcę. Staram się ich polubić, bo
                wtedy znacznie łatwiej mi się pracuje.

                Jestem tylko człowiekiem i mam pewne ograniczenia, które wynikają nie tylko z
                moich doświadczeń, ale i wzorców kulturowych. Nie jestem w stanie polubić kogoś,
                kto nie dba o własne dzieci lub kogoś, kto bez skrupułów rozbił czyjś związek.
                Każdy z nas narażony jest na pewne pokusy, ale nie każdy im ulega.
            • m-m-m Re: Z drugiej strony 06.06.07, 09:19
              (sprawdzamy np. czy płaci alimenty i utrzymuje z nimi kontakty).


              A co Cię to obchodzi?
              To jego prywatne sprawy.
              Może być bardzo dobrym pracownkiem i kolegą, a pomimo to nie wywiązywać się z
              obowiązków alimentacyjnych wobec dzieci.
              Ja w pracy jestem ładbych kilka lat i ie wyobrażąm sobie by ktokolwiek z moich
              współpracowników lub przełożonych naweyt próbował zapytać mnie o moje sprawy
              osobiste. Dostałby natychmiast ostra reprymendę. Życzę sobie byc ocenina za
              pracę, ane za to co po niej robię.



              Nie raz słyszałyście pewnie o firmach, które preferują pracowników żonatych,
              > ewentualnie zamężnych, dzieciatych. Dlaczego - ano nie tylko dlatego, że taki
              > pracownik bardziej dba o pracę


              Taak, a ten nieobarczony dziećmi nie dba, bo śniadania jeść nie musi i za
              miezkanie nie płaci????
              Też musi i jeść i płacić za mieszkanie, wiec nie rozumiem tej pokrętnej reguły.
              • kimbeli Re: Z drugiej strony 06.06.07, 10:43
                Niestety, nie do końca.
                Pracownicy naszej firmy muszą być jak żona Cezara - poza wszelkimi podejrzeniami.
                Są za to bardzo naprawdę dobrze opłacani.
                Każdy z nas wie, że gdyby złapali go po pijaku (do 0,5 promila) od razu wylatuje
                z pracy. Tak samo jak każde oskarżenie przed sądem (jeszcze przed skazaniem!!!!)
                rzutuje wywaleniem z pracy lub co najmniej zawieszeniem.

                Ktoś, kto kontroluje innych, przygotowuje dokumenty i opinie nie tylko dla
                organów właścicielskich, ale również dla sądu czy innych instytucji - musi mieć
                nieskazitelną opinię. Nie można sobie pozwolić na to, że na sprawie sądowej
                adwokat strony pozwanej podważy morale (nie kompetencje - bo te mogą być
                idealne!!!) osoby z zespołu przygotowującego całą dokumentację. I wtedy nie
                dość, że mrówcza praca kilku ludzi jest do kosza, to jeszcze firma traci reputacje.

                U nas niepłacący alimentów może być politykiem i posłem, w Stanach nie jest to
                do pomyślenia. My, Polacy, na pewne rzeczy patrzymy z dużą dozą wyrozumiałości,
                której gdzie indziej delikwent by nie uświadczył. Firma podobne standardy
                wprowadziła na całym świecie. Nie ma u nas przymusu pracy, ale jeżeli ktoś się
                zdecyduje - musi się do nich stosować. I zaręczam Ci, że chętnych jest dużosmile

                Jest jeszcze inny aspekt tej historii: pracownicy wychodzą często z pracy około
                20, często po tym mają jeszcze kolacje i spotkania biznesowe. W domu bywają
                nawet około północy. Dla rodziny mają czas jedynie w weekendy - jeżeli nie są
                gdzieś na delegacji. Siłą rzeczy żony nie pracują. (Około 80% partnerek naszych
                pracowników, mających małe dzieci nie pracuje. Sama byłam w takiej sytuacji. To
                naprawdę jest trudne do pogodzenia). Często słyszę od moich podwładnych, że z Ta
                lub Tamtą, to oni nie pojadą, bo żona jest o nią zazdrosna. A gdyby taka żona
                dowiedziała się, że koleżanka z którą mąż wyjeżdża na dłuższą delegację rozbiła
                czyjeś małżeństwo, to byłoby dopiero piekło. W jednym hotelu, non stop razem. Boże!!

                Większość kobiet nie rozbiła niczyjego związku, a na pewno z daleka się trzyma
                od takiego, w którym są dzieci, więc ktoś taki od razu jest podejrzany. Żony
                poza tym mają często zwyczaj traktować swoich mężów za nieco upośledzonych wink,
                szczególnie jeśli jeszcze są stosunkowo młodzi i świetnie zarabiają. Wierzcie mi
                w swojej kilkunastoletniej pracy zawodowej wielokrotnie spotykałam się z
                sytuacją, gdy w firmie odbywały się prawdziwe polowania. Wiele lat temu
                śmiałyśmy się z tych "amerykanskich" zasad, ale teraz nie jest nam do śmiechu.

                Szczególnie koleżance, szefowej równoległego zespołu, której najlepsza
                przyjaciółka wykręciła taki numer. Teraz facet się rozwodzi a koleżanka
                tłumaczy, że nic nie wiedziała o ich romansie. To, że wysyłała ich razem,
                wynikało ze względów merytorycznych (prawniczka i analityk), a nie chęci pomocy
                w organizowaniu schadzek.

                Niby jasne, ale dla "góry" widać nie do końca. I dziewczyna ma problemy. Pewnie
                pracy nie straci, ale straciła już zaufanie "góry" i teraz będą się jej bacznie
                przyglądać. A przyjaciółka już zwolniła się z pracy, nie musi przecież tyrać po
                kilkanaście godzin dziennie. Chociaż jest świetnie wykształcona, rola utrzymanki
                jej odpowiada.

                Dla wyjaśnienia dodam, że identyczne zasady panują w firmie, w której teraz
                jestem. Londyn, nie Londyn, nikt za nikim nie chodzi, ale prowadzenie
                pracowników musi być bez zarzutu i romanse w pracy są wykluczone.
                Protestów nie słychać.
                • m-m-m Re: Z drugiej strony 06.06.07, 11:14
                  Często słyszę od moich podwładnych, że z T
                  > a
                  > lub Tamtą, to oni nie pojadą, bo żona jest o nią zazdrosna. A gdyby taka żona
                  > dowiedziała się, że koleżanka z którą mąż wyjeżdża na dłuższą delegację rozbił
                  > a
                  > czyjeś małżeństwo, to byłoby dopiero piekło. W jednym hotelu, non stop razem.
                  B
                  > oże!!



                  Ale to są problemy emocjonalne tychże żon, że nie ufają mężom.
            • kicia031 Re: Z drugiej strony 06.06.07, 09:49
              Była przyjaciółka nie dość, że nie tylko moim zdaniem rozbiła małzeństwo, to
              > jeszcze handryczy się z Eksia o pieniadze i utrudnia kontakty z pasierbami.
              > Jej facet, jak był jeszcze kochającym tatusiem, życzył sobie, żeby jego dzieci
              > chodziły do prestiżowej prywatnej szkoły. Teraz już sobie nie życzy, bo ma
              nową
              > "zabawkę", i dzieci nie dość, że straciły ojca, dom to jeszcze musiały zmienić
              > szkołę.
              > Dziwisz sie, że raczej nie chcę mieć z nimi nic do czynienia?

              Ja tez zerwalam kontakty z przyjaciolka ze wzgledu na jej stosunek do corki jej
              meza z pierwszego malzenstwa. Nie moglam strawic takiej podlosci. Dodam, ze
              bylo to wiele lat temu, mialam 22 lata, nie bylam samotna matka, ani nawet nie
              przypuszczalam, ze bede macocha. Nie bylo to kwestia rzutoweania osobistych
              doswiadczen. Po prostu wychowano mnie w pewnym kodeksie moralnym....
              • mara68 Re: Z drugiej strony 06.06.07, 14:49
                Kimbeli wcale Ci się nie dziwię że nie masz dobrych uczuć do byłego i jego
                partnerki. Bywają jednak ciężkie przypadki Eks. Nasza jeszcze nie jest taka
                zła, ale czasami też potrafi życie zatruć. Nasza Eks jeszcze w trakcie
                małżeństwa z NM. znalazła sobie nowego partnera i poprosiła o rozwód (za to jej
                nie winię, źle jej było to się rozwiodła). Z tym że ona chciałaby być
                rozwiedziona i byłego męża mieć na każde skinienie jak zajdzie taka potrzeba,
                do tego potrafi zadzwonić i powiedzieć że my mamy gdzieś nie jechać bo ona też
                się tam wybiera i nasza obecność jej przeszkadza i sobie nie życzy; Mała miała
                zamiar na kartce z wakacji mnie pozdrowić ale powiedziała że mama by się
                zezłościła i wolała nic nie mówić, przed naszym weselem Mała dopytywała się
                dokładnie gdzie mamy ślub, ile płacimy itp. (nie sądzę żeby 8 latkę
                interesowało ile kosztuje wesele od pary,chyba że się mylę). To takie
                przykłady...Oczywiście dziecko jest pod bramę odprowadzane przez NM. itd.
                Ale jak już pisałam inni mają gorzej. Życzę tylko naszej Eks żeby była
                szczęśliwa w swoim związku jak najdłużej - najlepiej na zawsze... i niech się
                trzyma zasady "żyj i pozwól żyć innym".
Pełna wersja